Treść opublikowana przez ogqozo
-
Premier League
Te zielone tiki że jak rozumiem "sukces" to mocno na siłę w pewnych miejscach mdr. Ogólnie trenerzy piłkarscy rzadko odchodzą z klubu na tarczy, taka natura pracy, robisz tak długo aż się nie zrobi źle i dopiero wtedy odchodzisz. Conte i Mourinho próbowali to przeskoczyć, szybko zaczynając się obrażać na wszystkich i odchodząc z klubów po najwyżej paru latach (brzmi dużo lepiej w CV niż odejście za złe wyniki), ale też nie zawsze im się udawało nawet w tym zakresie zmieścić. Patrząc na inne branże w życiu, w sumie teraz jak widzę że klub zatrudnia takiego Tuchela to nawet ich rozumiem, dla wielu korpo to jest najlepsza decyzja tak zatrudniać, wiesz że koleś i tak się obrazi na wszystkich i odejdzie za niedługo więc nie ma się co przejmować, CEO niczego tak nie kochają jak odsuwać te same problemy na później. Roma też ma 4. największy budżet w lidze i 5. miejsce w lidze (dzięki odebraniu punktów Juve), no wielki sukces Mourinho, inny trener by nigdy nie wyciągnął.
- Xbox Game Pass - gry w abonamencie
-
NBA
No Jazz mieli cały sezon tankować, ale długi czas jednak coś wygrywali. Zresztą jak OKC, które przecież mimo porażek z ekipami z LA dalej może spokojnie wskoczyć nawet na 6. miejsce. Na tym etapie tak wiele to nie zmienia. Na ponad 90% przegrywanie na tym etapie nie zmieni wiele w ich pozycji w drafcie. Nawet Portland już chyba jest nie do złapania. Suns chyba wybronili jednak playoffy tymi dwoma ważnymi wygranymi, a jutro ma zagrać Kevin Durant, po raz pierwszy przed publicznością w Phoenix. Clippers w dobrej formie, Kawhi i PG grają, a szyderstwa z Westbrooka coś przycichły ostatnio bo koleś nawet nieźle sobie radzi, wiadomo że rzuca chyba najgorzej w lidze, serio no nikt nie marnuje tylu cegieł co on, ale przynajmniej jest zauważalnie mocniejszym fizycznie obrońcą niż dotychczasowi rozgrywający w Clippers, rozdaje podania, no i zespół wygrywa dając Westbrookowi duże minuty, Chyba Clippers też sobie zapewnią playoffy przed resztą. Warriors może pogrzebać brak Wigginsa, już nikogo innego im nie brakuje, Poole wrócił na ławkę, jest Payton, a nadal słabo to wygląda. Nie wiem, co się dzieje u Wigginsa. Ale mało kto w życiu może wziąć z powodów prywatnych przerwę w pracy na pół roku.
-
NBA
Patrząc na jego dzisiejsze wypowiedzi, Embiid jest dokładnie tak samo dotknięty obsesją MVP jak jego wyznawcy w sieci, więc w sumie mogę uwierzyć, że to nawet celowe mdr. Jeszcze by przegrali nie daj Boże i by nie mógł mówić, jak to dominuje. Koleś serio rzuca w wywiadach dokładnie takie same teksty słowo w słowo, jak wyznawcy MVP w internecie. Że "kryteria się zmieniają", bo raz zdobył najwięcej punktów i nie dostał, innym razem nie i też nie dostał, więc jak widać MVP nie ma żadnych kryteriów tak naprawdę... Że media go "nienawidzą", bo jak zostaniesz nazwany drugim najlepszym zawodnikiem sezonu to praktycznie jakby spalić cię na stosie, wiadomo... Embiid powiedział też, że "na oko Jokić jest słabym obrońcą, liczby kłamią", ale zaraz potem dodał, że "najważniejsze jest tylko wygrywanie", więc już nie wiadomo, które, bo przecież wynik meczu to właśnie liczby i wynik Denver jest niezły, więc nie wiemy, czy liczy się oko czy wygrywanie. Aha, no i oczywiście wspomniał jak zawsze tysiąc razy, że jego tak naprawdę to w ogóle nie obchodzi mdr. Zawsze musi to podkreślić jak bardzo ma gdzieś, że go tak nienawidzą czystą nienawiścią za to że jest zbyt dobry. Ale hej, Michael Jordan też sobie wymyślał konflikty, żeby mieć motywację do pracy. Ludzie do dzisiaj powtarzają, że