Prawie zdążyłem na sobotę. Okładka. Sarosik. 10/10. Co nowego. Tradycyjny news na temat jakiejś konsoli kolejnej generacji. Maciej, czy ta “przepotężna, oferująca gigantyczny skok jakości” PS6 jest teraz z nami w pokoju? Również tradycyjny news na temat GTA VI i czy będzie kosztować 100$? Zabawny ten krótki news dotyczący Star Wars Eclipse. A potem wszyscy zdziwieni, że studia upadają i są zamykane. Cytat numeru. Nie rozumiem. Nie podoba mi się crunch? Nadgodziny? Zbyt wiele obowiązków? Szukam innej pracy. Ja wiem, że sytuacje życiowe są różne i nie każdy może sobie pozwolić na tego rodzaju decyzje z dnia na dzień, ale no dajcie spokój z użalaniem się. Chłopy i baby robią gierkę 8 godzin dziennie, z przerwami wychodzi 7 godzin, weekendy wolne, a zarząd się zastanawia dlaczego im schodzi 8-10 lat zanim gra jest gotowa. Potem jeszcze rok patchowania. Dwa lata na jakieś DLC i znów można ruszyć z nowym projektem! Ohayo Nippon / Dobre, bo polskie. Chciałem pominąć, bo oba kąciki w tym miesiącu solidne, ale po chwili zastanowienia uznałem, że są lepsze niż solidne i zasługują na słowo pochwały. Mazzi raczej równa forma, ale Kroolik od kilku miesięcy wygrzebuje się coraz wyżej. Alkahest. Porównać do Wiedźmina 3 muszę, bo się uduszę. Moosa: Dirty Fate. Ponoć w grze są bestie z dawnych legend, więc nie zgadniecie do jakiego zabójcy potworów koniecznie trzeba tę grę porównać! Gadający Kwiatek. W sumie jedyne czego mi zabrakło to podania orientacyjnych wymiarów gadżetu, bo zdjęcie też nie oddaje skali. Nie żebym planował go kupić, to już chyba lepiej ten budzik. Chociaż to jak wybór między grzybem na ścianie i grzybicą stóp. Generalnie test z kategorii: sprawdzamy, abyście wy się nie dali nabrać na zakup. Takie testy też są potrzebne. The Blood of Dawnwalker. Ok, ciągłe porównywanie do Wiedźmina 3 tutaj uzasadnione, ale i tak mnie męczy, więc się dopierdolę dla zasady. Ogólnie odczucia Rogera lepsze i bardziej obiecujące, niż oczekiwałem. Mimo to nadal nieco nieufnie podchodzę do tej gry i o ewentualnym zakupie zdecyduję pewnie na ostatnią chwilę. Dziwne też, że na tym pokazie dla prasy nie zdradzili daty premiery, bo z pewnością już ją mieli ustaloną. W sumie niekoniecznie “dziwne”, może tylko nieco chytre. DLSS 5. Cztery strony, dużo “definiowania” “fundamentalnych”, “interpretacji”, ale przecież nawet nie ma co dyskutować nad tym gównem. Słyszałem, że zwolniło się miejsce na pustyni, gdzie były zakopane egzemplarze E.T. z Atari. Game Boy Advance. Wspaniały sprzęt. Nie pamiętam przy jakiej okazji wszedłem w jego posiadanie, ale miałem. Pierwszy model, fioletowy, szybko zgubiłem klapkę od baterii. Czego natomiast nie miałem, to wielu gier, bo mnie najzwyczajniej w świecie nie było na nie stać. Tylko Yoshi’s Island i Advance Wars. Musiało wystarczyć, ale i tak w wakacje graliśmy z kolegami na ławce w Advance Wars, tocząc pojedynki i przekazując sobie konsolkę co rundę. Dopiero po latach kupiłem model SP, a wraz z nim gry, które zawsze chciałem na tej konsoli ograć - Metroidy (Zero Mission i Fusion) oraz Minish Cap. Przeszedłem wszystkie, konsolę nadal posiadam, choć w dobie Anberniców i NSO na Switchu nie jest to najwygodniejszy sposób na granie, więc pewnie będzie leżała, aż bateria się wysra i uśmierci sprzęt. Dżujo w ostatnich miesiącach skupiał się na raczej mało ciekawych, albo mocno pesymistycznych tematach, ale w tym numerze wreszcie wrócił na odpowiednie tory i pisze o miłych rzeczach, aż