kotlet_schabowy
Użytkownicy
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda temat: PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Treść opublikowana przez kotlet_schabowy
-
Tenet
Jak nie przełożą premiery to zapowiada się pierwsza wizyta w kinie od czasu epidemii (i w ogóle w tym roku). Chyba na nic w temacie filmów w tym roku tak nie czekam.
-
Sekiro: Shadows Die Twice
No i wbiłem platynę. Jakby mi z miecha temu ktoś powiedział, że tak to się skończy, to bym się popukał w głowę xd. Ale trofka za wszystkie skille to jest jakieś je.bane nieporozumienie. Czułem się jak debil nie szanujący swojego czasu, farmiąc expa poprzez robienie w kółko tego samego. Gdyby nie to, że to było ostatnie brakujące trofeum i trochę czasu i wysiłku już włożyłem w poprzednie, to bym to zlał. I tak na NG++ miałem stosunkowo mało roboty, ale jak ktoś zrobił platynę na jednym playthrough, to współczuję tej zabawy xd. Podsumowanie 3 przejść gry: 1- droga przez mękę, rage quity, radzenie sobie z co trudniejszymi walkami techniką "podjazdową", czyli bieganiem sprintem i ciachaniem w odpowiednim momencie (długie, monotonne, obarczone ryzykiem); 2- granie tak, jak to od początku powinno wyglądać. Raczej bezproblemowe przelecenie przez większość szefów, z wyjątkiem tych, z którymi miałem do czynienia po raz pierwszy (Shura ending, potem załadowanie save'a z pendrive i Purification). Walka w sposób prawilny i zgodny z zamierzeniami twórców, czyli szermierka, zbijanie postury, napieranie. Jedyna odczuwalna trudność to mniejszy pasek naszej postury. Tu miałem początkowo kończyć przygodę, bo w pewnym momencie się skapłem, że mój plan na zrobienie kilku zakończeń naraz oraz platyny spalił na panewce (trofka za wszystkich bossów nie wskoczyła z powodu ładowania save, zabrakło mi lapisu lazuli do upgrade'ów protez), ale pomyślałem, chu.j, jedziemy dalej; 3- przelecenie jak przez masełko. Zaliczyłem całość w jakieś 4-5h, prawie w jednej sesji. Walki często no dmg albo bliskie no dmg. Za trzecim razem czułem się już jak totalny kozak, uśmiechając pod nosem na myśl o tym, na jakie najróżniejsze sposoby męczyłem się z danymi przeciwnikami za pierwszym razem. Pomijając nieprzyjemne wrażenie, jakie zrobiło farmienie expa na koniec, to bawiłem się za 2 i 3 razem rewelacyjnie. Ten system jest tak dobry, że najchętniej odpaliłbym sobie znowu jakieś pojedyncze walki, bo całości zaczynać od nowa już nie będę. Może kiedyś. Generalnie wspaniała gra.
- 3 924 odpowiedzi
-
-
-
- 6
-
-
- sekiro
- shadows die twice
- fromsoftware
- ps4
-
Oznaczone tagami:
-
Days Gone
Red nie wygłupiaj się, graj z oryginalną ścieżką. Deacon w oryginale to jak dla mnie jeden z najlepszych występów w giereczkach. No świetny jest gość. Wersji PL słyszałem tyle , co z trailerów no i wystarczyło mi to, słabiutko wypada w zestawieniu.
-
Days Gone
Przeczytaj sobie opinie 2-3 strony wstecz, to będziesz miał pogląd na sytuację. Ja ani nie jestem fanem ubi gierek, ani zombiaków, a gra mnie mocno wciągnęła i była jednym z największych pozytywnych zaskoczeń ostatnich lat. Dialogi, o których wspominałeś, to akurat mocna strona tego tytułu, postaci są naturalne i można je polubić. Natomiast side questy można z grubsza olać, ale i tak miałem chęć na ich zaliczanie. Gierka ma w sobie to słynne "coś". Dla mnie zdecydowanie DG>Horizon.
