Treść opublikowana przez ogqozo
-
NBA
W sensie, świat pewnie potrzebuje rozmowy o Kyle'u Korverze 2014, tak jak zresztą o Kings 2023. Po prostu myślę, że jedno nie będzie jakoś miażdżąco wpływać na drugie. Kings to historycznie wyjątkowa ekipa, takiego 3. seeda to chyba nigdy nie było w historii, a te wymyślane gadki "obrona zawsze lepsza w playoffach niż w sezonie, Kings słabi" zabierają znaczenie całemu temu wyjątkowemu sezonowi, jaki zobaczyliśmy w ich wykonaniu. Strasznie dogmatyczni są ci fani NBA coś. Jak się dzieje coś wyjątkowego, to ani ekscytujące, ani nawet akceptowane, tylko od razu jest "a, to się nie liczy, bo nie spełniają kryterium A i B, więc te wygrane nie są naprawdę". Te mecze to taki dodatek do tych dogmatów, mniejszy detal. Tymczasem kończą sezon z najlepszą ofensywą w historii NBA, z dość dużym dystansem do drugiego miejsca (różnica 1-2 miejsce jest taka, jak 2-15). Każdy ich zawodnik rzuca koło 60%, Sabonis grubo powyżej, zespół rzuca powyżej 60% z każdym zawodnikiem na parkiecie, to jest szalone. Także jedna z najgorszych defensyw w lidze, co prawie nigdy się chyba u czołowej ekipy nie zdarzyło (najbliższy odpowiednik to Cavs w 2018 roku, bilans 50-32, czwarte miejsce w konferencji - przedostatni defensive rating w całej lidze). 48 wygranych daje im duży dystans do peletonu - a z drugiej strony, były takie lata, że mając tyle wygranych, ledwo się wchodziło do playoffów, albo nawet nie... (GSW w 2008 wygrało 48 meczów i nie weszło). Wszystkie historyczne porównania będą tutaj nie pasować. Po prostu takiej ekipy nigdy nie było, że wracasz po 16 latach do playoffów i to na wysokim miejscu. Tylko jedno jest jasne - Kings byli trzecią najlepszą ekipą konferencji w tym dziwnym sezonie. W playoffach będą pewnie mieli rotację na 8 osób, każdy z niej miał lepsze i gorsze momenty w tym sezonie. Na największym plusie kończy... Harrison Barnes. I tutaj mogę tylko się zatkać jako hejter, bo to jest dla mnie jeszcze dziwniejsze zdanie niż to, że Sacramento Kings byli trzecią najlepszą drużyną konferencji... Jednak Barnes to mistrz NBA i olimpijski, pokazał nam, co znaczy doświadczenie...
-
NBA
Ktoś mi powie "Kings przegrali 100-0" to popatrzę czy to prawda i powiem "tak, prawda" albo "nieprawda" i tyle, nie będzie mi frustracja skakała bo ktoś napisał prawdziwy wynik który mi nie pasuje do teorii o życiu mdr. Dzisiaj w końcu chyba jednak będzie Jokić kontra Durant, powinno to niby być ekscytujące starcie, ale patrząc na ostatni beznadziejny mecz Jokicia, koleś chyba już kompletnie ma gdzieś ten sezon. Suns już nie złapią 3. miejsca, ale mogą podbić bardzo blisko.