trener w liceum jakoś tępił Jordana i go "wykreślił z ekipy", bo tak nieustannie powtarzał MJ, podczas gdy jedyne co ten trener zrobił - ewidentnie go wspierając jak wiemy z każdego źródła - to że nie przesunął go do wyższej kategorii wiekowej od razu tylko chciał go chronić fizycznie przez jeden rok więcej. Leroy Smith był wyżej, ale on był dużo wyższy, a dla MJ-a to już był powód, żeby przez całe życie mieć obsesję na punkcie Leroya Smitha, nawet po zakończeniu kariery ciągle robił do niego przytyki mdr. Ogólnie opowieści o tym jak MJ był zaje'bisty w chowaniu urazy to jest niesamowita sprawa, to było jego paliwo. W sumie po Last Dance to trochę wiadomo. Szczerze to myślę że żaden z nich nie chce tego MVP, bo ludzie będą tylko bardziej cisnąć wygranego za porażki w playoffach hehe. Nie wiem czemu ludzie tyle gadają o tym MVP, gdy w tej lidze playoffy są uważane za jedyny ważny element sezonu. Ponadto obie ekipy mają stosunkowo jasną sytuację. Nuggets i tak będą nr 1 na Zachodzie, a Sixers też nie zmienią swojej pozycji. Mecz trochę o nic. Dużo ciekawiej w peletonie, dzisiaj mecz Suns-Jazz, Wolves-Kings i Pelicans-Blazers będzie wiele znaczył. Ponadto Clippers mogą nawet przegrać z Bulls, kto wie, ostatnio Bulls wyglądają nieźle... Zwłaszcza Jazz mają może ostatnią szansę, ostatnio słabo im idzie, ale oni ciągle mają wszystko w swoich rękach, bo mają mecze z Suns, dwa z Lakers, OKC, z Nuggets (pewnie rezerwami), SAS i Brooklynem, więc awans o wiele miejsc jest jeszcze bardzo możliwy.
-
Lost Odyssey
No nie da się nie widzieć tego jako kontynuacji. Gra jest momentami tak podobna do FF IX czy X. Jedyny aspekt "akcji" w walkach to "triggerowanie" broni jak z FF8 (ale wykonane dość dziwnie, jak zazwyczaj nie mam problemów z takimi rzeczami to tutaj nie do końca czuję kiedy to robić mimo że niby bardzo proste). Muzyka też, kilka motywów typu "moment akcji w ruszającej się lokacji" czy "wielkie mroczne miasto sci-fi, miasto wielkich klasowych podziałów..." są niemal jak remixy kawałków z FF. No i jest brodaty weteran dołączający dość późno do ekipy o imieniu... Sed. Jestem po połowie gry, w sumie gra się spoko. Gra jest IMO bardzo łatwa, ale to lepiej. Niestety to jest to, co cechuje te turowe jRPG-i - albo są banalnie łatwe, albo chamskie. Mamy po prostu zbyt mały wpływ na walkę, by było inaczej. Dopiero pod koniec gry nasze dobrane umiejętności mogą naprawdę znacząco wpłynąć na siłę postaci. Przez większość gry, dodają tak naprawdę raczej tylko procenty, które nie zmieniają ogólnej sytuacji. Jeśli zginiemy - to dlatego, że przeciwnik walił nas atakami, których przy żadnym skonfigurowaniu ekipy nie mielibyśmy szans przeżyć. No i tutaj wiadomo, co jest kluczowe - jeśli zginiemy, to BOLI, bo po prostu wracamy do ostatniego save pointa, tracimy wszystkie levele, musimy znowu sobie przypominać, jakie skille kto miał nauczone a już nie ma, które skarby gdzie były, i tak dalej, za każdym razem. Dlatego cieszy mnie, że zginąłem tylko w jednym miejscu, bo jakbym ginął często... to, oj, pewnie już nigdy bym tej gry nie skończył. Ale to trochę kwestia szczęścia, bo jak widzę trzech przeciwników, którzy jednym atakiem rąbią mi 40% HP, to wiem, że w tej turze mogłem zginąć, jakbym miał pecha. Jest jednak lepiej niż np. w Personie, bo: - przynajmniej nie ma krytyków, mocnych słabości, dodatkowych ruchów itd., najgorsze co nas spotka to najsilniejszy atak przeciwnika - Lost Odyssey w ogóle nie gra na wyczerpanie. Dość szybko zyskujemy łatwe metody odzyskiwania MP, którym trzeba zarządzać, ale nie ma