-
Mass Effect: Andromeda
Powtórzę się (i pewnie po innych też), ale 2 i 3 bez DLC są mocno wykastrowane i jeśli dziś ktoś chce ograć wszystko jak należy, nie wydając fortuny (i nie bawiąc się we wspomniane wyżej kombinacje), to faktycznie jedyną nadzieją jest solidny remaster ze wszystkimi dodatkami. To jest jak dla mnie chyba największy argument za taką odświeżoną trylogią. No, jedynka wymaga mocniejszego liftingu, to też.
-
Tylko nie mów nikomu [youtube]
Pewnie mówisz o dokumencie od Latkowskiego, który ma poruszać problem pedofilii wśród "elit", i tu akurat nie nastawiałbym się na żadną tanią sensację i propagandę, bo gość zna się na rzeczy, a temat próbował podjąć już od wielu lat. Oczywiście TVP może w swoim stylu zrobić z tego "odpowiedź" na Sekielskich, co samo w sobie nie umniejsza jak dla mnie filmowi (a pewnie wiele osób z góry do niego podejdzie tak, jak Ty, i problem się rozmydli, a szkoda). No chyba, że mowa o czymś innym, ale wątpię.
-
PS4 - Komentarze i inne rozmowy
Jeżeli gra z irlandzkiego PSN nie ma języka polskiego "wbudowanego" przez wydawcę (powinno to być zaznaczone w opisie gry w sklepiku), to wg mnie jedynym sposobem jest założenie polskiego konta i ściąganie polskich wersji. Później można w nie grać również na koncie irlandzkim, jeśli by Ci na tym zależało.
-
Forumowiczu! Gdzie byłeś wtedy, a gdzie jesteś teraz? 2002-2012
Na forum od 2003 - zamontowanie łącza stałego. Może przesadzę mówiąc, że to ostatnie beztroskie (stosunkowo) i w sumie w pełni szczęśliwe lata, ale na pewno koniec pewnego okresu. Chyba apogeum zajawki na giereczki, złote lata PS2. Prenumerata PE, jakieś nieśmiałe próby pisanie czegoś samemu (czy to w necie, czy do magazynów). Jednocześnie wszystko z lekkim niedosytem. PC z netem nie w swoim pokoju, ergo ograniczony dostęp. Granie na konsoli na oryginałach, więc gier nie za dużo i nie za często. Ot, takie tam problemy gimba. Rok 2012 to, powiedzmy, końcówka studiów, dobry okres jeśli chodzi o stosunek czas/obowiązki, chociaż z kasą krucho. Jeszcze trochę nadziei na fajną przyszłość, ale już bez specjalnego czarowania się, że będzie wspaniale. Liznąłem gó.wnopracy i wiedziałem, że fizolem na pewno nie mogę być, bo bym oci.piał, co dało mi pewną motywację do "rozwoju" (cóż, fizolem nie jestem, ale biedakiem nadal). Gejmingowo dziwny okres, z jednej strony dużo czasu i odpowiedni sprzęt, z drugiej zaliczałem może z 4-5 gierek rocznie, jakoś tak przepływało mi to wszystko między palcami. Grałem tylko na PC, więc sporo konsolowych eksów mnie minęło, ale co się odwlecze, to nie uciecze (mimo wszystko żałuję, że nie kupiłem wcześniej PS3). FPE śledziłem chyba wtedy bardziej z przyzwyczajenia, raczej mocny spadek aktywności (której i tak nigdy przecież nie było aż tak dużo). Towarzysko życiowy peak, od tamtego czasu już równia pochyła w dół. A 2020? Szkoda gadać, szkoda strzępić ryja.
