God of War 1-3 Pamiętacie jak na konsole PlayStation wychodziły świetne exy, na które czekało się z wypiekami już od pierwszej zapowiedzi i z których nikt nie naśmiewał się tworząc zabawne memy? Bo Sony nie pamięta. Dla mnie trylogia GoW (+Ascension i prequele z PSP) to były jedyne prawilne odsłony, a odświeżenie ich tylko mi uzmysłowiło jaki downgrade z czasem zaliczyło to uniwersum: soczysty gameplay, turbo brutalna przeprawa najbardziej wkurzonym koksem w grach wideo, przepiękne wręcz monumentalne lokacje oraz epicki soundtrack. System walki do dzisiaj się broni, czuć moc i furię Kratosa w każdym jednym uderzeniu, QTE przy finisherach fajnie dopełniają całości, a od drugiej części jeszcze wchodzą kontry - dla mnie to nigdy nie był aż tak techniczny slasher na miarę DMC czy Ninja Gaiden, ale no kurde, naprawdę dobrze się tu młóci te wszystkie mitologiczne ścierwa. Co jeszcze przemawia za tymi grami? Na pewno zero cenzury: NPCe giną w męczarniach, krew cały czas zalewa okran, a wężopodobne laseczki elegancko świecą cyckami. No i te gry bywają naprawdę wymagające, już na zwykłym hardzie niektóre sekwencje musiałem powtarzać po kilka razy. Są też przyjemne zagadki architektoniczne, mocno na wzór Tomb Raiderów albo Prince of Persia, które pozwalają rozruszać mózgownicę i stanowią przyjmną odskocznię od rzeźniczenia. Jedyne co mi nie siadło to lekko już drewniany platforming i fakt, że nie można skipować cutscenek, przecież to już w czasach pierwszego GoW to powinien być standard. Niemniej to i tak GOTY giereczki, nie sądzę żeby Symulator Zmywary okazał się chociaż w połowie tak dobry. Tomb Raider: The Angel of Darkness Nawet nie będę ściemniał: serio lubię tę część, mimo że to obiektywnie chyba najgorszy Tomb Raider ever. Pewnie spora zasługa w tym sentymentu, bo to pierwsza odsłona jaką udało mi się ukończyć i mimo, że przed nią grałem trochę w TR2 i TR3, to dopiero od niej na dobre wkręciłem się w serię. Ciężko mi jej bronić biorąc pod uwagę ile rzeczy zostało schrzanionych, od kiepskich zagadek (jeżeli już się gdzieś zaciąłem, to na ogół dlatego, że przegapiłem jakąś wajchę albo półkę na którą mogłem wskoczyć), przez słabą walkę i jeszcze gorszy stealth, aż po totalnie zbędne i ewidentnie niedokończone motywy jak handel czy gadki z enpecami z różnymi dialogami do wyboru. Wiesienką na torcie tego spierdolenia jest legendarna mechanika zwiększania siły Lary - dajmy na to próbujesz wyważyć drzwi kopniakiem, ale dupeczka mówi że nie może tego zrobić, bo jest za słaba, więc co robisz? Przesuwasz krzesło w pokoju obok i TADAM, Lara jest już wystarczająco silna, żeby poradzić sobie z drzwami Nie ma tego za dużo w tej grze i nie wpływa jakoś znacząco na gameplay, ale na pewno bawi jak cholera. Z fajnych rzeczy to na pewno ścieżka dźwiękowa, motyw główny grający w menu do teraz mi rozbrzmiewa w uszach, konkretny czas gry (lekko 25h przy pierwszym podejściu), kilka lokacji jest bardzo fajnych (świątynia ukryta pod Luwrem, ogród botaniczny czy psychiatryk w stylu Resident Evil), platforming to stary dobry TR, a nie ten cinematic bullshit prowadzący za rączkę jak w ostatnich Tombach. Przy odpowiednim nastawieniu da się nawet dzisiaj fajnie w to pograć, zwłaszcza że niedawno wyszedł remaster naprawiający sterowanie i jestem prawie pewny, że nieznacznie powiększający dupsko Lary, za co też leci plusik.