Sly Cooper and the Thievius Raccoonus Trochę teraz przycweluję, ale nigdy nie grałem w Sly'a Jaki w tamtych czasach miałem ograne wszystkie, Daxtery również, Ratchety tak samo, Clanki też i nawet większość kiepskich odsłon Crasha Bandicoota czy Spyro się skończyło + tonę jakichś dziwnych, mniej znanych platformerów. No, ale Sly'a całkowicie pominąłem, mimo że znałem i kojarzyłem tę serię. Przypomniałem sobie o tych grach dopiero niedawno przeglądając katalog PS Plus, w zalewie szamba składającego się na usługę Sony okładki Sly'a mocno się wyróżniły i od razu przykuły moją uwagę, toteż zassałem je na dysk szybciej niż chłopaki na zlotach LGBT zasysają kiełbachy z budki z hotdogami. Pierwszy Sly siadł mi idealnie, o wiele bardziej niż skończona chwilę później część druga. Spodziewałem się raczej oklepanego platformera, ale ta gra to coś więcej i widać, że ekipa z Sucker Punch (tak, to ci od Ghost of Jo/Tej) próbowała zrobić coś nieco innego, coś własnego. W sensie skakanie to cały czas core gameplayu, przeszkód do ominęcia jest cała masa, po drodze zbieramy trochę badziewia i tłuczemy wrogów jak w każdej innej grze tego typu, jednak tym co wyróżnia gierkę od innych są mechaniki rodem z gier typu stealth: niektórych wrogów trzeba kasować cichaczem, żeby nie zawołali swoich kumpli, należy unikać źródeł światła (przeciwnicy z latarkami, reflektory itp), akrobatycznie lawirować między laserami aktywującymi alarm. Splinter Cellem bym tego nie nazwał, ale i tak jestem pod wrażeniem jak fajnie połączono ze sobą dwa zupełnie odrębne gatunki. Granie na pałę się tu nie opłaca z racji tego, że nasz hiroł jest na hita, a i kontynuacji nie ma zbyt wiele, więc gra do pewnego stopnia wręcz zmusza do korzystania ze skradankowych mechanik. Levele są świetne, bardzo zróżnicowane, krótkie ale wcale nie takie łatwe, trzeba się rozglądać za znajdźkami, bo dostajemy za nie nowe umiejętności dla Sly'a (w końcu platformówka która we właściwy sposób zachęca do zbierania szajzu), a jak komuś mało wyzwań to zawsze może się pobawić w time triale, a te potrafią być srogo wyżyłowane. Całość idzie wymasterować w około 10 godzin, więc nie mówimy tu o żadnym molochu, ale to właśnie jest w tej grze piękne, bo to krótka, ale też pięknie skondensowana i bardzo intensywna przygoda. Jak w każdej szanującej się platformówce tak i tutaj mamy masę różnych minigierek oraz starć z bossami, które zostały fajnie zaprojektowane i zdecydowanie odbiegają od oklepanego "uderz i zrób unik". Naprawdę bardzo fajna gra, a dzięki komiksowemu art-style'owi do dzisiaj wygląda ślicznie. Sly 2: Band of Thieves Ze Sly'em 2 mam mały zgrzyt. Doceniam kiedy deweloper próbuje robić nowe rzeczy i eksperymentuje z sequelami, żeby nie były kropka w kropkę jak poprzednie części, ale mam wrażenie że tu zapędzono się aż za daleko, przede wszystkim ostro znerfiono sekwencje skakane i to do takiego stopnia, że ledwo można tę grę nazwać platformówką Zamiast tego jeszcze bardziej poszli w skradanie (znacznie więcej misji typowo szpiegowskich, cykanie fotek z ukrycia, śledzenie kogoś lub przygotowanie się na właściwy włam, zakończony wykradzeniem jakiegoś cennego artefaktu), a lokacje tym razem nie przypominają typowego toru z przeszkodami, w którym musisz dostać się z punku a do punktu b starając się nie otrzymać obrażeń. Dla mnie to duży minus, bo gdzieś w tym wszystkim zagubił się świetny balans z poprzedniej odsłony. Z plusów: trzech grywalnych bohaterów, każdy ze swoimi własnymi skillami (tylko szkoda, że nie można ich zmieniać w locie i zawsze trzeba się najpierw udać do kryjówki), możliwość okradania szwędających się przeciwników z pieniędzy i skarbów, aby kupić za nie nowe umiejętności dla członków szajki, w końcu dodano sprint co pozwala szybciej i zwinniej poruszać się po lokacjach, gra jest też dużo dłuższa i bardziej rozbudowana niż poprzedniczka, ma nieco ciekawszą fabułę i jeszcze więcej zwariowanych minigierek sensownie wplecionych w główne wydarzenia (np. quick time eventsowy taniec z ponętną furrasową dupeczką na przyjęciu pewnego barona narkotykowego ). Część rzeczy więc poprawiono, ale główny szkielet rozgrywki został tak zmodyfikowany, że część graczy może się od niego odbić. Na pewno jeszcze będę chciał rozpykać część trzecią (mam nadzieję, że bliżej jej do jedynki niż dwójki) i jak zdążę to może też Thieves in Time z PS3. Nie wiem czemu aż tyle czasu zajęło mi nadrobienie tych gier, ale cieszę się, że w końcu się za to zabrałem i jednocześnie czuję żal do Sucker Punch, że z takiego poziomu zeszli na ubiraczki-nieboraczki, całkowicie olewając zawadackiego szopa i jego ekipę kolorowych jełopów.