Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Czokosz

Użytkownicy
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Czokosz

  1. Czokosz odpowiedział(a) na ASX temat w Xbox Series X|S
    Przy Indianie też tacy ludzie pracowali i wyszło spoko. Jakaś dawka zachodniej ideologii na pewno będzie, ale jak na stanowiskach kierowniczych są kumaci ludzie, to będą to dozować odpowiednio, żeby odhaczyć każdy podpunkt z listy postępowego człowieka, ale jednocześnie nie męczyć tym na każdym kroku. Bardziej się obawiam nadreprezentacji silnych kobiet jak w grach od obecnego Obisdianu. Wszędzie te same postaci, które niczym się od siebie nie różnią, każda jest silna, niezależna, pewna siebie. Taki wyidealizowany obraz po prostu męczy na dłuższą metę. Niech te postaci mają jakieś zwyczajne ludzkie słabości, różnice w charakterze, a nie ten sam jebany klon klepany według jednego schematu i serwowany graczowi do wyrzygu. W Wiedżminie była taka pewna siebie, pyskata, zołzowata Yennefer, ale wiele kobiet w tym świecie miało od niej odmienny charakter i stanowiły dla niej kontrast. Jakby Obsidian robił Wieśka to ten kontrast by nie istniał i każda kobieca postać byłaby jej klonem. Już kij w to, że pojawi się co jakiś czas homoseksualna para, że pojawi się postać typu "zrobłium, pomogłum", ale niech chociaż męska i żeńska populacja składa się z postaci o odmiennym charakterze, a nie to infantylne opowiadanie dorosłym ludziom bajki o samych idealnych kobietach i pizdowatych facetach, którzy bez silnej kobiety u swojego boku nie potrafiliby zawiązać sznurówek. To bardziej wkurwia w tym postępowym pisarstwie niż jakieś wątki lgbt.
  2. Czokosz odpowiedział(a) na Kalel temat w Region Filmowy
    Nareszcie Lobo na wielkim ekranie.
  3. Czokosz odpowiedział(a) na ASX temat w Xbox Series X|S
    Ja mam nadzieję, że to nie będzie kolejne Avowed tej generacji i pomimo gęsto serwowanego ideologicznego przekazu dostaniemy postaci, dialogi i fabułę napisane przynajmniej na przyzwoitym poziomie. Jak to nie będzie wkurwiać na każdym kroku to resztę załatwi wciągająca eksploracja, walka, poboczne aktywności itd.
  4. Ale byłby jaja jakby wczoraj wjechało info, że kasują remake PoP, ale na otarcie łez dają patch 60 fps do oryginalnej odsłony... piękny byłby to trolling ze strony ubi i dodatkowe podkurwienie wszystkich.
  5. Pójdą teraz na grubo z tym tasiemcami z otwartym światem, mikrotransakcjami i pojebaną ilością znaczników, a mogliby rozbudować portfolio o korytarzowe singlowe gierki, zlecić taki projekt komuś innemu (nawet takie Virtuos, które robiło ostatnio remaster Obliviona) na znanej marce coś by im zawsze skapnęło i byliby do przodu. Jebane ubisoftowe dusigrosze wolą dać taki projekt grupie kilkunastu stażystów i dziwić się, że od paru lat nie mogą gry doprowadzić do porządnego stanu, a reszta niech zapieprza na taśmociągu zwanym far cry i assassin's creed. Przecież to niemożliwe, żeby był w to zaangażowany jakieś większy, poważny zespół, bo to już by było dawno skończone.
  6. Tutaj ma to sens, bo to by trochę głupio wyglądało, jakby Geralt kasował zwykłych wieśniaków i mieszczan bez żadnego powodu. W końcu to postać mocno osadzona w tym uniwersum, która kieruje się jakimiś zasadami i kodeksem. Dopiero by po Redach jechali, że wyjebane mają na materiał żródłowy i z łowcy potworów zrobili zwykłego rzezimieszka, który może wejść do pierwszej lepszej chaty i zaciukać całą rodzinę. Może Geralt sprawia wrażenie oziębłego emocjonalnie, ale w wielu momentach widać, że to po prostu dobry chłop, który chce tylko realizować kolejne zlecenia, grać w gwinta i odwiedzać kurtyzany. Do tego ma ogromną cierpliwość do ludzi, bo nieraz karku nadstawia, walczy z jakimś Gryfem pół dnia, a na koniec go w chuja robią i dają mieszek lżejszy o połowę dogadanej sumy.
  7. Miał być shadow drop a jest shadow cancel : (
  8. Czokosz odpowiedział(a) na Patricko temat w Ogólne
    Zrobili PoP The Lost Crown i The Rogue PoP, więc dwie dobre gry im wyszły, ale reszta to faktycznie takie bezpłciowe gówno, że nie chce się tego odpalać.
  9. Czokosz odpowiedział(a) na Szermac temat w Ogólne
    Ale zaskoczyli tym, że dodatek dali za friko Ograłem jakiś czas temu na konsoli i mega mi się podobała ta gierka. Obok Blasphemousa jedna z moich ulubionych nowożytnych metroidvanii. Aż kupie na kolejnej platformie, bo widzę, że u gabena teraz promka za 5 dyszek. Oby kiedyś się zabrali za kontynuację.
