Opublikowano piątek o 18:094 dni Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Rzadko pisuje o ukończonych tytułach, ale o tej grze po prostu trzeba powiedzieć. Po pierwsze dlatego, że nie jest zbyt znana. A po drugie dlatego, że powinna być.Twórcami jest dwóch braci Polaków rodaków, Burnhouse Lane to horror point'n'click 2D ze sporadycznymi minigierkami i strzelaniem. W zasadzie nie ma tu point, bo sterujemy normalnie analogiem, a przedmioty i interakcje dzieją się za pomocą przycisków normalnie. Wspominałem w temacie boomer horrorów o mieszance gier i innych popkulturowych sfer, które ją najlepiej definiują. Dla ludzi obytych w temacie to nic nowego, ale o tym później.W grze przyjdzie nam pokierować Angie, pielęgniarką, która choruje na złośliwy nowotwór płuc w ostatnim stadium. Kontemplując życie podczas palenia papierosa w oknie swojego mieszkania, postanawia z nim skończyć, co się stety niestety ostatecznie nie udaje. Z amoku wybudza ją telefon od przyjaciółki, która proponuje jej przyjęcie pracy opiekunki pewnego staruszka, mieszkającego za miastem na farmie. Ostatecznie namawia ją zarobkami za które chce spełnić marzenie wyjazdu do Japonii, możliwością wypoczęcia na odludziu, zrelaksowania się i spojrzenia na swoje dobiegające końca życie inaczej i pogodzenia się z nim. Po krótkim wprowadzeniu i zaznajomieniu się z domem, podopiecznym i okolicą, gracz razem z Angie odkrywa w piwnicy tajemnicze drzwi, które prowadzą na Burnhouse Lane, swoisty czyściec/piekło/drugą stronę/króliczą norę, gdzie napotyka gadającego kota, który oznajmia, że jest w stanie uleczyć jej nowotwór jeśli tylko wykona dla niego 5 zadań. I tu gra zaczyna się na dobre.I teraz tak, gra od początku daje znać, że to nie jest spacerek, nie jest kolorowo, nie ma taryfy ulgowej. Grając w to i brnąc dalej godzisz się na pewne uszczerbki i doznania. Jesteśmy wystawiani momentami na naprawdę ohydny i szokujący content. Viewers discretion is advice chciałoby się rzec. Spalony Kot pragnie sprawiedliwości na świecie, 5 zadań, o których mowa, to głównie zapoznanie, dowiedzenie się o i zrobienie porządku z pewnymi osobnikami stąpającymi po świecie podczas eksplorowania ich domostw, różnych przybytków i za pomocą rad Spalonego Kota, poradzenie sobie z nimi. Zboczeńcy, psychole, mordercy. Są tu tortury, molestowanie, gore, przemoc wobec zwierząt. To jak oglądanie true crime i snuff filmu na dwóch monitorach jednocześnie. Pod koniec pojawia się nawet trochę kiczu, pastiszu i satyry. Dodatkowo, jako iż gra jest trochę stylizowana na, ja wiem, jak to nazwać, wyciananke z gazet(?). Postacie mają ruchome kończyny i głowy jakby były poskładane z fragmentów/kawałków papieru, ta stylistyka+tematyka gry robi dobry flip w mózgu. Ma to tak oniryczno-koszmarny vibe. Jest niepokojąco nawet w spokojnych, zwyczajnych momentach. To takie uncanny valey w cudnym wydaniu, to wyczerpuje chyba opis klimatu.Wspomniałem wcześniej o pewnym mixie gier i nie tylko, które były inspiracją dla twórcy Burnhouse Lane. To typowy p'n'c, zbieranie przedmiotów, rozwiązywanie zagadek (nikt tu się raczej nie spoci, gra jest łatwa, ale nie prostacka, flow jest