Opublikowano 8 godzin temu8 godz. 34 minuty temu, Rudiok napisał(a):Jedi Survivor - Fallen Order wspominam bardzo dobrze, więc fakt, że były hajsy i chęci na kolejną część trzeba przyjąć z otwartymi ramionami. Chyba jest ogólna zgoda, że Cal Kestis z BD-1 to jedne z ciekawszych postaci dodanych do świata Star Wars i tutaj jeszcze mocniej się rozwijają - Cal w kierunku doświadczonego mistrza Jedi a BD-1 w kierunku żywiołowego pomagiera, który jest wsparciem zarówno do akcji jak i "pogadania". Zresztą cała plejada postaci to naprawdę mocny zestaw - Bode, Merrin, Cordova czy Rayvis jako świetny antagonista. Historia też nie jest patykiem pisana (choć naiwna jak na SW przystało) i jest miejsce na eksplorację ciekawych światów, kilka zwrotów akcji i w miarę satysfakcjonujący finał jednocześnie zamykający jak i dający otwartą furtkę do kolejnej części.Sporo zmian zaliczył system walki, bo zwiększono liczbę mieczy świetlnych i postaw, przez co każdy może znaleźć styl, który mu naprawdę odpowiada, albo który w danym momencie będzie najlepszy. I trochę boli, że jednocześnie można mieć przypisane tylko dwie postawy, a zmienić je można dopiero przy okazji save'a. Mój faworyt to dwa miecze na raz, bo jest odpowiednio szybki, ma ciekawe kombinacje na dystans i po prostu świetny vibe.Umiejętności jest sporo i nie ma szans przy jednym przejściu uzupełnić wszystkich, przez co trzeba nimi odpowiednio żonglować. Niektóre wyraźnie dopakowują rozgrywkę (zwiększanie powera poszczególnych postaw, rozszerzanie wachlarza mocy), inne pasywnie zwiększają moc czy zdrowie, jeszcze inne dodają dodatkowe ruchy do miecza. I tutaj pierwszy zgrzyt, bo przy kilku postawach, różnych zestawach klawiszologii do nich i unikatowych ruchach wywoływanych innymi kombinacjami klawiszy robi się festiwal napieprzania w pada, co przy walce potrafi czasem uprzykrzyć życie, bo okazuje się, że spamuję klawisz, który w danej postawie nic nie robi, bo mi się przypadkiem przełączyła. Do tego dochodzą jeszcze przyciski związane z mocą, które można i kliknąć i przytrzymać jednocześnie z jakimś innym klawiszem i momentami łapałem się, że trzeba zerknąć na pada albo do opcji żeby upewnić się, że wciskam dobrze. Wybudza to trochę z immersji, ale przy takim dopakowaniu kontentem nie dało się tego chyba uniknąć.BD-1 został też włączony do akcji, bo ma w sumie trzy funkcje, ale z ich przydatnością jest różnie - lornetka, którą można sobie pooglądać zbliżenia (bezużyteczna), generowanie jakiejś wybuchowej mazi (która jest de facto potrzeba jedynie w kilku lokacjach przy kilku zagadkach) i generowanie ładunków z prądem, które odblokowujemy na końcu gry, i które jedynie funkcjonują jako modyfikacja eksploracji i w kilku zagadkach.Graficznie jest pięknie, kolorowo, lokacje są zróżnicowane, czuć masywność planet i struktur imperialnych. I tutaj wchodzi mój największy zarzut - gra jest zwyczajnie za duża, zbyt rozległa i zbyt powtarzalna.Co z tego, że baza imperium robi wrażenie rozmachem, jak spędzamy ileś godzin w takich samych korytarzach, wspinając się po sztucznie wydłużonych piętrach z różnymi przeszkadzajkami z minimalną ilością przeciwników. Z jednej strony fajnie oddaje to klimat, ale z drugiej to w pewnym momencie wszedł już srogi przesyt. Podobnie z lokacjami na zewnątrz gdzie raz, że odległości są ogromne, a dwa to zamiast przejść z punktu A do punktu B twórcy wrzucają nam drogę przez punkty A1, A2, A3, A4, A5, A6, które nic nie wnoszą poza sztucznym wydłużeniem eksploracji i wymuszeniem używania wszystkich mocy. Ktoś tutaj reżysersko nie ogarnął proporcji i odpowiedniego tempa przez co gra zamiast w większości cieszyć (w momentach, które są skondensowane i dobrze poprowadzone) to męczy i zamiast się nią cieszyć zacząłem kląć "ile jeszcze".Z jednej strony mamy grę, która weszła już kanon i jest rewelacyjnym dodatkiem do świata Star Wars, oraz ma potencjał wprowadzić Cala jeszcze mocniej (nawet może i do jakiegoś filmu). Z drugiej strony widać, że plotki o jej zbyt szybkiej produkcji i niedopracowaniu chyba nie są wyssane z palca. Brakuje całości tej kropki nad "i", dzięki której można by powiedzieć, że jest to świetna rozrywka i rewelacyjne uzupełnienie historii i po prostu lepsza gra. Tymczasem to nadal dobra gra, ale z dość sporą ilością wad i niedoróbek i pozostawiła niedosyt. Fanów SW namawiać nie trzeba, ale dla całej reszty może być trudno się wgryźć, szczególnie w późniejsze levele. Niestety, ale parcie do open worldów nie zawsze wychodzi na dobre. 7/107/107/10 to bym dał Fallen Order albo nawet 8/10, ale Survivor to 5/10 jak w mordę strzelił. Począwszy od słabej optymalizacji przez słabą budowę świata aż do nasrania tam od cholery znajdziek. Ja rozumiem, że bactracking to fajna sprawa i w Fallen Order mi się podobało, wyczyściłem praktycznie całe Zeffo (chyba 98%), pozostałe planety na 100% albo niecała stówka. Oprócz Zeffo mapy były nieduże, skondensowane, a znajdźki faktycznie coś zmieniały w naszym wyglądzie i dawały jakąś małą satysfakcję. No ale kurwa kto to widział odpierdolić wielkie mapy, a na nich znajdźki typu nowa głowa bd, nowe nogi bd, nowy korpus, broda Cala albo włosy, oddzielnie spodnie, kurtka i chyba koszula. Do tego znajdywanie nowych piosenek. Generalnie walka na pewno na plus, dialogi nawet dawały radę i sama historia również całkiem w porządku. Aczkolwiek nigdy bym tej grze nie dał 7/10, a nie wiem czy 5/10 to nie za dużo, bo tylko obrzydziła mi Star Warsy z Calem, no ale wiadomo, że stara prawda brzmiąca "gust jak dupa" zawsze żywa i każdemu co innego się spodoba. Edytowane 7 godzin temu7 godz. przez rafanus2
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. 48 minut temu, rafanus2 napisał(a):7/10 to bym dał Fallen Order albo nawet 8/10, ale Survivor to 5/10 jak w mordę strzelił. Począwszy od słabej optymalizacji przez słabą budowę świata aż do nasrania tam od cholery znajdziek. Ja rozumiem, że bactracking to fajna sprawa i w Fallen Order mi się podobało, wyczyściłem praktycznie całe Zeffo (chyba 98%), pozostałe planety na 100% albo niecała stówka. Oprócz Zeffo mapy były nieduże, skondensowane, a znajdźki faktycznie coś zmieniały w naszym wyglądzie i dawały jakąś małą satysfakcję. No ale kurwa kto to widział odpierdolić wielkie mapy, a na nich znajdźki typu nowa głowa bd, nowe nogi bd, nowy korpus, broda Cala albo włosy, oddzielnie spodnie, kurtka i chyba koszula. Do tego znajdywanie nowych piosenek. Generalnie walka na pewno na plus, dialogi nawet dawały radę i sama historia również całkiem w porządku. Aczkolwiek nigdy bym tej grze nie dał 7/10, a nie wiem czy 5/10 to nie za dużo, bo tylko obrzydziła mi Star Warsy z Calem, no ale wiadomo, że stara prawda brzmiąca "gust jak dupa" zawsze żywa i każdemu co innego się spodoba.To już kwestia indywidualnego podejścia do oceniania (a jak słusznie zauważasz każdy ma swoje) oraz tego ile jesteś w stanie wybaczyć w imię tego, że grasz w grę z jednego ze swoich ulubionych uniwersów. Backtracking, ogromne levele, beznadziejne znajdźki - wszystko zgoda, ale mimo tego nie obrzydziło mi to gry na tyle żeby się przy niej źle bawić. Miejscami zmęczyła, zostawiła ogromny niedosyt, ale to nadal wyjebana w kosmos historia ze świata SW z epickimi starciami i smaczkami, które każdego fana pieszczą w mosznę. Jeśli zostawią twórców w spokoju przy następnej części, pozwolą im swobodnie decydować o kształcie gry a oni wyciągną wnioski z tego co nie zagrało jest szansa na top-tier.
Opublikowano 6 godzin temu6 godz. Fallen Order zdecydowanie lepsza gra. Brak dużych map, więcej "filmowych" fragmentów jak np. AT-AT na Kashyyykznajdźki też fajnie zrobione na statku. Survivor wiadomo że fajny dla fanów SW no ale poszli w złym kierunku.