elementu że kończy nam się powoli w trakcie długiego dungeonu a my powoli brniemy w bagno bez wyjścia. Postaci wracają ze śmierci po walce, statusy też mijają. Tak więc, nowocześnie, chodzi tylko o to, by przetrwać daną walkę, to jednak dużo daje. Jako statyczna turówka, Lost Odyssey jest tak naprawdę bardziej konserwatywne niż nawet SNES-owe Fajnale. I jest niemal jak coś pomiędzy Fajnalami a standardowymi jRPG-ami. Ma swoje własne małe kroki naprzód, które sprawiają, że nie jest tak źle. Przykładowo, tylko postaci w naszej ekipie zyskują levele, klasyczny ból gatunku, ale bardzo mocne skalowanie sprawia, że możemy wsadzić nowego członka i on bardzo szybko nadrobi. To skalowanie też sprawia, że nigdy nie myślałem o toczeniu dodatkowych walk do "grindowania" (to jest tylko po to, by zebrać dodatkowe składniki do pierścieni), ale też czułem ciągle, że mam odpowiedni level jak na danych przeciwników... no, może trochę za wysoki, ale tu już nic nie poradzę. Gorzej, że również scenariuszowo, brakuje trochę tego poziomu, co w Fajnalach. To nie jest kwestia technologii, bo kto ma pewne wyczucie sceny, to widzi jak zarąbiście kinowe są sceny nawet z "szóstki" mimo prezencji technicznej. W Lost Odyssey nie ma specjalnie takich scen rodem z "szóstki". Czasami jest naprawdę dużo scenek, co dla mnie jest ok, wolę już naprawdę filmowo zrobione scenki filmowe, gdzie każda sekunda po coś jest, niż współczesne "idziesz bardzo powoli do przodu żeby postaci porozmawiały ze sobą". Tylko że czasami już przestawało mnie obchodzić, co w tych scenkach się w ogóle dzieje. Tematyka ze Snów nie jest specjalnie rozwinięta w scenariuszu gry, ten dużo bardziej skupia się na politycznej sensacji niż na ludzkich historiach czy bólu bycia nieśmiertelnym. Takie rzeczy nie muszą być w centrum, są gry w których NPC mają po jednym zdaniu ale to jedno zdanie buduje świat, w którym oni faktycznie mają swoje historie - tutaj, NPC głównie gadają o głównym wątku, a wątki poboczne są zazwyczaj bardzo banalne i krótkie. Np. król umiera, prawie każda postać w mieście po prostu mówi "ojej, król umarł" nieco innymi słowami. Gra ogólnie jest bardziej ograniczona, niż zawsze marzyłem po nowej grze twórców Fajnali. W sumie cały czas idziemy do przodu, pomieszczenie po pomieszczeniu. Nie ma specjalnie co robić poza odgrywaniem głównego wątku scena po scenie. Czasami postać w dawnej lokacji ma coś nowego do powiedzenia, ale jest to tak rzadkie, że nie chce się sprawdzać. Postaci z naszej ekipy trochę jest, ale nie mają jakiegoś dodatkowego tła, jak to jest w Fajnalach od czasów piątki, a zwłaszcza szóstki. Znaczą tyle co znaczą dla głównego wątku. Summa summarum... gra jest bardzo sympatyczna? O dziwo dzisiaj takie mam wrażenie, fajnej giereczki klasycznej przyjemniutkiej, takiej z czasów PS2. Fajnie, że idzie cały czas do przodu i nie ma słabych momentów i jest ładnie zrobiona. Ale też nie powiem nikomu, że traci znaczącą część sensu życia, jak nie zagra... a wiecie, że mówię tak o wielu grach. Język Snów przypomina mi teraz grę The House in Fata Morgana. Wydana jakiś czas temu na Switcha "powieść wizualna" ma podobną formę i czasami podobne tematy. Nie bez powodu jest to powieść kultowa i wiele osób określa ją jako najbardziej wzruszającą grę, o ile można to nazwać grą. Oczywiście, to zupełnie inna skala. W Lost Odyssey jest bodaj 30 snów, które czyta się po kilka minut. Przeczytanie całej Fata Morgany zajmie prawie tyle czasu, co przejście całego Lost Odyssey. Tam naprawdę można poczuć, jak to jest, żyć przez tysiąc lat i tyle innych żyć...
