Wredny
Senior Member
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda temat: Arc Raiders
Treść opublikowana przez Wredny
-
Ghost of Yōtei
@messer33 Przykłady? Cała gra jest tym wyładowana i nie mówię o ekstremalnych przypadkach "onu/jemu" bo to wiadomo, że beka i lecimy dalej, ale jak robisz gierkę w settingu "Japonia, rok 1603" to wszelkiego rodzaju silne baby-wojowniczki, specjalistki od materiałów wybuchowych czy uzbrojenia wywołują ciareczki żenady. W tych czasach kobiety były inwentarzem domowym, szorującym czołem po glebie, byle tylko krzywym spojrzeniem nie urazić Pana Samuraja, a tutaj co chwilę trafiam na jakąś hardą babkę z kataną za pasem, palącą faję i żłopiącą sake z tykwy, albo "osadniczkę" z chłopem, który stoi i nic nie mówi, bo za niego wypowiada się kobieta - no razi mnie to strasznie. W Banishers to samo - większość typowo męskich profesji to baby, faceci to albo zahukane gamonie, albo złe do szpiku kości sk#rwiele, od których ta dzielna kobieta musiała się uwolnić (np go zabić, gdy rozwiązujemy sprawę jakiegoś ducha). Nasza małżonka, oprócz tego, że czarna, co samo w sobie razi w tym settingu, to jeszcze non-stop umniejsza swojemu facetowi, a on sam wciąż podkreśla, jaka ona jest zajebista, albo wspominając o swoich siostrach zawsze mówi, jak go prały, choćby w bitwie na śnieżki. Dla mnie "woke" to naprawdę nie musi być "hej, jestem niebinarszczem i jak użyjesz złych zaimków to napierd@lasz pompki" ale właśnie to odwracanie ról w imię jakiegoś "wyrównywania szans" i przypisywanie babom typowo męskich cech czy profesji zwłaszcza w czasach, kiedy wiadomo, że podział ról społecznych wyglądał zupełnie inaczej.
-
Ghost of Yōtei
Tak, bo zwyczajnie drażni mnie pompowanie scenariuszy jakimiś "progresywnymi" bzdurami w imię aktualnie forsowanej agendy i mam zamiar to piętnować po grobową deskę. A Yotei i Banishers to są właśnie takie "festiwale spierdolenia", jak wymienione przez Ciebie - niczym się to dla mnie nie różni, bo zarówno w jednym jak i drugim przypadku wywracam oczyma i wciąż jestem wybijany z wczuwki przez te lewackie fantazje. A ja nie mam nic do grania babkami i wręcz lubię, ale niestety w dzisiejszych czasach developeruchy nie potrafią napisać dobrze takiej postaci, więc jak widzę kolejną to jestem pełen obaw. Lara to pikuś, bo to od zawsze była wydmuszka, więc nawet kibicowałem Crystal Dynamics za próby nadania głębi tej postaci (a że mieli Pratchettównę to wyszło jak wyszło) i dla mnie to ten sam typ postaci co Eve ze Stellar Blade czy inna 2B z Automaty - tylko walory wizualne, więc ciężko mieć jakieś negatywne emocje, ale też zbyt wiele pozytywnych nie było. Lubię Ellie z TLoU, lubiłem Aloy z HZD (niestety w HFW poszło już w stronę jędzowatej boss-girl), kolejnego RDR wręcz chciałbym z Sadie Adler w roli głównej, praktycznie kocham Elenę Fisher z Uncharted, a i Chloe bardzo lubię, uwielbiam Maelle i praktycznie każdą żeńską postać z Ekspedycji, więc da się - trzeba tylko umieć stworzyć postać opartą na właściwych fundamentach, a nie "jestem najlepsza, nie będzie mi żaden facet mówił co mam robić, a tak w ogóle to lubię lizać pizdy".
