Treść opublikowana przez Wredny
- STARFIELD
-
Predator Cinematic Universe
Zwierzak był zbyt disneyowsko słodki, owszem, ale jakoś wszystko mi tak się ładnie spinało, że chyba przestałem oczekiwać i przyjąłem ten film takim, jaki jest. Zabieg językowy ładnie wytłumaczony, więc uważam to za sprytne rozwiązanie. Ryjec Deka był słaby, ale był też wytłumaczony fabularnie, że to taki "niedorozwój" wśród Yautja - ten PREYowy za to wyglądał jak koń i nawet pod maską się nie mieścił. Mimo wszystko wolę disneyowskiego Predaloriana ze słodkim zwierzaczkiem niż wyemancypowaną indiankę, której non-stop wszyscy dopierdalają, żeby tylko sfabrykować jej motywację do pokazania im, jak bardzo się mylą.
-
Predator Cinematic Universe
Podobnie jak polskie dubbingi, nie interesują mnie takie "bonusy" - film oglądam tak, jak został stworzony i odegrany, a nie z jakąś nakładką, więc dla mnie to tylko ciekawostka na miarę dodatków na płycie BR - film jest po angielsku.
-
Predator Cinematic Universe
Przez ostatni tydzień robiłem sobie maraton Predatorów (włącznie z AvP), właśnie po to, żeby obejrzeć najnowszą odsłonę, zakupioną jakiś czas temu. Jedyneczka to wiadomo - mistrzostwo, film, który praktycznie się nie starzeje, idealne dawkowanie kosmity, trzymanie w napięciu, ikoniczna ekipa i Arnold. Dwójka to taki trochę RoboCop, tyle że z Murtaugh w roli głównej - doceniam za znaczące rozbudowanie lore, ale jest strasznie przerysowany i ciężko się dziś ogląda te kreskówkowe wręcz strzelaniny na ulicach, komicznie poubieranych gangoli, Jamajczyków z jointami wielkości bochenka chleba i Danny'ego Glovera, żywcem wyciągniętego z Zabójczej Broni, który gra dokładnie tę samą postać, co w tamtej serii. Słabiutki film, który źle się zestarzał, ale obejrzeć trzeba, bo sporo dodaje do uniwersum. PREDATORS to powrót do jedynkowych klimatów tyle że z twistem, jeszcze więcej dodanego lore, ale znowu strasznie brak tu jakiegoś wyrazistego protagonisty, bo "Pianista" wygląda komicznie, próbując grać milczącego twardziela. Technicznie za to film jest świetny, zajebiste zdjęcia, dobre efekty, kilka ciekawych pomysłów i ogólnie to druga najlepsza część mimo wszystko. The PREDATOR do niedawna uważałem za straszne gówno, ale po ostatniej powtórce trochę mniej surowo go oceniam. Owszem, to nadal najsłabsza część i takie 5/10, ekipa chujowa na maxa, żenujące żarty, a do tego straszne zachłyśnięcie się kategorią Mature, bo przekleństwa latały co chwilę, całkowicie pozbawiając je mocy czy fajności, pomysł z autystycznym dzieciakiem też nienajlepszy, podobnie jak z super mutantem, polującym na inne Predatory w towarzystwie piesków, no i ten strój Iron Mana na końcu - strasznie głupie. Ale było tu też sporo fajnej brutalności, jedne z najlepszych finisherów w serii, więc mimo wszystko nie będę na tę odsłonę srał tak bardzo, jak do tej pory mi się zdarzało (ale to nadal jest najgorsza odsłona, żeby nie było). PREY, dzięki słabości poprzedniej odsłony, wydawał się mi (i chyba ogólnie ludziom) dużo lepszy niż był w rzeczywistości, ale nadal podtrzymuję moją ocenę 6/10. Początek mega wk#rwiający, lewackie pierdolenie i przenoszenie dzisiejszych urojeń na indiańskie plemię w osiemnastym wieku, które skutecznie wybijało mnie z wczuwki i uniemożliwiało zapałanie sympatią do bohaterki. Do tego zero postaranka, indiańce nawijający współczesną mową, jak jakieś tiktokowe nastolatki i prostacka wręcz konstrukcja fabularna ("twój brat jest wspaniałym wojownikiem, nigdy mu nie dorównasz, bo jesteś słabą kobietą, więc do garów i prać gacie w rzece", "tak? to kurwa czekajcie, ja wam pokażę!"), no ciężko jest, gdy się nie sympatyzuje z protagonistą. Całe szczęście