-
Premier League
Gdyby nie Bayern to by nie łapali Nagelsmanna, który wydaje się oczywistym kandydatem. Ale jest też przecież ktoś jeszcze młodszy, Ryan Mason, i chociaż nie jest trenerem tego poziomu, to może się rozwijać jako asystent Stelliniego. Nie jest jeszcze pewne, czy Tottenham kogokolwiek zatrudni w najbliższym czasie.
-
NBA
No 4 wygrali, a poprzednie 4 mieli 1-3. A niedawno 4 z rzędu przegrali. Wydaje się, że każdego stać na każdy wynik.
-
NBA
Ten Vanderbilt to nie zawsze taki zbawca, dzisiaj ucieka w switche z DeRozana z byle okazji, a DeRozan robi ich jak chce. No a w ataku, wiadomo, podasz piłkę Vanderbiltowi tuż pod koszem to pewnie nie opanuje żeby ją złapać. Chociaż wysoka porażka z Bulls brzmi kiepsko, to nadal myślę, że Lakers z LeBronem mogą być jedną z lepszych ekip w tym peletonie. Grają solidną obronę, a że Bulls dzisiaj trafiają trójki to rzadki przypadek.
-
NBA
Wrócił i wszystko trafia, Dallas traci już tylko kilka punktów do potężnych Hornets, ależ to będzie druga połowa, jedni muszą się postarać o playoffy, drudzy o Wembanyamę. Portland podobno rozważa "dla bezpieczeństwa" pozostawienie Lillarda poza grą do końca sezonu, by w spokoju wyleczył kontuzję. Nadzieja na Wemby'ego może się obudzić. Bez Lillarda, Portland zazwyczaj przegrywa mecz wysoko, ale dla ścisłości można oddać, że z Lillardem zazwyczaj również. Jeśli jednak wszystko do końca przegrają, kto wie, może wskoczą na to piąte miejsce od dołu. To jest magia Portland, że kto by nie grał, gwiazda Simons, prawie gwiazda Jerami Grant, Jusuf Nurkić, (wrócił! Kompletnie sobie nie radzi!), All-Defense Thybulle... to i tak zawsze defensywa jest beznadziejna, ofensywa w sumie też.
-
NBA
Doncić chyba ma jakiś problem w domu, albo poważny w klubie, koleś w ogóle jakby zdechł, nie rusza się jak powinien, jakby nie miał sił się nawet oglądać kto do niego mówi czy odpowiedzieć. Może jest kontuzjowany i gra na siłę, nie wiem. Może to w ogóle nie ma związku z wymianami dokonywanymi przez Dallas.
-
NBA
Dallas z obiema SUPERGWIAZDAMI znowu daje pokaz, zaczynając mecz od ostrego rąbania od Charlotte Hornets. Wygląda to wszystko jakby nie mieli MENTALU w ekipie niczym polska kadra. Słodka sprawa po tym, ile osób mnie w necie je'bało za to że wątpiłem że teraz będą 100 razy lepsi, bo przecież supergwiazdy zawsze wygrywają. Lakers zaraz po tym, o 21.30. Może zagra LeBron. Może Davis. Może... nie wiadomo kto zagra, ale Lakers wyglądają przyzwoicie, jednak na Zachodzie wszystko możliwe. Żadna ekipa 4-12 ani ostatnio masowo nie wygrywa, ani nie przegrywa. Najsłabiej to Dallas...
