Opublikowano 29 sierpnia29 sie Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Sekiro: Shadows Die TwiceGra marynowała przez ponad rok w koszyku (dosłownie, mam szuflady a'la koszyk z grami), lecz niedawno pomyślałem, że jeśli chcę platyny/calaki we wszystkich soulsborne'ach trzeba się w końcu zabrać za Sekiro. Później będzie z górki.Odhaczmy najważniejszą rzecz - tak, SEKIRO TO GRA WYBITNA i ponadczasowa. Będzie smakować podobnie za dziesięć lat, tak jak smakuje dziś. "Co tu tak śmierdzi??? Weź prysznic bo dzieci się ciebie boją." Tak żona skwitowała smród jaki po czuła po pierwszej sesji w Sekiro. Pociłem się jak prosię starając się opanować system.From Sowtware nie dostarcza gier słabych. Czasem zrobi grę mniej zrozumiałą, vide Dark Souls 2 SotFS, ale nie mniej wciągającą. Sekiro jednak, przekreśla wszystko czego nauczyliśmy się w Dark Soulsach i Bloodborne, zamienia w system znany zewsząd, a jednocześnie znikąd i zmusza nas do masteroeania. Większość starć wymaga parowania nie tylko pojedynczych ciosów, ale i całych sekwencji. Wyczucie rytmu jest absolutnie kluczowe, a sa przeciwnicy (głównie bossowie), którzy atakują w raczej mało przewidywalny sposób. Lubię wystawiać się na próby. Szczerze powiedziawszy można w Polactwo wstawić ksywkę "Yap" jako post i zamknąć temat. Co, ja nie dam rady??? Tak właśnie dotarłem do pierwszego prawdziwego bossa. Jego wrzask, patetyczny sposób prezentacji, i fakt, że od razu skojarzyłem go z Masakado z Ninja Gaiden Black, wcisnęły mi uśmiech na ryj. Tutaj właśnie poznałem najważniejszą zasadę gry - zawsze trzymaj się blisko/twarzą-w-twarz z bossem. Tak, czasem należy uciec kiedy trzeba się uzdrowić, ale prawdziwe starcie i zadawanie obrażeń ma miejsce klata w klatę. Ciotunia Butterfly nigdy nie zdzierżyła pierwszej próby bo cały czas prowadziłem w tańcu oko w oko, zamiast uciekać. Ucieczka to zguba. Genichiro walczył dzielnie tylko przy pierwszym spotkaniu (dwie próby) i wszystko dzięki trzymaniu się blisko niego. Tak, czasem będzie chciał zyskać dystans, zeby użyć łuku, ale my mu na to nie pozwolimy. Suniemy w jego kierunku, atakujemy i wybijamy go z animacji strzału. Guardian Ape był…wkurwioną małpą więc jego chaotyczne machanie łapami, przemierzanie areny w pościgu za moim dupskiem sprawiły mi trochę problemów. Za trzecim razem jednak dotarłem do znanego wszystkim trolla, ale nie dałem się na niego nabrać i spokojnie stłukłem jej dupsko. Nic nie przygotuje śmiałka na moment kiedy ten fantastyczny napis "Shinobi Execution" pojawia się na ekranie. Miyazaki to zabawny człowieczek. Gra bierze gracza pod włos cały czas. Czy jest to boss z głównej osi fabularnej, Bezgłowy czy mini boss, stara się dążyć do zdominowania gracza poprzez znany “hidetakowy” trolling. Ty jako gracz radzisz sobie z nim przez naukę i ciągłą negację porażek.Zwykle nie gram dla fabuły. Po jakimś czasie koncept historii i poczynań postaci zaczyna mnie nudzić i chcę się zdystansować, ale tło pochodzenia Wolfa zaintrygowało mnie. Oto mężczyzna, wychowany przez zabójcę swojej rodziny, oddaje swoje życie i usługi panu, któremu poprzysiągł wierność i hołd. W międzyczasie ponosi straszliwą porażkę tracąc pamięć, przyszywanego ojca i swojego pana, którego poprzysiągł strzec. Jest nim dziecko. Chłopiec o imieniu Kuro (tak jak kruk z The Mark of Kri?), który uchodzi za boskie dziecię dzierżące tajemnicę nieśmiertelności. Wieczne zmartwychwstania mogą być męczące. Wie o tym jeden nieśmiertelny delikwent, który prosi nas