Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Jukka Sarasti

Użytkownicy

Treść opublikowana przez Jukka Sarasti

  1. Poszczególne arce (a więc ToCS) można traktować mniej więcej jako samodzielne serie i spokojnie można ogrywać samodzielnie (nie wiem jak z grami po ToCS), choć umknie Ci nieco smaczków jak powracające postacie czy np. w arcu już po Sky (Azure i Zero) było domknięciu paru wątków właśnie po Sky.
  2. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na newyorkdanzig temat w Region Filmowy
    Kumpel, wielki fan SH2, był w kinie i wyszedł na granicy wkurwienia i ubawu tym, co zrobili z grą, więc i ja podziękuję. Tzn. pewnie poleci na jakimś streamingu jak będę miał totalny nadmiar czasu i sadomasochistyczny nastrój, ale zarobić temu w kinie to nie dam.
  3. Podobno w zakończeniu są pewne zmiany, a mianowicie: spoiler Mine przeżywa.
  4. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na ASX temat w Ogólne
    Wygląda na tyle dobrze, że się ogra raczej prędzej niżpóźniej - pewnie sentyment do jedynki robi swoje, ale poczułem się całkiem ukontentowany po tym gameplayu, choć też się jakoś mocno nie nakręcam.
  5. Wygląda jak taka okej gierka 7/10, więc pewnie kiedyś ogram, bo lubię ten gatunek.
  6. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Mam obecnie rozkopane dwie kobyły (Wasteland 3 i YS 8), więc uznałem, że pora to przegryźć czymś krótszym, za to z gatunku "samo mięso". A tego jest w Butcher's Creek od cholery. Grę Davida Szymanskiego (gościa od m.in. Dusk) przejść można może i w dwie godziny, ale tyle, ile się tam namordujemy i naoglądamy gore, to spokojnie wystarczy za znacznie większą grę. Tak, gdyby nie to, że to jednak niszowa gierka z umowną nieco grafiką, to ta mieszanina Condemned, Manhunta i Resident Evil robiłaby szereg wyświetleń nagłówkom w rodzaju "Granice zostały przekroczone [ZOBACZ JAK]". Bohater gierki do normalnych ludzi nie należy - uwielbia horrory i snuffy do tego stopnia, że udaje się w poszukiwaniu paru legendarnych nagrań na odludzia. Pech chce, że trafia na sektę seryjnych morderców, którzy tego rodzaju filmy kręcą z prawdziwymi egzekucjami. Jak się jednak szybko okazuje, to nie my jesteśmy zamknięci z nimi, tylko oni z nami, bo nasz heros świetnie radzi sobie w znajdowaniu prowizorycznych broni i rozpieprzaniu łbów. Z czasem zresztą okazuje, że horrorowe elementy nie kończą się na odwróconym slasherze (seryjni mordercy tym razem trafiają na jeszcze bardziej pojebanego i groźnego typa), a zakończenie jak i przynajmniej jeden jump scare robią robotę, ale nie będę więcej o tym pisał. Gameplay jest prosty, ale działający - przemierzamy lokacje (tu zwane "scenami"), organizujemy sobie sprzęt i rozwalamy leszczy. Machamy więc bronią, mamy parry, które daje nam odnowienie staminy, do tego możemy rzucać przedmiotami oraz kopać. Nieco to drewniane, ale raczej intencjonalnie, a sama walka jest opatrzona na tyle sycącymi efektami wizualnodźwiękowymi (sam teraz brzmię jak psychopata...), że po prostu miło się tłucze zwyroli po mordach. Do tego mamy ze 2-3 proste zagadki, szukanie kluczy, zapisy, do których najpierw potrzebujemy znaleźć kasety wideo (ale jest ich sporo) i ciekawą mechanikę odnawiania zdrowia. Otóż musimy robić fotki brutalnym widokom, także jeśli znajdziemy pozostałości po nagraniach w stylu zmasakrowanych zwłok lub sami narobimy krwawych plam kogoś