-
Miejscówki w grach robiące wrażenie
A moje wspomnienie to zaspoilerowanie sobie w jakimś tekście w N+ słynnego "wciśnięcia kwadratu"...ale i tak było pięknie. Wrzutka ode mnie, w sumie bliska tej z MGS3: W ogóle ta gra co krok zachwyca miejscówkami. Może poza jakimiś generycznymi, wilgotnymi lochami/bagnami/jaskiniami i wioską Mibu. Nie mam pod ręką fajnego przykładu, ale nawet zwyczajne dachy w zamku Ashina, z widoczkiem na odległe góry i opadającym powoli śniegiem, robią wrażenie. Pozostając w temacie MGSów: Arsenal Gear (poniżej leciutkie spoilery) Ciężko znaleźć dobrego screena w HD. A miejscówka arcy klimatyczna. Trafiamy do tajemniczego miejsca i generalnie nie wiadomo o co chodzi jakby. Campbellowi odje.bało i wydzwania do nas z creepy gadkami, wokół pełno MG RAYów i futurystycznie ubranych żołnierzy, muzyka dodaje atmosfery, a w pewnym momencie w końcu spotykamy "oficjalnie" Solid Snake'a, takiego, jakiego chcieliśmy widzieć całą grę. A później jest tylko lepiej. Szkoda, że jesteśmy tam tak krótko i mimo wszystko to malutka lokacja. Jakby proporcje w grze były tak powiedzmy 1:2:1 Tankowiec:BS:AG, to by było całkiem sympatycznie.
-
Wolfenstein 2: New Colossus
Ja zmieniłem na jeden wyższy niż normal jakoś w połowie gry. W ogóle nie czułem wyzwania, przede wszystkim po planszach pałęta się potężna ilość lootu i "zdrowia". Oczywiście zdarzały się opisane przez Czarka sytuacje (czyli parę sekund i zgon), ale to kwestia "nauczenia" się planszy, i tutaj już nie odczułem jakiejś większej różnicy między poziomami trudności.
- Wolfenstein 2: New Colossus
-
własnie ukonczyłem...
Oj nahajpował swego czasu Hiv na Jaka II, wystawiając bodajże 10- (czym tam 9+ z odpowiednią adnotacją, bo PE wtedy "bało się" dawać dyszek). Rok 2003, co za wspaniały czas dla PS2. Osobiście ominąłem wtedy Jaka, bo byłem team R&C, a powód (poza tym, że Ratchety to wspaniałe gierki) był dosyć prozaiczny: grałem na oryginałach, nie przelewało się, i strasznie zwracałem uwagę na podawany w reckach czas gry, a Jaki były raczej krótkimi gierkami. Z punktu widzenia czasu wiem, że to było w sumie głupie, ale cóż. Do serii wróciłem od du.py strony w 2005, zaczynając właśnie od dwójeczki, której nie wspominam z jakimś mocnym rozrzewnieniem. Byłem raczej fanem bardziej cukierkowych klimatów w platformówkach, co zresztą się nie zmieniło, więc ten trochę na siłę cool i edgy klimat, będący ukłonem w stronę panujących trendów, nie do końca mnie przekonywał. Koniec końców, grało się super, a jakichś trudności szczerze mówiąc sobie nie przypominam. A moja historia z serią potoczyła się tak, że nadrobiłem rewelacyjną jedyneczkę, a trójka leży do dziś na kupce wstydu. I w jej przypadku też trochę odrzucająco zadziałały eksperymenty z settingiem, nacisk na pojazdy etc. ND trochę przekombinowało z tą serią jak dla mnie.
-
Następna generacja
No mi tam szczęka nie opadła. Na dodatek jak spojrzałem, jak (nie) reaguje podłoże, piasek, na ruch, to też jakoś tak od razu -10 do efektu.