idealne, aby chłonąć opowiastke i klimat.), rozmawianie z naprawdę barwnymi postaciami, które dodatkowo mają ekstra poprowadzony voice-acting i samo to co mówią nie sprawia, że zasypiamy, wręcz przeciwnie - dodają jeszcze więcej na barki i do KLIMATU ofkorz.Muzyka to też niesamowicie ciekawy przekrój, ambient, techno, trip-hop, a w bardziej intensywnych momentach i czysta kakofonia się znajdzie. Kilka razy zatrzymywałem się, by posłuchać co fajniej brzmiących kawałków.Inspiracją bez wątpienia była gra Sanitarium i Fran Bow, szczególnie ze względu na strukturę narracji i pewną umowność tego co jest prawdziwe, co nie. To co za mix patentów później potrafi się zadziać, to tylko się siedzi i mówi, że nieee, to niemożliwe co gość wysmażył. Niczym nieskrępowana kreatywność. Oprawa i ta stylistyka przywodzi na myśl troszeczkę Detention, tajwański horror 2D (polecam jak ktoś nie zna) z podobną budową postaci i lokacji, jakby były wyklejone, choć w Burnhouse Lane mocnniej się to rzuca w oczy. Podczas grania jedyne co przeszkadzało, to na początku UI, jest trochę brzydki i bardzo staroświecki, w sensie ekwipunek itp:. użyta czcionka, łamanie tekstów, no jest to tak dość amatorsko zrobione. Przyzwyczajenie się do sterowania też może być na początku "ciężkie", ale szybko idzie załapać co, jak, działa. No i dźwięk podczas przechodzenia z lokacji do lokacji, potrafi się zaciąć i wystukiwać bit w słuchawkach przez kilka sekund podczas ładowania. Innych wad nie stwierdzono. Oprócz rozgrywki to całość jest dość Lynchowska, Kafkaskowa, Kingowska z posypką Alicji w Krainie Czarów. Dużo niedopowiedzeń, interpretowania rzeczy na swój sposób. Bo oprócz walorów szokujących, jest też momentami ckliwa i przyziemna bo ostatecznie opowiada poważną smutną historię. Mamy klasycznie kilka zakończeń zależnych od wyboru pod koniec. Końcowy chapter i dążenie do zakończenia jest ekstra. Gra no jest odważna w tym co chce przekazać i w jaki sposób to robi. Nie da się przejść obojętnie jak już chwyci, dawno mnie tak emocjonalnie nie zmiotło. O wielu rzeczach wspomniałem, ale też o wielu nie, bo do odkrycia jest baaaaardzo wiele i nie chcę psuć zabawy, pamiętajcie KREATYWNOŚĆ słowo klucz. Gra niesie ze sobą pewien ładunek, takiego klasyka jak stare I have no mouth and I must scream, albo innych perełek. Polecam dać jej szanse, koneser koszmarów się nie zawiedzie, a i też po ograniu zostawi coś po sobie, chociaż zmusi do odrobiny refleksji może. Przejście zajęło około 12 godzin, ale ani trochę się nie dłużyło, zleciało jak przy zajebistym filmie.Nie sądzę, aby udało mi się oddać to co ta gra "wyprawia", ale jak zachęciłem chociaż jedną osobę to sukces. Autorowi tej gry to się po prostu należy.
Opublikowano wczoraj o 10:02 1 dzień https://www.moddb.com/games/medal-of-honor-retro-remakeWspaniała robota jednego człowieka. Wczoraj jednym ciągiem zaliczyłem całość, został mi tylko bonusowy etap, który typ złożył z wyciętej zawartości. Brakuje paru rzeczy względem wersji psx, no ale... Poziom napracowanka widać i czuć. Chciałbym zobaczyć tak odpicowanego MoH: Undergrounda, ale i nowego medala w tym starym stylu z duszą. Nostalgia/10.