w drugiej połowie filmu, jak już mieliśmy to za sobą to było dużo lepiej, choć pod koniec znów się sypło, kiedy Predator okazał się debilem, najwyraźniej nie kumającym zasad działania własnego sprzętu. W każdym razie pomysł był świetny, znowu rozbudowane lore, dodatkowy sprzęt, fajne sceny zabijanka i tylko ten ryj dredziaża jakiś taki zmutowany. No i dziś zaliczyłem PREDATOR Badlands... Zapowiedzi niepokoiły mnie silnym kobiecym androidem, pizdowatym, młodym predatorem, kategorią PG13 i ogólnie serialowym pochodzeniem tego filmu, a do tego w opiniach często przewijało się określenie "kino familijne"... No i mimo tego wszystkiego stwierdzam, że to bardzo fajny film, przy którym naprawdę zajebiście się bawiłem. Czy android wkurwia? Owszem, na początku dość mocno, laska zdecydowanie jest zbyt ludzka, ale później jest już spoczko i da się ją lubić. Czy mamy tu "kino familijne"? Znowu - tak. To całkiem cieplutka opowiastka disneyowskiego typu, na dodatek mająca sporo humorystycznych zagrywek i wiecie co? Podobało mi się to i wiele razy się uśmiechałem, mimo że zupełnie nie tego oczekiwałem po filmie z "PREDATOR" w tytule. Kategorię wiekową sprytnie obeszli, dając nam same zmyślone stwory i syntetyki, dzięki czemu krew nadal się lała, ale była innego koloru niż czerwony. Więcej tu klimatu Star Trek, AVATARa i Gwiezdnych Wojen, aniżeli serii, którą Badlands ma w tytule, ale jakoś zupełnie mi to nie przeszkadzało, a wręcz cieszyłem się, że ktoś miał jaja zrobić z marką coś świeżego. Zakończenie też ma idealny cliffhanger i mam nadzieję, że pociągną wątek, bo przed tym seansem sam zastanawiałem się nad pewną kwestią którą najwyraźniej kontynuacja może nam wyjaśnić. Tak szczerze powiedziawszy Badlands to słaby Predator (w sensie, że raczej nie zaspokoi rządzy krwi, której spodziewają się wieloletni fani marki), ale jako film sam w sobie to naprawdę udany eksperyment w obrębie tej franczyzy i podobało mi się dużo bardziej niż woke-indianka.
-
Resident Evil 9 Requiem
Ja chciałbym pochwalić doskonałą wręcz grę aktorską tej babeczki - nie myślałem, że doczekam Residenta, w którym będę chwalił aktorstwo, ale zwyczajnie muszę, bo dziewczyna kapitalnie oddaje emocje, a cut-scenki z jej udziałem to mistrzostwo.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Teraz to nie ma co dywagować, bo ich zamknęli, ale uważam, że skoro byli gotowi pociągnąć coś totalnie autorskiego to i na taki remake byłoby ich stać - niestety nigdy się nie dowiemy, dzięki Hulstowi i reszcie korpo-odklejeńców.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Dlatego napisał "REMAKE"
-
Marathon
Oderwałem się na chwilę od Residenta, żeby sprawdzić ten Marathon i musze przyznać, że całkiem spoko to jest. Trudne, wymagające i nie wybaczające błędów, ale wygląda na to, że może być fajna gierka. Na pewno ma jedną zasadniczą przewagę nad Arc Raiders - jest w FPP, a to zawsze plus w gierkach PvP.
-
Resident Evil 9 Requiem
Czyli jakiś bug, bo co ja mam zrobić to się domyśliłem w ułamku sekundy, ale od 20 minut nie potrafię tego wykonać, gdyż gra nie pozwala dosunąć mi wózka do ściany, a wcześniej nie da się na niego wspiąć OK, nie ma prompta wspinaczki z pozycji przykucniętej - nie pomyślałem o tym.
-
Resident Evil 9 Requiem
Ledwo co liznąłem, więc chooya jeszcze widziałem, a już utknąłem w zajebiście dziwnym momencie - Grace ma podstawić wózek pod półkę, żeby sięgnąć skrzynkę - k#rwa, to ma być co do milimetra w którymś konkretnym kierunku? Do ściany nie mogę, bo niewidzialne pole siłowe zabrania, więc co do chooya? Już mnie k#rwica strzela, że od 15 minut bawię się w kotka i myszkę, w międzyczasie kombinując z tym yebanym wózkiem...