-
NBA
To ty masz "teorie z doopy" chłopie xd, ja tylko napisałem prawdziwe wyniki i tyle. To ty masz kolejna mądrą teorie eksperta że coś tam ZAWSZE się dzieje, którą tylko obsmialem w paru słowach bo ewidentnie nie, takie po prostu są wyniki, nic poza tym. Żadnych teorii nikt tutaj nie ma poza tobą. Ja nie mam żadnych mądrości co się ZAWSZE dzieje. Ty masz straszny problem jak ktoś poda suche wyniki, fakty, masz straszny problem jak ktoś napisze dowolną luźną opinię, masz straszny problem jak jest jakikolwiek najprostszy żart, który zawsze bierzesz na serio jak alien w filmach i zawzięcie zwalczasz. Ogólnie nie ma żadnej formy wypowiedzi po polsku która by cię nie bulwersowała. Bajer jest taki że jak ktoś jest fanatykiem to często będzie pisał coś głupiego. Ja np. mówiłem że nie wiem czy Wiseman zrobi ogromną karierę w GSW, no i tyle, nie wiedziałem. Ty zaś byłeś pewien, że na pewno. Ty zawsze ekspert i jasnowidz i dla ciebie wszystko jest zawsze, na pewno, nigdy, absolutnie, a kto wątpi ten debil. Tak jak kariera Wisemana. Tak jak te procenty w playffoach gdzie wyniki mówią jasno, nie jest tak jak mówisz. To nie znaczy, że ZAWSZE jest odwrotnie lol. Ty serio tak żyjesz na Ziemi i nie czaisz że istnieje cokolwiek poza skrajnościami, i tak się rzucasz i rzucasz o to na każdej stronie tematu o NBA. To że coś się nie dzieje zawsze tak jak ci religia mówi, to nie znaczy, że zawsze musi być odwrotnie. Z takim podejściem to trudno ci będzie napisac coś co ma sens. Po prostu ani jedna ani druga rzecz nie dzieje się zawsze. Wow, tłumacze dorosłej osobie co znaczy słowo "zawsze", to ma sens i na pewno się uda. To z Korveren najlepsze, wiele razy ci przypomniałem wyraźnie po polsku że to o Korverze, co nieustannie powtarzasz jak jakąś obsesję, nawet nie ja napisałem. Inny prosty fakt. W niczym ci to nie przeszkadza o tym napartaczac o 5 sekund chuj wie po co, ot odruch padaczkowy. Po prostu masz wyjebane że to nic nie znaczy, dawno emerytowany Korver musi być napierdalany. Ty serio masz jakąś furię. Nie czytasz niczego tylko nawalasz instynktownie te same pierdy na pałę jakby ci ciśnienie skakalo przed kompem. Jeśli Kings przegrają 4-0 w pierwszej rundzie z Pistons dyrygowanymi przez Wisemana, to o czym to będzie świadczyć? Dla mnie o niczym. Ja nie mam żadnego religijnego ciśnienia że Kings ZAWSZE muszą wygrać bo się zesram jak ktoś w to zwątpi. Zazwyczaj ekipy z 3. miejsca wygrywają, to wiem bo to suchy fakt. Przyszłości mi nie objawiono. To są jacyś tam milionerzy 10 tys. kilometrów ode mnie, jak przegrają nawet 100-0 w każdym meczu to się nie popłaczę bo mam swoją teorię kto zawsze wygrywa, że w poniedziałki zawsze wygrywa zodakialny baran itd. Są dobrzy w kosza więc mają dobre widoki, tyle wiem patrząc na dekady rozgrywek NBA.
-
NBA
"Dobra obrona zawsze w PO procentuje". Najlepsze defensywy 2021, kolejno: Lakers - odpadli w pierwszej rundzie, 76ers - rozwaleni przez dużo niżej notowaną Atlantę, słabo broniącą, Jazz - rozwaleni przez dużo niżej notowanych Clippers, Knicks - rozpieprzeni 1-4 przez niżej notowaną Atlantę, Warriors - odpadli już w play-in mimo ósmego miejsca. Kurde, to jeszcze lepsza reguła niż z tym doświadczeniem 10 lat w playoffach. Wątpiłem, że wywalenie Westbrooka samo w sobie coś da, bo Lakers wyglądali jeszcze słabiej gdy siadał, ale... jednak faktycznie coś się odblokowało. I Reaves i Schroeder wyglądają teraz jak zupełnie inni zawodnicy. Ponadto Schroeder morduje w obronie jak za czasów OKC z Chrisem Paulem, a Reaves rzuca z niesamowitą skutecznością. Nie wiem, czemu tak nigdy nie grali przed wymianą, ale hejterzy może mieli rację. O dziwo Westbrook to już opoka Clippers, gra najwięcej minut, nie wiem o czym to świadczy. Jeśli to Clippers zaskoczą w playoffach, to nie wiem, co ludzie powiedzą, pewnie tyle że "Kawhi wygrał" ale to by było dziwne. O ile ktokolwiek może "zaskoczyć" na Zachodzie, bo z tego co widzę to wszyscy typują że ekipy z niższych miejsc wygrają mdr. Więc jeśli jak co roku wygra ekipa z czołowego miejsca, to chyba będzie teraz "zaskoczenie" hehe. Pewnie nawet więcej osób stawia na Clippers niż na czołówkę. Na Wschodzie odwrotnie, czołowowe 3 ekipy spełniają wszelkie kryteria prawilności i chyba nikt nie myśli o możliwości jakiejkolwiek niespodzianki w tej konferencji.
