A tak sobie pomyślałem, że nawiąże do swojego postu wyżej i może komuś pomogę. Kilka postów wcześniej pisałem, że ciężko znaleźć mi coś do grania, zahaczyłem też o wypalenie growe i raczej cały wpis miał trochę smutnawy wydźwięk. Natomiast dzisiaj sytuacja się zmieniła o 180 stopni i czuję się w growym świecie dobrze jak...nigdy? Pisałem o swoim problemie na początku roku, chociaż patrząc z perspektywy czasu była to już końcówka tego smutnego okresu, który trwał jakoś od początku ubiegłych wakacji. O dziwo produkcją, która pomogła mi trochę z tego wyjść była część z kochanej przez wszystkich serii o Assasynach, a mianowicie AC Mirage : ] ogrywałem go po wakacjach, drugi już raz. Oczywiście podszedłem do tematu z beznadziejnym humorem, wiedząc z tyłu głowy, że zaraz to pierdolnę. Ale jakimś sposobem zacząłem się wkręcać w bycie zamaskowanym skurczysynem i nawet prawie wyczyściłem całe miasto. Oczywiście przy końcu było już znudzenie, nie ma co ukrywać, że Assasiny nie grzeszą różnorodnością, ale było to innego rodzaju znudzenie niż dotychczas. Przy tej grze zacząłem zmieniać myślenie, przypomniałem sobie, że najlepiej mi się grało będąc dzieckiem, kiedy wczuwałem się w historię i głównego bohatera, a z biegiem lat granie zaczęło być za bardzo mechaniczne. Przestało być przyjemnością, ale obowiązkiem do odhaczenia. Nie pomogło na pewno to, że długi czas pracowałem zdalnie i pracując, praktycznie cały czas grałem w gry i pracowałem na drugim monitorze. W tym czasie moja zdolność do skupienia, totalnie się rozjechała. Następnie weszło Arc Raiders gdzie wczucie się w samotnego zbieracza przyszło samoistnie, bez starania, głównie ze względu na wspaniałą atmosferę, gdzie przy pierwszych godzinach, serducho waliło mi jak pojebane, kiedy biegłem do punktu powrotu z pełnym plecakiem (oczywiście plecak pełny gówna, ale wtedy o tym nie wiedziałem). W międzyczasie wleciał nowy pc, potem kolejny dodatek do KCD2 i znowu kolejny, potem przecudowne Cairn...i jakoś nie wiem nawet kiedy, ale na nowo poczułem miłość do gierek. Przede wszystkim przestałem sobie narzucać, że jakaś gra ma mi się koniecznie spodobać i muszę ją skończyć. Największy zawód spotkał mnie przy premierze Mafii 4, w dwójce mam ponad 100h, kocham tę grę całym sercem, nie tylko ze względu na fabułę, ale też na wspomnienia jakie z nią mam, kiedy z kolegami wszyscy graliśmy jako Vito i byliśmy oczarowani tą produkcją. Czwórka w ogóle mi się nie podobała, a zawód był tym większy, bo specjalnie zrobiłem sobie przerwę od gier, żeby wrócić do tego hobby z nową energię, akurat na premierę M4. Tak więc nauczony tym doświadczeniem postarałem się, że muszę zmienić nastawienie i nie muszę kończyć każdej gry, nie musi mi się nawet podobać gra, na którą czekałem. Druga sprawa, dzięki AC Mirage staram się utożsamiać z bohaterem, nie grać "mechanicznie" po 5 minut bez dźwięku. I trzecia sprawa: zrozumiałem, że okres kiedy nie chce mi się grać jest zupełnie normalny. Nie znaczy, że gry mi się znudziły, ale że akurat jest to czas żeby obejrzeć film, iść na basen albo zrobić coś dla siebie. A do grania wrócę innego dnia jak poprawi mi się humor, będę mieć więcej czasu albo po prostu się wyśpię. Może te punkty i cała moja wypowiedź to nie będzie nic odkrywczego, ale czasem ludzie potrzebują czasu, żeby wpaść na oczywiste rzeczy : ] Obecnie mam tyle gier, które chcę ograć, że życia mi nie starczy. Druga połowa tego roku niesie ze sobą kilka albo kilkanaście świetnych produkcji, dodatkowo w głowie mam ciągle simracing (o którym zaraz). Ponadto niedawne odkrycie czegoś takiego jak chujokonsolkanaandroidzie też ciągle za mną chodzi. Simracing sprawdza się u mnie jako zajęcie na 30 minut, kiedy akurat nie mam ochoty się w nic zagłębiać ale chcę pograć. Po ciężkim dniu mogę nałożyć słuchawki złapać kierownicę i myk dwója do odcięcia, zajebista sprawa. U niektórych taką rolę pełni pewnie switch albo granie w Vampire Survivors w łóżku na telefonie. Uważam, że posiadanie takiej odskoczni od "głównych" gier jest zajebiście potrzebne. A co do chujokonsolki to zajebista sprawa, nie wiem jak mogło mnie to ominąć, ale o tym opowiem niedługo, jak przyjdzie mi Ayn Thor. Miałem Flipa 2 i tak mi się spodobało to urządzonko, że od razu miałem ciśnienie na coś mocniejszego. Ilość gierek jaka tam jest to jest kurde kosmos i żeby ograć to wszystko (w moim przypadku ps2, switch, którego nie miałem zamiaru ogrywać, no ale kto nie zmienia czasem zdania : ], ds i 3ds) to zajmie kilka lat, więc o ile nie pierdolnie klapka od konsoli to Thor trochę ze mną pobędzie. No i to by było na tyle, mam nadzieję, że w miarę rozsądnie to napisałem. Nie chcę mi się tego redagować, bo siedzę w pracy i robiąc to na telefonie zajmie mi to w pytę czasu. Pozdrawiam serdecznie dobrych chłopaków i mam nadzieję, że o ile macie taki problem jak ja kiedyś to szybko uda się Wam wrócić do najlepszego hobby - czyli gierek