- Final Fantasy XVI
-
Resident Evil 4 Remake
-
NBA
Mam już traumę jak widzę te dwie twarze i literki MVP, bo fani Hardena też latami tak truli du'pę (nadal trują!) o tę superważną dla nich nagrodę i każdy inny kto wygrywał był nieustannie je'bany w internecie przez cały sezon, czy to Giannis czy Curry itd., bo dla nich to było ważniejsze niż cokolwiek innego w sporcie koszykowym i mieli taką samą pasję do tej bliżej niezdefiniowanej nagrody. Harden też dostał, ale podobno za mało, powinien ze trzy co najmniej, więc nadal źle. Sixers dobry zespół i wskoczyli do trójki faworytów do tytułu regularną mocną grą w każdym aspekcie, ale też będę się cieszył, jeśli jak co roku przegrają. Z drugiej strony, fajnie by było zobaczyć przełamanie tekstów o tym że Harden zawodzi w playoffach, Embiid zawodzi w playoffach itd. Harden ma w sumie mocne widoki wskoczyć do pierwszej piątki All-NBA, bo na miejsce obok Doncicia jest wielu kandydatów którzy albo przegapili wiele meczów, albo mają średnie wyniki, albo jak DeAaron Fox nie są jakimiś największymi wirtuozami. Jak dla mnie, to Harden jest w tym momencie raczej dodatkiem do Embiida, niż drugim kołem zamachowym, ale nikt nie jest teraz w takim gazie, jak Sixers... Dallas odwoła się by anulować ostatnią część meczu z Warriors, a taka akcja się rzadko zdarza. I pewnie liga i tak po prostu odpowie "nie", ale akcja była przemistrzowska, zwłaszcza w meczu o taką stawkę. Piłka wyszła na aut, ostatni dotknął... chyba Looney? Sędziowie pokazali jednak na stronę Warriors. Potem pokazali szybko na stronę Dallas, bo ci dostali automatycznie czas (nie brali wcześniej a kwarta się kończyła). Zawodnicy obu ekip pomieszali te gesty i nawet zawodnicy Warriors mieli wąty, bo nie zczaili widząc ten gest, że dostali piłkę. SPIKER powiedział z głośników, że piłka dla Dallas. SĘDZIOWIE... dwóch poszło pod kosz Dallas, jeden jednak chyba też nie zczaił bo był na drugiej połowie. Czas się kończy, wracamy do gry i... Warriors 127-125 na wyjeździe po niesamowitej końcówce, dupa rzadko piecze po porażce aż tak.
-
NBA
Dosłownie poprzedni mecz z Lakers. Jest lekki spadeczek, zwłaszcza że Kyrie i Doncić obaj często nie grają, ale fani przekonują mnie, że to był oczywisty ruch, bo gorzej niż przed wymianą przecież już nie może być. Dalej jestem bardzo sceptyczny wobec tego co kultura NBA zrobiła z tą ekipą. No kurczę, mieli finał konferencji, świetną drugą połowę sezonu, pokonali Suns w wielkim stylu. I zarząd jakby czytał komenty w internecie bo uznał "ok, co za padaka, to donikąd nie zmierza, musimy to rozmontować ten skład szybciutko, bo kryzys". Teraz każdy dzień na Zachodzie będzie znaczący, bo w każdym meczu jedna ekipa musi przegrać. Jak popatrzyłem np. na terminarz Suns, którzy już opadli z formy, to prawie same silne ekipy do końca, no i nie wiem, czy bym stawiał zbyt mocno, że nawet oni nie spadną poniżej 6. miejsca... W najlepszej formie, co bardzo spodziewane, jest oczywiście Oklahoma, która rozwaliła ostatnio m.in. Jazz dwa razy, Clippers, Warriors, Suns i Pelicans. Co to jest za ekipa, ostatnio zaczął pojawiać się z ławki Dario Szarić (dłuuugo po tej wymianie zauważyłem, że Phoenix oddali im Szaricia za Bazleya, nie wiem po co to było obu ekipom, ale ok), który jest zazwyczaj jedynym zawodnikiem starszym niż 23 lata na parkiecie. Kurde co za sezon, każdy scenariusz jest tutaj wyobrażalny. Na dniach powinniśmy zobaczyć jak w końcu w Warriors pojawia się Gary Payton II, na razie dużym zwycięzcą tej wymiany jest Detroit, które pod wodzą Wisemana wskoczyło na pierwsze miejsce w wyścigu o Wembanyamę.
-
Bundesliga
Nie ma to jak napisać dla dużej gazety w czwartek o 23:00 "jutro Nagelsmann pojawi się na spotkaniu z zarządem, by zostać poinformowanym o zwolnieniu". No coś mi mówi że już ta informacja dotarła do niego mdr.
