Treść opublikowana przez kotlet_schabowy
-
własnie ukonczyłem...
Metal Gear Solid Delta: Snake Eater (PS5) Czyli pierwszy tytuł zaliczony na PS5 po powrocie do tej platformy, jednocześnie pierwszy na PS5 Pro i pierwszy na Oledzie Bożym. Okoliczności te sprawiły, że mimo iż ów remake jest w powszechnej opinii (czy to graczy, czy "speców") uznawany raczej za technicznie niedopracowany i niedomagający, tak ja jarałem się tym, co widzę, liżąc ściany, przypatrując się otoczeniu w perspektywie FPP czy oglądając złapane zwierzaki w menu, zachwycając się szczegółowością wykonania. Owszem, im dłużej grałem, tym chłodniej oceniałem całokształt, dostrzegając niedociągnięcia (szczególnie zbliżając się do ekranu), ale i tak uważam, że gra wygląda pięknie, choć powinna być bardziej dopieszczona, szczególnie biorąc pod uwagę rzekome bycie "Pro Enhanced". Druga sprawa to zmiany artystyczne. Największe kontrowersje może budzić ogólna kolorystyka (jest "realistyczniej", ale jednocześnie można odpalić filtr udający dawne zielenie, więc ok), ale przede wszystkim modele postaci, a dokładniej ich twarze. No jest tutaj bardzo nierówno i poza Ocelotem, który chyba funkcjonuje już jako mem i symbol owych zmian, najbardziej "ucierpiały" postaci kobiece (no dobra, Para-Medic wygląda spoko). Eva i The Boss wyglądają po prostu nieładnie, a faktura i kolor ich cery czy ust sprawia wrażenie, jakby były chore xD. Miało być szczegółowo i realistycznie, a wyszło creepy. Facetów też to nie ominęło, ale jednak nie rzuca się tak w oczy, a groteskowe w założeniach wizerunki większości antagonistów łagodniej zniosły zmiany. Cóż, grunt, że Snake prezentuje się godnie. A szczegóły ekwipunku czy stroju: miodzio. Zacząłem od grafiki, bo to w sumie największa różnica w stosunku do oryginalnego (a konkretniej do wersji Subsistence/HD) MGS3. Jasne, jest tu więcej zmian, choćby w sterowaniu (dla mnie zdecydowanie na gorsze, w obu trybach, notabene sam fakt, że tryb Legacy oferuje względnie podobne do starodawnego obłożenie pada, ale wymusza też starodawną kamerę, to niezrozumiała i zwyczajnie głupia zagrywka- czemu nie umożliwić w pełni wolnego wyboru konfiguracji?), ale generalnie to dokładnie taki sam Snake Eater, jakiego znamy od ponad 20 lat. Zachowana ścieżka audio (i całe szczęście: The Twin Snakes pokazało, czym kończy się odświeżanie oryginalnego voice actingu), muzyka (poza utworem tytułowym: zmiana niestety na minus), reżyseria filmików, ogólny feeling gameplay'u (trochę upłynniony poprzez wdrożenie nowocześniejszych mechanik pachnących MGS V, jednocześnie momentami bardziej ślamazarny, choćby na przykładzie podnoszenia ciał wrogów czy zwisania/podciągania się), czy w końcu słynne loadingi między mniejszymi sektorami mapy: to wszystko sprawia, że fan trójki czuje się jak w domu, co można poczytywać jako zaletę, jeśli oczekujemy odświeżonej, ale jednak znajomej, nostalgicznej podróży, lub jako wadę, jeśli liczyliśmy zwyczajnie na coś więcej. Sam miałem specyficzne odczucia w trakcie obcowania z Deltą. Z jednej strony interesujące było doznawanie znanej przygody w nowej formie wizualnej (jest tu sporo szczegółów, które umknęły/były niedostrzegalne/nie istniały w oryginale, ot choćby rosyjskie napisy w budynkach), z drugiej cały czas czułem się, jakbym po prostu odpalił po długiej przerwie Snake Eatera. A że przygodę Naked Snake'a znam niemal na pamięć, to i deja vu było silniejsze niż u kogoś, kto ostatnio grał w to na premierę czy tam ewentualnie powtórzył sobie przy okazji edycji na PS3. Koniec końców, wynika z tego jedno: skoro tak mało zmienili, to jest to nadal wspaniała gra. Pobawiłem się w powolne smakowanie historii, wyciśnięcie maksimum z rozmów przez radio, wyszukiwanie z pamięci