Kmiot
Senior Member
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda stronę główną forum
Treść opublikowana przez Kmiot
-
KONSOLidacja forumka
Zostawić tylko Console Wars. I Zakupy growe, ale wyłączyć tam możliwość plusowania i można jeść popcorn patrząc jak świat płonie.
-
KONSOLidacja forumka
To znaczy jest teraz trochę bałagan, nie da się zaprzeczyć. Niby do ogarnięcia, ale czasami trudno zgadywać gdzie szukać jakiejś gry, kąciki (platformówek, sportowy, wyścigowy, rpg) też swoje do zamieszania wprowadzają. Do tego dochodzi przenoszenie tematów, gdy jakiejś grze kończy się ekskluzywność i zaś szukaj. A co z grami, które ukazywały się na przełomie generacji i były obecne zarówno na Ps3/Ps4, X360/XO? A mało wyszukane remastery zasługują na nowy temat, czy piszemy starym? Z tym, że wrzucenie wszystkiego do jednego wora też nie rozwiązuje problemu. Wiele gier ma kilka tematów, wystarczy spojrzeć np. na dział Rockstar - osobne tematy dla online, dla zagadnień technicznych, dla "pokaż swojego Arthura" itp. Nie można tego wszystkiego wtarabanić do ogólnego. Najbardziej sensowne byłoby chyba utworzenie przejrzystego działu ogólnego, gdzie byłoby miejsce dla tematów głównych (każda gra dostanie wyłącznie jeden ogólny), a ta drobnica niech zostanie w dedykowanych gettach. Albo nie wiem.
-
Sezon 8
Cóż, już drugi odcinek "robią bazę" i przypominają bohaterów, aby potem nie było sytuacji, gdy ktoś ginie, a widzowie się zastanawiają kim on był, bo od poprzedniego sezonu już trochę czasu minęło i w sumie to meh. W mojej opinii odcinek lepszy od poprzedniego, bo w całości skupiony na Winterfell, zatopiony w ciemności, mrozie i ogniu będącym jedynym źródłem światła oraz ciepła. A historie zawsze brzmią lepiej i są bardziej klimatyczne, jeśli są opowiadane przy ognisku. Beka z typów, którzy spodziewali się, że od pierwszego odcinka rzucą wszystkich do walki z ekipą Nocnego Króla i tak będą się napier'dalali przez osiem, czy ile tam godzin ma mieć ten sezon. Praktycznie wszyscy zebrali się na zimnym i mrocznym zadupiu i czekają na zgubę, więc nie wiem jakich fajerwerków fabularnych oczekiwano. Dwa odcinki przygotowań i przypomnień, teraz dwa odcinki wojny ze zdechlakami, potem dwa odcinki sprzątania po rozróbie. Tak to widzę. A scena z Aryą... no nie wiem, trochę przez palce oglądałem, bo nie wiedziałem, czy przypadkiem nie robię czegoś nielegalnego. Przede wszystkim żądałbym od niej dowodu osobistego. No i niech ktoś wreszcie może wydzieli temat na ósmy sezon.
-
Super Mario Odyssey
Też gram. Ten movement Mariuszem <3 Staram się od razu wyciskać jak najwięcej z każdego świata, bo ten księżyce uzależniają. Nawet setkę na skakance udało mi się w miarę sprawnie zrobić. No i w przeciwieństwie do większości gier z Mario, tutaj dzięki częściowo otwartym światom nie ma limitu czasowego na poziom, co jest dla mnie ogromną zaletą, bo można na spokojnie szperać po zakątkach. Minusy? Nacisk położony na sterowanie ruchowe i machanie joyconami, by w pełni wykorzystać możliwości ruchowe Maria, a ja gram w trybie handheld. Na szczęście to detal, bez którego można się obejść i z powodzeniem grać wyłącznie na przyciskach. Ale niesmak pozostał.
-
Tumble VR
Ja tak mam z każdą kupioną w promocji grą. Niektóre kupiłem pół roku temu (bo była okazja!) i do tej pory ich nie odpaliłem. Szesnaście i pół złotego to żadne ryzyko, aczkolwiek jeśli dla kogoś nadal zbyt wysokie, to przypominam o demie za ZERO GROSZY.