-
Premier League
Odbudować karierę trenerską w Chelsea to ma takie szanse jak odbudować cnotę w burdelu mdr. Może żaden poważny trener nie chciał wpadać na koniec sezonu bo "potrzeba czasu by zbudować", ale bądźmy szczerzy, ilu trenerów w wielkim futbolu faktycznie coś może zbudować i coś to daje? Bo zazwyczaj to równie często wypadają dobrze po tygodniu jak po roku czy kilku. A ci co "dostają czas i cały okres przygotowawczy" często już zimą i tak nie pracują, a wszystkie ich specjalne przygotowania i przebudowania można już cofać. PSG już się podjarało i spróbuje podebrać Nagelsmanna.
-
Xbox Game Pass - gry w abonamencie
Kupiłem Loop Hero jak wyszło na Switcha, ciężko mi się grało. Sterowanie bardzo robione pod myszkę. Na konsoli gra jest znacznie powolniejsza i robienie i sprawdzanie wszystkiego zajmuje dużo dłużej. No i ta czytelność niektórych menusów na małym ekranie, ałć. Gra ma dużo tekstu, podobno dobrego, ale trzeba naprawdę chcieć żeby to czytać. Oczywiście to drugie na Xboksie teoretycznie jest lepsze (ale oczywiście to na pececie można zmienić czcionkę podmieniając pliczki).
-
Premier League
Potter przeszedł do Chelsea na początku sezonu. Od tego czasu trenerów zmieniły: Wolves, Aston Villa, Southampton, Everton, Leeds, znowu Southampton (Nathan Jones podpisał kontrakt na 3,5 roku, wyleciał po 3 miesiącach!), Crystal Palace, Tottenham, no i Chelsea. Wcześniej trenerów zmieniły także Man United, Bournemouth, i oczywiście Brighton. Generalnie liga jest trochę jak Włochy teraz, jak ktoś pamięta zeszły sezon z tego samego klubu to niezły weteran. Nie wiadomo czy Moyes i Lopetegui przetrwają dużo dłużej, a Frank może zostać wyrwany przez duży klub za wyborną pracę w małym klubie, jak Potter...
-
NBA
Alex Caruso powinien dostać All-NBA i pogodzić te wszystkie dyskusje. Ten koleś jest kluczowy dla wszystkiego co dobre może być w Bulls. Bez energii, ta ekipa ssie mimo dobrego rzucania z półdystansu. Gdy jest energia, walczą, to i wynik zaczyna być znowu dobry, tak jak na początku zeszłego sezonu (gdyby jeszcze byli w stanie zbierać, to może wynik byłby i równie dobry). Koleś może zdobywać 0 punktów, a i tak jest liderem w Chicago, chuj mnie to. Grizzlies dzisiaj zmarnowali bodaj 20 pkt. przewagi w ciągu minut, ot przez pięć minut tracili piłkę w każdej akcji mdr. To co się działo obok z Wolves również niesamowite. Dlatego NBA jest ciągle ciekawa, że ktoś tam może "tankować" a i tak może wygrać w takim stylu akurat wtedy, gdy nie trzeba.
