Treść opublikowana przez SlimShady
-
Dark Souls II
Tak, z każdym walczyłem. A ty każdego rozpykałeś na solówie, czy jednak znalazł się jakiś cwaniak?
-
Dark Souls II
Może to też jakiś pomysł zrobić sobie przerwę na dłuższy czas i wtedy na spokojnie podejść do tematu, bo w tym momencie jestem rozjebany. Niby przeszedłem tego słoniowego, ale nadal czuję się jakbym z nim walczył. Na razie styka, bo wyląduje w wariatkowie.
-
Dark Souls II
Sprawa wygląda tak. Podpowiedzi Mejma, żeby bujać się od pustostanu do pustostanu i startować w momencie przerwy w zamieci spowodowały, że w miarę regularnie jestem w stanie dojść do bossa(jak dobrze pójdzie, to zostają dwa koniki i strata 1-2 estusów), a w zasadzie No kto by się spodziewał, że będą tak konsekwentni przez całą grę. Co nie zmienia faktu, że ta 5-10 minutowa ścieżka, to jest brak szacunku do twojego czasu, a tego nie lubię w żadnej grze. Co do opcjonalnej walki, to tylko raz udało mnie się zbić pasek Za dużo chaosu, kamera wariuje i jeśli nie dojedzie się w bardzo szybkim czasie to nie ma widoków na wygraną. W ludzkiej formie rzeczywiście idzie przywoływać fantomy, i mocno pomagają w wędrówce, ale przy bossie mam wrażenie, że bardziej przeszkadzają niż pomagają. Wtedy już kompletnie nie wiem, co się dzieje. Na pewno jest to do zrobienia, uważam, że ten tępy chuj darkurker jest najtrudniejszy w całej grze, ale być może to wynika z presji, że gdy przegram wszystkie kukły, to będę musiał mozolnie zdobywać kolejne(co już się stało, pewnie z 40-60 poszło). Próbowałem podziałać od tego ogniska przy Mcduffie, czy w amanie i naprawdę ciężko to idzie. Jedna kukła na może 10-15 restartów. Konieczność tych kukieł, to kolejny przykład braku szacunku. Mam jeszcze pomysł, żeby jakoś uciułać ze 20 kukieł, zgrać sejwa na pendrive'a, i po każdym sczyszczeniu wgrywać za każdym razem nowego sejwa na konsolę. Przyznam szczerze, że już jestem trochę zmęczony tą grą, i nie wiem, czy jest sens cisnąć dalej. Jeszcze trochę popróbuje, ale zamiast robić takie głupie rzeczy, to można by ruszyć z innymi tytułami.
-
Dark Souls II
Jeśli chodzi o Didiera Drogbę, jesteś rozgrzeszony. Początkowo myślałem, że zachowałeś się nieelegancko, ale spokojnie, masz czyste sumienie.
-
Ratchet and Clank Rift Apart
Takie rzeczy są ok, dopóki nie są jakoś bardzo powiązane z materiałem źródłowym. Mnie np. wkurwia, że w nowym GoW zamiast pokazać, co się działo z Kratosem pomiędzy 3-4, to w to miejsce zrobią na ten temat komiks, który ma za jakiś czas wyjść.
-
Dark Souls II
Jeśli chodzi o przyzwanie, to nie da rady, bo nie opłacam plusa, a bez tego gra jest offline. Z tymi budynkami, też zauważyłem, że trzeba iść od jednego do drugiego, ale już przy samym bossie jest pusto i czają się tam dwa kunie, więc chyba dużo zależy od szczęścia, lub ewentualnie ten fantom, który odciągnąłby ich uwagę. Ucieczka przed nimi vs walka z dwoma na raz. Ciężki temat. Boss nie dość, że wyglądał identycznie, co aava, to jeszcze miał identyczny zestaw ataków, więc w sumie może, to nie jest warte zachodu. W sumie słabo, że na trzech bossów dwóch takich samych, tak samo ten niebieski smelter to powtórka tego z podstawki. Chociaż tam mieli inne moce, a może kolor, nie pamiętam.