easter eggów, gadżetów czy w końcu odstrzelenie wszystkich Kerotanów (i, co jest nieco upierdliwą nowością, kaczorów Ga-Ko). Co ciekawe, Delta zmieniła system zapisywania niektórych elementów progresu, co z jednej strony jest lekkim ułatwieniem (odhaczone Kerotany i Gako zapisują się nawet, jeśli zginęliśmy) a z drugiej utrapieniem i to potężnym (postawiłem sobie za cel przejść grę bez zabijania i zgodnie z odwieczną MGSową zasadą, jeśli się kogoś odstrzeliło, a później załadowało stan/checkpoint od nowa, to zgonu nie zaliczało, tutaj jest inaczej i mimo, że de facto nikogo nie odwaliłem, to na koniec miałem na liczniku -naście trupów i rangę z głowy). Całość zajęła mi ponad 24 godziny i oczywiście bawiłem się świetnie (choć to, co mierziło kiedyś, mierzi nadal, np. eskortowanie Evy), ale no jak już wielokrotnie powiedziano: to tylko nowe szaty starej gry. Świetnej, klasycznej, ponadczasowej, ale jednak znanej mi już na wylot, a dla wielu graczy mocno już nieświeżej i w tej formie mało porywającej. Dodać do tego kwestię ceny premierowej oraz wszelkiej monetyzacji gównozawartości typu skiny i wyłania się nam nie do końca satysfakcjonujący obraz efektu końcowego. Ja pudełko sobie zostawię i pewnie wrócę pobawić się jeszcze na inne sposoby (non-lethal jednak mocno ograniczał mnie w temacie zabawy mechanikami), ale i tak co oryginał to oryginał. c.d.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
No tylko warto pamiętać, że to gra wymagająca online do uruchomienia, więc tym bardziej beka z tych cen.
-
GTA VI
Jednak co gameplay to gameplay. Hype się udziela jak już widać prawdziwą GRĘ. Aż mam flashbacki z okresu tuż przed premierą San Andreas, tam leaku chyba nie było ale premiera w USA była z tydzień przed naszą i ruszyły już na grubo wrzutki od portali typu gametrailers. A do tego momentu były tylko wykadrowane trailery.
- Bloodborne
-
Odyseja 2026
W końcu byłem i ja. W weekend prawie miesiąc po premierze nadal pełna sala, o dziwo zachowanie wszystkich bez zarzutu. Sam film oceniam w sumie pozytywnie. Na pewno zrobił na mnie lepsze wrażenie, niż Oppenheimer, Tenet czy Dunkierka. Może to też trochę efekt tego, że opinie po premierze były tak skrajne, a samemu też nie nastawiałem się na cudo, choćby na podstawie trailerów. Film ma oczywiście swoje problemy, w większości typowe dla dzieł Nolana, więc abstrahując od otoczki "ideologicznej" (do tego jeszcze wrócę), jeśli ktoś jest ogólnie uczulony na jego styl, to i tutaj zdania nie zmieni. Jest rozwleczenie metrażu (owszem, materiału źródłowego starczyłoby choćby i na 6 godzin, ale nie o to tu chodzi), jest szaro-bura i generalnie nudna estetyka, jest pseudo realizm (stojący w sprzeczności z odejściem od realizmu na wielu płaszczyznach) i Nolanowe przywiązanie do pozornie niepotrzebnych szczegółów (szyte stroje, autentyczne fryzury i brody, pies z jakiejś kurwa niemal zaginionej, rzadkiej rasy xD), są ekspozycyjne dialogi i płaskie postacie (ciężko kogoś polubić), jest powaga, są głośne, dziwne dźwięki jako OST (tu akurat przesadzono i w kinie było po prostu za głośno). Ale są też mocne sceny, świetne zdjęcia, częściowo dobry casting (Pattinson, Holland, Leguizamo), no i mimo wszystkich zmian i kombinacji, ponadczasowa, epicka historia. Sam nie jestem jakimś znawcą Odysei Homera, więc część epizodów była dla mnie świeża nie tyle ze względu na autorską interpretację scenarzystów, co po prostu nie pamiętałem, co było w oryginale, no i może to i lepiej, bo nie szukałem różnic w trakcie seansu. Za to po seansie jak sobie poczytałem, no to faktycznie była to momentami naprawdę luźna adaptacja. Tu można przejść płynnie do tematu szeroko pojętego woke i poprawności. No nie da się ukryć, że dobór aktorów jest