-
NBA
Nie "według mnie" tylko według wyników meczów NBA lol. Ja się tam nie znam, ale wygrywa ten kto rzuci więcej punktów w meczu. Bycie najlepszą drużyną ostatnich 10 lat jeszcze nic nie wygrało, wygrywa drużyna lepsza w danym momencie. Warriors po 2013 roku tak samo często wygrywali z wyżej notowanymi ekipami, jak przegrywali z niżej notowanymi (po dwa razy), żadnej magii w wynikach nie ma. Po prostu byli dobrzy cały czas, nie jakoś nagle magicznie w playoffach. Akurat największe zaskoczenie w playoffach Warriors sprawili w 2013, gdy młodziaki bez doświadczenia pokonały dużo wyżej notowane Denver. Ale w 2013 to Warriors byli jedną z najgorszych ekip ostatnich 10 lat... Kiedyś najlepszą drużyną ostatnich 10 lat byli np. Spurs, ale jak w danym roku byli słabi to przegrywali, zresztą w 2016 roku przegrali również jak byli wysoko notowani i nic im te 10 lat nie dało w danym roku. Nawet 40-1 u siebie im wtedy nic nie dało, gdy w jednej serii przegrali 2 mecze u siebie. 10 lat po pierwszym mistrzostwie, Spurs przegrali z 3. miejsca w pierwszej rundzie, rok potem się zrewanżowali ale nie zaszli już dalej, a rok później, po 12 latach nieustannych sukcesów dostali w czambuł od Grizzlies z 8. miejsca... od ekipy która dosłownie pierwszy raz w historii wygrała serię. Już częściej niespodzianki, że niższa ekipa wygrywa z wyższą, to są właśnie takie, że ci "najlepsi od lat" w nich przegrywają, niż odwrotnie. Dlatego nie rozumiem jazdy na Kings. Tymczasem z Kings ludzie mają jakąś obsesję, ekipa ewidentnie gra dobrze a wszyscy gadają jakby była słabsza od tych, które... mają gorsze wyniki. Cała liga podobno tankuje bardziej niż po Wembanyamę, żeby tylko osiągnąć wymarzony cel i trafić na tych słabych Kings, jakąkolwiek metodą się tylko da, trafienie na Kings wszystko ci w życiu załatwi. No ale historia każdego sezonu mówi jasno, nie ma tak że najczęściej wygrywają ekipy sprzed 10 lat, czy ekipy z jakąś tam gwiazdą, najczęściej wygrywają te ekipy ktore są aktualnie lepsze. Nie zawsze, ale ewidentnie jest to główny czynnik w koszykówce - rzucać więcej niż przeciwnik w meczu. Ekipy z 6/7/8 miejsca wygrały rundę bodaj raz przez ostatnie 8 lat (i to też była ekipa z prawie tym samym bilansem, miała jedną wygraną mniej niż ta z 3. miejsca, nie jak tutaj). 1 na 48 - naprawdę skuteczność, na którą chce się stawiać lol. A ludzie ciągle to robią co roku, "bo 10 lat temu, panie, Duncan rozwalił Kobe'ego, wiele to dziś znaczy...". Oczywiście może być zawsze niespodzianka, ale liczenie na sporą niespodziankę to co innego, niż liczenie, że będzie łatwo...
-
Serie A
Po pierwsze to była szansa na rekordowy sezon w historii Serie A, było tempo na niego. Po drugie, kurna, te szanse zniweczyło CZTERY ZERO. Po trzecie, cztery zero z najgorszym możliwym rywalem - z którym za tydzień grasz o najwyższe cele. I ten rywal, cóż, był kompletnie nie do powstrzymania. Nie wiadomo, czy Osimhen będzie zdrowy na to starcie. To nie był mecz w którym by im nie zależało, to było widać. Ogólnie była to bardzo kompromitująca i deprymująca porażka, w akompaniamencie głównie fanów Milanu, bo ultrasi Napoli milczeli w ramach protestu na ceny biletów, i ogólnej chujowości na własnym obiekcie. Po cichu świetny mecz, bardzo intensywne ataki obu ekip przez jakieś pół godziny. Niestety szybka bramka na 3-0 trochę podcięła skrzydła.