-
Ghost of Yōtei
Może jestem idealistą, ale wolałbym rozwiązanie najprostsze z możliwych - robić takie gierki, w jakie samemu chciałoby się zagrać i pisać do nich takie historie, które angażują ludzi swoją autentycznością oraz postacie, które zapadają w pamięci z racji tego jak są świetnie napisane i zagrane, a nie dlatego, że są wkurwiające i absurdalne.
-
Ghost of Yōtei
Nie jestem pewien, że to minie, a przynajmniej nie za mojego aktywnego gierkowo żywota. Bo niby kto ma to naprawić, jak przyszli scenarzyści wychowują się na obecnych wysrywach i według nich tak wygląda norma, do której trzeba równać. Przez social media relacje międzyludzkie ulegają wypaczeniom, przez ogólny dobrobyt i konsumpcjonizm młodzi ludzie nie mają pojęcia o prawdziwych problemach, które mogłyby ich ukształtować, co z kolei ma bezpośrednie przełożenie na inspirujące osobiste historie, które mogliby przekuć w ciekawe scenariusze i interesujące postacie z wiarygodnymi relacjami. Jasne, będą też fajne gierki typu pikselowa metroidvania, w których liczy się sztywniutki gameplay i fajnie zaprojektowana mapa, ale takie tytuły napędzane historią, postaciami i ogólnie pojętą warstwą fabularną raczej będą słabnąć w temacie jakości i zdziwiłbym się gdyby było inaczej.
-
Ghost of Yōtei
Występowały, ale stanowiły może ze 20% całości, a tu mam wrażenie, że jest zupełnie na odwrót. Owszem, jestem na to wyczulony, bo do tego doprowadziła ta cała moda. Przecież w takim Clair Obscur 90% to babki i ich rozkminy, a jednak złego słowa o nich nie napiszę bo właśnie o kontekst i te "niuanse" wszystko się rozbija.
-
Ghost of Yōtei
Najgorzej, jak gra wyraźnie podsuwa mi postacie do "lubienia" i troszczenia się o nie (Kiku), a ja mam je gdzieś, bo jest to robione tak nieudolnie, jakby te wszystkie relacje i dialogi pisało jakieś dziecko. Zachodni developerzy są już chyba nie do odratowania, bo wszystko jest tak łopatologiczne i naiwne, że ciężko nie wywracać oczyma, a jak jeszcze dorzucimy do tego te ich chore fantazje na temat "zwalczania patriarchatu" (w feudalnej Japonii XD) to robi się z tego tak niestrawna papka, że ciężko to konsumować bez odruchu wymiotnego.
-
Ghost of Yōtei
Fabularnie i jeśli chodzi o wagę wydarzeń to Yotei nawet nie stało koło Tsushimy. Tam jednak był wątek obrony swojego kraju przed okupantem, a tutaj po prostu zemsta, która w sumie nawet jakoś dobrze nie jest umotywowana. W sensie śmierć rodziców jest jak najbardziej sensowną motywacją, ale przedstawione to wszystko jest w sposób tak bezjajeczny, naiwny i zupełnie nieciekawy, że mam w dupie Atsu i jej losy. Nie pomaga w tym oczywiście typowo zachodnio-lewackie wpierdalanie swoich chorych fantazji o wszechobecnych silnych kobietach w settingu, gdzie przecież były one traktowane jak domowy inwentarz. Główna bohaterka jest płaska i jednowymiarowa, fabuła zupełnie nie angażuje, więc jedyne co mnie tu trzyma to klimat, muzyka i fajne widoczki, oraz chęć zwyczajnego ukończenia mocno rozgrzebanego tytułu. Zdecydowanie wolę Tsushimę.
-
Hogwarts Legacy
Podbijam - 18h i rzucone w kąt 2 lata temu - do dziś nie wróciłem.
-
Tomb Raider: Catalyst
W takim razie zdecydowanie polecam Hell is Us, bo pod tym względem gierka kanadyjskiego Rogue Factor bije wszystkie Tomb Raidery czy Uncharted na głowę.