dekapitując, to cykamy zdjęcie i nasz zupełnie normalny bohater czuje się lepiej. Nie ma miękkiej gry. Tym, co jeszcze wyróżnia ten festiwal zwyrolstwa jest oprawa. Na całość - ogólnie bazującą na bardzo prostych modelach - nałożono filtr z gatunku ziarnistego VHS mocno ograniczający widoczność. Tym samym całość prezentuje się przez cały czas jak obskurny slasher, którego wersja wideo pewnie w latach 70. trafiłaby na listę video nasties. Do tego Szymanski zrobił bardzo fajną muzykę, idealnie leżącą do tego typu horroru z różnego rodzaju nieprzyjemnymi ambientami (choć z drugiej strony ścieżka dźwiękowa jest bardziej zróżnicowana). Choć gra jest dosyć mroczna, to ma w sobie też całkiem sporo fajnego czarnego humoru, zwłaszcza poukrywanego w notatkach (które warto czytać, aby wiedzieć, o co tak naprawdę tutaj chodzi). Nie jest to jakaś wybitna gra, widać trochę, że Szymanskiemu nie wyszło do końca, to co chciał (pierwotnie chciał zrobić z tego pełnoprawną gierke na 10 godzin, ale przez różnego rodzaju trudności uznał, że zrobi z tego pomysłu jedynie miniaturkę), ale bawiłem się bardzo dobrze. Chore gówno/10. Wyjątkowo linka do jutuba nie wrzucam, bo głównie są nagrania pokazujące przejście całej gry - jeśli chcecie zobaczyć, jak to wygląda w praktyce bez spoilerów, to zapraszam na stronę na Steam: https://store.steampowered.com/app/2512560/Butchers_Creek/
  7. Dla mnie PoP z 2008 był straszliwym downgrade. Natomiast jeżeli chodzi o trylogię to najbardziej lubię WW za metroidvaniową strukturę i dopakowaną walkę świetnie ulepszającą genialny platforming wprowadzony w Piaskach Czasu (mojej drugiej ulubionej części), a najmniej lubię Dwa Trony, choć to ciągle dobra gierka. Do remake nie mam żadnych oczekiwań, do szczęścia wystarczyłby mi jakiś remaster trylogii z gatunku 120fps/4k.
  8. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na Shen temat w Region Filmowy
    Skończyłem oglądanie - ogólnie sposób gry sporej części aktorów czy intryga chwilami drażniły (całkiem możliwe, że to charakterystyczne dla koreańskich seriali, nie znam w ogóle tego nurtu), ale samo mięso czyli brutalne walki z gatunku jeden wkurwiony stary dziad wracający z emerytury kontra (tu wstawcie sobie 10 osób/zabójcę/sportowca/co tam chcecie) plus satysfakcjonujące zakończenie robią robotę. Dobra rzecz.
  9. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Czyszczę sobie backlog ze Switcha i tym razem padło na Fire Emblem Warriors, to jest musou w świecie FE, gdzie postacie z różnych części się spotykają i ramię w ramię mashują przyciski. Być może widziałbym w tej grze coś więcej, gdybym znał dobrze cykl (a skończyłem tylko Three Houses), ale moja obecna perspektywa nie dorzuca, ani nie odbiera grze niczego z tytułu tego, w jakim uniwersum akcja się rozgrywa. Oceniam tytuł tylko jako siekaninę z gatunku, z którym nie mam wiele do czynienia - milion lat temu grałem w jakieś Dynasty Warriors, przemęczyłem Drakengarda (tak, "przemęczyłem" to najlepsze możliwe słowo) i w sumie nie przypominam sobie żadnych innych prawilnych musou w moim życiu. I choć Fire Emblem Warriors było miłą grą, to na kolejne 5 lat myślę, że mi tej formy rozrywki wystarczy. Fabuła po prostu jest - mamy rodzeństwo Rowana i Lianny, które kiedyś tam ma odziedziczyć królestwo, no ale wpadają potwory, trzeba ratować matkę i zbierać artefakty. No i na skutek różnych czasoprzestrzennych