Treść opublikowana przez Josh
-
Crisol: Theater of Idols
Uff, czyli dobrze że trochę się wstrzymałem z gierką
-
Resident Evil 9 Requiem
Ulepszając podstawowego shotguna i snajpę prawie na max już mi nie starczyło hajsu żeby zrobić to samo z ich lepszymi wersjami które pojawiają się później, no i trochę kaski zawsze szło na pociski i regenerowanie kamizelki. Na Insanity od początku mamy dostęp do wszystkich broni, więc o wiele szybciej idzie dopakować to co nas interesuje.
-
Crisol: Theater of Idols
Dzięki, ale już z tym giga koksem to nie przesadzajmy Na Martyrze tworzenie pocisków do broni zużywa bardzo dużo HP, przeciwnik dziabnie Cię dwa razy i jestes martwy, do tego skurczybyki nie poddają się, nawet kiedy ich rozczłonkujesz to dalej pełzną w Twoją stronę, żeby Cię pochlastać, nóż to raczej dodatek niż broń do walczenia na poważnie, lokacje są tak ciasne że mimo chęci oszczędzania pocisków często nie ma takiej opcji, skille do odblokowania w sklepie brzmią jak jakiś żart (nie wiem co ma mi dać 10% szybsze używanie apteczki), no i save pointy są rzadko rozsiane, czasem trzeba przebrnąć niezły kawałek zanim się na jakiś trafi. Granie powoli, dokładne przeczesywanie otoczenia w poszukiwaniu surowców i wydawanie kasy na najpotrzebniejsze dopałki (damage!) trochę ułatwia sprawę, ale gra i tak nie należy do najprostszych.
-
Resident Evil 9 Requiem
Serio, to byłaby dobra motywacja żeby bardziej efektownie (i efektywnie) odstrzeliwać zombie. Tylko żeby ten system punktowy miał sens, to musiałoby być jeszcze więcej przeciwników. No i mnie jeszcze bolało, że punkty zaczęły wpadać dopiero w połowie gry, stanowczo za późno żeby uzbierać ich wystarczająco aby ulepszyć wszystkie bronie.
-
Resident Evil 9 Requiem
Wszystko zależy od tego jak straszna jest gra, niestety mam dosyć dużą tolerancję na schizy w horrorach. W Requiem parę razy się przestraszyłem jak "dziewczynka" nagle mi skoczyła na łeb z sufitu w momencie, kiedy się jej nie spodziewałem, ale tak żeby przez całą grę chodzić na paluszkach albo robić dłuższe przerwy na złapanie oddechy w saveroomach, to raczej nie i faktycznie bardziej się skupiałem na kombinowaniu jak przejść dany fragment bardziej efektywnie pod harda i zapamiętaniu rozwiązań zagadek. Mam tak z każdym Residentem, Silentem, ostatnio też z Cronosem i Tormented Souls. Co nie znaczy, że raz na jakiś czas nie pojawi się gra, która mnie zagnie, np Song of Horror: tutaj miałem gacie do połowy pełne przez cały czas i bardzo ciężko szło mi uczenie się gry na pamięć, no ale to był już inny kaliber straszenia. Polecam jak ktoś myśli, że Residenty mają ciężki klimat
-
Crisol: Theater of Idols
Ja póki co odblokowałem nóż, pistolet i strzelbę, ale na pewno jeszcze coś wpadnie. Nóż trzeba co jakiś czas ostrzyć na ostrzałce, a to wymaga paliwa - nie wiem jak na normalu, ale na hardzie machniesz 5 razy w przeciwnika i skuteczność noża spada do 0% i trzeba znowu ostrzyć, więc na niewiele się ta zabawka przydaje. Poza tym zbieramy też hajs na upgrade broni, specjalne totemy do ulepszania skillów, no i oczywiście krew, która jest tu najważniejsza, bo bez niej nie mamy czym strzelać. Już się nauczyłem, że czasem lepiej ratować się ucieczką, bo jakbym miał walczyć ze wszystkimi to byłoby krucho z pociskami, nawet nie pudłując i waląc headshoty starczy wszystkiego na styk. Requiem pod względem zasobów był o wiele bardziej łaskawy :)
-
Crisol: Theater of Idols