-
Sekiro: Shadows Die Twice
Przeleciałem NG+ do momentu spotkania z Sową jak przez masełko, a teraz bęc, Emma+Isshin i kur.wa flashbacki z pierwszego walkthrough xd. Niech to się już skończy, ostatni raz dodaję sobie sam na własne życzenie cierpienia. To uczucie, gdy w pierwszym podejściu do bossa rozdupcasz go jak lamusa, potem wchodzi druga faza, gdzie nie idzie ci już tak dobrze, a potem zaczyna się zabawa i kilka razy nie możesz nawet pierwszego etapu zaliczyć. Nie wiem, co jest z tą grą, ale mam taką tezę, że podejście "z ulicy" z racji braku nerwówki i spinania się o techniki przeciwnika paradoksalnie często przynosi dobry rezultat.
- 3 924 odpowiedzi
-
- sekiro
- shadows die twice
- fromsoftware
- ps4
-
Oznaczone tagami:
-
PSX Extreme 273
Poniekąd się zgadzam. Co prawda nie wadzi mi "pretensjonalność" (lubię jego styl, zresztą w tekstach poza Regionem Filmowym też wypada bardzo dobrze), ale, o czym kiedyś już wspominałem, dobór filmów do działu. Regularnie jakieś przeciętniaki albo popcorniaki ze średnią ocen (jego, nie jakichś agregatów z du.py) w okolicach 6/10. No i ciągle ten Netflix. Nawiążę tu do Myszaqa, który swego czasu prowadząc Region potrafił zachęcić do filmu, którego pewnie sam z siebie bym nie sprawdził. Takie twory, jak Telefon, Inni, Kandydat do dziś kojarzę z tamtą rubryką. Oczywiście czasy się zmieniły i w dobie internetu i potężnej machiny marketingowej ciężko już ominąć coś, co złapało choć trochę fejmu, ale myślę, że mimo wszystko siedząc w temacie można by co miesiąc wygrzebać jakieś perełki.
-
Tony Hawk's Pro Skater 1 + 2
W sumie meh. Może dlatego, że te gry się na tyle dobrze zestarzały, że całkiem niedawno sobie je odpaliłem na szaraku i grałem bez zgrzytu. Graficzka, framerate i jakieś bonusy pewnie zrobią jakąś robotę, ale nie wierzę, że fizyka będzie oddana tak, żeby czuł ten feeling, który tak lubię (a praktycznie we wszystkich nowszych częściach było jakoś dziwnie pod tym względem, "pływanie" na desce). I żeby nie było, przegrałem w obie (oczywiście z naciskiem na niezaprzeczalnie najlepszą dwójkę) multum godzin, nie mówiąc o całej otoczce, zajawce na desce za małolata itd. Także nostalgia jest potężna, ale mimo wszystko z dystansem.
-
własnie ukonczyłem...
Sekiro: Shadows Die Twice W sumie nie "właśnie", bo już ponad tydzień temu, i nie do końca "ukończyłem", bo gram nadal i chcę zaliczyć inny ending. Trochę wrażeń i wylewanych na bieżąco żalów wrzucałem w temacie dedykowanym, więc tu postaram się dosyć ogólnie. Przede wszystkim to pierwsze gierka od From, którą zaliczyłem, w przypadku Soulsów i BB rezygnowałem jakoś po godzinie. Tutaj przyciągnął mnie przede wszystkim klimat, dobiegające z niektórych stron opinie, że gierka ma w sobie ducha Tenchu, którą to serię za czasów PSX i PS2 uwielbiałem, no i zmiany w stosunku do poprzednich gier FS w samym gameplay'u. Mało brakowało, a i tę grę bym rzucił w kąt bez ukończenia, bo miałem dosyć mocny kryzys po paru godzinach i zrobiłem typowego rage quita. Trzon gry był jednak na tyle dobry, a starcia tak mocno wjeżdżające na ambicję, że wróciłem. I choć jeszcze wieeele razy miałem gry dość i sporo ku.rew poleciało (generalnie źle znoszę porażki i frustrujące momenty w grach), to całościowo nie żałuję, bo Sekiro to świetna gra, zdecydowanie wyróżniająca się na plus w