Treść opublikowana przez kotlet_schabowy
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Z jednej strony to są dokładnie takie newsy dotyczące nowej generacji, jakich oczekuję. Z drugiej mam obawy, co może wyniknąć z remake'ów MGSów w wykonaniu dzisiejszego Kojimy. Shadow Moses jako wielki obszar na Alasce, z poruszaniem się skuterem, odbijaniem "obozów" i milczącym pół gry (trwającej 50 godzin) Snake'iem? Czy może panu Hideo przejdzie już ta zajawka na open worldy i zrobiłby to w miarę wiernie? Dobra, nie oszukujmy się, jak to okaże się prawdą, to będzie hype jak skur.wysyn.
-
Poleć coś w stylu...
W sumie nie wiem, czy dobrze się wpasuje w wytyczne (na pewno nie ostatnie), ale możesz sprawdzić Gone Baby Gone. Memento też poniekąd jest układanką "kto zabił", ale mocno specyficzną, zresztą zakładam, że znasz.
-
OFFTOPIC
Dobre. Co prawda przy jego muskulaturze każdy ruch wygląda, jakby był zaje.biście angażującym mięsień ćwiczeniem, ale spróbowałem na szybko kilka i coś tam czuć. Ja i tak miałem przymusową przerwę z racji kontuzji, ale akurat jak zacząłem wracać do sprawności i szykować się na siłkę, to się syf narobił w kraju. Nawet jak była jeszcze czynna, to odpuściłem. W domu standardowo: pompeczki i podciąganie na drążku, praktycznie cała góra działa. Mam jakieś niedobitki hantli i krążków, to na łapę mogę dołożyć. Nóg na razie nie uruchamiam, bo i tak nie bardzo mogę. Oj ciężki będzie powrót. Prawda jest taka, że nie bardzo mi się chce, motywacja leży, ale z drugiej strony kilka tygodni przerwy w roku to żadna tragedia. Nie zazdroszczę tylko ludziom, którzy są w środku bomby xd. A najgorsze, że leci mi hajs na multisporta xd.
-
Final Fantasy VII Remake
Na każdego narzekającego na cokolwiek związanego z remakiem możemy mieć pewność, że przypadnie przynajmniej jeden wymuszony sarkazm ogórka. Swoją drogą, trochę syndrom Zooltara: musi usilnie nie zgadzać się z, w jego mniemaniu, prostackim postrzeganiem branży przez szeroko pojętych "zwykłych" ludzi (co prawda mocno niedoprecyzowanych, ot jacyś "forumowicze", "wszyscy", "internauci"), jednocześnie stawiając siebie w roli eksperta. A muzyka jest wspaniale "zremiksowana", idealne proporcje świeżości i zachowania melodii oryginału.
-
Final Fantasy VII Remake
Mam tak samo chociażby z takim MGSem, niektóre dialogi nawet z codeca mógłbym z pamięci jechać, zresztą z filmami, serialami, książkami też. Raz, że grało się wieele razy, dwa, że zmienia się też chyba jakiś proces zapamiętywania w mózgu. Wszystko za dzieciaka odbieramy intensywniej. Każda gierka to była ekscytująca przygoda, a nie "zaliczyć i jedziemy dalej". A niektóre tytuły są po prostu wyjątkowo dobre i ponadczasowe. Ja w siódemkę grałem raz, niedawno, więc powyższe "procesy" nie mogły zajść, a np. soundtrack do dziś za mną chodzi i poszczególne (a jest ich przecież w chu.j) melodie kojarzę momentalnie z daną planszą, postacią czy momentem rozgrywki.
