Nawet w USA gry są znacznie tańsze realnie, niż były kiedyś. Zarobki są nominalnie jakieś 2,3 raza wyższe, niż wtedy, a nowe gry nie kosztują 92-115 dolarów.
Wspaniałe czasy - namawiasz matkę żeby kupiła ci hitową grę wyścigową za połowę pensji, a tam 3 trasy i 3 samochody i po 20 minutach masz wszystko ograne xd Wyobraźcie sobie że dziś gry chodzą po 1500 złotych i mają tyle zawartości co Ridge Ricer albo inny Fighting Force, czyli na pół godziny grania.
Dooma zrobiło kilka osób pracując przez niecały rok, sprzedawali sami grę po 40 dolarów, więc mieli na czysto jakieś 33 dolary od sztuki. Dzisiaj grę robi 50-500 osób przez 5 lat, kosztuje w przeliczeniu na inflację połowę mniej niż wtedy od sztuki, i developerzy są jebani z góry na dół od "chciwych leniuchów niszczących branżę" bo klatka spada albo tekstura drzwi w grze na 100 godzin pzygody jest brzydka.
Pamiętam, gdy wybłagałem od rodziców PSOne jako prezent na gwiazdkę 1999/2000 (a raczej "wywkurwiałem", bo łaziłem za nimi rok i trułem dupę). Konsoleta kosztowała wtedy chyba jakieś 600-650zł, wzięli na raty żeby mieć spokój. Demka i pożyczane od ziomeczków oryginały były katowane przez jakiś czas, potem uzbieranko na przeróbkę w lokalnym sklepiku i odpaliłem największego KOSIORA po raz pierwszy. Co to było? DBZ Final Bout po japońsku Piękny wstęp do pięknego hobby.
A pamiętacie cenę konsoli PS2 w dniu premiery w Polsce? 2700zł. Jakieś 3 minimalne. Pamiętam jak mój tata, zapalony gracz, wciskał mamie kit, że to najwyższej jakości odtwarzacz filmów DVD, który jest absolutnie niezbędny w mieszkaniu (bardziej niż pralka czy lodówka), a że "przy okazji" można na nim grać w gierki, to już swoja drogą.
Widzę słabiutko u was z kombinowaniem. Ja do zakupu konsoli zaprzęgałem babcie i dziadka bez wiedzy rodziców jeszcze. Prowadzili niemała farmę i w tym samym czasie wjechał do nich Ursus C-335. Pamiętam jak dziś ta cała sytuacje bo ojciec wywiózł mnie tam na cały weekend a dziadek uczył mnie jeździć. Dom i farma stoi do dziś lecz teraz chodzą po niej tylko kurki
ogqozo
Nawet w USA gry są znacznie tańsze realnie, niż były kiedyś. Zarobki są nominalnie jakieś 2,3 raza wyższe, niż wtedy, a nowe gry nie kosztują 92-115 dolarów.
Observer
Wspaniałe czasy - namawiasz matkę żeby kupiła ci hitową grę wyścigową za połowę pensji, a tam 3 trasy i 3 samochody i po 20 minutach masz wszystko ograne xd Wyobraźcie sobie że dziś gry chodzą po 1500 złotych i mają tyle zawartości co Ridge Ricer albo inny Fighting Force, czyli na pół godziny grania.
ogqozo
Dooma zrobiło kilka osób pracując przez niecały rok, sprzedawali sami grę po 40 dolarów, więc mieli na czysto jakieś 33 dolary od sztuki. Dzisiaj grę robi 50-500 osób przez 5 lat, kosztuje w przeliczeniu na inflację połowę mniej niż wtedy od sztuki, i developerzy są jebani z góry na dół od "chciwych leniuchów niszczących branżę" bo klatka spada albo tekstura drzwi w grze na 100 godzin pzygody jest brzydka.
MarekCol
Ten jak broni Ubisoftu.
Dud.ek
Bez gier na Dreamcasta nie robi wrażenia
Bzduras
Pamiętam, gdy wybłagałem od rodziców PSOne jako prezent na gwiazdkę 1999/2000 (a raczej "wywkurwiałem", bo łaziłem za nimi rok i trułem dupę). Konsoleta kosztowała wtedy chyba jakieś 600-650zł, wzięli na raty żeby mieć spokój. Demka i pożyczane od ziomeczków oryginały były katowane przez jakiś czas, potem uzbieranko na przeróbkę w lokalnym sklepiku i odpaliłem największego KOSIORA po raz pierwszy. Co to było? DBZ Final Bout po japońsku
Piękny wstęp do pięknego hobby.
Josh
A pamiętacie cenę konsoli PS2 w dniu premiery w Polsce? 2700zł. Jakieś 3 minimalne. Pamiętam jak mój tata, zapalony gracz, wciskał mamie kit, że to najwyższej jakości odtwarzacz filmów DVD, który jest absolutnie niezbędny w mieszkaniu (bardziej niż pralka czy lodówka), a że "przy okazji" można na nim grać w gierki, to już swoja drogą.
Mejm
To sa 1/3 ceny gierek na N64 sprzed dwoch lat.
MEVEK
Widzę słabiutko u was z kombinowaniem. Ja do zakupu konsoli zaprzęgałem babcie i dziadka bez wiedzy rodziców jeszcze. Prowadzili niemała farmę i w tym samym czasie wjechał do nich Ursus C-335. Pamiętam jak dziś ta cała sytuacje bo ojciec wywiózł mnie tam na cały weekend a dziadek uczył mnie jeździć. Dom i farma stoi do dziś lecz teraz chodzą po niej tylko kurki