-
Tumble VR
- Tumble VR
- MotoGP
Ja tam od wielu lat staram się śledzić, czasem udaje mi się to częściej, czasem rzadziej, ale stale w jakimś stopniu jestem zaangażowany. Za "małolata" oglądałem każdy wyścig, wtedy jeszcze transmitowane na Eurosporcie ("pięćsetki"), jarałem się rywalizacją VR46 vs Biaggi, Roberts, Capirossi, Barros, Crivillie, Gibernau, Hayden, Checa, masa nazwisk przywołujących wspomnienia; całkiem mocno przeżywałem zgon Daijiro Katoh, bo dla mnie wtedy było to coś niespotykanego. Gdy wyścigi wypadły z Eurosportu to trochę zaniedbałem temat, ale do paru lat znowu działam na bieżąco, chociaż nie jakoś fanatycznie. Dominacja Marqueza często niezbyt dobrze wpływa na widowisko, bo typ potrafi odskoczyć od reszty na kilkadziesiąt sekund i tyle go widzieli, ale w pozostałych przypadkach to fajne ściganie odchodzi. No i w sumie fajnie, że dziadek Valentino ciągle jest mimo wszystko w jakimś tam topie, bo tle lat być konkurencyjnym to jednak wynik zasługujący na szacunek. No i oczywiście je'bać F1. Chyba, że do poobiedniej drzemki.- Sezon 8
- Konsolowa Tęcza
No właśnie, półka niżej. Osobiście najpierw grałem w Dooma i tam gunplay mnie trzymał za mosznę od początku do końca. Gdy potem odpaliłem Wolfa:NO to przyznaję, że trochę się rozczarowałem, bo nie czułem tej mocy. Im głębiej w grę, tym bardziej się przekonywałem i ostatecznie gunplay z Wolfów (później ograłem jeszcze OB) oceniam wysoko, jednak klasę niżej niż Doomowy. Fajny, przyjemny, satysfakcjonujący, ale wygar z luf i movement Doomguya cieszył mnie bardziej.- PlayStation VR - komentarze i inne rozmowy
Myślę, że promocje jakoś przekłamują wynik. Job Simulator, Superhot, czy Arizona są praktycznie w ciągłej promocji i dostępne za grosze, więc sprzedaż pewnie większa. AstroBot nawet w promocji to nadal większy wydatek (obecnie promocja -25% a cena i tak dość wysoka - 124zł), taniej można mieć już pudełko, więc siłą rzeczy... Bo nikt mi nie powie, że Job Simulator to taki system seller? Tym bardziej wynik Beat Saber (stale w pełnej cenie) robi wrażenie.- PlayStation VR - komentarze i inne rozmowy
A twórcy czasem się chwalą na Twitterze. Ostatnio: https://www.roadtovr.com/beat-saber-tops-charts-psvrs-downloaded-game-march/?platform=hootsuite- Gry za darmo na PC
Zapomniałem wrzucić kody z poprzedniego CDA, więc nadrabiam: Project Remedium (Steam, ważne do 06.05.2019) PKRGK-F0ZQV-0E8H6 Memoria (Steam, ważne do 06.05.2019) CF9VG-D2RMZ-6JAEZ A teraz aktualny numer CDA: NecroVisioN: Lost Company (Steam, ważne do 03.06.2019) MIMMY-P69JB-D5PTW Men of War: Condemned Heroes (Steam, ważne do 03.06.2019) EV2V9-9PNAA-N0RAQ btw niezłe s'raki ostatnio dają xd- Właśnie zacząłem...
Nie przekreśla, ale trzeba się spocić, nagłówkować, a na koniec i tak zabraknie nam jednego pola zasięgu ruchu/ataku, FUUUU Tłok na mapie też ma swoje zalety, bo można trzaskać ładne reakcje łańcuchowe. Niemniej podstawą jest dobra znajomość własnych mechów i przeciwników, a to wymaga kolejnych prób, więc godziny lecą.- PlayStation VR - komentarze i inne rozmowy
No kuuurwa, też czekam, bo już mi się nudzi pisanie samemu do siebie w temacie. Zła wiadomość jest taka, że nie ma najmniejszych powodów, by Beat Saber szybko doczekał się promocji, bo i bez niej się sprzedaje na pniu. Top1 sprzedanych gier VR w lutym i również w marcu.- Właśnie zacząłem...