  10. Udało mi się ukończyć 3 zaległe seriale z uniwersum DC napoczęte w zeszłym roku. Jedynie Pingwina zacząłem oglądać jakiś tydzień temu i łyknąłem całość w 3 dni. Peacemaker - pierwszy sezon dał mi wszystko czego oczekiwałem od tego typu serialu. Był głupkowaty humor, dobre tempo, fajne sceny akcji, niezbyt ambitna fabuła, która miała być tylko tłem dla ciśnięcia beki z tej całej zabawy w superbohaterów. W drugim sezonie tempo siada w pierwszych odcinkach, zaczyna wjeżdzać więcej poważnych wątków, potem środkowe epizody nieco ratują sytuacje, ale ostatni odcinek to znów mocna zniżka formy. Pomimo gorszego drugiego sezonu (gorszy niż pierwszy, ale i tak ma wiele fajnych momentów) jestem zadowolony, bo to taki przyjemny odmóżdzacz, który przeważnie oglądałem jak nie miałem siły i chęci na poważniejsze klimaty. Watchmen - kolejny serial, który pokazuje, że chowanie twarzy pod maską i ściganie przestępców nie jest zajęciem dla normalnych i stabilnych emocjonalnie ludzi. Tu już jest bardziej mrocznie, ale nadal z miejscem na jakąś humorystyczną wrzutkę co jakiś czas. Niektórzy na filmwebie narzekali, że serial powoli się rozkręca, żeby w ostatnich odcinkach nabrać odpowiedniego tempa i powyjaśniać wszystkie niejasności. Jak dla mnie od początku było spoko i szybko kupił mnie ten specyficzny klimat, z którym zetknąłem się pierwszy raz, bo wcześniej nie czytałem komiksów ani nie oglądałem filmu z 2009 roku (zamierzam nadrobić w najbliższym czasie) przez co pewnie nie wyłapałem wielu nawiązań. Daleko mi do jakichś zachwytów, ale ogólnie podobało mi się i dałbym mocne 8/10. Batman Caped Crusader - powrót animowanego Batmana, który początkowo miał być produkowany dla HBO, ale zrezygnowali z tego projektu i finalnie trafił na platformę Prime Video. Na pewno nowy Gacek podobał mi się od strony wizualnej. Sama postać Batmana też wypadła ok, zdarzały się lepsze momenty, ale jako całokształt mi nie leży ten serial. Już chuj w to woke/dei, którego dowalili na gęsto, głównie nie podobają mi się zmiany dotyczące flagowych postaci. Nagle Harley Quinn prowadzi przestępczą działalność na długo przed poznaniem Jokera, Pingwinica też wypada lipnie (naprawdę nie brakuje mrocznych kobiecych postaci w tym uniwersum, więc nie wiem po co przerobili Oswalda na Oswalde ) wątek Harvey Denta jest nieżle poprowadzony, ale jego domknięcie w ostatnim odcinku mi nie siadło. Jak dla mnie lata świetlne za animowanym Batmanem z lat 90. Nie powiedziałbym, że to jakiś kompletny szajs, ale więcej niż 5/10 bym nie dał. Drugi sezon w drodze i na pewno obejrzę dla Jokera, ale nie mam dużych oczekiwań po tym co zobaczyłem w pierwszym. Pingwin - zdecydowanie najlepszy serial z całej czwórki. Niby sporo rzeczy jest przewidywalnych, ale każdy odcinek trzyma tempo, jest wiele świetnych scen, dialogów, dobrze napisanych drugoplanowych postaci, Pingwin i Sofia Falcone to aktorski popis na najwyższym poziomie. Nieraz dobre seriale mają to do siebie, że potrafią się wywalić na ostatniej prostej i dostarczyć niesatysfakcjonujące zakończenie, ale w przypadku Pingwina na szczęście tak nie było. Zdążyłem polubić Oswalda i kibicowałem mu do samego finału, ale potem... liczę na to, że Gacek mu spuści porządny wpierdol w następnym filmie, w którym już zapowiedziano obecność Pingwina.
  11. Czokosz odpowiedział(a) na Figaro temat w Koguty Domowe
    Będzie siemię lniane pite przed robotą, a nie browar, więc nie musisz się martwić.
  12. Dracula 2025 - aż sobie wygooglowałem po seansie budżet tego filmu i porównałem go z Nosferatu od Roberta Eggersa. Cały czas miałem wrażenie, że to film, który był z dwa razy tańszy w produkcji, a okazało się, że w jednym i drugim przypadku budżet wyniósł około 50 milionów dolarów. W przypadku Nosferatu scenografia, oświetlenie, kostiumy, wszystko to jest na wysokim poziomie i pod kątem wizualnym to naprawdę ciekawe widowisko. Zresztą scenariusz i gra aktorska też trzymają poziom. Z kolei Dracula wygląda jak jakaś tandetna podróbka filmu Coppoli z 92 roku. Tam każdy kadr wyglądał jakby był żywcem wyjęty z obrazu, tu większość scen wygląda jakby została nakręcona przez grupę pasjonatów, którzy robią jakąś amatorską produkcję do wrzucenia na youtube. Już pierwsze ujęcia wyglądały tandetnie (nie chodzi tylko o sam wizualny aspekt, ale również scenariusz) i momentami miałem wrażenie, że to jakaś parodia. Szczególnie podczas pierwszej sceny z Christophem Waltzem (przypadła mu rola księdza w tym pażdzierzu) gdzie bada schwytaną wampirzyce, a ona co chwile stroi głupie miny i gra na poziomie "aktorów" z produkcji typu Dlaczego Ja. Zdaje sobie sprawę, że Coppola pod kątem scenariusza również spłycił niektórych bohaterów i niektóre wątki, ale to było nadal świetne kino. Niestety zeszłoroczny Dracula to zlepek scenariuszowych debilizmów, ubogiej scenografii i kiczowatego CGI. Jedynie Caleb Landry Jones wypada dobrze jako Dracula i szkoda, że tak zmarnowano jego potencjał, bo przy lepszym scenariuszu i lepszej reżyserii byłoby zdecydowanie głośniej o jego roli. Konkluzja jest taka, że Nosferatu od Eggersa jest o kilka klas lepszym filmem. Chciałbym jeszcze kiedyś obejrzeć ekranizację tej powieści na wysokim poziomie, bo uwielbiam książkę Stokera i film Coppoli, ale niestety na takową trzeba będzie jeszcze poczekać, bo reżyser tego widowiska Luc Besson zawiódł na każdym możliwym polu i stworzył potworka.
  13. Potężne Bloobery co roku jakąś kategorię wygrywają. W 2024 goty, w 2025 najlepszy średniak. Trochę boli, że nie dostali się do forumowego top 5, bo zasłużyli, ale i tak w lutym mają zapowiedzieć jakiś nowy tytuł, pewnie jeszcze w tym roku pojawią się informacje o SH 1 remake i Bloobery wracają na podium prędzej czy póżniej.