- Call of Duty: Warzone
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Mnie szczerze mówiąc niezbyt ruszył. Może w tym kontekście to nienajlepsze określenie, ale jako całość wydawał mi się trochę tani, ckliwy. Zdecydowanie Pianista i Lista Schindlera to top topów jeśli chodzi o tematykę. Polecam też Fałszerzy. Ja ostatnio widziałem: Tańczący z Wilkami: dobre kilka lat leżał i czekał, bo długość mnie mocno odstraszała (wersja reżyserska to prawie 4h), a też tematyka jakoś mocno nie motywowała do odpalenia, no ale jako, że to klasyka, którą "trzeba" znać, to się doczekał. No przyjemnie się oglądało i nawet się nie dłużyło, całkiem fajny rozwój relacji między obcymi sobie światami, no ale zarys fabuły to na dzisiejsze czasy już klisza. Tańczący zapoczątkował zapewne sporo tropów w filmach "indiańskich". Wrażenie robią zdjęcia, piękne i ładnie sfotografowane widoczki, wszystko naturalne i autentyczne. Lighthouse: nie będę się silił na ambitniejsze interpretacje i opisy wrażeń, bo żaden ze mnie mędrzec. Film bardzo klimatyczny i dziwny. Rewelacyjna gra Dafoe (Pattison na wysokim poziomie, ale trudno nie wypaść zauważalnie słabiej przy takim gigancie), za którym przepadam od dawna i obserwowanie go na ekranie to czysta frajda. Napięcie budowane nawet w prostych wymianach zdań jest mocarne. Wątki oniryczne/surrealistyczne to już akurat nie moja bajka, cieszy mnie, że nie było tego za dużo. Ciekawe doświadczenie, warte sprawdzenia. Ad Astra: nuuudy. Pretensjonalne filmidło z ładnymi widoczkami i sporymi głupotami w scenariuszu ( tym bardziej zauważalnymi, że mocno kontrastują z powagą całości i pozą na poważne sci-fi), ale największym grzechem jest właśnie brak zaangażowania widza. Ktoś powie, że "ej ale to nie miało być widowisko sci-fi, tylko kameralne studium relacji ojciec-syn". No fajnie, nie mam nic przeciwko, ale żeby to było zrobione dobrze i ciekawie. Tu mamy trochę suchej ekspozycji i narracji, mało emocjonujące wszystko jakieś takie zimne i zdystansowane. Taka atmosfera ma w sobie jakiś urok, a za parę scen mimo wszystko props, ale dla mnie mocny zawód (choć w sumie po premierze głosy były raczej umiarkowane). Polityka: w sumie nie był AŻ TAK tragiczny jak się spodziewałem (choć kusiło wyłączyć już na początku) i na nudne popołudnie z brakiem pomysłu, co by tu odpalić (tak wiem, z łatwością można by znaleźć 100 lepszych pomysłów) uszło w tłoku. Co prawda jest mocno rozwleczony i spokojnie uciąłbym z niego z 20-30 minut, bo po prostu męczy. O filmie powiedziano już wszystko i wszystkie obawy sprzed premiery się spełniły. To zwyczajne odegranie powszechnie znanych (z mocną inwencją twórczą/reinterpretacją scenarzystów) scenek i sytuacji z politycznych newsików ostatnich lat. Minimum inwencji i jakichś własnych obserwacji wprowadza rozdział z "prezesem", kończący się jednakże bardzo sztampowo. Aktorzy, mimo, że się starają, to często przeholowali, generalnie czuć na każdym kroku taniochę i tandetę. No jest to bardziej twór filmopodobny. Wartości w sumie brak.
-
Horizon: Zero Dawn
Nie czekam, bo w sumie to było pytanie retoryczne. Tylko po co teraz zgrywać obiektywny dystans, skoro sam złośliwie pisałeś o propagandzie eksików i jakoś dziwnym trafem zawsze chodzi o to, żeby zakpić tylko z Sony. A tak bardziej na temat: mnie takie "oddawanie" eksów trochę dziwi, choć rozumiem, że to czysty biznes. Gra swoje lata ma i teoretycznie cała jej wartość jako exa już się wyczerpała (raczej kto miał się przekonać do PS4, to się już przekonał), ale jestem z tych, może już staroświeckich, osób, dla których wartość i "tożsamość" sprzętu jest budowana właśnie dzięki takim tytułom. Między innymi dlatego właśnie polityka MS i to, co oferuje Xone spowodowała, że nigdy mnie do tego sprzętu nie ciągnęło i, jak można chyba wywnioskować z wyników sprzedaży, nie tylko mnie. A sam Horizon to dla mnie gra na 7 i nawet nie wiem, czy jakoś mocno będę go polecał znajomym blaszakowcom.
-
Horizon: Zero Dawn
NO ALE PRZECIEŻ KLAPY!!! W świetle tego co proponujecie to jakie tematy zostałyby w dziale Xone ?
