Sylvan Wielki
Użytkownicy
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda temat: GTA VI
Treść opublikowana przez Sylvan Wielki
-
Nioh
Masz je. One są systematycznie podnoszone. Przykładowo, jeżeli zwiększysz dany bonus do 4% to znika on tylko dlatego, że w jego miejsce wskoczy inny wybór, ale +4% masz przez całą grę. Po jakimś czasie znowu się pojawi ta wartość i możesz ją zwiększyć, bądź wybrać inną. W każdym razie przez sto godzin zabawy zdobędziesz ich tyle, że wielokrotnie podniesiesz poziom ki, życia, żywej broni, zdobywanego złota, itd.
-
Nioh
Używam włóczni Akaoni no Sankaku dzięki czemu mam pełny bonus do zestawu Naomasy. Niemniej na tym etapie gry chciałem szybko ulepszyć Oni oraz katanę (serce na poziomie 40), nawet kosztem bonusu za szóstą część, czyli znacznej szybkości odnowy ki oraz dodatkowych obrażeń od poparzeń.
-
Nioh
Dokładnie, tyle, że uskok niekoniecznie oczyszcza splugawioną ziemię.
-
Nioh
U mnie obecnie tak prezentuje się rynsztunek: Aktualnie poziom 144. Kilka osób na ostatnich stronach psioczyło na poziom trudności. Proponuję zatem zadania zmierzchu na drodze siły zaliczyć. Już te na poziomie dwusetnym potrafią dać w kość, ale jak wczoraj Ogrzyca 340 lv mi wyskoczyła.... Jeden mocniejszy szlag i Łiliama nie ma.
-
Nioh
@ Sobies nie sprzedawaj wszystkiego. Część przedmiotów rozbieraj, by mieć jak najwięcej materiału na przekucia, które wzmacniają pancerz oraz broń. Duet Oda + Yuki (zapewne o nią chodziło) to najcięższy pojedynek podczas drogi samuraja. Zatem nie zrażaj się porażkami. Podobnie jak w przypadku kombo Honda i Ukyo Tachibana, skup się w pierwszej kolejności na szybszej postaci. Jako facet zapewne dostrzegłeś, że oziębła panna dochodzi (w rozumieniu do bohatera) znacznie dłużej niż Nobunaga. On na dzień dobry sprzedaje mocarny atak, który kosztuje go ok 40% ki. Zrób unik i masz go na tacy. Jego wytrzymałość bardzo szybko topnieje, zatem już w pierwszych sekundach walki ogłuszysz go i dobijasz leżącego. Całość powtarzasz kilkukrotnie uważając na śnieżny byt. W tym pojedynku oprócz odpowiedniego rynsztunku, znajomości ataków przeciwników, obeznania w systemie przyda się nieco szczęścia, bowiem nie jest powiedziane, że wbijając honorowo swój oręż w plecy leżącego Nobunagi, yokai nie będzie stała za tobą generując mocarny atak, przez co jeżeli masz niepełny pasek zdrowia - powtarzasz walkę. Jesteś Yuri Boyka z Spartakusa, dasz radę.
-
Nioh
Franca wpadłaby już jakiś czas temu, ale 4 dni czekałem aż wylosuje mi się opuszczona misja zmierzchu. Nioh to cudowna pozycja, która z miejsca staje się moim kandydatem do tytułu gry roku, a to dopiero pierwszy kwartał 2k17.
-
Dark Souls II
Ileż ja dusz straciłem w tym etapie. jak nie kąpiel (w ciężkiej zbroi nie polecam), to strzały ostrzegawcze w tył pleców z połowy planszy. Niby ciężkozbrojny rycerz, ale ochrona przed magią marna i bywało tu różnie. Natomiast Velstadt - kapitalny boss. Jeden z moich ulubionych w serii.
-
Dark Souls III
Zdecydowanie. Klimat Dusz, aż z niej bije.
-
Zakupy growe!
Czas rozpocząć tę walkę
-
Dark Souls II
Oba są bardzo dobre. Ja w Scholar.... postawiłem na postać typowo fizyczną i biegałem z tym cudem: W podstawowej wersji przy maksymalnym ulepszeniu skaluje się na S. Przy maksymalnym ulepszeniu obrażenia 400 + S + dodanie błyskawicy =
-
Dark Souls II
Nawet się nie zastanawiaj tylko z miejsca zanurz się w świat Scholar of the First Sin. Przepadniesz. Pozostałe odsłony również zalicz - są znakomite. Do Demon's Souls, skoro nie ukończyłeś, warto wrócić ponieważ to wybitna pozycja.