-
Serie A
Nie wiem no co to było.
-
Premier League
Dawno się spodziewałem, w końcu się stało - Brendan Rodgers zwolniony z Leicester. Łatwo zapomnieć, że jeszcze dwa lata temu o tej porze walczyli o tytuł, będąc w połowie sezonu tylko 3 punkty za liderem. Trzy lata temu też byli drudzy w tabeli na półmetku. Serię kryzysów pod wodzą Rodgersa już opisywałem, teraz klub znowu zdobył 1 punkt w 7 meczach i walczy o utrzymanie. No i to też pokaz, że Dawid z Goliatem może wygrać, ale czy coś to zmienia? Leicester był w drugiej lidze, dwa lata później był mistrzem Anglii, potem był średniakiem, teraz może znowu spaść do drugiej ligi. Trofeów niby więcej niż Tottenham, ale żaden ogólny awans im z tego mistrzostwa nie przyszedł.
-
Metroid Prime Remastered
Moim zdaniem Prey udowodnił, że w 3D i FPP ta formuła jest nadal uzależniająca - chociaż może też obnażył możliwe wady, bo ludzie narzekali na mało angażującą historię, postaci oraz tempo postępów w grze, wszystko to w metroidówce jest trudne do zrobienia naprawdę dobrze. Świat na Xbox Series dzięki krótkim loadingom przemierza się nieco lepiej, w oryginale mocno to zniechęcało. Rozgrywka oparta o masę ekwipunku i ogólne elementy RPG jest dziś bardziej przystępna i wymaga od developera mniej pracy, niż metroidowy bezpośredni gameplay platformówki. Sekcje "akcji" w Prey są zazwyczaj nieudane, te wielkie rury bez grawitacji i sterowanie w nich mnie wykończyło. Jak tak pomyślę, to może nawet śmierć platformówki 3D może być dzisiaj jeszcze trudniejsza do przeskoczenia w stworzeniu nowego Metroida, niż trudność tworzenia metroidówki i tego ile trzeba pracy włożyć w stosunkowo krótką grę.
-
Primera Division
Pogłoski o śmierci Lewandowskiego mogły być przedwczesne. Ciekawsze w sumie co z Fatim. Wyszedł w pierwszej jedenastce, strzelił świetnego gola, poza tym w sumie jak zwykle grał cienko. Trudno mi wiele dodać, nie widzę tu zawodnika do jedenastki Barcelony, nawet jeśli zapomnimy znowu o Ousmane'ie Dembele to jednak nawet Ferran Torres miewa lepsze występy. Zmienił go wychowanek Garrido, czyli środkowy pomocnik. On też nie ma nadal kontraktu i może latem teoretycznie odejść. Bardzo prawdopodobne że odejdzie Barbera, co oznacza, że na razie z supertalentów tego rocznika tylko Alcaron jest zaklepany na następne lata w FCB.