częściowo mocno nietrafiony i zwyczajnie śmieszny w swoim nieukrywanym nawet zbytnio spełnianiu quoty. I nie trzeba być łowcą woke, bo nawet potężny gej Pan Raczek ładnie to wypunktował i uzasadnił merytorycznie. Notabene polecam jego "recenzję" (cudzysłów, bo to taka trochę gawęda, trochę opis wydarzeń, ale nie zmienia to faktu, że słucha się dobrze, ale raczej już po seansie): no ale zawsze znajdzie się ktoś piszący błyskotliwie, że "hehe prawaki się zesrały, bo murzynka gra Helenę". Jest to wszystko o tyle śmieszne, że z jednej strony Nolan sięga po "nowoczesne" tłumaczenie eposu, dobiera sobie całe spektrum ras, płci i orientacji jako aktorów wcielających się w antycznych Greków i decyduje się na stylizowane, cool zbroje bohaterów, jednocześnie bawiąc się w jakieś akcje typu użycie tylko odwzorowanych, antycznych instrumentów do stworzenia OST (no w sensie dał takie zlecenie, nie komponował) albo właśnie szukanie wspomnianego wcześniej psa. Inaczej mówiąc: Argos musi być wierny oryginałowi, ale już Helena czy Eurylochos nie. Kończąc: film był niezły, ale zyskałby dzięki przykróceniu go, lepszemu doborowi aktorów i tak fundamentalnej rzeczy, jak obecności pierwiastka magii/duszy. Tego tu zabrakło i dlatego też do Odysei Nolana nie będzie się raczej chciało wracać (jak zresztą do większości jego filmów), jednocześnie seans był intensywnym przeżyciem w kinie. Czyli standard w jego filmografii. Takie 6+/10.
-
Sekiro: Shadows Die Twice
Z tym nastawianiem się na najgorsze przez czytanie opinii i komentarzy w necie to akurat podbijam Yapa, i nie chodzi tu o zgrywanie kozaka, bo sam ginąłem multum razy i wielokrotnie miałem dość Sekiro przy pierwszym playthrough, natomiast jak się człowiek naczyta tekstów typu "na małpie spędziłem tydzień prób" albo "Genichiro zabił mnie 400 razy" to się człowiek jedynie niepotrzebnie może zniechęcić, a różni ludzie różnie grają i niektórzy faktycznie mocno kaleczą xD. Ameryki nie odkrywam, ale w te gry (analogicznie było u mnie z BB, tam to już w ogóle każdy ma swój build i ekwipunek) trzeba grać po swojemu i iść na żywioł.
- 3 975 odpowiedzi
-
-
- 1
-
-
- sekiro
- shadows die twice
- fromsoftware
- ps4
-
Oznaczone tagami:
- Kingdom Come: Deliverance II
- Bloodborne
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
No ok, czyli absurdalna marża sklepu, bo popyt przerasta podaż. Jeden nazwie to mitycznym wolnym rynkiem, drugi scalpingiem.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
No albo wydać to potężne 200 zł na każdą z wymienionych konsol i sobie wrócić do dawnych klimatów w najsensowniejszej formie. Ja się nie pozbywałem niczego ze swoich sprzętów, a gierki odsprzedawałem dopiero w erze PS4 (za to na PS3 dużo pożyczałem od kumpla, więc też kolekcja mi się nie uzbierała) ale głównie nówki, żeby nie przepłacać xD Po latach niektóre odkupiłem za grosze. Nie traktowałem hobby spekulacyjnie, a trochę szkoda. Problem z kolekcjonowaniem jest inny: w czasach PS1 i PS2 mało kto miał kasę, żeby budować zbiory na bieżąco, więc jak się przespało okres tak powiedzmy w latach 2010-2015, kiedy dało się retro kupić za bezcen, no to teraz jest już dupa, bo raz, że stan staroci jest zazwyczaj "dyskusyjny", a dwa, że ceny odleciały. W sumie poza bananowymi dzieciakami albo ludźmi, którzy w latach 90' mieli te 20+ lat i już zarabiali pierwszą kasę, raczej mało kto budował kolekcję oryginalnych gierek i konsol. Co by nie mówić, sugerowana cena nie zmieniła się od ostatniej podwyżki i wynosi nadal 900 euro, czyli stówę więcej, niż w 2024. I za tę kasę można konsolę dostać w cywilizowanych krajach. To, co się dzieje w PL to jest połączenie januszerki sklepów i klientów wpadających (poniekąd słusznie) w spekulacyjną paranoję.
