Pierwsze lata PPE to było coś pięknego. Wiadomo że nowy portal i jeszcze związany z magazynem, to każdy się jarał, Zgredzi częściej się tam udzielali, były hyde parki co weekend, często jakieś fajne felietony do poczytania, Andrew chciał zakisić ogóra (pewnie mało kto już pamięta tę legendę), a najlepiej wspominam Norę prowokatora z przebranym Uralem i jego filmikami bez cenzury. Aż chciało się tam wchodzić, chłonąć nowinki i komentować stanowiąc część całkiem sympatycznej społeczności. Teraz na otarcie łez pozostają baity, grafomania, gównonewsy na zmianę z gównorecenzjami i gównotopkami pisane przez ludzi, którzy z prawdziwymi pasjonatami giereczek mają tyle samo wspólnego co sałatka szwedzka ze Szwecją.