Jestem na początku 8 rozdziału z tego co widzę nie wiele zostało, ale nie skończę, już raczej porzucam. Bo w tak nudną pozycję to już od lat nie grałem. Jak zobaczę subspace, albo kolejną gromadkę ziutków do ubicia to puszcze pawia. Jak dla mnie to chyba jedna z gorszych gier Sudy. IMO się nie zbliża nawet do Killer is Dead, jeśli chodzi o fun i całokształt. Chyba, że to ja i po prostu takie rzeczy już do mnie nie trafiają. Zabrakło mi w ROMEO IS A DEADMAN spójności pewnej, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi w kontekście gry od Sudy, ale jakoś te wszystkie wepchnięte tu pomysły, ogromne ich ilości, zblendowane i podane niby w przemyślany sposób tak totalnie nie trafiają z niczym, że koniec xD Do pewnego momentu, jeszcze łapie człowieka ta intryga i kreatywność, i nawet przez pierwsze 3 godzinki miałem takie, nie no kurde to jest zajebiste. Jednak kurtyna szybko opada, jak się okazuje, że te 3 godzinki to to już wszystko i jeszcze tych godzinek z kilkanaście będzie. Takich samych. Jeden wyjątek w postaci ciekawego podejścia w rozdziale 5, na niewiele się zdaje, kiedy po raz setny muszę klepać w kółko te same przyciski na padzie, walcząc z nieciekawymi przeciwnikami, biegać po do obrzygania bezpłciowych miejscówkach, odklepywać bezmózgą minigierkę w wygładzanie kulki XD, słuchać nieinteresujących postaci itp:. itd:. Oprawa graficzna nawet okej, no ale jak wspomniałem wcześniej, miejscówki bez polotu, trochę to niwelują i odbiór jest meh. Optymalizacja jest straszna, gra potrafi zwalniać niesamowicie i gubić klatki. Wszędobylskie fruwająco-błyskające particle w ilościach hurtowych, które zalewają ekran podczas walki, że nic nie widać, też nie są super. Co dodatkowo sprawia, że lepiej strzelać z broni i cheesować co niektórych przeciwników, bo za chuj nic nie widać przez te particle i uniki to sobie można pizgać jak na ruletce najczęściej. Udźwiękowienie jakieś jest, od battle theme idzie zwariować już pod koniec. No nie wiem, mi nie pykło za bardzo. Jedyne co mnie trzymało przy grze to boss fighty, które sprawiały, że coś trzeba się przy grze bardziej zmóżdżyć i trochę zacząć ogarniać, aby się uporać z szefem. Sam motyw, który się przewija przez gry Sudy, że po prostu trzeba upolować kilku złoli aby uratować dzień, zawsze mi się podobał. Tutaj tylko to trzymało mnie przy tym tytule,(ale last bossa mam w poważaniu, nie zdzierżę kolejnych fal wrogów) no ale ZNOWU, tutaj Ci złole mogą buty czyścić tym z Killer is Dead, czy No More Heroes. Fajnie, że Suda powrócił na next-genach, no ale to nie to do czego przyzwyczaił. I mi nie przejdzie przez gardło 'Dobre to było', jakiś innych przymiotników bym użył, bardziej - nudne, obojętne, przeciętne.