-
Metroid Prime Remastered
20 lat temu nie było specjalnie gier 3D opartych na eksploracji, na pewno nie eksploracji otoczenia które możesz obserwować z bliska z detalami. Metroid Prime praktycznie to stworzył. W strzelankach typu Halo itd., lokacje były głównie tłem, na ich tle Prime wyglądał jak nowa generacja. Gry przed Metroidem były głównie takie, że idziesz do przodu. By wydłużyć grę, często też w tamtym czasie używano wielokrotnie tych samych assetów dla tworzenia niby-nowych, ale jakby starych lokacji, albo po prostu gra była na 5 godzin i się ją przechodziło wiele razy. Powoli się to wszystko rozwijało. Może z racji na mniejszą popularność. Może po prostu to było zbyt trudne - w końcu metroidówki kwitną w świecie 2D indyków. No ale GTA III wyszło rok wcześniej i od razu wszyscy zaczęli próbować czerpać z GTA III. Metroid Prime wyszedł, stał się najwyżej ocenianą grą wszech czasów... ale do dzisiaj niewiele gier idzie w tym kierunku. A ci, co spróbowali, odnieśli sukces, jak np. Dark Souls, Arkham Asylum, God of War, Control. Dlatego też Metroid Prime 4 jest tak ekscytujący, choć cholera wie, co się dzieje z Retro i z projektem. Patrząc na to, o ile wzrosły możliwości przez te ponad 20 lat... a jak dobry był Prime... możliwości są ogromne. Pytanie, czy samo Nintendo ma ochotę skorzystać z tego potencjału, bo przecież od czasów Wii ewidentnie próbują mocno odciąć serię pt. Metroid od gatunku metroidówek, i wypuszczać albo gry akcji, albo coś co jest pomiędzy tym a tym ale bez bardzo skomplikowanej eksploracji. Najlepszy prawdziwy Metroid ostatnich 20 lat to nadal Hollow Knight, a segmencie dużych gier 3D? Sam nie wiem.
-
Resident Evil 4 Remake
Zaczynam rozumieć, czemu zachodnie gry wyglądają tak jak wyglądają, jeśli tyle osób jak widzi tajemniczego sprzedawcę w Residencie który coś wie, nie myśli "hehehe" tylko "ty czekaj, a skąd on zna jego nazwisko, nie ma w tym logiki, to jest zła historia".
-
NBA
Okej, jakoś zapomniałem ale ogólnie to dla niego takie wydarzenie jak randka dla ogóra.
-
Bundesliga
Kurde świetny timing miałem z tym chwaleniem Kobela.
-
Final Fantasy XVI
FF7R był BARDZO japoński i bardzo zabawny i fajnie napisany. Był RPG łączącym trochę akcji z budowaniem ekipy. Był momentami aż za bardzo anime, choć w najlepszych momentach też był za bardzo anime, tylko w pozytywnym sensie. Cały pomysł na grę był wywrotowy i kontrowersyjny - hicior AAA który nie jest tym, czego oczekiwano, to w świecie gierek jak herezja. FF7R... nie był jak God of War. Jeśli liczę na jakieś podobieństwa, to że walki będą dobre (choć zupełnie inne) i scenki dobrze wyreżyserowane. Będzie autowalka, ale w japońskich slasherach to normalne. W Bayonettę też można grać "tylko dla story" jeśli ktoś naprawdę chce to story... Ale i bez podobieństw, ogólnie wierzę w Square-Enix. Zapewnienia że "ten zespół czuje duszę serii" brzmią jak marketingowy optymizm, ale przecież FF XIV to dowód, że można zrobić zupełnie innego Fajnala, który jednak o dziwo też jest Fajnalem. Także o XV można powiedzieć, że nie miała wielu typowych cech serii, a jednak było w niej tyle fajnalowości. Trochę też jednak wątpię w Square-Enix, bo o ile wydają masę ciekawych gier, to ich pomysły na zrobienie hiciora akcji są od czasów PSX-a... nietrafione, delikatnie mówiąc.
-
NBA
Ile razy Kawhi zagrał mecze back-to-back przez ostatnie 6 lat? O ile dobrze liczę, to na razie raz. Raz przez 6 lat. Chociaż wygląda to absurdalnie, to jest mniejszym load managementem niż odpuszczenie całego meczu, które uprawia cały czas. Nie wiem, czemu akurat teraz, w playoffach nie ma back-to-back, no ale skoro chciał. Dzisiaj może wejść jak będzie chciał i zobaczyć efekty. Gorzej jak dozna kontuzji mdr. Kurde ale będę trzymał kciuki za Kings w playoffach. Ta opowieść o ich cienkości już sięga absurdów.