-
Właśnie zacząłem...
Kamera sprawia, że niestety bywa niesprawiedliwie.
-
Metal Gear Solid: Master Collection Vol.2
Nawet Delta, która teoretycznie miała być remakem, nic nie ruszyła w trzonie gameplay'u MGS3, na czele właśnie z loadingami, więc czego tu oczekiwać po zwykłym porcie xD
-
+++ CHCESZ KUPIC/ZMODERNIZOWAC KOMPA?
i5 11400f, 16 GB RAM. A no i mobo z PCIe 4.0, wiem, że to też ma znaczenie. @Chewie no budżet w okolicach 3k to już odpada, muszę zachować jakieś minimum zdrowego rozsądku, tym bardziej, że dopiero co kupiłem PS5 i to i tak będzie moja główna platforma na X lat. @rafanus2 te 5060Ti to z tego co widzę zarówno 8, jak i 16 GB mocno drogie. 2k to u mnie maksymalny próg bólu, już i tak mocno podwyższony. Po prostu z tego co widzę, to podwyżki proporcjonalnie mniej dotykają kart 16GB.
-
+++ CHCESZ KUPIC/ZMODERNIZOWAC KOMPA?
Dobra zgodnie z zasadą "kupuj na górce": rozglądam się za GPU xD. Tak serio, to rozglądam się od jakiegoś czasu ale z takich czy innych przyczyn dopiero niedawno siadłem do tego na spokojnie i widmo kolejnych podwyżek mnie zmotywowało. Generalnie: nie gram na PC więc mnie nie cisnęło, ale jak mam siedzieć nadal na 4GB i za rok żałować, że nie brałem teraz, bo mi niepotrzebna i za drogo, to już wolę mieć to z głowy. Żeby zarysować sytuację: do tej pory czaiłem się na karty 8GB do tysiaka (nowe), co samo w sobie już było patologią (minęły mnie chociażby takie cuda, jak Intel Arc B570 10GB czy RX 9060 XT 8GB), zmieniłem procka i zaczęło mnie kusić coś więcej, no ale akurat po dwóch tygodniach wyjebało ceny. Mam ziomka, który coś tam jest w stanie doradzić i rzuca mi propozycje, ale chciałbym zasięgnąć "drugiej" opinii. Dla potrzeb dyskusji załóżmy, że używki to pewniaczki, wtedy na tapecie są: RTX3070 Twin Edge 8GB używka za 999 zł PowerColor Radeon RX 6800 Fighter 16 GB używka za 1500 zł Sapphire Radeon RX 7700 XT Pulse 12GB GDDR6 używka za 1700 zł Z nowych: ASrock Arc B580 Challenger OC 12GB GDDR6: wczoraj była za 1130 zł, no ale to było wczoraj. Gdyby jakimś cudem pojawiła się znowu w okolicach 1200 (tak, myślenie życzeniowe), to wrzucam na listę XFX Speedster SWFT 309 Radeon RX 6700 nówka za 1700zł ASrock Radeon RX 9060 XT Challenger OC 16GB niecałe 2000zł nowa/1930 zł za wersję od Sapphire. Proszę o sugestie. Tak, wiem, już jest za późno, powinienem żałować i się samobiczować, ewentualnie hodlować do 2029. Cokolwiek bym zamówił, zawsze mam 2 tygodnie na zwrot, w czasie których mogę obserwować rynek xD
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Dzień Objawienia Miałem jakieś tam oczekiwania, bo to mimo wszystko Spielberg, teoretycznie powrót do klimatów, w których czuje się najlepiej (sci-fi), ale wyszło średnio. W sumie 3/4 jak nie więcej filmu to snucie się bohaterów, mało frapujące wątki i niekończący się pościg głupich za głupszymi. Serio, tyle tu scenariuszowych bzdur, że w pewnym momencie po prostu już można się z nich śmiać. Problemem jest to, że kontrastują one z powagą (żeby nie powiedzieć: kijem w dupie) całej opowieści, bo trochę humoru czy dystansu do całości mogłoby pomóc. A tak jest dysonans. Nie pomagają też główni bohaterowie, zresztą dosłownie każdy w tym filmie jest mdły, senny i nijaki. Jedynie końcówka, choć oparta na maksymalnie wtórnym i znanym patencie, trochę ratuje wrażenia. No i parę scen akcji jest całkiem oryginalnych i fajnie nakręconych, zresztą ogólnie film ma dobre zdjęcia, choć stronę wizualną określiłbym tak, jak resztę: mdła. I pomyśleć, że to był mój pierwszy seans na nowym Oledziku xD. Cóż, nie żałuję, że nie wybrałem się do kina.
