Opublikowano 8 lipca8 lip #9/2026Forza Horizon 6Zaliczyłem wszystkie wyścigi, zdobyłem co trzeba, więc uznaję grę za ukończoną. Moim zadaniem najlepsza, a jednocześnie najgorsza część. Dla nowych jest to gra 10/10, a dla weteranów poprzednich części będzie odtwórcza do granic przyzwoitości. Szkoda#10/2026RE7Przeszedłem drugi raz po latach. Ciągle jest, to sztos, aczkolwiek momentami miałem wrażenie, że gra zbliża się niebezpieczne blisko do walking sima. Ale klimat tego zadupia gdzieś w USA uwielbiam.#11/2026CoD MW2 RemasterProszę się nie śmiać, ale miałem ochotę na krótką i intensywną grę. Padło na remaster MW2 i gra dowiozła. Raz, że grafika jest dobra, a dwa te kampanie ciągle są fajne. Początek trochę zamula, ale im dalej tym większy rozpierdol. Idealny tytuł, żeby się rozsiąść i po prostu obserwować jak świat się wali.
Opublikowano 9 lipca9 lip Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. God of War 1-3Pamiętacie jak na konsole PlayStation wychodziły świetne exy, na które czekało się z wypiekami już od pierwszej zapowiedzi i z których nikt nie naśmiewał się tworząc zabawne memy? Bo Sony nie pamięta. Dla mnie trylogia GoW (+Ascension i prequele z PSP) to były jedyne prawilne odsłony, a odświeżenie ich tylko mi uzmysłowiło jaki downgrade z czasem zaliczyło to uniwersum: soczysty gameplay, turbo brutalna przeprawa najbardziej wkurzonym koksem w grach wideo, przepiękne wręcz monumentalne lokacje oraz epicki soundtrack. System walki do dzisiaj się broni, czuć moc i furię Kratosa w każdym jednym uderzeniu, QTE przy finisherach fajnie dopełniają całości, a od drugiej części jeszcze wchodzą kontry - dla mnie to nigdy nie był aż tak techniczny slasher na miarę DMC czy Ninja Gaiden, ale no kurde, naprawdę dobrze się tu młóci te wszystkie mitologiczne ścierwa. Co jeszcze przemawia za tymi grami? Na pewno zero cenzury: NPCe giną w męczarniach, krew cały czas zalewa okran, a wężopodobne laseczki elegancko świecą cyckami. No i te gry bywają naprawdę wymagające, już na zwykłym hardzie niektóre sekwencje musiałem powtarzać po kilka razy. Są też przyjemne zagadki architektoniczne, mocno na wzór Tomb Raiderów albo Prince of Persia, które pozwalają rozruszać mózgownicę i stanowią przyjmną odskocznię od rzeźniczenia. Jedyne co mi nie siadło to lekko już drewniany platforming i fakt, że nie można skipować cutscenek, przecież to już w czasach pierwszego GoW to powinien być standard. Niemniej to i tak GOTY giereczki, nie sądzę żeby Symulator Zmywary okazał się chociaż w połowie tak dobry. Tomb Raider: The Angel of DarknessNawet nie będę ściemniał: serio lubię tę część, mimo że to obiektywnie chyba najgorszy Tomb Raider ever. Pewnie spora zasługa w tym sentymentu, bo to pierwsza odsłona jaką udało mi się ukończyć i mimo, że przed nią grałem trochę w TR2 i TR3, to dopiero od niej na dobre wkręciłem się w serię. Ciężko mi jej bronić biorąc pod uwagę ile rzeczy zostało schrzanionych, od kiepskich zagadek (jeżeli już się gdzieś zaciąłem, to na ogół dlatego, że przegapiłem jakąś wajchę albo półkę na którą mogłem wskoczyć), przez słabą walkę i jeszcze gorszy stealth, aż po totalnie zbędne i ewidentnie niedokończone motywy jak handel czy gadki z enpecami z różnymi dialogami do wyboru. Wiesienką na torcie tego spierdolenia jest legendarna mechanika zwiększania siły Lary - dajmy na to próbujesz wyważyć drzwi kopniakiem, ale dupeczka mówi że nie może tego zrobić, bo jest za słaba, więc co robisz? Przesuwasz krzesło w pokoju obok i TADAM, Lara jest już wystarczająco silna, żeby poradzić sobie z drzwami Nie ma tego za dużo w tej grze i nie wpływa jakoś znacząco na gameplay, ale na pewno bawi jak cholera. Z fajnych rzeczy to na pewno ścieżka dźwiękowa, motyw główny grający w menu do teraz mi rozbrzmiewa w uszach, konkretny czas gry (lekko 25h przy pierwszym podejściu), kilka lokacji jest bardzo fajnych (świątynia ukryta pod Luwrem, ogród botaniczny czy psychiatryk w stylu Resident Evil), platforming to stary dobry TR, a nie ten cinematic bullshit prowadzący za rączkę jak w ostatnich Tombach. Przy odpowiednim nastawieniu da się nawet dzisiaj fajnie w to pograć, zwłaszcza że niedawno wyszedł remaster naprawiający sterowanie i jestem prawie pewny, że nieznacznie powiększający dupsko Lary, za co też leci plusik.
Opublikowano 9 lipca9 lip Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Podobnie jak Mari4n, również ostatnio skończyłem Crasha Bandicoota 4. Ta gra na pewno nie mogłaby wyjść spod paluchów współczesnego Naughty Dog - w końcu tam nie wolno używać słowa "fun", a tymże funem czwarty Crash (choć chwilami w ostatnich lokacjach mocno kopiący mi dupsko) jest wypełniony. To gra w pełni zasługująca na numer w nazwie - przenosi formułę trylogii z PSXa, gdzieniegdzie doprawiając ją dodatkowymi elementami, aby urozmaicić klasyczne podejście do platformingu. Żadnego wymyślania nowej formuły, żadnych open worldów, żadnego rozwoju postaci - jamraj ma skakać, kręcić się i ślizgać. Przy okazji też ginąć, bo tu nie ma miękkiej gry.O fabule nie ma co się rozpisywać - dawni znajomi Crasha z Neo Cortexem na czele uciekają z więzienia, co skutkuje chaosem na liniach czasowych i międzywymiarowymi skokami. Trzeba więc ten bajzel odkręcić, a zamieszanie skutkuje tym, że pojedyncze poziomy rozegramy również innymi bohaterami o ciut odmiennych umiejętnościach. No i fajnie.W grze działa praktycznie wszystko, co ma działać - sterowanie jest odpowiednio responsywne, a lokacje na tyle urozmaicone, aby nie popadać w znudzenie. Poza standardowymi przerywnikami jak lokacje, gdzie przed czymś zwiewamy lub na czymś śmigamy, to dodatkowo jeszcze pojawiają się różne maski dodające do naszego arsenału ruchów zagrania konieczne, aby poradzić sobie z daną przeszkodą - może to być na przykład odwrócenie grawitacji czy zwolnienie czasu. Aż do końca zabawy nie miałem wrażenia, że twórcy wyprztykali się z pomysłów, a przecież nawet jeszcze do porządku nie tknąłem dodatkowej zawartości, a jej jest sporo. Dodatkowe poziomy, maksowanie map, nawet przechodzenie misji od tyłu. Osoba chcąca wycisnąć z tej gry wszystko otrzyma naprawdę masę opcjonalnych zadań.Czy mógłbym się do czegoś doczepić? Tak. O ile poziom trudności uważam przez większość czasu za całkiem sensowny - jest dla takiego lebiegi platformówkowego jak ja miejscami wymagająco, ale nic, co by mnie mocniej zablokowało (może poza ostatnią sekwencją w zamku Cortexa - spokojnie zdechłem tu z 20 razy) - to jednak jest parę miejsc, gdzie imo przejście ich za pierwszym razem graniczy z cudem i dopiero podchodząc ponownie do sekwencji i wiedząc, co za chwilę na nas wyskoczy albo gdzie musimy się dostać, możemy je przejść bez skuchy. Nie lubię takich zagrań, nawet jeśli w platformówkach nie są one niczym nowym.Przy Crashu bawiłem się całkiem dobrze - może nie na tyle, że jak nie dostanę w tej dekadzie Crasha 5, to moje życie będzie bardzo puste, ale chciałbym, żeby Toys for Bob pyknęło nowe Spyro i dostarczali raz na parę lat gierki, które w najlepszy możliwy sposób przenoszą mnie do beztroskich czasów PSXa. Przy okazji też moja potrzeba platformowania w 3D została na dłuższy czas zaspokojona - nie jest to mój główny typ gierek, ale od czasu do czasu, jeszcze jak!