-
Zakupy growe!
Nie będę oryginalny, jeśli wrzucę Residencika, ale mój ma spore towarzystwo. Starszą odsłonę mam już premierowo na XSX, ale cała reszta jest na konsoli Sony, więc i ósemka od Pana Dawida z PB musiała wlecieć do kompletu. Odświeżonego fear effecta z LRG przegapiłem, ale całe szczęście Dave ogarnął, pamiętał i dał mi znać Oprócz obecnej generacji coś na starsze sprzęty - Far Cry 2 do ogrania we wstecznej - może wreszcie uda się ukończyć. No i dwie gierki z jajowatą piłką - podobno najlepsza gierka na licencji NFL, jaka kiedykolwiek powstała, czyli ESPN NFL 2K5, oraz MADDEN NFL 11, określany ostatnim dobrym Maddenem - jakoś tak ostatnio mam fazę na te amerykańskie sporty i czasem wleci jakiś meczyk. Bonusowo parę pudełek, nie związanych z gierkami: Całkiem fajny film i trochę świetnej muzy
-
Saga Baldur's Gate
- Platinum Club
Baldur's Gate: Enhanced Edition Platyna #175. Pierwsza ukończona (nawet dwukrotnie) gra tego roku, a także pierwsza splatynowana to odświeżony klasyk z roku 1998 - Baldur's Gate. W zeszłym roku, przy okazji grania w Avowed jakoś złapałem fazę na eRPeGi fantasy i sporo różnych tytułów trafiło do mojej kolekcji. Baldur's Gate & Baldur's Gate II Enhanced Edition co prawda miałem już wcześniej, ale dopiero ta wspomniana "faza" sprawiła, że wreszcie postanowiłem zmierzyć się z tym kultowym tytułem. Od początku roku praktycznie nie odpalałem nic innego, więc można powiedzieć, że "zaiskrzyło". Jak na typowo PeCetową produkcję na konsolach jest to naprawdę dobrze przemyślany tytuł i mimo, że na pewno nie jest to poziom wygody, który oferuje combo myszka+klawiatura to po paru godzinkach śmigałem po menusach jak stary wyjadacz, a i pole walki na spokojnie dało się ogarnąć. Początkowo może przytłoczyć poziom informacji w dość obszernym tutorialu, a niektórych rzeczy chyba nie zrozumiałem do samego końca (zawiłości systemu D&D), co jednak nie przeszkodziło mi w ukończeniu tej fantastycznej przygody na poziomie Normal. W wielkim skrócie, bo pewnie większość z Was grała - wcielamy się w postać, której pochodzenie skrywa mgła niedopowiedzeń i wyruszamy w wielki świat, by dowiedzieć się prawdy o sobie. Możemy spróbować solo, ale największą frajdę sprawi zebranie pełnej, sześcioosobowej ekipy, z którą będziemy przemierzać spory i różnorodny świat, podzielony na mniejsze mapy, które odkrywamy, spacerując po nich (stary motyw z odkrywaniem mroku spowijającego niezbadane tereny). Podczas naszej podróży spotkamy całą masę interesujących postaci, poznamy różnego rodzaju intrygi polityczne na najwyższym szczeblu, a także wykonamy sporo questów dużo mniejszej wagi, co nie oznacza, że gorszych, ponieważ zgrabne pisarstwo, poczucie humoru i możliwość bycia wrednym skurczysynem skutecznie sprawia, że aż chce się zagadać do każdego napotkanego eNPeCa. Tak, to były złote czasy gatunku, gdzie twórcy (BioWare) nie bali się dać graczom możliwości decydowania o tym, jaką chcą być postacią/drużyną, bez tego lewackiego spierdolenia, które mamy dzisiaj, choćby w ich własnym Dragon Age. Tutaj możemy być dobrzy, sarkastyczni, pragmatyczni, albo zwyczajnie źli i tylko od nas zależy, jak potoczy się dana rozmowa - dzięki temu dialogi są naturalne, często zabawne, a to wszystko w sytuacji, gdzie 80% tekstu będziemy musieli sobie sami przeczytać, bo linijek dialogowych nie nagrano tu zbyt wiele. W każdym razie słuchanie/czytanie dialogów w Baldur's Gate było bardzo orzeźwiającym uczuciem po tych wszystkich bezpiecznych, nijakich, bezpłciowych i pisanych przez HRy