ma się ochotę odpalić jakąś gierkę na GBA (Golden Sun, patrzę na ciebie). Oby trzymał ten kierunek jak najdłużej i wybierał sobie optymistyczne tematy. Hyde Park. Roger: “Butcher będzie obrażony, jeśli w podsumowaniu roku nie znajdzie się na pierwszej, tylko trzeciej stronie.” Dokładnie tak sobie Butchera wyobrażam w wielu kwestiach, nie tylko podsumowania roku. Piechota: bardzo pokrzepiające słowa, bo jak już spłynie ten krytyczny łomot w opiniach, to przynajmniej dobrze się bawiliście przy tworzeniu albumu i to będzie pocieszające. Nie no, żartuję, będzie dobrze. W tej chwili nie jest, ale będzie. Piękny rysunek. Headshot. Darka nostalgia boli, a ja w zeszłym roku też nadrabiałem odświeżoną trylogię Tomb Raiderów (TR2 po raz pierwszy) i choć nie da się ukryć, że mechaniki mocno nadgryzł ząb czasu, to kompletnie mi to nie przeszkadzało. Szybciutko się przestawiłem i równie szybko zacząłem z tych Tomb Raiderów czerpać po prostu przyjemność. Oczywiście opcja quick save/load miała tutaj kluczowe znaczenie, bo tylko dzięki niej nie było frustrująco, a wręcz… rozluźniająco? Wiele gier źle zniosło czas, ale według mnie cykl TR wciąż się broni, ze względu na swoją specyfikę, często atmosferę i pewną niepowtarzalność w obrębie gatunku, bo nawet nie było wiele “podrób” tamtych Tomb Raiderów. Recenzje. Pragmata. Jak to u Kaliego (Kalego?) - jest entuzjastycznie, pewnie aż zbyt entuzjastycznie, a co za tym idzie - nieco chaotycznie. Padają jakieś dziwne stwierdzenia. No bardzo ciekawy jestem jakie to angażujące dyskusje Kali tam prowadził, bo chyba nie chodzi o te raczej urocze i sympatyczne wymiany zdań z androidem, którego pojmowanie świata porównywalne jest z sześciolatką. Ale jeszcze bardziej ciekawi mnie jakie istotne znaczenie dla samej rozgrywki ma zabawa w chowanego, bo możliwe, że coś mnie ominęło. Brzmi, jakby solą shootera TPP zwykle nie był arsenał, a tutaj zachodzi jakaś anomalia. Aha, czyli od 25 lat żadna gra nie miała udanego trybu wyzwań? Czy o co chodzi? Fabuła jest udana, ale już nie przesadzajmy z jej ambicjami. Poza tym śródtytuły jakieś dziwne i zwykle bez sensu. Recenzja wydaje się pełna skrótów myślowych i niepoukładana jakbym czytał PE w latach 1998-2000. Gdyby nie fakt, że w Pragmatę grałem, to duża część tej recenzji byłaby dla mnie niezrozumiała (hipostaza? Nie dało się użyć bardziej intuicyjnego dla kontekstu słowa?). Saros. Surowa ocena, ale sama recenzja w swojej treści bardzo dobra. Z oczekiwaniami jest tak, że można nimi usprawiedliwić każdy werdykt i nawet skrytykować takie Mouse P.I. for Hire że "jest za mało poważne i mysi detektyw nie powinien zabijać tylu wrogów, bo to kreuje dysonans ludonarracyjny" (IGN). Szczęśliwie Butcher do takiego ekstremum się nie posunął i trzymał oczekiwania w rozsądnych ramach. Osobiście się cieszę, że Housemarque odświeżyło otoczkę, ale mocno trzymało się koncepcji Returnala. Dlaczego? Bo przez pięć lat nikt nawet nie próbował stworzyć podobnej gry, tak się prezentujące, tak soczystej i na rynku wciąż była niewypełniona luka (podobnie jak w moim sercu). Trzeba fachowców, by zrobić to dobrze i satysfakcjonująco, a Saros jest wściekle satysfakcjonujący. Zachodzi tutaj sytuacja odwrotna, niż w przypadku Hadesa, którego przez lata dostaliśmy dziesiątki naśladowców, a kiedy wyszła kontynuacja, to byłem już tak nasycony gatunkiem, że nawet mi się nie chciało gry sprawdzić. Drugiego Returnala (albo jego udanego naśladowcę) najwyraźniej