tłumie typowych AAA ostatnich lat. Nie jest jednak bez wad, i to naprawdę znaczących. Dziś sobie pozwolę pojechać punktami, zaczynając od plusów: - wspomniany klimat, setting, całe założenie, że kierujemy shinobi, a dużo gameplay'u to działanie w ukryciu. Żaden ze mnie weaboo, ale jednak katany, shurikeny, muzyka, japoński dubbing uruchomiły we mnie trochę tego nerda sprzed -nastu lat. Na dodatek graficznie jest naprawdę ładnie, a momentami pięknie (niekoniecznie czysto techniczne, bo chociażby framerat moocno kuleje, ale od strony artystycznej i designerskiej jest tip top); - system walki. No to jest rewelacja. Jak to ktoś gdzieś ładnie określił, prawdziwa szermierka. Kiedy opanujemy (albo przynajmniej nie będziemy już całkowitymi noobami) kilka kluczowych technik i mechanik, to tak naprawdę reszta gadżetów staje się tłem, a walka sprawia dużą przyjemność. Ten dźwięk klingi, efekty towarzyszące, mięsiste cięcia, bajka. Najlepiej siadły starcia typowo 1 vs 1, bez zbędnego pie.rdolenia ze strony przeciwnika w postaci jakiejś magii czy dziwnych sztuczek. Dwóch kozaków z bronią białą, blok, kontra, unik; - design leveli, system progresji i ogólne wędrowanie i odkrywanie świata. Mamy sporo wolności (w zasadzie mając dany punkt fabuły do odhaczenia w pewnym momencie możemy sobie wybrać dowolną z trzech ścieżek/lokacji i bawić się po swojemu). Nie przytłacza nas jednak przesadna wielkość czy otwartość świata, jest odpowiednio skondensowany, i dobrze; - replayability: grę od razu po skończeniu miałem ochotę odpalić od razu. Co prawda patent z kilkoma zakończeniami (a właściwie sposobami, dzięki którym można je uzyskać) jest trochę tanio rozwiązany i bierze nas z zaskoczenia (gdybym przy pierwszym przejściu wybrał w pewnym momencie fabuły nie tą odpowiedź, co "trzeba" i w rezultacie stracił 1/3 gry, to bym się troszkę wku.rwił), ale sam motyw sprawdzenia się ze swoją obecną wiedzą i skillem z wrogami, którzy za pierwszym razem mocno napsuli nam krwi, jest zachęcający do zabawy. Co mi nie zagrało: - gra jest frustrująco trudna. Pisząc "frustrująco" mam na myśli szereg zagrywek, które są zwyczajnie złośliwym psuciem graczowi życia. Nie chcę się powtarzać, ale wspomnę tylko o utracie części expa i kasy, przebieganie czasem sporych kawałków lokacji, żeby powtórzyć walkę, loadingi, cutscenki, ale przede wszystkim fundamentalne założenie walki - musisz zginąć, żeby się nauczyć. Ja wiem, że to jest właśnie idea gier FS, ale nie do końca to kupuję. Tym bardziej, że nie mamy tu znanej chociażby z Cupheada czy Hotline Miami, natychmiastowości powtórki, która rekompensowałaby złość z porażki, ale też zapewniała pozostanie "w transie", nie wytrącała z flow. Generalnie wiele razy miałem zwyczajnie uczucie marnowania własnego czasu, a nie jestem już gimbem, który podchodzi do tego bezrefleksyjnie. Gra wg różnych źródeł zajmuje jakieś 30-40 h. Cóż, powiem tylko tyle, że zdarzało się spędzić 2-3 h na powtarzaniu jednej i tej samej walki, czyli de facto stojąc w miejscu. Ostatni boss to były trzy podejścia po ok 2h xd. Ja wiem, że FS jest darzone kultem i dla ich wyznawców takie gorzkie żale nowego w temacie mogą się wydawać śmieszne, ale to nadal gra wideo. We mnie wyzwalała na tyle dużo negatywnych emocji, że nieraz kwestionowałem sens takiej "zabawy". Oczywiście nagrodą za