wysrywów w dzisiejszych produkcjach typu Avowed czy Veilguard. Sama historia jest całkiem spoko i choć nie grzeszy zbytnią oryginalnością w ramach gatunku to śledzi się ją z zaciekawieniem. Na pochwałę zasługuje również fenomenalna muzyka, która nie zestarzała się ani o jeden dzień i fantastycznie ilustruje każdą sytuację - od spokojnego tła dla naszych podróży, po pompatyczne zagrzewanie do walki podczas starć. Graficznie jest... specyficznie - to starożytny Infinite Engine, czyli narzędzie BioWare do tworzenia takich izometrycznych eRPeGów i jak dla mnie jest spoko i spełnia swoją rolę. Jasne, piksele są sporych rozmiarów, albo czasem coś jest nieczytelne i ciężko odróżnić podłogę od ściany, ale naprawdę ciężko mi oceniać coś tak specyficznego - jest ok, a czasem nawet trafią się fajne widoczki, co widać w załączonej galerii screenshotów. Gameplay też fajny, przypominający gierki typu RTS - walka w czasie rzeczywistym, z możliwością pauzy i korygowania strategii, czy przywoływania błądzących członków naszej wesołej bandy do porządku (a zdarza się to dość często, zwłaszcza w ciasnych korytarzach). Urzeka również masa możliwości w rozwiązywaniu sytuacji - można nawet przejść całą grę, nie zabijając zupełnie nikogo. Jeśli chodzi o wady to tak naprawdę przeszkadzał mi jedynie limit EXPa, który można wbić w grze, bo po jego osiągnięciu sporo punkcików zwyczajnie nam przepada i zarówno zabijanie, jak i wykonywanie pozostałych questów robimy "za darmo" (tzn dostajemy info o zdobyciu EXP, ale paski postępu już nam nie rosną). Dla kogoś, kto leci po łebkach nie będzie to odczuwalne, ale ja chciałem poznać tego klasyka porządnie, odkrywając całą mapę, ubijając co się da i wykonując każde, nawet najbardziej popierdółkowate zadanie, więc mnie osobiście to dotknęło. Sprawa trofeów jest czasochłonna i średnio-trudna. Mamy sporo pucharków wzajemnie wykluczających się (przeważnie za jeden z dwóch sposobów rozwiązania jakiejś sytuacji), więc przyda się częste zapisywanie stanu gry, żeby po zdobyciu jednego trofeum, zaliczyć również to drugie. Pucharek za zabicie 1000 kreatur (ludzie się nie liczą) był wymieniany, jako jeden z tych bardziej upierdliwych (że niby grind), ale mi bez większego przywiązywania uwagi wpadł gdzieś w połowie przygody, więc wystarczy chcieć poznać dobrze każdy zakamarek, a wpadnie sam. Najtrudniejszym trofeum jest bez wątpienia Lord of Murder za ukończenie gry na najwyższym poziomie trudności, ale jest na to sposób. Jako że poziom trudności Legacy of Bhaal to jedno wielkie oszustwo ze strony gry, trzeba użyć kontr-oszustwa z naszej strony i tutaj wchodzi właśnie możliwość przejścia całej gry bez zabijania. Wybieramy złodziejaszka-shadowdancera, podbijamy mu możliwość krycia się w mroku i praktycznie całą grę przemykamy na "niewidzialności", omijając jakiekolwiek starcia (i tak nie mielibyśmy z nikim szans bo byle gibberling ma nas na strzała), a te fabularne rozstrzygając na naszą korzyść, wykorzystując pewien przedmiot, pozwalający przejąć kontrolę nad przeciwnikiem - w ten sposób wrogowie wykańczają się sami, a całość zajmuje około godzinki czasu i możemy ponownie oglądać napisy końcowe. Podsumowując... Spędziłem z tym klasykiem ponad 130h i nie nudziłem się ani trochę, a także ani razu nie pomyślałem sobie, że mam dość i chętnie pograłbym w coś innego. To wciąż naprawdę bardzo grywalny tytuł, który z czystym sercem polecę każdemu lubiącemu klasyczne gierki z gatunku RPG. Dla mnie to bardzo mocne 9/10 a trudność w zdobyciu platyny to jakieś 6/10, głównie ze względu na czas i wiele pucharków możliwych do przegapienia.- Cinema news