byli zdolni stworzyć jedynie autorzy pierwszego i to działa na korzyść Sarosa. Ogólnie z dwóch najgorętszych recenzji tego miesiąca Butcher wypadł dużo lepiej od Kalego. Entuzjazm jest fajny, ale nie sprzyja klarowności przekazywanych myśli. Life is Strange. Reunion. Zgadzam się z Mazzim, że nie wszystko musi być domknięte. Dlatego też osobiście nie pokuszę się na domykanie historii Max i Chloe. Pachnie trochę odcinaniem kuponów. Mouse. P.I. for Hire. Gdyby nie to, że grę kupiłem już w okolicach premiery, to Adamus oczywiście by namówił. Wziąłem trochę w ciemno i w ramach wsparcia twórców. Choć jestem kroplą w morzu, to lubię w ten sposób dać sygnał, że takich gier i w jakiś sposób oryginalnych inicjatyw oczekuję od branży. Na nieszczęście Myszy trafiła ona z premierą w okolice Pragmaty i Sarosa, więc chwilę poczeka na swoją kolej, ale przecież się nie pali. Przy okazji: polecam recenzję IGN (6/10). Bardzo zabawna - jakby krytyka filmowego zmusili do zrecenzowania gry wideo (“dlaczego bohater musi zabijać tylu przeciwników? Dlaczego każdy żart musi się odnosić do sera?”). Tomodachi Life. Chwila, moment. Czy Komodo właśnie przemycił w tekście tłuściutki spoiler dotyczący Silent Hilla 2? Nie zdradzę, ale gdybym nie znał fabuły SH2, to w trakcie tej lektury trochę bym się zirytował. Poza tym na eShopie jest darmowe demo. Można po prostu sprawdzić, bo gra jest na tyle specyficzna, że trudno to oddać w tekście. Diablo IV. Mamy to. Po trzech latach łatania i sprzedawania dodatków Diablo IV jest wreszcie dziełem “kompletnym”. Przez chwilę zastanawiałem się ile trzeba wydać kasy, aby cieszyć się grą w pełni, skoro sam ten dodatek kosztuje 179 zł, ale potem straciłem zainteresowanie, bo przecież i tak nie zamierzam w to grać. Cthulhu. The Cosmic Abyss. Obowiązkowy horror FPP w tym miesiącu oficjalnie odhaczony. Choć z tym horrorem to ponoć trochę na wyrost, skoro nie straszy? Starfield. Ciekawie wygląda ta recenzja Rogera w konfrontacji z wcześniejszą recenzją Zaxa. U niego wszystko jest w porządku, jest rewelacyjnie, rewelacyjnie robią, wszystko jest w porządku. Jest git. Pozdrawiam całą Bethesdę, dobrych chłopaków, niech to się trzyma, dobry przekaz leci. A tymczasem naczelny to jednak parę wad wytknął. I to w najbardziej wypasionej wersji gry, która jest po trzech latach łatania. ChainStaff. Nie sądzę, aby wielu graczy skorzystało z tej rekomendacji, ale ja dodałem do listy życzeń, więc jestem żywym dowodem, że takie recenzje wciąż mają sens. People of Note. Aysnel się wyrabia i wciąż mu kibicuję, szkoda jedynie, że gry które recenzuje w 90% leżą poza kręgiem moich zainteresowań. People of Note w tym miesiącu miało u mnie największe szanse, ale jednak jeszcze nie tym razem. Może w kolejnym numerze się uda? Legacy of Kain. Ascendance. Jestem w sumie wdzięczny za tą recenzję, bo gdyby gra w najbliższych dniach trafiła do promocji, to możliwe, że kupiłbym ją w ciemno. A tak to z dużym zainteresowaniem przeczytałem o tym wszystkim, co jej dolega, szybko rzuciłem okiem na metacritic da potwierdzenia, że Darek tym razem nie znęca się nad jakąś grą bezpodstawnie i nowy LoK z hukiem wyleciał z mojej listy życzeń (dodany jeszcze długo przed premierą, aby mieć tytuł na oku). Replaced. O, Mielu. To zawsze małe święto, gdy Michał nie recenzuje jakiegoś soulslike’a. A w sumie i tak miło się czytało. Emotionless. Drugi w tym miesiącu horror psychologiczny FPP. I drugi, który nie straszy. A