czarów zaczynają w ich rzeczywistości pojawiać się postacie z innych Fire Emblemów. Zazwyczaj nie ufają naszej drużynie, więc trzeba ich przekonać spuszczając łomot. Na szczęście są to ludzie podatni na argumenty - po zabiciu przynajmniej kilkuset ich żołnierzy stwierdzają, że mylili się co do nas, jesteśmy dobrymi ludźmi i chętnie staną z nami w jednym szeregu, po tym jak wymordowaliśmy ich niewinnych podwładnych. A jak w to się gra? Ano tak, że przełączając się między kilkoma postaciami masakrujemy tłumy zwykłych przeciwników, którzy nawet nie próbują nas zranić, nieco więcej ciosów wkładamy w ubicie silniejszych typów z paskami życia, a w ogóle to staramy się zajmować strategiczne miejsca, aby np. otworzyć sobie dostęp do dalszej części mapy, powstrzymać respawny przeciwników czy skasować rzucających czary obszarowe magów. Dużej finezji w tym nie ma - mamy parę kombosów na krzyż, speciala czyszczącego pole bitwy i zadającego duże obrażenia, do tego drugi pasek speciala. Taktyka? Czasem trzeba zająć jakieś miejsce szybciej, niż później, żeby nie przegrać. W tym celu możemy wydawać proste rozkazy innym postaciom, aczkolwiek to banda skrajnych, kurwa, debili. Widoki, kiedy kazałem naszej wesołej ekipie atakować jednego typa (np. ostatniego bossa danej mapy), którego też tłukłem, prezentowały się następująco - otóż ci kretyni sobie po prostu stali i nie atakowali. Kazałem im zająć jakiś fort - często uznawali za dobry pomysł dolecieć tam, a potem zawrócić. A w tymże forcie walka im szła tragicznie. Operowanie tą bandą niedojd wyglądało tak, że zazwyczaj grałem sobie główną postacią, reszcie wydawałem rozkazy i przełączałem się na nich, kiedy już dotarli na miejsce albo wtedy, kiedy dostawałem komunikat, że dostają po łbach i trzeba ich ratować. Znacznie lepiej grało mi się też postaciami poruszającymi się bezpośrednio po podłożu, niż tymi, które latają czy jeżdżą na jakichś wierzchowcach. Jak widać głębi tutaj specjalnej nie ma. Niby gra gdzieś tam informuje o zależnościach między broniami znanymi z FE, ale w ferworze walki się tego nie zauważa. Niby jest jakiś system błogosławieństw, ale nie musiałem go nawet używać. Do tego prosty rozwój postaci, co jakiś czas zmiana lub ulepszenie ekwipunku. A tak to lekki atak lekki atak ciężki atak ciężki atak special special i następna część mapy. Nie brzmi to fascynująco i takie też oczywiście nie jest. Niemniej jednak, pomimo początkowej wręcz irytacji tym tytułem, chętnie do niego wracałem na krótkie posiedzenia - praktycznie każdy chapter można pokonać w jakieś 15-20 minut, więc tym sposobem rozwalałem sobie po 3-4 chaptery dziennie między innymi zajęciami. To prostactwo i mordowanie na tony było zaskakująco relaksujące. Na pewno bardziej, niż zupełnie przeźroczysta muzyka i cell shading maskujący graficzną nijakość całości. Koniec końców to niezła gra, którą dostałem w prezencie z pozostałymi FE na Switcha, więc tym bardziej nie miałem wyrzutów, że poświęciłem na to hajs. Mogłem może w tym czasie ograć coś lepszego, ale też bawiłem się przyzwoicie. Niemniej jak pisałem - za musou na jakiś czas podziękuję. Nawet ja potrzebuję czasem urozmaicić sobie siekanie wciśnięciem np. uniku.
  10. Z nierealistycznych to bym chciał remake Code Veronica
  11. Mnie bawi trochę ten rozrzut - segregatory, disco polo i mafia z Wołomina, a to wszystko na 120 stronach czy ile to tam będzie miało.
