Treść opublikowana przez Kmiot
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
Nie no, w planach jest tak, że wrzuci się ich tam, gdzie będzie wygodniej, skoro im wszystko jedno jaka wersja gry. Np. gdy będzie większa dysproporcja chętnych między platformami, albo brak pary (jeśli losowanie będzie w jakiejś formie parami), to wtedy się wrzuci takiego delikwenta. Ogólnie dany użytkownik może wygrać tylko jedną z gier i brać udział tylko w losowaniu jednej z gier. Zakładając, że będą to odrębne losowania. Coś w stylu losowania Cyberpunków, gdzie obie platformy (i skarpety) miały osobne wyścigi kulek.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Moto Gp 20
W sumie pośmiagałby na jakichś motorynkach. Ale ruchu w temacie jakoś nie widzę.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
@Dud.ek podesłał mi swoją cegiełkę giwałejową i uznaliśmy, że na Listę Bonusową będzie w sam raz. Są to cztery komiksy z Kolekcji Pixela. Produkty skromne objętościowo (każdy po 16 stron), więc po konsultacji całą czwórkę wrzucam jako jeden fant. Z tego co widzę, są to swoiste ukłony dla czterech klasycznych gier: MicroProse Soccer, Sim City, Jet Set Willy i Doom. Lektury tam niewiele, ale przynajmniej chwilami przykuwa wzrok. Dla preferujących jednak więcej czytania dorzucam też PE#274 (czerwiec 2020), które Dud.ek zastosował jako "usztywnienie przesyłki". Ja ten numer już mam, a ktoś może będzie zainteresowany czymś do poczytania na sraniu. W przesyłce był jeszcze mini przewodnik po Wolfensteinie z uroczymi pocztówkami, które mi się spodobały, więc sobie je wezmę. Hehe. Tak że dzięki Dud.ek ;* i zapraszamy do udziału.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Animal Crossing: New Horizons
Sam grywałem głównie wieczorem, jedynie w weekendy zaglądałem na wyspę w różnych porach. Gra prawie całkowicie nie tworzy presji (są sporadycznie specjalne eventy w konkretnych godzinach no i handel rzepą, ale poza tym sam nadajesz tempo wydarzeniom) i jest wręcz idealna do "popykania" wieczorkiem. Grając rzadko czy krótko sprawisz, że gra wystarczy Ci na dłużej, choć ja miałem problemy, by się pohamować ;] No i handel rzepą miał chwilami symptomy szaleństwa. Jak dziecko ulubioną zabawkę chowa do tornistra, by w tajemnicy przed rodzicami zabrać ją do szkoły, tak ja zabierałem konsolę do pracy, by w odpowiednich porach sprawdzać ceny u Nooków. Przejebane.
-
Animal Crossing: New Horizons
O jezu, te przeklęte kamienie zawsze znalazły jakiś sposób, żeby się zespawnować tam, gdzie nie przewidziałem. Z dwa tygodnie lawirowałem miedzy manekinami, ale się udało, choć gdybym miał to robić drugi raz, to bym się nie podjął xd 1. Tak. Wieczorami wyspa ogólnie funkcjonuje tak samo jak za dnia, poza wyjątkiem zamkniętych sklepów (butik do 21, Nooki do 22). Ale pomijając możliwość robienia zakupów to nie ma różnicy - całą resztę czynności rozwijających wyspę możesz robić w dowolnym momencie dnia. No i klimacik wtedy jest IMO lepszy. 2. Weekendy różnią się tym, że nie mają losowych eventów (odwiedzin NPC-ów). Eventy są ustawione na sztywno (nie chcę spoilerować, jakie to wydarzenia, skoro jeszcze nie grałeś), choć już wiesz, że niedziela to odwiedziny Rzepichy. Ogólnie wyspa funkcjonuje tak samo jak w tygodniu (sklepy mają te same godziny działalności), odjąć losowych NPC. 3. Nieszczególnie. Chyba że polujesz na konkretnego robaka/rybę, który to okaz pojawia się w sprecyzowanych godzinach. Jedynie Rzepicha w niedzielę jest obecna na wyspie tylko do południa, więc można przegapić. Poza tym można wpadać kiedy wygodnie, bo odwiedzający nas NPC i tak kręcą się po wyspie do nocy, wiec nie uciekną. Nawet chyba lepiej wpadać wieczorami, bo wtedy czasem odwiedza nas Celeste i Duszek.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
No możemy tak zrobić, że wcisnę Cię tam, gdzie będzie mi wygodniej (np. mniej chętnych, albo ich nieparzysta ilość, gdybym planował zrobić losowanie w parach). Chyba, że do piątku zmienisz zdanie i się zdecydujesz na jakąś platformę, to daj znać. Póki co notuję Cię jako: @Luqat [PS4/XO] Gdyby ktoś chciał również w tej formie, to informować.