Opublikowano 9 lipca9 lip W tym Crashu wszystko by było dobrze jakby te poziomy był krótsze. W poprzednich częściach też czasami nie było różowo jak się coś maksowało ale tutaj odpuściłem platynę bo przegięli z długością tych poziomów.
Opublikowano 9 lipca9 lip 5 minut temu, BRY@N napisał(a):W tym Crashu wszystko by było dobrze jakby te poziomy był krótsze. W poprzednich częściach też czasami nie było różowo jak się coś maksowało ale tutaj odpuściłem platynę bo przegięli z długością tych poziomów.Jakbym tę grę platynował, to bym ją pewnie znienawidził
Opublikowano 9 lipca9 lip Kena: Bridge of Spirits - niby popierdółeczka, a zaskakująco przyjemne doświadczenie. Powiedziałbym, że to wręcz idealny przykład rozrywkowej gry - niezbyt skomplikowany system eksploracji, system walki na tyle rozbudowany, że i nowicjusz i miłośnik upgrade'ów i maksowania statów się tu odnajdą, sporo znajdziek i dróg do odblokowania, klimatyczna muzyka, ciepła grafika i przyjazne stworki Roty. Idealna gra na zasadzie włączasz, pykasz sobie, wyłączasz. I w tej wspaniałej sielance wchodzą bossowie, którzy serio wyglądają jakby ich z Eldena przekleili: mnogość ataków, szybkość, małe hitboxy, ileś faz walki, do tego taki power w łapie, że pół paska leci po jednym ciosie. No powiem, że tu krwi mi napsuło i niestety poziom trudności trzeba było dostosować do niedzielnego gracza. Ale szanuję za design, pomysłowość walk no i liczbę na w sumie nie tak długą gierkę. Mimo kilku glitchy, czy też niezbyt jasnych miejscami wytycznych co robić dalej (o wiele lepiej by się sprawdziła jako gra liniowa wg mnie) bawiłem się przednio. 8/10
Opublikowano 9 lipca9 lip 8 godzin temu, Jukka Sarasti napisał(a):może poza ostatnią sekwencją w zamku Cortexa - spokojnie zdechłem tu z 20 razyTam właśnie nabiłem koło 70 zgonów xd. Jak robiłem ten side stage to szybciej mi zeszło.
Opublikowano 9 lipca9 lip Maksowanie tej gry może ją naprawdę obrzydzić, szczególnie, jak ktoś podchodził do tego na PS4 (długie loadingi wjeżdżają przy każdej nieudanej próbie zdobycia gemu za zaliczenie poziomu bez śmierci). Natomiast grając "casualowo" (tym bardziej, że można wybrać nowoczesny system żyć): cudo w pełni zasługujące na czwórkę w tytule. Dzięki tej grze ekipa TfB ma moje zaufanie jeśli chodzi o nowego Spyro. Ale i tak zamierzam splatynować kiedyś już na PS5 xD
Opublikowano 10 lipca10 lip Skończyłem sobie Yuppie Psycho chociaż z tym skończeniem to troche nad wyraz bo to gra z gatunku milion zakończeń a ja zrobiłem chyba 4 no, ale narazie mi wystarczy bo średnio mam pojęcie jak to dalej ruszyć żeby poczynić jakieś znaczące postępy a na przechodzenie z poradnikiem nie mam ochoty więc tymczasowo ( a może i na wieki wieków??) kończe z gierką.A czym to coś jest? Taki indie horrorek zmieszany z komedią. Miałem ochote na jakiegoś dobrego indyka, ale nie z tych popularnych i udało sie ustrzelić losowym zakupem bez wcześniejszego większego riserczu, mój ulubiony typ poznawania nowych gier.Fabuły nie chce zbytnio zdradzać bo elegancko sie ją śledzi ale w dużym skrócie jesteśmy młokosem który dostaje list załatwiający nam robote w prestiżowym korpo, później już dzieją sie dziwności. Dużo śmiania sie z kultury korposzczurów zmieszanej lekko z klimatem danganronpy i okultyzmem.Gameplayowo to chodzonko rozmawianka ze zbieraniem przedmiotów żeby później użyć ich w odpowiednim miejscu, walki brak więc wrogów unikamy, ale z góry mówie że nie jest to zbyt męczące, a jestem osobą która nienawidzi takich rzeczy. Jeszcze mamy bossów na każdego inny sposób i chyba te momenty mi sie podobały bardziej niż powinny.Nie przepadam za takim rodzajem pixelartu szczególnie w grach nastawionych na opowieść i straszenie, ale musze przyznać że nawet w takiej oprawie w jednej z końcowych lokacji miałem gęsią skórke xD przejebany potworek, nie polecam.Troche dziwna gierka, ale warto sprawdzić bo na promocji chyba jest 20 ziko więc dzisiaj to jak za darmo za gre telewizyjną
Opublikowano 11 lipca11 lip Star Wars: Squadrons - czyli reboot niezlego X-Winga i swietnego Tie-Fightera z lat 90 w jednym. Jako nastotletni psychofan GW (i milosnik symulatorow lotu) mialem okazje pograc w oryginaly ale niestety zwykle konczylo sie na paru misjach. Wprawdzie tym dwom pozycjom daleko bylo do tytulow pozwalajacych polatac F-22 czy F-18 ale to tez nie byly latwe gierki. Zarzadzanie zasobami (lasery, tarcze, silniki), taktyka podejsc, osobne namierzanie podsystemow statkow, operowanie przepustnica, no nie bylo to Rogue Squadron z konsolet. Joystick wymagany.Tym razem przeniesiono wiekszosc tych mechanik na pada i musze powiedziec, ze wyszlo to niezle. Na pewno jest sporo uproszczone ale to nie zwykly szuterek w stylu leci stateczek i robi piu piu. Wciaz trzeba zarzadzac zasobami i odpowiednio dobierac uzbrojenie do misji. Jednak steruje sie tym wszystkim jak i samym statkiem bardzo dobrze. Z nowoscie to dodano... drift. Tak, teraz kiedy przerzuci sie cala moc na silniki rosnie pasek boosta z ktorego mozna srobic slide. Podobno przydatne w multi, offline nigdy tego nie uzylem.Z trybow rozgrywki jest multik, jakies potyczki offline i kampania. Ta rzuca nas na przemian w pojazdy rebelii oraz imperium. A te to glownie znane wiekszosci zainteresowanym klasyki. Statki oczywiscie roznia sie przede wszystkim zastosowaniem (od mysliwcow przez bombowce po wsparcie) a co za tym