W końcu się za to zabrałem i Jezusie Krystusie, jakie to jest DOBRE. Pojawiło się tu porównanie do Bioshocka i jest to świetne porównanie, bo ciężko Crisola zestawić z czymś innym. Cudowny klimat i stylistyka, trochę podjeżdża pod Rapture, a trochę pod miasto z Bloodborne / Lies of P, zwłaszcza z tymi pałętającymi się wszędzie demonicznymi marionetkami , jednak czuć też swój własny charakter. Bardzo dobry balans walki i eksploracji (przynajmniej do tego momentu, do którego doszedłem), to nie Serious Sam żeby atakowały nas całe hordy wrogów, raczej sporadyczne jednostki które potrafią kitrać się po kątach niczym manekiny z Silent Hill 2 remake i gryzą w cholerę mocno. Nawet jakieś sporadyczne zagadki się trafiają, za co też leci plusik. Same starcia są unikatowe, jeszcze chyba nie spotkałem się w grach z mechaniką wysysania własnego HP, żeby mieć czym w ogóle strzelać (może jako dodatek, ale w Crisol to wysysanie życia to główna oś rozgrywki), dodaje to trochę taktycznego smaczku, a jeszcze bardziej podkręca gameplay pod kątem nerwowości, bo tutaj każdy spudłowany pocisk to podwójna strata (życia i amunicji). Na pewno sprawy nie ułatwia fakt, że przeciwnicy chwieją się niczym w pijackim amoku, więc trzeba się nieźle napocić żeby ich trafić. Na poziomie Martyr gra jest bewzględna, prolog powtarzałem 3 razy, a trwa niemal godzinę, dopiero po tym czasie gierka pozwala łaskawie zrobić save'a ciekawe ile osób wbije w tej grze platynę. Jedyne zastrzeżenie jakie mam to nóż, który wydawałoby się będzie pełnić dosyć istotną rolę w grze, w której pociski to towar deficytowy, ale ta broń jest tak gówniania, że aż mnie zęby bolą jak o niej myślę: zasięg ataków tragiczny, psuje się po kilku machnięciach, a parowanie nim to jakaś katorga, bardzo ciężko wyczuć moment kontry, czasem mam wrażenie że robię to idealnie, a i tak zgarniam kosę na pysk
-
Resident Evil 9 Requiem
Wiem, że zabrzmiało mocno ultrasowo-flexingowo-trochę przegrywowo, ale będę się tego trzymał. Normal w grach rzadko kiedy wymaga zrozumienia i opanowania pewnych mechanik, które mocno podkręcają gameplay. Ba, większość gier na domyślnym poziomie trudności nawet nie wymaga od Ciebie, żebyś wiedział o istnieniu tych mechanik. Weźmy takie erpegi, które oferują potężny wachlarz skillsów: te gry rzadko kiedy oczekują że na normalu będziesz wykorzystywał chociaż połowe dostępnych umiejętności albo wiedział w jakim kierunku rozwijać bohaterów, do skończenia story wystarczy elementarna znajomość gatunku i opanowanie podstawowych terminów w takiej grze. Natomiast to co się dzieje na hardzie i wyżej wymaga już zgłębienia systemu walki w znacznie większym stopniu, co przekłada się na ciekawszą, bardziej taktyczną i absorbującą rozgrywkę. W hack'n'slashach jest tak samo: możesz przejść DMC na normalu klepiąc w kółko jedno combo i nawet raz w trakcie gry nie korzystając z royal guarda czy jump cancella, o uczeniu sie patternu bossów nie wspominając i jasne: też będziesz miał ubaw, ale dopiero na hard i później Dante Must Die taka gra rozwija skrzydła zmuszając Cię do większego wgłębienia się w rozgrywkę i wykorzystania wszystkich narzędzi jakie Ci oferuje. Teraz przekładając to na Requiem: ilu z Was faktycznie korzystało z parry toporkiem? Zajebista mechanika, która pięknie dopełnia walkę bronią palną, ale na normalu gra rzadko kiedy wymaga korzystania z niej (pomijając jednego bossa). Na Obłędzie bardzo istotny element, niektórzy bossowie są praktycznie nie do przejścia bez tego. U Grace liczy się eksploracja, jednak na standardzie nic strasznego się nie stanie jeżeli przegapisz jakiś plecaczek zwiększajacy pojemność inventory lub kilka monet by w zgarnąć fanty z szafki, jednak już na hardzie trzeba się wykazać dużo większą dociekliwością i dokładnie czyścić wszystkie pomieszczenia z zapasów bo liczy się każda trawka, każdy nabój do pistoletu i nawet każda buteleczka, którą możesz rozbić na głowie zombiaka. Wyższy poziom trudności, to nie tylko intensywniejsze wrażenia, ale też większa głębia rozgrywki. Nie mam zamiaru się z nikogo teraz nabijać twierdząc, że jest lamusem bo gra na normalu czy nawet easy, ale dla mnie zawsze niepodważalnym faktem będzie to, że im gra jest trudniejsza, tym jest lepsza, ciekawsza i ma bogatszy gameplay. No, ale to jest tylko moje zdanie i moje podejście, bo dla mnie rozgrywka w grach zawsze była i będzie najważniejsza, a dopiero później koncentruję się na fabule, klimacie i innych elementach, które dla kogoś innego mogą mieć priorytet przed gameplayem.
-
Resident Evil 9 Requiem
W Village właśnie dobrze to zrobili, bo pomiędzy normalem i VoS (czyli ultra hard) był jeszcze poziom Hardcore, czyli taki idealnie zbalansowany, żeby trochę poćwiczyć i dobrze poznać grę przed wejściem po samą szyję w prawdziwe bagno, był wyraźnie trudniejszy od normala, ale nie jakiś mega pojebany. VoS to już wiadomo: powtarzanie po 50 razy każdego z bossów i praktycznie pusty ekwipunek, aczkolwiek w tej części i tak można było sobie ułatwić granie zbieraniem skarbów i upgrade'ami żyćka u Duke'a. Z tych zrytych poziomów trudności zostało mi Infernal z Revelations. Kiedyś przeszedłem na ng+, ale tak legitnie od podstaw to jeszcze nigdy, więc trzeba się będzie w końcu za to zabrać.
-
Resident Evil 9 Requiem
Gameplay Requiem pokazuje na co go stać dopiero na hardzie. U Grace musisz mieć wszystko zaplanowane w najmniejszym calu, każdy wystrzelony pocisk, każdy zrobiony krok, trzeba kombinować tak, żeby jak najmniej przebijać się przez zombie, bo są praktycznie nie do ominięcia, ale z drugiej strony backtracking w niektóre miejsca jest nieunikniony (chociażby do tych maszynek które odblokowują nowe przedmioty do craftingu). Zajebiste to jest i nawet aż tak nie frustruje jak zginiesz ze 20 razy na tym samym miejscu. Najgorszy jest sam początek jak jeszcze nie masz broni, a później u Leona w Raccoon to już się robi laba i dopiero pod koniec znowu u Grace robi się hardkorowo. Najważniejszy tip jaki mogę dać: w sekwencji Leonem w klinice pozabijaj wszystkie zombiaki (stealth kille są bardzo łatwe do wykonania), a później jak już będziesz po sekwencji w piwnicy u Grace to wróć się po wszystkich pomieszczeniach i pozbieraj całą juchę, żeby pocraftować jak najwięcej itemków. U Leona nie ma żadnej filozofi i szczerze, to nie wiem czy nie gra się nim łatwiej niż na normalu z uwagi, że masz dostęp do skrzynki od samego początku (da się w miarę szybko ulepszyć na max dmg do strzelby i snajperki), tak to jedynie spoiler mogą Cię nieźle przeorać, a u ostatniego bossa konieczne będzie perfekcyjne parowanie Całościowo VoS z RE8 albo Inferno z RE3R były dla mnie trudniejsze, Obłęd można porównać do Madhouse z RE7.
