Treść opublikowana przez Josh
-
Final Fantasy XVI
A co do poziomu Final Fantasy, to nie jest to jakiś wielki hardkor, niemniej trzeba się mieć o wiele bardziej na baczności niż podczas przechodzenia normala. Starcia z mobkami to luzik, za to bossowie gryzą bardzo mocno i potrafią też sporo przyjąć. Nie robiłem żadnych questów w tym trybie, więc byłem cały czas niedolevelowany, do tego stopnia że w późniejszej fazie przeciwnicy wyprzedzali mnie o 10 poziomów i zdarzało się, że ginąłem od jednego hita. Trzeba zawsze pamiętać, żeby mieć w pogotowiu sporo potionów i na bieżąco ulepszać bronie u kowala za materiały znajdowane podczas robienia misji fabularnych. Walki Eikonów też są wyraźnie trudniejsze niż przy pierwszym podejściu.
-
The Legend of Heroes Trails of Cold Steel
Patrzę w kalendarzyk premier, a tu już za chwilę wychodzi FFXVI killer, czyli Trails into Reverie Chyba wleci preorderek z Perfect Blue
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
-
Final Fantasy XVI
Akurat wrogowie w FFXVI do jakiegoś stopnia się skalują, bo jak wracałem do niektórych lokacji to pszczółki, kraby i kapibary miały już 30-40 lv... co też średnio mi się podobało, bo lubię odwiedzać stare miejscówki do(pipi)aną postacią i rozwalać na hita przeciwników, którzy wcześniej mi się sadzili.
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
-
Final Fantasy XVI
Jest jeden achievement/trofik, za wykucie Gotterdammerunga. Jest to najlepszy miecz możliwy do zdobycia na new game, niemniej możesz łatwo wtopić sprzedając potrzebne do niego materiały (a więc broń Ragnarok + kilka wartościowych itemów, które dostajesz za ostatnie questy i hunty). Całą resztę możesz śmiało sprzedawać, CHYBA ŻE planujesz robić new game+, to wtedy niektóre części ekwipunku (np. te zwiększające damage lub defense) warto sobie zostawić, bo przy drugim podejściu posłużą do craftingu, aby uzyskać ich mocniejsze wersje (czyli z amuletu dającego 30 def możesz wykuć taki, który da Ci 60 albo i nawet 90 def). Nie, nie każda gra musi stanowić wyzwanie. Za to fajnie jeżeli każda gra da Ci jakiś wybór, wtedy wszyscy będą zadowoleni. Nikt nic nie traci, każdy zyskuje, proste.
- Final Fantasy XVI
-
Znani ludzie, którzy mogliby wystąpić w ekranizacjach gier
Wpisujcie nazwiska i wrzucajcie dla porównania foty znanych ludzi, którzy Waszym zdaniem pasowaliby do ekranizacji jakieś gry. Mogą to być aktorzy, ale nie muszą. Można podawać przykłady dla beki, byle tylko były jakieś cechy wspólne (np Karolak wcielający się w postać Umy z Wiedźmina, z racji specyficznej urody albo Jarosław Kaczyński jako Ramon Salazar, bo oba to kurduple). Michael T. Weiss = Max Payne Gość obecnie jest już dziadkiem, ale za młodu sądzę że idealnie wpasowałby się w rolę Maksia. Michał Milowicz = Tidus komentarz chyba zbędny
- Final Fantasy XVI
-
Final Fantasy XVI
Szarpię na ng+ Final Fantasy mode. Póki co przeszedłem kilka czapów i nie jest jakoś super ciężko, ale na pewno trzeba bardziej uważać niż na normalu, zwłaszcza walki Eikonów nie oszczędzają gracza. Tylko giga minus za sposób w jaki zdobywa się w tej grze Ultima weapon, powiem Wam tyle że długo się tą bronią nie nacieszycie.
- Final Fantasy XVI
-
Wody, napoje, soki itp.
Tak, to był mix mleka z sokiem, aczkolwiek to sok dominował. Próbowałem przez lata różnych wynalazków, ale nic mi w smaku i gęstości nie przypomina tego napoju. Z drugiej strony piłem to tak dawno, że może to mój mózg zapamiętał go jako boską ambrozję, z którą nic nie może się równać
-
Wody, napoje, soki itp.
Kojarzy ktoś? Ale bym sobie to wypił Pamiętam, że krótko istniało na rynku, jakoś może z rok i to już ze 20 lat temu. Najlepsze pićko ever.
- Final Fantasy XVI
- Final Fantasy XVI
-
Właśnie porzuciłem...
One Piece Odyssey - aż mi się przypomniały czasy kiepskich egranizacji znanych filmów i seriali sprzed kilku generacji. Pozornie wszystko sprawia wrażenie ok i na swoim miejscu, ale jak już się człowiek zanurzy głębiej w grę, to okazuje się bardzo nudnym, schematycznym i pełnym karygodnych błędów crapem. W dodatku bardzo nieprzystępnym dla kogoś, kto nie jest fanem mangi/anime. God of War: Ragnarok - miałem wrażenie, że tę grę robił Bloober Team, taki z tego samograj. Słabe etapy, monotonna walka, przegięta ilość dialogów i cut-scenek, nudny scenariusz, przypominający bardziej kolejny odcinek Trudnych Spraw niż epicką przygodę. Na tego rudego gnoja w pewnym momencie nie mogłem już patrzeć, nie mówiąc o sterowaniu nim i zbieraniu zgniłych jabłek w lesie, więc dałem sobie spokój. Skullmonkeys - może ktoś jeszcze pamięta tę platformóweczkę z czasów PSX'a. Generalnie nie mam problemów z odświeżaniem tak starych gier (ostatnio miło spędzałem czas przy Pandemonium), ale ta niestety zestarzała się bardzo kiepsko i powątpiewam, że stanowiła dobry kawał softu nawet na ówczesne czasy. Dziwne sterowanie postacią, kamera ustawiona zdecydowanie zbyt blisko niej, grafika z jednej strony nietypowa bo plastelinowa, z drugiej po kilku etapach robi się niedobrze od tego mroku. Są lepsze platformery z tamtych czasów, w które można zagrać.
-
Final Fantasy XVI
Na Waszym miejscu uważałbym z krytyką FFX-2, bo ja tej gry będę bronił nawet bardziej niż Szesnastki A tak na serio, to wiadomo że story to gówno obesrane i klimatu FF też dużo tu niema. Za walka to jest takie złoto, że aż mi smutno, że pewnie już nigdy nie dostaniemy czegoś podobnego w Fajnalu... Tak, po skończeniu trybu Final Fantasy pojawia się jeszcze jeden, który ponoć jest porównywany z Dante Must Die z DMC.