  12. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Pierwsza gierka w tym roku ukończona - padło na świetnego indyka w postaci Pipistrello and the Cursed Yoyo. Gierka zbierała w zeszłym roku niesamowicie entuzjastyczne komentarze, no i muszę przyznać, że są one jak najbardziej uzasadnione. Przygody nietoperza z jojo stylizowane na Zeldę z GBA to ponad 10 godzin kapitalnej zabawy, która zachowuje pomysły do samego końca, co wcale taką powszechną rzeczą nie jest. Tytułowy bohater to członek rodziny kontrolującej energetykę w mieście, która to poprzez monopolizację rynku docina wszystkich wysokimi cenami. Tak się jednak składa, że zarządzająca biznesem uberkapitalistyczna ciotka zostaje napadnięta przez czterech oprychów kontrolujących inne biznesy, a jej dusza podzielona na kawałki uwięzione w bateriach (jak możecie zauważyć, to nie jest przesadnie poważna gra - w zasadzie każdy dialog to jakiś żarcik), a my musimy ją uratować. Kawałek duszy ciotki przy okazji zostaje uwięziony w naszym jojo, które to dzięki temu nabiera nowych właściwości. Akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym. Nasz heros - Pippit - na początku dysponuje tylko skokiem i wypuszczeniem jojo na lince, ale z każdym kolejnym obszarem dostaje nowe umiejętności, które to przy końcu dają całkiem rozbudowany arsenał ruchów bogato angażowany w liczne sekcje platformowe. Ale omawiana gra to nie tylko platformówka - spora część zabawy to rozwiązywanie prostych (i fajnych) zagadek, walka z kilkoma smaczkami i rodzajami ataków, a przede wszystkim zeldoid, gdzie odblokowujemy kolejne obszary mapy, zbieramy dodatkowe znajdźki i po okrążeniu danej części miasta oraz zdobyciu potrzebnych rzeczy ruszamy do dungeonu, gdzie kryje się jeden z głównych bossów. Do tego mamy w tle system ulepszeń - jedne to odznaki nadające nam dodatkowe umiejętności, a drugi to wykup skilli, który jednak obarczono pewnym utrudnieniem, bo dopóki nie spłacimy ulepszenia, to towarzyszą nam pewne negatywne efekty. Pipistrello... brzmi może jak milion innych gier, ale wyróżnia się jakością. Wciąga jak diabli, a każda kolejna lokacja to nowe umiejętności, a więc też nowe wyzwania platformowe i zagadki, jak i nowi przeciwnicy do sklepania. Do tego masa eksploracji jest zupełnie opcjonalna, ale zwyczajnie daje masę frajdy i człowiek cały czas zbacza z głównej ścieżki. W dodatku grafika, dźwięk i humor sprawiają, że gra idealnie emuluje atmosferę, jaką próbuje uzyskać - to jest lekkiej gry z GBA, tyle, że zaskakująco rozbudowanej gry. Nie widzę w tym tytule czegokolwiek, do czego mógłbym się tak naprawdę przyczepić. Jeżeli pierwsza ukończona w roku gra miałaby coś zwiastować, to Pipistrello... oznaczałoby, że będę ogrywał same sztosy, a przynajmniej jeżeli chodzi o indyki. Znak jakości i tak dalej.
  13. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na Chewie temat w Ogólne
    Też ostatecznie odpuściłem, szkoda na to czasu, gdy jest tyle innych gier.
  14. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Ogólne
    To jedno, a dwa, że zawsze jest szansa - nie wiem, nie weryfikowałem - że jest jakiś syf z prawami autorskimi, bo jakby nie patrzeć PE bazuje, dosyć luźno, ale jednak, na dosyć popularnej w Japonii książce, która poza grami dostawała też filmowe i mangowe wersje.
  15. Walled Haven na Steam《Walled Haven》An open world action-adventure set in the Walled City, a dystopian metropolis where Kung Fu decides all.Odważne zmiany w tej nowej Yakuzie.
  16. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na Chewie temat w Ogólne
    Mam z tym tytułem spory problem. Jestem w trakcie czwartego rozdziału i w teorii ta gra robi masę rzeczy, które mi pasują - ma "fizyczną" walkę w zwarciu, różnicuje formułę czy ma niejasną, ale niebełkotliwą historię, do tego pewne inspiracje Silent Hillem 2 w warstwie fabularnej czy "otherworld" niemalże zerżnięty z Cichego Wzgórza. W praktyce jednak przymuszam się do grania w ten tytuł i nie potrafię w niego wejść, więc niech na razie idzie w odstawkę i się zobaczy, czy zechce mi się do niego wrócić. Bo, jak pisałem, w teorii to gra skrojona pode mnie.