-
PRO8L3M - Ground Zero
Nowa płyta, stara jakość. Świetne w większości bity i taka sama jak zawsze, czyli męcząca mnie, nawijka. Modne granie na nostalgii za czasami, których przeciętny słuchacz składu pewnie nawet nie pamięta, ale nie będę kłamał, jakiś klimat jest. Różnica w stosunku do wcześniej twórczości taka, że zamiast setnej opowieści o ćpaniu i miejskim życiu dostajemy ckliwe historyjki "z dzieciństwa". Przesłuchałem raz dla zasady i do kilku kawałków chwilę będę wracać ze względu na muzykę. No ale jak na obecną scenę to i tak jest kilka level wyżej od normy.
-
(Nie)granie w gry
Nie ze wszystkim się zgodzę, ale to, że za parę lat nie będę ze szczególnym rozrzewnieniem wspominać obecnej generacji, to na pewno. Zostało mi trochę mocnych tytułów do zaliczenia, ale znam siebie i rynek na tyle, że wiem, że szczęka mi raczej już nie opadnie. Trochę kwestia wieku, trochę branży. Na dodatek ten podział AAA/indyk zupełnie mi nie pasuje. Z jednej strony mam 100 tytułów, które teoretycznie, po przeczytaniu krótkiego opisu chętnie bym sprawdził, ale często okazują się średniakam (Ancestors chociażby), którym prawdopodobnie właśnie ten brak budżetu i ludzi zaszkodził, z drugiej generyczne w większości blockbustery. No i ten okropny trend na open worldy, niech to się już kończy.
-
PSX Extreme 271
Okładka wreszcie naprawdę ładna. Co do treści, to jeszcze nie skończyłem numeru, ale ogólne odczucia są takie, że w tym numerze wyjątkowo dużo materiału niezbyt mnie interesującego i, co gorsza, mało gierkowego. Mam też delikatny, nazwijmy to, zarzut, który tyczy się nie tylko tego numeru. Otóż coraz częściej mam wrażenie, że artykuły dotyczące spraw retro albo historycznych w dużym stopniu polegają na chronologicznym jechaniu datami, wydarzeniami i tytułami. Ot, w tym miesiącu tekst o polygonowej rewolucji, z którym wiązałem duże "nadzieje". W praktyce dosyć suche wymienianie kolejnych kamieni milowych itd. Więcej "serca", więcej osobistych refleksji, a nawet więcej materiałów graficznych (niekoniecznie artworków).
-
Lokale ktore polecacie.
Z tych co jadłem to zdecydowanie "Pod 13" na Kazimierzu. Raczej trzymałbym się z dala od Floriańskiej i innych odnóg Rynku.
-
własnie ukonczyłem...
No jeszcze tego brakowało, żeby nie był opcjonalny xd. Cutscenki w grze też mogę skipować, co nie zmienia faktu, że jednak chcę poznać pełną wizję danego świata, więc jeśli są słabe i rozwleczone (hi MGS4 i DS) to zasługują na krytykę.
-
własnie ukonczyłem...
Dobrze, że książki nie dołączyli i nie kazali czytać po rozdziale co godzinkę gry, bo by gracze polegli. Jak dla mnie eksperyment mijający się z celem. W grach cenię co innego, w filmach/serialach co innego. Dlatego też takie dziwactwa są u mnie z góry przekreślone.
-
NieR: Automata
Od kiedy to trzeba być dobrym w gierki, żeby zaliczyć "całą" Automatę xd? Przecież z odpowiednimi chipami to jest samograj. Dobra teraz widzę, co napisał Rozi, no przebieganie gry z elementami rpg z reguły nie kończy się dobrze w kontekście naszych możliwości bojowych, ale akurat w N:A braki w levelu nadrabia się cierpliwością w bieganiu i trzymaniu spustu (kłania się "wybitny" sidequest z "mistrzem sztuk walki" na dachu budynku, zerowe wyzwanie dla umiejętności, duże dla cierpliwości). Nie chcę silić się na złośliwości i pisać, że "też się zastanawiam", więc ujmę to klasycznie: różne są gusta. Myślę, że duże znaczenie ma tu "inność" w stosunku do typowych mainstreamowych gierek, "japońskość", szeroko pojęte dziwactwo, oryginalne patenty i warstwa artystyczna. Mimo, że doceniam poszczególne elementy, jako całość dla mnie też gra okazała się tylko dobra, daleka od arcydzieła, na jakie ją niektórzy wykreowali, nie odbierając oczywiście nikomu prawa do subiektywnej oceny Niera w taki sposób (szkoda tylko, że fanbase tej gry jest jednym z najbardziej, z braku lepszego określenie, buldu.piących w reakcji na krytykę ukochanego dzieła). Faktem jest, że demko nie jest zbytnio reprezentatywne i oderwane od całości też by mnie zniechęciło do dalszej zabawy. Aha, nie dopłacaj do GOTY, nie warto.