  14. Czokosz odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Disco Elysium Dawno (nawet nie wiem czy kiedykolwiek tak było) nie miałem tak, że tak bardzo wstydziłem się za to co odwalił bohater, którym przyszło mi grać. Co chwilę ktoś wypominał stłuczoną szybę, zdemolowane pomieszczenie, granie muzyki do 3 nad ranem, bieganie bez koszulki po mieście i wymachiwanie bronią przed wystraszonymi hotelowymi gośćmi. Potem na domiar złego okazuje się, że brakuje odznaki, broni, munduru, pieniędzy i jednego buta. Było tak, że raz chciałem zapaść się pod ziemię, innym razem śmiałem się z przeszłych wyczynów detektywa, a bywało i tak, że jednocześnie wstydziłem i śmiałem się z tych opowieści, których autorami były osoby postronne. Detektyw sam nic nie mówił na temat swojej przeszłości, bo doznał amnezji w wyniku zażywania sporych ilości alkoholu, substancji psychoaktywnych i chronicznego niedoboru magnezu. To nie jest kolejna sztampowa historia o genialnym detektywie na wzór Sherlocka Holmesa, który prowadzi uporządkowane śledztwo i od samego początku do końca wie co robi. W ogóle Disco trochę przełamuje strukturę klasycznego kryminału, w którym największą ciekawostką jest tożsamość mordercy. W Disco największą ciekawość budzi tożsamość głównego bohatera, która stała się tajemnicą nawet dla niego samego. Oczywiście są te wszystkie składowe w postaci przesłuchiwania świadków, badania miejsca zbrodni, szukania poszlak, skomplikowanego procesu dedukcji, wyciągania mądrych (nie tak rzadko również głupich i abstrakcyjnych) wniosków. Na szczęście szybko na miejscu zjawia się wysłany przez konkurencyjny komisariat partner dla naszego detektywa, Kim Kitsuragi, który stanowi tę bardziej trzeżwą cześć detektywistycznego duetu. Amnezja głównego bohatera pozwala kształtować jego osobowość według własnego upodobania. Można być komunistą, centrystą, miłośnikiem wolnego rynku, można kochać to co nowe albo tęsknić za starym porządkiem. Można też unikać tematów politycznych za wszelką możliwą cenę wychodząc z założenia, że to wszystko na samym końcu i tak nie ma sensu. Można również przepraszać za swoje błędy albo w ogóle za nic nikogo nie przepraszać i być bucem, szaleńcem, miłośnikiem teorii spiskowych, imprezowiczem, który wcale nie chce się zmieniać i nie ma ochoty niczego prostować w swoim życiu. W ogóle można wywalić odznakę do kosza i stwierdzić, że chuj w to całe śledztwo, koniec z pracą w policji i zabawą w detektywa. Możliwości jest sporo i każda wypowiedż, decyzja albo to jak rozdamy punkty w drzewku rozwoju postaci mają wpływ na tę historię. Również elementy ubioru mają wpływ na różne statystyki, którymi dysponuje detektyw. Można z niego zrobić abstrakcyjnego myśliciela, można rozwijać percepcje i logiczne obszary mózgu, odpowiedni czas reakcji, empatie, przekonywanie. Można też zrobić z niego typowego osiłka, który hołduje starej policyjnej tradycji według której gliniarz musi przede wszystkim potrafić wyważyć drzwi. Jest w tej grze wszystko to co się kocha w tych wszystkich RPG-ach, czyli każdy możliwy wybór, który otwiera jakieś ścieżki i jednocześnie zamyka inne. Wiele spraw domknąłem i zakończyłem je tak jak chciałem, inne spieprzyłem i podjąłem decyzję, których póżniej żałowałem. I właśnie to, że póżniej żałowałem niektórych decyzji sprawia, że uwielbiam Disco, bo to znaczy, że twórcy stworzyli tytuł, który potrafił mnie zaangażować emocjonalnie do samego końca. Dialogi są świetnie napisane i jest dużo postaci, które zapadają w pamięć. To jest ogólnie jedna z najlepiej napisanych gier w jakie miałem okazje zagrać w swoim życiu. Jedynie gubiłem się gdy zaczynały się te wszystkie polityczne dygresje i masa nazw własnych stworzonych na potrzeby tego uniwersum. Jakieś okscydentalne ludy na semeńskich ziemiach postanowiły wyzwolić się spod imperialnej władzy Aeoposolokańczyków, którą ci z kolei przejęli od pradawnego ludu Persykonów wywodzącego się w prostej linii od Maoazpagejczyków. Trochę polityczno-historycznych tematów jest, często są dobrze poddane, sporo fajnych rzeczy można było się dowiedzieć i rozumiem, że są niezbędne, ale nie będę udawał, że wszystko dobrze zrozumiałem. Kocham Disco za humor, za ściany świetnie napisanego tekstu, za tego łajdaka, którym musiałem sterować, za nie jednowymiarowe postaci, za konstrukcję tego świata, za eksplorację, za tę całą detektywistyczną robotę, która sprawiała dużo frajdy oraz za zrozumienie, że jedyną wadą słońca jest to, że oświetla nie tylko nas, ale również naszych wrogów.