-
Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
No to po kolei. Dopuszczeni: @Rudiok poproszę o wybór PS4/XO @BRY@N [PS4] @marbel007 [XO] @mozi [XO] @Dud.ek [XO] Pozostaje kwestia @eloszki, którego widuję, ale statystyki nie świadczą na jego korzyść. Choć widać, że coś tam działa. Może jest nieśmiały albo małomówny. Chciałbym też odrobinę "odhermetycznić" grupę stałych bywalców, wpuścić może nieco świeżej krwi, ciepło ją przywitać. Ale nic o Eloszkim nie wiemy! Więc poproszę go o napisanie paru słów o sobie, byśmy mogli lepiej go poznać. Przybliż nam swoją sylwetkę. Od kiedy interesujesz się grami, jakie konsole posiadasz (posiadałeś), jakie gatunki gier preferujesz, jakie gry są Twoimi "Grami życia" (GOTL). No ogólnie 10 zdań o sobie (nawiązując do klasyki), plus rozmiar buta, ulubione słowo, ulubiony przedmiot w szkole, jakiś sekret (który możesz nam zdradzić) i - najważniejsze - ulubiony rodzaj sera. Albo od razu czyim alterkontem jesteś, może być na PM, jeśli obawiasz się konsekwencji ;] Pewnie Pupcia.
-
Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
Dzięki za fotorelację, zawsze to trochę więcej radości w temacie ;] A teraz do rzeczy. Oddam za mema #14 Są takie tytuły, które wracają do nas w najbardziej niespodziewanych momentach. Na przykład w trakcie spacerowania brzegiem morza, gdy zimny piasek przyjemnie ustępuje pod ciężarem naszych stóp i zostawiamy za sobą ślady, które po chwili zmywają kolejne fale. Tak jakby nas tam przed chwilą w ogóle nie było. I gdy napotykamy na swojej drodze kawałek drewna, więc zaczynamy się zastanawiać skąd tenże artefakt pochodzi? Fragment jakiegoś molo? Może element statku, który rozbił się podczas rozszalałej burzy? Albo po prostu kawałek krzesła, które do morza wrzucił jakiś dzieciak, bo się nudził? To drewno zmurszałe i miejscami obficie gnijące. Widać, że jest już zmęczone przedłużającym się rejsem i teraz może wreszcie odpocząć na brzegu. A Ty patrzysz na ten poturbowany morskim życiem przedmiot i myślisz sobie: ale klawy kawałek drewna, po czym przypominasz sobie gameplay NieRa z PS3. Są takie gry, których ułomności zauważy nawet laik w temacie. Ale jednocześnie nie potrafimy się od nich oderwać i brniemy w tę nie do końca satysfakcjonującą rozgrywkę, bo coś nas niesie na fali i jesteśmy tylko pasażerami, jak ten nieszczęsny kawałek drewna. Następuje jakaś synergia między nami, a tym nieidealnym tytułem, bo wyczuwamy w nim charakter, duszę, wpompowaną przez twórców miłość do swojego dzieła, mistyczny pieprz. Jesteśmy nawet gotowi powtarzać te same fragmenty wielokrotnie, a potem całe przejścia gry wielokrotnie, bo lubimy wspólnie spędzać czas. I pierwszy NieR potrafił być taką grą, pomimo dostrzegalnych ułomności, które go trapiły. Platynowałem, więc wiem o czym piszę. A teraz postanowiono przynajmniej spróbować go z tych upośledzeń wyleczyć i wydano nową wersję tamtej gry. Dwa najistotniejsze pytania brzmią: czy nie obdarto jej przy okazji z walorów, które czyniły ją wyjątkową? Oraz czy będą tam równie fajne poślady, co te 