Musisz ubić błotną matkę, a nie węża błotnego. Też wydawało mi się, że mam wszystko, a jednak nie miałem. Wczoraj ukończyłem i wspaniała to była przygoda. Przy pierwszej wizycie w świątyni śniącego myślałem, że niepodołam, bo przy 3 z 5 zebranych kul wypstrykałem się ze wszystkiego co było mnie w stanie uzdrowić. Nie spodziewałem się tam tylu przeciwników. Musiałem opanować bloki do perfekcji + nieodzowna okazała się pomoc przyzwanych szkieletów i trolli. Przy drugiej wizycie to była już kaszka z mleczkiem mając zbroję Gomeza. Ogólnie coś się posypało bo wyzywając Gomeza do walki pod koniec gry, gdy jego pasek energii schodził mu do 1/3 to więcej już mu nie ubywało. Podejrzewam, że przez to iż spuściłem mu manto w drugim czy trzecim rozdziale w jego sypialni. Chciałem sprawdzić czy można go zabić ale nie można było. Miał zajebisty miecz +95 więc swierdziłem, że nie wczytuję save'a. Po zagadaniu jedyne co mówił to: "Nie teraz" to stwierdziłem, że większych pretensji nie ma. Mając taki miecz w pierwszej połowie gry to szedłem przez grę jak jakiś Conan Niezwyciężony.