-
Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
Nie grałem, ale to nie jest tak, że ta nowa gra Obsidianu to właśnie same znane elementy, tylko ubrane w nowe szaty i IP? No i nie wierzcie tak w to bajdurzenie o niesamowitych kosztach produkcji w związku z rozwojem konsol. Marketing: owszem. Ale nadal (czego przykładem jest pełno tzw. indyków) można zrobić gierkę w kilka-kilkanaście osób. Gotowe assety, narzędzia, silniki, często za stosunkowo niewielkie (albo wręcz żadne) pieniądze.
-
Final Fantasy VII Remake
A widzisz różnicę między "można mieć uzasadnione obawy", a "mam info" ? No i ciekaw jestem, jakie obawy dotyczące fetch questów mogło rozwiać demo, które oddaje prawie 1:1 całkowicie liniowy fragment oryginalnej gry lol. Jak to co? Poznasz rodziców Jessie Myślę, że fani byli naprawdę ciekawi backgroundu tej jakże ważnej w FF VII postaci.
-
Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
Kiedyś była taka niepisana zasada, żeby nie kupować kompa na przełomie generacji konsol. I ja to odczułem na własnej skórze. Bodajże w 1999 albo na początku 2000 kupiłem/dostałem pierwszego PC, konfiguracja wówczas całkiem znośna (64 MB RAM chociażby). Po roku/dwóch praktycznie nie mogłem grać w nowości (a słynnego GTA3 nawet nie próbowałem instalować). Czasem trafiła się gierka fajnie zoptymalizowana (np. The Thing), ale to rzadkość. Oczywiście nikt nie bronił mi zrobić upgrade'a, ale to osobna kwestia. Meritum jest takie, że bazowy sprzęt starczał naprawdę na niedługo. Dla porównania, komp, którego złożyłem w 2008 (za naprawdę sensowną kasę, bodajże okolice 1500 zł), wystarczył mi praktycznie na całą generację, zapewniając wizualia lepsze, niż na konsolach. Nie dziwne, że chwilowo zostałem pecetowcem xd.
-
Final Fantasy VII Remake
No jak na razie to można mieć mocno uzasadnione obawy, że zamiast wspomnianych 5h konkretnej historii w Midgardzie, dostaniemy 30h wypełnionych powtarzalnymi, nie dodającymi za wiele do fabuły questami typu przynieś, podaj, rozwal mobków. Jak to kogoś cieszy, bo WINCYJ kontentu w ukochanym świecie, to spoko. Mi się zapala lampka ostrzegawcza.
-
własnie ukonczyłem...
Lol fakt, mimo wszystko edycja poszła. Cóż, mimo pewnych postępów w ostatnich częściach, serię nadal najlepiej podsumowuje materiał dunkey'a.
-
Właśnie zacząłem...
Mi było ciężko z Mafią w okolicach 2010, więc teraz chyba bym poległ. A może i nie? Faktem jest, że wspomniane wyżej przyzwyczajenie to podstawa. Mimo wszystko niektóre gry zdecydowanie gorzej niż inne się starzeją i czasem jedna głupia mechanika, którą człowiek przełknąłby 20 lat temu, potrafi mocno napsuć krwi. Ja pamiętam, że sporo irytacji wywołały u mnie policyjne pościgi. Za to dwójeczka jak wjedzie to będzie już elegancko.
-
własnie ukonczyłem...