-
+++ CHCESZ KUPIC/ZMODERNIZOWAC KOMPA?
Jako człowiek siedzący nadal na GPU z 4GB VRAM mogę potwierdzić, że z "ostatnich" lat dało się zaliczyć takie tytuły, jak RE: Village, Stray czy The Medium xD
-
Noob kupuje telewizor bądź monitor pod PS5/XSX
Ja się napawam swoim nabytkiem już ponad tydzień, więc też mogę oficjalnie się dopisać do gangu i napisać parę zdań z wrażeniami. U mnie nie było dylematów, postawiłem na dosyć klasyczny panel, czyli LG 55 C5. Ceny w ostatnich tygodniach były wręcz śmieszne (szczególnie jak porównać je do cen nowych modeli albo nawet promocyjnych cen na starsze modele w poprzednich latach), więc grzechem byłoby nie brać, skoro i tak ten zakup wisiał w powietrzu. Jeśli chodzi o sam rozmiar, to przeskok z 40 cali wywołuje pierwsze wow. Wiadomo, że teraz pepperki i inne Mariusze walą te swoje kocopoły, że mniej niż 75 to już miniaturka (a potem siedzą 4 metry od ekranu xD), no ale na moje warunki robi wrażenie. Zresztą może i nawet brałbym mniejszy, gdyby nie to, że ceny były...wyższe. A sama jakość obrazu? Cudo, a jak mogłoby być Kolory, czerń, biel, kontrasty, no miazga. Oczywiście powyłączałem jakieś upłynniacze i inne gówna, no i nie zrobiłem typowo nerdowskiej kalibracji, ot pogmerałem w ustawieniach pod swoje potrzeby i jest git. Wiadomo, że taki sprzęcior trzeba karmić odpowiednimi treściami, ale nawet naziemna TV czy filmy w FHD jako tako wyglądają przy odpowiednim trybie obrazu. Jeśli chodzi o mięsko, to na razie obejrzałem jeden film w 4K HDR, padło na raczej średniacki Dzień Objawienia, ale wrażenia czysto wizualne i tak były mocne. Natomiast gwóźdź programu to PS5 PRO. Powiem tak: może nie był to szok i zbieranie szczęki z podłogi, bo też nie nagrałem się jeszcze w jakąś wizualną topkę (dziś sprawdzę Horizon: FW), ale i tak jest moc i dla człowieka tkwiącego dotąd w świecie FHD bardzo odczuwalny i zadowalający przeskok generacyjny. Piękne i płynne to wszystko. Wyróżniam na razie Astro Bota, Stellar Blade (demko nie ma trybów pod Pro, więc tu jest jeszcze potencjał) i MGS Delta. Ze wszystkimi zarzutami technicznymi, jakie można mieć do tego ostatniego, to ja i tak się cały czas jaram patrząc na tę roślinność, detale ubrań i sprzętu czy oświetlenie. System operacyjny z grubsza mnie nie interesuje, bo i tak nie korzystam z funkcji smart i nie podpinam TV do neta, ale sam interfejs...no nie jest zbyt intuicyjny i wygodny. Część opcji to kwestia przyzwyczajenia, ale część jest zwyczajnie niewygodna i przesadnie uproszczony pilot nie pomaga. Także no wspaniały sprzęt, oczywiście nie bez wad, mimo wszystko nie jest to top topów w swojej kategorii, więc to naturalne. Odbicia na panelu mogą drażnić, ale konsumuję treści raczej późnymi wieczorami, więc no big deal, zresztą wcale nie jest aż tak źle, szczególnie jak podkręci się jasność. Głośniki dają całkiem fajny dźwięk, ale i tak gram głównie na słuchawkach (inna sprawa, że nie ma tu wyjścia jack, może i archaiczne, ale ja akurat bym skorzystał). Mnie tam do OLEDów nikt nie musiał przekonywać, już dawno nosiłem się z zakupem, czego ślady są nawet w tym temacie, więc mogę tylko powiedzieć: w końcu.