-
Bundesliga
No dobra, bez ciśnienia, ale Tuchel teraz zadebiutuje z Dortmundem i musi wygrać, bo inaczej nie najlepiej to wszystko będzie wyglądać. Historia nie jest najlepsza dla BVB, i szczerze mówiąc myślę że są słabsi w piłkę od Bayernu i mają fuksa że prowadzą, ale kto wie. Gregor Kobel podobno ma dostać ofertę 12 milionów euro za sezon. To chyba mówi wiele o tym, jak idzie ten sezon Dortmundowi. Wow, spora kasa jak na BVB.
-
NBA
Jednak Jokić nie grał, a Wolves się srogo zesrali, co to było w trzeciej kwarcie to trudno opisać. Pojawiły się newsy odnośnie nowego układu pracy, co oznacza, że gładko nie będzie lockoutu jak niegdyś. Najdziwniejszy news to ten o ograniczeniu "load management". Ma nim być, w tym układzie... to że nie będzie można dostać nagród typu MVP jak się zagra mniej niż 65 meczów w sezonie. KOMPLETNIE nie widzę sensu tego ogłoszenia, z wielu powodów. - jak ktoś przegapia 20 lub więcej meczów w sezonie, to raczej nie dlatego że nie chce mu się grać, tylko ma kontuzje itd., czy NBA chce zachęcać ludzi do ryzykowania zdrowia grając na siłę? - jak ktoś przegapia masę meczów to zazwyczaj i tak jest to "wliczane" przez głosujących na nagrody że nie miał tak dobrego sezonu jak inni - w NBA ten, kto ma dobry sezon regularny, a złe playoffy, jest jeszcze bardziej wyszydzany, niż ten, kto ma oba złe. Po prostu nie opłaca się cisnąć przez pół roku w sezonie regularnym. Ten układ niczego tutaj nie zmienia. Dlatego zespoły priorytetyzują playoffy. Kto będzie specjalnie cisnął zdrowie w sezonie regularnym, jeśli eksperci mu mówią, jak kierować formą by mieć optymalne szanse w playoffach? - na te nagrody ma szansę co najwyżej 10% wszystkich zawodników NBA, oczywiście fani najbardziej chcą oglądać gwiazdy, ale nadal zespoły będą dawać graczom odpoczynek grupami, bo jak już odpuszczasz mecz to równie dobrze możesz wystawić same rezerwy Ogólnie nie widzę żeby to miało cokolwiek zmienić w lidze, a już na pewno nie widzę żadnego zawodnika, który miałby odpuścić "load management" z tego powodu. Moooże jak będzie na granicy tych 65... ale przecież to nie zmienia akurat tego problemu, dopóki będzie zdrowy to nadal może odpuścić wszystkie mecze back-to-back w sezonie. Bez sensu. Serio no... Jedyne co to tak naprawdę zmienia, to że najwyżej kilku barrrdzo dobrych graczy, którzy dostaliby np. trzeci zespół All-NBA po świetnej grze ale przegapieniu 20-30 meczów, nie dostanie All-NBA, więc nie dostanie Supermax kontraktu. Ale takiej liczby meczów się nie traci przez lenistwo, więc nie zmieni to nic na parkiecie, tylko w ich kieszeni (i może sprawi że wybiorą inny zespół). Kurde, load management może być jeszcze częstszy przez ten zapis, jeśli już - jeśli gracze mają bać się opuszczać mecze, to bardziej będą bać się kontuzji! Inny zapis mnie bardziej ciekawi - przedłużenie kontraktu będzie możliwe do kwoty 140% obecnego kontraktu, a nie 120% jak teraz. To brzmi jak duża zmiana, która daje obecnemu zespołowi kolejny handicap i zniechęca najlepszych graczy do zmiany ekip, bo to kolejne stracone liczne miliony. Ponadto kara za wysokie przekroczenie limitu płac będzie wyższa, a zespoły mające bardzo wysoki poziom płac stracą mid-level exception. Tak więc już w tym roku kolejny problem np. dla Warriors, którzy będa coś musieli zrobić z tymi swoimi pięcioma maksymalnymi kontraktami... Moim zdaniem także np. Denver może się zacząć zastanawiać, czy np. Jamal Murray jest wart aż takiej kasy, jaką bierze, na rzecz jakiegoś mniej polotnego gracza który jednak pasowałby do reszty ekipy. Jednak podobno ten "drugi poziom" będzie wprowadzany stopniowo, więc może nie już od tego roku cały. To może wyrównać ligę. topowym zespołom będzie trudniej kompletować skład. Kto zbierze gwiazdy, nie tylko zapłaci słono, ale też będzie supertrudno o jakichkolwiek "średniaków" jako uzupełnienie.
