God of War Ascension
Przez lata ignorowałem tę część będąc przekonanym, że to jakiś średni i na siłę zrobiony prequel, ale myliłem się srogo. Widocznie najpierw musiałem boleśnie odbić się od Ragnaroka, żeby w pełni docenić kunszt dawnego Santa Monica Studio W każdym razie podoba mi się szereg zmian wprowadzonych w systemie walki, widać że nawet deweloperzy zdawali sobie sprawę, że po raz szósty ta sama kalka nie przejdzie i trzeba co nieco zmodyfikować. QTE są tym razem bardziej interaktywne, wrogom można kraść i bronie, żeby chwilę później rozbijać nimi ich puste cymbały, konkretnie zmieniona została magia, tym razem oparta na żywiołach, dzięki czemu za pomocą ostrzy chaosu da się sfajczyć wrogów ogniem, razić ich piorunami czy zamienić w sople lodu. Podoba mi się motyw w stylu Killer is Dead, polegający na tym, że im dłuższe combo budujemy bez otrzymywania obrażeń, tym mocniej naładowane magią są ostrza i dzięki temu damage zostaje potężnie zwiększony. Pięknie motywuje to do uważniejszego grania, zamiast tępego mashowania.
Nawet jeżeli chodzi o zagadki udało się wprowadzić nieco świeżości i kreatywności. Z biegiem gry otrzymujemy dostęp do zabawki pozwalającej manipulować różnymi obiektami, dzięki której można np naprawić rozwalony most albo przywrócić do funkcjonalności zniszczony młyn - pomijając jak to zajebiście wygląda wizualnie, kiedy te gigantyczne konstrukcje łączą się w całość z rozbitych kawałeczków, to jest kilka momentów, podczas których należy trochę ruszyć głową, żeby przejść dalej. Ciekawiej robi się chwilę później, gdy Kratos otrzymuje zdolność przyzwania swojego klona, nie tylko pomagającego w trakcie samej walki, ale też przy łamigłówkach: ziomek może np przytrzymać dla nas wajchę albo stanowić obciążenie dla jakiegoś mechanizmu, po którym możemy się szybko wdrapać. Pod koniec gry pojawiają się nawet puzzle wymagające wykorzystania obu tych mechanik jednocześnie, a na jednej z nich utknąłem na dobre 20 minut Pozostaje lekki niedosyt, bo dało się zrobić z tym więcej, ale i tak fajnie, że między tymi ostrymi młóćkami gra czasem przypomina, że mamy tu do czynienia z action-adventure, a nie po prostu ze slasherem.
Pykało mi się naprawdę dobrze. Ok, fabularnie nie jest zbyt ciekawie, czuć że gra toczy się o mniejszą stawkę niż w pozostałych odsłonach, główne złodupczynie są bardzo słabe (chociaż ostatni boss zajebisty, właśnie tak powinna wyglądać finałowa potyczka w GoW 3), no i jednak ciąży trochę brak Cory'ego Barloga (koleś robił wtedy reboot Tomb Raidera), ale i tak gierka okazała się dużo lepsza niż początkowo zakładałem. Warto sprawdzić chociażby dla samego Kratosa, kiedy nie był jeszcze aż tak zepsuty i opanowany żądzą zemsty i potrafił nawet ratować NPCe z opresji.