  17. Moim typowo konsolowym postanowieniem jest domknąć wszystkie gry jakie zostały mi na PS3 (chyba 6 gier, jeśli dobrze liczę) i na Switcha (tu 2 tytuły).
  18. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na Szermac temat w Ogólne
    Może to refleksja ciut szersza, a i w Cronosa jeszcze nie grałem, ale mam wrażenie czytając narzekania na poziom trudności i tak dalej, że ludzie oczekują, że każda gra może być dla każdego i wadą staje się to, że tytuł nie jest kierowany do możliwie najszerszego audytorium przez jakieś mechaniki czy nacisk na poczucie przytłoczenia (czego należałoby się spodziewać po grze, która ma "survival" i "horror" w gatunku), co ma mniej więcej taki sens, jakby przeżywać, że dana książka/film/muzyka są jedynie dla pewnej grupy lub posiadają jakiś pewien próg wejścia. Już mnie to trochę męczy, kiedy czytam takie wrzuty jak ta powyżej (gdzie łatwo się domyślić, że szybkość postaci została ustalona z myślą o klimacie, jaki gra ma zbudować) czy inne bzdurne "dodajcie w końcu easy do soulsów".
  19. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Skończyłem w końcu Legend of Zelda: Breath of the Wild, czyli jeden z powodów, dla których kupowało się Switcha. Przez lata słuchania ochów i achów w mojej głowie narósł obraz mesjasza gier - na pewno wbrew pozorom to grze nie pomogło. Ale czy to znaczy, że bawiłem się źle? Absolutnie nie - bawiłem się dobrze, nawet bardzo dobrze, po prostu nie aż tak dobrze jak sobie wkręcałem przed odpaleniem gierki. Morał z tej historyjki jest taki, że oczekiwania swoją drogą, gierka swoją drogą, ale koniec tego smęcenia. O fabule raczej nie warto się przesadnie rozpisywać - 100 lat temu Link dostał sążny wpiernicz od Ganona i zapadł w magiczną śpiączkę, a gdy się wybudził, to na świecie zrobiło się nieciekawie. Po rozległych krainach biegają potworasy i kroczące maszyny, a sam Ganon zaczął wyglądać jak wariacja na temat Terminatora (fajny design dostał w tej części swoją drogą). Aby temu zaradzić, Link będzie musiał - o ile nie spróbuje na kozaka od razu ruszać do ostatniej lokacji, bo i to jest możliwe - uwolnić cztery magiczne maszyny i przy okazji pomóc mieszkańcom uniwersum. A to swoją drogą ładna hołota - wodne furasy, powietrzne furasy, kuliści powerlifterzy i baby z taką ilością teścia w organizmie, że noszone w okolicach twarzy przesłony mają najpewniej przesłaniać jabłka Adama. A do tego gdzieś tam ukryto Master Sword, do którego odblokowania trzeba spełnić pewne konkretne warunki. Co mi zagrało? Przede wszystkim pomysł na kapliczki i wnętrza Divine Beasts - gra absolutnie błyszczy, kiedy skupia się na zagadkach, wykorzystaniu mocy i fizyki lub pozwala w jakiś mniej typowy sposób obejść problem. To była prawdziwa sól tej gry i jak dla mnie mogłaby mieć znacznie bardziej liniowy charakter, a dalej byłaby warta tych samych pieniędzy. Co zagrało, ale niekoniecznie wpisuje się w mój gust? Otwarty świat - naprawdę bardzo fajnie go zaprojektowano, z jednej strony dobrze się go przemierza wypatrując niespodziewanych miejsc i zdarzeń na naszej trasie, a z drugiej usiano go masą "naturalnych" znaczników - co kryje się na tym szczycie? Dokąd doprowadzi mnie podążanie za tym cyplem? Trudno tego nie docenić. Sęk w tym, że należę do osób, którym open worldy niezależnie od jakości - a tutaj ten wypada pod tym kątem świetnie - szybko się przejadają. Po kilkunastu godzinach więc skupiałem się na podążaniu za głównymi celami i zbaczaniem w kierunku najbardziej oczywistych dodatkowych punktów nawigacyjnych. Tak już mam w gierkach. Co dało się zrobić lepiej? Miałem wrażenie, że niektóre moce używane do zagadek