  15. Czokosz odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Diablo Do pierwszej odsłony Diablo mam sentymentalny stosunek, bo dwie dekady temu obserwowałem jak brat pokonywał kolejne piętra tego demonicznego labiryntu, potem wracał do osady uzupełniać zapasy, naprawiał ekwipunek, wczytywał się w statystyki znalezionych amuletów, pierścieni, broni oraz elementów uzbrojenia. Sam nie czułem się wtedy na siłach, żeby wziąć się za bary z tym tytułem i pomóc mieszkańcom Tristram przegnać demoniczną zarazę. Przerażała mnie samotna wędrówka przez te wszystkie piekielne korytarze i wolałem pozostać w roli obserwatora. Któregoś dnia brat zapytał mnie czy nie mam ochoty spróbować, ale zamiast odpowiedzieć zgodnie z prawdą i zacytować klasyka "nie, bo ja się trochę cykam..." to po prostu skłamałem, że teraz nie mam ochoty i spróbuje za jakiś czas. Prawda była taka, że ochotę miałem ogromną, ale zabrakło odwagi. W zeszły piątek miałem przed sobą wizję czterech wolnych dni, które zamierzałem spożytkować w nieco inny sposób niż siedzenie przed komputerem, ale coś mnie podkusiło, żeby odpalić Diablo tylko na godzinkę, zobaczyć z czym to się je i ograć w następny weekend. Skończyło się tak, że wpadłem w jakiś zupełny amok, bo skończyłem rozgrywkę 5 godzin póżniej i zrozumiałem, że to nie Diablo musi poczekać do następnego piątku, a wcześniejsze plany. Formuła wydaje się prosta, bo cała pętla rozgrywki sprowadza się do rozprawiania się z demonicznym pomiotem, kursowaniem między katedrą a Tristram, szukaniem i kupowaniem lepszego ekwipunku, stopniowym progresem rozwoju postaci. Potem trzeba czyścić kolejne poziomy, odpowiednio pozycjonować postać, żeby nie dać się osaczyć, nieraz salwować się ucieczką przez magiczny portal, żeby uzupełnić zapasy i sprzedać niepotrzebne rzeczy. No i oczywiście najważniejszy punkt, żeby nie dać się zajebać i nie stracić poczynionego postępu. Bardzo szybko pojawił się syndrom jeszcze jednego piętra. Ciągle powtarzałem sobie, że wrócę tylko naprawić ekwipunek, dokupić mikstury... i tak wracałem aż cały weekend mi zleciał nie wiadomo kiedy. Twórcom udało się stworzyć grę, która trzy dekady póżniej potrafi wciągnąć na zabój takiego żółtodzioba jak ja. Po napisach końcowych dalej nie potrafię pojąć czemu tyle lat zwlekałem. No ale wracając do gierki, po wielu godzinach w końcu stanąłem do walki z samym Diablo. Trzy razy zebrałem wpierdol, postanowiłem otworzyć portal, wróciłem dokupić więcej mikstur, zmieniłem amulet na inny i spróbowałem jeszcze raz. Musiałem grać jak jakiś ulung, bo i tak mikstur starczyło na styk (tylko dwie miałem w zapasie) siekałem go tym cholernym mieczem i modliłem się żeby skurwiel w końcu padł. Nagle ostrze zatopiło się w jego cielsku i widok tryskające krwi przyniósł poczucie ulgi. Pewnie popełniłem parę błędów początkującego na przestrzeni całej gry, ale finalnie udało się wyzwolić mieszkańców Tristram. Taki trafił im się bohater, że musieli ponad 20 lat czekać aż zbierze się za odwagę, chwyci za miecz i tarczę, a potem pójdzie do tej pieprzonej katedry zrobić porządek. Na koniec chciałem jeszcze wspomnieć o modzie DevilutionX, który obsługuje wysokie rozdzielczości, łata wiele błędów oraz lepiej optymalizuje grę pod współczesne systemy jednocześnie nic nie zmieniając w samej rozgrywce. Myślałem nad Belzebubem, ale jako że jest to moja pierwsza styczność chciałem, żeby gra była jak najbliżej swojej pierwotnej formy oferując jedynie wizualne poprawki. Jak jest jeszcze jakimś cudem ktoś, kto nie miał okazji grać w tę kultową grę, to polecam skorzystać z tej opcji. Do końca roku planuje ograć pozostałe trzy części i przy okazji nadrobić książkę, którą już zamówiłem: Fajnie będzie poznać od kuchni historię powstania takiej perełki.
  16. Czokosz odpowiedział(a) na MYSZa7 temat w Ogólne
    Początkowo było 8 osób, teraz 26. Mówili w zeszłym roku, że port na konsole nie ukaże się przed wyjściem gry z wczesnego dostępu. Poza tym widziałem wpis od jednego z devów na reddicie parę miesięcy temu, w którym pisał, że właśnie rekrutują do zespołu ludzi od tego i ruszają z pracami.
  17. Sam nie wiem czemu tyle lat czekałem na ogranie tej gry. Nigdy wcześniej nie grałem w żadną odsłonę i postanowiłem prawilnie zacząć od pierwszej części. Od razu wgrałem moda DevilutionX, który poprawia sporo błędów, wprowadzę obsługę wysokich rozdzielczości i dodaje inne przydatne funkcje. Myślałem jeszcze nad Belzebubem, ale wyczytałem, że to bardziej mod dla doświadczonych graczy, którzy szukają jakiegoś urozmaicenia, a nie dla żóltodziobów, którzy pierwszy raz mierzą się z Diablo. Miałem pograć tylko godzinę bo ogólnie miałem inne plany na ten dzień, a skończyło się tak, że 5 godzin zleciało nie wiadomo kiedy... jakoś ciężko mi się było oderwać od kursowania między Tristram i katakumbami sprzedając złom, dokupując mikstury, naprawiając ekwipunek albo kupując nowe elementy uzbrojenia i potem wracając po raz enty czyścić kolejne piętra tego demonicznego labiryntu.