może Graba jest już jakiś znieczulony, skoro ogrywa kilka takich chodzonych horrorów w miesiącu? Retrorecenzja. Zelda: Majora’s Mask. Dobra, ale odpowiedzcie mi czy powinienem się martwić, skoro to już trzeci albo czwarty numer z rzędu, gdzie w tym dziale rozpycha się Graba i nie dopuszcza innych recenzentów? Nie żeby mnie to jakoś szczególnie bolało, ale ceniłem w retrorecenzjach różnorodność autorów, a ostatnio ta wymienność znacząco osłabła. Natomiast co do Majora’s Mask to miałem okazję ten tytuł po raz pierwszy grać właśnie w wersji na 3DS-a (podobnie zresztą jak Ocarina of Time) i największe obawy miałem oczywiście w związku z presją czasu, bo nie po to gram w Zeldę, by stale patrzeć na zegarek i gdzieś się spieszyć. Ale to szybko minęło i z kolejnymi godzinami nawet polubiłem ten patent, bo po latach mocno wyróżnia Majora's Mask z tłumu innych Zeld. No i mroczny, niepokojący klimacik też swoje robi. Publicystyka. 40 easter eggów z Super Mario Galaxy Film. Niepotrzebny tekst rodem z PPE. Pewnie kosztował trochę czasu i wysiłku, a radości czytelnikowi daje niewiele. Trochę tu oczywistości (naprawdę walka z Bowserem na moście nad lawą jest ukłonem w stronę Super mario Bros? W życiu bym na to nie wpadł oglądając film!), trochę wskazań palcem “patrz, to jest easter egg, zauważyłeś? A Pikminy znasz? Słyszałeś? Powiedział Rainbow Road, a to przecież jedna z tras Mario Kart! Wow!”. Naprawdę nie wiem dla kogo to i komu potrzebne, skoro ten film to przede wszystkim zlepek easter eggów, piękna oprawa i niewiele więcej. Turystyka gamingowa. Uwielbiam odkrywać światy w grach. I nie piszę jedynie o tych naśladujących “prawdziwość”. Każdy. Ale czy czuję potrzebę albo ochotę, by na własne oczy obejrzeć katedrę albo piramidę, na którą właśnie się wspiąłem asasynem? Niekoniecznie. Może gdyby jakaś gra absolutnie zawładnęła moimi myślami i była gdzieś w prawdziwym świecie lokacja, na której się wzorowano, to inaczej bym śpiewał. Pewną pokusę czułem przy okazji Silent Hill f i “prawdziwej Ebisugaoki”, czyli Kanayamy, ale taka wyprawa i tak byłaby poza moim zasięgiem (choć jestem ciekawy czy gra znacząco wpłynęła na tamtejszą turystykę). Nieco większe szanse były i nadal są związane z… Cronosem, bo jak ostatnio sprawdzałem, krakowska Nowa Huta nadal stoi, hehe. Poza tym ciekawy jestem jak w swojej roli wypadnie portowa mieścina w nadchodzącym Silent Hillu, bo też czuję potencjał. Turystyka gamingowa wydaje się tematem na wiele interesujących stron okraszonych odpowiednimi materiałami graficznymi, które w tym przypadku mówią więcej, niż sto słów. Kochaniec z racji ograniczonego miejsca siłą rzeczy zdołał jedynie musnąć tematu, nakreślić ideę, ale niedosyt jest. To progres, bo przy okazji tekstu o wróżbiarstwie to nawet się cieszyłem, że już koniec. No i plus za wciągnięcie do materiału Trylogii Husyckiej. Im dłużej o tym myślę, tym wyżej ją cenię w stosunku do Wiedźmina. Crowdfunding. Mam wrażenie, że ten temat powraca cyklicznie. Mam też wrażenie, że Buczyński już coś podobnego pisał, ale konkretniej o samym Kickstarterze czy coś. A może to tylko moje przewidzenia, a weryfikować mi się nie chce. Generalnie nie jestem jakimś fanem tematu i w całym swoim życiu wsparłem tylko jedną tego rodzaju inicjatywę, czyli wspomniany w tekście Eiyuden Chronicle, bo wtedy aż się podnieciłem i ani sekundy zawahania. Absolutnie nie żałuję, ale w krew i nawyk mi nie weszło. Tekst oczywiście przeczytałem, choć bez