wytrwałość była ta słynna satysfakcja (dawno nie spotykana w takim natężeniu w innych grach), ale trzeba tu sobie zrobić rachunek zysków i strat. Jak na moje to NG+ reprezentuje poziom trudności, który byłby w sam raz za pierwszym razem. Brak tu też solidnego tutoriala i wprowadzenia w poszczególne zasady tego świata. O pewnych mechanikach diametralnie zmieniających zabawę dowiadywałem się po X godzinach gry (np. z planszy na ekranie ładowania xd); - pełno niepotrzebnych/nieefektywnych w walce gadżetów. Cała idea protezy (pomijając świetną, choć często działającą dosyć losowo i zwyczajnie źle, linkę) to sztuka dla sztuki, przez całą grę regularnie używałem dosłownie jednego "rozszerzenia" (zresztą to samo tyczy się cukierków-potionów). Gra stawia na skuteczne, konkretne działania w celu zwycięstwa, wszelkie dodatki są formą rozproszenia, na dodatek mocno ryzykowną w użyciu; - kamera. Gra słynie z dotkliwego karania gracza za błędy, jednakże notorycznie byłem karany za nie swoje przewinienia. W ciaśniejszych pomieszczeniach (a niekiedy takie areny są wymuszone) nie da się normalnie walczyć. Lockowanie wroga często głupieje; - drobniejsze glitche. O ile normalnie można na to przymknąć oko, tak w takiej grze jakaś zagrywka nie fair ze strony systemu, szczególnie w trakcie walki na skraju naszej wytrzymałości, może zadecydować o losie pada. Podsumowując: gierka świetna, ale chyba nie powtórzyłbym z pełną świadomością takiego doświadczenia. Trzon gameplay'u wyszedł wybornie i tym bardziej szkoda by go było ominąć. Tak czy siak gra na pewno jest warta sprawdzenia nawet przez ludzi, których raczej nie ciągnie do gier From, albo tak jak ja, odbili się od nich. Jest na tyle od nich inna, ale zachowuje (tak mi się wydaje) pewne podstawy ich game designu. Tutaj sobie piszemy na FPE, gdzie sami hardkorowcy (xd), ale mam sporo znajomych, którzy nie są żadnymi casualami, ale nie mógłbym im z czystym sumieniem gierki polecić, bo wiem, że zwyczajnie by ją odłożyli szybko na półkę. Choć oceny i nagrody dla Sekiro w branżowym światku są raczej zasłużone, tak trochę mnie dziwią. Dużo można stracić odpuszczając, ale powtórzę coś, co pisałem gdzie indziej: jak dla mnie idealny poziom trudności walk z bossami i sub-bossami (bo to oni są tu największym kłopotem, a starcia te stanowią w sumie trzon rozgrywki) byłby tak 20-30 % niższy, niż dostaliśmy.
-
Yakuza Kiwami
Doszedłem do starcia z Majimą na "sali" do baseballa i po raz pierwszy mam trudności, żeby kogoś pokonać. Albo pomijam jakiś ważny element systemu walki, albo serio jest on tak zje.bany. W momencie, jak gość świeci się na dany kolor i regeneruje sobie energię, mam możliwość mu jakoś przeszkodzić? Chu.j ma takie kombo, że jak siądzie pierwszy cios, to jestem w du.pie i mam wrażenie, że czasem tylko losowo uda mi się zrobić dasha/blok w trakcie. Ogólnie gierka prostacka, a tu nagle mam problemy jak w Sekiro i muszę się uczyć kombinacji bossa xd. Już pomijam rozwiązanie, które było archaiczne już w momencie premiery oryginału, czyli manualne save'y. Lekkie zdziwko, jak odechciało mi się walczyć i stanąłem przed wyborem utraty progresu (bo ostatni save zrobiłem chu.j wie kiedy) albo powtarzania walki do upadłego. Odpada przy tym możliwość uzupełnienia ekwipunku. Generalnie jak na razie wrażenia są mocno negatywne.