  18. Czokosz odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    The First Berserker: Khazan Po Lords of the Fallen soulslajkowy głód najwidoczniej nie został zaspokojony, bo widząc Khazana na świątecznej promocji postanowiłem dać mu szansę. Nadal nie byłem do końca przekonany, ale do dwóch godzin można zrobić zwrot, więc wyszedłem z założenia, że nie szkodzi spróbować. Zresztą w tego typu grach dość szybko idzie się poznać na jakości tego z czym mamy do czynienia. Pierwsze starcie i już wiedziałem, że jest dobrze. Od początku system walki kupił mnie swoją dynamiką, przyjemnym, rytmicznym parowaniem ciosów (po Sekiro i Nine Sols zakochałem się w tym na zabój i od tamtej pory zawsze mi tego brakuje w grach, które głównie stawiają na uniki) uderzenia są świetnie udżwiękowione i czuć ich ciężar, animacje są płynne i przyjemne dla oka. Wyczyściłem pierwszą lokację, dotarłem do bossa i po walce z nim wiedziałem, że żaden zwrot nie wchodzi w grę. Każda kolejne starcie z bossami fabularnymi to było coś niesamowitego. Wspaniała choreografia, różnorodnóść ataków, frajda z każdego kolejnego podejścia, które było nieco lepsze od poprzedniego, z wyczucia odpowiedniego rytmu, w którym należy sparować cios albo go uniknąć. Niekiedy druga faza i przy tym krótka cutscenka, w której boss przepoczwarza się w silniejszą, demoniczną wersję samego siebie. Daleko mi do jakiegoś wielkiego fana tego gatunku (lubię tego typu gry, ale raz na jakiś czas, teraz to był wyjątek od reguły, że po Lordsach od razu wjechałem w następny taki tytuł) przeważnie szybko się irytuje i tłumię w sobie złość, żeby nie rzucać kurwami na prawo i lewo, ale w przypadku Khazana było inaczej. Same walki dawały mi dużą satysfakcję i wracałem po raz kolejny na arenę walki z bossem, żeby po prostu popatrzeć na te jego piękne zsynchronizowane ataki i cieszyć się z samej oprawy towarzyszącej temu starciu. Co do rozwoju postaci mamy drzewko oferujące jakieś specjalne ataki, nowe combosy, zmniejszenie kosztu zużycia wytrzymałości podczas parowania albo unikania ataków. Z każdym kolejnym skilem, nowym uzbrojeniem, kolejnymi nabitymi levelami oraz po prostu poprzez czas spędzony w tym świecie i naukę mechanik gry mogłem obserwować rosnącą potęgę mojej postaci i realny progres. Do samego końca było wyzwanie (szczególnie podczas walk z bossami) ale było o tyle dobrze zbalansowane, że czuć na przestrzeni całej tej historii jak Khazan staje się coraz mocniejszym oponentem dla tych wszystkich nieczystych sił, które opanowały królestwo. Pod wieloma względami Khazan przypominał mi Nioha. Gęsto sypiący się loot, rotowanie ekwipunkiem, bo co chwilę wyleci albo lepszy element zbroi, albo broń z wyższymi statystykami. Ogólnie trzeba często dłubać, przebierać albo na póżniejszym etapie wytworzyć u kowala różnego rodzaju pancerze po znalezieniu odpowiednich schematów. Do tego mamy poboczne misje, które jak w Niohu bazują na recyklingu map z fabularnych lokacji, które przemierzamy z ich drugiego końca i na samym finiszu pokonujemy bossa. Tak samo każdą misję/lokację wybieramy na mapie regionu i w ten sposób się tam przenosimy. Nie ma tu systemu jak w grach od From Software (albo jako we wspomnianym Lords of the Fallen) że przemierzamy sieć połączonych ze sobą lokacji. Niestety jest też Niohowy recykling mini bossów, bossów w pobocznych misjach oraz zwykłych mobków. Różnorodność mogłaby być nieco większa, bo na póżniejszym etapie znałem sekwencje ich ataków na pamięć i w pewnym momencie tylko fabularni szefowie nieśli ze sobą większe wyzwanie. Niby co jakiś czas dochodzi jakiś nowy typ przeciwnika, ale i tak liczba dostępnych wariantów jest niska. Następnym zarzutem są generyczne lokacje, które pewnie mniej by mnie kłuły oczy, gdyby nie ogrywane wcześniej Lordsy. Brakuje tu większej ilości detali w otoczeniu, jakiejś ciekawszej artystycznej wizji. Sam styl graficzny jest spoko i trochę szkoda, że nie dopieszczono bardziej tych wszystkich odwiedzanych miejscówek. Oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły i momentami było na czym zawiesić oko, ale na ogół wyglądało to biednie. Nie chce też popadać w przesadę, że Khazan to brzydka gra, bo tak nie jest, ale to raczej średnia półka w tym gatunku i twórcy mogli bardziej przyłożyć się do tego elementu. Na koniec słówko o historii, która jest całkiem przyjemna w odbiorze jak na soulslike. Nie ma bełkoczących od rzeczy postaci, wydarzenia są podane w przystępny i zrozumiały sposób. Dalej sama gra jest ograniczona przez konwencje, w której to gameplay jest na pierwszym planie i dialogów nie może być za dużo, do tego dochodzi oklepany motyw zdrady i zemsty, ale finalnie dobrze to wyszło. Może Khazan nie jest tak wkurwiony jak Kratos w greckiej trylogii God of War, ale na pewno jest tak samo zdeterminowany, żeby wyrównać rachunki. Jak ktoś jeszcze nie grał i lubi ten gatunek, to polecam sprawdzić, bo to kawał solidnej gry, w której combat i walki z bossami to zdecydowanie pierwsza liga. W razie czego wyzwanie można dostosować pod siebie, bo są poziomy trudności do wyboru, więc każdy może spróbować swoich sił. Warto dać szansę Khazanowi, bo oferuje sporo dobrego i w mojej opinii zasługuje na znacznie większą uwagę.
  19. Czokosz odpowiedział(a) na Chewie temat w Ogólne
    Dotrwałem do 5 rozdziału i też dałem sobie spokój. Historia jest sztampowa (przynajmniej do momentu, w którym skończyłem, być może póżniej się rozkręca) combat jest poprawny i tyle, lokacje na jedno kopyto, na minus też to, że postać porusza się strasznie szybko i sprawia to wrażenie jakby się grało jakimś duchem, a nie człowiekiem. Jest tyle ciekawych tytułów do nadrobienia, że szkoda czasu na męczenie się do napisów końcowych. Na początku było jeszcze spoko, ale z każdym następnym rozdziałem coraz bardziej przymuszałem się do kolejnej sesji z tym tytułem. Dodam jeszcze, że średnio mi leży pomysł z dbaniem o odpowiednie odżywienie i nawodnienie postaci. Jeszcze ta zabawa w produkowanie rożnego rodzaju broni, materiałów wybuchowych i środków leczniczych ze znalezionych materiałów jest ok, ale z tym zaspokojeniem pragnienia i głodu co chwilę to jakiś absurd. Przecież to nie jest Stalker, że spędzamy w świecie gry jakieś tygodnie/miesiące i jest to jeden z parametrów, o który musimy dbać, żeby przetrwać przez dłuższy czas w nieprzyjaznym środowisku. To tak jakby w Silent Hill trzeba by było łazić po miasteczku i szukać resztek jedzenia, bo James jest głodny przez co nie ma siły machać gazrurką. Niby pierdoła, ale do tego typu gry kompletnie mi nie pasuje taki pomysł.
