Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

własnie ukonczyłem...

Featured Replies

Opublikowano
6 godzin temu, Uzytnik30 napisał(a):

Moja też zauważyła, ale nie wiem czy to dobrze czy źle. Mówiłem, że gram tylko dla fabuły D

U mnie bylo coś w stylu:

"Dlaczego ona jest pół naga?

  • To element świata przedstawionego

A te cyce na wierzchu?

  • Lore postaci jest bardzo złożone a te bufory to jej nierozłączny element"

Nie było więcej pytań.

vegeta_smile

  • Odpowiedzi 14,7 tys.
  • Wyświetleń 1,6 mln.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Najpopularniejszy posty

  • Suikoden I & II HD Remaster: Gate Rune & Dunan Unification Wars [PS5] Przychodzę z sercem na dłoni. Otwarcie piszę, że dwa pierwsze Suikodeny kocham miłością szczenięcą. Drugą część kiedyś

  • Jak widze forumowych "wspierajacych" day 1:   czwartek, caly dzien, statusy na forum - gdzie ten ku.rwa kurier, zaje.bie ch.uja, juz czwartek a jeszcze go nie ma, no ku.rwa lepiej zeby byl przed we

  • Tomba! 2: The Evil Swine Return Special Edition [PS5] Wioska Rybaków, pierwsza lokacja z tej gry jest dla mnie jednym z najbardziej przytulnych zakątków, które w swoim growym życiu odwiedziłem. Uwi

Opublikowano
12 godzin temu, oFi napisał(a):

"Dlaczego ona jest pół naga?

  • To element świata przedstawionego

A te cyce na wierzchu?

  • Lore postaci jest bardzo złożone a te bufory to jej nierozłączny element"

W sumie to jest dobry punkt wyjścia do takiego wyjaśnienia:

  • Widzisz branża gier w ostatnich latach miała problem z przedstawieniem postaci kobiecych w odpowiednej formie. Dominował trend przedstawiania kobiet wątpliwej urody lub mocnego upodobniania do mężczyzn, patrz Abby z The Last of Us 2. Postać Ewy jest swoistym manifestem twórców gry i chęcią pokazania, że postać kobiety może ładnie wyglądać i wbrew obiegowym opiniom takie kobiety naprawdę istnieją. No a te ciuchy to tylko taki dodatek CoolStoryBro

Opublikowano
W dniu 7.04.2026 o 23:55, kotlet_schabowy napisał(a):

Jeśli chodzi o czysto subiektywny odbiór Code Veronica jako "zjawiska", to zawsze postrzegałem tę część serii jako taki trochę skok w bok, żeby nie powiedzieć spin-off (tak, wiem, że idea była wręcz odwrotna i to miał być pełnoprawny sequel dwójki). Może działał tu brak numeracji, może otoczka związana z jednoczesną produkcją Nemesisa i wydaniem CV jako exa na Dreamcasta.

To zostało już wyjaśnione. Zarówno CV jak i Nemesis startowały jako spin-offy, właściwą trójką miała być część zrobiona przez Kamiye która później przekształciła się w Devil May Cry. Code Veronica nawet nie była robiona przez Capcom tylko Nextech.

Opublikowano

Tutaj można sobie poczytać o przebojach z numeracją tych gier

https://www.reddit.com/r/residentevil/comments/9oks83/the_truth_behind_code_veronica_and_re3/

Anyway, dla mnie z tych dwóch Residentów to Code Veronica bardziej zasługuje na "3" w tytule. Fabularnie wnosi o wiele więcej do uniwersum (nowy wirus, spotkanie Claire i Chrisa, kolejne machloje Weskera, znacznie potężniejsze BOW niż w poprzednich odsłonach), wykracza poza wątki z Racoon City i dzieje się w całkowicie nowych lokacjach, był to też pierwszy Resident na ówczesne nextgeny wprowadzający w pełni trójwymiarową grafikę. Dziwi tylko brak nowych mechanik, bo tego mieliśmy więcej w RE3 (dodge, mieszanie prochu, nielinowość). Pewnie każdy będzie miał tu inne zdanie.

Opublikowano

Widać że CV było robione przez zewnętrzną ekipę i zrobili po prostu (moim zdaniem nieudolną) kopię poprzednich części. RE3 dodało też losowość, przekozackiego Nemesisa czy nawet tak prozaiczną sprawę jak normalne wchodzenie po schodach.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Mass Effect 3 - Wii U

dEhQ1FQ.jpeg

BioWare po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć gry zapadające w pamięć. Mass Effect 3 okazał się dla mnie ogromnym zaskoczeniem, i to w najlepszym możliwym sensie. Produkcja ta nie tylko domyka jedną z najbardziej cenionych trylogii w historii gier wideo, ale robi to w sposób emocjonujący, dojrzały i pełen dramatyzmu. Jest to tytuł, który nieustannie przypomina graczowi o wadze podejmowanych decyzji i konsekwencjach, jakie niosą one dla całego uniwersum.

Od pierwszych chwil gra wprowadza atmosferę zagrożenia i beznadziei. Galaktyka stoi na krawędzi zagłady, a żniwiarze nie są już tylko odległym widmem – stają się realnym, brutalnym przeciwnikiem. Fabuła prowadzona jest w dynamiczny, a jednocześnie przemyślany sposób. Twórcy umiejętnie budują napięcie, stopniowo zwiększając stawkę i nie pozwalając graczowi ani na moment zapomnieć, że każda decyzja może zaważyć na losach całych ras. Zwieńczenie trylogii jest niezwykle intensywne emocjonalnie i bez wątpienia pozostawia trwałe wrażenie, skłaniając do refleksji jeszcze długo po napisach końcowych.

rQdhJ6y.jpeg

Na szczególne uznanie zasługuje narracja oraz sposób prowadzenia dialogów. Rozmowy z członkami załogi Normandii nie są jedynie przerywnikami pomiędzy kolejnymi misjami, ale pełnoprawnym elementem budującym więź z bohaterami. Powracające postacie zostały dopracowane pod względem charakterologicznym, a ich osobiste historie często poruszają trudne tematy, takie jak poświęcenie, strata czy odpowiedzialność za innych. Dzięki temu gracz realnie czuje, że dowodzi nie tylko oddziałem żołnierzy, ale grupą osób z własnymi lękami i nadziejami.

