Dobra, skończyłem ME3 i wszystkie DLC, poza Citadel (tylko singiel), więc pasuje coś napisać. Wypowiedź zawiera SPOILERY.
Ze spraw technicznych, na szybko (grałem na PC) : grafika ładniejsza niż w dwójce, gra płynniutka, bardzo fajnie zoptymalizowana, parę bugów się zdarzało, ale ogólne pozytywnie (poza rozmazanymi czasem teksturami tła i bitmapowymi ludzikami, lol). Muzyka : niewiele zapadających mocno w pamięć utworów, ale te kilka charakterystycznych jest bardzo spoko, głównie Leaving Earth, czyli w sumie motyw przewodni. Oprawa dźwiękowa bardzo dobra, fajne odgłosy Reaperów.
Pod względem gameplay'u powiedziałbym, że jest na prawdę niewiele zmian w stosunku do dwójki, praktycznie ta sama gra, czyli strzelanie przemieszane z eksploracją i dialogami, z czego dla mnie najważniejsze jest oczywiście wszystko poza strzelaniną. Oczywiście są takie bajery, jak kustomizacja broni (na plus, co nie zmienia faktu, że przez całą grę praktycznie używałem po jednym rodzaju każdej broni, a snajperek w ogóle), drzewko rozwoju (też na plus, ale na dobrą sprawę nie wprowadza zbyt odczuwalnej różnicy), trochę zmieniony cover system (niby plus, ale parę razy się wku.rwiałem motając w czasie szybkiej akcji między przewrotem a "przyklejaniem" do zasłony) ale generalnie jest to ta sama strzelanka rpg, którą znamy.
Gierkę przechodziłem na normalu, dopiero od bazy Cerberusa (i DLC Omega) włączyłem sobie Hardcore i w sumie mogłem trochę wcześniej, bo nie jest bardzo trudno, ale zaczyna się już więcej kombinowania i zabawy. Całość zajęła mi ok 47 h, z lizaniem ścian i, jak już wspomniałem, DLC. Nie zrobiłem dosłownie dwóch, może trzech pierdół na Cytadeli w stylu "przynieś artefakt", efektywną siłę miałem chyba nie większą niż 4500, więc nie wiem jak kur.wa mam przekroczyć 5k offline. Swoją drogą, przyjemny patent z tymi mini misjami pobocznymi, tyle, że przy pierwszym zaliczaniu gry człowiek nie wie, że np. po Tuchance już jest rozpier.dol na Cytadeli i przepadają wszystkie zlecenia, których się nie zdążyło zrobić (tak samo później). Skanowanie znacznie poprawione, bajer z Reaperami nawet ok, nie irytuje, da się ich wymanewrować i po ucieczce od razu wrócić do "zaatakowanego" układu i pyknąć znaleziska, jest ok. Zresztą gra jako całość ma ograniczone do minimum irytujące lub monotonne elementy gameplay'u, i spoko. Wkur.wia mnie tylko, jak w grze nie można przerwać cutscenki lub dialogu, no luudzie. Takie małe sprawy, jak np. przemieszczające się po Normandii postacie, rozmawiające ze sobą itd. też cieszą, czuć jakieś życie na statku. W ogóle fajnie, że w miarę optymalnie rozwiązano sprawę, o którą nieco się martwiłem, mianowicie powrót i wpływ na ME3 postaci, które mogą zginąć w ME2. Co prawda Thane, Zaeed i Kasumi są potraktowani bardzo na odpier.dol, ale już Tali, Garrus czy Legion mają pełną rolę w wydarzeniach, i to jest spoko. Co do fabuły i przebiegu gry : pomysł ze zbieraniem sojuszników po galaktyce oczywiście jest w porządku, budowana jest cały czas atmosfera wielkiego konfliktu. Zamknięte zostały wątki ciągnięte od pierwszej części, czyli genophage, wojna Gethów z Quarianami itd., wszystko w miarę satysfakcjonujące. Są też niestety nie do końca zadowalająco rozwiązane sprawy. Rasy Elcorów, Drellów, Volusów, Vorchy, kur.wa nawet Batarianów zostały z góry na dół olane, a przez całą grę chyba dwa razy można spotkać Hanara. Ja i zapewne wielu graczy oczekiwało w trójce chociaż trochę szerszego spojrzenia na te rasy, a tu lipa. Owszem, pojawiają się jakieś epizodziki, głównie skutkujące powiększeniem sobie War Assets, no ale to są pierdoły. Nie można było zrobić pobocznej misji z ratowaniem Elcorów z ich planety ? Nie dało się chociaż chwilowo (jak w DLC Omega np. z tą samicą Turian) wrzucić do drużyny jakiegoś Batarianina ? Szkoda. Zresztą planety "ważnych" ras też poznajemy jakoś tak po łebkach. Palaven widzimy z księżyca, Tuchankę już znamy, a i tak najwięcej tam jest do roboty, Thessia to jedna misja (ale przynajmniej fajne widoczki i ciekawy wątek), Rannoch ok. Ziemia słabo, najpierw prolog i od razu wojna, a potem jedna ostatnia misja na zgliszczach Londynu. To ja myślałem, że na Ziemi czekają nas jakieś epickie bitwy, i to może w kilku miejscach globu, a nie standardowe kilka kolejnych fal Reaperów w Londynie, rakieta w Destroyera, sprint do Catalysta i emandero. Z resztą, o końcówce zaraz wspomnę.