  20. Dla mnie ta gierka to mega odkrycie. Przeglądałem wczoraj promki na steamie i wpadł mi w oko Khazan (przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem jakiś trailer) szybko załadowałem do koszyka z myślą, że jak mi nie siądzie przez pierwsze dwie godziny to robię zwrot i poszukam czegoś innego. Skończyło się tak, że od wczoraj nastukałem parę godzin i ciągle nie mogę się doczekać kolejnej rozgrywki. Po pierwszym starciu wiedziałem, że jest dobrze. Ciosy mają swoją wagę, są zajebiście udżwiękowione, parowanie pięknie wchodzi i sprawia ogromną frajdę, Poza tym ta choreografia walk z bossami... ich design, animacje, dynamika, różnorodność ataków, piękne wizualne zmiany w otoczeniu podczas drugiej fazy. Poza tym to co jest zajebiste w tego typu grach, czyli nauka unikania niektórych ataków, parowania w odpowiednim momencie, szukania tego właściwego momentu na swoją kolej do przypuszczenia natarcia i walka z tą wewnętrzną pazernością, żeby nie przedobrzyć i nie przygrzmocić o raz za dużo, bo może się to zemścić. Tu nawet jak dostaje kolejny wpierdol i powtarzam walkę z bossem, to mam to w dupie, bo chce zobaczyć jeszcze raz jak się rusza i wykonuje te wszystkie synchronizowane akrobacje. Nawet historia jak na soulslike jakoś przyjemnie wchodzi (nie jest to nie wiadomo co, ale jest spoko) po prostu chce się człowiekowi dalej zagłębiać w ten świat. Jestem z tych graczy, których na widok potencjalnej areny z bossem w tego typu grach oblewa zimny pot i zastanawiam się po co ja sobie to robię. No ale nie tu, bo w Khazanie idę z przyjemnością dostać oklep i powoli nauczyć się odpowiedniej taktyki. Jak ktoś się waha, a lubi gry z tego gatunku (jak nie, to i tak polecam, bo są poziomy trudności, więc każdy może dostosować wyzwanie pod siebie) to warto wjechać, bo to nie jest jakiś kolejny gówno soulslike, który nie ma nic ciekawego do zaoferowania.
  21. Czokosz odpowiedział(a) na Rayos temat w Graczpospolita
    Dwie gry, które traktuję jako backlogowy must have na przyszły rok.
  22. Czokosz odpowiedział(a) na Szermac temat w Ogólne
    Wydaje mi się, że Bloobery zerkali w stronę popularności takich gier jak Elden Ring i założyli, że trudne gry na dobre weszły do mainstreamu, więc gracze pewnie docenią większe wyzwanie w postaci braku łatwego poziomu trudności. Zresztą coś tam wspominali przed premierą, że gry od From Software są dla nich jedną z inspiracji i tu najwidoczniej poczynili błędne założenie, że w gatunku survival horror tego typu rozwiązanie też się sprawdzi. Konami było mądrzejsze i zrozumiało, że nawet easy to za mało i w póżniejszej aktualizacji dorzucili poziom trudności, na którym poradziła by sobie nawet moja 90 letnia babcia. Dla niektórych samo słowo horror w opisie gry sprawia, że odpalenie jej jest wyzwaniem, a co dopiero opinie od innych graczy, że nie ma trybu story mode albo easy i od początku trzeba się męczyć na normalu.
  23. Czokosz odpowiedział(a) na Szermac temat w Ogólne
    Zdaje sobie z tego sprawę i sam nie zaliczam się do tych wszystkich pro graczy, którzy przechodzą gry z serii RE z opaską na oczach. Dla mnie hard to było zawsze ostateczne wyzwanie, w którym często szło mi do dupy, ale jakoś udało się dobrnąć do napisów końcowych. Piszę więc z perspektywy gracza o przeciętnych umiejętnościach, który nie rozumie skąd się wzięło to przekonanie, że Cronos jest jakoś wyjątkowo trudną grą. Normal jest spoko wyważony, za to hard z tymi wszystkimi ulepszeniami z pierwszego przejścia i zdobytymi zasobami zmienia się w easy. Za chuj nie rozumiem skąd Cronosowi przypadł akurat ten status, skoro zdecydowanie trudniejsze wyzwanie jest chociażby w Dead Space, The Evil Within czy nawet we wspomnianych Residentach. W przypadku tej gry zaliczyć 400 zgonów to już trzeba naprawdę nie wyciągać żadnych wniosków ze swoich porażek. Jak sam przechodziłem Cronosa to trochę obserwowałem ten wątek, bo byłem ciekaw statystyk końcowych innych graczy i niejednokrotnie trafiałem na wpisy osób, które przyznawały, że są niedzielniakami. Ich licznik oscylował w granicach 100-150 zgonów, więc jego liczba to i tak jakaś abstrakcja. Oddać mu trzeba jedynie to, że nie psioczy na twórców, że żle zbalansowali grę.
  24. Czokosz odpowiedział(a) na Szermac temat w Ogólne
    Jakiś chłop na reddicie wstawił wczoraj swoje statystyki, 400 zgonów na normalu xD Naprawdę daleki jestem od wyśmiewania innych graczy, bo sam często potrafię grać jak ulung i tylko przez ośli upór w końcu uczę się ogarniać grę na przyzwoitym poziomie, ale żeby w przypadku Cronosa tyle razy zaliczyć zgon to już naprawdę trzeba być debilem.