Kto ich "zje"? Dzisiaj ludziom wciśniesz byle gówno, a i tak będą się jarać, bo lata "netflixowania" wyprało im mózgi z jakichkolwiek wymagań odnośnie scenariusza.- Tom Clancy's The Division
- Tom Clancy's The Division
Tylko ten jeden - Survival. Reszty nie tykaj, bo jeden jest typowo pod PvP, gdzie już wtedy, gdy platynowałem, prawie nikt w to nie grał, a drugi (Underground chyba) ma spoko klimat, ale to zwykłe przebijanie się przez dungeony z jakimś lootem na końcu, tyle że nigdy nic dobrego tam nie wylatywało.- Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
- Growe Szambo
- Tom Clancy's The Division
Akurat looter shooter jest z niej wybitny wręcz, właśnie dzięki klimatowi, niezłemu story i temu, że to nie jest jakiś tam wypad na jedną z kilku misji do wyboru z menu, tylko organiczne działanie w zajebiście zrobionym, dużym mieście. Z dodatkami też nie masz racji, bo Survival jest zajebisty i spokojnie mógłby być osobną gierką. Serio ofi, czasem zadaj sobie trud poznania czegoś w stopniu wyższym niż absolutne minimum, zanim znowu napiszesz jakąś głupotę. OK, widzę, że się ogarnąłeś i zdążyłeś coś napisać przed moim wpisem, ale i tak - pograj trochę zanim zaczniesz wydawać wyrok na ślepo.- Windrose
- Crimson Desert
Mam nadzieję, że na PS5 będzie jakieś wsparcie dla haptyczki DualSense bo poglądowo pograłem sobie w Black Desert, żeby sprawdzić, czego mogę spodziewać się w temacie walki (choć mam nadzieję, że ten aspekt w Crimson Desert znacząco podrasowali) i tam zupełnie nie czuć praktycznie niczego, przez co starcia nie dają żadnej satysfakcji.- Marathon
- Windrose
Pomijając piracką otoczkę to konkurencję ma ogromną, bo takich gier są setki, a na PC to pewnie i tysiące (w sensie survivali). Może faktycznie to pływanie statkami odróżni ten tytuł od innych tego typu, no i walki z bossami to też coś nieczęsto w nich spotykanego - tak jak pisałem, jak pojawi się na konsolach to chętnie sprawdzę.- Windrose
Wypadałoby podeprzeć posta jakimś poglądowym materiałem video, zwłaszcza jak się zakłada temat Wygląda spoko, ale to survival jakich wiele, tyle że z piracką skórką. Dla mnie super, bo lubię zarówno gierki tego typu, jak i pirackie klimaty, ale wątpię, żeby osoby nie lubiące tego gatunku, przekonały się do tej gry, bo można pośmigać piratem. Demko rozumiem tylko na PC? Jeśli kiedykolwiek wyjdzie na konsolach (najlepiej w pudełku oczywiście, choć niezbyt na to liczę) to będę śledził temat, a póki co to równie dobrze można przenieść to do działu PC, gdzie takich gierek jest na pęczki.- God of War Trilogy Remake
Ja PS3 dostałem kradzioną od ówczesnego chłopaka mojej siostry (jeździł z ekipą do Niemiec, włamywał się nocą do marketów i właśnie takiej wyprawy przywiózł gołą PS3 z rozbitej witryny sklepowej) praktycznie na premierę, ale trochę stała na szafie, bo musiałem kupić pada i kabel HDMI W każdym razie mi ta konsola marzyła się ze względu na granie online w CoD4MW, bo to było coś, co wtedy ostro ryło mi beret (świadomość, że gram z ludźmi z całego świata itp). Na start kupiłem więc Modern Warfare, GTAIV i Fallout 3, a później jeszcze Uncharted 1 i 2. God of War 3 nawet nie pamiętam, kiedy do mnie trafił, ale oczywiście pamiętam, jakie wrażenie wywarł graficznie (choć po Uncharted 2 nie było już takiego "wow"). Pamiętam też jakieś kontrowersje z łysym Stigiem, że coś tam w gierce popsuł chyba, ale dziś już nie kojarzę, za co ludzie go chcieli zlinczować - Platinum Club