-
Trening
Dopiero teraz odczytałem. Nie wiem, jak wyglądają, bo nie śledzę tego światka, ale ich zapewnienia o tym, co robią, co jedzą i w ogóle to brałbym mocno na dystans. No w każdym razie ja nie gdybałem, bo pisałem o sobie i o konkretnej sytuacji, czyli redukcji osoby na typowej masie z bycia lekko ulanym. Obstawiam, że ciężko znaleźć konkretnie taki sam przykład wśród nich. Czy zrzuciłbym fat napie.rdalając cuda wianki na drążku do porzygu i mając dobrą dietę? Na pewno. Czy mam ochotę tak robić, a efekt końcowy by mnie zadowolił? Na pewno nie. Zmuszam się w bólu, a robię to tak, że ćwiczę po prostu od razu po powrocie z pracy. Trening podzieliłem sobie tak, że zajmuje mi z 20-25 minut, ale cisnę codziennie. Jakbym miał w domu zrobić klasyczne fbw zajmujące ok. godzinę, to bym szybko tym rzucił w pierony. No ale ogólnie jest ciężko, szczególnie, że ostatnio źle sypiam. Odczuwam za to mocno na plus ilość czasu wolnego. Jednak siłka z dojazdem, pogadaniem z ludźmi, ogarnięciem się etc. trochę zajmowała.
-
Assassin's Creed Valhalla
Widzisz, niechcący dobrze ująłeś cały problem AC. Mimo, że taki Horizon czy DG to "ubi gierki", też mają multum znaczników, wielkie światy, taką sobie fabułę i sporo schematów, to jednak w te złe exy Sony chce się grać, historie angażują, a całość po prostu wciąga. AC (a mówię to będąc stosunkowo świeżo po "genialnym" jak napisał ktoś na poprzedniej stronie, Origins) zawsze miało do zaoferowania tylko ładny świat, ale po paru-parunastu godzinach kompletnie nie chciało się w nim bawić. Jest serią nijaką, mdłą, nie ma charakteru. Jak każda rzecz, która ma być dla każdego, jest jednocześnie dla nikogo. No trzeba mieć talent, żeby 13 lat nie umieć zrobić wciągającego sandboxa. Ale sprzedaż się zgadza, to w sumie chu.j
-
Sekiro: Shadows Die Twice
No jest tu kilka takich momentów. Cała lokacja-droga do klasztoru Senpou to chyba mój ulubiony fragment gry. Ashina, ten lekko padający śnieg i spokojna muzyka w tle po wykoszeniu wszystkich lamusów, coś pięknego. Szkoda, że mimo wszystko takich momentów "przygodowych" ze spokojnym zwiedzaniem i koszeniem stosunkowo lajtowych przeciwników jest w sumie niewiele. Ja jednak skusiłem się na NG+ i zamierzam sobie zrobić Shura Ending, po czym raczej odstawię gierkę, bo za platynę brać się nie zamierzam. Na razie lecę na kozaka, ale i tak zdarzyły się momenty, że musiałem się zrespić xd. No i Genichiro w prologu i tak mi doje.bał, ehh.