-
Croc
U mnie Croc 2>1, pewnie głównie dlatego, że taką miałem kolejność grania, ale dwójka to w ogóle ma specjalne miejsce w sercu, bo to pierwszy pirat na PSX xD. Ogrywany w dużej mierze w czarno białych barwach, bo nie miałem kabla RGB. Kiedy już go nabyłem, to przeskok był prawie międzygeneracyjny. Ultra nostalgia. Ale jako giereczka sequel to też typowe bigger-better. Otwarte huby, sklepik, urozmaicenia typu wyścigi, ciekawe patenty na levelach jak choćby topienie kostki lodu itd. Dziś w sumie nie ciągnie do grania, a sam remaster to już w ogóle nie przekonuje (prędzej se odpalę iso na PS3). To zresztą powinien być dwupak od początku.
-
Croc
- Intergalactic: The Heretic Prophet
Pewnie tak będzie, tylko znając życie nawet to zepsują poprzez rozciąganie wątku na 30+ godzin i sprawią, że ten cudowny gameplay pod koniec już będzie wychodził bokiem, a gra będzie miała zerowe replayability, bo może i fajnie raz obejrzeć skrypty i pochodzić powoli postacią po bazie, żeby poczuć IMMERSJĘ, ale żadna frajda to później powtarzać. Czyli jak Tlou2. A co do niekończącej się "dyskusji" o postaciach kobiecych, to niektórzy po prostu wypierają istnienie czegoś takiego, jak dymorfizm płciowy i usilnie starają się (całe szczęście coraz słabiej im to idzie) wmanipulować innym poczucie winy/wstydu za to, że ci mają naturalne poczucie estetyki wobec płci przeciwnej. Więc jeśli nie podoba ci się łysa, bezkształtna, agresywna baba, to znaczy, że z tobą jest coś nie tak. Bo przecież kobiety uwielbiają nie mających własnego zdania, uległych facetów z dużymi brzuchami i cyckami.- God of War Laufey
Jedno jest pewne: to będzie jeszcze chujowsza i jeszcze mniej motywująca do przeskoku generacja. I czysto subiektywnie patrząc: w sumie spoko, brak ciśnienia, brak fomo, nadrabianie zaległości, których starczy mi przy obecnym tempie grania spokojnie na 3-4 lata.- PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
No patola, pamiętam MGSa za 60 zł, na dwie raty kupowałem, żeby przejść spokojnie pierwszą płytę i dopiero następnym razem nabyć drugą xD. W rezultacie i tak gry nie skończyłem, bo przez Action Replaya nie dało się robić podmianki na 2 CD (de facto się dało, ale jako szczyl nie wpadłem na takie rozwiązanie). Wymieniłem później samo CD2 na coś innego lol. Taka tam dygresja.- własnie ukonczyłem...