2B? Tak jak widać na załączonym obrazku, jeśli już zignorujemy te najciekawsze fragmenty - dwie gry do oddania za mema. Tytuły świeże, mające premierę w mijającym tygodniu. Po jednym egzemplarzu na Xboxa i PlayStation, możliwe do ogrania zarówno na starych jak i nowych generacjach, więc niezależnie czy jesteś klapem, czy botem - znajdziesz tu coś dla siebie. Chyba że jesteś Nintendofagiem, to wtedy nie. Gry nowe, wciąż w fabrycznych foliach (aby dusza nie mogła ulecieć), angielskie wersje okładek, no kurwa, nie wiem co jeszcze dodać, nic więcej chyba nie trzeba. Zasady (jesteś tu pierwszy raz? Zapraszam do pierwszego posta tematu po detale): aby wziąć udział w losowaniu należy w tym temacie wkleić ulubionego mema (jpg/gif/filmik) związanego z cyklem Nier, więc może być również Automata. Hit me. użytkownik musi wybrać, która wersja gry go interesuje [Xbox/PS4]. Jeszcze nie wiem w jakiej formie przeprowadzę losowanie/losowania (to też zależy od ilości chętnych), ale na pewno gry rozdzielę między dwóch zwycięzców, wiec nie będzie tak, że jeden zgarnia obie gry. Jeśli platforma jest Ci obojętna, to możesz odczekać kilka dni i wbić się tam, gdzie będzie mniej chętnych (mniej uczestników - większa szansa). Ale ostrożnie, bo: zostawiam sobie prawo zamknięcia listy chętnych w piątek, bo to zostawi mi czas na zaplanowanie i zorganizowanie losowania. Możemy wstępnie ustalić, że deadline to godz. 18:00 w piątek (30.04), ale możliwe, że ten krok nie będzie konieczny. W razie zamknięcia poinformuję o tym w temacie. losowanie standardowo - okolice przyszłego weekendu; wysyłka nagród standardowo - tydzień następujący po losowaniu. oczywiście jeśli ktoś ma pomysł i ochotę na wyręczenie mnie w kwestii losowania, to zapraszam do deklaracji tutaj, bądź PM. od uczestników wymagam minimum zaangażowania i pilnowania swojego udziału, bo do zwycięzców sam się nie odezwę, a jeśli ktoś własnej wygranej nie przypilnuje (kilka dni), to widocznie niewystarczająco mocno mu zależało i zostawiam sobie prawo przekazania nagrody komuś innemu. Lista bonusowa (uwaga, nowe fanty): Artbook Frostpunk. Nowy, wciąż w folii. Format 19x14cm. Wspaniały kalendarz ścienny 2021 prosto z Jedynego Magazynu Tylko O Konsolach PSX Extereme. Format w zwisie 40x30cm. Trzy arty i OST do Anno 1800. Wszystko w gustownej, kartonowej kopercie. Gra na PS3 Batman: Arkham City. Wydanie GOTY z najbardziej oszpeconą okładką w historii branży. Stan płyty bdb, pudełka i papierów (ang) również. Gra na PS3 L.A. Noire. Complete Edition. Stan płyty dobry (pojedyncze mikroryski, ale wszystko hula, bo sam w nią swego czasu grałem), papiery stan bdb (jest solidna instrukcja w formie książeczki, angielska), pudełko stan raczej mierny (ślady kleju i rysy, ale nie jest w żaden sposób pęknięte). Gra na PS3 Vanquish. Stan płyty bdb, papiery bdb (książeczka-instrukcja po angielsku), pudełko stan dobry (lekko pomarszczone z tyłu). PSX Extreme # 284 (kwiecień 2021) - wersja kioskowa "basic", czyli bez dodatkowych stron PE+. Egzemplarz w zasadzie nowy, ale może mieć drobne zagięcia czy inne felery wynikające z faktu, że przychodzi do mnie pocztą i różnie bywa z jego stanem. No i często to egzemplarz, który czytałem, więc może mieć ślady używania, choć zawsze dbam o materiał. *NEW!