idzie gdzie indziej bedzie trzeba klasc akcenty przy zasobach. Dochodzi jeszcze roznica w stronach konfliktu bo jednostki rebelii posiadaja tarcze a te od imperium nie (poza wsparciem), za to te maja wieksza sile razenia.Sama kampania jest spoko. Misje sa zroznicowane i latamy wszystkimi pojazdami zeby poznac ich mozliwosci i zastosowanie. Bronimy, atakujemy, eskortujemy. W trakcie pojawiaja sie opcjonalne cele, ktorych zaliczenie daje nam medale. W oryginale tez tak bylo. Sama fabula to typowe modern EA z tematem przejscia na druga strone jak w Battlefront 2. A ze jestesmy w polowie najwiekszej woke dekady to jest tu masa woke go.wna. Od faceta murzyna i baby azjatki jako glownych dowodcow przez bialasa bedacego dopkiem po glownie babska lub nieokreslona czesc naszego szwadronu. Bo zapomnialem dodac, ze latamy w misjach wraz z tytulowym squadronem ktorym mikrozarzadzamy (oslanianie, atakowanie wybranych celow etc.). Po zakonczeniu misji gra daje nam opcje gadania z nimi w hangarze czy sali odpraw ale dalem sobie spokoj po kilku dialogach bo byly w chuj nudne. Pewnie z ktoregos bym sie dowiedzial, ze kolezanka ze skladu ma zone. No takie czasy. Jak sobie przypomne jak klimatyczne byly menusy w Tie Fighterze albo jak zostalismy zaproszeni do prywatnej kwatery Imperatora (hehe) to tutaj jest po prostu typowe EA ostatnich lat.Podsumowujac i pomijajac nalecialosci obecnych czasow to gierka jest calkiem niezla. Kazde latadlo przyjmuje z otwartymi ramionami zwlaszcza te ze stajni GW a niestety malo jest tego gatunku na rynku. Lot nad niszczycielem ale ponizej jego tarcz, ostrzeliwujac baterie laserow to jest zawsze kozak. Biorac pod uwage smieszna cene p u d e l k a to jak ktos lubi latanie moze sie skusic. 7/10.
Opublikowano 11 lipca11 lip Portal 2 (PC)No dobra giereczka. Z jedynki mało co pamiętam, po za tym, że patent tytułowy dawał fun i wymuszał ruszenie głową, natomiast do dwójki mnie jakoś latami nie ciągnęło, aż w końcu tak się złożyło, że dołączyłem do "rodziny" Steamiarzy i zacząłem szperać w licznych promkach, dodając sobie do listy zakupowej różne zaległości. No i wpadła promka na P2 i jakoś mnie tknęło w któryś upalny wieczór, żeby odpalić.Formuła nadal się sprawdza, a że została rozbudowana o nowe mechanizmy, to nudy nie ma. Choć mi akurat motyw farb specjalnie nie podpasował. Poziom trudności zagadek jest idealnie wyważony, tak, żeby trzeba było chwilkę się zastanowić, ale jednocześnie nie tkwić godzinami w pomieszczeniu i w końcu sięgać po poradnik. Trochę zagięło mnie tylko ostatnie pomieszczenie z farbami. Ogólnie czas gry jest odpowiedni, ale ostatni akt trochę mi się dłużył.Robotę robi fabuła i postacie dwóch SI (i jednego bohatera z przeszłości) i o ile GLaDOS, którą wszyscy się podniecali już od pierwszej części serii, tak wtedy, jak i teraz jakoś strasznie mnie nie urzekła, tak Wheatley (pewnie w dużej mierze za sprawą wcielającego się w jego rolę aktora głosowego) i Cave Johnson są tutaj największymi gwiazdami.Portal 2 ma swoje lata, więc nawet na moim piecu śmiga jak ta lala. Wygląda estetycznie, choć pomieszczenia ze wspomnianego ostatniego aktu są nieco monotonne wizualnie. Przede wszystkim jednak ma swój specyficzny design, z którym można od razu kojarzyć serię.Ogólnie: miła i satysfakcjonująca odmiana od bardziej typowych gier, jednocześnie interesująca narracyjnie. Screenów chyba nie będzie, bo nadal nie ogarniam tego tematu na Steamie xDMoss: Book II (PS4/PS VR)Czyli kontynuacja jednej z najlepiej odebranych przez krytykę i graczy gier na PS VR. Sam nie byłem jakoś mocno zachwycony jedynką, choć to na pewno była przyjemna, zapewniająca eskapizm przygoda. Tutaj jest podobnie, choć chyba oceniłbym całość wyżej. Z jednej strony formuła się nie zmieniła (to akurat naturalne i słuszne, bo pod tym względem wszystko grało), z drugiej dodano parę nowych atrakcji, jednocześnie wydłużając całość, poprawiając warstwę graficzną (prezentuje się to naprawdę ładnie) i ubrano w trochę bardziej angażującą historyjkę. Skala jest trochę bardziej "epicka", jeśli można tak powiedzieć o plus minus 6 godzinnej historii. Mamy większy udział postronnych bohaterów, międzywymiarowe podróże, pradawne moce i inne ważne sprawy. Nasza bohaterka to niezmiennie słodziutka mysz Quill, a w rolę wszystkich bohaterów nadal wciela się jedna aktorka głosowa, niejako czytając nam dialogi z książki o dawnych wydarzeniach. Całość ma przez to bardzo fajną, baśniową atmosferę. Gra się dobrze, choć wkurzyć potrafią te same elementy, co w przypadku prequela: problemy z detekcją kolizji, mało dynamiczne sekcje wspinaczkowe czy przeciągnięte walki z mobkami. Ale tak czy siak, sam styl zabawy w VR jest świetny, jednocześnie nie angażuje przesadnie "fizycznie", bo nie wymaga pałek PS Move, a całość jest dosyć statyczna. Co ciekawe, nadchodzi nowa-stara część serii, która z tego co zrozumiałem, łączy opowieść z obu wydanych do tej pory "ksiąg" w jedną, uzupełnioną dodatkowymi wątkami całość, a sama gra nie będzie już robiona pod gogle VR. Tym samym jak dla mnie straci większość swojego uroku. No ale będzie to szansa na dotarcie do graczy, którym z wirtualną rzeczywistością nie po drodze. Edytowane 11 lipca11 lip przez kotlet_schabowy
Opublikowano 11 lipca11 lip 10 minut temu, kotlet_schabowy napisał(a):Screenów chyba nie będzie, bo nadal nie ogarniam tego tematu na Steamie xDF12.