RMoier3.jpeg

Pod względem rozgrywki Mass Effect 3 prezentuje bardzo udane połączenie elementów RPG oraz dynamicznej gry akcji. System walki został znacząco usprawniony w porównaniu do poprzednich odsłon – starcia są szybsze, bardziej taktyczne i wymagające. Lepsze sterowanie, większa płynność ruchu oraz rozbudowany arsenał sprawiają, że potyczki z przeciwnikami dają dużą satysfakcję. Jednocześnie rozwój postaci i dobór ekwipunku wciąż mają ogromne znaczenie, pozwalając dostosować styl gry do własnych preferencji.

Oprawa audiowizualna stoi na bardzo wysokim poziomie. Modele postaci, projekty lokacji oraz efekty specjalne skutecznie budują epicki klimat kosmicznej wojny. Ścieżka dźwiękowa doskonale współgra z wydarzeniami na ekranie – od spokojnych, melancholijnych utworów po dynamiczne kompozycje towarzyszące największym bitwom. Wszystko to sprawia, że gracz łatwo zanurza się w przedstawionym świecie i odczuwa ciężar sytuacji, w jakiej znajduje się galaktyka.

xYFVjhC.jpeg

Nie można jednak pominąć pewnych niedociągnięć. Swobodna eksploracja galaktyki, choć pomysłowa, wypada dość blado i szybko staje się monotonna. Niektóre zadania poboczne sprawiają wrażenie uproszczonych i niedopracowanych, co kontrastuje z wysoką jakością misji głównych. Ograniczona dowolność przy tworzeniu nowego stanu gry może również rozczarować graczy, którzy nie przenieśli zapisów z poprzednich części trylogii.

Mimo tych wad Mass Effect 3 pozostaje tytułem wyjątkowym. To gra, która potrafi wzruszyć, zaskoczyć i zmusić do zastanowienia się nad konsekwencjami własnych wyborów. Jest to produkcja skierowana zarówno do wiernych fanów serii, jak i do nowych graczy, którym twórcy ułatwiają wejście w skomplikowany świat galaktycznej polityki i konfliktów.

nQ1raMT.jpeg

Podsumowując, Mass Effect 3 to godne i ambitne zakończenie trylogii, które na długo zapada w pamięć. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś powrócimy do tego niezwykle bogatego i fascynującego uniwersum. Do tego czasu warto docenić to, co już otrzymaliśmy – jedną z najbardziej emocjonujących przygód w historii gier wideo.

Plusy:

  • niezwykle wciągająca i emocjonalna fabuła o ogromnej skali;

  • pamiętne postacie i dobrze napisane dialogi;

  • znakomite połączenie RPG i dynamicznej akcji;

  • dopracowana oprawa audiowizualna i klimatyczna muzyka;

  • liczne nawiązania do wcześniejszych części serii;

Minusy:

  • monotonna i mało angażująca eksploracja galaktyki;

  • ograniczona swoboda przy tworzeniu nowej gry;

  • nierówna jakość zadań pobocznych;

  • drobne uproszczenia mechanik RPG.


Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Screamer - PS5 (bazowe)

o7gzJfM.jpeg

Screamer to odważny eksperyment studia Milestone, który mówi: „to nie jest zwykła wyścigówka, zapnij pasy i emocje”. Gra łączy arcade’owe ściganie, bijatykę na kółkach i zaskakująco dobrą fabułę w klimacie anime, która momentami ma więcej zwrotów akcji niż rondo w godzinach szczytu.

Na pierwszy rzut oka mamy klasykę: wyścigi, czasówki, multiplayer i split-screen nawet dla czterech osób. Ale sercem gry jest tryb Turnieju, czyli kampania fabularna, w której poznajemy bohaterów, ich drużyny, dramaty i… powody, dla których mogą robić przeciwnikom krzywdę na torze w bardzo kreatywny sposób. Każdy kierowca ma swoje specjalne zdolności, a wszystko jest sensownie wytłumaczone fabularnie, więc nic nie bierze się „bo tak, od tak”.

LgR3jdo.jpeg

Historia okazuje się znacznie lepsza, niż można by się spodziewać po grze wyścigowej – są emocje, plot twisty, dobrze napisane postacie i pełny dubbing w wielu językach (tak, czasem wszyscy mówią różnie i… działa). Anime-przerywniki wypadają świetnie, choć momentami jest ich tyle, że można zdążyć zapomnieć, że przed chwilą jechało się 300 km/h.

Największym ryzykiem jest sterowanie dwoma analogami: jeden do skrętu, drugi do driftu. Brzmi dziwnie, ale po oswojeniu daje świetne flow. Jest też opcja uproszczona, ale prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, gdy ogarniesz obie gałki i przestaniesz walczyć z padem jak z minibossem.

RM1WLWJ.jpeg

Wyścigi to nie tylko gaz do dechy – tu wszyscy się taranują, atakują i wysadzają, zarządzając energią na boosty, tarcze i ataki. Jest szybko, agresywnie i taktycznie. Do tego tryb Overdrive, czyli „teraz albo nigdy”, gdzie jesteś bogiem… dopóki nie muśniesz bandy i nie wybuchniesz.