* Artbook Dragon's Crown - stan niestety dostateczny, bo wygląda jakby ktoś go położył na łóżku, a potem na nim usiadł. Grzbiet lekko załamany w kilku miejscach, dodatkowo mam wrażenie, że klej jest niskiej jakości i lada chwila może zacząć puszczać. Format 25x18, angielski, ok. 64 strony. *NEW* Steelbook Fifa 20 - Fifa Ultimate Team, nowy w folii. Rozmiar standardowych pudełek gier (PS4/XO). Zdjęcie tyłu. *NEW* Steelbook Gears of War: Judgment - bez folii, ale również bez najmniejszych skaz. Format większy (19x13,5). Foto wnętrza. *NEW* Cztery komiksy z Kolekcji Pixela. Produkty skromne objętościowo (każdy po 16 stron), więc wrzucam jako jeden fant. Z tego co widzę, są to swoiste ukłony dla czterech klasycznych gier: MicroProse Soccer, Sim City, Jet Set Willy i Doom. Lektury tam niewiele, ale przynajmniej chwilami przykuwa wzrok. (fant od użytkownika Dud.ek) *NEW* PSX Extreme #274 (czerwiec 2020) - ktoś może będzie zainteresowany czymś do poczytania na sraniu. (fant od użytkownika Dud.ek) Zawodnicy, którzy aktualnie mają cooldown (w nawiasie ilość giwałejów do przeczekania). Pupcio (1) MichAelis (2) MYSZa7 (1) WisnieR (2) Bzduras (2) creatinfreak (4) mitra (5) No to serwus.
-
Zakupy growe!
@okens To znaczy? Bo jestem pewien, że kilku się pokusilo, a na pewno Amer wrzucał (Switch). Sam też posiadam (PS4), ale nie wiem, czy wrzucałem tutaj, bo zwykle mi się nie chce.
-
Euro 2020 (tak po prawdzie to 2021)
W sumie nie śledzę njusów, ale oni mają to zamiar zrealizować bez udziału kibiców czy co? Wiadomo już?
-
Superliga
No dobre, dobre, nawet lepsze niż to dwa posty wyżej. Czyli co? Już po wszystkim? No to nie warto było. Liczyłem, że będzie śmieszniej. Wojownicze angielskie kluby jak nieznośne gówniaki czy inne zbuntowane nastolatki postawiły się systemowi, a gdy stary wyciągnął pasa, to grzecznie wróciły do odrabiania lekcji xd Perez, ty łamago, coś narobił?
-
FIM MotoGP, WSBK itp.
Talentu nie stracił, to oczywiste. Problemem jest - tak jak piszesz - ciało niekoniecznie już tak sprawne (przynajmniej obecne) i przede wszystkim psychika. Tak "głowa" mu wróci na miejsce, to i Marc wróci na topowy poziom, nawet na przekór niedogodnościom fizycznym, które zapewne obecnie wciąż odczuwa. Zakładam, że na tę chwilę jeszcze się oszczędza, a pewność siebie zacznie mu wracać wraz z kolejnymi GP. Oby bez bolesnych wywrotek.
-
FIM MotoGP, WSBK itp.
No mnie w sumie ciekawi Marquez i czy uda mu się wrócić do dominującej formy. Trzeba dać mu kilka wyścigów, ale mam przeczucia, że to już nie będzie TEN Marquez. Z jednej strony jego dominacja była już nudna, ale z drugiej trochę byłoby szkoda, że spadek formy nie przyszedł naturalnie. Pozostanie niedosyt i wieczne "gdyby nie kontuzja...".
-
Wrzuć screena
Trzy sekundy po tym zdjęciu włócznia Linka się psuje i rozpada, bo za długo była na słońcu.