-
Xbox Game Pass - gry w abonamencie
Chinatown Detective Agency chyba najciekawsza gra z tych które znikają teraz, i do pyknięcia w dwa posiedzenia. Oczywiście beznadziejne recenzje są nie bez powodu. Gra jest zarąbiście pogmatwanym point-n-clickiem, w którym by rozwiązać zagadki trzeba samemu znaleźć w necie mnóstwo rzeczy z każdej dziedziny. Granie bez poradnika to będzie brnięcie przez cięzkie bagno. Gra jest "wyjątkowa", ale wiadomo że wyjątkowe gry budzą różne uczucia w ludziach.
-
OSCARY
- Persona phantom x
- Lost Odyssey
Okej, postanowiłem jakoś spróbować przejść tę grę w końcu. Z paru powodów: - 15. rocznica premiery - ciągle widzę komentarze o nowych grach że gupie, że remake'i niedobre bo nie są dokładnie tym samym co gry sprzed 30 lat itd. Lost Odyssey to taka gra, która powinna się podobać tym ludziom, myślę. Zrobiono tylko bardziej szczegółowe modele i bardziej "realistyczne" piksele, nie zmieniając prawie nic w schemacie jRPG-a - Hironobu Sakaguchi skończył niedawno 60 lat. Kurde trochę powalona sprawa, że ludzie, którzy robili gry mając dwadzieścia parę lat, w które grałem jak były dość nowe, teraz mają jebane SZEŚĆDZIESIĄT LAT. Niedługo ludzie którzy robili nasze ulubione gry będą dosłownie nie żyć... a niedługo potem i my. Pierwsze wrażenie - faktycznie ufff. Losowe walki, statyczna kamera zmieniająca lokację co kilka sekund, loadingi, i tak dalej, całość jest jakby grać w mieszankę FF8 i Chrono Crossa z podbitą rozdziałką. Same walki nie są o dziwo najbardziej irytujące, tylko te strasznie długie ich otwarcia, jak kamera jeździ po postaciach. Oczywiście lepsze to niż po prostu loadingi, ale to z ich powodu losowe walki wydają się takim kijem w szprychy. Jednak, szczerze mówiąc... po paru godzinach zaczęło mi się całkiem dobrze grać. Gra ma pewną prostotę, której dzisiaj nie ma. Idziesz sobie do przodu i musisz najwyżej kilka okolicznych budynków obczaić, zainm pójdziesz dalej. Statyczna kamera pozwala na ładne ujęcia z ciekawych perspepktyw, które mają więcej własnego charakteru, niż wszystkie gry z taką samą perspektywą zza pleców i podobnymi lokacjami, jak współczesne. Są nawet fajne klasyczne zagrywki niemożliwe w 3D typu "przechodzisz za niewidoczną z tej strony ścianą". Za sprawą również wyrazistych motywów muzycznych, ogólnie te lokacje są po prostu bardziej wyjątkowe niż kolejne lasy, pustynie, śniegowe krainy itd. które wypełniają inne gry. System rozwoju postaci jest całkiem wciągający, w sumie jedyne co robimy to wybieramy skille, ale ciągle mamy jakieś nowe do nauki przez SP, mimo że zajmuje to tylko kilka walk, więc jest takie motywujące uczucie, że każda walka nam daje jakiś zauważalny postęp. I chociaż losowe walki są powolne, to tempo gry ogólnie jest całkiem wysokie, bez względu na epokę. Dzisiaj mamy walki w stylu action RPG, ale często trzeba tych przeciwników zaciukać naprawdę masę. Idziesz i rąbiesz i rąbiesz, i tak mijają godziny. W Lost Odyssey w ciągu całej lokacji stoczymy może 5, może 10, może 20 walk z paroma typami przeciwników na zmianę. Walk jest wręcz... za mało? Chciałoby się ponabijać wszystkie skille a tutaj po kilku pomieszczeniach już idziemy dalej. Oglądanie animacji nie jest tak nudne, jak mi się wydawało. Są całkiem ładne. Gry w których cały czas sterujemy nie mają tak dopracowanych animacji, które można szczegółowo podziwiać. Gra po przywyknięciu wygląda całkiem dobrze. Scenki są całkiem fajne, nie jest to niby Final Fantasy, ale przez te 15 lat wyszło tyle zachodniej