Treść opublikowana przez ogqozo
-
Bundesliga
Bayern jest kolosalnym faworytem, powody były już opisywane tutaj wielokrotnie i są widoczne już chyba dla każdego. Przez cały zeszły sezon w zasadzie się rozkręcali. Dortmund może osiągnąć zabójczą jakość (był zdecydowanie lepszy od tej niesamowicie dobrej drużyny przez połowę finału LM) i niby się wzmocnił, ale też zaczął lato na minusie, od odejścia Biebera i półrocznej przerwy Piszczka, obaj byli ważni. Obu da się zastąpić, trudno na ten moment nie wierzyć, że Klopp potrafi lepiej niż ktokolwiek dostrzec słabości i je naprawiać. Myślę, że jak dobrze pójdzie, mogą wrócić do poziomu, kiedy bili rekord ligi i zdobyć okolice tych 81 pkt. Ale Bayern właśnie zdobył 91 i nie wygląda, by miał zwolnić. Na ten moment nie da się nic innego powiedzieć, Bayern jest wielkim faworytem. Ciekawi mnie reszta ligi. We Włoszech wzmocniła się spora część ekip - Fiorentina, Napoli czy Roma. Być może Serie A wróci na trzecie miejsce w Europie, bo w Niemczech poza czołową dwójką już nie wygląda to tak mocno. Leverkusen zakupiło Sona, ale ja uważam go za przereklamowanego. Nie wyrówna straty Schuerrle. Odeszło też sporo obrońców, na ten moment mają ich niewiele. Przyszedł tylko młody Stafylidis. Sporo osób uważa, że czołowym ich talentem jest Milik, ale akurat Kiessling został i z tą pozycją nie ma problemów. Schalke przede wszystkim liczy na Adama Szalaia, bo w poprzednim sezonie zabił ich brak skuteczności. Poza tym, zainwestowali głównie w talenty. Santana to odrzut z Dortmundu, ale może być wzmocnieniem. Ten zespół bywa ostatnio albo fatalny, albo naprawdę klasowy. Ale nie jest bezpieczny. Poza tym znowu sporo ciekawych transferów zrobił Wolfsburg. Inne kluby wydają się na niższym poziomie, Leverkusen może na niego wrócić. Ogólnie, jeśli Pep czegoś nie zepsuje, to zapowiada się znowu srogie bicie przez Bayern i walkę Dortmundu, by mu dorównać, a poza tym nie aż tak wiele.
-
Primera Division
Mało kto potrafi tak mocno strzelać. Ponieważ obrona oczywiście jest tym intensywniejsza, im bliżej środka i im bliżej bramki, to Ronaldo może skorzystać grając dalej od bramki - co jest jego specyfiką, bo większość graczy daleko od bramki jest bardzo niegroźna. Z drugiej strony, może przesadzam. Może uznajmy, że to faktycznie jest opcja, jakby co. Pamiętam jeden mecz, w którym Real tak grał - z Getafe. Di Maria na lewej, Callejon na prawej, Cristiano na środku - i było w sumie podobnie. Trochę podawał, ale głównie kończył i z 7 strzałów zrobił 3 gole (w tym karny). W każdym razie, miał dokładnie tyle samo podań i strzałów, co wynosi jego średnia na skrzydle. Tak więc być może i jako napastnik pasuje, po prostu nie był tam próbowany. Di Maria moim zdaniem jest lepszy w takiej roli, niż na prawej jako schodzący, tak że tutaj zaleta dla Realu.