-
Dragon Age: Inquisition
Przeszedłem wszystkie trzy odsłony i zasadniczo seria niezwykle mi się podoba. Początek, jak sam zaznaczyłeś, to kawał świetnej, niezwykle klimatycznej i brutalnej przy tym gry z interesującą historią i postaciami. Szkoda tylko, że wersja konsolowa często działała na pograniczu przyzwoitości (dzban heavy hitter, czyli zadanie główną postacią obrażeń powyżej dwustu pięćdziesięciu punktów, wpadł mi po takim pokazie slajdów, że głowa mała i choroba wie w sumie kto i kiedy oberwał). Polecam również Przebudzenie. Sporo wówczas kosztował (blisko 140zł), ale wart był tej ceny. Druga część nie zdobyła wśród graczy takiego uznania jak poprzedniczka, ale także miło ją wspominam. Nawet na platynę się skusiłem. Zdecydowanie warto było zapoznać się z tą odsłoną, choć miała niemało niedociągnięć. Ale przynajmniej działała poprawnie. Inkwizycja natomiast jest specyficzna. Ja akurat miałem z nią o tyle dobrze, że dorwałem ją jakoś niedługo po premierze (4ty kwartał 2014r.) zatem na kilka miesięcy przed Wiedźminem III. To też ważny aspekt bowiem z zadaniami pobocznymi (i nie tylko) w DA bywa różnie. Generalnie pierwsze godziny spędzone na Zaziemiu z pewnością nie należą do wybitnych. Nie da się ukryć, że gracz po ośmiu godzinach wypełniania zadań w deseń "Ok dzielny kawalerze. Jesteś wybrańcem, ale nasza osada cierpi. Udaj się zatem na łąkę i pozbaw życia dziesięć baranów. Ino żwawo", ewentualnie klasyk "Hej, oto list do mojej zaginionej ciotki. Proszę znajdź ją i go jej wręcz" gracza może się zniechęcić. Później jednak fabuła nabiera rozpędu. Otrzymujemy dostęp do twierdzy oraz naszego wspaniałego stołu narad nad, którym obmyślamy kolejne operacje militarne (i nie tylko). Robi się ciekawie. Część zadań opcjonalnych naszych towarzyszy również trzyma poziom. Walka nabiera rumieńców i tak przez kolejne kilkanaście godzin. W okolicy 40tej godziny zabawy dynamika gry znowu zwalnia, niemniej końcówka przygody przyciąga uwagę. Jak dla mnie mocne 8/10. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu ten tytuł przypadnie do gustu. Warto również zaznaczyć, że pierwsze dwie odsłony nie należały do grona gier specjalnie atrakcyjnych wizualnie, a Inkwizycja w momencie premiery prezentowała się zjawiskowo oferując przy tym płynną animację - co, jak pokazały kolejne lata, wcale nie będzie standardem.
-
Horizon: Zero Dawn
Niezła edycja kolekcjonerska się szykuje.
-
PlayStation VR - komentarze i inne rozmowy
Jest tak jak Yeti napisał. Dzisiaj widziałem na jednej aukcji RE VII "raz w konsoli, ideał - 220zł", a obok paragon, że Janusz za 240zł bodaj kupił. Z PSVR swego czasu było podobnie "Ideał, raz tylko użyłem - 1690zł", a w sklepie nowa za 40zł więcej. Na allegro obecnie chodzą same gogle za ok dwa tys. bądź kombo - okulary + RE VII + kamera za ok 2400 zł.
-
Wasze komiksy
Tyle dobra na ostatnich stronach, aż dzienny limit plusów szlag trafił. No nic. Ode mnie Gacek, który nie wywarł na mnie aż tak wielkiego wrażenia jak "Śmierć rodziny", niemniej jest godny polecenia. Ma też przy tym swoje mocne momenty. "Wieczna wojna" - niezwykle udana adaptacja klasyki gatunku. Jeżeli kogoś interesuje, warto zainteresować się zakupem, ponieważ jego dostępność się wykrusza.
-
Nioh
Dokładnie. Sporo tytułów kupuję przed premierą i nigdy problemu nie było. Czasami zdarzyć się może, że coś nie działa - podpowiedzi w DkS III zostawiane przez innych graczy nie wyświetlają się, bądź trofea są synchronizowane (RE VII, MGS V) - ale wszystko wpada po oficjalnej premierze. Sama gra natomiast - sztos. Pograłem nieco w nocy. Wzorem poprzedniego demo nie udało się jednak włączyć opcji animacja kosztem grafiki. Jednak trzydzieści k/s to zdecydowanie za mało jak na taką pozycję.