-
NBA
Z Grizzlies przynajmniej nie grał Jrue, po cichu najbardziej niezastąpiony zawodnik Bucks. Teraz było na parkiecie wszystkich trzech faworytów do pierwszej piątki All-Defense, a jednak rzuty wpadały i wpadały jak chciały. Myślę, że ten mecz mógł w jeden dzień znacznie zmienić notowania u buków na playoffy hehe. (Oraz może wręczyć jakąś nagrodę defensywną Jarenowi Jacksonowi Juniorowi). Jokić wraca dzisiaj na mecz z Suns, szkoda że zaczną prawie o piątej... No na pewno wielki hicior do zobaczenia, bo tutaj też wszyscy sobie ustawią od razu opowieść na playoffy hehe. Czy Suns z Durantem będą faworytem, bo jednak Durant - to się właśnie dzisiaj okaże. Nuggets nie mają po co się starać, ale jak przegrają, to będzie że są słabsi od Suns z Durantem, wiem na pewno. Na razie KD w domowym debiucie wyglądał dość zardzewiale, dopiero w drugiej połowie cokolwiek trafił. Suns wygrali raczej pomimo niego, ale może dziś się obudzi, w końcu Jokić to nie defensywa... No i Wolves-Lakers. LAL ciągle robi postępy, przez cały sezon, no i w końcu dobili do 50% wygranych w tabeli. Dzisiaj po raz pierwszy mogą mieć dodatni bilans. Tutaj już po prostu mamy playoffowy mecz, nastawiam się na akcje takie jak wczoraj z Milwaukee, za duża stawka dla obu ekip.
-
Final Fantasy XVI
Oficjalnie jak God of War, to porównanie jest bardzo mocno ciśnięte w promocji gry przez Square i Sony. Ale to w sumie podobne. Yoshida to mocno podkreśla, że będzie się tylko szło główną ścieżką i nawet nie będzie żadnej dodatkowej lokacji, która nie byłaby po prostu częścią głównego wątku, i po jęczeniu ludzi na questy poboczne w FF7R oczywiście musi też zaznaczać, że tutaj questy będą bardzo poboczne, niezwiązane z niczym i w ogóle w sumie to nie ma co ich robić, lepiej olać marnowanie czasu i roziącaganie gry i przejść tylko główny wątek bo będzie taki bezpośredni i płynny, jak w God of War. "Mapa świata" będzie w praktyce głównie listą kolejnych lokacji, do których można powrócić. Ale nadal będzie kilka całkiem dużych i całkiem otwartych, wybierając je będzie można teleportować się do różnych punktów na mapie danego obszaru. Będzie na pewno więcej eksploracji niż w FF7R, choć wiele to nie mówi.
-
NBA
Celtics mieli trochę tych blowoutów już od zeszłego sezonu, ale ok, ten jest chyba najbardziej imponujący. Odskoczenie na 40 punktów głównym faworytom do tytułu, to jednak co innego niż Spurs, Mavs czy Brooklyn bez Duranta. Szacun dla Milwaukee że dopiero przy 40 punktach zdjęło podstawowych zawodników mdr. Swoją drogą, jeszcze parę dni temu Cavaliers mieli najwyższy wynik punktowy w lidze. Jest to jakiś miernik regularności zespołów. No a te kilka ostatnich wyników Celtics ich uczyni mocnym liderem. Kurde, za samo dzisiaj znowu jeden mecz im podwyższy średnią o pół punkta na mecz na cały sezon hehe. A nawet nie mają serii zwycięstw, po przegryźli te blowouty wysoką porażką z Wizards.