lub "interakcji" w czasie walki są niedostatecznie spożytkowane. Bomby wiadomo, magnetyczna telekineza wiadomo, ale zatrzymania obiektów w miejscu było ciut mniej, niż bym chciał, a tworzenie lodowych bloków z wody w pewnym momencie sprawiało wrażenie, jakby poza pojedynczymi kapliczkami twórcy sami o tym zapomnieli. Walka, której jest sporo, również mogłaby być nieco mniej sztywna - doceniam, że wprowadzono tu nawet jakieś kontry i tak dalej, ale po pewnym czasie miałem jej już naprawdę dość, podobnie jak tych dziwacznych odskoków w tył i w bok. Ogólnie to można o tej grze pisać eseje, ale mi się o tej godzinie już zwyczajnie nie chce. Dodam więc tylko do powyższego, że to było bardzo przyjemne kilkadziesiąt godzin, ale też jednocześnie czas ten uświadomił mi, że o ile nie mam do czynienia z RPG pchanym milionem ciekawych questów pobocznych, to żaden ze mnie eksplorator otwartych światów. Z jednej strony więc mogę zrozumieć te 10/10, a z drugiej odłożyłem grę nasycony mimo świadomości, że pewnie zostało mi w niej drugie tyle do odkrycia.
  20. Można powiedzieć, że to takie odbijanie sobie - przez lata miałem taką robotę, że 60 godzin roboczych tygodniowo nie było niczym niezwykłym, a tu były jeszcze inne obowiązki, więc teraz siedząc jako główny specjalista od swojej dziedziny w jednej firmie mam realnie 4-5 godzin rzeczywistej roboty poza gorącymi okresami/jakimiś pożarowymi sytuacjami ;)
  21. Ja już nic więcej w tym roku nie przejdę, więc: 1. Timespinner 2. Spartan Total warrior 3. Wukong: Black Myth 4. Sniper Elite 5 5. Ghost Trick 6. UFC 5 7. Yakuza Pirate in Hawaii 8. TPHS1 9. DMC4 10. Overcooked 2 11. Animal Well 12. Super Mario Odyssey 13. Final Fantasy XVI 14. Arc the Lad 15. Madworld 16. Lost Odyssey 17. Doom Dark Ages 18. Link to the Past 19. Ninja Gaiden 2 20. Final Fantasy XII 21. Trepang2 22. Urban Reign 23. Touhou Luna Nights 24. Rogue Trader 25. Gears of War 2 26. Wanted: Weapons of Fate 27. That Which Gave Chase 28. Nocturnal 29. God of War: Ragnarok 30. Judero 31. Fire Emblem Three Houses 32. Clair Obscur: Expedition 33 33. Silent Hill f 34. Thief 35. Shady Knight 36. Assault Spy 37. Metal Garden 38. Ninja Gaiden 4 39. Red Dead Redemption 40. Felvidek 41. Mark of Kri 42. Dread Delusion 43. Suit for Hire 44. Triangle Strategy 45. Quantum Beast 46. Metal Ape 47. Zelda BOTW Ładna liczba, lepsza, niż myślałem, choć sporo z tych gier było dosyć krótkich. Pięć ulubionych: Thief Animal Well Clair Obscur Dread Delusion Wukong choć tego ostatniego równie dobrze mógłbym podmienić na NG2 lub Three Houses, świetny rok giereczkowo. Poza tym pod innymi względami też udany rok, nazwijmy to konsumpcyjnie - 57 książek przeczytanych, ale na wakacje, z których wracam 31 grudnia spakowane jeszcze 3 książki, 40 filmów obejrzanych, w końcu przełamałem kryzys muzyczny i sporo muzyczki leci w wolnym czasie. Przestrzeni w przyszłym roku z jednej strony będzie ciut mniej, bo w końcu wróciłem do sportu na poważniej po dużych problemach zdrowotnych, a z drugiej ciut więcej, bo w końcu złożyłem do recenzji rozprawę doktorską. Czyli się pewnie wyrówna i mam nadzieję, że zrobię podobną liczbę gierek
  22. Rozszerzać backlog muszę, bo się uduszę - choć w każdą z tych gier akurat poza TLJ dłużej grałem, ale żadnej nie skończyłem. BoF IV to czasy Verbatimów i PSX, na Revenant za gnoja miałem za słaby angielski, IGI było za trudne, choć fascynujące, a D:OS to poprzedniczka jednej z moich absolutnie ulubionych gier, ale pierwsze podejście do D:OS miałem na PS4 (na które to tę grę do teraz mam), ale jakiś bug mi zablokował szybko progres plus nie lubię w takie gry grać na padzie.