w pewnym momencie o skrócenie jego mąk kiedy dowiaduje się, że mamy przedmiot to umożliwiający. Wie o tym również Kuro, którego ścigają różni owładnięci obsesją nieśmiertelności złoczyńcy. Kim oni są? Tego zdradzić nie mogę bo jest to kwintesencja fabuły i tym co popycha wydarzenia, ale kilka zaskoczeń ubodło nawet mnie. Kiedy zyskujemy świadomość, że nie wszyscy są tymi kim mienią się być następuje przełamanie wydarzeń i dochodzi do wyboru. Ciężko zrozumieć ten pierwszy, bo jest rozjaśniony głównie poprzez poczęstowanie wybranych postaci różnymi rodzajami sake, które znajdujemy w różnych lokacjach/momentach gry, ale taki wybór istnieje. Drugi zaś, pcha nas ku trzem różnym zakończeniom, a te zaś prowadzą nas do spełnienia kilku warunków by każde z nich mogło się ziścić. Należy więc intensywnie eksplorować, cisnąć wątki poboczne, wylewać pot i łzy, albowiem łączy się to z dodatkowymi starciami z bossami, którzy doprowadzą każdego śmiałka do szewskiej pasji. Nasz Wilk Bez Ręki (Sekiro) potrafi sprostać każdemu wyzwaniu. Pomożesz mu w tym, czy będziesz cicho łkał w kąciku jak dziwka po wpierdolu?"Serce ci wali jakbyś od kurwy wrócił."Tak, ten cytat na początku recenzji jest prawdziwy. Żona dzielnie znosiła moją małomówność i humoru na czas szarpanie w Sekiro. Kiedy kładłem się po soczystej walce z ojczulkiem 2.0 (przegranej tego wieczora, nawiasem mówiąc) nie potrafiłem zasnąć przez godzinę. Po głowie chodziły mi różne myśli, ale żadna nie była związana z pracą następnego dnia, obowiązkami domowymi czy wychowaniem dzieci. Wszystko to było zawieszone na czas gry w Sekiro.Następnego dnia Owl (Father) w końcu padł, ale tekst żony wybrzmiewa do dziś:"Mordę masz czerwoną jak po całotygodniowym chlaniu"Brnąc dalej w ten niezwykły świat napotkałem bezgłowego piździelca. Ten pierwszy raz zawsze jest najtrudniejszy - mówią. I był. Każdy następny "emiter terroru" padał szybciej i sprawniej, ale ten pierwszy doprowadzał mnie do żądzy mordu. Nie dość, że eliminują wszelkie umiejętności związane z mobilnością to jeszcze otaczają się jakąś durną mgłą, która może spowodować nagły zgon. Trzeba ogarniać eliksiry i cukierki bo to jedyne wspomagacze, które mogą zapewnić sukces. Wracając do Kuro - polubiłem go. Chłopak przeprowadza badania przed zleceniem Sekiro zadania. Naprowadza nas na ślad, czyta, kieruje do kogoś, kto wie więcej. Serce mnie zabolało w końcówce, która zależy od podjętych kroków w trakcie, ale jest to bystre i gotowe na poświęcenia dziecko. Wie z czym wiąże się posiadanie mocy nieśmiertelności. Wie, że wielu uczyni dużo zła, żeby móc ją przejąć i mieć władzę absolutną. Bohater również to widzi, dlatego brnie dalej i jeszcze bardziej w głąb by wyzwolić Kuro i świat od tego brzemienia. Czy mu się to udaje? Jeśli jeszcze nie grałeś - zagraj. Sekiro: Shadows Die Twice to wejście w drzwi z kopyta, to spalenie wioski do ostatniej chaty, to groteskowe wymodelowanie facjaty i okaleczenie psychiczne w jednym. Emocje targają graczem od początku do końca. A kiedy już jakimś cudem ubijesz ostatniego bossa i przyjdzie czas wyboru - wybierz dobrze. Namęczyłeś się niemiłosiernie i należy Ci się nagroda.P.S. Bez oceny bo miłość nie ma stopni jakości. Edytowane 30 sierpnia30 sie przez Yap
Opublikowano 29 sierpnia29 sie Co za renesans Sekiro, najpierw Mejm, teraz Yapowiec. Ale hajpujecie mi tę gierkę. Nie mogę się doczekać, jak zmierzę się z nią po raz drugi, bo za pierwszym pokonał mnie boss (ten ninjas co ma zaskakującą kolejną fazę).
Opublikowano 30 sierpnia30 sie Genichoro to nie ninjas. Ninjasy to minibosslwe stad sie zdziwilem czy cos przeoczylem.
Opublikowano 30 sierpnia30 sie 40 minutes ago, Figaro said:chyba Genichiro. No, nie zaszedłem daleko. Wina pada od Xboxa.Kupilem nowy pad, zeby wlasnie grac w Sekiro. Wszystko dzialalo swietnie, a calakowalem Sekiro na Xboxie wlasnie. Moja taktyka byla prosta: caly czas klata w klate, kiedy juz mial mi sie pasek postury wypelnic robilem dwa dashe za jego plecy i poswiecalem sekunde na ewentualna regeneracje. Momenty kiedy kanji sie pojawia potrafia byc trudniejsze do zinterpretowania bo nie zawsze w czas zajarzysz czy chce sie zamachnac czy pchnac. Wazne, zeby nie uciekac i uskuteczniac skoki na glowe oraz mikiri counter na potege. Ja mu nie pozwalalem nawet (w miare mozliwosci) na strzelanie z luku. Trzymajac sie blisko mozesz go ciachnac w nogi i wytracic go z animacji strzalu.Dobrze jest jeszcze ubic Babcie Motylowa, zeby miec troche wiekszy damage na Genichiro, a ona jest o wiele prostsza. Edytowane 30 sierpnia30 sie przez Yap
Opublikowano niedziela o 15:115 dni AC Black Flag Resynced (PS5)"Świetna gra o piratach, słaby Assassin". Tak napisałem o oryginale lata temu, teraz mogę napisać to samo. Aktywności pirackie robią najlepszą robotę. Walki na morzu, przejmowanie fortów, szukanie skarbów, eksploracja... To daje najwięcej zabawy i warto to robić, bo kasa, surowce i znajdowane schematy są wymagane do ulepszeń, głównie okrętu. U postaci rozwiniemy tylko pasek zdrowia, dodamy 3 giwery i zwiększymy pojemność amunicji.Statek to inna bajka, tutaj bez skrzyni złota i magazynu pełnego surowców nie ulepszymy go na full. Moc i liczebność dział, pancerz, więcej załogi czy przestrzeni magazynowej. A są też zmiany kosmetyczne- żagle, koło sterowe, kadłub. Zresztą, po co o tym piszę? Dobrze wiecie z czym to się jadło 13 lat temu, teraz niewiele się zmieniło. Ale jednak coś się zmieniło. Oczywiście mamy potężny skok w kwestii grafiki. BFR to jedna z ładniejszych gier. Serio, widoczki są cudne i chce się tam być. Co pamiętam ze zmian? Możemy się leczyć w trakcie walk, nie da się podnosić długiej broni palnej (choć ta i tak była jednostrzałowa) ani walczyć ukrytym ostrzem. Najważniejsze że wycięto wątki współczesne i nudne dreptanie po Abstergo i hakowanie komputerów.Mamy dodatkowe misje oficerów, krótki wątek "Świat bez złota", jakieś nowe cutscenki chyba też się trafiły. Cała fabularna reszta jest bez zmian? Tak mi się wydaje. 42 godziny według zapisu gry. Zostało mi jednak masę tych misji morskich i zabójstw, chyba 2 forty, trochę polowań i lokacji do wyczyszczenia. Nic jednak nie przebija pełnych żagli, słońca nad horyzontem i ulubionych szant lecących z głośnika TV. P.S. Napisałem to na szybko, co widać. Ale jak wspominałem, przecież dobrze znacie ten tytuł. Czasem zakląłem po piracku jak Edek się gdzieś zaklinował, albo skoczył nie tam gdzie chciałem, ale to pierdoły w kontekście całej gry. I znowu gdyby nie forumek, to bym nie kupił od razu. A warte to było tych pieniędzy.
Opublikowano poniedziałek o 05:585 dni Viewfinder Było już trochę gier logicznych opartych o zabawie perspektywą, ale wśród nich Viewfinder jest jedną z najlepszych. Bardzo kreatywna, co chwila zaskakująca, oferująca różne możliwości rozwiązania zagadek, naprawdę jest pod wrażeniem i przez cały czas bawiłem się świetnie. Big WalkOstatni hit w stylu escape rooma gdzie wraz z grupką znajomym lądujecie na sporej wyspie i rozwiązując kolejne zagadki przechodzicie dalej. Nie jestem fanem wszystkich decyzji designerskich, bo główny tytułowy element gry czyli łażenia po tej wyspie mogłoby być bardziej przyjemne. Ale zagadki, które wszystkie oparte są na współpracy i które rozwiązujemy pomiędzy tytułowym spacerem naprawdę lśnią. Są różnorodne, kreatywne i zwyczajnie dobrze się je rozkminia. Nie sądziłem np. że kiedykolwiek znajomość tego jak powstały cyfry arabskie przyda mi się do czegokolwiek, a tu jednak się przydały. A ostatni etap będący zwieńczeniem całej przygody dosłownie rozwala łeb. Jeśli macie tylko grupkę znajomych to naprawdę zagrać, bo ciężko o podobne doświadczenie.Assassin's Creed Black Flag ResyncedPiotrek wyżej napisał "Świetna gra o piratach, słaby Assassin" ja bym napisał "Dobra gra Ubisoftu, ale słaba gra o piratach". Bo wszystko tu jest przynajmniej dobrze albo poprawnie wykonane (walka na morzu, wręcz, eksploracja, oprawa audiowizualna), wszystko to zszyte jest klasyczną formułą Ubisoftu, która wciaż po kilkunastu latach od jej wynalezienia potrafi wciągnąć. Ale jak na grę o piratach mało tu piractwa, a bardzo dużo umowności i gamizmów. Począwszy od tego że statkiem steruje się bardziej jako samochodem niż prawdziwym żaglowcem, przez paski zdrowia statków i abordaże, które przez całą grę wyglądają tak samo, a skończywszy na tym że przez całą grę pływamy sobie radośnie pod piracką banderą i wpływamy do hiszpańskich i angielskich portów. Nie ma tutaj typowego dla piractwa podstępu, zakładania zasadzek, pościgów morskich, wykorzystania wiatru i ogólnie jakieś większej strategii, cały element pirackości jest potraktowany niezwykle płytko i pobieżnie. No ale jak to gra Ubisoftu, rozgrywka chociaż to klasyczny ubisoft-loop wciąż potrafi wciągnąć, grafika jest piękna, a szanty brzmią wspaniale. Także chociaż trochę narzekałem, to wciąż przyzwoita gra.Gorogoa Kolejna gra logiczna tym razem o układaniu puzzli i chociaż pomysł może wydawać się banalny to kryję się za nim zaskakująco ciekawa, pomysłowa i nawet opowiadająca pewną historię rozgrywka. Gra jest bardzo tania i bardzo krótka także na pewno warto sprawdzić samemu, polecam tylko grać na platformach z ekranem dotykowym jak switch czy pc handheldy albo telefon. Nie wyobrażam sobie grać w to za pomocą pada. Detroit: Become HumanPrzyjemny gra-film. Szkoda że nie jest to bardziej osobista historia, bo Cage miał naprawdę ciekawy pomysł, ale jego scenopisartwo i ciągota do opowiadania wielkich historii z wątkami politycznymi ciągnie te pomysły, które są interesujace w dół. Jak dla mnie cała gra mogłaby się skupić na wątku Connora i Kary, a wątek polityczny rozgrywać się gdzieś całkowicie w tle i gra tylko by na tym zyskała.Oczywiście mamy tu typowe dla gier Quantic Dream pretensjonalne historie, stereotypowe postaci i przewidywalne zwroty akcji, jestem pewien że lepszy scenarzysta i reżyser wyciągnęliby z tego o wiele więcej, ale i tak to wciąż interesująco historia, którą warto samo przeżyć. No i tak to leci, to już 33 gry skończone w tym roku, a wciąż jest tyle gier które chciałbym ograć.
Opublikowano poniedziałek o 06:355 dni @ASX gdyby te bitwy morskie i sterowanie okrętem chcieli zrobić realistycznie, to tylko jakiś psychofani by w to grali, reszta by pewnie z portu nie wypłynęła. Kumam argument, ale takie umowności to standard. Powtarzalność i paski to też nic nowego. Jak ktoś grał w oryginał dobrze wie czego się spodziewać. Mnie akurat to najbardziej się podobało, ale z legendarnymi okrętami to trochę przęgieli pałę.
Opublikowano poniedziałek o 06:535 dni Wiesz nie musiało to być realistyczne, bo są gry które robią to lepiej i ciekawiej, a wciąż bardzo daleko im do realizmu (np. w Sea of Thieves). Podobnie paski życia statków czy abordaż (który polega na tym by zbić pasek życia statku do zera, co nie ma żadnego sensu, bo jeśli robisz abordaż to powinno ci zależeć by ładunek i sam statek był jak najmniej zniszczony), to też dało się zrobić lepiej, nawet w starym Sea Dogs było to lepiej zrobione bo tam trzeba było unikać atakowania kadłubu i niszczyć wyłącznie żagle, co było fajnym wyzwaniem gdy atakowało się większe jednostki. Nie jest to coś co bardzo mi przeszkadzało, ostatecznie zaakceptowałem te wszystkie uproszczenia, umowności i gamizmy, ale jednocześnie szkoda że wszystko to jest tak bardzo spłycone w grze o Piratach.
Opublikowano wtorek o 06:234 dni W przerwie od większych i bardziej angażujących szare komórki gier uznałem, że przyda się coś krótkiego i miłego. Tę definicję spełnia Gato Roboto - czarno-biała metroidvania (no, można sobie później zmieniać paletę barw) na jakieś trzy godziny z kotkiem w mechu w roli głównej. Lubię kotki i metroidvanie, więc nie trzeba mnie było specjalnie namawiać do dania szansy tej uroczej gierce zżynającej przede wszystkim z Metroida.Fabuła? Ano, dzielny kosmiczny żołnierz odkrywa sygnał SOS z opuszczonej stacji badawczej, a nasz protagonista, Kiki, przebiega mu przez klawiaturę i w ten sposób zapewnia twarde lądowanie. Żołnierz leży ranny, więc kotek bierze sprawy w swoje łapki i zaczyna eksplorację bazy, szybko znajdując kluczowego dla mechaniki gry mecha. A sama fabuła, choć trudno nazwać ją arcydziełem, uderza o dziwo w zaskakująco mroczny ton. Muzyka, bardzo dobra, również nie jest pierwszym, o czym pomyślicie w "grze o kotku", natomiast miło się ta ciut "ciemniejsza" elektronika wkomponowała.Mapa do skomplikowanych nie należy (nie dziwi to uwzględniając czas rozgrywki), natomiast gra ma parę patentów, które rozszerzają ten stosunkowo prosty gameplay. Pierwszy element to fakt, że kotek może i musi wyskakiwać z mecha - tylko w ten sposób może wspinać się po ścianach, pływać czy przeciskać przez ciasne przejścia. Jest wtedy też bezbronny i ginie od jednego ataku. W mechu to co innego - strzela, ma rakiety, z czasem odblokowuje kolejne ulepszenia bojowe i związane z poruszaniem. W paru miejscach także Kiki popływa sobie łodzią podwodną.Za dużo biegania tam i z powrotem nie ma - raczej każdy obszar mapy to jeden skondensowany problem do rozwiązania, a po powrocie do innych rejonów ewentualnie jeden czy dwa pokoje czekają na nasze dotarcie z nowymi umiejętnościami po opcjonalny upgrade. Docenić trzeba, że rzeczywiście regiony różnią się od siebie gameplayowo - jeden jest zatopiony, w innym gorąco uniemożliwia opuszczanie mecha, a w jeszcze innym nasz kitek musi przepychać się przez wentylację i nie może w związku z tym za pomocą wymian ogniowych eliminować niemilców.Oczywiście nie zamierzam Wam sprzedawać Gato Roboto jako jakiegoś tytułu koniecznego do ogrania. Jest to jednak kawał bardzo fajnej minimetroidvanii, gdzie doczepić można się co najwyżej na upartego do gąbczastych bossów. Poza tym wad nie stwierdzono. A kotki są super.
Opublikowano wtorek o 21:003 dni Ominęła mnie kultowa seria Kojimy, co prawda w coś tam grałem, ale teraz ponownie małymi kroczkami wgryzam się w MGS. Pisałem w temacie o Delcie, że moja styczność z serią na tamten moment to wyłącznie MGS3, i Peace Walker. Mało pamiętam z tego drugiego, więc idealnie się składa, że mogę sobie urządzić maraton (prawie całej) serii.Metal Gear / Metal Gear 2: Solid SnakeBędzie krótko. Jeżeli miałbym podsumować jednym słowem moje obcowanie z tymi tytułami, użyłbym słowa - odświeżający. Bo w zasadzie takich patentów w rozgrywce, o których poniżej, na próżno dzisiaj szukać.Nie miałem żadnych oczekiwań, plan był taki, aby ograć całość kolekcji (vol.1), więc na start dwie przystawki, żeby poznać historię od początków, a ostatecznie dostałem obuchem. Pozytywnie rzecz jasna, bo podziwiam jeżeli komuś udało się kiedyś przejść jakąkolwiek część bez poradnika choćby w małym stopniu. Kto by wpadł na sprawdzanie ściany cm po cm, żeby w odpowiednim miejscu podłożyć C4 i przebić się na drugą stronę, żeby znaleźć item, o czym gra nie informuje? Do tego dochodzą zajebiste motywy typu śledzenie mobka w celu znalezienia ukrytej trasy, albo tuż przed samym finałem zorientowanie się, że przedmiot, który mamy ze sobą przed 2/3 gry, pod wpływem zimna / ciepła zmienia swoją postać i posłuży jako klucz? wisiorka w saunie lub chłodni, co zmieni strukturę przedmiotu, aby ostatecznie otrzymać klucz do otwarcia drzwi…a później okazuje się, że w zależności od warunków pogodowych danej lokacji, wróci do poprzedniego, bezużytecznego stanu, jeśli nie będziemy ostrożni. No ja wymiękam jakie to jest dobre. Już jak na tamte czasy niesamowicie świeży był Kojima. Ciężko mi się tu podejmować oceny, rozbijać opinii na poszczególne składowe, ale na pewno niuanse i możliwości jakie te gry serwują (do dzisiaj) robią robotę i zostawiły mnie w ciężkim szoku. Lata latami, przez co ciężko było mi śledzić historię z zapartym tchem, ale jest w tych pierwszych metal gearach coś ponadczasowego. Jeżeli MG1 mnie zaczarowało, to dopiero w kontynuacji mam wrażenie, że Kojima odpalił wroty i zrobił sequel w tylu więcej, mocniej, lepiej - ciekawsze lokacje, urozmaiceni bossowie i dość psychodelicznie się nawet zrobiło. Aż wstyd, że dopiero teraz się za to zabrałem, ale lepiej późno niż wcale.
Opublikowano wtorek o 22:013 dni Metal Gear 2 jest bardzo dobry. Grałem kiedyś dla sprawdzenia, i nie skończyłem, ale z tego co widziałem to sporo motywów przeszło potem do MGS1. Mógłbym nawet powiedzieć że MGS1 to sequeloremake MG2.
Opublikowano wczoraj o 08:52 1 dzień W końcu nadrobiłem wiecznie ciągnącą się za mną zaległość, to jest Final Fantasy Tactics w zremasterowanej wersji. Mimo, że lubię jRPG, to jakimś dziwnym trafem nigdy tego tytułu nie ograłem, a pojawiające się od lat plotki o remasterze skutecznie powstrzymywały mnie przed ograniem dostępnych ówcześnie wersji. Po niecałych trzydziestu godzinach dotarłem do końca tej bardzo dobrej, choć niepozbawionej wad przygody.Fabuła porusza wiele tematów - klasy społeczne, zasłanianie się mniejszym złem dla większego dobra, używanie religii do manipulacji - natomiast sama w sobie pomimo kilku zwrotów akcji nie wywarła na mnie jakiegoś gigantycznego wrażenia. Nie to, że cokolwiek było złe - nie, historia działa dobrze, jak najbardziej można polubić Ramzę jako ostatniego sprawiedliwego nawet kosztem poniesienia najwyższej ceny, trafił do mnie również mroczniejszy ton, ale miałem chwilami mocne wrażenie, że gra miała mieć drugą ścieżkę fabularną (Delity), która się ostatecznie nie zmieściła do gry lub nie została ukończona na czas. No i ten Delita sobie działa