Opublikowano 11 lipca11 lip Project Wingman (XOS)Przed premierą Ace Combat 8 wróciłem trochę do "samolotówek" i ponownego przechodzenia niektórych tytułów. Project Wingman przeszedłem już kilka lat temu na PC, ale zamiast zrobić rzecz racjonalną i logiczną, tj. przejść grę ponownie na wydajnej platformie, to przy okazji promocji kupiłem gierkę na rozgrzebanego, starego Xboxa. No i od razu podkreślę, że decyzja to była kiepska, bo choć liczyłem się ze słabą wydajnością, to nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle.No ale trudno. Grę mimo wszystko chętnie przeszedłem w kilka weekendów. Nie będę się specjalnie rozpisywał ponownie, bo generalnie zostaję przy tym, co opisywałem kilka lat temu. PW to bardzo wierny klon Ace Combat i ogólnie bardzo dobra gra. Fabuła nie porywa, co prawda, i stanowi bardziej pretekst dla kolejnych misji. Większości dialogów i tak ciężko wychwycić podczas walki, bo choć aktorzy są dobrzy, to audio jest nieustannie zagłuszane zarówno wszystkim co się dzieje wokół, jak i niepotrzebnym efektem radiowym, znacznie pogarszającym jakość dźwięku. A nie jest to gra, w której jest czas na czytanie napisów.Przy pierwszym podejściu chyba aż tak nie odczułem monotonii misji jak przy drugim, ale chyba największą wadą PW jako "klona" AC jest bardzo małe, wręcz nieistniejące zróżnicowanie zadań. Każda misja sprowadza się do "zniszcz wszystkie/wskazane cele", a zmieniają się jedynie okoliczności oraz ogólna otoczka. Mało która z 21 misji kampanii utkwiła mi tym samym w pamięci. To wciąż przyjemna rozwałka, ale bez urozmaicenia z którego słynie Ace Combat.Gra jest bardzo ładna... na cywilizowanych sprzętach. Na XOS tekstury są paskudne, rozmazane, niewyraźne/nieczytelne, a framerate potrafi spaść poniżej 20fps, a w skrajnych przypadkach chyba nawet poniżej 10fps. Niby nie powinienem w tej kwestii za bardzo narzekać, tym bardziej, że sam podjąłem tę spontaniczną decyzję o zakupie do grania na zabytkowej konsoli, ale to jest mimo wszystko konsola, na której AC7 działa w 60fps i wygląda o niebo lepiej. Optymalizacja po prostu jest słaba. Biorąc pod uwagę, że wersja na Xboxa jest ogólnie porzucona, niezaktualizowana i nie zawiera DLC z wersji PS5 i PC, to tę platformę bym raczej odradzał komuś zainteresowanemu tytułem.Samą grę jednak nadal polecam, szczególnie teraz przed premierą AC8 na rozgrzewkę. Na PC i PS5 często są promocje i niewykluczone, że sam jeszcze w przyszłości nie raz sobie tytuł odpalę. Mam jeszcze do przejścia tę kampanię z DLC oraz tryb Conquest, ale to już zrobię na PC.Screeny z wersji XOS. Na PC gra jest przepiękna, szczególnie po niedawnym patchu poprawiającym chmury.
Opublikowano 11 lipca11 lip Godzinę temu, Bzduras napisał(a):F12.No tak też robiłem w trakcie gry, po czym na Steamie w zakładce ze screenami było pusto. Teraz z dupy uruchomiłem go w trybie Big Picture i tam już są wszystkie te shoty xD. Abstrahuję od tego, że mam też komendę ustawioną do tego w grze, o Windows Game Barze nawet nie mówię, bo to balas. Tak, wiem, na wszystko pewnie jest gdzieś jakieś ustawienie, funkcja udostępniania, przełącznik, trzeba poszperać. To lubię właśnie w PC gamingu.
Opublikowano 12 lipca12 lip Van HelsingPamiętam, że jakoś w wieku 11-12 lat pierwszy raz widziałem film i na tyle mi się spodobał, że obejrzałem go w ciągu miesiąca trzy razy. Potem udało się nabyć grę na PS2, ale zaciąłem się na amen na drugim bossie i finalnie odpuściłem. Ogrywając ten tytuł obecnie nie jestem w stanie zrozumieć jakim cudem nie dałem rady przebrnąć przez tak prostą walkę, w której są dosłownie dwie sekwencje prostych do uniknięcia ataków na krzyż. Nawet się przez chwilę zastanawiałem przed pierwszą rozgrywką czy może nie wybrałem przez przypadek poziomu hard, ale zaraz się okazało, że od początku są dostępne tylko easy i normal, a hard można odblokować dopiero po przejściu gry.Od początku widać, że Van Helsing został stworzony przez ludzi zapatrzonych w serię Devil May Cry, którzy przy okazji chcieli zmonetyzować filmową markę. Zresztą sprawdziłem z ciekawości datę premiery i okazało się, że gra ukazała się dzień przed kinowym debiutem. Poza tym inną ciekawostką jest fakt, że większość aktorów występujących w filmie użyczyła głosu swojemu pierwowzorowi pojawiającemu się w grze. Tylko Kate Beckinsale olała temat, zastąpiła ją inna aktorka i dubbing tej postaci wypadł kompletnie do dupy. Reszta aktorów też nie błyszczała jakoś specjalnie i wykonali co najwyżej przyzwoitą robotę (Hugh Jackman najlepiej zagrał w mojej opinii) ale tu i tak dialogów tyle co kot napłakał, więc nie będę się tego czepiał specjalnie. O fabule to nie ma co pisać nawet, bo w filmie nie była to najmocniejsza strona, a tu jest jeszcze gorzej przez te wszystkie uproszczenia.Sam system walki naprawdę spoko wyszedł. Co prawda nie daje tyle możliwości co ten w DMC (Van Helsing to w sumie bardziej shooter niż slasher) bo walka wręcz sprowadza się do jednego prostego combo, ale można sobie postrzelać z paru broni, złapać jakąś kreaturę na hak, przyciągnąć do siebie i załadować parę garści, jest też do odblokowania amunicja z większym pierdolnięciem i dłuższe ładowane ataki. Wszystko jest tu proste jak budowa cepa, ale to i tak na tyle krótka gra, że nawet nie zdąży zmęczyć człowieka. Parę fajnych lokacji można odwiedzić, można też ubić paru bossów, którzy się powtarzają i to trzykrotnie nawet (za każdym razem mają praktycznie te same ataki i z każdą następną walką dojdzie może z jeden albo dwa nowe) są też misje specjalne jak w DMC do odblokowania. Na plus wypada również różnorodność zwykłych przeciwników. Na minus jedynie truposze, które w porównaniu do innych oponentów nie wywierają żadnej presji, są ślamazarne i po prostu ustawiają się w kolejce po wpierdol.Taki tam przyjemny średniak do ogrania nawet w jeden wieczór jak ktoś się uprze. U mnie ma fory bo mam sentyment do filmu, lubię wampiry i setting mi odpowiada. Rozum podpowiada, że to gra 6/10, ale tym razem posłucham głosu serca i podciągnę ocenę na 7. Edytowane 13 lipca13 lip przez Czokosz