rumieńców na twarzy i nawet trudno mi się do niego jakkolwiek odnieść czy cokolwiek wytknąć, bo się nie interesuję i nie znam na tym. Loremasters. Strażnicy wiedzy. Niby temat fajny, ale z racji, że poruszone w tekście uniwersa kompletnie mnie nie grzeją, to całość przeczytałem bez emocji. I choć w trakcie nie ziewałem, to jednak wolałbym przeczytać jakieś lore, niż o gościach, którzy tego lore doglądają. Sekiro. Ciekawy zbieg okoliczności, bo osobiście po raz pierwszy Sekiro przeszedłem dopiero trzy miesiące temu. A potem przeszedłem drugi i trzeci raz. Wciąż jestem pod wrażeniem tej gry, a tutaj Kacper przyczaił się z obszernym tekstem o kulisach i nie tylko. Muszę pisać, że była to wspaniała lektura? Satysfakcjonująca jak system walki w Sekiro. Dla mnie to najlepsze połączenie: Adamus skupiony na jednym konkretnym tytule, precyzyjny cel. Najbardziej intrygował mnie wątek powiązań z Tenchu, bo jakoś nigdy nie miałem okazji przeczytać opracowania na ten temat. Autor nie zawiódł i opisał to obszernie. Poza tym Sekiro jest wyjątkową grą. Po jednym przejściu nie miałem jej dość i bez wahania chciałem to powtórzyć. Powtórzyć chcę też lekturę tekstu Kacpra, ale to dopiero jutro. Daredevil. Zaskakująco dobry serial (nic dziwnego, że wrócił) i równie dobry tekst mu dedykowany. Oczywiście trochę spodziewałem się autorstwa Ostasza, ale Kozłowski też udźwignął. Jeśli były jakieś wpadki (dużo dat, więc z pewnością gdzieś się pomylono, hehe), to ich na pierwszy rzut oka nie wyłapałem, a na drugi rzut oka mnie one nie interesują, bo nie mają większego znaczenia, gdy opowieść o kulisach wartko płynie. Steam Machine z odpadów PS5. Zapytałem sam siebie: czy w ogóle chce mi się to czytać? Przeczesałem tekst wzrokiem, widzę masę RTXów, GPU, GDDRów, NVMe, RDNA, BIOS i innego chujstwa, które mnie zwyczajnie nudzi, więc odpuściłem lekturę. Stargate. Również jeden z lepszych artykułów w tym numerze. Nastawiony pozytywnie Konsolite - gdy tłumi swoją naturalną zgryźliwość - potrafi spłodzić wciągającą opowieść. Tłusto tutaj od treści, a jednak w trakcie lektury kompletnie to nie przytłacza i całość czyta się lekko. To zawsze mnie u Darka zaskakuje, że w długich formatach wypada dużo korzystniej, niż w krótkich recenzjach, gdzie bywa chaotyczny i z przymusu stosuje dużo skrótów myślowych. Tutaj jest przyjemnie, choć merytorycznie nie potrafię tekstu ocenić, bo Stargate to nie moja pasja i nie obejrzałem chyba nawet jednego epizodu (za dzieciaka oglądałem jedynie film). Niemniej po lekturze przeleciała mi przez głowę myśl, by serial sprawdzić i nawet jeśli ostatecznie tego nie zrobię, to niech to będzie komplement dla autora. Final Fantasy: The Spirits Within. Kubica rozentuzjazmowany. Są nawet wykrzykniki. Najbardziej w tym tekście zaskoczyło mnie wyznanie autora, że filmy uwielbia bardziej od gier. Poza tym to klasyczny Kubica na wysokim poziomie, a ja po raz kolejny cieszę się, że nie czuję potrzeby dodawania kolejnej gry do backloga. Chuck Norris. Fanem trudno mnie nazwać, ale nie da się też ukryć, że pożegnaliśmy legendę kina lat 80-90. Jedną z wielu i niedobra jest myśl, że przyjdzie nam te wszystkie ikony żegnać coraz częściej. Skróconej biografii Chucka Norrisa nie miałem okazji nigdy czytać, więc Ostasz podsunął mi wygodną możliwość. I jak to u autora - trudno mi się przyczepić do czegokolwiek, bo jeśli lektura jest zarówno lekka, jak i pouczająca, to czego mogę wymagać więcej? Extreme Plus. Biznesowa