Opublikowano wczoraj o 11:46 1 dzień Skończyłem sobie po +-30 godzinach gre POKOPIA. Przestałem być fanem pokemonów jak skończyłem 7 lat, ale na szczęście ta gra broni się byciem dobrą grą więc jak czyjaś przygoda z tą marką kończy sie na tym że 25 lat temu oglądał bajke i zbierał tazosy to raczej tyle mu wystarczy żeby się wciągnąć. A wciąga to c0restwo. Sam wątek "fabularny" ogólnie mega gówienko, ale ma kilka sympatycznych misji mimo wszystko warto sie za niego zabrać przed główną zabawą w budowanie naszych poke krain bo bez niego nie mamy umiejętności bez których tylko robimy sobie pod górke.Z rzeczy które mi sie nie podobają to że upływ dnia mamy w czasie rzeczywistym tak samo budowe budynków, dla mnie totalna głupota szczególnie to drugie.Sterowanie postacią szczególnie przy budowaniu i niszczeniu też pozostawia sporo do życzenia nie jest to zbyt intuicyjne i trzeba robić wszystko powoli. Jeszcze boli mnie brak jakiegoś przenoszenia itemów między mapkami i przejrzystej segregacji bo naprawde trzeba włożyć wiele wysiłku żeby nie mieć syfu i wiedzieć gdzie co sie pochowało no ijeszcze taki normalny coopik by sie przydał na splicie. Miła gra, polecam jak ktoś lubi budowanki czilowanki ja tak naprawdę dopiero zaczynam bo moje pokesc0rwensyny żyją jak murzyny, połowa na ulicy przy śmietnikach a reszta w lepiankach więc chce im zapewnić godny byt edit. jeszcze przypomniałem sobie z wad że chłopy dali jakieś dźwięki pokemonów z gameboya czy chuy wie czego xD dziwna decyzja i dla mnie też minus bo przecież nawymyślali tyle tych dźwięków przez te wszystkie lata to tak ciężko było to wrzucić do gry?
Opublikowano wczoraj o 19:09 1 dzień Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Subnautica (PC)Tak bardzo chcę napisać coś o Subnautica dosłownie moment po jej ukończeniu, że zapewne w efekcie nie opiszę nawet połowy wrażeń, jakie towarzyszyły mi podczas zabawy.Ignorancja po raz kolejny dała o sobie znać, gdyż gierką zainteresowałem się zupełnym przypadkiem, oglądając fragment streamu drugiej części na YouTube. Z jakiegoś powodu byłem święcie przekonany przez wszystkie te lata, że Subnautica to jakiś niezobowiązujący walking swimming sim o podziwianiu widoczków w głębinach oceanu. Nie miałem pojęcia ani o tym, że jest to survival, ani o naprawdę rozbudowanych możliwościach budowy bazy i interakcji z otoczeniem, ani już z pewnością o bardzo ciekawej i intrygującej fabule.Mało tego, nie zainteresowałem się grą nawet pomimo tego, że miałem ją w bibliotece Playstation od czasów covida, kiedy była rozdawana za darmo. Ale że była rozdawana za darmo z Abzu, to chyba dlatego wrzuciłem ją niesłusznie do jednego wora z tym drugim pływaniem...Ale do rzeczy. Powyższe 46 godzin nabiłem w przeciągu zaledwie dwóch tygodni. Wiem, że dla wielu innych forumowiczów to jest nic, ale w moim przypadku jest to idealny przykład tego, jak mocno gra mnie wciągnęła. Grałem gdy tylko mogłem. Myślałem o grze w pracy. Czasem mi się ona nawet śniła. Zamiast iść spać, to grałem do północy i dłużej, pomimo tego, że po piątej trzeba było wstać. Będę pisał ogólnikami, bo może nie jestem jedynym, którego Subnautica ominęła, ale ja niemal co chwila odkrywałem w grze coś nowego, dowiadywałem się o nowych możliwościach, oraz z czasem zacząłem doceniać przedstawioną historyjkę, która z początku również nie spodziewałem się, że będzie taka dobra.W dużym skrócie, Subnautica to futurystyczny survival w głębinach oceanu na obcej planecie, na której rozbija się statek głównego bohatera. Większość wydarzeń prezentowana jest w postaci komunikatów radiowych oraz audio-logów. Zaczyna się bardzo niepozornie, ale z czasem całość się rozwija bardzo intrygująco i żeby nic więcej nie zdradzać, to na tym poprzestanę. Gra właściwie w ogóle nie prowadzi gracza za rączkę i wszystko musimy rozgryźć sami, bądź za sprawą wskazówek z rozmaitych logów i informacji otrzymywanych ze skanera. Zaczynamy w dryfującej kapsule