Opublikowano 13 lipca13 lip The Quarry (XSX)Lubię ten gatunek, a jako że Until Dawn bardzo mi się podobało, to spróbowałem The Quarry, co wiele osób też polecało. No i, kurde, jak dla mnie to nie jest poziom UD. Nudniejsze, postacie słabo napisane, historia w sumie nieciekawa, no i bardzo mało straszy. Główne zło, z którym się mierzymy, to takie nawet bardziej bekowe, niż straszne, a sama gra zaczęła się rozkręcać dopiero jakąś godzinę-dwie przed końcem. I przyznam, że nie spodziewałem się tak słabych QTE - one powinny się nazywać slow time events, bo są niesamowicie wręcz banalne i ograniczają się albo do mashowania A, albo do ruszenia analogiem w którąś stronę, na co jest nieprzyzwoicie dużo czasu. Niektóre decyzje bohaterów były same z siebie głupie, a na dodatek narracja podczas wyboru decyzji A lub B poprowadzona tak, że nie miałem pojęcia, jaki zamiar będzie miała dana postać. No i wychodziło, że mega debilny i totalnie wbrew temu, czego bym się spodziewał lub co bym zrobił Same opcje wyboru zajeżdżają straszną losowością i cały czas miałem poczucie, że w sumie nie ma większego znaczenia, którą opcję dialogową wybiorę, bo i tak skończę tak samo, czyli średnio. Przechodząc Until Dawn, nie miałem takiego poczucia ani razu - bawiłem się doskonale.Następne w kolejce od Masywnych będzie The Dark Pictures Anthology: Man of Medan, ale obawiam się kolejnego rozczarowania. Edytowane 13 lipca13 lip przez ProstyHeker
Opublikowano 14 lipca14 lip Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Z perspektywy lat ciekawie ogrywało się remaster Metal Gear Solid 2, będąc już gotowym na pewne poszczególne rozwiązania czy cechy tej gry. Co więcej, kiedyś wydawało mi się, że ta gra ma znacznie gorszy balans cutscenek do grania i bliżej jej do filmu. W rzeczywistości, choć cutscenek jest od cholery, to jednak sporo się tutaj gra i gra się, co jeszcze istotniejsze, całkiem fajnie. Nie idealnie, ale fajnie.Streszczenia fabuły się nie podejmuję, a zarys pewnie zna większość forumowiczów - jako Raiden (po prologu rozgrywanym jako Snake) trafiamy na morską platformę przejętą przez terrorystów. Ów wyglądający jak wyjęty z anime chłopek, za co zbierał swego czasu baty, musi sobie więc poradzić z bandytami, ich porytymi przywódcami, dziesięcioma zwrotami akcji, sztuczną inteligencją, zaskakująco celnym komentarzem na temat cyfrowego świata i innymi kojimizmami. I przyznam, że fabularnie i narracyjnie obecnie ta gra bardzo mi się podobała, a odpały pana Hideo były jeszcze dla mnie całkiem strawne i co najwyżej budziły uśmiech (jak postać Fatmana), a nie zażenowanie jak MGS 4, przy którym się dla mnie całkiem pogubił w cudowaniu i robieniu filmu zamiast gierki.W gameplayu gryzła mnie jedna rzecz, a mianowicie niezbyt wygodne sterowanie. Oczywiście człowiek po czasie się przyzwyczai, ale i tak były momenty, gdy kląłem jak zły ("platformowa" sekwencja przy przechodzeniu między Shellami po walce z bossem na łączniku). Podobnie, ostatnia konfrontacja ma motyw, którego w grach nie lubię (np. również w pierwszym God of War), gdy zmienia się mechanika walki w stosunku do reszty gry. Niemniej jednak, jak już człowiek wejdzie w rytm tej gry, to bawi się bardzo dobrze.Same możliwości ruchowe blondasa są całkiem fajne i pomimo różnych umowności (czemu mogę wskakiwać na metrową skrzynię, ale już przejście przez płot mający niewiele więcej jest totalnie ponad jego umiejętnościami) przyjemnie się skradało. Co prawda można wiele spraw w tej grze załatwiać bardzo ofensywnie (a przynajmniej takie miałem wrażenie równolegle kończąc Thiefa 2), ale więcej frajdy dawało mi skradanie się i terroryzowanie strażników duszeniami lub spluwą.No i, co bardzo istotne, gra cały czas coś tam dodaje do swojej formuły, więc nie ma mowy o monotonii. Pomijając paru bossów (no, tych mogłoby być więcej), to sobie popływamy, posterujemy rakietami, postrzelamy ze snajperki czy odwalimy jedne z niewielu misji eskortowych w grach, które mnie akurat nie drażniły. Do tego fajnym smaczkiem były codecowe zagrania przy samej końcówce - wiadomo, człowiek już wiedział, co się będzie działo, ale i tak bardzo je doceniam, zwłaszcza uwzględniwszy datę premiery.Jakoś tak z perspektywy czasu MGS 2 siedzi mi znacznie bardziej, niż się spodziewałem. Balans fabuły i grania wypadł znacznie korzystniej, niż miałem zakodowane, systemowo to dobra gra, no i jestem w stanie jej sporo wybaczyć. Kto wie, może kiedyś się przeproszę nawet z MGS 4. A tymczasem będzie trzeba wrócić sobie do MGS 3 (jeszcze nie wiem w której wersji) i w końcu przejść MGS V, które bardzo mocno razi z kupki wstydu.A jakbyście się pogubili w fabule serii, to załączam jej najlepsze streszczenie:
Opublikowano 14 lipca14 lip Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Resident Evil 2 Remake (PC) - ukończony ponownie. Nadal jest to wybitna gra która się nie zestarzała. Klimat zaszczucia, przeciwnicy, mięsiste animacje i gore, zagadki, konstrukcja lokacji, postacie, to nadal najwyższa półka. Pod względem rozgrywki minusy są mało istotne. Przydał by się jeden wyższy poziom trudności, więcej różnic między scenariuszami i lepsze dodatkowe tryby. Tylko to wszystko zauważa się dopiero przy konfrontacji z innymi częściami lub przy kolejnym przejściu, w próżni jest bardzo blisko do ideału.Mam za to parę gorzkich słów co do grafiki, ogólnie jest baardzo dobrze ale poleganie na Ray Tracingu w 2019 (grane na najwyższych ustawieniach) nie było dobrym pomysłem. Przykładowo bez RT główny hol w posterunku i kilka innych miejscówek ma ohydne odbicia, weneckie lustro w pokoju przesłuchań nie jest weneckie, przy odpalonym RT niektóre powierzchnie nie dość że mają niestabilne, ziarniste oświetlenie to zostawiają chamskie powidoki. To nadal bardzo ładna gra ale ma parę skaz.Ocena nadal taka sama jak 7 lat temu. Topka Residentów, gra pod każdym względem lepsza od oryginału co nie oznacza że oryginału nie warto ograć bo to są całkowicie inne tytuły. 9+/10Dispatch (Amazon Luna) - przyjemna interaktywna opowieść z małym elementem strategicznym. Wcielamy się dosłownie w bieda wersję Iron Mana któremu popsuli pancerz/mecha i podejmuje się pracy jako dyspozytor ekipy 'nawróconych' złoczyńców. Większość gry to oglądanie scenek i dokonywanie wyborów dialogowych, na szczęście prostą w założeniach historię obserwuje się z zaciekawieniem. Największa w tym zasługa dialogów. Scenki są pełne żartów a postacie na tyle charakterystyczne że po paru minutach wiadomo kto kim jest i kibicuje się wykolejeńcom.Część strategiczna polega na dopasowaniu napotkanego problemu do bohatera kierując się statystykami i umiejętnościami danej postaci. Przyjemny przerywnik i nic więcej. Przeszkadzała mi momentami czytelność bo grając na padzie nieraz nie wiedziałem gdzie jest wskaźnik. W niektórych misjach jest też możliwość hakowania (prosta minigierka) lub wysłania więcej niż jednego bohatera, jak trafimy kompatybilną parę do dostaniemy bonus do statystyk. Podczas scenek pojawiają się też QTE ale jest ich stanowczo za mało.Polecam, nie jest to tak rozbudowana gra jak Detroit: BH ale lepiej bawiłem się niż przy np. The Wolf Among Us a dodatkowo stylizowana na komiks oprawa wraz ze świetnymi animacjami wygląda przekozacko. Muzyka i voice acting (oprócz Sonara/nietoperza-człowieka) też świetne. 8-/10Borderlands 3 (PC) - looter-shooter w komiksowej parodii Mad Maxa. Chyba każdy grał w przynajmniej jedną część więc skrótowo mamy strzelaninę FPP z elementami RPG gdzie głównym celem oprócz zdobywania kolejnych poziomów jest zbieranie broni. W porównaniu do poprzednich części rozgrywka dostała mocnego kopa. Każda klasa postaci ma rozbudowane możliwości personalizacji specjala, nie jest to tylko jedna umiejętność której podbijamy właściwości. Poruszanie się jest o wiele przyjemniejsze bo dodano wślizg i wspinanie się na krawędzie, niby mało ale to jak przeskok z Halo 1 na Halo 5. Bronie są bardziej różnorodne, lokacje większe, oprawa lepsza. Praktycznie sequel idealny a jednak coś nie pykło. Gra jest momentami za bardzo rozwleczona. Lokacje i kilogramy mięsa armatniego do odstrzału ciągną się za długo, główny wątek z antagonistycznymi bliźniakami pojawiającymi się z dupy (a właściwie teleportu) aby popsuć plany ekipy też rozwleczony i nawet sceny które na papierze miały być 'mocne' nie wzbudzają większych emocji. Na szczęście misje poboczne są nadal śmieszne, szukanie sztucznej inteligencji do Toi-Toia czy wywołanie wojny między 'inteligentnymi' gatunkami zwierząt bawi.Minusem jest też wersja PC, są przycinki wywołane shaderami co oznacza że każdy nowy efekt stwarza problem. W grze gdzie tych efektów jest setki (jeśli nie tysiące) nie powinno mieć to miejsca. Optymalizacja też bardzo średnia ale dla porównania zainstalowałem też Pre-Sequel i tam też są problemy więc to po prostu niechlujstwo developera.Gra nadal bardzo wciąga ale jest za duża. Pewnie kiedyś odpalę ponownie i ukończę inną postacią tylko potrzebuję dłuższej przerwy. 7/10
Opublikowano 14 lipca14 lip Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Sekiro: Shadows Die Twice - dobra, nie ma co pisac, to jest najlepsza gra od From w jaka gralem. Demonsy zawsze bede stawial jako pierwsze bo przechodzenie ich bylo niesamowitym doznaniem, ale ku.rwa Sekiro rozbilo bank. Doslownie kazdy jego aspekt trafil w moje growe gusta. Skradanie, parowanie, linka, szybkie poruszanie, feudalna Japonia, zima. Wszystko kliknelo. Wiedzialem czym ta gra mnie wiecej moze byc, ale nie spodziewalem sie, ze wykonanie bedzie (prawie) perfekcyjne.Juz Bloodborne (na szczescie) pokazal odejscie od formuly miliarda buildow naszej postaci. Zawsze cenilem sobie bardziej gry z jedna postacia i najlepiej jedna glowna narzucona z gory bronia (GoW, DMC) no ale rozumiem, ze ludzi tez jara eksperymentowanie w Soulsach, plus musialo gdzies zostac rozrzucone cale to pogmatwane lore. Sekiro jeszcze bardziej oddala sie od tej formuly, co jest dla mnie na plus. Jeden chlopek, jedna bron (ze wspomagaczami jesli chcemy ich uzywac), brak tego uczucia w polowie gry, ze a ku.rwa ten mieczyk/zbroja/tarcza to moze nie byl najlepszy wybor, albo ze przed nami level z lawa i przydaloby zmienic ciuchy na ognioodporne. Postac opisuja dwie statystyki i nie da sie ich podniesc farma bo zaleza od pokonania bossow, mini-bossow i znajdziek (czyli w sumie tez walki). Bo tutaj akcent zostal przeniesiony na inne mechaniki. Git.A te to walka 1-1 i ciche zabojstwa. Z kupa wrogow nie mamy szans (chyba, ze z koncowki gry wrocimy na sam poczatek) wiec dobrze jest ich zaje.bac zakradajac sie od tylca. Bedzie to nawet wymagane przy niektorych minibossach. A jak sie juz nie da. to trzeba walczyc i o jezu ku.rwa zolty ryzowy jaka ta walka jest zaje.bista. Opiera sie duzej mierze na parowaniu ciosow i zbijaniu paska postury, ktora kiedy sie zalamie