-
Ghost of Yōtei
Kuźwa, straszny jest ten babsztyl - jak oglądałem TGA to tym bardziej cieszyłem się, że moja Atsu biega w masce i mówi głosem kogoś innego (jap).
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Jeden z bardziej przereklamowanych aktorów - też mam to samo wrażenie. Nawet w Bohemian Rhapsody to nie był Freddie, tylko Malek, a tego Oscara zgarnął chyba tylko za materiał źródłowy i to, jak kultową postacią był wokalista Queen.
-
John Carpenter's Toxic Commando
Żeby było gdzie wklejać te wszystkie recenzje, mieszające ten szajs z błotem
-
Tomb Raider: Catalyst
-
Tomb Raider: Legacy of Atlantis
Ten outfit nurka to z Underworld - chyba moje ulubione sekcje podwodne w gierkach ever
-
Tomb Raider: Catalyst
Niby tak, ale brakuje mi jakiegoś wyrazistego złola w gierkach od dłuższego czasu. Nie chcę znów wycierać mordy Vaasem, ale chciałbym kogoś nieszablonowego, niż villain wprost z kreskówki dla dzieci (jak ostatnio w ubisoftowych popierdółkach typu Avatar czy inne SW Outlaws - tego drugiego aż musiałem wygooglać, żeby sobie przypomnieć). Już nie mówię o kimś tak zajebistym jak Renoir z Ekspedycji, bo do tego trzeba mieć scenarzystów z prawdziwego zdarzenia, ale właśnie taki szajbus jak antagonista z trzeciego FC byłby mile widziany.
-
Tomb Raider: Catalyst
No ja dla odmiany poprosiłbym tę drugą opcję, bo czarnych, męskich, łysych bab było w gierkach od cholery, a czarnego gościa w roli złola chętnie bym przywitał. Ostatnio jednak te role w gierkach są zarezerwowane dla białych korpo szczurów w stylu jakiegoś CEO, więc nie spodziewam się jakiejś rewolucji niestety.
-
Tomb Raider: Catalyst
Co mam "przepracowywać"? Moja wina, że dzisiejsi "designerzy" jadą na jednym "stylu" od kilku lat? Oczywiście to tylko gówniane CGI, zupełnie nie reprezentujące jakości właściwej gry, ale póki co tak to oceniam, bo nic innego nie pokazali
-
Tomb Raider: Catalyst
Design postaci i kolejna czarna baba z męską fryzurą
-
Tomb Raider: Catalyst
Póki co wygląda jak jakieś mobilne, fortnajtowe woke-gówno i zero jaranka - tylko Legacy of Atlantis, a to yebać.
-
Control Resonant
Fhooy szanuję za nie odcinanie kuponów, tylko pójście w zupełnie inny gatunek. W sumie już pierwsze Control miało soulsowe naleciałości, więc tak naprawdę zmiana dotyczy jedynie dystansu, na jakim będziemy toczyć walkę. Mega się jaram, obok nowej Lary (ale tej na 2026, nie tej na 2027) to najlepsza zapowiedź tego show.
-
Targi: E3, GC, TGS
Show ch#jowe na maksa, nudne, krindżowe, przeciągnięte do granic przyzwoitości (a w sumie to daleko za te granice), ale było kilka fajnych gierek pokazanych - szybsze bicie serduszka może przy trzech tytułach było.
-
Targi: E3, GC, TGS
Fajnie ten Ace Combat 8 wygląda - @Suavek pewnie już ma mokro SW Racer od Criterion
-
Targi: E3, GC, TGS
Zajebiście. The Ascent było super, to podoba mi się jeszcze bardziej.
-
Targi: E3, GC, TGS
Dżizas, nie da się słuchać tego franglisha
-
Targi: E3, GC, TGS
Catalyst wygląda jak jakieś mobilne gówno dla fortnajtowców, ale Legend of Atlantis No nie powiem, nie spodziewałem się, że w dzisiejszych czasach zachodnie studio zrobi ładną, zgrabną i cycatą bohaterkę w tak kusym wdzianku