Ja to serio jestem niedzielnym graczem jak porównam swoje growe dokonania w tym roku do osiągnięć chyba większości z Was. Czy Wy w ogóle wychodzicie z domu? Czy robicie coś poza graniem? W tym roku nie skończyłem wielu gier, ale i tak trafiły się wśród nich perełki, które dostarczyły mi kupy zabawy. Coraz mniej gier jest w stanie mnie zainteresować, bo albo nudzę się przez ich powtarzalność, albo porzucam przytłoczony ich skalą. W tym roku konsolę w dużej mierze przejęła też moja dziewczyna, której dałem w zeszłoroczne Mikołajki Hogwarts Legacy i ogrywała go chyba z 80h (czemu laski są tak zafiksowane na punkcie Pottera? Tego nie wiem). Gra bardzo spoko - byłem zaskoczony tym jak ładnie wykonany jest świat, jak przyjemny jest system walki, choć to gra, w jaką już grałem wiele razy. Po Hogwarcie dałem dziewczynie do ogrania Wiedźmina 3, który na PS5 i na Oledzie wygląda bosko. Fajnie było sobie przypomnieć tę grę, nawet jeśli podpatrywałem ją z boku robiąc coś innego. Oddanie konsoli dziewczynie w sumie nie wpłynęło jakoś negatywnie na moje granie, bo ostatnie lata i tak kończyłem rok z około 10 ukończonymi tytułami. A w tym roku trafiło mi się kilka perełek: 1. Cocoon - jak w to się świetnie gra! Bardzo przyjazny tytuł logiczny z niezwykłym pomysłem pozwalającym mózgowi na niecodzienne wygibasy, ale zachowujący właściwy umiar w swych logicznych ciągotach i dający dużo radości z przeskakiwania między BIOMAMI w tym bardzo organicznym świecie. Polecałem na forumku tuż po przejściu, polecam nadal. 2. Brothers: A Tale of Two Sons - myślałem, że pogram z druga połówką, ale rozpuszczona bogactwem It Takes Two szybko podarowala sobie tę grę. I w sumie nie dziwie się, bo granie we dwójkę jest tu wciśnięte na siłę i sterowanie samemu dwiema postaciami jest kluczowe w tej grze, w której stary wyjadacz jak ja nie znalazł nic specjalnie nowego, ani ciekawego poza pewnym motywem z końcówki, ale nie chcę spoilować. 3. Astro Bot - to jest gra, w którą chce się grać. Tęskno mi za takimi tytułami - kreatywnymi, kolorowymi, zabawnymi! Grałem ja, grała dziewczyna na osobnym sejwie i obydwoje maksowaliśmy ten piękny tytuł. 4. Split Fiction - zarówno mnie i mojej drugiej połówce trudno było się przekonać do głównych bohaterek i historii z doopy, ale w drugiej połowie coś pykło i gra stała się zdecydowanie lepsza - i to nie tylko przez zmianę jaka dokonywała się w bohaterkach, ale tej w ciekawszych rozwiązaniach gameplayowych (końcówka gry to jest istne szaleństwo i kwintesencja kreatywności w grach video). Nie tak dobre jak ITT, ale zdecydowanie warte polecenia. 5. Sword of the Sea - fajna gra zapożyczająca od Journey około 70% swojej tożsamości, ale dająca od siebie znacznie szybsze i zabawniejsze sterowanie postacią. Gra błyszczy w śnieżno-lodowych krainach, zawierających stoki po których można śmigać i z samego śmigania mieć sporo radochy. Gra właściwie mogłaby cała bazować na takich zjazdach i wjazdach, bo reszta lokacji, w tym promująca grę miejscówka pustynna, nie jest właściwie zbyt ciekawa jeśli ktoś ograł już Podróż. Grze przydałoby się nieco więcej wyzwań, może nawet wrogów do pokonywania, bo brakuje tu trochę mięsa. Idealna gra do ogrania jak ktoś ma abonament. 6. Cronos: The New Dawn - produkcja mistrzów z Krakowa ma niesamowity klimat. Dla człowieka mieszkającego w tym mieście była to podwójna atrakcja, chociaż miejscówki nie były aż tak rozległe, jakbym się spodziewał. Bardzo wkręciłem się w tę historię, która odkrywana jest w zapiskach pozostawianych gdzieś w starych PRLowskich mieszkaniach. Szkoda, że opowieść przyjmuje z czasem inne tony i moim zdaniem rozkracza się pod koniec. Ale klimat, design miejscówek i infrastruktury podróżników, udźwiękowienie robią niesamowite wrażenie. Technicznie gra mocno daje radę, chociaż strzelanie i nawalanie z piąchy mogłoby wywierać większy wpływ na przeciwników. 7. Silent Hill f - eFkę ograłem 2 razy, bo byłem ciekaw innych linii dialogowych i scenek, które rzeczywiście dodają więcej kontekstu historii Hinako i fajnie je poznać. Moja dziewczyna bardzo się wciągnęła w jej losy i trzeci run zaliczyła już właściwie sama, z moją bardzo sporadyczną pomocą przy cięższych potyczkach. Czy ja bym grał sam 3 razy? Niee, ileż można? Po czasie stwierdzam, że chociaż to dobra gra, a historia zapada w pamięć to nie jest zbyt dobry Silent Hill. Ma swój bardzo wyjątkowy charakter i w sumie szkoda, że grze nie została nadana unikalna tożsamość. Cieszę się jednak, że eFka nie byla tak hardkorowa jak SH2R, bo też po Cronosie nie miałem ochoty na taki gęsty horror. 8. Prince or Persia: The Lost Crown - wprawdzie jeszcze nie przeszedłem tej gry, ale odkryłem już ogromną część mapy. Podoba mi się setting w tym zapomnianym mieście, responsywność i zróżnicowanie rozgrywki. Wrócę do księżulka jak mnie najdzie ochota. 9. Herdling - skończona wczoraj, nowa gra twórców świetnego FAR: Changing Tides, która podobnie jak tamta daje super poczucie podróży, ale gorzej niż symulator człowieka-orkiestry na statku, daje mniej do roboty. Jest za to bardzo urocza, gdyż jako pastuch możemy nadawać imiona stworkom przyłączającym się do naszego stada. Gra jest przy tym bardzo łatwa i nawet nie wiem czy można stracić jakiegoś mgłorożca, bo tak się nazywają te kudłacze. Gra mocno inspirowana Journey, co jest szczególnie widoczne w bezsłownej narracji, jak i nastrojach, jakie stara się wywołać pod koniec wędrówki. Przydałoby się tutaj trochę więcej szlifów i nieco więcej piniondza, bo podobnie jak FAR oprawa jest bardzo, ale to bardzo ascetyczna, a i tak gra nie jest w stanie utrzymać stabilnego framerate’u, co jest żartem przy takiej grafice. Przyjemny tytuł tak czy owak. 10. Dirt 2.0 - uwielbiam tę grę i odpalam kiedykolwiek chcę pojeździć. Tego grudnia zaprzyjaźniłem się z trasami w Szwecji, bo chciałem poczuć więcej zimy tej zimy. Wcześniej unikałem, ale te szwedzkie trasy są kozackie. Porzuciłem Kingdom Come Deliverance 2 i Gears of War - tę pierwszą po jakiś 5-6 godzinach, ponieważ mimo pięknych widoczków gameplay był dla mnie zbyt toporny, a tę drugą po godzinie, bo miałem wrażenie, że grałem już w tego rodzaju grę wiele razy, a otoczka mnie nie przekonała na tyle, żeby przy niej zostać.