-
Nioh
Czasowe. W rzeczy samej. To zaskoczenie, gdy mięso armatnie jedną akcją kroi połowę paska naszej postaci. Ależ to będzie cyfrowy masochizm. Niemniej system walki + klimat to wyborne kombo.
-
Resident Evil VII
Generalnie sprawa wygląda następująco. Jeżeli ktoś lubi niezwykle udane Outlast , bądź cenił sobie godziny spędzone przy znakomitym Alien Isolation (ewentualnie jedno i drugie) cóż, może czuć się jak w domu. Klimat zaszczucia i niepewności towarzyszy graczowi niemal cały czas. Podobnie jak w przypadku wspomnianego AI możemy sobie przez 40 min. zwiedzać upiorne domostwo nikogo nie spotkawszy, a i tak włos jeży się na karku. Gęsty klimat to zdecydowanie ogromny plus RE VII. Bardzo dobrze, że gra wróciła do korzeni odcinając się od tego koszmaru jakim RE Sześć było/jest - niepotrzebne skreślić. Oczywiście mogli to wypuścić pod szyldem nowej marki, ale wiadomo, nazwa zrobi swoje. Choć trzeba zaznaczyć, że produkcja nie żeruje bezczelnie na swoim słynnym tytule. Jakiś czas temu dało się słyszeć pogłoski, że gra wygląda fenomenalnie na Pro. Nie, nie wygląda fenomenalnie. To nie będzie czołówka najpiękniejszych gier bieżącego roku choć źle nie jest. Outlast też nie jest śliczny, a broni się jako gra znakomicie. Natomiast sfera audio - poezja. Gra korzysta z punktów kontrolnych. Jeżeli chcemy przejść z wirtualnej rzeczywistości do klasycznej rozrywki (bądź na odwrót) uprzejmie informuje nas, że stracimy niezapisany postęp i dany fragment będzie trzeba powtarzać. I bardzo dobrze. Dzięki temu sprawdziłem dwa etapy grając na PSVR i powtarzając go na tv. oceniałem różnice. Podtrzymuje swoje słowa z oceny wersji demonstracyjnej. Rożnica w rozrywce jest kolosalna. Oczywiście na korzyść VR. Grając w RE VII na telewizorze czujemy się jakbyśmy oglądali klimatyczny, trzymający w napięciu horror i w zasadzie tyle. Natomiast dzięki VR mamy wrażenie uczestnictwa w nim. Być może nie każdy podzieli moje zdanie, nie twierdzę też, że bez gogli RE VII to kiepska pozycja, ale traci wiele. Zbyt wiele by mając VR grać nie wykorzystując jego dobrodziejstwa. Nawet jeżeli pierwsza miejscówka (las) wygląda niezwykle licho. Pierwszy plan jest kapitalny. Dość napisać, że byle przecinanie łańcucha robi wrażenie, podobnie jak zwykły dialog z postaciami. Gdy rozglądasz się po rezydencji widzisz truchło i te panoszące się larwy, czy nawet zasyfioną lodówkę zdajesz sobie sprawę, że VR nie będzie służył tylko do 40to minutowych mini gier będących raczej demami technologicznymi. Świetna sprawdza szczególnie, że znakomicie poradzono sobie z samym sterowaniem. Gra nie jest zbyt dynamiczna, a jeżeli płynny obrót nam przeszkadza, możemy ustawić go w sposób skokowy o daną wartość, którą zresztą możemy sobie ustalić. Gry jeszcze nie skończyłem, niemniej pierwsze wrażenie jest niesamowite. Klimat, ta cała parszywa otoczka, elementy rodem z SH, dodatkowo doznania jakie VR oferuje - wstępnie 9/10.
-
Dark Souls III
Bracia Jak dla mnie jeden z najciekawszych i zarazem najbardziej wymagających pojedynków w serii - podobnie jak duet z AoA. Świetna walka. Tez jestem zdania, że poziom trudności DkS III > BB. W Krwistych na dzień dobry Ojciec dał mi nauczkę. Później bossowie padali bez problemu (Pająk na NG++ wymagał kilku podejść). No, te się w lochach zaczęły - psiak + Amygdala, ale one są opcjonalne. DLC to osobna bajka. Ludwig i Kos - poezja. W DkS III miałem więcej problemów z bossami, choć Bezimienny nieco przereklamowany (choć na NG+ potrafi krwi napsuć). Natomiast jeżeli chodzi o platynę BB > DkS III, choć to tylko przez to co się w lochach wyczynia. Zalecam skorzystać z dobrodziejstw NG+. Będzie dużo, dużo szybciej, zatem zmęczenia nie odczujesz, ale frajda z walki z niektórymi bossami jest znacznie większa. Wspomniałem o tym tu: http://www.psxextreme.info/topic/110490-dark-souls-iii/?p=3724811 Warto.