-
Superliga
Przemyślałem sprawę i jak dla mnie to te Reale, Barcelony, Liverpoole, Legie, AC Milany mogą wypierdalać do tej swojej Super Ligi, taplać się w pieniądzach, grać w kółko z tymi samymi przeciwnikami na swoim poziomie finansowym i stawiać nowy puchar w gablocie. Jako neutralny kibic mam to w piździe. Na wyjebaniu ich z lig krajowych skorzystają inne kluby, a same ligi, choć będą słabsze, to prawdopodobnie bardziej wyrównane, a przez to być może ciekawsze. I może na tej glebie wyrosną jakieś nowe, warte uwagi kluby. Prawdopodobnie teraz bredzę od rzeczy, ale to naprawdę taka zła opcja, by wyjebać z lig kluby, które są poza zasięgiem i rywalizują tam z klubami, których budżet jest 10x, 20x mniejszy? Niech ogórki grają z ogórkami, a tytani mierzą się z równymi sobie. Aż jestem ciekawy co by z tego na dłuższą metę wyszło i kibicuję Super Lidze xd A moja odważna teoria jest taka, że angielskie kluby chcą spierdalać z Premiership, by nie musieć już klękać przed każdym meczem.
-
Superliga
Ojojoj, pieniążki, oddajcie nasze pieniążki, rzekła UEFA, a klubiki strzeliły focha xd. W sumie te wszystkie śmieszne rozgrywki ligowe, puchary i coroczne Ligi Mistrzów przestały mnie grzać już kilka lat temu. Obejrzało się jakiś finał, ale bardzo mi było z tego powodu wszystko jedno. Tylko Euro i MŚ mnie potrafiły w jakimś stopniu podekscytować. Reszta to taka papka, co roku to samo, więc wyjebane na tych aktorów boiskowych przewracających się, bo ktoś ich pociągnął za rękawek. Że im nie wstyd. Cokolwiek nie wymyślą, jakkolwiek się ta chryja nie skończy, to pewnie i tak oglądał nie będę, albo będzie leciało w tle, gdy ja będę zajęty ciekawszymi rzeczami. Wiem, że to ja dzwonię. Nara.
-
własnie ukonczyłem...
No dobra, może jeszcze nie ukończyłem, bo planuje wrócić po platynę, ale widziałem już wszystko, więc mogę wydać ostateczną opinię. Captain Tsubasa: Rise of New Champions Backstory: Tak, nie będzie zaskoczeniem, że Tsubasa towarzyszył mi w trakcie dorastania. Jaranko było ogromne, ale to był ten moment, gdy całe wakacyjne dni spędzało się na łące, pełniącej rolę boiska. Cały dzień, nie zmyślam. Na przemian mecz i leżenie na trawie oraz dyskutowanie ze źdźbłami w ustach na tematy, które wtedy zajmowały kilku- i kilkunastolatków. A potem kolejny mecz ze zmienionymi składami, bo ktoś musiał na obiad, albo dostał szlaban za brudne spodenki czy zgubiony klucz do domu, który nosił zawiązany na szyi (klucz, nie dom). I choć technicznie i sercem bliżej mi było do Ishizakiego niż Tsubasy, to harmonogramu transmisji na Polonii 1 pilnowało się z namiętnością, a życie na podwórku zamierało na czas emisji nowego odcinka. Na wagary chodziło się do kolegi (którego rodzice pracowali, więc miał wolną chatę) i wspólnie oglądało się poranne powtórki. Bez przesadnych emocji, bo znało się rezultaty, ale jednak - w tle leciało i każdy zerkał. Grę na Pegasusa ogrywało się z dziecięcą zawziętością oraz onieśmielającym uporem, by rozkminić znaczenie tych japońskich krzaczków. Z wiekiem ta namiętność osłabła, choć sentyment nadal miło gilgotał po podbrzuszu, gdy widziało się bohaterów z dzieciństwa powracających tu i ówdzie. Nazwiska, które pamięta się tak samo dobrze, jak rzeczywistych piłkarzy grających w tamtych czasach. A teraz znów wrócili. I znowu nie potrafię ich nie kochać. Zacznę od istoty sprawy. To gra dla fanów. Nie wiem, być może jakimś cudem sprawi, ze