  23. Mam ze sobą Switcha z BotW i styknie.
  24. Jukka Sarasti odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Ostatnią ukończoną grą w 2025 roku jest Metal Ape - tak się składa, że do końca roku jestem już w rozjazdach i mam ze sobą tylko Switch z Breath of the Wild, którego pewnie nie dam rady już domknąć w tym roku. Omawiany tytuł odpaliłem sobie właśnie jako krótką odskocznię od Zeldy, ponieważ gra zajęła mi całe 70 minut, a w tym czasie nieintencjonalnie ją przy okazji splatynowałem. Całość przypomina trochę proof of concept większej gry, co nie znaczy, że nie widać napracowanka, a do tego jest sprzedawana po uczciwej cenie - ja kupiłem ją na jesiennej wyprzedaży Steam za równowartość dolara. Fabuły to tu dużo nie ma - budzimy się w nieprzyjemnym biomechanicznym świecie jako, chyba, więzień, którego ciało zespojono z jakimiś mechanicznymi elementami, no i próbujemy nawiać z nieprzyjemnego miejsca. Nieprzyjemnego, bo sporo tu istot, które próbują nas zabić, nie brak tu pułapek, a większość spotykanych postaci wygląda na ofiary szeregu dziwacznych eksperymentów. Do tego często obserwują nas gigantyczne oczy połączone z mackami - gdybym próbował do tej gry gorączkowo dorobić jakieś lore, to powiedziałbym, że to wymiar udręczony przez Elder Goda z Legacy of Kain, tak mi się te mackogały kojarzyły. A jak w to się gra? Twórcy jako inspiracje podają zarówno pierwsze odsłony Prince of Persia, jak o Oddworld oraz Limbo. Ekspozycja odbywa się przez eksplorację, praktycznie cały czas rozgrywki wyładowany jest gameplayem - skaczemy, chowamy się, przesuwamy skrzynie, na końcu trochę powalczymy ja już zdobędziemy broń. I to działa - nie jest to jakaś fenomenalna gra, ale pomijając fizykę postaci, do której musiałem się ciut przyzwyczaić (postać jest jakby masywniejsza, niż zazwyczaj w platformówkach 2D), to się ani trochę nie nudziłem. No i gra nie należy może do jakichś bardzo trudnych, ale też nie zalicza się do samograjów - wypada pod kątem trudności tak akurat, aby było dobrze. Oprawa wygląda bardzo okej, audio też daje radę - w ogóle jako ciekawostkę dodam, że rzadko zdarza mi się grać w grę na godzinę, która ma 16 giga, ewidentnie nie jest to rzecz sklejona w Unity na losowych assetach, tylko tytuł, gdzie ktoś bardzo przemyślał sobie, jak a gra ma wyglądać, a następnie włożył dużo pracy w to, żeby faktycznie tak wyglądała. Nie będę Wam nawijał makaronu na uszy, że to jakieś dzieło tysiąclecia i niezapomniane doświadczenie - ale to po prostu miły szpil z lekko upiornym klimatem na dobrze spędzoną godzinę.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.