ratunkowej i musimy zadbać o przetrwanie, zbierając surowce, pożywienie, filtrowaną wodę, z czasem konstruując futurystyczne podwodne bazy, nowy ekwipunek, a nawet pojazdy, kończąc na hodowli fauny i flory do wykorzystania w dalszych ekspedycjach, bądź utrzymaniu habitatu. Wszystko z perspektywy pierwszej osoby z naprawdę pokaźną interaktywnością z otoczeniem.Gra daje ogromną swobodę, począwszy od eksploracji, po konstrukcję bazy, czy jej design, bądź też zasilanie. Osoby, które przykładają uwagę do względów estetycznych również powinny być zadowolone, gdyż kolejne habitaty można tworzyć zarówno pod kątem funkcjonalnym, jak i czysto wizualnym, z dedykowanymi modułami czy pomieszczeniami do podziwiania widoków.A jest co podziwiać. Gra została wydana w 2018 roku, ale nawet po latach jest naprawdę piękna. Może niekoniecznie czysto graficznie, co stylistycznie. Podwodny świat jest zróżnicowany, kolorowy, obszerny i naprawdę zdaje się żyć swoim życiem. Fauna i flora mają swoje cechy i na przykład możemy zaobserwować, jak rozmaite organizmy zachowują się wobec siebie nawzajem, jak i wobec gracza. Czasem są to bardzo subtelne interakcje czy zachowania, ale raz jeszcze, nadają one temu fikcyjnemu światu życia, co z kolei zachęca do dalszej eksploracji. Towarzyszący całości przygrywający od czasu do czasu Soundtrack również jest rewelacyjny do tego stopnia, że musiałem dokupić wersję z OSTem na Steam. Jest to muzyka, którą z pewnością sobie odtworzę również poza grą.Co mnie jednak urzekło najbardziej, to to, że Subnautica okazała się niezwykle przyjemna, relaksująca i fascynująca. Choć w założeniach jest to survival, a kilka momentów potrafi przyspieszyć bicie serca (nawet za sprawą jump-scare'ów), to jednak całość jest w praktyce bardzo "każualowa", o ile nie gramy na poziomie Hardcore z jednym życiem. Nie ma presji czasu, nie ma prowadzenia za rączkę, a motywatorem jest tylko nasza własna ciekawość i twórczość. Jak to zwykle w tego typu grach bywa, najlepsza jest właśnie przygoda i stopniowe odkrywanie kolejnych rzeczy, lokacji, technologii, ekwipunku. Poniekąd błędne koło, jak to opowiadałem znajomemu z pracy - zbierasz surowce, żeby zbudować coś, co pozwoli ci zejść głębiej, albo przetrwać w nowym obszarze, a płyniesz tam, żeby zdobyć kolejne surowce i technologie, dzięki którym popłyniemy jeszcze dalej... Ale satysfakcja, gdy wreszcie wybudujemy np. nowy pojazd, albo zdobędziemy lepszy ekwipunek są przeogromne. Dopiero gdy odblokowałem wszystko co możliwe entuzjazm trochę opadł i dopiero wtedy skupiłem się na przejściu warstwy fabularnej. Niemniej jednak jak już wspomniałem, jeśli ktoś chce po prostu w tym wodnym świecie sobie egzystować, tworzyć coś wizualnie fajnego itp. to jest tu ogromne pole do popisu.Wady? Mógłbym wymienić raczej na upartego. Kilka bugów, z czego jeden potencjalnie groźny, gdyż popsuł moją łódź podwodną po zamontowaniu na niej pojedynczej... doniczki. Na szczęście usunięcie przedmiotu naprawiło problem. Plus wydaje mi się, że przez wspomnianą swobodę kilka rzeczy mnie ominęło, gdyż technologie albo struktury, które powinienem mieć stosunkowo wcześnie odblokowałem dopiero pod koniec gry. Poniekąd przez nieuwagę, poniekąd przez brak wskazówek. Ale ciężko mi to uznać za prawdziwą wadę. Wręcz przeciwnie, czyni to daną przygodę unikatową, a nie identyczną dla każdego gracza. Niemniej jednak w kontynuacji Below Zero na pewno będę już miał na uwadze kilka rzeczy i zwiększoną czujność.Ano właśnie, Below Zero już się instaluje. Póki co kończę przygodę ze zwykłą Subnautica, ale na 100% przejdę sobie jeszcze wersję PS5 we wcale nie tak odległej przyszłości. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu w Subnauticę jeszcze nie grał, to bardzo polecam.Powyższy tekst może być chaotyczny, gdyż nie został napisany przy pomocy AI, lecz stanowi luźny ciąg myśli spisanych samodzielnie "na kolanie" w 30min świeżo po ukończeniu gierki oraz dwóch wypitych piwach.