- 3 924 odpowiedzi
-
- sekiro
- shadows die twice
- fromsoftware
- ps4
-
Oznaczone tagami:
-
Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
OPSM, mimo, że miałem tylko kilka numerów (wiadomo, cena), to było moje wprowadzenie w świat PSXa i za to zawsze będą w moim serduszku. W sumie zwisało mi, że to tłumaczone teksty (za dzieciaka zresztą długo o tym nie wiedziałem) czy tam grzeczne/kupione recki. To były wrota to innego wymiaru. No i demka, wiadomo. Ale nie było nigdy jak z CDA: 150 stron, na które większość miała wyje.bane, bo liczył się pełniak. Tam było naprawdę sporo fajnych, ekskluzywnych (z racji "oficjalności") materiałów, a szata graficzna broni się do dziś (ale screeny często wołały o pomstę do nieba, i rozdziałka PSXa nie jest tu wytłumaczeniem). No profeska. Zabawne, że konsekwentnie wpychali do magazynu hasło "klon Dooma" na każdą strzelankę FPP. Gatunek: klon dooma xd.
-
własnie ukonczyłem...
Zaliczyłem MGR z 6 lat temu i jedyne, co z tego soundtracku pamiętam, to że mi się nie podobał. A i że Figaro jakoś emocjonalnie reagował na jego krytykę xd. A ja, bez złośliwości, bo Rising to fajna giereczka, powiem, że z "prawdziwym" klimatem MGSa ma tyle wspólnego, co nowe Terminatory z klasykami Camerona. Wiadomo, Raiden, Sunny, MG Ray, jakiś tam lekki zapaszek uniwersum w tle, ale w praktyce nie jest to żaden sensowny rozwój świata, który poznaliśmy u Kojimy, ot fetyszyzacja Raidena-cyborga, mechów i innych super-duper motywów.
-
Gra się zacina w jednym miejscu
Jak sprawdzane na dwóch konsolach to obstawiałbym jednak winę po stronie płyty (uszkodzenie). Raczej małe prawdopodobieństwo, żeby dwa różne sprzęty miały dokładnie ten sam problem z laserem (choć istnieje).
-
Sekiro: Shadows Die Twice
Ja się będę powtarzał, ale dla mnie jego trudność to bardziej kwestia kilku etapów walki. Jeśli miałbym oceniać pod kątem czysto technicznym, upierdliwości i stosowanych ciosów, to dla mnie (poza Demonem) pierwsze miejsce zajmuje Sowa (walka w połowie gry). Poza nim najwięcej krwi napsuła mi chyba Pani Motyl (ale to początek gry, kwestia obcykania) i paru sub bossów (też kwestia skilla, po jednym z generałów miałem rage quita, mimo, że z perspektywy ukończonej gry to był lamus, o czym zresztą łatwo się przekonać gdy pod koniec mamy recykling). Mocno zwątpiłem przy Żyrafie w lokacji Twierdza, ale to był moment przełomowy: dzięki niemu faktycznie opanowałem system parrowania, mikiri i zbijania postury. To było olśnienie: przeskok między bieganiem, unikami i dostawaniem w du.pe po 30 sekundach, a szybkim rozwalaniem gościa jak szmatę praktycznie bez straty życia. Po wszystkim zmieniłem w ogóle nastawienie do gry: nie czekałem już z obawą na moment, że pojawi się kozak, od którego się odbiję, tylko nabrałem podejścia "na każdego jest sposób". Walki stawiają mocno na schemat, no tyle, że zanim się go nauczymy, to musimy zginąć, i to zazwyczaj nie jeden raz. Tu też wychodzi brak jasnego i dobrego wprowadzenia w tajniki. Jasne, są te pseudo tutoriale, jest Hanbei do potrenowania, ale nie udawajmy, że to wszystko jest czytelne i klarowne. Inna sprawa: jakoś w połowie gry (za sprawą informacji w czasie loadingu) dowiedziałem się, że trzymanie gardy obniża nasz poziom zbicia postury, i to naprawdę szybko obniża. A z tego co oglądałem na różnych filmikach na YT, to wiele osób tego nie robi, więc zakładam, że część z nich też nie wie xd.
- 3 924 odpowiedzi
-
-
- 1
-
-
- sekiro
- shadows die twice
- fromsoftware
- ps4
-
Oznaczone tagami: