Opublikowano 1 godzinę temu1 godz. Rzadko pisuje o ukończonych tytułach, ale o tej grze po prostu trzeba powiedzieć. Po pierwsze dlatego, że nie jest zbyt znana. A po drugie dlatego, że powinna być.Twórcami jest dwóch braci Polaków rodaków, Burnhouse Lane to horror point'n'click 2D ze sporadycznymi minigierkami i strzelaniem. W zasadzie nie ma tu point, bo sterujemy normalnie analogiem, a przedmioty i interakcje dzieją się za pomocą przycisków normalnie. Wspominałem w temacie boomer horrorów o mieszance gier i innych popkulturowych sfer, które ją najlepiej definiują. Dla ludzi obytych w temacie to nic nowego, ale o tym później.W grze przyjdzie nam pokierować Angie, pielęgniarką, która choruje na złośliwy nowotwór płuc w ostatnim stadium. Kontemplując życie podczas palenia papierosa w oknie swojego mieszkania, postanawia z nim skończyć, co się stety niestety ostatecznie nie udaje. Z amoku wybudza ją telefon od przyjaciółki, która proponuje jej przyjęcie pracy opiekunki pewnego staruszka, mieszkającego za miastem na farmie. Ostatecznie namawia ją zarobkami za które chce spełnić marzenie wyjazdu do Japonii, możliwością wypoczęcia na odludziu, zrelaksowania się i spojrzenia na swoje dobiegające końca życie inaczej i pogodzenia się z nim. Po krótkim wprowadzeniu i zaznajomieniu się z domem, podopiecznym i okolicą, gracz razem z Angie odkrywa w piwnicy tajemnicze drzwi, które prowadzą na Burnhouse Lane, swoisty czyściec/piekło/drugą stronę/króliczą norę, gdzie napotyka gadającego kota, który oznajmia, że jest w stanie uleczyć jej nowotwór jeśli tylko wykona dla niego 5 zadań. I tu gra zaczyna się na dobre.I teraz tak, gra od początku daje znać, że to nie jest spacerek, nie jest kolorowo, nie ma taryfy ulgowej. Grając w to i brnąc dalej godzisz się na pewne uszczerbki i doznania. Jesteśmy wystawiani momentami na naprawdę ohydny i szokujący content. Viewers discretion is advice chciałoby się rzec. Spalony Kot pragnie sprawiedliwości na świecie, 5 zadań, o których mowa, to głównie zapoznanie, dowiedzenie się o i zrobienie porządku z pewnymi osobnikami stąpającymi po świecie podczas eksplorowania ich domostw, różnych przybytków i za pomocą rad Spalonego Kota, poradzenie sobie z nimi. Zboczeńcy, psychole, mordercy. Są tu tortury, molestowanie, gore, przemoc wobec zwierząt. To jak oglądanie true crime i snuff filmu na dwóch monitorach jednocześnie. Dodatkowo, jako iż gra jest trochę stylizowana na, ja wiem, jak to nazwać, wyciananke z gazet(?). Postacie mają ruchome kończyny i głowy jakby były poskładane z fragmentów/kawałków papieru, ta stylistyka+tematyka gry robi dobry flip w mózgu. Ma to tak oniryczno-koszmarny vibe. Jest niepokojąco nawet w spokojnych, zwyczajnych momentach. To takie uncanny valey w cudnym wydaniu, to wyczerpuje chyba opis klimatu.Wspomniałem wcześniej o pewnym mixie gier i nie tylko, które były inspiracją dla twórcy Burnhouse Lane. To typowy p'n'c, zbieranie przedmiotów, rozwiązywanie zagadek (nikt tu się raczej nie spoci, gra jest łatwa, ale nie prostacka, flow jest idealne, aby chłonąć opowiastke i klimat.), rozmawianie z naprawdę barwnymi postaciami, które dodatkowo mają ekstra poprowadzony voice-acting i samo to co mówią nie sprawia, że zasypiamy, wręcz przeciwnie - dodają jeszcze więcej na barki i do KLIMATU ofkorz.Muzyka to też niesamowicie ciekawy przekrój, ambient, techno, trip-hop, a w bardziej intensywnych momentach i czysta kakofonia się znajdzie. Kilka razy zatrzymywałem się, by posłuchać co fajniej brzmiących kawałków.Inspiracją bez wątpienia była gra Sanitarium i Fran Bow, szczególnie ze względu na strukturę narracji i pewną umowność tego co jest prawdziwe, co nie. To co za mix patentów później potrafi się zadziać, to tylko się siedzi i mówi, że nieee, to niemożliwe co gość wysmażył. Niczym nieskrępowana kreatywność. Oprawa i ta stylistyka przywodzi na myśl troszeczkę Detention, tajwański horror 2D (polecam jak ktoś nie zna) z podobną budową postaci i lokacji, jakby były wyklejone, choć w Burnhouse Lane mocnniej się to rzuca w oczy. Podczas grania jedyne co przeszkadzało, to na początku UI, jest trochę brzydki i bardzo staroświecki, w sensie ekwipunek itp:. użyta czcionka, łamanie tekstów, no jest to tak dość amatorsko zrobione. Przyzwyczajenie się do sterowania też może być na początku "ciężkie", ale szybko idzie załapać co, jak, działa. No i dźwięk podczas przechodzenia z lokacji do lokacji, potrafi się zaciąć i wystukiwać bit w słuchawkach przez kilka sekund podczas ładowania. Innych wad nie stwierdzono. Oprócz rozgrywki to całość jest dość Lynchowska, Kafkaskowa, Kingowska z posypką Alicji w Krainie Czarów. Dużo niedopowiedzeń, interpretowania rzeczy na swój sposób. Bo oprócz walorów szokujących, jest też momentami ckliwa i przyziemna bo ostatecznie opowiada poważną smutną historię. Mamy klasycznie kilka zakończeń zależnych od wyboru pod koniec. Końcowy chapter i dążenie do zakończenia jest ekstra. Gra no jest odważna w tym co chce przekazać i w jaki sposób to robi. Nie da się przejść obojętnie jak już chwyci, dawno mnie tak emocjonalnie nie zmiotło. O wielu rzeczach wspomniałem, ale też o wielu nie, bo do odkrycia jest baaaaardzo wiele i nie chcę psuć zabawy, pamiętajcie KREATYWNOŚĆ słowo klucz. Gra niesie ze sobą pewien ładunek, takiego klasyka jak stare I have no mouth and I must scream, albo innych perełek. Polecam dać jej szanse, koneser koszmarów się nie zawiedzie, a i też po ograniu zostawi coś po sobie, chociaż zmusi do odrobiny refleksji może. Przejście zajęło około 12 godzin, ale ani trochę się nie dłużyło, zleciało jak przy zajebistym filmie.Nie sądzę, aby udało mi się oddać to co ta gra "wyprawia", ale jak zachęciłem chociaż jedną osobę to sukces. Autorowi tej gry to się po prostu należy.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.