-
Primera Division
No i o czym to ma świadczyć, że strzelał sporo bramek jako "skrzydłowy"? Real jest cały ustawiony pod to, żeby Cristiano strzelał bramki. Pozycja schodzącego do środka napastnika jest do tego najbardziej dogodna w dominującej obecnie w Hiszpanii taktyce. Żaden gracz w Europie nie oddaje porównywalnej liczby strzałów, co Ronaldo. Każdy chyba się zgodzi, że gra Cristiano jest bardziej jednowymiarowa, oferująca mniej wsparcia reszcie ekipy, niż Messiego. Jest to też najlepsza pozycja dla niego, bo jest przede wszystkim szybki, dobry w dochodzeniu do piłki i może strzelać z dużych odległości (w Bournemouth jego strzał złamał rękę chłopcu na widowni). Będąc na środku pod bramką, nie ma się już dokąd biec, więc Ronaldo oczywiście traci. Teoretycznie można zmienić taktykę, nastawić się na skrzydłowych z zewnętrzną nogą (Marcelo i Carvajal się nadają, Di Maria też - po odejściu Higuaina i Callejona gorzej z prawonożnym), pomocnicy skupiają się na destrukcji i posuwaniu akcji do przodu, a Ronaldo wbiega pośrodku i wykańcza nogą albo głową. Nikt tak za bardzo dzisiaj nie gra, bo to jest, teoretycznie, łatwiej obronić, skupiając obronę na środku, ale jako sceptyk wobec Ancelottiego nie zdziwiłbym się zupełnie taką "choinką". Byłoby to marnotrastwo, bo Ronaldo nie grał nigdy jako tradycyjna "dziewiątka", ale podobnie jak w PSG, odpowiednia przewaga nakupionych talentów może i tak dać dobre wyniki. Możliwa opcja, dla mnie jednak mniej ekscytująca.
-
Bundesliga
Już w sobotę wieczorem kolejne starcie czołowych ekip Europy. Bayern trenuje od dawna i wydaje się zupełnie gotowy do grania i wygrywania. Ciekawe, jakie ostatecznie ustawienie wybierze Guardiola, który ostatnio eksperymentował, np. z 4-3-3 z Kroosem i Lahmem jako pomocnikami cofniętymi. Inni opisują to ustawienie jako 4-1-4-1, z Thiago w roli jedynego naprawdę grającego z tyłu pomocnika. Zobaczymy. Dortmund jest na wcześniejszym etapie przygotowań, chociaż wygląda nieźle. Jak wiadomo, nie zagra Mchitarjan i niepewni są Kuba oraz Auba. Tego pierwszego może zastąpić Hofmann, a drugiego - Guendogan przesunięty do przodu. Mimo dobrej postawy w sparingach młodego Erika Durma, na prawej obronie prawdopodobnie wystąpi Grosskreutz, z kolei Sokratis może wyjść na środku obok Hummelsa. Rok temu ten mecz zaczął fantastyczny sezon Bayernu. W tym może nie mieć takiego znaczenia, gdyby nie fakt, że Dortmund ma realne ambicje odbicia władzy Bawarczykom i w ten sposób obie ekipy mają wiele do udowodnienia.
-
TRANSFERY
Higuain i Reina oficjalnie w Napoli. Media ciągle donoszą o negocjacjach w sprawie Jacksona Martineza - to by dopiero była bomba, ale póki co średnio w to wierzę. Przepych w ataku ma już Fiorentina, która sprowadziła Josipa Ilicicia.
