-
Resident Evil 9 Requiem
Wszystkie wyzwania w dodatku zrobione, w sumie jedyne trudne to przejście piątej rangi, a z tych fajniejszych to zadanie 5K obrażeń jednym strzałem pewnemu bossowi albo przetrwanie przez 40 minut jednocześnie zabijając nie mniej niż 110 przeciwników, jedno i drugie wymagało trochę kombinowanka i szczęścia. Po przejściu jeszcze raz z nową "skórką" dla Leona odblokowuje się fajna grafika w menu spoiler? W ogóle dobra jest ta nagroda za przejście na najwyższym poziomie trudności, Leon na wkurwie leci na zombiaki z samym toporkiem przerabiając je wszystkie na krwawą papkę, a jak się przyfarci z perkami to można zrobić taki build, że nawet ostatni boss nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Nie wierzę, że miałem fun grając w "rogala"
- MIXTAPE
-
Resident Evil 9 Requiem
Ok, piąta ranga zrobiona, ale to tylko dzięki opatrzności boskiej, która w swojej nieskończonej łaskawości obdarowała mnie RPG Teraz czas docisnąć pozostałe wyzwania i pewnie jeszcze na tym nie skończę, bo chciałbym przejść lv.5 bez bazooki. Fajnie jakby z czasem Capcom ulepszył ten tryb dodając więcej ścieżek, przeciwników i perków, bo jest w tym spory potencjał, tylko widać że podeszli do tego na odpierdol, byle coś na szybko wypuścić. Czaicie jakby tu był coop?
-
Resident Evil 9 Requiem
Troszkę przycweliłeś ziom, pistolety w tej grze mają tyle samo sensu co biblia w burdelu. Będziesz miał ciężką przeprawę z komandosami pod koniec gry, o bossach nie wspominając
- Growe Szambo
-
Platinum Club
Kurde, teraz już wiem czemu czasem po skończeniu grania nie chce się do mnie odzywać albo wychodzi do koleżanki (mam nadzieję, że do koleżanki) na pół dnia.
-
własnie ukonczyłem...
Suavek, kiedy ktoś mówi o najgorszym jRPG i nie ma na myśli FFX
-
Platinum Club
Zwykli gracze po prostu uczą się skrótów, omijania przeszkadzajek i korzystania z power upów, ale dopiero po zdaniu sobie sprawy że ta gra ma drugie dno zaczyna się prawdziwa zabawa i ściganie na serio. Nauczenie się driftowania, ogarnięcie sacred flame i umiejętne zarządanie rezerwami to klucz do naprawdę szybkiego pokonywania tras i zostawiania przeciwników daleko w tyle, totalnie zmienia się wtedy sposób grania. W żadnym wypadku nie jestem w tym mistrzem i nawet nie podchodziłem do platyny (wyścigi to nie moja bajka), ale jak dziewczyna proponuje mi seks, to zamiast tego włączam Crasha z gokartami, podaję jej drugiego pada i korzystając z tych wszystkich pro-mechanik zostaje tak wyruchana, że na najbliższy tydzień jej wystarczy.
-
własnie ukonczyłem...
Mocno niedoceniony Final, też się przy nim bardzo dobrze bawiłem. Sytem walki i bossowie topik.
-
Platinum Club
Druga najtrudniejsza rzecz po tańcu. Pół godziny przed spaniem odpaliłem ten zestaw minigier i nie dałem rady, celowanie pingwinem w tarczę mnie pokonało, a że nie chciałem się więcej wkurzać przed snem więc dałem sobie spokój. Następnego dnia odpaliłem ten sam etap, żeby pokazać dziewczynie gierkę i totalnie na wyjebce zacząłem się w to bawić i poszło za pierwszym razem xD niestety laska nie była pod wrażeniem
-
Platinum Club
Po tych wszystkich odsłonach Sly'a z minigierkami w hackowanie Bentleyem chyba bym się zrzygał jakbym miał zagrać w część w całości na tym opartą najgorszy był ten syf w Sly 4, w którym sterowało się kulką za pomocą motion controls, Jezu jak mnie to irytowało. Ja nawet nie lubię kiedy gry oferują zabawę z adaptacyjnymi triggerami, dlatego zawsze mam tę funkcję wyłączoną, ale gyro aiming to już jest absolutny szczyt spierdolenia i peak w obrzydzaniu sterowania. Fajne to było przez 30 sekund jak za pierwszym razem się odpaliło w 2007 roku Heavenly Sword i można było sobie kierować wystrzelonym bełtem z kuszy, ale wolałbym już więcej nie mieć z tym do czynienia. Reszta minigierek tego jebanego żółwia też dosyć średnia.
-
Platinum Club
Sly Raccoon 1-4 Poszła ciągiem od razu cała seria i był to jednocześnie mój pierwszy kontakt z futrzakiem ever. Raczej nie goty-level jak Ratchety czy Jaki, ale i tak naprawdę sympatyczne gry, które pod względem oprawy (elegancko smyrniętej i zakonserwowanej cell shadingiem) czy gameplayu nawet dzisiaj trzymają się bardzo dobrze. Wszystkie cztery platyny zajęły mi w sumie 80 godzin serwując dosyć typowy zestaw wyzwań: zdobądź wszystkie znajdźki, pokonaj "x" przeciwników itp Trylogia banalna, ale jak ktoś gra na PS5 i nie chce się wcale spocić, to może cheatować za pomocą wbudowanej w emulator funkcji rewind lub save'owania w dowolnym momencie. Sly 4 już na takie bajery nie pozwala i trzeba wszystko zrobić legitnie, a że jest to zdecydowanie najtrudniejsza część, to też nie dziwi że dużo mniej łowców trofików skusiło się na wbijanie platyny: najwięcej wysiłku trzeba włożyć w minigierki i wcale się nie zdziwię jeżeli niektóre okażą się dla kogoś barierą nie do przebicia, np. ukończenie sekwencji tanecznej bez żadnej skuchy u mnie poszło za 7 razem, ale nie powiem, i tak trochę nerwów mnie to kosztowało (cycki Carmelity trochę rozpraszają). Tak więc pod względem trudności Sly 1-3: 1/10 (bez oszukiwania 3/10), Sly 4: 6/10. Na pewno będę bardzo miło wspominał te gry i po cichu liczył na to, że Sucker Punch da sobie spokój z tymi Duchami Cuszimy czy innymi Jotejami i kiedyś zrobi pełnoprawną Piątkę.
-
Resident Evil 9 Requiem
Wróciłem do Leon Must Die, tym razem z zamiarem dociśnięcia do końca wszystkich wyzwań. Piąty lv to jest ostre pojebaństwo skok względem czwartej rangi bardzo wyraźny: o wiele mocniej gryzący przeciwnicy, więcej niebieskich i czerwonych odmian, perki kosztują więcej niż kawalerka w centrum Warszawy, nie dostajemy już tak dużo dodatkowego czasu między lokacjami, ostatni boss ma więcej HP niż opcjonali bossowie z Final Fantasy. Wczoraj siedziałem nad tym do 1 w nocy, dwa razy prawie udało mi się przejść, ale dziad nie chciał dropnąć bazooki i zwyczajnie już nie starczyło mi ammo. Na około 30 podejść tylko jeden raz wylosowałem RPG (i to nawet nie ze skrzynki, tylko z zombiaka), ale w tak niesprzyjających warunkach, że i tak nie zdążyłem z niego zrobić użytku (mogłem skorzystać z glitcha z infinite ammo i mieć już fajrant, ale uparłem się, żeby zrobić to legitnie). W sumie dopiero na tych wyższych poziomach polubiłem się z tym trybem, jak już się człowiek nauczy grać, wie mniej więcej co i jak, ma obczajony dobry route to pięknie się rzeźniczy i można odpierniczać takiego Johna Wicka, że głowa mała. Jedyne "ale" jakie mam to częstotliwość wypadania lepszych broni. Ok, rozumiem że bazooka jest OP i nie może dropić za każdym razem, ale kurva jak w pięciu podejściach dostaję same pistolety i karabinki z max 1 gwiazdką, a z ostatniej skrzynki przed bossem wypada mi trzecia siekierka zamiast broni palnej, to już jest lekkie przegięcie (nie lecę na pałę, staram się otwierać tyle skrzynek na ile starczy mi czasu). Dobre perki też losują się dużo rzadziej niż na niższych rangach, prawdopodobieństwo pojawienia się phantom assassin (100% większy dmg) albo parry recorvery (regeneracja toporka przy parowaniu) wynosi mniej więcej tyle co szansa na to, że użytkownik N1C3L0R3 nie skorzysta z AI do napisania recenzji. Pewnie jeszcze trochę się w to pobawię, a kto wie, może nawet ten tryb sprawi że trochę się polubię z rogalami
-
NETFLIX
Nie żeby była jakaś golizna, ale babeczka ma wszystko na swoim miejscu, co w dobie tworzenia babochłopów (patrz: serialowy Tomb Raider) jest miłym zaskoczeniem. Naprawdę chciałbym wgnieść ten sezon w ziemię i w sumie na to się nastawiałem od momentu jak go zapowiedzieli, ale no kurde nie mogę :/ ostatni odcinek też mi się podobał, dziwna ale nawet ciekawa alternatywna wersja wydarzeń. Nie sądziłem że z takiej papki Bebiko da się coś jeszcze uformować, jednak widać, że ten Hindus ma jakiś plan na kontynuacje i chyba potrafi sobie brać do serca krytykę (a zjebany po 1 sezonie został niesamowicie ). Może 3 sezon w końcu będzie się dało nazwać dobrym.
- MIXTAPE