Oj podpisuję się pod tym, gram sobie, jestem w 300 layerze i nie ma szału kompletnie. Naciskanie R i rozwalanie wszystkiego łapami, wow, szczyt mechaniki gameplayowej. Zero wyzwania, bossowie to jakiś żart, mechanika Bananzy to żart (można ją mieć odpaloną praktycznie cały czas, ale wtedy to gra się jak w jakąś mobilkę), muzyka nie zapada w pamięć, nawet kurde design leveli jest póki co słabiutki. Nie wiem, może będzie lepiej później, ale nie po to gram w takie sztosy od Nintendo, żeby po 10 godzinach się gra rozkręcała. Do Odysejki jak mnie przykleiło, to nie mogło odkleić przez kilkadziesiąt godzin, a tu? Wejdę na parędziesiąt minut i mi się odechciewa. Jest za łatwo, bez kombinowania, bez eksploracji, no kurwa :/ Nie potrzebuję tanich zastrzyków dopaminy, która mi ta gra serwuje, tylko czegoś więcej. Dam jeszcze trochę szansę, ale chyba poleci na sprzedaż i kupię sobie Donkey Kong Country Returns HD. O, albo przejdę SMG2. No nie wiem, takie tech demo ta Bananza.