Joe Abercrombie to mój ulubiony autor, jeśli chodzi o grimdark fantasy. Jestem już tak w 3/4 jego najnowszej książki i… podoba mi się. „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” — jak mawiał klasyk. A jeśli w skład owej drużyny wchodzą m.in. wilkołaczka-nimfomanka, zadufany w sobie nekromanta, prastary wampir, elfka, duchowny, który lubi sobie na boku poużywać, oraz nieśmiertelny rycerz — Jan z Torunia — to brzmi to nader ciekawie. I takie właśnie jest. Klasyka. Tak przy okazji, stałem się wielkim fanem tych okładek - świetnie leżą w dłoniach. „Dziecię Boże” przeczytałem w jeden dzień. Nie dlatego, że to książka jakoś wyjątkowa, ale czyta się ją nader dobrze — choć, biorąc pod uwagę tematykę, to chyba nie najlepszy dobór słów… Porażające te książki ma Cormac. „To nie jest kraj…” właśnie kończę. Prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaką stworzył — przynajmniej z tego, co dotąd przeczytałem. 4 tomy cyklu Odkryć Riyrii. Nie są specjalnie długie. Powinienem je ukończyć w tydzień.