  25. I tak już nic więcej nie przejdę w tym roku, więc napocznę coroczne podsumowanie. 1.Alan Wake II- daleko mi do zachwytów i nazywania tej gry jednym z najlepszych przedstawicieli gatunku survival horror, ale szanuje za to, że ma swój unikalny styl. Kocham za poczucie humoru, kocham za musical, za lokacje i głównych bohaterów tej opowieści. Nie lubię za to, że wspomnianego humoru niekiedy jest za dużo i są momenty, w których wybija z klimatu, nie lubię też za to, że dialogi często zahaczają o grafomanie (szczególnie u postaci pobocznych, które zachowują się jakby wpadły do kociołka z psychodelikami) i nie lubię za tę całą detektywistyczną robotę z przenoszeniem się do umysłu postaci i łączeniu kropek na tablicy poszlak. Warto było w to zagrać i mam nadzieje, że ziomki z Remedy zrobią kiedyś trzecią odsłonę. 2.Crash Bandicoot N. Sane Trilogy - nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej franczyzy i traktowałem ją jako przyjemny przerywnik od innych gier. Raczej wracał nie będę, ale bawiłem się dobrze i miło będę wspominał. 3.Indiana Jones i Wielki Krąg - dobrze napisane postaci, wciągająca eksploracja, przyjemna i jednocześnie zabawna walka, fajnie zaprojektowane lokacje. Spore zaskoczenie, bo spodziewałem się takiej spoko gierki 7/10, a bawiłem się świetnie do samego końca i finalnie dałbym 9. 4.Dead Space OG - gra do której lubię wracać co jakiś czas, a że akurat była promka na Gogu, to kupiłem na kolejną platformę i od razu ograłem. Straciłem rachubę, który raz już ją przechodzę, ale wiem tylko tyle, że za każdym razem bawię się przednio. 5.Wanted Dead - budżetowy slasher z gównianymi dialogami, debilnymi i przerysowanymi do bólu postaciami, lokacjami i grafiką z ery ps3, skandalicznie wysoką ceną premierową (wydawca to wycenił na 270zł...) ale jednocześnie z systemem walki, który może nie jest jakiś topowy i sporo mu brakuje do najlepszych gier z tego gatunku, ale idzie czerpać z niego satysfakcję. Kupiłem na promce za jakieś 50zł i w ten cenie to był dobry interes. 6.Devil May Cry 5 - tu z kolej system walki to top (jedynie V mi się średnio grało, za to Nero, Dante i Vergil robią robotę), postaci są spoko i da się je lubić, przyjebać się mogę jedynie do designu lokacji, do którego twórcy specjalnie się nie przyłożyli, a to jednak ważny element. Fabuła mnie jakoś mocno nie wciągnęła, ale po pierwsze to slasher, więc nie jest to najistotniejszy element, a po drugie coś z niej pamiętam w porównaniu do Wanted Dead. 7.Ninja Gaiden 2 Black - pierwsza styczność z serią i na pewno nie ostatnia. System walki dynamiczny i wymagający, finishery do samego końca sprawiają dziką satysfakcje, jucha się leje przez cały ekran, a kończyny latają w każdym możliwym kierunku. Przy napisach końcowych czułem się jakbym wysiadł z kolejki górskiej. 8.Atomfall - taki budżetowy Fallout osadzony w północnej Anglii w latach 60. AI przeciwników to żart, system walki jest mocno drewniany, fabuła nie porywa jakoś mocno (choć daje trochę możliwości i ma swoje momenty) dowiozła za to eksploracja, staro szkolne podejście z brakiem znaczników, fajne rozwiązanie związane z ekonomią w świecie postapo, w którym za walutę robią posiadane przez nas przedmioty i może nią być broń, ciuchy, żywność albo apteczki. Nie jest to długa gra i uważam, że spoko to wyszło, bo potrzebne są też produkcje o mniejszej skali, których zawartość jest bardziej skondensowana. Trzymam kciuki za powstanie drugiej odsłony. 9.Nine Sols - niby najlepszy system walki z jakim się spotkałem jeśli chodzi o metroidvanie 2D, ale finalnie czegoś mi zabrakło. Walki z bossami super, czyszczenie lokacji też, elementy platformowe wypadły dobrze, ale miałem momenty, gdy odczuwałem znużenie. Myślę że nie leżał mi specjalnie setting tej gry. Za to wspomniana walka żywcem wyjęta z Sekiro to po prostu coś wspaniałego i za to wystawiam temu tytułowi mocne 8. 10.Bloodrayne - fajnie było wejść w ten świat i posiekać pół-wampirzycą tabuny nazistów, ale trzeba uczciwie przyznać, że gra jest już mocno archaiczna. Bardziej nadrobiłem z sentymentu (jedno z pierwszych wspomnień z dziecińśtwa jak brat w to łupał w święta) ale ogólnie nie polecam, bo od początku do samego końca gameplay nie oferuje niczego nowego i póżniej już mocno nuży. 11.Bloodrayne 2 - spotkałem się z opiniami, że niektórzy gracze uznają pierwszą odsłonę za lepszą grę od jej kontynuacji. Ja jestem zupełnie innego zdania i dużo lepiej bawiłem się przy dwójce. Nadal jest sporo archaizmów, system walki jest średni, walki z bossami to spacerek, ale jechanie na szpilkach po poręczy i jednoczesne przecinanie w pół chłopów stojących na schodach to był piękny widok i nie zapomnę go nigdy. 12.Onimusha Warlords- prosty, ale przyjemny system walki, trochę zagadek, eksploracji, walk z bossami. Nic mnie nie powaliło na kolana (poza świetnym, mrocznym klimatem) co jest zrozumiałe ze względu na rok produkcji. Mimo wszystko to było przyjemnych kilka godzin, które zachęciły mnie do wrzucenia na listę życzeń przyszłorocznej odsłony. 13.Silent Hill - pierwsza odsłona serii, która nadal trzyma się dobrze. Już kij w tę walkę, bo ona zawsze była lipna w SH, ale projekt lokacji, ciekawie zaprojektowane łamigłówki (przy zagadce z pianinem byłem bliski załamania nerwowego) spotykane postaci i rozwiązania fabularne dowożą to co trzeba. Nie mogę się doczekać na remake od Blooberów. 14.Silent Hill 2 OG - gra 10/10 za to co wniosła do gatunku, za wspaniałą historię, którą można interpretować na wiele sposobów, za niesamowity design zwykłych maszkar i bossów, za głównego bohatera, którego chciałbym znienawidzić, ale nie umiem. 