Assassin's Creed: Origins Totalnie z braku laku, bo serii miałem dość już po trylogii Ezio. Cóż, mimo wielu zmian na plus, korzenie nadal są mocno wyczuwalne i nowy AC skutecznie przypomniał mi, dlaczego gry z cyklu trzeba sobie dawkować (tym bardziej nie wyobrażam sobie grania we wszystkie części, które wyszły w międzyczasie). Co zagrało? Przede wszystkim system walki. Wreszcie nie dostajemy opartego na dwóch przyciskach machania szabelką , której mocy w ogóle nie czuć. Są tu te słynne elementy Soulsów (podobno xd), co w takiej dosyć przystępnej formie zapewnia mięsistość walk, wymusza jakąś tam taktykę i ogólnie jest satysfakcjonujące. No chyba, że trafiamy na przeciwników kilka lvl wyższych, wtedy można się co najwyżej powkur.wiać na tani sposób, w jaki nas wykańczają. W ogóle system sugerowanego poziomu potrzebnego do zaliczenia misji jest irytujący, bo opiera się na tanim nabijaniu expa tylko po to, by nagle magicznie wszystko stało się proste, a wrogowie łatwiutcy. Takie rozwiązanie miałoby sens, gdyby gracz mógł sobie odbić brak odpowiedniego lvl taktyką, cierpliwością czy ekwipunkiem, a tutaj jest to czarno białe: niski exp, dostajesz wpier.dol, wysoki: Ty spuszczasz wpier.dol. Słabe. Poziom nabijamy głównie w misjach pobocznych, a te to zazwyczaj nudy, schemat i w ogóle szkoda sobie nimi zawracać głowę. Tutaj nic się nie zmieniło od starych części. Nie dość, że w żaden sposób nie potrafią zainteresować "fabularnie", to jeszcze robi się w nich praktycznie zawsze to samo, z naciskiem na przemieszczanie z punktu do punktu, słuchanie czyjegoś pier.dolenia albo szukanie wskazówek w "śledztwie" (straszny niewypał). Generalnie: yebać. Poza tym mamy sporo czynności pobocznych, ale co z tego, skoro większość z nich po pierwszym razie po prostu nie bawi. Rydwanem zaliczyłem parę wyścigów i podziękowałem. Walki na arenie: ile można. Zbieranie pierdółek, milion takich samych obozów do oczyszczenia (co samo w sobie jest całkiem fajnym motywem, bo można się pobawić w skradanie i kombinowanie, pachnące wręcz MGSV, no ale co za dużo to i świnia nie zje), odkrywanie mapy, wchodzenie na punkty widokowe: wszystkiego przesyt. Oczywiście robotę robi to, co zawsze w tej serii: widoczki, miejscówki, obcowanie z zabytkowymi czy legendarnymi wręcz obiektami. Teraz, dzięki pięknej grafice i świetnej lokalizacji, w jakiej działamy, jest pod tym względem szczególnie dobrze. Tyle tylko, że to wydmuszka, ładna do popatrzenia i raczej tyle. Muzyka, choć mówimy gównie o niewielu, powtarzających się motywach, jest bardzo dobra i fajnie buduje klimacik. Główny wątek znowu jest totalnie nieabsorbujący i nie ma na siebie pomysłu (trochę osobista zemsta, choć w pewnym momencie już sam się gubiłem, na kim, tu znowu wątek polityczny i ważne postacie historyczne, jednak pokazane strasznie po łebkach, tutaj znowu trochę Animusa i Abstergo). Tyle dobrze, że główny bohater jest ciekawie skonstruowany, ma jaja i ogólnie można go polubić (za to żonka powinna być tłem, a tu nagle zrobili z niej grywalną postać, nie lubię takich patentów, bo zamiast grać zbudowaną i rozwiniętą przeze mnie postacią, muszę wskakiwać w czyjeś buty). Za to drugi i trzeci plan to porażka. I tu jest właśnie największy problem tej gry: dosyć szybko wkradające się zmęczenie i nuda. Zaliczyłem fabułę i trochę pobocznych misji w 30h i miałem dość. Nie odkryłem połowy mapy, ale zwyczajnie mi to już zwisa. Podstawowe elementy gry, takie jak walka, zarządzanie ekwipunkiem, craftowanie, zostały poprawione i zapewniają frajdę, ale wszystko to jest wepchnięte w ogromny świat i ogromną ilość czynności, które rozmywają całość, mimo swojego uroku wizualnego. Stąd moje ambiwalentne uczucia, bo z jednej strony nie ciągnęło mnie do gry, z drugiej jak już ją odpaliłem, to wsiąkałem i robiłem pełno rzeczy, które znowu w pewnym momencie mi się przejadały. Generalnie jest postęp (wow xd), ale za chwalony Origins Odyssey szybko się nie wezmę.