Gra bywa trudna (czasem bardzo), ale satysfakcja z wygranej wynagradza nerwy. Technicznie działa świetnie, wygląda stylowo (neony, futurystyczne miasto), a muzyka dobrze pasuje do drużyn i tempa jazdy.

eixyRdY.jpeg

W skrócie:
Screamer to jedna z najbardziej innowacyjnych arcade’owych gier wyścigowych od lat – szybka, efektowna, fabularnie ambitna i momentami bezlitosna. Nie dla każdego (anime i dwie gałki mogą odstraszyć), ale jeśli dasz jej szansę, to raczej nie będziesz żałować… chyba że właśnie ktoś cię zepchnął z trasy

Tym razem nie będzie plus czy minus. Tu każdy powinien sobie sam wyrobić ocenę końcową ;)

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Danganronpa: Trigger Happy Havoc - na dysku takie gry jak Crimson Desert, a ja ostatnie dni wciągnięty w tą visual-novelkę. Mój pierwszy kontakt z serią chociaż plany do ogrania byly już kiedyś za czasów Vity, teraz ogrywane na Switchu 2 (idealny gatunek dla HH). Co tu dużo mówić, zżył się człowiek przez ten czas z tymi postaciami, fabuła fajna, zakręcona z dobrymi plot twistami. Chwila przerwy i jak wleci jakaś promka na część drugą to lecę z tematem.

Opublikowano
W dniu 10.04.2026 o 09:44, łom napisał(a):

Code Veronica nawet nie była robiona przez Capcom tylko Nextech.

No ze źródeł wynika, że jednak nie do końca tak można napisać i Capcom miał swój udział w kluczowych bądź co bądź aspektach produkcji, a łącznie to chyba ze 4 różne ekipy były w to zamieszane, gdzie Nextech odpowiadał głównie za czysto techniczną (w domyśle: kod) stronę.

W sumie jak na dzisiejsze standardy, nic nadzwyczajnego, zwykły outsourcing (wystarczy popatrzeć na niekończące się creditsy dzisiejszych dużych tytułów, gdzie czasami spokojnie z 1/4 nazwisk brzmi np. indyjsko).

Opublikowano

W "Itchy, Tasty" jest wszystko dokładnie opisane, Capcom nie miał wolnej ekipy do pracy nad CV. Najważniejsze "Capcom funding and overseeing and Nextech undertaking all the development".

Opublikowano
15 godzin temu, bartiz napisał(a):

Danganronpa: Trigger Happy Havoc - na dysku takie gry jak Crimson Desert, a ja ostatnie dni wciągnięty w tą visual-novelkę. Mój pierwszy kontakt z serią chociaż plany do ogrania byly już kiedyś za czasów Vity, teraz ogrywane na Switchu 2 (idealny gatunek dla HH). Co tu dużo mówić, zżył się człowiek przez ten czas z tymi postaciami, fabuła fajna, zakręcona z dobrymi plot twistami. Chwila przerwy i jak wleci jakaś promka na część drugą to lecę z tematem.

Dwójeczka banderas w sumie może już sobie lepiej poczekaj na ten rimejko remaster czy cokolwiek to będzie

Opublikowano
2 godziny temu, Pupcio napisał(a):

Dwójeczka banderas w sumie może już sobie lepiej poczekaj na ten rimejko remaster czy cokolwiek to będzie

to pewnie w pakiecie będzie kosztować z 2 bomby a jedynkę kupiłem za śmieszne 6 zł. Do tego nie ma konkretnej daty premiery, pewnie nie będę czekał.

Opublikowano

Biomutant

Przed zagraniem wyobrażałem sobie tę grę zupełnie inaczej, tym bardziej, że nigdy nie oglądałem żadnego gameplaya z niej. Po ukończeniu towarzyszy mi pytanie - dla kogo została stworzona?

Takie pytanie jest zasadne, bowiem gra jest dość... specyficzna i oryginalna. Sama otoczka wskazuje, że mamy do czynienia z produkcją, która jest słodka, miła i przyjemna. Z drugiej strony, jeśli to byłaby gra dla młodszych, fabuła powinna poruszać bardziej prozaiczne tematy. Wyszedł więc taki misz masz. Średnio strawny...

Do rzeczy - gra ma fajną otoczkę, wykreowany świat, ciekawy klimat, ale na dłuższą metę jest to męczące. Męczące przez te słodkie nazwy, cukrowanie na ekranie i w ogóle taką "bajkowość" i "oryginalność" wylewającą się z tej gry. Osoba, która wymyśliła taki sposób prowadzenia fabuły, a przede wszystkim rozmów za pomocą narratora powinna wylecieć z roboty, bo można oszaleć, słuchając tego przez kilkadziesiąt godzin rozgrywki.

Sama fabuła niczego ciekawego nie przynosi, mnie nie wkręciła, typowe motywy prowadzone bez większego zaskoczenia. Brakuje wyrazistych postaci - zarówno naszych przyjaciół, jak i wrogów. Questy poboczne są wtórne i generalnie polegają głównie na tym samym. System walki jest fajny - można nieźle się nim pobawić i zrobić z naszego bohatera niezłego zabijakę. Do tego, jeśli ktoś lubi zbierać loot i kombinować - będzie wniebowzięty, bo możliwości jest tutaj dużo.

Podsumowując: zawiodłem się, bo oczekiwałem czegoś innego. Szkoda, bo pomysł na grę i wykreowany świat był oryginalny. Wracając do początku - wyszła gra... dla nikogo. Dorośli i dzieci się znudzą - każda grupa z zupełnie innego powodu. 6/10

Deliver Us The Moon

Walking sim z rozwiązywaniem zagadek w kosmosie. Fabuła jak fabuła, nic specjalnego. Gra praktycznie na jeden wieczór, więc można dość szybko poznać cały tytuł. 6/10

12 Minutes

Sam pomysł ciekawy, ale gameplay na dłuższą metę trochę monotonny. Sama historia jest ciekawa i potrafi zaskoczyć. Każde przejście jest inne, pozwala nam poznać kolejne rzeczy i tym samym daje wskazówki, co robić, żeby osiągnąć dane rozwiązanie. Również krótka, dlatego szybko można ją ukończyć i się nie znudzić. 6+/10

Edytowane przez lukas_k96

Opublikowano
W dniu 11.04.2026 o 20:01, bartiz napisał(a):

Danganronpa: Trigger Happy Havoc - na dysku takie gry jak Crimson Desert, a ja ostatnie dni wciągnięty w tą visual-novelkę. Mój pierwszy kontakt z serią chociaż plany do ogrania byly już kiedyś za czasów Vity, teraz ogrywane na Switchu 2 (idealny gatunek dla HH). Co tu dużo mówić, zżył się człowiek przez ten czas z tymi postaciami, fabuła fajna, zakręcona z dobrymi plot twistami. Chwila przerwy i jak wleci jakaś promka na część drugą to lecę z tematem.