-
- Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
Mam zupełnie inne odczucia i według mnie klasyczny Nemesis jest dużo łatwiejszy do wymanewrowania niż ten z remake'u. W RE3R czasem wystarczy że zgubisz go z pola widzenia i nagle w magiczny sposób materializuje ci się przed samym ryjem, przyciąga sobie Jill na lasso, a na wyższych poziomach trudności jedno uderzenie w plery i jest game over.- Onimusha: Way of the Sword
Do Onimushy 3 można było jeszcze powiedzieć, że to było RE z samurajami, ale Dawn of Dream już było bliżej DMC.- Resident Evil 9 Requiem
SPOILERY Ale bym oglądał- Resident Evil 9 Requiem
To może komediowy spinoff z duetem Chunk&Hunk?- Resident Evil 9 Requiem
Już przy Requiem chodziły takie ploty. Otwarty świat, nowa formuła gameplayu itp, a finalnie wyszła bardziej liniowa i skondensowana giereczka niż Village i w sumie nawet krótsza gra niż RE4R. I bardzo dobrze, Residenty nie potrzebują wymyślania koła na nowo, niech się Capcom trzyma tego co im najlepiej wychodzi. Jedyna uwaga jaką bym do nich miał to mniej cinematic experience, więcej skillowego gamplayu, bo RE9 momentami nieznacznie przesadził w tym zakresie. spoiler- Resident Evil 9 Requiem
Capcom już pewnie napierdala na pełnych obrotach RE10, które klepnie 5 milionów w 5 godzin.- Onimusha: Way of the Sword
Zmieniłem zdanie. A do plusików to się lepiej nie przyzwyczajaj- Onimusha: Way of the Sword
Pięknie to wygląda. Najpierw Requiem, później Pragmata i jeszcze Musashi na dobitkę, ładnie tego Capcoma popierdoliło w tym roku- Resident Evil 4 Remake
Musiałbym nie grać z 10 lat w RE2, żeby zapomnieć co, gdzie i jak, ale pamiętam pierwsze podejście i było dokładnie tak jak to opisujesz: gęsia skórka, totalne zaszczucie przez całą przygodę i chodzenie na paluszkach, bo nigdy nie było wiadomo gdzie się czai Licker, a gdzie Mr.X. Leciałem od razu na hardcore (fajne to były czasy, kiedy hard był dostępny od razu ) i skończyłem grę ze statusem danger i jednym nożem w ekwipunku, bo wszystkiego starczyło mi na styk. Najzabawniejsze było to, że klasyka mam zakodowanego w mózgu w każdym calu i myślałem, że coś mi to da przy przechodzeniu remake'a, ale skubane Mongoły z Capcomu tak wszystko pozmieniały, że czułem się jakby to był pierwszy Resident w mojej karierze.- Resident Evil 4 Remake
Ja już chyba umrę z dylematem, która gra jest lepsza, RE2R czy RE4R, obie to moje gry życia skończone po 100 razy każda i do dzisiaj nie zdecydowałem która podoba mi się bardziej. RE2 lepszy klimat, lokacje, story, zagadki i eksploracja ale w Czwórce gunplay to jest absolutny peak wśród TPSów, do tego niesamowite walki z bossami i najpiękniejszy Leon w serii. Requiem rozwaliłem już 20 razy i chyba będzie mocne trzecie miejsce.- Resident Evil 9 Requiem
Większość speedrunnerów gra w trybie FPP i to zarówno Grace, jak i Leonem, pozwala to uniknąć kilku animacji marnujących cenne sekundy, a nawet łatwiej unikać ataków zombie. Ale jest też kilka momentów, kiedy warto przełączyć na TPP, np spoiler Koniec końców nie jest to jakaś gigantyczna różnica czasowa, niemniej jak ktoś próbuje pobić rekord i liczy się z każdą nanosekundą, to musi się dostosować z perspektywą- Resident Evil 9 Requiem
Nie wiem czy dałoby się rozwiązać tę zagadkę bez oszukiwania. Poczekaj 15 minut w pomieszczeniu "x"? Spłucz wodę 8 razy w kiblu na parterze? Dobrze, że jeszcze nie kazali kręcić się wokół stołu 46 razy, a później zrobić backtracking z samego końca gry do pierwszej lokacji.- Resident Evil 9 Requiem
- Resident Evil 9 Requiem
Ten moment, kiedy myślisz że wykręciłeś ładny czas, a później patrzysz, że jeden typ zrobił już Obłęd w 2h 12min. (i tak jestem z siebie zadowolony) - Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne