Skończone. Wierzę, że jak ktoś nie zna serii to może mu się ten serial podobać i wcale nie dziwi mnie wysoka oglądalność 1 sezonu (drugi pewnie będzie miał jeszcze większą). Dużo rzeczy jest tu zrobionych dobrze jeżeli ogląda się to z takiej perspektywy: walki są zajebiste i jest ich od groma, w zasadzie wszystkie 8 odcinków to non stop ostra jazda bez trzymanki, muzyka (przynajmniej dla kogoś kto wychowywał się na utworach Papa Roach czy Evanescence) też jest spoko i przez większość czasu nieźle współgra z tym co się dzieje na ekranie, każda z postaci ma swoje miejsce w fabule i nikt nie sprawia wrażenia zapchajdziury, możliwe że gdyby DMC kojarzyło mi się tylko ze skrótem od Dopuszczalnej Masy Całkowitej, a nie z grami wideo, to też bym się bardziej rozkoszował tym seansem. Niestety, bycie ultra-fanem uniwersum wykreowanego przez Capcom z automatu sprawia, że na pewne rzeczy patrzy się zupełnie inaczej i coś co perspektywy casuala wydaje się "cool" dla mnie jest zwykłą profanacją. Ciężko się patrzy na Dante - który co rusz obskakuje wpierdol - mając świadomość jak potężny był w grach. Vergila na szczęście aż tak chamsko nie potraktowali (o to się najbardziej martwiłem), ale i tak czuć że mocno go znerfili. Strzał w kolano miałby go powalić? Paralizator wywołać coś więcej niż łaskotki? No i to ciągłe targanie emocjami, mimo że wszyscy wiemy jak zimnym skurwielem był w grach... spoiler Niech mnie chooy szczeli Ale i tak chyba najgorsza jest ta fabuła miksująca wątki z DMC1, 2 i 3, przy czym skoncentrowanie się na tym bullshicie z DMC2 i postaci Ariusa to już srogie przegięcie. Coś co Capcom próbowało zakopać najgłębiej jak się dało i udawać, że nigdy nie miało miejsca, Adi Shankar odkopał i zrobił z tego gwódź programu. Ja naprawdę wiem, że to nie jest dokładnie to samo uniwersum co w grach i trzeba było trochę pozmieniać na potrzeby serialu, ale tutaj to zabrnęło stanowczo zbyt daleko. Mimo wszystko i tak jest dużo lepiej niż w pierwszym sezonie, nawet mi się wydaje że Adi wziął do siebie trochę krytyki i w kilku miejscach się poprawił. Lady już nie przeklina co 5 sekund i nie jest takim odpychającym girlbossem, tym razem to Dante wraz z bratem grają pierwsze skrzypce, czyli tak jak to powinno wyglądać od początku. Wątki polityczne są praktycznie nieobecne (jak już się pojawiają żołnierze USA albo politycy to na ogół po to, żeby zginąć chwilę później). Od groma jest różnych smaczków, masa potworków z gier, czasem odpali się znany kawałek (np z intra DMC3), bohaterzy nawet korzystają z podobnych technik co w grach, ale chyba najbardziej zaskoczył mnie motyw z spoiler Nie powiem, rozjebało mnie to w drobny mak Koniec końców wyszła atrakcyjne wizualnie i dźwiękowo animacja, ale mocno pozbawiona duszy i zmieniająca zbyt dużo, żeby dało się to nazwać Devil May Cry. Nie rozumiem czemu mistyczny klimat i motywy bardziej fantasy zamieniono na współczesność. Nie podoba mi się jak osłabiono znanych bohaterów, którzy większością z tych złodupców powinni wycierać podłogę. Samo story zabrnęło w tak dziwne rejony, że nie widzę tu już miejsca na wątki z DMC4 i 5, więc jeżeli wyjdą kolejne sezony (a wyjdą na pewno), to będzie z tego jeszcze bardziej irytujący fanów DMC fanfik niż do tej pory. Z drugiej strony nie potrafię z czystym sumieniem napisać, że to chujnia i odradzać wszystkim, bo i sceny akcji są świetne, i nie ma żadnych typowo woke'owskich zagrywek (bohaterzy są atrakcyjni, Lady ma spoko cycole, nie stwierdzono żadnego blackwashingu), a to już naprawdę sporo jak na serial Netflixa. Osobiście nie będę jakoś super z wypiekami czekał za trzecim sezonem, ale ku mojemu zaskoczeniu jestem mniej rozczarowany niż się spodziewałem.