ktoś, kto wcześniej z Tsubasą do czynienia nie miał, teraz się tematem zainteresuje. Cuda się zdarzają. Ale ta gra nie jest wystarczająco dobra, by rozkochać w sobie nowe tłumy. CT:RoNC jest skierowane przede wszystkim do generacji wychowanej na anime, bo to jej największa, być moze nawet jedyna siła. Siła sentymentu. Za to jaka! Osobiście mnie ona zmiażdżyła i choć spodziewałem się jedynie miłego połechtania duszy fana, to w efekcie utonąłem w tej grze niczym w betonowych butach. I nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić. Tak samo jak nie potrafię tej gry nikomu z czystym sumieniem polecić, bo zdaję sobie sprawę, że w równym stopniu co mnie wciągnęła, to kogoś może odrzucić. Więc spróbuję do sprawy podejść metodycznie. Goły gameplay: Podstawowym błędem jest traktowanie CT:RoNC jako gry piłkarskiej mającej rywalizować z tuzami gatunku. W żadnej warstwie nie sprosta ona porównaniom. Rozgrywce brakuje szlifów. Animacja poruszających się zawodników cierpi na niedobór klatek. AI często dostaje wylewu, czasem zdarzało mi się, że komputer rozpoczął grę od środka, "podał" piłkę do przodu, ale żaden jego zawodnik nie biegł w jej kierunku. Detekcja kolizji może ubiegać się o rentę inwalidzką. Wymiana kilku podań do dokonanie większe od pokonanie Mullera na bramce, bo zawodnicy potrafią ignorować piłkę toczącą się między ich nogami, zamiast ją po prostu przyjąć. Tradycyjne strzały to śmiech na sali, bo nie stanowią żadnego (no, prawie żadnego) zagrożenia. No trudno znaleźć jakiekolwiek plusy, które staną w obronie "gołego" gameplayu. Sprawy mają się odrobinę inaczej, jeśli zaczniemy CT:RoNC traktować jako grę arcade w temacie piłkarskim. Wtedy można dojrzeć pewien potencjał. Pełen gameplay: To gra w pełni oparta na indywidualnościach i odpalaniu ich umiejętności. Możemy w meczu podgryzać przeciwnika i ostatecznie być może nawet uda nam się go pokonać. Bo bramkarze mają swój poziom "Spirit" i póki im go nie obniżymy kolejnymi atakami, to nic nie przepuszczą (pomijając wyjątki). Więc to nie kwestia techniki, a raczej metodyczności i zręczności w kreowaniu ciągłego naporu na bramkę. Ale nic nie robi grze tak dobrze, jak uruchamianie kolejnych Super Strzałów, spektakularne dryblingi przez pół boiska i sześciu obrońców, zakończone ładowanym na podwójnym pasku Super Mega Strzałem, robiącym sito z bramkarza (albo znacznie uszczuplającym jego Spirit, jeśli jest klasowym golkiperem). To jest istota rozgrywki, w tym cały jej urok i powab. Nie ma to jak minąć dwóch przeciwników przy pomocy finezyjnego drybligu Tsubasy (odpalanego mało finezyjnym jednym przyciskiem), podać piłkę do Kojiro, który przebije się siłowo przez kolejnych trzech obrońców i odpali z 10 metrów od bramki Neo Tiger Shoot, którego moc wniesie piłkę do siatki razem bramkarzem w roli zbędnego balastu. Cały mecz się składa z takich elementów i one w moim przypadku niestrudzenie pompowały dopaminę do mózgu, bo pomimo dziesiątek/setek meczów te animacje w żadnym sensie mi się nie znudziły czy opatrzyły. Wciąż cieszą wzrok tak samo, jak 50/100 meczów temu. Powtarzalność gameplayowa dostrzegalna gołym okiem, ale dziwnym sposobem jakoś mi nie doskwiera. Bo cóż to są za animacje! Dzikie hołubce z piłką. Majstersztyki. Epickie, a jednak na tyle dynamiczne i krótkie, że nie nużą w żadnej sytuacji. A już najbardziej imponujące są Combo Shoty, zatrudniające do udziału dwóch (czasem