Jak skończysz Danganronpy, to bierz się za pozostałe tytuły od ich autorów: trylogia zero escape oraz AI:somnium files. Ile bym dał, żeby móc je ograć znów po raz pierwszy banderas

Opublikowano

Super Mario Galaxy - niedawno skończyłem. Główną fabułkę tuż przed filmem, a zaraz po wyzbierałem resztę gwiazdek Marianem ) Teraz lecę to samo Luigim.

Co za gra! Miałem styczność wcześniej przez emulatory, ale dopiero teraz udało się porządnie usiąść i ograć. Niby prawie 20 lat od premiery, ale Galaxy co rusz zaskakiwało mnie swoją pomysłowością, świeżością i czystym f-u-n-e-m tryskającym z ekranu. Kiedyś te niewielkie poziomy mnie nie przekonywały, dopiero teraz widzę, że dzięki temu nie ma tu nudnych przestojów, a gra cały czas atakuje nas czymś nowym.

Pod kątem movement'u nie będzie to jednak moja ulubiona część serii. Odyseja jest imo niepokonana, ale chyba też w Sunshine fajniej mi się sterowało Marianem. Nie wiem na ile w tym winy gry, a na ile średniackiej gałki w joy-conie, ale tutaj miałem często wrażenie, że hydraulik porusza się nieprecyzyjnie. Za to udawanie wii-lota działa dobrze, zbieranie gwiazdek ma naturalny feeling (nie wiem jak to się przekłada na Yoshiego w SMG2, bo nie grałem jeszcze).

Obawiałem się tych gwiazdek z fioletowych monet, ale nie było tak źleee. Może przy tej na planszy z retro Luigim poleciało trochę wyzwisk w stronę tv, ale ogółem to imo nie ma tu frustrujących wyzwań. Nawet te polegające na machaniu joyconem nie są jakieś trudne lub nieuczciwe. Odrobina skupienia, gamer mode on (te pochylenie się do przodu) i wyzwanie pęka. To jest idealna gierka, żeby się pokusić o zrobienie wszystkiego, bo np. w przeciwieństwie do Sunshine, nie ma się wrażenia marnowania czasu na "głupie" gwiazdki.

Genialna gierka, jeśli ktoś ma możliwosć, to naprawdę polecam banderas

Opublikowano

Hentai Prison (HenPri)

tytuł.jpg

TLDR: 9.5/10 GOTY 2025r.

A dłużej:

O grze usłyszałem jakieś 3 lata temu, kiedy regularnie zaczęła pojawiać się w top najlepszych VN. Koło kwietnia zeszłego roku wyszło tłumaczenie.

Zaraz po zakupie i instalacji należy ze strony wydawcy ściągnąć path(6 GB!), który zawiera właściwą grę. Bez niego napisy końcowe zobaczymy po około 2h.

ss_34216f07d4bf42385cc288983ba36a35d46f1ea5.1920x1080.jpg

"Well cumed is better than well edged"

No dobra, ale o czym to w ogóle jest? W jednym zdaniu - komedio-dramat będący swoistą parodią Skazani na Shawshank. Pewnie jak sama nazwa wskakuje spodziewacie się ostrego rżnięcia. Otóż nie. Pierwsza scena seksu była po około 15h. Tytułowe Hentai Prison, a właściwie Tulip Prison to więzienie gdzie trafiają najwięksi zboczeńcy(a przynajmniej teoretycznie tak miało być, bo w praktyce różnie z tym bywa) z fetyszami o istnieniu których nie miałem pojęcia. Zadaniem strażników jest wyleczenie danej osoby by mogła wrócić do społeczeństwa, więc ostre rżnięcie jest zakazane. Ich metody są jednak co najmniej problematyczne. Nie zdradzę jakie, ponieważ na tym skupiają się pierwsze godziny gry. I właśnie tutaj trafia, za publiczne obnażanie na 10 lat(recydywa) nasz protagonista, Shuichiro. Musi odnaleźć się w nowym miejscu i ułożyć jakoś swoje życie. Na szczęście może liczyć na swojego przyjaciela Amasu.

henpri-hentai-prison-image-for-review-11.jpg

"Just because something doesn't seem right, doesn't mean it's wrong"

Grając zacząłem się zastanawiać co decyduje czy dana visual novel jest dobra czy nie. Masa nowelek które ograłem była w stylu: "klik klik klik*10000, już koniec, aha. O czym to w ogóle było?" Takie ani złe ani dobre tylko bardziej nijakie. HP jest zabawne(zaśmiałem się na głos pierwszy raz od 25 lat, chyba ostatnio przy The Neverhood), bolesne, cringowe(dwa dni musiałem rozchodzić jedną scenę), stresujące, wesołe, smutne, inspirujące, obrzydliwe, frustrujące i co najważniejsze satysfakcjonujące. Ogólnie to emocjonalny rollercoaster. Nie ma poczucia zmarnowania 60 godzin. Bohater musi zasłużyć na zwycięstwo, to nie może być tak jak w filmach z Seagalem że wrogowie ustawiaj się w kolejce po wpier**l, a on nawet przez chwilę nie je w niebezpieczeństwie. Bohater musi cierpieć jak Jackie Chan, musi dostać parę razy po mordzie by zwycięstwo było wyszarpane, wtedy jest satysfakcjonujące. I tak właśnie tutaj jest. Shuichiro zostaje wielokrotnie wdeptany w ziemię, kiedy wydaje się, ze nie może być gorzej to okazuje się, że jednak może. Trochę jak czytanie Attack on Titans - wiadomo ze zaraz się wszystko spier**li i bohaterowie mocno oberwą. Więc po kolejnej porażce można czuć nawet ulgę.