daje okno do calkowitej kasaci paska zdrowia. W tym pomagaja tez nabywane za xp skille oraz wspomniane wspomagacze czyli bron w protezie lewej reki. Szczerze mowiac jednak te ostatnie przydaja sie w okreslonym momencie i oprocz parasolki to moze jeszcze topor byl przydatny, reszta jest albo spoko (gwizdek) albo raczej zbedna (wiatr). Takze wariancje skili i protez nadaja jako taki posmak "builda" jednak to juz troche naciaganie. Sa jeszcze techniki, cos na ksztalt specjala, ale uzywalem tylko jednej po zdobyciu czerwonego miecza. Wygladaja efektownie ale, tak samo jak walka, to nie nabijacze miliona comb i feeri rozblyskow. Tu jest spokojnie, co nie znaczy ze mniej dynamicznie.Wszystkie te klamoty, mimo ze trzeba je umiescic w ekwipunku, mozemy uzywac od razu za sprawa braku skrzynki i braku pauzy. Tak, pierwszy raz w soulsach mozna zapauzowac w trakcie walki gre, wejsc do menusow i poprzestawiac sobie takie czy inne wspomagacze w zaleznosci od sytuacji i potrzeby. Troche mnie ta decyzja zdziwila, ale ogolnie widac w Sekiro trend iscia w uprzyjemnienie rozgrywki, a poza tym nie ma tu trybu online. Widac to tez po "ogniskach", niekiedy umieszczanych bardzo blisko aren z bossami, mimo ze akurat w tej grze przebieniecie na drugi koniec planszy i slalom miedzy wrogami to zaden problem z powody predkosci poruszania sie. Bloodborne i DS3 robilo to przez odblokowywanie skrotow, tutaj pare krokow i probujemy od nowa (acz trzeba powiedziec, ze wszystko wydluzaja loadingi po zgonie). Jedynie w etapie ze swiatynia mnichow cos tam powialo starymi klimatami (rzadkie ogniska, przegiety gangbang przed jednym z nich po dlugiej trasie). Jesli juz o lokacjach mowa to jest to najbardziej spojna kraina ze wszystkich soulsow. Wszystko mozna powiedziec dzieje sie po prostu w Japonii. Bedzie wiec charakterystyczna "pagodowa" zabudowa, zamek, jakis loch, dolina za zamkiem, wioska gdzies w dole czy niebianski wymiar. I to wszystko do siebie pasuje. Nie ma jakichs zje.bany etapow z lawa bo te musza byc w kazdej grze i juz. No jest zima, wszystko posypane sniegiem, otoczone gorami, lasami bambusowymi, jest zamek i jest zaje.biscie. Klimat Japonii tamtych czasow na pelnej. Kto czytal albo ogladal Shigurui (polecam) bedze wiedzial o co chodzi. Same levele sa tez mocno wertykalne po to zeby moc uzywac linki, okrazac wroga albo spier.dalac jak cos pojdzie nie tak (agro szybko mija, nikt nas nie goni przez pol planszy). Lokacje tez nie sa przesadnie rozlegle i nie ma ich wiele.Fabula w grach od From to wiadomo jaka jest, intro, kilka NPC a potem sklejanie o co chodzi jakby z opisu widel. Bloodborne dal troche nadziei bo na poczatku bylo wiecej cutscenek, ale wszystko sie zje.balo w polowie. W Sekiro mamy fabule, ktora rozumiemy i bohatera ktory mowi. Nie jest ona wyszukana, taka opowiastka o niesmiertelnosci z woja w tle, jakies dwa plottwisty i tyle wystarczy zeby sobie latac po tej japonce i delektowac sie systemem walki. Mi w zupelnosci wystarczyla.Nie mozna mowic o soulsach bez wspominania o bossach. Ogolnie znaczna wiekszosc to tacy, ktorzy uzywaja jakiegos ostrego narzedzia. Co nie dziwi bo praktycznie wszystko w tej grze da sie sparowac. Nie wiem czy dla mnie sie kotrys wybija. Niby jest ta slynna palpa, ale niestety znalem myk z nia wczesniej, a po ograniu DS3 by mnie to pewnie nie zdziwilo. Oczywiscie z kilkoma sie meczylem, najbardziej z ta laska z karabinem i pierwszym pijusem (ale tutaj jeszcze nie wiedzialem jak grac), choc ci to mini bossowie. Natomiast bardzo szybko zaczyna sie widziec patterny i tylko od naszego skila i cierpliwosci zalezy sukces. Jak pisalem tutaj nie da sie wyfarmic wiekszej sily wiec wszystko spoczywa na naszej katanie. Idealnie. Pomiedzy duzymi szefami sa tez wlasnie rozni miniszefowie w postaci dowodzcow, ninjow i innych siepaczy i generalnie wszystko to, wszyscy przeciwnicy maja nas przygotowac na finalny pojedynek gdzie juz serio trzeba wiedziec co i kiedy robic bo nawet pomimo maksymalnych statystyk i po jednym bledzie bedzie zgon. W tym ostatnim czasmi udawalo mi sie zrobic jedna albo dwie fazy "na perfecta" jedynie uzwajac miecza i statysfakcje z tego mialem niesamowicie duza. No ale ja lubie mechnizm parowania.Trzeba tez powiedziec, ze na tym diamencie jest dla mnie kilka rys. Pisalem, ze mamy duzo uproszczen wzgledem poprzednikow. Dostajemy jasny samouczek, opisy mechanik (tak jasne, ze zniknal help spod wcisniecia R3), jest mozliwosc podsluchania rozmow co tez uzbraja nas w wiedze a nawet mamy manekina do treningu walki. Niestety jednak jest tu ten fromowy czynnik, ze jak cos pominiemy, czegos nie uzyjemy w jakims miejscu to nie pchniemy questow dalej. I tak, zeby zobaczyc inne zakonczenia, to albo trzeba by w te gre grac dlugo i eksperymentowac albo przeczytac poradnik. Sam tez nie dopatrzylem jednej rzeczy, ktora w ogole nie byla zasugerowana i wraz z pchnieciem progresu zablokowalem sobie droge do dwoch boss i dwoch ostatnich itemow potrzebnych do podwyzszenia statystyki zycia. Z powodu dosc malej ilosc lokacji mamy ich recykling, jednej nawet potrojny. Zmieniaja sie warunki i gra sie jakby inaczej ale fakt jest faktem. Tak tez bywa z minibossami, ktorzy sie dubluja. Nie do konca mi tez lezy system kary za smierc. Tracimy polowe kasy i polowe xp (na szczescie tylko w obrebie jednego poziomu, te wbite juz sa na stale), co zmusza nas tego ze jak juz mamy pasek w jakis stopniu zapelniony to oplaca sie dofarmic do jego zapelnienia. Kase za to musimy trzymac w portmonetkach, ktore z kolei kupuje sie od sprzedawcow, ktorych trzeba znalesc a potem do nich sie teleporotwac. Wielokrotnie. No i na