Opublikowano wczoraj o 19:16 1 dzień Guns of Fury (Switch)Indyk polecony w PE, a o którym, z tego co widzę, w necie się zbytnio nie pisze (nie ma nawet wpisu na wiki...). Gra ma bardzo łatwy do skrótowego opisu gameplay: połączenie metroidvanii i Metal Sluga. Dosyć świeże podejście, czyż nie? Osobiście nie jestem dużym fanem tego pierwszego elementu/formuły i nie wiem, czy sięgnąłbym po gierkę, gdybym zwyczajnie nie zapomniał, czym ona w istocie jest. Bo kierowałem się raczej skojarzeniem, że to taka tam podróba Metal Sluga, którego bardzo lubię. Ale koniec końców, z GoF bawiłem się dobrze, choć gra ma swoje problemy. Po pierwsze, o ile przez większość gry postęp przychodził raczej naturalnie, nie wymagając specjalnego błąkania się po mapie, tak w końcowych godzinach bywało już gorzej i szukając jakiegoś brakującego power-upa/gadżetu potrzebnego do przejścia dalej, błądziłem po korytarzach, sprawdzając nieodkryte dotąd zakamarki (przy pomocy mało czytelnej mapy), regularnie natykając się na "ścianę". Nie pomaga to, że takiej faktycznie sensownej szybkiej podróży (teleport między save pointami) nie dostajemy prawie do samego końca, mając w zamian opcję przeskakiwania między dosyć rzadko rozsianymi punktami z ciężarówką. Skutkuje to tym, że szukając rozwiązania w ciemno, musimy pokonywać dosyć duże odcinki mapy, oczywiście za każdym razem pokonując dziesiątki wrogów, niekiedy zużywając suple odnawiające nam życie, których aż tak dużo nie ma (nabywamy je w sklepiku, ale tam szybko się wyczerpują i przez jakiś czas są niedostępne). Odczuwalny zgrzyt, choć nie psujący całkiem zabawy, ot albo można w pewnym momencie wspomóc się podpowiedzią w necie, albo szukać samemu aż nie skończy się cierpliwość. Cierpliwość testuje też sam początek przygody, bo wita nas stosunkowo długi i trudny jak na pierwszy kontakt z grą odcinek bez kontynuacji, za to z walką z bossem, gdzie śmierć, co naturalne, wiąże się z rozpoczęciem od samego początku, co mnie przynajmniej lekko zirytowało i podsunęło wątpliwości, czy aby zakup był w ogóle sensowny, bo jak to dalej ma tak wyglądać, to czarno to widzę. No ale dalej było już lepiej. Gameplay jest bardzo przyjemny, satysfakcjonujący, mięsisty. No feeling jest ewidentnie Metal Slugowy, i spoko. Podobieństwa zaczynają się zresztą już od stylizowanej na retro oprawy 2D. Główna różnica to właśnie formuła całości: tutaj mamy ogromną, labiryntową mapę, połączoną przejściami, które możemy pokonać posiadając określony item/umiejętność. Metroidvaniowa klasyka, nic nowego pod słońcem, toteż nie będę się nad tym tematem rozwodzić. Nadaje to na pewno większej głębi całości, jednocześnie nie obraziłbym się, jakby GoF było "tylko" klonem MS. Na poziom frajdy wpływa obecność licznych zniszczalnych elementów otoczenia, których rozwalanie niezmiennie cieszy a i dodaje efektu rozpierduchy na ekranie. Poza strzelaniem trzeba sporo poskakać, są momenty rozkminki związane z zastosowaniem jakiegoś skilla, a jednym z wyróżniających grę elementów są dosyć trudne walki z bossami. Co prawda opierają się na typowym patencie, czyli wyuczeniu się konkretnych ataków i ruchów każdego z nich, ale i tak mogą chwilowo podnieść ciśnienie. Grunt, że przed każdym z nich mamy punkt zapisu. Zwykłe mobki też potrafią zajść za skórę, ale bardziej z racji ich liczebności. Wraz z postępem stają się co prawda coraz silniejsi, ale nasz arsenał i umiejętności też progresją. W grze dostępnych jest multum pukawek, no ale generalnie warto używać najlepszej (ergo-najsilniejszej, bo opisane są kilkoma statystykami) z każdej kategorii, jakimi są broń długa, krótka i melee. Wspomniana pixel artowa oprawa jest bardzo przyjemna dla oka, robotę robi też klimatyczna i zróżnicowana muzyka. Całość zajęła mi z 8-10 godzin i nie znudziła. Idealne na Switcha na krótsze sesje, choć wciąga mocno i nieraz te sesyjki mi się przeciągały. Polecam, czysta rozgrywka, bez zbędnego pitolenia.