209698.jpg

"People and penises are the same. If you shake them hard enough, something will ome out"

Sam Shuichiro zasługuje na osobny akapit: Zdarza się ze głowni bohaterowie są mało kumaci ale on wznosi to na wyższy poziom: polecenia rozumie zbyt dosłownie, uważa ze obecnie warto kupić Switch 2, jak widzi nagą kobietę to na głos komentuje że ma włoski jak jego tata po goleniu, nie ma empatii, jest aspołeczny, całkowicie skupiony na własnych celach, gotowy zrobić wszystko, by je osiągnąć. W mojej ocenie ma autyzm, aczkolwiek w samej grze jest to inaczej wyjaśnione. I właśnie jego ewolucja, dorastanie, odrywanie co w życiu jest naprawdę ważne w każdej ze ścieżek jest jednym z lepszych elementów gry.

scuibb.jpg

"Everything written in eroge is correct."

No to jeszcze coś o ścieżkach: Po prologu mamy trzy do wyboru, każda kreci się wokół problemów jednej z współwięźniarek, a potem otwiera się ta kanoniczna. W zależności od wyboru linii fabularnej postacie drugoplanowe mogą być twoimi przyjaciółmi, a w innej twoimi największymi wrogami i to bez robienie fikołków z charakterem. Tutaj też nie należy spodziewać się szybkiego cimcirimci, jak to bywa w mniej ambitnych produkcjach. Każda z dziewczyn początkowo ma do Shuichiro inne nastawienie — od pogardy, przez obojętność, po lekką sympatię, ale miłości tu nie ma. Czyli jak wcześniej pisałem, trzeba zasłużyć swoimi czynami na dobre zakończenie.

I tu mamy pierwszy zgrzyt: Dobra kolejność to (1)Bidulka, (2)Yakuza, (3)Drone Girl. Ja grałem 1->3->2. W trzeciej ścieżce musimy pokonać strażniczkę która w pierwszej była naszym sprzymierzeńcem i w sumie gra nie daje nam jakiegoś dobrego powodu by to zrobić. Dopiero w drugiej pewne grzechy wychodzą na jaw i można stwierdzić, że zasługiwała na to co jej zrobiliśmy. Dodatkowo w trzeciej ścieżce pojawia się tajemnicza Oracle, której tożsamość jest od razu wyjawiona w drugiej. Potem tzw. grand rute - mamy miks tego co było już w trzech poprzednich epizodach. Na początku byłem niezadowolony z tego, jak szybko rozwiązywane są problemy bohaterek(lekki speedrun) w porównaniu do ich własnych ścieżek, ale to, co nastąpiło później, było naprawdę warte czekania. Jest jeszcze epilog, w który służy głownie temu by bohater sobie poruchał we wszystkich konfiguracjach i znalazł nowy fetysz.

3f8d2151d822164c4b562aee58f151533e6a34998645d01fe180e11aa811e177_product_card_v2_mobile_slider_639.jpg

"And me..? I strip, therefore I am."

Niektórzy w swoich recenzjach narzekali na tłumaczenie, np. imię jednej ze strażniczek to jakaś gra słów, ale było to nieprzetłumaczalne na angielski. W mojej opinii tłumacz zrobił co mógł: tłumaczenie pseudonimów skazańców dają radę(Eroducer), a parodia Yu-Gi-Oh czy kłótnia dwóch więźniów czy traps i futa to to samo są po prostu fantastyczne.

Jakieś 60H(Steam czasami po graniu odejmował mi czas, a czasami dodawał), 9.5/10 GOTY 2025r.

Heavy Spoilers RPG: The true identity of the final enemy is the hero's father(tak, to prawdziwy tytuł)

header.jpg

Bohaterowie":

-Harold Sageblood, młodzieniec mający wątpliwości czy na pewno ma w swoich żyłach "Sage Blood". Szuka zaginionego ojca,

-Martha Bethraetor, władająca magią, dość podejrzanie zachowująca się osoba, wydaje się że ma skłonności do zdradzania ale to tylko plotki,

-Theresa Nottubright, mistrzyni miecza, przechwalająca się swoją inteligencją,

dostają od króla Thecalprin zadanie by znaleźć osobę odpowiedzialną za zniknięcia mieszkańców królestwa.

ss_700b0a6ed57b466d7383542456ebecabe9d47a41.1920x1080.jpg

Gra wyśmiewa schematy(jak na polski przetłumaczyć "tropes"?) gier RPG. To taka, słodka, bezsensowna historia z zawiłymi dialogami i przesadnymi monologami złoczyńców.

Pomimo tego w grze są dwa twisty fabularne, których się nie spodziewałem(i dwa, których się spodziewałem)

Gra na 2 godziny, czas jest idealny by nie znudzić się humorem. Taki odmóżdżacz pomiędzy czymś większym albo rozdziałami VN.

Ouroboros

header.jpg

Mam jakąś słabość do gier zrobionych w RPG Maker. Jeśli gra ma być dobra, to twórca musi się postarać z fabułą albo mechaniką, bo z grafiki za dużo nie wyciągnie.

Bohater musi uratować księżniczkę i pokonać złego maga. Brzmi banalnie? No to jest twist: Mag uwięził MC w pętli czasu, stworzył dla niego mini świat gdzie przeżył już swoje życie niezliczoną liczbę razy razem z trzema towarzyszkami. Kiedy nagle wspomnienia wracają bohater przechodzi przemianę, staje się cyniczny i obojętny. Jeśli próbował już wszystkiego to co jest jeszcze do zrobienia? I to właśnie największa zaleta gry: pokazanie jak MC i jego drużyna reagują na wszystko: Jak zmienia się ich postrzeganie świata, charakter, zachowanie. Skoro wiedzą, że to wszystko nie jest prawdziwe, to czemu nie spróbować czegoś nowego? Gdy wróżka proponuje, że da magiczny artefakt za zabicie wszystkich goblinów po czym dla żartu dodaje ze zgodzi się też w zamian za seks to czemu odmówić? Bohater nie jest już idealistą, a zabijanie mobków jest czasochłonne. A może by sprawdzić co się stanie jeśli przyłączymy się do głównego złego? Przecież sam proponuje. Za rogiem czeka zasadzka? Nie tym razem.

ss_1eed4b2649117f2b47777aee36d1aee30f5a8fa9.1920x1080.jpg

Gra na szczęście szanuje czas gracza, stale odblokowując skróty, dzięki czemu nie jest konieczne powtarzanie zbyt wielu czynności, główny bohater dostaje nawet specjalna zdolność by jednym ciosem zabić bossa, z którym już kiedyś walczył.