Ja też chyba tylko dwoma, albo trzema składami grę przeszedłem, reszta z lepszym bądź gorszym skutkiem, bo gra generalnie błędów nie wybacza i jeśli trafi się jedna słabsza tura, gdy nie uda się wyczyścić mapy i opanować jej na bieżąco, to następny spawn przeciwników sprawia, że trzeba się ostro spocić, bo robi się tłoczno. I tak jak piszesz - to bardziej gra logiczna w stylu Sokobana, niż strategia. Ale w przeciwieństwie do gier logicznych oferuje znacznie większą swobodę w tworzeniu rozwiązań i może to sprawia, że się tak szybko nie nudzi. No i każdy set mechów wymaga zupełnie innego podejścia, więc i to zapewnia świeżość. Klimat gry też jest w sumie przyciągający. Niby graficznie prezentuje się kreskówkowo, ale ma jakiś odrobinę przytłaczający i poważny nastrój.- Konsolowa Tęcza
Ale wiesz, że to nie jakość gry jest obecnie tematem dyskusji i nikt (no, może poza Wiolkiem) samemu tytułowi tutaj niczego nie ujmuje? Chodzi o pewien stopień uciążliwości w panoszeniu się po tematach, gdy przecież gra jest ogólnie kojarzona, żadna to nisza potrzebująca reklamy. Kto miał się zainteresować, ten się zainteresował i powinien siedzieć w dedykowanym temacie. Przeludnienia tam raczej nie ma, żeby trzeba było wychodzić na zewnątrz.- Konsolowa Tęcza
Niektóre tematy na forum są na tyle płynne, że pozwalają na pewną dowolność, ale nie od dziś wiadomo, że Asaxowi zdarza się odpływać w natarczywym promowaniu SoT. Pozytywna podjarka to nic złego, ale jest jakaś granica dobrego smaku w próbach zarażenia tym innych. Można raz, drugi, ale przy kolejnym już niewielu potraktuje to poważnie i się zainteresuje, nawet nie wywołuje dyskusji. Tym bardziej, że SoT ma przecież dedykowany temat, ale z tego co widzę Asax pisze tam sam ze sobą (ostatnia strona: siedem postów, pięć Asaxa) i najwyraźniej nie może się pogodzić, że SoT nikogo. Asax, nie idź tą drogą.- PSX Extreme - zmiana wydawcy
No jak będziesz w ten sposób pisał, to na pewno nas zamkną.- PlayStation VR - komentarze i inne rozmowy
Trzeba przyznać, że coś się tam w świecie VR ciągle dzieje i to jest miłe ze strony twórców. Wiadomo, że pierwsza generacji sprzętu to swoiste przetarcie i gogle mają swoje ograniczenia, felery, ułomności i zasługują na wyrozumiałość, ale już nawet teraz można powiedzieć, że ogółem test wypadł dobrze z porywami na bardzo dobrze. Dzisiaj sobie pykałem w Mossa (jak ta myszka jest słitaśnie animowana ) i pamiętacie te chwile w pierwszych grach 3D (szczególnie w skradankach - np. MGS, Tenchu), gdy odruchowo wychylaliśmy się przed TV by zajrzeć za róg? Teraz przy grze na VR fajnym jest to, że takie wychylanie ma wreszcie sens i rzeczywiście dzięki temu znajduje się sprytnie poukrywane znajdźki.- Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
Masz na myśli Śledzia.- własnie ukonczyłem...