15.Warhammer Boltgun - kompletnie nie siadła mi ta gra. Strzelanie nawet spoko, ale wkurza mała różnorodność przeciwników, powtarzalność bossów, kiepski level design. Nie jest to na pewno jakiś crap, ale więcej niż 5/10 bym nie dał. 16.Fran Bow - mroczna, psychodeliczna podróż przez umysł głównej bohaterki pełna niepokojących motywów, fajnych zagadek do rozwiązania o różnym stopniu trudności oraz ciekawie zaprojektowanych lokacji. Pozycja godna polecenia dla fanów gier typu point and click, szczególnie teraz na zimowe wieczory, w których takie niepokojące historie wchodzą najlepiej. 17.Valfaris - taka średniej jakości platformówka 2D, którą polecałbym jedynie na promocji za kilkanaście złotych. Na plus na pewno ostatni boss (w mojej opinii jedyny dobry, reszta jest lipna) idzie się przy tym dobrze bawić, ale jak ktoś oleje ten tytuł to niewiele straci. 18. The Messenger - gra podobnego typu do Valfaris, ale o kilka klas lepsza ze względu na dużo lepiej wykonane elementy platformowe i walki z bossami. To tytuł zdecydowanie warty polecenia. 19. Black - moje backlogowe GOTY i jeden z lepszych fps-ów, w który miałem okazje zagrać. W przyszłym roku zrobię powtórkę na wyższym poziomie trudności. 20. Cronos The New Dawn - po SH2 remake i po Cronosie każda następna gra od Blooberów to dla mnie obowiązkowy zakup. Wiadomo, że sam Cronos ma pewne mankamenty w postaci historii, która mogłaby zostać poprowadzona nieco lepiej (nadal spoko jak na standardy gatunku, ale trochę brakuje do najlepszych) braku zagadek, zbyt łatwych bossów, na których zawsze jest jeden patent. Kocham za to za postapo PRL-owski Kraków, system walki, który z czasem się rozkręca i oferuje sporo dobrego, eksplorację, design lokacji i masę smaczków, które szczególnie docenią gracze z Polski. 21.Doom The Dark Ages - moje top 3 tego roku. Świetnie się bawiłem do samego końca, wbiłem platynę i planuje powtórkę za jakiś czas. 22.Dead Space Remake - po Cronosie mało mi było i wróciłem po platynę mierząc się z trybem Impossible, w którym zgon oznacza koniec gry. Kocham całym sercem i uważam za jedną z gier mojego życia. 23.Silent Hill f - system walki nie siadł mi kompletnie (poza walkami z bossami, to wypadło spoko) etapy w lisiej świątyni są do dupy, eksploracja i zagadki na plus, fabuła rozwala system. Sceny z rytuału na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Kibicuje twórcom, bo mają talent, ciekawą wizje i czują klimat tej serii, ale gameplay muszą poprawić w następnej grze. 24.Ninja Gaiden Ragebound - spoko mi się w to grało, ale jednocześnie jest to dla mnie tytuł bez większej historii. 2-3 krótsze sesje i po sprawie. 25.Luto - symulator chodzenia z ciekawą i smutną historią w tle oraz z kilkoma zagadkami do rozwiązania. Mam duży szacunek dla twórców, że wzięli na warsztat temat choroby bliskiej osoby i opowiedzieli o nim w dojrzały sposób bez wplatania do rozgrywki jakichś tanich straszaków. 26.Warhammer Space Marine 2 - super się bawiłem, kampania mi się podobała, potem trochę PvE i PvP, jednak w którymś momencie nasyciłem się po korek i odinstalowałem. Chmary przeciwników i design lokacji robią ogromne wrażenie. W trzecią odsłonę wjeżdżam na premierę. 27.Keeper- audiowizualna uczta, ale nie każdemu siądzie ten typ rozgrywki. Fajnie że ziomki z Double Fine dalej podążają za swoją wizją i robią nietypowe rzeczy, ale liczę, że mają coś więcej w zanadrzu na najbliższy czas. 28.FAITH: The Unholy Trinity - nawet spoko gierka nawiązująca do ery 8-bitowych gier. Historia jest sztampowa, za to sam klimat mocno mi siadł. 29. Ekspedycja 33 - moje GOTY 2025 i obowiązkowa pozycja do powtórzenia na przyszły rok. Czuć na każdym kroku, że to dzieło artystów i pasjonatów z ogromnym talentem. 30.Mouthwashing - kompletnie nie kumam fenomenu tej gry i za co otrzymała tyle nagród. Historia jest ok, ale jakoś mocno mnie nie porwała, pod kątem rozgrywki to zwykły symulator chodzenia, w którym wykonuje się jedynie proste czynności pchające fabułę naprzód. Maksymalnie dałbym 6/10. 31.Rule of Rose - kocham za fabułę i ciekawie nakreślone postaci, nie lubię za gameplay. Jak ktoś nie grał to polecam wrzucić na emulator, wgrać kody na nieśmiertelność i chłonąć ten tytuł dla samej historii, bo jest tego warta. 32.Call of Cthulu Dark Corners of the Earh - pierwsza połowa gry to absolutna perełka, druga to jakieś nieporozumienie. Scenarzyści wykonali świetną robotę, ale niestety tylko oni. O końcówce chce zapomnieć, bo ostatnia lokacja cierpi na tak dziadowski level desing, że mogłaby robić za instruktaż jakich błędów nie popełniać w tym zakresie. 33. Halls of Torment - pozycja do polecenia dla fanów Vampire Survivors w stylistyce Diablo I/ Diablo II. Nie gwarantuje, że siądzie, ale warto dać szansę, bo jest do wyrwania za kilkanaście złotych i całkiem spoko się sprawdza na krótkie sesje przegryzane innym tytułem. Tak grałem przez 2-3 miesiące z doskoku i w końcu zobaczyłem napisy końcowe. 34. Lords of the Fallen 2023 - nadal trochę brakuje do najlepszych gier z tego gatunku, ale to po prostu kawał dobrej gry, która powoli wyszła na prostą po wielu poprawkach. Warto sprawdzić na promocji za parę dyszek, bo jest co eksplorować, parę fajnych bossów się trafi, super się gra w co-opie, lokacje pod kątem artystycznym i graficznym to zdecydowanie górna półka.

Account

Navigation

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.