i technologiczna anatomia upadku 3dfx Interactive. Nawet nie czytałem, bo osiem stron na temat, który mnie kompletnie nie grzeje, to za duże poświęcenie, na które nie jestem gotowy. Nie krytykuję doboru tematu, bo pewnie znajdzie swoich fanów, ale dla mnie to usypiacz. Felietony i kąciki. Region filmowy. Filmu z YouTube to się nie spodziewałem. I to takiego z 1980 roku. Ale kurde, opinię przeczytałem z większym zaciekawieniem, niż wszystkich tych nowości. Sobek ostatnio miło kombinuje z kącikiem i szuka urozmaiceń, a ja to doceniam i kibicuję. Comix Zone. No jasne, jeszcze tutaj wrzućmy Wiedźmina. Albo od razu dwa. Aż zatęskniłem za Marvel/DC. Ale tylko na chwilę, bo niżej znalazłem kolejnych X-Menów 4/10. BAKA. Czyli jednak wracamy do formatu kilku recenzji w miesiącu? Moja lista “anime, które może chciałbym, ale - kogo ja oszukuję - i tak nigdy nie obejrzę” będzie puchnąć trzy razy szybciej! HIV. Ujmę to tak. Doceniam, że HIVowi najwyraźniej się chce i ma motywację, by narobić nieco szumu. Na ile wystarczy mu zapału? Nie wiem, choć znając jego inicjatywy jestem raczej sceptyczny, aby się nie rozczarować. No ale zobaczymy, bo wbrew pozorom mu kibicuję, wyczuwając spory potencjał do “poddymienia”. Wciąż jednak dostrzegam pewne hamulce, skoro “krakowska szmata” nie została wywołana z ksywy, ale może na to jeszcze przyjdzie czas, bo HIV najwyraźniej zaczyna od początku istnienia PE. Z jednej strony to tylko kolejne teksty wspominkowe, jak to “kiedyś było”, z drugiej - może się zrobić pikantnie, jeśli HIV rzeczywiście poleci bez cenzury. Daję kredyt zaufania i czekam na ciąg dalszy. Jednocześnie zastanawiam się czy to będą dwie strony na stałe, czy raczej zejdziemy do jednej strony miesięcznie, jak cała reszta felietonów? Opowieści wystarczy na dłużej, a i samemu HIVowi będzie łatwiej dostarczyć regularnie jedną stronę, niż dwie. Choć nawet z jedną pewnie może być problem. Zax. Postaram się krótko, bo szkoda mojego czasu, a nie chcę się powtarzać. Ocenę 6/10 można uznać za sprawiedliwą, bo wyobrażam sobie, że przedpremierowa wersja gry musiała mieć sporo bolączek, ale jednocześnie w nią nie grałem, więc trudno mi się odnieść. Większym problemem od wystawionej oceny był w recenzji najzwyczajniej w świecie protekcjonalny ton Zaxa, uwypuklanie wad (albo ich wymyślanie - makietowy świat, system walki porównywany z soulslike’ami) i lekceważenie tego, co Crimson Desert robi dobrze (choćby autorski, imponujący silnik). To była słaba recenzja, bo autor miał za duże ego, by uczciwie się nad grą pochylić. A teraz dostrzegam pęknięcia w narracji, bo Zax już nie odradza zakupu, tylko poleca się z nim wstrzymać. Bo co jak co, ale podejście Pearl Abyss jest wzorowe - słuchają graczy, działają błyskawicznie, praktycznie co tydzień nie tylko usprawniają działanie gry, ale dodają elementy uprzyjemniające rozgrywkę i zupełnie nową zawartość. Modyfikacje, które Bethesdzie zajmują rok czasu, Koreańczycy wprowadzają w tydzień. Jednocześnie gra wciąż działa stabilnie. Przez 130 godzin, które jej poświęciłem tylko raz miałem crasha. Nie zbugował mi się też żaden quest, choć niektóre mogą sprawiać takie wrażenie, bo bywają niejasne w opisie, ale to tylko jedna z ich wad, hehe. Walkiewicz. Ten felieton dużo trafniej oddaje to czym Crimson Desert jest, czym mógłby być i czym nigdy nie będzie, niż jakiekolwiek wypociny Zaxa. Oczywiście nadal kilka wysuniętych przez Michała zarzutów czy przykładów to już