Ja każdą klasą wbiłem kilkadziesiąt poziomów i każdą grało się świetnie. Najwięcej czasu spędziłem przy barbarzyńcy pod zawieruchę, następnie przy paladynie (Błogosławiony Młot, choć wypróbowałem też zealota), spirytyście i łotrze pod ostrza. Z rozrzewnieniem wspominam druida pod miśka. Tak właśnie wyobrażałem sobie Tul Duru Burzową Chmurę z „Pierwszego Prawa” Abercrombiego. Wielki, brodaty cham, z łapami jak bochny chleba i niemałym brzuchem od miodu i piwa. Ha! Znakomicie grało mi się miśkiem rozrywającym ziemię. Nekromantę również ograłem — to była moja pierwsza klasa w Diablo II. Czarnoksiężnika też sprawdziłem na kilka sposobów — mocna, efektowna klasa. Jeśli nekrus ci siadł, będziesz zadowolony. Pamiętam, jak levelowałem łotrzyka w pierwszym sezonie. Osiągnięcie maksymalnego poziomu zajmowało wtedy kilkadziesiąt godzin. Obecnie maksymalny level można wbić szybciej, niż kiedyś zajmowało dobicie różnicy między 99 a 100 poziomem. Weź kogokolwiek. Baw się dobrze. Zawsze możesz zmienić postać. Diablo to nie mechanika kwantowa ani nawet poziom skomplikowania PoE. Masz rację — powinno się wybrać postać, dobrze się przy niej bawić i samemu kombinować. Tak, według mnie, powinno się grać. Nie ma absolutnie sensu włączać gry i od razu zaglądać na Maxroll, żeby sprawdzić, co tam Rob wymyślił w nowym sezonie. Tak przy okazji, mam juz 3 klucze na Mefisto I spójrzcie na to, dwa przedmioty mityczne zdobyte za jednym razem Jako ciekawostkę dodam, że sezon XIV przyniesie sporo zmian. Każdy przedmiot unikalny może mieć teraz rangę mityczną. Będzie też sporo nerfów. Najbardziej oberwał barb pod zawieruchy i mityk Dziedzic Zatracenia, który w XIII oferował mnożnik do obrażeń rzędu 80%, a teraz zaledwie... 15%.