-
Champions League
Zależy, co kto lubi oglądać. Nie umiem się domyślić, co to znaczy, że mecze Real-Barca są "obesrane", w każdym razie moim zdaniem dobrze się je ogląda. Bardzo wysokie umiejętności i poziom taktyczny, każda akcja stawia bardzo wysokie wymagania. Myślę, że na ten moment czołowe ekipy Europy (półfinaliści LM) stoją bardzo daleko od reszty, jeśli chodzi o przyjemność z oglądania, być może dołączą do nich np. PSG czy Juve, ale raczej żadna ekipa z Europa League.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Nowym graczem Śląska został Oded Gavish. 24-letni stoper grał do tej pory w Hapoelu Beersheba. Jego zaletą jest doświadczenie w tym cudacznym systemie "podziału na grupy", który liga izraelska przyjęła rok temu. W tym tygodniu do klubu ma też dołączyć brak bliźniak Marco Paixao - Flavio. Po testowym treningu Sebastian Mila stwierdził: "Oni są identyczni. Bardziej do siebie podobni niż Rafał i Łukasz Gikiewiczowie. Musicie to zobaczyć. Dzisiaj na treningu była z tego powodu kupa śmiechu". Zanim bracia podjęli słuszną decyzję o ścięciu włosów, byli przykładem... nie wiem, jak to się nazywa, ale to na pewno było niepokojące zjawisko:
-
Kanye West - Yeezus
No ta płyta generalnie zawodzi tekstowo. Zapamiętuje się głównie te fragmenty, które po po prostu są śmieszne. 300 Rzymian, podajcie mi croissanty w tej eleganckiej restauracji (tutaj też na pewno Ye wie, że to śmieszne, przecież kurde mieszka w Paryżu i jada wymyślne dania), rymowanie słów do samych siebie, mówienie "swaghili", Star Wars furs - rockin Chewbacca, albo Jezus pyta Yeezusa, a ten "shit I'm chilling"... I tak dalej, i tak dalej. Nie chce mi się teraz wklejać. Ale wpiszcie w Google "top 10 Yeezus lyrics" i są same właśnie takie rzeczy, śmieszne z powodu swojej nieporadności. Wyróżnia się "New Slaves", naprawdę fajny tekst, zapewne David Simon czy twórcy filmu "House I Live in" by się z nim zgodzili. Ogólnie płyta jest pod wieloma względami świetna, ale te teksty składają się na obraz płyty niedopracowanej, niedorobionej, niespójnej, niesycącej. Może to i dobrze, że taka jest. Dla mnie jednak chyba stoi niżej niż kilka poprzednich. Ale i tak sporo jej słuchałem, a przecież nie słucham w ogóle hip-hopu. Ani house, ani trance, czy co to jest za gatunek tutaj.
-
TRANSFERY
No dla fanów pewnie się liczy, ale mało ma wspólnego z poziomem drużyny. Więc dla nikogo poza nimi się nie liczy. Nie muszę chyba mówić, że według absolutnie każdego Liverpool jest obecnie wyraźnie słabszą ekipą od Arsenalu i to, że zespół pod tą nazwą kiedyś coś ta wygrał, jest uroczym detalem do negocjowania tej oczywistości.
-
TRANSFERY
Co to za różnica, ile kto inny wygrał pod tą samą nazwą w przeszłości? Na ten moment Liverpool jest słaby. Ale jest ostatnio silniejszy, niż by się wydawało z tabeli (sporo remisów). Powinni powalczyć o szóste miejsce. Swoją drogą, to chyba właśnie Liverpool wygrał ostatni raz w 2005 roku. Mistrzostwo - w 1990 r. Wiem, że niektórzy nazywają "trofeami" także Puchar Angielskiego Sponsora #15, który nikogo nie obchodzi, ale dajmy sobie spokój. Trofeum to mistrzostwo albo Liga Mistrzów, reszta to sparingi.
-
TRANSFERY
Tak jak napisałem, Arsenal chciałby kupić Suareza i faktycznie składa ofertę. Ile będzie miał ochotę rzucić Wenger, tego pewnie on sam nie wie, więc trudno mi oszacować szanse. Możliwe, że to tradycyjne arsenalowskie rzucanie nazwiskami, żeby fani się pojarali, a potem ściąganie kogoś taniego.
-
The Wire
Jimmy to bez wątpienia moja ulubiona postać. To nieprawda, że ma gdzieś wszystkich, wręcz przeciwnie, to tylko powierzchowne wrażenie. Irlandzycy to tacy Żydzi anglojęzycznych. Ale zależy mu na faktycznej poprawie, a nie własnych sukcesach. Nie zliczę, ile razy w knajpianych rozmowach mówiłem "Shit never fucking changes!" (plus uderzenie pięścią w stół) albo "You need a life, Jimmy, you know what that is? The shit that happens when you're waiting for the moments that never come". Moja najzabawniejsza scena też wiąże się z Jimmym. Śmiałem srogo.