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. Jeszcze wczoraj skończyłem sobie Mario Galaxy. Gra która dała mi dużo dobrej zabawy i mase frajdy lub jak ktoś woli po dorosłemu to znaczy że była to bardzo dobra gra ALE w sumie mam dużo ale.Port na słicza chyba git, nie grałem w og więc nie wiem czy coś mocno popsuli, gra na przenośnym ekraniku prezentuje sie fantastycznie, jeśli chodzi o sterowanie ruchowe to już bywa z tym różnie xD nie jest jakoś tragicznie, a o to najbardziej sie bałem. Grałem w każdej konfiguracji i chyba najwygodniej grało mi sie właśnie przenośnie, dobrze sie zbierało te gwiazdki kursorem, natomiast przy lvlach gdzie mamy sterowanie płaszczką i kulą to nie ma chuya że dałbym rade to zrobić xD wtedy przesiadka na pada, ewentualnie osobne joycony to mus, troche boje sie dwójki bo tam niby z tym yoshim już przenośne granie odpada całkowicie.Soundtrack=goty. Jakiś chiński maestro to zrobił, niesamowita sprawa (poza motywem dla ognistego i lodowego kwiatka, jeden z najgorszych utworów jakie w życiu słyszałem i autentycznie powodował u mnie napady agresji )Poziomy i sam gameplay też wspaniały, niesamowita różnorodność co te chłopy tutaj nawymyślały z tymi planetami to przechodzi czasami ludzkie pojęcie no i teraz troche bardziej rozumiem jak ktoś narzekał na 3d world no bo jednak po czymś takim dostać taką bezpieczną gierke to musiało troche boleć xDJeśli chodzi o część typu jojczenie. Sterowanie marianem i kamera czasem wariują nie za często i w sumie jestem pełen podziwu że przy tym co sie dzieje w tej grze i ile ona ma lat na karku jest to tak rzadkie no ale zdarza sie i ginie sie tylko przez to a tego chyba nikt nie lubi.Brak bonusowej galaktyki po skończeniu gry giga zawód i przez to odpuściłem maxowanie przy 110 gwiazdkach bo te zbieranie fioletowych monetek które dali po napisach mnie zwyczajnie nudziło więc olałem sprawe po kilku poziomach.Chyba mój największy zarzut chociaż to mocno indywidualna sprawa to budowa tej gry. No nie jestem fanem podziału jednego poziomu na kilka osobnych etapów i wywalania do hubu po każdej zdobytej gwiazdce. Nie wiem czy problem leżał w tym że wii nie miało na tyle mocy żeby dać cały lvl naraz czy była to czysto designerska decyzja no ale nie podobało mi się to. Zdecydowanie wole bardziej otwartą strukture z odyssey w mario 3d gdzie na każdym rogu czai się coś do znalezienia a nawet tą z 3d worlda gdzie poza ukończeniem lvlu mieliśmy ukryte na nim 3 zielone gwiazdki i stempel.Dobra gra nawet bardzo, ale chyba spodziewałem sie więcej po grze która zajmuje 4 miejsce w najwyżej ocenianych grach w historii na meta. Nie wiem czy w 2007 zasługiwała na 97% ale w 2026 na pewno nie. Mimo wszystko mam nadzieje że kiedyś jeszcze zobaczymy taką część chociaż teraz nintendo zachłyśnięte otwartymi światami więc pewnie bez szans.aa sprężynka to najgorszy powerup jaki widziałem w platformówce
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. Te poziomy z kulą i płaszczką trafiają sie chyba dwa albo trzy razy z czego raz w takiej bonusowej galaktyce. Na pewno da sie to przejść bo jeden lvl tak zrobiłem, po prostu jest to tak niewygodne przy porówaniu z padem że nie ma co się męczyć jak nie trzeba. Także jedynka na luzie do ogrania na lajcie a jak z dwójką przenośnie to sie okaże w przyszłości
Opublikowano 13 godzin temu13 godz. Mario Galaxy 1 i 2 tylko na Wii. Dwójka to jedna z najlepszych gier ever i szkoda grać w gorszą wersję. Serio, Wii nie jest drogie.