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Żebyś się ku.rwa nie zdziwił z tymi 60 fps xd. Właśnie takie pier.dolenie sprawia, że graczy można doić. Łyknęli, jak to wspaniale jest móc dopłacić za droższą wersję, a na koniec i tak będą grać w 30 klatkach i nienatywnym 4K, bo co nam pan zrobi? Mnie to wali, że Pro czy XoX nie pokazują pełnego potencjału, więc gadka o tym, jakby to było, gdybyśmy dostali tylko niższe sprzęty, to nie do mnie, bo i tak siedzę na bieda wersjach i tak samo będzie z PS5. Tyle, że tutaj obie strony tracą, i tu już jest problem. Zrozumcie ludzie, że, analogicznie jak z przywoływanymi tu PC, jeśli dev, szczególnie leniwy/niechlujny (tak wiem, upraszczam proces produkcji gry do poziomu Januszowego) dostaje możliwość pisania gry pod mocniejszy sprzęt, to nie bawi się w sztuczki magiczne, żeby grę zoptymalizować, tylko korzysta z zasobów wersji "pro", a basic dostaje dziadowską rozdziałkę i framerate, bo przecież można się wytłumaczyć technologią. Tyle, że każdy, kto zalicza exy na PS4 na Slimce/Fat dobrze wie, że da się osiągnąć wspaniałe rezultaty na słabszym sprzęcie. Więc to, że jakieś Controle czy inne Gwiezdne Wojny działają na gorszych sprzętach jak kupa, to jeszcze nie świadczy o tym, że są one za słabe. Jeszcze ktoś mi może powie, że przymus wydania gry, z którą poradzi sobie zdecydowanie słabszy sprzęt, nie wpływa na ograniczanie wersji na lepszy xd. Przecież Xone i XoX to jest prawie różnica generacji. Grafika to nie tylko lepsza rozdziałka, framerate, efekty (choć wielu to zadowoli, w tych pieniądzach). Macie Wolfensteina TNO, który wyszedł jeszcze na PS3. Odpalcie go sobie na wypasionym PC na ultra 120 fps, a potem włączcie Wolfa 2, który był już pisany tylko pod nową generację i powiedzcie, że nie ma zdecydowanej różnicy (inb4 co innego przeskok generacji, a co innego dwóch wersji tego samego sprzętu: no jak pokazał Microsoft, niekoniecznie, przynajmniej na papierze). Reasumując, róbta co chceta, choć ja oceniam taką politykę negatywnie, a osobiście po prostu bawi mnie, jak konsument sobie racjonalizuje czysto biznesowe posunięcia gigantów branży i nagle okazuje się, że to jest dokładnie to, czego oczekiwał od życia. Chu.j, że generację, dwie temu nawet by mu do głowy nie przyszło, że tego potrzebuje (dobrze pamiętam, że zawsze mówiło się, że po prostu powinien być skrócony cykl życia sprzętu).
-
Final Fantasy VII Remake
No fajne to, choć bez opadu szczęki w żadnym aspekcie. Muza oczywiście jak była, tak nadal jest wspaniała, graficznie jest bardzo dobrze, ale tylko tyle, przynajmniej na Slimie (niektóre tekstury rozmazane, no i znowu te dziwne, poszarpane na brzegach włosy, casus nowych Gwiezdnych Wojen, rozdziałka to chyba nawet nie 1080p), za to efekty świetne. FF VII zaliczyłem po raz pierwszy trochę ponad rok temu, więc elementu grania na nostalgii rzecz jasna tu nie ma, za to mam w miarę zdystansowane i "świeże" podejście do oryginału i remake'u, i powiem, że nowy system jest elegancki. Zachowuje trochę charakteru starego, jednocześnie jest na tyle zmieniony, że trzeba go ogarnąć na nowo i bawić się w inny sposób (choć przyznam, że momentami było mocno chaotycznie, plątałem się z przyciskami i komendami i troszkę zatęskniłem do ślamazarnej turówki, ale to kwestia przyzwyczajenia). Całość sprawia wrażenia idealnego odświeżenia w duchu oryginału. Dubbing pasuje, design pasuje, ogólny klimat jest uchwycony świetnie. Nie jestem napalony i rzecz jasna nawet nie myślę o zakupie, ale wrażenie jest pozytywne. Aha, każdy, kto uważa, że epizod ukazany w demku jest jakoś niesamowicie rozbudowany (abstrahuję od oczywistości, jaką jest zaprojektowanie leveli i wszystkiego od zera) w stosunku do wersji z 1997, to chyba dawno w nią nie grał.