Opublikowano środa o 17:222 dni Jeszcze łatwiej niż 3H? E to słabo, poczekam już na tego S2 Emblema. W międzyczasie może się bitkę Three Hopes odpali.
Opublikowano środa o 17:332 dni 8 minut temu, messer33 napisał(a):Jeszcze łatwiej niż 3H? E to słabo, poczekam już na tego S2 Emblema. W międzyczasie może się bitkę Three Hopes odpali.Three Hopes polecam, na razie parę godzin dopiero ograne, ale nie dość, że działa w 60 fps, to jeszcze w HH mode wygląda jak gra ze Switcha 2, postacie ostre jak żyleta i całkiem sporo tam fabuły od początku, bałem się, że będzie kupa, a tutaj proszę, Lady Edelgard i spółka jednak dowozi.Walka jak walka, ograłem Personę Strikers, a tutaj jest podobnie, to wciąż Three Houses, tylko z innym gameplayem.
Opublikowano środa o 17:402 dni A właśnie bo teraz jeszcze boost rozdziałki tam będzie. No włączy się kiedyś, jedyne czego się obawiam to że jako pare miesięcy temu ogrywałem nowe Hyrule Warriors i trochę się zastanawiam czy nie będzie tam czasem widoczny jakiś recykling animacji ataków itp.
Opublikowano środa o 17:452 dni 2 minuty temu, messer33 napisał(a):A właśnie bo teraz jeszcze boost rozdziałki tam będzie. No włączy się kiedyś, jedyne czego się obawiam to że jako pare miesięcy temu ogrywałem nowe Hyrule Warriors i trochę się zastanawiam czy nie będzie tam czasem widoczny jakiś recykling animacji ataków itp.No i to widać, jak się odpali na TV to jest straszna lipa, ale w boost mode naprawdę jak na jakimś mocarnym HH typu Steam Deck... :).I to chyba jest prawda, bo jeszcze pamiętam bez boosta jak odpaliłem pierwszy raz:I ważne, że jednak duża część gry to nie walka, a siła przyjaźni. Nie zaburzyli balansu.Btw @messer33 co oni tam odjebali, że Shez ma pełny voice acting, a Byleth nie, nie warto brać tego drugiego, taki hint, Shez top.Generalnie zostawiam sobie 3 Hopes do samolotu, bo akurat mam teraz dużo latania, więc nudy nie będzie :).
Opublikowano 14 godzin temu14 godz. Flintlock: The Siege of DawnZayebista gra, świetna historia, znakomite, wielowymiarowe postaci, w tym główna bohaterka, która wybija się pośród szlamu, który dostajemy przez całe to LGBTHD3D. Głęboki system walki, który nie opiera się na mashowaniu jednego przycisku. Dopiero co zacząłem, za mną raptem godzina, ale dawna żadna gra nie zrobiła na mnie takiego wraże....... ale to jest gówno. Jezu, z reguły jestem tolerancyjny, ale takiego pasztetu dawno nie odpalałem. Nie dałem rady. W tej grze niemal wszystko jest tak złe, że odpycha od animacji, po grafikę. Chciałem podziękować twórcom, bo dzięki nim przejrzałem na oczy i teraz już wiem, że życie jest za krótkie żeby odpalać takie keki. Edytowane 14 godzin temu14 godz. przez LukeSpidey
Opublikowano 14 godzin temu14 godz. @LukeSpidey, miałem dokładnie tak samo, a przecież mam na koncie sporo zaliczonych "kasztanów" - no ten jest wybitny i nie ma opcji, żbym dał radę. I to nawet nie chodzi o sam gameplay, który mimo, że drewniany to pewnie nie jest najgorszym, z jakimi miałem do czynienia.Jednak to plus ta WOKE otoczka (ale to takie WOKE pisane dużymi literami i jeszcze wytłuszczone) sprawia, że nie da się grać w ten szajs bez odruchu wymiotnego.Był tu na forum jakiś ancymon, który zachwalał ten tytuł i dał mu nawet 8/10 czy coś w ten deseń - @panborysek chyba, jeśli się nie mylę - niesamowite jest, jak ludzie mogą być uodpornieni, aż trochę zazdroszczę.
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. Ja spędziłem paręnaście godzin w ich poprzednie dzieło, czyli Ashen i podobało się dla mnie.Potem tam miałem jakieś glitche i porzuciłem.Tutaj jakieś lezby atakują?
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. No właśnie to jest dziwne, bo Ashen był bardzo spoko, a ten Flintlock to jakaś całkowita porażka
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. Nieraz warto zagrać w jakiś szmelc, bo póżniej dobre gry cieszą podwójnie. Tak miałem z tym rebootem Alone in the Dark, że po napisach końcowych pierwsze co pomyślałem to "ale to było gówno" i sam się sobie dziwiłem, że udało mi się to ukończyć. Zaraz potem odpaliłem Silenta od Blooberów i to było takie uczucie jakbym po nocy spędzonej pod mostem nagle się znalazł w pięciogwiazdkowym hotelu i mógł przespać noc w wygodnym łóżku. Oczywiście te crapy nie mogą być za długie. AitD to jednak krótka gra na kilka godzin i jeszcze szło się przemęczyć. Za to takie Avowed mnie pokonało chujowymi dialogami i beznadziejnie napisanymi postaciami. Po 40 paru godzinach podszedłem do kolejnego npc i na myśl o podjęciu z nim dialogu przeszła przez moje ciało taka fala psycho-fizycznego bólu, że mi się wszystkiego odechciało. To był dla mnie sygnał, że już starczy i odinstalowałem ten szajs.
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. @Masorz W tej grze cię wszystko atakuje (łącznie z technikaliami) i najgorsze jest to, że w samouczku piszą, że można parować, ale za chuja nie wiadomo, kiedy dokładnie - raz działa, raz nie działa. Do tego tytuł ma dwie rzeczy, które nienawidzę w grach, tj. "otwarty świat", w którym możesz poruszać się tylko korytarzami oraz odradzających się przeciwników. W wielu miejscach ta gra jest niegrywalna przez to, że nie ma rejestracji wyprowadzonego ataku. Wszystko jest sztywne, takie trochę dociągane do oczekiwanego produktu na sznurek i taśmę. Brak budżetu widać na każdym kroku. Miałem flashbacki z Banishers: Ghosts of New Eden i to nie te miłe. Edytowane 13 godzin temu13 godz. przez LukeSpidey
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.