Super Mario 3D World (Switch) Obok tradycji ogrywania jakiegoś zacnego platformera na święta Bożego Narodzenia, mam też poboczną tradycję ogrywania tego typu gierek w wakacje/okresie urlopowym. No i tym razem wypadło na jedną z nielicznych już odsłon przygód Mariana, które jeszcze miałem na liście. Całość zaliczyłem w co-opie, zamierzam zagrać jeszcze raz samemu, no i zostało mi Bowser's Fury, ale uznałem, że posta w temacie mogę już śmiało wrzucać. Ogólnie: świetna gierka, choć nie bez wad i do pierwszej ligi przygód Maria się nie łapie. Specyficzna perspektywa i połączenie grafiki 3D i jakiejś tam swobody ruchu z ciasnymi i liniowymi poziomami w stylu 2D sprawiło, że niestety do samego końca można było się zamotać i np. nie trafiać głową w te skrzynki, w które się chciało. Ogólnie jakiś strasznie "pływający" i ślizgający się movement był w tej grze, powyżej średniej znanej z serii. W rezultacie zgonów trochę zaliczyłem, choć całość ma raczej umiarkowany poziom trudności (przynajmniej podstawowe światy, bo tego z endgame nie zrobiliśmy jeszcze całego) i specjalnej frustracji nie odnotowałem. Drażnić mogą wpadki pojawiające się przy zabawie z towarzyszem (lub dwoma czy nawet trzema- osobiście nie wyobrażam sobie tego chaosu przy 4 graczach), ot regularnie zdarzało się nawzajem gdzieś zepchnąć lub chwycić i podnieść nad głowę (to też zasługa uproszczonego sterowania, gdzie jeden przycisk od zawsze służy i za rozbieg i za rzucanie projectile'ami i za podnoszenie kogoś). Niektórzy mogą uznać, że ma to swój urok i wprowadza dodatkowy element zabawy, mnie to tam nie cieszyło. A no i w przeciwieństwie do choćby NSMBU, tutaj mamy wspólny licznik żyć, więc wyzerować go można dosyć szybko. SM3DW nie wprowadza żadnych rewolucji w serii, ale jest tu sporo świeżych pomysłów i rzecz jasna nowych power-upów. Prym wiedzie tu oczywiście strój kota: nie bez powodu jest hitem tej części serii. Poza kwestiami czysto "wizualnymi" (to w końcu Mario w stroju kota, wydający przy okazji kocie odgłosy), wdzianko to mocno rozszerza nasze możliwości eksploracji poziomów i nieraz jego brak jest mocno odczuwalny. Wyróżniam też znajdźkę powiększającą naszych bohaterów do ogromnych rozmiarów oraz łyżwę. Szkoda, że wiele z nowych gadżetów występuje bardzo rzadko, dosłownie kilka razy na przestrzeni całej gry. Mamy tu oczywiście sporo ukrytych znajdziek, ale też goniący nas czas (patent, którego niezmiennie nie lubię). Generalnie gra ma idealną długość, światy są zróżnicowane, co jakiś czas dostajemy nowy patent, a gra się po prostu dobrze. Jest tu pełno mitycznego MIODU, a zabawa w co-opie jeszcze dodaje punktów w temacie funu. Wizualnie jest cymesik, natomiast muzycznie jakoś nic specjalnie mi nie utkwiło w głowie, może też przez specyfikę grania w towarzystwie, kiedy to dużo się gada i śmieje, więc OST trochę ginie w tle. Jak wspomniałem, zamierzam zagrać jeszcze raz, solo, więc pewnie bardziej skupię się na tym aspekcie. Także co tu dużo mówić, pozycja obowiązkowa dla posiadaczy odpowiedniego sprzętu N, ale tego chyba nie trzeba mówić w 2026 roku. Mimo pewnych kłopotów z perspektywą, przypadła mi do gustu chyba bardziej, niż NSMBU. Cóż, zostało mi Galaxy 2 i koniec pięknej przygody, przynajmniej do czasu, aż N łaskawie obdarzy nas nowym Mario.- God of War Laufey
W ogóle pisanie o końcu PS5 i wieszczenie jakichś pożegnalnych premier w 2027, gdzie pewnie minimum 2 lata po premierze szóstki będą wychodzić cross genowe gierki AAA xD. Przypominam, że na PS4 do 2022 wyszły m.in GT7, Miles Morales, GoW: Ragnarok, Horizon: FW, a od third party choćby Resident VIII czy Elden Ring. A i później było sporo portów. Przy obecnej polityce wydawniczej Sony, gdzie exy na PS5 można policzyć na palcach dwóch rąk, to cud, jak będą ze dwa exy godne uwagi w "oknie premierowym" nowego sprzętu. Niektórzy to już nogami przebierają, żeby móc się oddać PREMIEROWEJ SZAJBIE przy okazji nowej, rewolucyjnej konsoli xD- Właśnie zacząłem...
Grałem w demko, a wcześniej widziałem trailer na Nintendo Direct i już wtedy mnie to obrzydziło. To już lepsze by były głosy typu Banjo. Jak dla mnie to zwyczajna prostacka oszczędność na VO i niestety, pewnie będzie tego więcej. - Intergalactic: The Heretic Prophet