przeszłość, bo w samym mijającym tygodniu Pearl Abyss opublikowało trzy patche, ale konkluzja jest celna: grze nie sposób odmówić ambicji, mimo że właśnie przez tą ambicję się potyka. W takich samych proporcjach imponuje i zachwyca (ten świat!), co frustruje i irytuje (fetchquesty, chaotycznie poprowadzona fabuła). Mielu. Sporo jest takich gier, które małe studia pokazują po raz pierwszy, a potem na długie lata zapada martwa cisza. I czasem te gry umierają w tej ciszy, a czasem niby coś tam powstaje, ale kto wie. EITR pamiętam, a nieco nowszy Little Devil Inside? Zresztą nie musimy szukać w mniejszych tytułach, skoro taka Pragmata też pierwotnie miała się ukazać w 2022 roku i skoro Capcom może mieć problemy, to jak się dziwić mniejszym ekipom? Marcellus. Korporacje są, a towarzyszy im kapitalizm. Autor kolejny miesiąc nie zawodzi. Do przeczytania w następnym numerze. Adamus. Przeczuwałem puentę, bo wciąż w pamięci mam pierwszy felieton Kacpra, gdzie chyba nieco zasygnalizował, że był z tym pewien problem. Osobisty akcent nie wymaga komentarza, bo jest wystarczająco wymowny, ale nie można zignorować tego, jak ten felieton docenia kunszt rimejku Silent Hilla 2. Opisana scena to świetny przykład tego, jak w Blooberze rewelacyjnie rozumieją pierwowzór i choć potrafią podkreślić jakiś kontekst w scence, to robią to na tyle umiejętnie, subtelnie i z gracją, że wciąż pozostaje pole do interpretacji. Mazzi. Trochę spóźniony na imprezę związaną z RE9 Requiem i trochę w obronie gry. Jasne, że seria ciągle się zmienia i od dekad “mutuje” i pewnie tylko dlatego wciąż regularnie się ukazuje, bo stara się odświeżać formułę. Ale jeśli dobrą zmianą ma być wrzucenie Leona w mdłe, kompletnie pozbawione wyrazu lokacje, by sobie strzelał do zombiaków, to ja już wolę, aby się trzymali dawnej formuły. Głos Ludu. Tradycyjne wywołanie @lukas_k96 , bo może wie, że jego recenzja (albo jej fragment) trafił do druku. A może nie wie, ale chciałby się dowiedzieć. Listy. Czytam w temacie, że ponoć któryś list pojawił się w druku już wcześniej i wierzę na słowo, ale sam bym pewnie nawet tego nie wychwycił. Od wielu miesięcy te listy zlewają mi się ze sobą, wiele jest podobnych i nawet niespecjalnie chce mi się je czytać uważnie. Ale w ramach ciekawostki zauważyłem, że autor listu miesiąca - Patryk D. - doczekał się publikacji swojego listu również w #340. Za chwilę rzeczywiście się okaże, że do działu pisze na zmianę czterech czytelników, tylko pod innymi pseudonimami. I w sumie tak to zostawię w tym miejscu. Udany numer, szczególnie dział recenzji, bo mało w nim Zaxa (i rudymentarnych). Z kolei w publicystyce zauważyłem duże natężenie tematów około filmowych i serialowych, ale cóż, pewnie tak bywa. Osobiście chętnie poczytałbym coś więcej o… książkach. Cyklach, pojedynczych tytułach, cokolwiek, byle nie o Wiedźminie (jest wspomniana przez Kochańca świetna Trylogia Husycka). Kilka lat temu pochłaniałem literaturę nałogowo, ale potem nadszedł jakiś kryzys i niby coś tam czytam, ale motywacji (i czasu) trochę brakuje. Może by się udało podsycić te płomień na nowo. No i standardowo: dziękuję za kolejny numer, którego lektura zawsze jest przyjemnością (wykluczając momenty, gdy nie jest). Dzięki Perezowi za terminową wysyłkę mojego egzemplarza i dbanie o zaplecze. Rogerowi za nieustanne zarządzanie tym cyrkiem, bo trochę podziwiam. Każdemu autorowi, który co miesiąc dokłada do PE swoją cegiełkę wypalaną w piecu pasji.