chwilami niczym deus ex machina - nagle gdzieś wpada w cutscence, trzyma z tymi, trzyma z tamtymi, motywów nie wyjawia, a historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał, natomiast pcha wydarzenia do przodu co najmniej równie mocno co Ramza. Natomiast ogólna koncepcja uczynienia głównym bohaterem kogoś, kogo oficjalna historia pomija czy wręcz potępia było miłym drobiazgiem.Gra się w to jednak zasadniczo wybornie. Prawie każda walka fabularna daje jakiś problem do rozwiązania, a do tego można mocno pobawić się w mieszanie klas i ich umiejętności, co jest nie tylko przydatne, ale wręcz konieczne - nie wyobrażam sobie kilku walk bez auto-potion. Przy okazji, choć gra nie pozwala na bezmyślne klikanie, to nie powiedziałbym, że należy do szczególnie trudnych poza pewnymi wyjątkami, które zaraz opiszę. Co więcej, nawet udało mi się ją przejść mimo spierniczenia rozwoju dwóch postaci (moja głupota związana z zignorowaniem relacji bravery/faith oraz kiepskim doborem klas) i tego, że dopiero w ostatnim rozdziale do drużyny zacząłem dodawać dołączające do nas drużyny, pozostałą grę przechodząc swoją ekipą. Grałem Ramzą na mnicha/ninję (dualwield, później ninja poszedł w pizdu na rzecz powrót udo squire/gallant knighta ze względu na zdolność do nabijania buffów), rycerzem/samurajem (tu IMO spierniczyłem ze względu na niską mobilność), chemikiem/czarnym magiem (tu powinienem podmienić pewnie maga na summonera, ale za późno się połapałem), białym magiem/geomancerem (tu źle dobrałem pod kątem bravery/faith, ale mimo takiej se umiejętności klasowej po zmianie na drugą klasę generował spoko obrażenia) i dragoonem/mnichem (ładna maszyna do obrażeń i wskrzeszania/leczenia). Później wrzuciłem do drużyny Cida z jego przekoksowanymi atakami i babkę z imieniem na M, którego za cholerę nie pamiętam zamiast rycerza/samuraja i białego maga/geomancera.Natomiast są dwie walki, gdzie można się soft locknąć i następują zaraz po sobie. Co prawda je przeszedłem bez żadnego wracania na mapę świata i zmiany buildów, ale i tak się nairytowałem. Chodzi oczywiście o walkę zWiegrafem/Beliasem, gdzie jak zając kicałem po mapie rzucając na siebie buffy w pierwszym etapie i starcie zaraz po, gdzie fabularna postać do ochrony robiła absolutnie wszystko, żeby zginąć w turę - w końcu RNG się nade mną zlitowało i wyeliminowałem oponenta criticalami RamzyPrzy końcu gry czułem się też już jednak mimo wszystko minimalnie zmęczony i nie miałem potrzeby robić np. dodatkowej zawartości.Grafika doskonale zniosła upływ czasu - zresztą dobrze zrobione 2D to rzecz pokrywająca się z upływem czasu co najwyżej szlachetną patyną, a nie rdzą. Gorzej z muzyką - kompozycje same w sobie są dobre, ale jest ich potwornie mało, więc praktycznie w kółko przygrywa to samo. Ja wiem, że ta gra oryginalnie była tylko na jednym CD, no ale nie zmienia to faktu, że w pewnym momencie można dostać do łba. Drażni też brak możliwości pomijania dialogów - jeżeli postanowimy zmienić ustawienia drużyny przed walką, to znowu trzeba (choć można przyśpieszać) odhaczyć cutscenkę, no i jak sobie pierniczą w trakcie walki (a robią to często), to też tego nie pominiemy. Co oczywiście denerwuje, gdy powtarzamy, zwłaszcza którąś z walk wskazanych w spoilerze.Cieszę się, że nadrobiłem ten tytuł. Formuła zabawy w klasy postaci i taktyczne pole bitwy była wcześniej, była później, ale tutaj zagrało to bardzo dobrze, szczególnie wespół z niezłą i dosyć w zasadzie ponurą historią. Ciekawe, czy będę bardzo przeklinał przy odpaleniu Advance, bo widzę, że tam ogólny klimat jest trochę inny i może nie dostarczać
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.