10h, można szybciej, ponieważ tak naprawdę to od gracza zależy czy wypróbuje wszystkie możliwości czy nie. Podsumowując: Świetne postacie i fabuła, zbyt proste walki(poza ostatnią walką) i przyzwoita grafika(ale co można od RPG Maker oczekiwać?). Mocne 8/10.

Rance 3

3.jpg

Armia kraju Helman, wsparta przez trzy fiends'y(nie ma tu chyba dobrego polskiego tłumaczenia, bo diabły/szatany/potwory to nie są), które nie mogą być zranieni zwykłą bronią atakuje królestwo Leazas. Księżniczka Lia wysyła swoją podwładną ninja Kanami, by odnalazła Rance'a i przekazała mu Świętą Tarczę, która razem z Świętym Mieczem i Świętą Zbroją(otrzymał je od niej w poprzedniej częśći) posłużą do odnalezienia broni zwanej Chaosem, która potrafi zadać rany fiends'om. Po dotarciu do Rance'a okazuje się, że święte przedmioty sprzedał na bazarze, a armia wroga jest coraz bliżej...

Sequel idealny. W porównaniu z remakem jedynki poprawiono tu dosłownie wszystko. Rozbudowano fabułę na jakieś 40 godzin, walczymy drużyną, a nie w pojedynkę, więc jak przeciwnik zada krytyczne obrażenia i stracimy Rance to gra się nie kończy. Każda postać ma maksymalnie 4 zdolności, które maja rożne cooldowny, wiec trzeba trochę pogłówkować co i jak ustawić. Można zrekrutować 22 postacie i przynajmniej 1/3 jest do niczego, a wybija się około 10. Ma to uzasadnienie fabularne: Dlaczego księżniczka albo dwunastolatka miałaby walczyć lepiej niż zaprawiony wojownik? Dodano voice acting, ekwipunek jest nielimitowany, eksplorujemy całą krainę a nie tylko jedno miasto jak w dwóch poprzednich częściach. Nie trzeba grać z solucją na telefonie, bo nie ma questów w stylu: weź ten przedmiot który zdobywasz po pierwszym bossie, przechowaj go mimo tego ze masz ograniczony ekwipunek i pod koniec gry w małym oknie czasowym daj go szczurowi w jednej z komnat i dostaniesz potężny przedmiot (tak było w pierwszej części, nic nie wymyśliłem).

2.jpg

Główny bohater dalej jest największym @#@#@# w historii gier video. Traktuje kobiety jak swoja własność, mężczyzn jak potencjalnych konkurentów(nawet próbował jednego zamordować). Zawsze jak wydaje się, ze się trochę poprawił, to odwala coś podłego, że zalążki sympatii zaraz znikają. Czasami było mi po prostu żal części bohaterek, mimo że większość zasłużyła na takie traktowanie(tu przydaje się znajomość poprzednich części). Za to te bardziej niewinne mają jakiś syndrom sztokholmski, jedynie Shizuka szczerze go nienawidzi. Twórcy chyba zdawali sobie z tego sprawę, bo pod koniec gry Rance zostaje zahipnotyzowany i, ku zdziwieniu głównego złego, wszyscy ochoczo ustawiają się w kolejce by skopać mu dupę.

Trzeba sobie ustawić w głowie ze to parodia gier RPG i wszystkich schematów, do których się przyzwyczailiśmy. Gdy np pokonujemy armię i ma dojść do walki z legendarnym dowódcą, mówi że to nie jest jego prawdziwa forma i zaraz dokona transformacji i pokaże na co go stać... po czym Rance zabija go jednym ciosem mówiąc, ze nie będzie tak długo czekać. Znacie ten typ bohatera który się przechwala jaki on to jest wspaniały a potem jak przychodzi co do czego to jest na strzała? Rance spełnia to w 50%: Przechwala się, ale jak przychodzi co do czego to faktycznie jest tak silny jak mówi. Miedzy innymi pokonał legendarnego generała w pojedynkę. Gdy Rick, najsilniejszy wojownik armii Leazas, nie daje rady porucznikowi armii Helman to Rance staje z nią do walki, mówi ze jest najsilniejszy i z czym do ludzi, po czym z łatwością ją pokonuje śmiejąc się mówiąc, że porównaniu z jego poprzednim przeciwnikiem nie stanowi wyzwania. Tzw. running joke jest to, że Rance jako jedyna znana istota nie ma limitu poziomu doświadczenia.

1.jpg

Oczywiście parę wad jest: Widać pewne braki w budżecie - np. każda postać ma tylko jednego sprite'a i wrogowie różnią się czasami kolorem ale to szczegóły. Przydałaby się też opcja pomijania h-scenes bo momentami jest ich za dużo i niektóre z nich przekraczają granice nawet jak na ten gatunek.

9/10. Do tej pory najlepsza część.

Rance 4

rance4_ss_00.png

Po wydarzeniach poprzedniej części Rance dostaje kare boską(dosłownie) za swoje złe czyny i ląduje na tajemniczej wyspie, która unosi się w powietrzu.