-
Zakupy growe!
Nieco zielonego i niebieskiego dobra. S prezentuje się znakomicie, dodatkowo na uznanie zasługuje fakt, że w tym przedziale cenowym otrzymujemy odtwarzacz filmów 4K. Kontroler - klasa. Girsy4 nie robią tak spektakularnego wrażenia jak wydana dekadę temu pierwsza część, ale to wciąż kawał solidnej strzelaniny z soczystym multi. Jest też na czym oko zawiesić. Ori to poezja zarówno w sferze grywalności, jak i A/V. Sunset już z poprzednim X'em u mnie zagościł, ale to była cyfrówka. Ta gra to perła i grzechem jest nie mieć jej w pudełku. Natomiast KI to moje ulubione mordobicie bieżącej generacji. Efektowne, miodne, a w kwestii udźwiękowienia - miazga. 4 gry pod VR (jeszcze nie sprawdzałem) i mesjasz.
-
Dark Souls III
Dobrze zrobił. Oczywiście przy pierwszym podejściu można sobie wizytę u kowala darować i bossa za pierwszym razem zgładzić, ale już będąc w NG+(++) warto go naostrzyć należycie.
-
Dark Souls II
Przez sieć zdobyłem może z 4 ( PS4 - mało kto gra), reszta to mozolna farma na owych rycerzach. Pamiętaj, że w kilku miejscach występują. Zmieniaj je by monotonii uniknąć. Jak już ich wytrzebisz spal żar ascezy w ognisku. Miej założone odpowiednie przedmioty (zloty sygnet chciwego węża, et cetera), które farmę nieco ułatwiają. Do tego osiągnięcia (podobnie jak w DkS III) potrzeba kilku godzin żmudnego ubijanie wroga. Czasami przez 40 min. nic mi nie wpadło, czasami podczas jednej wyprawy dwa pod rząd. Chociaż to i tak nic w porównaniu do pure bladestone z Demonów. Cóż, powodzenia i sporej dozy cierpliwości.
-
Dark Souls III
Kwestia podejścia. Nie twierdzę, że twoje jest złe. Lepiej bowiem miło wspominać tak wspaniały tytuł. Jeżeli faktycznie masz rzucać bluzgami, kontrolerem i krzywo na DkS III spoglądać, to może lepiej wezwać pomoc. Ja tam uwielbiam tę serię w pojedynkę zaliczać. Raz ktoś mi towarzyszył, było to jeszcze w Demonach, ale wyszło to raczej z tytułu zaskoczenia. No i czasami dla medali pomagałem niektórym graczom - głównie w Scholar.... i Darkach III właśnie. To co wówczas dzieje się z bossami jest niebywałe. Osobiście odradzam tego typu praktyki. Kręgosłupem serii jest właśnie legendarne wyzwanie, które tak po prawdzie jakieś specjalnie wysokie (na ogół) nie jest, ale też nie sposób nazwać takiego Dark Souls III, bądź Bloodborne tytułami banalnymi. Kto swoje w lochach spędził (Amygdala), bądź ubił bez pomocy duet z Ashes of Ariandel, ten wie, że Mechanika faktycznie odmienna od Krwistych, ale też dzierżąc tarczę, będąc przy tym zakutym w elitarną zbroję rycerską wojownikiem poruszamy się inaczej niż zwinny, szybki tropiciel. A buteleczki to w SotFS się dłużą. Medale to przedmiot, który bardzo rzadko wypada z rycerzy Lothric, a także z niektórych najeźdźców. Kilka można podczas gry odnaleźć. Gdy zdobędziesz odpowiednią ilość otrzymasz cudy - istotne gdy gra się daną klasą, ewentualnie masz chrapkę na platynę. Kooperacja frakcji Wojowników Słońca przy pokonaniu bossa również zapewnia medal.
-
Dark Souls III
Żeby mi to było ostatni raz (chyba, że sam pomagasz dla medali).
-
Noob kupuje telewizor bądź monitor pod PS5/XSX
Siedzi się w takiej odległości, by obraz oglądającemu odpowiadał, a nie patrzy się na przeliczniki. Inaczej nikt w kinie nie powinien siedzieć w pierwszym rzędzie. A grzybiarz ma rację, telewizor za duży nie będzie. Zawsze lepiej kupić o kilka cali większy odbiornik niż później w domu rzucić "ło, spory jest", a po kilku dniach, gdy oczy się przyzwyczają "mógłby być ten telewizor większy".