-
Primera Division
Ja też, ale o Martino zwyczajnie nic nie wiem. Dawno chyba duży europejski klub nie wyciągnął kolesia znikąd - nie tylko nie pracował w Europie, ale i w Argentynie ledwo półtora roku spędził w Newell's Old Boys. Jedyny dłuższy pobyt - w reprezentacji Paragwaju. No ale jest legendą Newell's, a jako trener miał dobre wyniki. Zobaczymy, co zrobi w Barsie.
-
TRANSFERY
No gdyby tak było (a raczej nie jest, Sobota woli prawe skrzydło), to tak. Jednak Chadli w sumie też nie jest typowym schodzącym napastnikiem, sprawdzał się jako każdego rodzaju pomocnik. Bardzo lubię oglądać tego gracza. Plus gra w kadrze z Vertonghenem i Dembele. Nie będzie to chyba bomba na miarę Cristiano czy Hazarda, ale może stanowić wyraźne wzmocnienie. Ciekaw jestem, czym odpowie Arsenal, który tradydycjnie się miota. Podobno to przesądzone, że kupią napastnika za wiele pieniędzy, ale negocjacje w sprawie Higuaina i Suareza postępują powoli, bo Wenger się zastanawia i wycofuje. Giroud nieźle sobie radzi w sparingach, kto wie, może jeszcze uzna, że nie ma sensu się kosztować na kogo innego.
-
TRANSFERY
Tottenham zatrudnił niskim kosztem Nacera Chadliego, powiększając belgijską kolonię. Skrzydłowy ma podobną charakterystykę co Cristiano Ronaldo - lubi schodzić z lewego skrzydła i strzelać, jest szybki i silny. Może dodać trochę zęba do tej ekipy.
-
Tak zwane indie
Na blachy może wyjść bardzo fajna gierka rytmiczna, One Finger Death Punch. Tutaj można zaciągnąć demko: http://www.mediafire.com/download/e0udouodv56h946/OFDP_PC_DEMO.exe I zagłosować na Greenlighcie tutaj: http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=153611372&searchtext=one+finger+death+punch Naprawdę niski budżet (na XBL gierka kosztuje 3,50 zł), ale wciąga...
-
Arrested Development
http://splitsider.com/2013/05/an-encyclopedic-guide-to-the-best-callbacks-running-jokes-and-hidden-gags-in-the-new-season-of-arrested-development/ Wykaz różnych subtelnych żarcików. Myślę, że jest więcej, które dość łatwo pominąć, no ale mi się nie chce wypisywać.
-
The Wire
Nie wiem, dla mnie to nie jest nic specjalnego. Generalnie nie ma tu tych rzeczy. Parę razy ktoś kogoś zastrzeli, ale raczej w normalny sposób, podejdzie, strzeli i pójdzie. Jeśli jeszcze nikt ci nie powiedział, to lepiej uprzedzić od razu, że to jest researched fiction często na granicy non-fiction, a nie jakieś, nie wiem, widowisko sensacyjne.