Ostre zderzenie z rzeczywistością, bo czwórka nie doczekała się remake'u. Historia mniej rozbudowana, mapa nieczytelna, brak możliwości umieszczania znaczników, przez co łatwo się zgubić, system walki to prawie szachy - przez 95% gry wystarczy włączyć auto-walkę. Jak na typową grę lat 90-tych gra każe nam pamiętać że wejście do tego konkretnego pokoju którego zwiedziliśmy 30 minut wcześniej jest przy 3 komnacie z lewej, albo mieć konkretny przedmiot w konkretnym miejscu bo jak nie to game over. Raz musiałem zajrzeć do solucji, bo miałem się domyślić że w sklepie który odwiedziłem na początku gry, w lokacji którą już przeszedłem, nagle jest dostępny przedmiot potrzebny by popchnąć historię do przodu. Gdyby jakakolwiek wskazówka by była ale nie, jak mawia moja żona "miałeś się domyślić". Najdziwniejsza rzeczą jest system czasu. Każda akcja zajmuje kilka minut i o 19:00 Sill nas informuje, ze zaraz czas na kolację, a o 20:00 automatycznie wracamy do bazy. Rano mamy wybór by zacząć od miejsca gdzie wybiła 20:00 albo zacząć od wejścia do ruin. Po co to dodali? Nie mam pojęcia. Przez całą grę mamy przedmiot który pozwala w dowolnym momencie wrócić do miasta.

rance4_ss_02.png

Pewnie gdybym zagrał w tą część przed remakiem trójki to patrzyłby na nią łaskawszym okiem. Grę trochę ratują postacie i dialogi oraz to, ze kilka lat temu oryginalny twórca wrzucił łatkę zwiększającą ilość expa po walce i ograniczył częstotliwość losowych potyczek. Bez tego byłoby naprawdę ciężko przetrwać te 15 godzin. Dodatkowo to pierwsza część, która pokazuje że Rance jest zdolny do okazywania uczuć. Dam 5/10.

Rance 4.1 i 4.2

rance4-1_ss_00.png

Rance, z powodu długów jest zmuszony przyjąć zadanie w firmie Happiness Pharmaceutical. Dwa tygodnie temu pod fabryką otworzyła się jaskinia, z której wyłaniają się potwory atakujące pracowników. Prezes firmy obiecuje 150 000 sztuk temu kto rozwiąże ten problem.

rance4-1_ss_01.pngrance4-1_ss_02.png

Strata czasu, chyba Alicesoft potrzebowało na szybko pieniędzy bo wydało te dwa krótkie i marne tytuły. Same gra to chodzenie od jednego miejsca do drugiego, na umownej, małej mapie i szukanie przedmiotów oraz wybieranie po kolei wszystkich opcji dialogowych. W kilku miejscach można się zaciąć, np. można dostać game over nie zamykając w odpowiednim oknie czasowym drzwi(serio). Jeszcze wprowadzono dziwny system żyć i energii - energię można zregenerować, a żyć nie(poza dwoma eventami). Rance ma bodajże ich 10 i po ich utracie koniec gry. Jak je stracić? Przez utratę energii(akceptowalne) lub gdy przeciwnik zada obrażenia krytyczne(nieakceptowalne). Jest to całkowicie losowe. Po stracie życia można załadować zapis, walczyć od nowa i tym razem przeciwnik nie zada critical'a wiec można zapisać i do następnej walki. Ogólnie prymitywne to strasznie a i humor to dwa poziomy niżej niż poprzednia część. Do pominięcia, zmarnowane 3-4h, max 3/10

Edytowane przez sadiker
Screeny źle weszły.

Opublikowano

American Fugitive

Gra GTA-podobna z izometrycznym widokiem. Nigdy w takie produkcje nie grałem (gangsterskie z kamerą z góry), dlatego była to dla mnie pewnego rodzaju nowość, do której po pewnym czasie się przyzwyczaiłem. Sama gra przedstawia losy bohatera, który niesłusznie zostaje zamknięty w więzieniu za zabójstwo swojego ojca. I ten motyw zemsty, wyjaśnienia sytuacji i znalezienie zabójców napędza kilkugodzinną historię. Fabuła ma różne momenty - raz lepsze, raz gorsze, można odnieść wrażenie, że czasami na siłę wymyślano misje, aby tylko gra była dłuższa. Przykład - robimy jakieś poważne akcje, ucieczki przed glinami itd., a tu nagle następna misja to... wyprawa po pączki dla zleceniodawczyni, bo ma na nie ochotę. No super, ale trochę wybija to z immersji i po prostu w danym momencie nie pasuje.

Sam gameplay jest dobry. Na początku miałem trochę problem z ogarnięciem celowania i strzelania, ale po czasie też da się ogarnąć mechaniki. Do dyspozycji mamy wiele pojazdów, a każdy z nich ma zupełnie inny model jazdy. Irytujący jest model poszukiwania przez policję. Twórcy inspirowali się trochę pierwszą Mafią w tym zakresie - o ile nie ma mandatów za przekroczenie prędkości to już wystarczy np. spowodować kolizję, uszkodzić mienie czy coś takiego i już mamy gliny na ogonie. Inna sprawa, że łatwo ich zgubić - gra ma problem z tym, że jak uciekamy torami kolejowymi, to policja za nami.. nie jedzie i tym samym pościg szybko się kończy. Problem jednak w tym, że taka mechanika w przypadku robienia np. misji głównych mocno utrudnia grę i czasami irytuje. BTW - szacun dla twórców, że zrobili fajną mechanikę z pociągami - jak przejeżdżają wagony to możemy się do nich przyczepić i tym samym odjechać z miejsca zdarzenia. Nie widziałem tego nigdy w żadnej innej grze.

Oprócz samych misji, mamy też wiele innych rzeczy do roboty. Przede wszystkim możemy okradać posiadłości, a łupy sprzedawać. Fajna ciekawostka, ale na dłuższą metę to wszystko nudzi, bo sprowadza się do tego samego, a na dodatek nie ma za bardzo na co wydawać tej kasy. Do tego dochodzą jakieś wyścigi, skoki itd., ale tak jak mówię, jak nie chce się maksować gry to nie ma za bardzo powodu, żeby to wszystko robić.

Oprawa audio-wideo jest w porządku. Gra ma swój specyficzny styl graficzny, więc nie razi jakością grafiki. Nie mamy cutscenek, tylko coś bardziej w kontekście komiksu, co też dobrze się tu sprawdza. Soundtrack jest OK, w zależności od misji towarzyszy nam zupełnie inna grafika. Zdarzyło mi się też złapać kilka błędów podczas rozgrywki, ale do wybaczenia.