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Kupiłem jakiś czas temu wii, nawet crtka ukradłem sąsiadce jak umarła i okazało się że wii nie działa
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Ja właśnie niedawno skończyłem wersje na Wii ale mam bardzo podobne odczucia. Projekt poziomów fenomenalny i te kolejne planety co odwiedzałem to jedna lepsza od drugiej. Natomiast kamera to jakiś pierdolony dramat był. Często była zblokowana w jednej scenie i nie mogłem zobaczyć szerszego otoczenia a było to dla mnie bardzo ważne. Często też właśnie przez nią skakałem tam gdzie nie trzeba. Nie podobało mi się rozwiązanie z czasowymi power-upami, a za sprężynę to ktoś powinien zostać wypierdolony z tej roboty. Te poziomy ruchowe spoko ale niech więcej nie robią. Ten poziom z kulą przeszedłem bardzo, bardzo powoli. xD Może jakbym grał w to na premierę to bym miał mokre majtki ale z racji, że to było moje 4 podejście do tej gry (na Wii i na Switch) to tym razem udało się skończyć ale przez kamerę miałem 2 rage quity w międzyczasie. Edytowane 12 godzin temu12 godz. przez suteq
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. W pierwszą część grałem na Wii i mam mega dobre wspomnienia. Każdy nowy poziom to było małe wow wtedy, chciałem sobie odświeżyć i przy okazji żeby syn zagrał ale pytanie czy jest sens.
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Jedynka jest jaka jest, tylko dobrym Mario, ale dwójka to kosmos. Kupuj dupcio kolejne Wii. 9 minut temu, suteq napisał(a):Ten poziom z kulą przeszedłem bardzo, bardzo powoli. xDkurna, kocham te etapy z kulą.
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Ale nie powiedziałeś mi co tam jest takego na wii że dominuje genetycznie wersja na switcha
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Ruszanie kursorem. W dwójce na Switchu to już w ogóle będziesz się męczył. Tu trzeba precyzji.
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. No zobacze jak to będzie, w tej jedynce przy sterowaniu osobno joyconami kursor się trząsł jakbym grał po wypiciu pół litra ale przenośnie naprawde fajnie i płynnie sie zbierało te kryształki tylko wtedy te wymienione etapy były katorgą no i tak było trzeba manewrować dobrze że to konsola HYBRYDOWA
Opublikowano 10 godzin temu10 godz. AC Shadows (Switch 2).Przede wszystkim, to fajne mamy czasy, że tak ogromną i pełną detali grę można ogrywać sobie na sprzęcie przenośnym podczas dojazdów do pracy. Dobra, to 56 godzin, 50 level i fabuła plus większość dodatkowych questów zrobione. Oczywiście nadal mógłbym czyścić mapę, ale przyszedł czas żeby pograć w coś innego. Na plus klimat (można się dowiedzieć mnóstwa rzeczy o Japonii), wielka mapa, fajny moim zdaniem pomysł z dwoma bohaterami zrobionymi pod odmienny gameplay, różne typy broni i wykonanie gry od strony technicznej. Na minus powtarzalność (zadań, designu lokacji, modeli postaci oraz przeciwników), przeciętna historia oraz przede wszystkim niebyt ciekawe, niezapadające w pamięć questy. Za mało wyborów, za mało opcji rozegrania questa na wiele sposobów, za mało konsekwencji poszczególnych opcji dialogowych. Gramy jak po sznurku, zostawiamy za sobą sterty trupów, broń zmieniamy regularnie na to co tam wpadnie na kolejnym levelu i w zasadzie tyle. Jest to przyjemne do pewnego stopnia, bo otoczenie jest fajne, a gameplay potrafi dać frajdę, ale też żaden quest, ani też żadna walka, nie zapadną mi pewnie w pamięć. Ogólnie gra bardzo dobra, dla fanów Japonii wręcz pozycja obowiązkowa, ale do wybitności zabrakło (jak zwykle w serii AC) pomysłowości w projektowaniu questów oraz pisaniu dialogów.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.