Dalej : prowadzenie historii jest jakieś takie pocięte, dziwne, chociaż na tę chorobę cierpi cała seria. Zaczynamy wątek główny, idzie Shepard, mamy atak Reaperów, po czym odlot. Zero omówienia wątku zamknięcia Sheparda. Zero info o tym ,co się stało z ekipą, z którą przeżyliśmy misję samobójczą w dwójce i teoretycznie powinniśmy z nią być bardzo mocno związani. Ot, spotykamy ich po kolei w trakcie gry i po zamienieniu kilku słów i nawet nie zawsze uściśnięciu dłoni, zaczyna się gadka szmatka o tym, jaka jest sytuacja na miejscu i walczymy. Później ewentualnie opcje dialogowe i pytanie, co robili po ME2. Rozumiem, że gdzieś ich chyba musiał Shepard wysadzić z tej Normandii, zanim się zadokował na Ziemi. Inny motyw : Cytadela "przeniesiona" przez Reaperów nad Ziemię : chooj, pokażmy kilkusekundowy filmik, jak już jest nad Ziemią się zamyka. Dramat. Zresztą cutscenki nie na silniku gry są w średniej jakości, jest ich niezbyt dużo i są z reguły krótkie, a mają potencjał.
Nie powiem, bo ogólnie gra ma fajnie poprowadzony wątek główny i misje poboczne, nie jest jak w dwójce, gdzie cała historia to zebranie drużyny, potem po jednej misji lojalnościowej, a poza tym to ze dwie misje fabularne i finał. Tu jest lepiej i bardzo dobrze. Kilka słów o postaciach : Javik jest kozakiem i misja, w której go poznajemy ma naprawdę mocny klimat. Na pewno nie tego się spodziewałem po przedstawicielu Prothean, bardzo ciekawe. Nie rozumiem tylko posunięcia Bioware ze zrobieniem z tak ważnej z punktu widzenia galaktyki postaci DLC. Starali się to fajnie wkleić w całość, ale umówmy się : widać, że jest dodatkiem i na pewno wątek wpływu jego obecności na wojnę i społeczność galaktyczną jest znikomy, właśnie przez to. Dalej : Ashley (Kaidana nie miałem, przy drugim przejściu będzie) strasznie na siłę wepchnięta, prawie pół gry w szpitalu, a potem nic do powiedzenia (no chyba, że ktoś ciągnął z nią romans). Liara, Tali i Garrus trzymają poziom jak zawsze. Swoją drogą, jak dwójka nie przeżyła w ME2, to nie mamy tylu towarzyszy, czy ktoś ich zastępuje ? EDI bardzo spoko, kolejny wątek "międzyrasowych" stosunków. Vega, wbrew hejtowi przed premierą, okazał się bardzo pozytywną postacią, w sumie coś nowego w uniwersum. Aha, spłycenie, a wręcz zlikwidowanie Harbingera i jakiejkolwiek interakcji z Reaperami poza walką jest strasznie słabe.
