-
GTA VI
spoko. a 100 lat temu za 100 dolarow kupowales samochod i co to zmienia? moge tez powiedziec, ze 20 lat temu placilem za cheesburgera 2 złote w maku i zarabialem 700 złotych.
-
GTA VI
na ogol nie bronie takich kapitalistycznych ruchow, ale ludzie. jak wychodzilo gta 5 to kosztowalo jakies 230 zlotych. teraz 6 kosztuje 350. patrzac na to jak poszly do gory ceny wszystkiego innego przez te 13 lat to nie jest to jakis wyjatek. niech kazdy zrobi sobie rachunek sumienia jakim procentem jego zarobkow bylo gta 4 w 2007 gta 5 w 2013 i teraz gta 6 w 2026 czy wolalbym zeby gra kosztowala 200 zlotych? tak. czy to jest jakis ewenement? nie. po drugie jesli za jakis tytul placic 3 i pol bomby to pewnie za taki.
-
Stellar Blade
Tydzien temu przeszedlem Ninja Gaiden 4. Gralem po japonsku i przeszkadzalo mi, ze duzo gadali w trakcie walk i dynamicznych fragmentow. Wtedy ciezko ogarnac napisy. Tu dalem angielski i w sumie jestem zadowolony bo tez sporo gadaja w trakcie gry.
-
Stellar Blade
nie wiem czemu tyle zwlekalem, ale w koncu zagralem i przelazlem. bawilem sie WYBORNIE. podobalo mi sie praktycznie wszystko. walka jest TOP. perfect parry, dodge i inne mechaniki. najblizej poziomu sekiro co widzialem. praktycznie kazdy boss byl fajny. poziom trudnosci w punkt, bez frustracji i powtarzania walk po 10 razy. mysle, ze 3/4 bossow poszlo za 1 razem. wlasciwie do samego konca (bez spoilerow, ale zrobilem to "ukryte" zakonczenie) i ostatniego przeciwnika szlo spoko. ale tam nagle wytarl mna skurwysyn podloge pewnie kilkanascie razy. lał jak pociag. podobnie mialem w lies of p gdzie rowniez dobiero trafilem na sciane na koniec. kustomizacja bohaterki super. nawet jesli pewnie polowa ciuchow jest zrobiona z mysla o spermiarzach, ale mozna przymknac oko bo na EVE wszystko wyglada dobrze. wiekszosc gry latalem w czarnym spandexie i ciemnych okularach jak trinity z matrixa. drzewko skilli super, nawet jesli nie wszystkiego uzywalem (najczesciej L1+kwadrat). side questy jak to zwykle bywa, takie fifty-fifty. ale zrobilem wszystkie (z tablicy juz pod koniec olalem bo zbyt nudne). muzyka w wiekszosci zajebista. graficzka super. troche chujowo, ze dwie najwieksze lokacje w grze to pustkowia, ale cala reszta nadrabiala. gra swietnie wynagradza lizanie scian - zawsze cos znajdziesz jak zejdziesz z trasy. jedyne wady to voice acting Lilly i czasami dialogi, bo sama historia dosc spoko i satysfakcjonujace zakonczenie. no zajebista gierka co tu gadac. nie nazwalbym jej soulslike, ale zdecydowanie najblizej mi porownac ja do sekiro z elementami slasherow. do tego sporo mechanik z ktorych wiekszosc jest bardzo dobra. czekam na sequel z chujem w łapie.
-
Final Fantasy VII Revelation
Wiadomo, ja nie szkaluje. Uwazam Rebirth za najlepsza gre wszechczasow. Samo finalowe starcie dostarcza tyle, ze reszta gry moglaby byc w symulatorze. Mysle, ze KOTR zasluguje jednak na specjalne potraktowanie. Zreszta watpie zeby trzeba bylo lac 13 jednoczesnie. A jesli zrobia challenge z 13 walkami pod rzad to jebac ich. (Zrobie z przyjemnoscia pewnie)
-
Final Fantasy VII Revelation
spoko, tak jak wszystkie summony z poprzednich czesci. wierze, ze nie bedzie to VR tylko epickie starcie w fajnej lokacji. te summony w VR, moze inaczej - summony TYLKO w vr - to dla mnie najwiekszy (jedyny?) minus Rebirth. jasne, jak gowno wpada w wentylator i sie napierdalasz z bahamutem to sie troche o tym zapomina, ale wciaz jest to duze uproszczenie. co jest dziwne jak na gre w ktorej widac, ze raczej nikt zakretow nie scinal i niczym wieslaw wojnar grosza nie skąpił.
-
Final Fantasy Resonance
mega fajnie to wyglada
-
Final Fantasy VII Revelation
ciekaw jestem bardzo starc z weaponami, troche wyglada jakby to nie miala byc taka klasyczna walka, tylko jednak cos z gimmickami. w sumie fajnie bo one powinny byc bardzo duze i zeby nie skonczylo sie w jak w soulsach gdzie lejesz smoka w pięte az umrze. KOTR bedzie na pewno, tez jestem ciekaw jak to rozwiaza. mam nadzieje, ze inaczej niz walka w symulatorze. no i licze na walke z tankceratopsem
-
Kingdom Hearts 4
nie gralem w zadnego KH. warto w to wchodzic czy lepiej spokojnie umrzec nie poznajac juz nigdy tej serii?