-
Bioshock: Infinite
Poprzeglądałem temat i widzę, że jest sporo podobnych uwag do moich. Zaiste to zauważalny zgrzyt: gra, która ma kapitalnie piękny świat dokoła i bardzo prostą, banalną mechanikę strzelania... polega na chodzeniu wprzód i strzelaniu, a ma kadłubkową eksplorację. Słabo. Parę osób napisało, że Bioshock używa "typowo growej narracji". No nie bardzo. Oglądanie filmu z perspektywy jednej postaci (FPP czy POV) to nie jest typowo growa narracja. Gry polegają... na graniu. To, że można zobaczyć jakieś wydarzenie z boku, a potem pojawia się napis "wciśnij X by pocieszyć Elizabeth", wciskasz i to z kolei oglądasz, to nie jest tak bardzo growe posunięcie, raczej remediacja technik filmowych. Typowo grową narrację mamy tam, gdzie nasze akcje i eskploracje koniecznie budują całość wymowy gry, choćby Hotline Miami albo Fez. Bioshock zaś korzysta w głównej mierze z narracji filmowej, nawet w głównej osi narracji, która niestety coraz bardziej wywołuje chęć powiedzenia Levine'owi: "spoko, koleś, ja też oglądałem Lost". Interaktywność sprowadza się w głównej mierze do strzelania do ludzi. Mimo wszystko, Bioshock zawsze był grą efektowną, ale pozbawioną większego pomysłu na rozgrywkę. Nadanie mu formuły przejażdżki na rollecoasterze bez większych przerw (choć etap gry w zrujnowanym mieście jest przesadnie chaotyczny i pozbawiony treści) uwypukla liczne wady gry, ale w zasadzie czyni ją bardziej sensowną. Gra naprawdę wciąga i robi wrażenie. Jeśli skończę grę, to wydam jeszcze ostateczną opinię, ale mam wrażenie, że to ostatecznie najlepszy Bioshock, może dlatego, że nie oczekiwałem aż tak wiele, jak po pierwszej części, gdy chyba naprawdę myślałem, że gra będzie w środku cykać tak, jak wygląda z zewnątrz.
-
Arrested Development
Podobna opinia, na początku dezorientacja, na końcu zachwyt. Uwielbiam to, ile ciekawych rzeczy wymyślili, bawiąc się sposobami narracji na kolejne sposoby. To jest wyższy level. Nie jest tak zabójczo śmiesznie, jak było, ale satyra pozostała na najwyższym poziomie. Także wobec samych siebie, ciągle nieudane próby zebrania praw do zrobienia filmu o rodzinie Bluthów. Na pewno śmiałem się przy prawie każdym zastosowaniu muzyki. Najlepszy bez wątpienia Gob, choćby taniec Jezusa przy "Final Countdown" czy bitwa w Gotyckim Zamku przy "Balls in the Air".
-
The Wire
Stringer odgryzie głowę żonie Jimmy'ego i przepołowi maczetą jego nienarodzone dziecko, po czym napisze ich krwią na ratuszu "oto Baranek Boży". Chodzi o coś takiego? Nie wiem, jak można powiedzieć, że w "The Wire" nic specjalnego się nie dzieje.
-
Bundesliga
Dortmund chyba nie chciał grać z Bayernem już jutro, bo wyobraźcie sobie, macie ostatnią minutę meczu i takie coś się dzieje... http://www.youtube.com/watch?v=R_yZAqcT1oY Już za tydzień superpuchar. Na pewno nie zagra w nim Mchitarjan, który ma problemy z kostką. Być może opuści też 1-2 kolejkę Bundesligi. Pozostali gracze prawdopodobnie będą zdrowi (dziś nie grali Reus i Kuba). Tymczasem Bayern pokonał 4-0 Hamburg. Ustawienie wyglądało bardzo ofensywnie i ciekawie, z Thiago i Kroosem w roli cofniętych pomocników. Mandżukić biegał więcej niż wcześniej na skrzydle, a Ribery w środku (wraz z Shaqirim zmieniali często pozycje). Bieber jest kontuzjowany i raczej nie zagra w superpucharze, tym samym na jego starcie z kibicami BVB jeszcze poczekamy. Thiago wypadł naprawdę dobrze ("Kicker" dał mu "jedynkę"), niech przykładem będzie to podanie do Ribery'ego: http://www.youtube.com/watch?v=Qw4Wq1Zn0_Q