Przejdę może jednak do finału. Otóż uważam, że jest słaby. Mówię o extended cut, ale z tego co pooglądałem na YT, to zmiany w stosunku do oryginalnego zakończenia są baardzo kosmetyczne. W każdym razie : o tym, że samego grania po powrocie na Ziemię oczekiwałem więcej, już pisałem. Emocje co prawda są mocno odczuwalne, a najbardziej chyba w tym biegu do przekaźnika, jednak to co się dzieje od momentu rozmowy z dzieciakiem, to już całkowite oderwanie się od klimatu całości (o pojawieniu się Illusive Mana z doopy nie wspominam). Dochodzi też tu sprawa DLC Leviathan, no bo jak się go nie skończy, to dzieciak i to co mówi to się kupy nie trzyma, z drugiej strony, jak się je skończyło, to w sumie nie jest żadnym zaskoczeniem i wiemy, z czym mamy do czynienia. Tak czy siak, pomysł czterech opcji zakończenia do wyboru w jednym momencie to porażka w takiej grze, jak Mass Effect. Na dodatek całkiem niedawno dokładnie to samo było w Deus Ex : HR, cztery opcje skutkujące różnymi, dwu minutowymi filmikami i heja.
No ku.rva, zamiast dostać zakończenie, które w JAKIKOLWIEK sposób wynika z naszych poczynań, już nawet niekoniecznie w trzech grach, ale chociaż w ostatniej, to mamy prosty wybór opcji, która owocuje jedynie innym filmikiem i koniec. Nie mając w perspektywie sequela i wpływu na niego, to już w ogóle nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie te zakończenia jedno po drugim obejrzeć. No nawet w dwójce to, kto ginął na końcu wynikało z naszych poczynań, czy postać była lojalna, a lojalność mogła stracić, jak nie rozwiązaliśmy jakiejś kłótni opcją odpowiednią Paragon/Renegade, który to pasek musiał być nabity odpowiednio itd. Tutaj mamy jedynie wpływ nabitych punktów War Assets, ale to jest kosmetyka (o tym że poronionym pomysłem jest dawać jakiś przelicznik z rozgrywki multiplayer nawet nie mówię). Wszystkie rozwiązania nawet i miałyby ręce i nogi, ale ich przedstawienie jest strasznie słabe. Wszystko jest krótkie, po łebkach. Epicka wojna, do której się przygotowujemy ponad 40 h w ogóle nie jest epicka. Porównajmy to do zakończenia ME1. Nie wiem, nie wiem. W ogóle, po skończeniu przykładowo dwójki, czułem jakiś żal, że to już koniec przygody, pożegnanie z postaciami, z którymi można się było zżyć (przynajmniej do zagrania w trójkę). Tutaj jakoś to po mnie spłynęło, nawet do rozpoczęcia gierki od nowa mnie tak nie ciągnie. Szkoda, bo cała przygoda jest naprawdę na wysokim poziomie, a końcówka to trochę psuje.
Ogólnie gra jest bardzo dobra, ale jest niedosyt. Pod względem klimatu, jakości fabuły i pewnej konsekwencji to ze wszystkich części jedynkę stawiam najwyżej. Gameplay'owo trójka przoduje, natomiast całokształt, gra, która wywarła na mnie największe wrażenie w tej serii, to dwójka.
Jeszcze taka sprawa, bo ogólnie to chaotyczna ta wypowiedź, a nie wspomniałem pewnie nawet o połowie rzeczy, o której miałem napisać albo zapytać. W końcu stanęło na tym, że Reaperzy przylecieli do nas "na piechotę", tak ? Bez większego wyjaśnienia, niż jedno zdanie w Codexie ? Czyli tym samym ludzie z Bioware zrobili to, o czym spekulowało się, chociażby w tym temacie, przed premierą trójki, i os.rali cały sens ME1 i Arrival z ME2 ? Pięknie kur.wa. Zresztą o pomyśle harvestowania całych cywilizacji co 50k lat też miałbym coś do powiedzenia, ale już mi się nie chce. Nie do końca pasuje mi tylko fakt, że za każdym razem w galaktyce były rasy najwyżej rozwinięte, jak Protheanie w swoim cyklu, czy ludzie itd. w naszym, a gdzieś tam obok miały żyć prostsze, ale już inteligentne, które za 50 000 władałyby galaktyką. Jak to jest, że przez 3 części ME nie widzimy żadnej inteligentnej rasy poza rasami uczestniczącymi w świecie kosmicznych podróży ? No bo chyba przez 50 000 lat nie ewoluują kosmiczne krowy, żeby używać przekaźników. Protheanie obserwowali Ziemian, kiedy ci byli jaskiniowcami, Asari, gdy nie umiały pisać itd. Ja wiem, że to wątek, który mógł, a nie musiał być pokazany, no jego brak jest trochę dziwny. No i odwiedzanie planet z prostymi organizmami i wydobywanie z nich surowców, tudzież zasiedlanie ich chyba miało też spory wpływ na naturalną ewolucję gatunków na tej planecie ? Ale to już na inną dyskusję.