-
Thief: The Dark Project Remastered (Nightdive)
chryste, ale bede w to napierdalał
-
Final Fantasy VII Revelation
Kosmos. Do tego joby dodali. Pojebani. Bede gral jak wsciekly.
-
007 First Light
gierka ukonczona. bawilem sie dobrze, w porywach spadało do niezle. jesli bywaly momenty bardzo dobre to raczej na chwilke. glowny bohater super, chociaz nie moglem przestac myslec, ze gram Henrykiem ze Skalicy. M, Greenway, Monepenny - tez fajni. Q bardzo dobry. gadzety bardzo dobre, chociaz nie przydawaly sie super czesto. dlaczego? bo gra jest prosta na tej samej zasadzie jak Indiana Jones. walka, rzucanie przedmiotami itd. jest na tyle latwa (gralem na najwyzszym poziomie trudnosci) i do tego nie ma zadnej "kary" za rozrobe, ze jak tylko gowno wpadlo w wentylator to po chwili lezalo dookola mnie 12 nieprzytomnych gosci. druga kwestia - widzialem troche tego co piszecie, jedni narzekaja na malo akcji, drudzy pisza, ze fajny szpiegowski klimat. dla mnie niestety zabraklo tutaj jamesa bonda. sekcje "szpiegowskie" byly bardziej w stylu pierwszego mission impossible. kilka osob, kontakt przez sluchawke, nowoczesne gadzety, naprowadzanie na cel i inne takie. ja wiem, ze bond uzywa bajerow, ale tutaj bylo 'zbyt nowoczesnie' jak na moj gust. jedyny moment gdzie czulem sie jak 007 to wietnam. akcja i skradanie. kurwa. bond latajacy na kuckach po krzakach? to mi sie nie podobalo. lepiej sie sprawdzalo to w stylu hitmana gdzie po prostu lazisz miedzy ludzmi, pijesz drinki i zalatwiasz sprawy bajera. troche tego tutaj bylo, ale nie duzo. samo strzelanie ok. czasami za duzo jak sie wpadalo z killrooma do killroma. no i rzecz z ktora mam najwiecej watpliwosci. fajnie, ze origin story, ale no wlasciwie to zabraklo mi tu niemalze wszystkiego. pierdoły, ale jednak spoilery
-
Champions League
ogladam mecz, zona obok jednym okiem. mowie, ze dwie stare zasady rzutow karnych. mlodzi murzyni i dreptanie przed strzalem to zawsze wtopa. no i spudlowalo dwoch drepczacych mlodych murzynow. dobrze, ze w tym szalonym pedzacym naprzod swiecie wciaz sa pewne konstansy.
-
ZERO PARADES: For Dead Spies
mam w sumie w dupie te ich dramy, wyglada fajnie. oceny sugeruja, ze dowiezli bo pewnie niektorzy obnizyli za to co sie dzialo. ostatnio przeszedlem esoteric ebb (nie chce mi sie tworzyc tematu), ktora mechanicznie jest niemalze identyczna co DE no i bawilem sie wy-bo-rnie. to chyba dobry sygnal, ze po prostu tego typu gierki mi leżą. wiec poczekam kilka miechow az spatchuja bo podobno na razie roznie bywa i wjezdzam.
-
MIXTAPE
nikt z nas nie wkraczal w pelnoletnosc w slonecznej kalifornii, ani nikt z nas nie sluchal konkretnie tych piosenek. po prostu gra opowiada o pewnym okresie zycia ktory kazdy z nas przezyl i mozna bez problemu przetlumaczyc sobie sytuacje w ktorych sa bohaterowie na sytuacje z naszego zycia. po drugie, gra nie jest o latach 90, wiec narzekanie chocby na brak muzyki z epoki jest bez sensu. dzieje sie w latach 90, ale nie jest o nich. 10/10 bym nie dal, jakis typ z ign dal i nie wiem co z tego. niektorzy serio przesadnie chyba to rozkminiaja. a sam mixtape. kultura (gry, muza, filmy etc.) maja wzbudzac okreslone emocje. w mixtape mi ich nie zabraklo. "baza" ukryta na odludziu w ktorej pilismy i gralismy w karty, uciekanie przed policja bo ktos zadzwonil, ze dzieciaki pija piwo na cmentarzu, zakazy wychodzenia na impreze, przyjaznie ktore nie przetrwaly prozy zycia (chocby kumple ktorzy wyjechali po liceum do uk) itd. na pewnym poziomie to co sie dzieje w grze jest uniwersalne nawet dla kogos kto dorastal w szarych blokowiskach. plus w grze jest scena w ktorej grasz w baseball. odbijasz idealnie na home run i zaczyna leciec "the touch" z transformersow. stawiam ten moment nad 'ekscytujacy' gejmplej jakiegos asasyna czy innego call of duty, robionych pewnie na pamieci miesniowej a za kilka lat generowanych przez ai.