-
Primera Division
Enrique trenował Romę, ale bez wielkiego sukcesu... a działacze we Włoszech są rekordowo niecierpliwi. Miesiąc temu podpisał kontrakt z Celtą Vigo, wydaje mi się, że byłoby w bardzo złym smaku, gdyby porzucał ekipę bez jednego zagranego meczu, tuż przed sezonem. Z powodów, które wymieniłem, wydaje mi się, że logicznym typem jest De Boer (Ajax) albo Rubi (drugi wewnątrz klubu). Bielsa i jego marka w Hiszpanii? 10. i 12. miejsce z Bilbao. Nadal nie wiem, po co zwalniano Caparrosa. Było coraz lepiej, a od przejęcia przez Bielsę jest coraz gorzej. Okej, zagrali parę emocjonujących meczów w Europa League, wow... szkoda, że już do niej nie wrócili z powodu spadnięcia na środek tabeli. Dziwią mnie generalnie te spekulacje mediów. De Boer to człowiek Ajaxu i Barcy, dodatkowo ma dobre wyniki w Ajaksie. Rówieśnik Guardioli i Vilanovy. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby bardziej chcieli Villasa-Boasa czy innego Manciniego, jak spekulują profesjonalni dziennikarze... Inna sprawa, czy on by chciał, bo jakiś czas temu mówił, że woli zostać w Holandii na długo.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Rusza polska liga, którą z braku laku można się nieco zainteresować. Z mediów wyczytałem, że zdecydowanymi faworytami są Legia i Lech. Legia ma być "niezrównana kadrowo" w Polsce, piszą dziennikarze (warszawscy, konkretnie mówiąc). Zobaczymy. Dzisiaj zmiażdżyli Widzew, który z kolei jest typowany jako faworyt do spadku. Świetny debiut zaliczył napastnik Patryk Mikita, o którym mówiło się latem jako o potencjalnie największym od dawna polskim talencie (konkretnie, mówili tak o nim działacze Legii). 19-latek w swoim debiucie potwierdził taką renomę. Widzew jednak nic nie znaczy, czekam na mecze w eliminacjach LM z Molde, które jest dość solidną drużyną niskiego szczebla w Europie. Poza tym, trudno powiedzieć, co będzie. Śląsk co prawda - jak cała liga - nie ma kasy, ale ma to gdzieś i zatrudni jeszcze paru piłkarzy ("gdzie zaległe premie, Legio (pipi)ona", zaśpiewają najwyżej tym razem piłkarze na Rynku). Wydaje mi się, że uzupełni podium z Legią i Lechem, w jakiejś kolejności. Reszta to dla mnie, mówiąc popularnie, randomy, nie wiem, na co kogo stać. Podobno Zagłębie porobiło niezłe transfery, ale na razie nic nie pokazali.
-
Bioshock: Infinite
Miałem okazję pograć w nowego Bioshocka. Podobnie jak poprzednie części, zebrał ekstatyczne opinie i został uznany za arcydzieło i najlepszą grę ostatnich lat... no i cóż, w tym kontekście jest rozczarowujący. Bez jaj, ta gra jest naprawdę ładna. Te rzeźby, kolorki, wszystko się fajnie rusza. Scenariusz jest dość chaotyczny i efekciarski, ale robi wrażenie. Tyle że granie już naprawdę wygląda jak chodzenie po muzeum. Piękne to muzeum, ale bez przesady... od czasu System Shocka z każdą częścią jest coraz mniej interaktywności, aż tym razem w zasadzie nie robi się nic poza parciem do przodu i od czasu do czasu wciśnięcia przycisku, żeby zobaczyć, jak rączki Bookera coś tam machają np. otwierają drzwi albo łapią pieniążka. Jedyne co się poza strzelaniem robi, to zbiera, niestety ciągle to samo - kasę, jedzenie i od czasu do czasu z rozpędu alkohol, który nic nie daje, tylko zabiera sól. Fascynujące. Aha, no i klasyczny przebój, czyli w grze jest 1589 kranów i wszystkie je można sobie odkręcić. Ileż to mówi o filozofii, religii, rasizmie i społeczeństwie! Za każdym razem widząc rząd kranów jako jedyną interaktywną rzecz w całym