drętwoty, że Lost Odyssey dobrze mi się ogląda, dialogi mają pewien polot. W Lost Odyssey, postaci w końcu wyglądają w grze tak, jak zawsze wyglądały na szkicach w materiałach promocyjnych dla Final Fantasy. Wszyscy wyglądają jak blada arystokracja, niemal jakby wcielić w 3D szkice Amano. Widoczne żyły na wielkich piersiach królowej to ewidentnie coś, o czym twórcy FF zawsze marzyli, ale nie mieli technologii. Na wiele sposobów, jest to faktycznie ostatni Fajnal tego typu i zwieńczenie kariery Sakaguchiego. No i muzyka. Wiadomo, że wspaniała. Gra jest jeszcze z tej epoki, że nie jest wypełniona cały czas gadaniem i mamy okazję słuchać wyrazistych, mocnych utworów na pierwszym planie. Jest ich tak wiele! Wypas! Gadanie jest tylko w bardziej wyreżyserowanych scenkach i to jest przyjemny wariant. Legendarny motyw z "mapy świata" na szczęście nie przygrywa tylko na niej. Nie udało mi się rozwiązać problemów z nieustannie znikającym dźwiękiem. Jest gorzej niż było oryginalnie na X360. Włączenie audio passthrough nic nie dało. Najjaśniejszą stroną gry są oczywiście Sny. Napisane po prostu jak dobre opowiadania, mają faktycznie ciekawy pomysł na zawiązanie akcji, głębokie i zgrabne budowanie psychologii postaci, wieloznaczne konflikty ludzkie, oraz mocne, rozwalające puenty. Po prostu są napisane jak literatura, czyli nieporównywalnie lepiej do tego jak pisane są gierki video. Siedzenie przed TV żeby czytać tekst jest trochę dziwne, ale w takich kilkuminutowych sesjach raczej relaksujące. W skrócie mówiąc, nastawiałem się głównie na krytykowanie gry, ale... bardzo dobrze się bawię? I szczerze mówiąc, chciało by się kolejną grę tego typu? Wysokobudżetowy ale klasyczny jRPG? ALE jestem świadom, że w turowych RPG-ach najlepsze zazwyczaj jest pierwsze kilka godzin, a gorzej z ciągnięciem tego przez sto, więc brnę dalej...- Primera Division
Lewandowski słuchał co o nim mówiliście. Kolejny przyzwoity mecz i piętka w stylu Kvaradony najlepszego zawodnika wracającej na tronik Barcelony w tym sezonie.- Bundesliga
Stało się, Dortmund liderem. A zgadnijcie jaki mecz zaraz po przerwach reprezentacyjnych w sobotę. Nigdy nie było tak blisko? Było w 2019 roku. Wtedy Bayern nawet nie liderował wcześniej niż po 25 kolejkach, dopiero wdrapywał się w górę tabeli. Na początku kwietnia rozwalił Dortmund 5-0 i już prowadzenia nie oddał. I to chyba tyle, to był jedyny sezon przez ostatnie 10 lat, gdy Bayern nie był niezmiennym liderem przez ostatnie 10 kolejek. Nie wiem no, jak BVB w tym sezonie tego nie wyczaruje to pora coś myśleć o zamknięciu tej ligi i zaczęciu jakiejś nowej od zera może.- NBA
KRYZYS Nuggets i 5 porażek szybko sprawił, że ludzie w spokoju przerzucili się na Embiid MVP, co ponadto pozwala uniknąć zarzutów o rasizm w TV, więc wszyscy powinni być teraz zadowoleni. Nikt nie będzie jęczał i może pojawią się inne tematy na stronkach o NBA. Happy end. Nuggets nie wydają się specjalnie przejmować porażkami, bo playoffy i tak pewne, więc zostaje im tylko dograć sezon. Ponadto James Harden wskakuje w okolice 6.-9. miejsca w rankingach, co też było niedawno nie do pomyślenia. Brak All-Stara był IMO dziwny, bo Harden to nadal sama jakość w ofensywie, i jeden z głównych powodów, dla których Sixers wyglądają przyzwoicie także bez Embiida na parkiecie. Jednak wyniki mówią najwięcej. Oczywiście, także Melton, Tucker i Tobias Harris zaczęli w pełni realizować swoje role znacznie lepiej, niż na początku sezonu. W formie i teraz na drugim miejscu w lidze, Sixers stali się jednym z faworytów do tytułu. Jak daleko spadną Nuggets? Już zaraz mecz z Brooklyn Nets, którzy są dość ciency, ale dla Nuggets obecnie nikt nie jest zbyt cienki, żeby przegrać...- Eredivisie