nawet trzech!) zawodników. No kurwa, satysfakcja za każdym razem murowana. Strategia? Generalnie nie istnieje, choć można drużynie dynamicznie nadawać przydatne taktyki (np. Combo formation, gdzie kluczowi dla kombinowanych strzałów zawodnicy krążą w pobliżu siebie, co ułatwia wykonywanie Combo Shotów), ale chyba najistotniejszą kwestią jest ładowany każdym udanym zagraniem pasek V-Zone. Po pełnym zapełnieniu możemy zdecydować czy chcemy go odpalić w ataku, co daje nam boosta (w zależności od wybranego skilla kapitana drużyny), albo zachować go na "czarną godzinę", czyli Super Save naszego bramkarza, który w takiej sytuacji wybroni nawet najpotężniejszy strzał w grze (oczywiście taką umiejętność posiadają tylko najlepsi golkiperzy, a nie byle chłystki). I znów - animacje Super Save'ów to złoto czystsze, niż cygańskie zęby. Ale to by było na tyle w kwestii strategii, bo reszta to radosne dożynanie bramkarzy między słupkami. Fabuła: tak, bo gra oparta na anime musi mieć fabułę i choć tutaj na pierwszy rzut oka nie prezentuje się ona imponująco, to po trzykrotnym jej przebrnięciu informuję, że jednak odrobinę podniosłem brwi z wrażenia. Na początek gra poleca nam Tryb Tsubasy, który uznawany jest za "łatwy" i ma za zadanie wprowadzić w zawiłości rozgrywki (jeśli można to tak nazwać). Scenariuszowo to droga Nankatsu do trzeciego z kolei tytułu Szkolnych Mistrzów Japonii. Rzecz jest silnie "story driven" i mocno zajeżdża visual novelą przetykaną gameplayem (meczami). Ale nawet mecze bywają reżyserowane, więc czasami nie sposób uniknąć utraty bramki, która ma za zadanie podnieść ciśnienie spotkania. Dla równowagi czasami to my zdobywamy bramkę, bo tak przewiduje fabuła, więc w ogólnym rozrachunku to się w miarę wyrównuje. Co nie zmienia faktu, że ten tryb jest mocno "sztywny" w założeniach i silnie zakorzeniony w zaplanowanej fabule. Nie ma tam zbyt wiele pola manewru. Dla weterana to jest łatwizna, ale dla kogoś, kto dopiero uczy się gry potrafi być zniechęcający. Jak w trzecim meczu dostałem w pierwszej połowie trzy bramki od braci Tachibana to trochę się podrapałem z tyłu głowy ("to tak ma być?"). No i te wszystkie fabularne gadki nie każdego przekonają, ale do tego wrócę za chwilę. Bo drugim trybem fabularnym i najjaśniej świecącą w gwiazdozbiorze gwiazdą jest Ścieżka New Hero. Tutaj z założenia mamy sporą swobodę. Kreujemy własną postać. Wybieramy pozycję oraz szkołę startową (obecnie pięć do wyboru), która już na początku da nam adekwatne bonusy i skille. Potem zaczynamy się piąć po szczeblach drabiny krajowej. Wybieramy karty bohaterów, z którymi chcemy zawiązać znajomość, by potem przejąć ich umiejętności. Wykonujemy wyzwania meczowe (każdy aspekt - strzały, odbiory, podania, dryblingi - jest oceniany z osobna). Między meczami prowadzimy rozmowy, wybieramy kwestie dialogowe, obserwujemy fabularny rozwój i sympatie pozaboiskowe. Zyskujemy poklask, rosną nam statystyki, uczymy się skillów (aktywne oraz pasywne) od wybranych przyjaciół. Budujemy wymarzonego grajka od zera. A potem zostajemy wybrani do młodzieżowej reprezentacji i jedziemy na turniej międzynarodowy. I tam robimy to samo, tylko w większej - międzynarodowej - skali. Wracają ukochani bohaterowie Nipponu i to wspaniały ukłon dla fanów. W ogóle osobistości, które tam spotykamy to miód na serce. Zimni i metodyczni Niemcy ze Schneiderem na czele. Samolubny Carlos Bara holujący