Nie ma to jak wyciągnąć jakąś zakurzoną grę za grosze i odrobinę nadrobić zaległości. Wczoraj skończyłem wyciskać ostatnie soki z: Sleeping Dogs: Definitive Edition [PS4] Backstory: Kiedyś, jeszcze na PS3 grałem w demo tej gry i wrażenia miałem na tyle dobre, że za każdym razem miłe skojarzenia odżywały, gdy okładka Sleeping Dogs się przewijała przed moim wzrokiem. No to cyk, dodaj do koszyka i gramy. Umówmy się. Rodowodu z zeszłej generacji nie udało się ukryć, jednak trudno powiedzieć żeby gra miała się czego wstydzić i była w jakikolwiek sposób brzydka. Hongkong potrafi urzec tym swoim orientalnym urokiem i hipnotyzującą kolorystyką. Próżno tu szukać przygnębiających i szarych dzielnic, bo klimat tworzą setki neonów, tysiące lampionów, fikuśnych latarni i innych źródeł światła, które zyskują na powabie szczególnie w trakcie opadów deszczu. Oczywiście nie jest to żaden graficzny i wydajnościowy top, ale kilkadziesiąt godzin tam spędziłem i chyba ani razu się nie skrzywiłem z niesmakiem z powodów wizualnych. Na ulicach dzieje się sporo, choć jeśli się przyjrzeć, to widać, że to taki sztuczny tłum, masowy flash mob, bo wielu mieszkańców kręci się w kółko, idzie w ścianę, odbija się od niej i idzie w kolejną, a kierowcy to klasyczne ofiary wylewu, którym nigdy nie można ufać, bo zawsze skręcają w najbardziej niepowołanych momentach. Skasowanie staruszka na masce samochodu nie budzi w ludziach większych emocji, skasowanie czterech kolejnych również. No, chyba że w pobliżu był akurat patrol policyjny, to będziemy zmuszeni skręcić dwa razy, aby zgubić ewentualny pościg. W ogóle stróże prawa nie stanowią tutaj wyzwania, choć na najwyższym poziomie pościgu włącza im się tryb demolki i ofiary cywilne idą w tysiące, aż zabawnie się to obserwuje. Model iksde jazdy. Dno i wodorosty. Nawet nie wiem do czego to porównać, klocki w Tetrisie miewają większą bezwładność, ale - o dziwo - pod koniec gry na tyle zdążyłem przywyknąć, że nawet odnajdywałem w prowadzeniu pojazdów odrobinę przyjemności (nie tylko ze względu na chińskie stacje radiowe). Nadal uważam, że to dramatycznie słaby element gry (kolizje xd), ale nauczyłem się z nim żyć, jak głupim współlokatorem. Fabuła żadnej nagrody za innowacyjność czy oryginalność nie zgarnęła i wcale mnie to nie dziwi. Policjant pod przykrywką infiltrujący przestępczy świat, to utwór ograny na każdym instrumencie. Wiecie - jesteśmy rodziną, lojalność jest ważna, coraz głębsze brnięcie w mafijne szambo, aż w końcu nie wiadomo już czy wciąż jesteśmy po stronie prawa, czy jednak nie wiedzieć kiedy przeszliśmy na ciemną stronę. Ale mimo wszystko opowieść podana jest tutaj z biglem, bohater dość charakterny, który w słowach i czynach się nie certoli, więc ogólnie scenki ogląda się z przyjemnością i jedynie w trakcie "randek" (misje poboczne) zdarzało mi się przebierać nogami z zażenowania. Poza tym nastawcie się na duże stężenie wkur'wionych chińczyków drących piz'dę w tym swoim zabawnym języku, jakby ktoś się na przemian krztusił i mu się czkało. Ogólnie fabuła raczej nie przeciąga na siłę i choć ma swoje słabsze momenty pozbawione tempa, to jak na tak krótką opowieść sporo tutaj udanych misji (w tym dwie ostatnie), którym nie sposób odmówić intensywności, spektakularności i krwawej otoczki. No właśnie, chwilami Sleeping Dogs to prawdziwie krwawa łaźnia, szczególnie, gdy do akcji wkraczają narzędzia ostre - noże i uwielbiane przez chińczyków tasaki. System walki to sprawdzony model "Batman Kontruj Trójkątem Arkham [wpisz dowolne]". I zdaje egzamin, zakładając, że gracz nie jest jeszcze nim zmęczony, bo od