Bardzo ważny gol Sebastiana Szymańskiego w meczu Ajax-Feyenoord. Feyenoord odrobił, wygrał 3-2, i tak oto ma 6 punktów przewagi i wydaje się, że zapewnił sobie dzisiaj tytuł. Nie wydaje się możliwe, żeby po serii zwycięstw, Feyenoord teraz to zaprzepaścił mając łatwy terminarz do końca. Mimo rekordowego budżetu i supergwiazdorskiego składu, Ajax pada, i mamy dowód, że kasa to nie wszystko. Jeden z nielicznych tytułów Feyenoordu przez ostatnie dekady. Klub ten jest częścią "wielkiej trójki" trochę na wyrost, bo głównie jest po prostu "trójką". Tak więc taki triumf wiele znaczy, nawet jeśli bardziej o stosunkowym kryzysie Ajaxu, ale też o poziomie Feyenoordu, który po finale Ligi Konferencji teraz zaliczył niezły tydzień pokonując Szachtar 7-1 i teraz Ajax. Feyenoord to jeden z najmłodszych klubów w lidze, i w Europie, wystawiając typowo jedenastkę mającą średnio 23 lata. Najbardziej cenieni graczy to kapitan Orkan Kokcu (22) i słowacki stoper David Hancko (25), a za nimi prawy obrońca Geertruida (22) oraz Szymański (23). Graczem sezonu w lidze zostanie wybrany na pewno albo ktoś z nich, albo 19-letni Xavi Simons z PSV. Media w Holandii uważają jednak nadal, że Szymański prawie na pewno nie zostanie wykupiony przez Feyenoord z Moskwy, mimo że robi różnicę w ekipie. Opcja w umowie wypożyczenia to 10 mln euro. Jak na Eredivisie - kwota ogromna, Feyenoord nigdy tyle nie wydał. Niedawno jeden z ekspertów w Holandii powiedział: "to nie jest żaden specjalny zawodnik. Pasuje tylko do tej taktyki, ale od dawna nie gra nic specjalnego. Ja bym go nie wykupił nawet za 4 miliony". Szymański będzie pewnie szukał chętnego kupca z bogatszej ligi na lato.- Champions League
LM co roku wygrywają największe marki, ale trudno nie trzymać kciuków, że Napoli to przełamie i to osiągnie. Futbolowo wyglądają jak faworyt, grają w tym sezonie niesamowicie, ich mecze praktycznie zawsze przy każdym wyniku są pokazem rock-n-rollowego przeboju. Nawet defensywni pomocnicy mogą puścić takie szalone akcje, że jesteś zaskoczony co się właśnie stało. Dawno nie było takiej ekipy w Europie. Jednak też ta drabinka sprawia, że jeśli nie wygrają całego LM, to i tak ludzie trochę na to machną ręką. Możliwe, że jeden mecz, finał LM, będzie różnicą między tym że Kvaradona dostaje Złotą Piłkę a że kończy na 28. miejscu hehe. Benfica też ładnie gra, zaskakujące odrodzenie ekipy pod wodzą trenera Schmidta. Też zrobili co mogli w grupie, mniej ale też niemało, przecież zagrali dość wyrównane mecze z PSG na remisy, i pokonali dwukrotnie Juventus. Futbolowo, też wydaje mi się, że przynajmniej z Interem są faworytami. Inter już nawet z Porto o włos się nie zesrał, cofnięty, cuda w ostatnich minutach, nic wielkiego nie grali. Szczerze to gdyby nie Onana to pewnie powinni być już poza burtą. No i niezły smaczek, że w wieku 30 lat życiową formę osiągnął Joao Mario, który zbiera tyle zachwytów w Portugalii w ostatnich miesiącach - po tym, jak jego hype'owany transfer do Interu był niewypałem. Już chciało się mówić: "okej, ten to swój szczyt miał w 2010 roku, na mistrzostwach młodzieżowych, potem głównie rozczarowanie", a tutaj taki rozkwit. Benfica nie tylko wygrywa mecz za meczem, ale też tak wysoko... Nie są tu przez przypadek. To Brugia była przez przypadek hehe. - Persona phantom x