-
Dark Souls II
Trzecie DLC: -Aava fajny boss, w ogóle zauważyłem tendencje, że na trzech bossów w DLC, tylko jeden jest dobry. -Pokonałem tego luja z kości słoniowej po chorej ilości powtórzeń - o kurwa, jakie to było mega chujowe. Nawet pomińmy tych respawnujących się rycerzyków, ale sam boss też jest zjebany i robi dokładnie to, co jest pokazane w gifie moziego. Ewidentnie unikasz nadziania na wylot, a tu nagle przeskakuje animacja, że jednak zostałeś upolowany. Ta gra jest zwyczajnie popsuta w najważniejszych elementach. - No i teraz wisienka na torcie - absolutnie najgorsze gówno jakie widziałem w soulsach, a może nawet w grach w ogóle, czyli lokacja, która prowadzi do opcjonalnego bossa w śnieżnej zamieci. Nie wiem jaki łeb wpadł na pomysł, że to jest fajna zabawa błądzić 5-10 minut i być oranym przez niekończące się chmary elektrycznych koników(chyba nigdy nie znikają). Jak na razie raz dotarłem na farcie do bossa(znowu kot, chyba ten sam, tylko inna nazwa), ale bez estusów, no i nie wiem jak mam sobie z tym czymś poradzić. Wkurwiłem się tak, że poszedłem zrobić trzech ostatnich bossów z podstawki no i teraz został darklurker, którego pokonałem(miałem wiadomość o zwycięstwie, ale jakimś ostatnim pośmiertnym odruchem mnie odpalił, FUCK) no i zgaduję, że się nie zaliczyło, a to była ostatnia kukła, więc zostało ewentualne farmienie z covenantem championów, ale jakoś z tych piesków koło Mcduffa średnio chcą wypadać. A tego syfu w śniegu nie da się ogarnąć speedrunem, więc nie tyle człowiek przegra z bossem, co z kretyńsko zaprojektowaną miejscówką(mam nadzieję, że bydlak odpowiedzialny za tą lokacje trafi do piekła dla deweloperów). Przydałby się jakiś pierścień niewidzialności, albo cokolwiek sprawi, że można to przejść bez psychicznego i fizycznego bólu. Jak macie jakieś pomysły, to mile widziane rady. Fajna piosenka w creditsach, patrzę kto jest reżyserem - niejaki Tanimura. Gdybym go, tylko miał na wyciągnięciu ręki... Lepiej żebyśmy się nigdy nie przecięli w ciemnej tokijskiej bramie. Pan Miyazaki, widnieje, tylko jako supervisor, i to widać i czuć. Tak nieco podsumowując, no nie dałbym tej grze więcej niż 5/10. Robi sporo dobrych ruchów: -teleporty od początku -wygląd bossów -4 pierścienie -klimatyczna majula i dragon shrine -od groma zawartości, podstawka to luźno z 70h, z tymi zjebanymi DLC pewnie zejdzie do 120. -gra nie przechodzi bez twojej wiedzy do new game plus, niby takie oczywiste, ale mieli z tym problem w trzech grach. -fantastyczne CGI wprowadzające do gry Niestety zawodzi w najważniejszych elementach jak: -walki z bossami(taniocha, recykling i brak pomysłów). Nienawidzę ich za to. -hitboxy to kryminał w tego rodzaju grze -lokacje, które służą, tylko temu, żeby wkurwić człowieka, zbyt ciężki dostęp do bossa i zaczynam sobie myśleć, że checkpoint zaraz przed mgłą, to nie jest zły pomysł. Po tym, co tutaj zobaczyłem i przeżyłem, nie potrafię tego więcej bronić. -walki z wieloma przeciwnikami na raz, które zaprzeczają całej idei tej serii. Jeżeli po walce zamiast satysfakcji, czujesz ulgę, to ewidentnie coś tutaj nie gra i ktoś nie do końca zrozumiał o co chodzi w grach. One mają dostarczać frajdy, dobry wyważony poziom trudności jest ok, ale gdy cienka granica zostanie przekroczona, to znaczy, że jesteś pizda, a nie dobry deweloper. Ogólnie ta gra mnie odrzuciła od soulsów, nie wspominając o ich klonach, a szkoda, bo czuję, że trójka może być najlepsza w serii, albo zaraz za demonsami. Będę potrzebował dłuższej przerwy jak się uporam z tymi dwoma opcjonalnymi w DK2, o ile tego nie rzucę w pizdu, bo wszystko ma swoje granice.
-
Tenis
Bilans miała 33-42 winnerów do UE, to nie jest zły wynik, w innym wypadku odjechałaby na rowerze. Halep dla porównania miała 19-17.
-
Tenis
Bardzo dobry mecz, Halapeno grała na swoim najwyższym poziomie, a mimo to i tak mecz na styku. Największe zaskoczenie, że tak dobrze serwowała.
-
Tenis
Teraz o ćwiarę mecz z Halapeno. Ostatnio ją rozjebała, ale to były wyjątkowe warunki w zimnicy na wietrze podczas jesieni zamiast wiosny.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Nie jestem fanem przejmowania wieloletnich multiplatform, ale niestety takie są najnowsze trendy.
-
The Last of Us - HBO
Polski Leon Zawodowiec.
-
Wrzuć screena
Dwójka jeszcze lepsza.
-
Dark Souls II
Bez tego bym tego nie zrobił, a wytraciłem wszystkie klucze i musiałem znaleźć aż 4 przedmioty. Na początku było lekkie zdziwienie, już myślałem, że dali nieśmiertelnego bossa.