jakiegoś czasu był (jest) pchany w co drugą grę tego typu. Twórcy co jakiś czas dorzucają do niego jakiś nowy element bądź mechanikę, więc przynajmniej na jakiejś płaszczyźnie udaje się walkę co kilka godzin odświeżyć. A jest całkiem widowiskowo, jak na grę w stylu kung-fu przystało. Wei Shen (nasz heros) łamie przeciwnikom kończyny na różne sposoby i faktycznie ma całkiem obszerny wachlarz możliwości na zrobienie wrogom kuku. Elementy parkourowe, ciosy szybkie, mocne, kombosy, rzuty, ciosy w chwycie, broń biała, pasek adrenaliny, który spełnia kilka funkcji. Dodaj do tego wykończenia z elementami otoczenia, które są ucztą dla oczu, bo nie ma to jak zawiesić nieszczęśnika za żebro na haku, innemu zrzucić na głupi ryj silnik z żurawia, albo klasycznie kilka razy spróbować zamknąć drzwi samochodowe z czyjąś głową w nieodpowiednim miejscu, a dokończyć kopiąc w nie z impetem. System walki jest tutaj sednem zabawy i trzeba przyznać, że to najbardziej solidny element mechaniki gry. Gorzej wypada strzelanie, bo i wymian ognia w grze nie zabraknie. Cover shooter nie budzi większych emocji. Sprawę próbują ratować motywy bullet-time'owe, ale na dłuższą metę nie zdają egzaminu, bo zmuszają do wyjścia zza osłony, a przewagi nie dają wiele. Strzelanie odrobinę lepiej sprawdza się w trakcie pościgów samochodowych, bo o ile mechanika nadal nie zachwyca, to przynajmniej jest spektakularnie (kraksy i wybuchy). Co poza tym. Niezdzieralna i miałka klasyka gatunku, czyli powtarzalne misje poboczne (przy wielu z nich ziewałem srogo, bo raptem kilka ma jakiś polot), zestaw wyścigów (które testują wyłącznie naszą tolerancję na gów'niany model jazdy), dziesiątki poukrywanych znajdziek (szczęśliwie na pewnym etapie wszystkie pojawiają się na mapie, więc raczej nie utkniesz biegając jak kurczak z odrąbaną głową za jedną brakującą skrzynką), pseudo randki (jak już wspomniałem - istny cringe fest), karaoke (łatwe, ale jest "Take on Me" A-Ha), hakowanie (proste minigierki), walki kogutów (banalna loteria), jest nawet turniej walki stylizowany na stare filmy kung-fu (to akurat całkiem fajne). Są też dwa odrębne DLC, ale póki co zaliczyłem tylko ten z duchami i czymś a'la zombie (odmienna stylistyka, ale rozgrywka przebiega tak samo; no i krótka - godzina zabawy, albo dwie, jeśli się chce wycisnąć z niej 100%). Ogólnie gra nie robi na starcie powalającego wrażenia i nie oszałamia, ale - jak to mówią - zyskuje przy bliższym poznaniu. Na tyle, że skusiłem się nawet na wyduszenie z niej 100%. Czasem mam taki kaprys. Kilka razy byłem zmuszony mocniej zacisnąć zęby, ale przez większość czasu (licznik mówi, że całość zajęła mi 33 godziny) przyjemnie czyściło się mapę.- Właśnie zacząłem...
Oczywiście, że 30 godzin w Into the Breach to i tak doskonały wynik, bo to świetna gra; taka nawet nie tyle mini strategia, co logiczna układanka, a że nie cieszy w nieskończoność... cóż, a która gra to potrafi?- Właśnie zacząłem...
Fajna, sam spędziłem przy niej blisko 30 godzin i to już była jakaś bariera, gdy przestała mnie bawić w takim stopniu, jak wcześniej. Można ładnie kombinować ze składami drużyny, jednak powtarzalność misji w pewnym momencie zaczyna dawać mocno w kość. Te zawsze się wizualnie jakoś różnią, ale cele i przeciwnicy już nie są w stanie zaskoczyć. No i cztery wyspy to na tym etapie już trochę za mało. Jednak gierka tip-top, warta solidnego ogrania i każdej złotówki na niej wydanej.- Zakupy growe!
No fajne, fajne gierki, ale możemy już wrócić do dyskusji o tym, kto powinien wrzucać nasze gacie do pralki? Czy może zrobić to ktoś inny, czy musimy to robić osobiście?