budynku, przeżywam prawdziwy kryzys egzystencjalny - recenzje miały rację. Moje życie nie będzie już takie samo. W przeciwieństwie do poprzednich gier, tutaj jest trochę więcej ludzi dokoła. Nie wiadomo jednak po co, bo zazwyczaj nawet nic nie powiedzą. W każdym razie też wydają się eksponatami w muzeum. Domy są oczywiście zamknięte, a jeśli już czasem otwarte, to, niespodzianka - można w nich zebrać jedzenie i monety z kosza na śmieci. Ewentualnie strzelić jakiejś stojącej beztrosko osobie w łeb i zabrać jej pieniądze i jedzenie. Nic więcej się nie wydarzy. Sposób narracji nadal mnie bawi: FPP, w którym nie masz wpływu prawie na nic (czy zrobienie czegoś jak Half-Life 2 nadal jest niemożliwe dla nikogo innego?), a ponadto gra udająca realizm i filmowość, w której większość wydarzeń poznajemy w suchych relacjach ze znajdowanych nagrań. No ale to na pewno też trzeba uznać za filozoficzne wizjonerstwo genialnych scenarzystów, którzy w ten sposób komentują epokę YouTube'a i odwieczną dla człowieka konieczność poznawania większości wydarzeń poprzez ograniczające percepcję reprodukcje. Jak na razie (parę godzin), w grze w zasadzie nic nie zrobiłem, poza paroma większymi, ale nadal bardzo prostymi walkami (rywale biegną w moją stronę, ja w nich wtedy strzelam - nie wiem jak ten Levine wpadł na coś tak zmieniającego życie). W taki sposób, ta niesamowicie dramatyczna otoczka jest tylko zabawna. "Okej, dasz radę", mówi do siebie przerażony Booker w sytuacji, gdy mam za zadanie po prostu iść przed siebie i oglądać niby to niebezpieczne wydarzenia dokoła. Booker, wyluzuj - tego po prostu nie ma możliwości zepsuć. Dookoła mogą się walić budynki, ale to tylko dekoracja w tle. Przypomina mi to moment, gdy w pierwszym Bioshocku stanąłem naprzeciw Big Daddy'ego i byłem pod wielkim wrażeniem, że mnie zaraz zmasakruje tym wiertłem, ale potem się kapnąłem, że przecież mam 5 sekund z komory odrodzenia, żeby mu znowu nastukać, więc on tak naprawdę jest jak mucha, której wyrywam skrzydełka. W Infinite nie było nawet tego jednego momentu napięcia ani odkrycia, póki co cała gra po prostu się przechodzi. Nie pomaga, że jest to dość wtórna produkcja. Większość elementów do tej pory jest po prostu powierzchownie odmienioną wariacją tego, co już widziałem w wielu ostatnich grach "AAA". Batman kopiuje z Bioshocka, Dishonored z Batmana, nowy Bioshock z Dishonored i Fallouta... Nowe "czary" są nowe tylko dla Bioshocka, były w innych grach, a większości i tak nie ma po co używać (na razie?). Architektura, cóż, ładniejsza niż w Dishonored (rzeźby!), ale momentami męcząco podobna. Nowym elementem rozgrywki jest... hookshot, czyli to samo, co w każdej grze. Za każdym razem pomaga mi to doceniać Okarynę, ale niespecjalnie grę, która kolejny raz używa tego pomysłu, z niemal identycznymi zastosowaniami w architekturze lokacji. Słyszałem (chyba na E3), że te trakcje mają zupełnie zmienić sposób grania - zobaczymy, na razie są po prostu nieco efektowniejszą metodą przejścia z jednej lokacji do następnej, która się nie wiąże. Ogólnie gra jest bardzo ładna, ale niestety ambitność nie tylko cieszy, ale też irytuje, gdy... nie ma za bardzo co robić poza oglądaniem. Powstaje efekt sztuczności. Ludzie, którzy narzekają na to, co się w tej generacji (w sumie od połowy poprzedniej) stało z mainstreamowymi grami video... Narzekają prawdopodobnie właśnie na kult Bioshocka. W ogóle gdzie teraz pracuje Koso? Wystawił grze "10+" i nazwał najlepszą rzeczą wszech czasów?