koniec taka nowosc, ze po kazdej smierci czesc npcow zaczyna chorowac. Im czesciej giniemy tym wiecej chorujacych. Przez to blokuja sie ich opcje dialogowe. Ale jest na to item ktorym kasujemy cala chorobe. Wprawdzie rzadki ale nie na tyle zeby sobie z tej smierci robic stres, wiec wystarczy po bossie go zjesc i mozemy pchac questy dalej. Troche wiec na wyrost.Moglbym pewnie jeszcze pisac dalej i rozplywac sie na ta gra rozbijajac ja na czynniki pierwsze, ale nie ma to sensu. Sekiro to jest moja topka gierek, pewnie zycia, na pewno od From. Tytul z tych, o ktorych sie mysli w szkole/pracy/podczas ruchania (ja w pracy oczywiscie, w sensie myslalem). A jak lubisz wku.rwiac ludzi w internecie, to spokojnie mozesz napisac, ze to gra typu nie nazywaj sie graczem jesli jej nie ukonczyles. Doslownie wszystko mi tu spasowalo i nic mnie nie stresowalo jak to bywalo w reszcie Soulsow. Gralem sobie bez patrzenia w poradniki bo po prostu samemu chcialem to wszystko chlonac (dobra raz zajrzalem jak sie zablokowalem). I jak DS3 juz nie chcialem platynowac bo mnie formula Soulsow wymeczyla tak Sekiro bede robil na kilku podejsciach, pewnie jeszcze odpale na PS5 za 15lat. Nie wiem czy bede chcial/umial grac w inne tytuly o tym okresie w dziejach Japonii bo czuje w kosciach, ze nic sie nawet nie zblizy do tego dziela. Kontynuacja BB? Bruh. Elden Ring? Nie ciagnie mnie do przygod anonimowego chlopka na koniku. Dziekuje Pann Turek Pann i dziekuje Miyazaki Sensei za umozliwienie mi grania w Sekiro. Sayonara. 10-/10.
Opublikowano 14 lipca14 lip Podzielam Twoje zachwyty nad Sekiro, początek był niepozorny ale później wsiąkłem na dobre. Tym bardziej, że miałem wtedy kryzys z graniem a to był zajebisty powiew świeżości.Chociaż było parę miejsc gdzie szły wiązki, szczególnie jak było mało miejsca to kamera nie rozpieszczała ale pierwszą walkę z Genichiro na górze w tej burzy pamiętam do dziś
Opublikowano 14 lipca14 lip No wlasnie z tego natloku mysli zapomnialem dodac w negatywach, ze praca kamery to tez takie typowe From. Nie siedziala mi rowniez animacja drugiego odbicia od sciany zeby wskoczyc wyzej. Strasznie dretwa, jak z jakiegos Infamous pierwszego czy Prototype. Ale pozniej sie tego juz nie widzi.
Opublikowano 14 lipca14 lip Rhythm Tengoku (GBA)Zachciało mi się przejść oryginał przed wersją switchową. No co tu pisać, po prostu zajebiste. Wciskasz guziki do rytmu i się wkurwiasz (bo gra nie wybacza błędów), a na ekranie widzisz przepiękne animacje 2d po kwasie, gdy w tle przygrywają melodyjki, które potem masz cały dzień w głowie.9/10
Opublikowano 16 lipca16 lip Dziś po epickiej walce skończyłem Black Myth Wukong.Może zacznę od technikalii. Grałem na podstawowym Ps5 i gra potrafi momentami chrupnąć gry dużo dzieje się na ekranie, ale nie było to dla mnie jakimś problemem nie wpływało to negatywnie na rozgrywkę. Natomiast czasem potrafi kiepsko działać kamera gry walczymy w jakimś narożniku lub przy ścianie i to w niektórych walkach to przeszkadzało.Podobnie problemy bywają z oświetleniem czasem się zmienia jakby ktoś włączał światło i gasił. Drobne niedociągnięcia.Po drugie rozgrywka. Przeznaczony walczy w trzech postawach, które możemy rozwijać rozdając punkty umiejętności, dodatkowo mamy zaklęcia, które możemy używać w trakcie walki i przeobrażenie, które daje nowy pasek energii do wykorzystania w trakcie walki, jak ten pasek się kończy to wracamy do pierwotnej postaci. Co do postaw większość gry przeszedłem w postaci uderzenia z prostej przyczyny można ładować ataki będąc w ruchu co daje możliwości przemieszczenia, w postawie filaru co prawda stajemy na kosturze ale co silniejsi przeciwnicy potrafią nas z niego zrzucić.Zaklęcia z których korzystałem to unieruchomienie, głos wielu, krok chmury. Taki zestaw miałem przez większość gry.Walka jest dynamiczna i każdy znajdzie dla siebie jakieś rozwiązanie i kombinacje zaklęć, postaw i przeobrażeń. Bardzo fajny system walki.Na wielką pochwałę zasługuje wykreowany świat. Historia w grze jest inspirowana "Wędrówką na zachód" i na prawdę przyjemnie się historię zgłębia. Choć szerszy obraz historii zobaczyłem na filmikach Quaza, który tej grze poświęcił kilka fajnych filmów na kanale.Każdy rozdział jest w innej scenerii. Mamy dżunglę, śnieżne pustkowia, pustynie, podziemia w jamie pajęczej. Podobna sprawa ma się z wrogami jest ich w każdym rozdziale masa i nie ma żadnego recyklingu wrogów za to duży szacun dla twórców gry bo wrogowie są zrobieni rewelacyjnie i różnorodnie.Brakowało mi na początku bloku czy parowania bo system walki tego nie przewiduje, a bazuje na uniku, a po drugie szkoda, że nie można bardziej personalizować kostura. Da się tworzyć nowe ich rodzaje ale fajnie jak by można było je bardziej modyfikować dokładając różnorakie statusy.Ze wszystkich rozdziałów najsłabszy dla mnie był ostatni i walka z ostatnim bossem trochę frustrująca.Gra jest po prostu świetna, system walki jest różnorodny podobnie jak poszczególne rozdziały i przeciwnicy. Nie jest to do końca soulslike może bardziej soulslite ale polecam każdemu bo to bardzo dobra gra dająca dużo frajdy i ciesząca rozgrywką.
Opublikowano 16 lipca16 lip 4 minuty temu, mario10 napisał(a): walka z ostatnim bossem trochę frustrująca.Dawaj drugie przejście i zrób ukryte zakończenie. Ciekawie co powiesz na walkę która się tam pojawia
Opublikowano 16 lipca16 lip Walka na true ending to największe wyzwanie w grze i jedyny moment, gdy zaciąłem się na parę godzin jak w jakiejś grze From Softu, ale jej drugi etap jest 10/10. Edytowane 16 lipca16 lip przez Jukka Sarasti
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.