reprezentację Brazylii, której brakuje drużynowego zgrania. Przesadnie pewni siebie Amerykanie stawiający na siłę mięśni. Entuzjastycznie nastawiony do gry Juan Diaz i jego Argentyna. Niesamowicie wyważony kolektyw francuski z gwiazdami w każdej formacji (poza bramkarzem, co działa na naszą korzyść). Włosi pozbawieni środka pola, za to z wyjątkowymi bramkarzem oraz napastnikiem. Holendrzy z białym, blond Kluivertem. Senegal, czyli chłopcy do bicia, ale z ogromnym sercem do gry. Wymieniam ich tutaj z pamięci i nie posiłkuję się żadnymi "przypominajkami", co tylko pokazuje jak wyraziści to bohaterowie. Zapamiętałem ich. Pamiętam ich Super Strzały, wady i zalety. Pamiętam ich animozje, nastawienie personalne, charaktery. Całkiem sporo jak na głupią grę o piłkarzykach. Pewnie, że nacisk fabularny może niektórych zmęczyć. To w większości dialogi motywacyjne w rodzaju: musimy to zrobić! Pokonamy ich! Pokonam cię! Nie dam się pokonać! Dam z siebie wszystko! Musimy to wygrać! I tak w kółko, z nielicznymi wyjątkami. Visual Novelowa paplanina. Ale fani anime powinni mieć już na to wyrobioną tolerancję. No i do tego dla urozmaicenia dochodzą opcjonalne dialogi w zależności od naszych przyjaźni i zdobywanych umiejętności, więc ostatecznie każda rozgrywka potrafi się mocno różnić. A gdyby tego było mało, to tryb posiada niemałą regrywalność. Bo po jednokrotnym ukończeniu możemy następnym razem tak pokierować fabułę, by w finale zmierzyć się z zupełnie inną ekipą. A dla smaczku doprowadzić do sytuacji, że namierzą nas skauci i po zakończeniu turnieju zostaniemy zaproszeniu do topowej drużyny (to tylko smaczek i forma docenienia, bo kariery tam nie możemy kontynuować). Do tego dorzućmy wybór innej szkoły na starcie i mamy całkiem inną rozgrywkę. Pewnie, że wiele elementów się nie zmienia, ale mamy na tyle duży wpływ na rozgrywkę oraz swobodę, że bawimy się równie dobrze co za pierwszym razem, a brnięcie do odrębnego finiszu to frajda sama w sobie. Co poza tym? Niewiele. Po odblokowaniu wszystkiego mamy raptem 21 drużyn do wyboru w trybie meczu towarzyskiego (narodowe + szkolne z Japonii). Trybów solo też niewiele (towarzyski, konkurs rzutów karnych, turniej, trening), bo istotą są tutaj wyraźnie tryby fabularne opisane wyżej. Jest tryb Online i możliwość tworzenia własnych drużyn (również z udziałem zawodników, których wykreowaliśmy w trybie fabularnym). Są paczki z kartami "przyjaciół" oraz itemami podnoszącymi staty (których potem możemy używać w trybie fabularnym), w zasadzie brak mikrotransakcji (są, ale o pomijalnym znaczeniu). No i znów - nic imponującego. No i doskwiera trochę multum "loadingów" między scenkami fabularnymi, czasem nawet w trakcie dialogów. Tak samo jak ciągłe "Connecting to network" w trakcie poruszania po menu głównym. Praktycznie przy każdej zmianie menu gra robi "connecting to network" i każdorazowo potrafi to trwać 10-15 sekund. Irytujące w chuj. Ale i tak uwielbiam tę grę. Mam już w niej pewnie z 50 godzin, choć patrząc z boku nie potrafię stwierdzić gdzie mi je pochłonęło, bo nie ma w tym aż takiego potencjału. Najlepsze jest to, że zamierzam tam powrócić, bo do odkrycia zostało mi jeszcze "USA route", a potem powtórka z Niemcami, tym razem muszą mnie wyskautować. I tak to się powoli toczy między Super Strzałem a Super Savem. Polecam, aczkolwiek reklamacji nie przyjmuję.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.