-
Dark Souls II
DLC nr. 2 w końcu padło: -Niebieski Smelter trudny, ale droga do niego jeszcze trudniejsza. Bardzo irytujące. -Główny boss w chuj trudny, walka z cyklu zrób wszystko perfekcyjnie i naucz się odpowiednio turlać, bo inaczej szybki wpierdol, gdyż stamina, tarcza, zbroja nie pomogą. Oczywiście musiałem wyłączyć muzę, bo bym zwariował. -Sir Alone za to bardzo fajny boss, chyba najlepszy do tej pory. Idealnie wyważony. Nieźle też wyglądała ta posadzka jak na standardy From, niczym jakiś udawany Ray Tracing, mógłbym się spokojnie nabrać. Ostatnio tak się podniecałem marmurową posadzką w Lords of Shadow 2, robiło robotę jak na 2014 r. Miejscówka generalnie dużo przyjemniejsza niż obesrana Shulva, zobaczymy czy przetrwam ostatnie DLC. Kojarzę, że taki zaprawiony soulsowiec jak @kanabis użył tam pierwszy raz przyzwania do bossa, więc może być niewesoło.
-
Fast And Furious Cinematic Universe
Nie no, kumam konwencję, ale ta fura gibająca się na lianie jak Indiana Jones, to już o krok za daleko.
-
PS5 PROpremiera, preorder i ogólna szajba :]
Trochę gier się obudziło w pewnych kwestiach w ósmej generacji: Wreckfest - destrukcja samochodów. Red Dead 2/Resident Evil 2/The Last of Us 2(z naciskiem na to ostatnie) - obrażenia przeciwników Control - Fizyka połączona z destrukcją. Brakuje chyba, tyko takiego odpowiednika Red Faction z totalną destrukcją terenu. Może nowy BF? Nie ma tego dużo, ale tak jest jak cię ciśnie w rozdzielczość i fpsy kosztem faktycznych nextgenowych doznań.
- The Walking Dead - Telltale Games
-
Konsolowa Tęcza
Tam chyba bardziej chodzi o oto, że dzieje się to w tym samym czasie na przepołowionym ekranie, ale to i tak taka sztuka dla sztuki. Z tym szaleństwem z Eternal, to nie wiem jak to się ma do realiów, to wydaje mnie się, że sporo gier używało tego w ten, czy w inny sposób. Może diabeł tkwi w szczegółach, albo po prostu developerzy mają wyjebane na jakieś śmieszne patenty.
-
GOTY 2020 - forumkowe głosowanie
Najlepszy przykład, to wasza arcyzielonka na literę D.
- Forumkowy Giveaway, kliknijcie suba i dzwoneczek.
-
Dark Souls II
Ta gra nie zasługuje, że traktować ją uczciwie, ale na razie trzymam się tego, żeby grać solo bez pomocy npców. Przyzwanie traktuje jak grę na kodach i przyznanie się do porażki. Zobaczymy, czy psycha nie pęknie, ostatecznie może pójdę do innych DLC zobaczyć, co tam się dzieje, a jak będzie jeszcze gorzej, no to powrót do podstawki(ostatnie 3-4 walki), a reszta się zrobi może kiedyś jak siły pozwolą. EDIT: No i te trzy gałgany padły, ale wszystkie 10 estusów zużyte i został mnie dosłownie paznokieć energii na havelu. Trzęsące się ręce i łopoczące serce były w zestawie. Przypomniałem sobie o mojej sztuczce z czasów pierwszej wizyty u Ornsztejnów, czyli ściszyłem/wyłączyłem muzykę, bo po tylu podejściach zaczyna się pierdolić w głowie, a do tego to m.in ona odpowiada za generowaną adrenalinę. Smok - fajna walka, ale też trudna. Największy problem, to chyba niszcząca się broń i to, żeby pamiętać, żeby nie lockować. Na fali optymizmu zaszedłem znowu do darklurkera i parę razy byłem blisko, ale zawsze brakowało i sczyściłem się z 20 kukieł do 4. Od momentu rozdwojenia mega frajerska walka, napierdalanka czarami z dwóch końców mapy i do tego nic nie widać. Chyba trzeba liczyć na łut szczęścia. Na razie pora na następne DLC. Jaka jest najlepsza opcja, żeby zgarnąć duże ilości kukieł? Tylko bez spalania ascezy, bo poziom trudności i tak jest wyjebany w kosmos. Nie chcę doprowadzić do sytuacji, gdy darklurker będzie nieosiągalny.
- Mass Effect: Legendary Edition
-
Dark Souls II
Zacząłem pierwsze DLC i oczywiście jest jeszcze większa taniocha niż w podstawce: -Elana porobiona, ale znowu kolejny recykling w najgorszym wydaniu. -Tych trzech NPC na raz, to w ogóle DK2 w pigułce. Dramat i pewnie trochę tam posiedzę, o ile w ogóle ogarnę. -Smok na pierwszy rzut oka wygląda ok, ale jest chyba też najbardziej mobilnym smokiem jakiego widziałem w soulsach, więc już teraz widzę, że będzie ciężko.
-
Dark Souls II
Jak to jest rozpoznawane? Za pierwszym raz z nimi walczyłem i złoci się przyglądali, ale już kolejne podejścia, to speedrun do bossa i tak samo złoci byli bez reakcji.