Podsumowując - oczekiwałem gry 7+/10 i w sumie taką dostałem. Bawiłem się dobrze - pewnie dlatego, że mało jest obecnie na rynku gier GTA-podobnych, a na dodatek ta produkcja ma swój specyficzny styl, który dobrze się sprawdza. Jak wspomniałem, już sam widok z góry jest ciekawy, który nieco zmienia rozgrywkę i jest pewnego rodzaju odświeżeniem formuły. Historia mogłaby być lepsza zdecydowanie, ale cóż, da się ją ukończyć bez zgrzytania zębami. Nawet ma pewnego rodzaju twist pod koniec, gdy rozwiązujemy całą zagadkę...

Just Cause

Powrót do historii dla mnie. Pamiętam jak za dzieciaka to ogrywałem na pierwszym Xboxie - był to wtedy dla mnie niezły szok, że są takie produkcje (takie, czyli z tak ogromnym światem, w którym można robić praktycznie wszystko). Przypomnę - to był 2006 rok, wtedy jeszcze chociażby nie ograłem żadnego GTA (znałem je tylko z Encyklopedii Gier od Gry-Online, nagrań z Hypera i prasy), a odniesieniem dla sandboxów był dla mnie Ojciec Chrzestny czy Scarface. Gry nie ukończyłem, bardziej mnie rajcowała rozwałka i wolność. I na tym w sumie przygoda z tą serią się dla mnie zakończyła. Czemu? Nie mam pojęcia.

Zanim jednak zabiorę się za najnowsze odsłony, chciałem ukończyć jedynkę (taki tam nawyk kończenia gier z serii po kolei D). Obecnie nie jest to proste - o ile gra jest dostępna na Steam, to już od samego początku sprawia problemy. Gra domyślnie nie odpala się w trybie pełnoekranowym (trzeba ściągać patcha). Ma wiele mechanik, które obecnie są po prostu nieobecne, dlatego też był to dla mnie niezły powrót do przeszłości i uświadomienia sobie, jak przez te 20 lat nie tylko ja dorosłem, ale przede wszystkim jak zmienił się świat gamingu.

Grę ukończyłem. Długo mi to nie zajęło, bo skupiłem się praktycznie na warstwie fabularnej - rozbijanie się po świecie i robienie dodatkowych rzeczy już mnie tak nie rajcowało, jak za młodych lat. Głównie dlatego, że jak wspomniałem, czuć, że najlepsze lata Just Cause ma za sobą. Przyznać jednak trzeba, że nadal to gra bez trzymanki. Dzieje się tu dużo, dzieją się niezłe akcje, a misje można rozwiązać na wiele różnych, często zaskakujących, sposobów. Jeśli chcecie robić aktywności dodatkowe - śmiało możecie, jest wiele opcji.

Gameplay się zesterzał, ale nie jest źle. Grafika do najpiękniejszych nie należy, ale czego się spodziewać po 20-letniej grze. Najważniejsze, że da się to odpalić na nowym komputerze z najnowszym Windowsem i nie trzeba szukać jakichś magicznych sztuczek, jak to często ma miejsce z innymi, starymi grami.

Podsumowując: ciężko teraz ocenić tę grę, bo wiele rzeczy po prostu się zestarzało i gdybym chciał być surowy i bezkompromisowy to powinienem dać szóstkę. Tego jednak nie zrobię, bo to byłoby nie fair. Just Cause zasługuje na 8/10 - gameplay i grafika są już przestarzałe, ale w dniu premiery robiło to wrażenie. Do tego otwarty świat z mnóstwem aktywności i fabuła prosta, ale za to z odwalaniem różnych akcji. Niekoniecznie poleciłbym ją teraz komuś, kto nigdy w to nie grał, bo zapewne szybko się odbije. Jeśli jednak masz takiego samego hopla jak ja na punkcie ogrywania serii od pierwszych gier albo po prostu znudziły ci się inne sandboxy w stylu GTA - atakuj śmiało, bo grę można dostać praktycznie za grosze.

Edytowane przez lukas_k96

Opublikowano

Warhammer 40 000 Space Marine 1 i 2

Jestem totalnym laikiem jeżeli chodzi o uniwersum Warhammera ale skoro wrzucili dwójkę do plusa to postanowiłem spróbować. Żeby nie zaczynać od sequela to kupiłem jedynkę na steamie i ograłem na steam decku. No i podbało mi się, nawet bardzo. Odstrzeliwanie łbów orkom, krojenie ich mieczem i rozrywanie na kawałki w fontannie krwi aby odzyskać zdrowie było bardzo satysfakcjonujące. Strzelanie było super a i bohater bardzo spoko (mimo, że kolejny pudzian w wielkim pancerzu). Fajnie było wrócić do gry z ery Ps3.

Zaraz po skończeniu jedynki zabrałem się za dwójkę i to jest idealny przykład gry, która robi (prawie) wszystko lepiej od poprzedniczki ale to ,,prawie'' sprawia, że czegoś brakuje. Ale zacznę od plusów. Gra jest przepiękna. Projekty lokacji, ilość detali otoczenia, dziesiątki przeciwników naraz na ekranie no to robi wrażenie. Do tego ma jeden z lepszych modeli strzelania w grze tpp jaki widziałem a i epickości jej nie brakuje (zwłaszcza pod koniec). A minusy? Te powroty na statek po każdej misji powodują, że gra wydaje się strasznie pocięta. Jedynka była liniowa i lecieliśmy ciągiem od A do Z a tu te przerwy na powrót zupełnie mi nie podeszły. Kolejny minus to ograniczenie do dwóch broni naraz z czego główna to zawsze pistolet. Chcesz mieć snajperkę? Sorry wyrzuć karabin. O mogę podnieść shotguna. No nie, muszę wyrzucić snajperkę, i tak dalej. W grze, w której tak świetnie się strzela mega gówniane rozwiązanie. Warto ograć obie części i podejrzewam, że trójka wleci na premierę.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.