Opublikowano 6 godzin temu6 godz. Znajdźki to jest akurat kurestwo w jednej i drugiej grze, nawet w GTA nie ma tyle syfu do zebrania.
Opublikowano 6 godzin temu6 godz. 12 godzin temu, Manor napisał(a):Hollow Knight - na wstępie robię coming out - jestem oszustem i wcale nie skończyłem gry. Ale tyle serducha w nią włożyłem, że i tak chciałem kilka słów napisać. Skończyłem przygodę już na samym końcu, finałowa walka (wiem to, bo odpaliłem YT żeby zobaczyć zakończenia). Z 2 miesiące temu zaciąłem się na 3 modliszkach, z tydzień czasu się bujałem, w końcu się udało. Ostatni tydzień zajęły mi próby pokonania żuczków bossów w watcher's spire. Tu nie było żadnego kombinowania, czysty skill I git gud. W obu przypadkach masa prób i potem ta satysfakcja, że pokazałem przed samym sobą, że ja też mogę dać radę, że coś tam potrafię. Dlaczego w takim razie odpuściłem? Rage quit? Nic z tych rzeczy. Poczułem po prostu spełnienie po dojściu do final bossa. Po jakichś 5 próbach z uśmiechem na twarzy pożegnałem się z bohaterem i usunąłem grę z dysku. Ja po prostu jestem pewien, że pokonałbym go. Dlaczego miałbym tego nie zrobić, skoro pokonałem poprzednie trudności, zrobiłem grę na 76%, zdobyłem prawie wszystkie charmy, bez 3-4 sztuk? Ukończyłem w tym momencie grę, ponieważ schowałem swoje ego do kieszeni. Uznałem, że mam ponad 50 godzin w grze, rozłożone na pół roku grania i przede mną jeszcze jakieś tydzień - dwa kolejnych prób. Zwyczajnie nie chciałem tego już ciągnąć, inne przygody czekają, a też szkoda mi życia żeby sobie udowadniać coś, czego udowadniać w zasadzie nie muszę.To była piękna gra, wizualnie, dźwiękowo, gameplayowo. Kilka rzeczy lekko mnie irytowało: do samego końca nie mogłem zdecydować się czy grać na d-padzie czy analogu, non stop musiałem to zmieniać w zależności od sytuacji. Kolejna rzecz to wolny progres rozwoju oraz bardzo żmudne przemieszczanie się po całej mapie (przed zdobyciem odpowiednich skilli). Poziom wyzwania - rozumiem zamysł, ale pierwsze Ori pod tym względem było dla mnie idealnym balansem.Bardzo się cieszę, że dałem po latach szansę tej grze. Czekam aż pojawi się Silksong fizycznie na S2 i z wielką chęcią kiedyś wrócę do tego świata. I być może też nie skończę, po 100+ godzinach. Ale ponownie przeżyję co moje.Jest taki temat "Właśnie porzuciłem", ludzie kochani, szanujmy się.
Opublikowano 6 godzin temu6 godz. Może trzeba iść z duchem czasu i założyć temat "Prawie ukończyłem" a dopiero później "Przeszedłem na YT"
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. Też tak miałem z 1-2 razy(w sensie blokady na ostatnim bossie), ale w niedojebanych jrpg-ach, bo unikałem grindu i losowych walk jak się da, a to główna przywara tego gatunku. Niemniej, w tym przypadku, tak jak wyżej, pomylił tematy.
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. 9 minut temu, BRY@N napisał(a):Może trzeba iść z duchem czasu i założyć temat "Prawie ukończyłem" a dopiero później "Przeszedłem na YT" "Gry, które ukończyłem w 99%" lub Giereczki, które złamały mnie psychicznie"
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. 36 minut temu, BRY@N napisał(a):Może trzeba iść z duchem czasu i założyć temat "Prawie ukończyłem" a dopiero później "Przeszedłem na YT" Patrząc na to co się dzieje na tym forum, to takie tematy są nieuniknione.
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. Ja tak porzuciłem kiedyś Shadows of the Damned na PS3, chyba też przed ostatnią walką - nie dlatego, że było za trudno czy coś, po prostu w ramach protestu przed ukończeniem czegoś o tak debilnej warstwie fabularnej i wręcz z nienawiści do idioty-głównego bohatera.No nie mogłem już się zmusić, żeby słuchać tych jego wysrywów i po prostu wyłączyłem.
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. Shadows of the Damned? Zajebista giereczka, zwłaszcza w mrocznych czasach kiedy Residenty się opuściły z poziomem. Faktycznie lepiej jakby protagonista miał zamkniętą mordę przez całą grę, ale żeby z tego powodu jej nie skończyć? Chyba już wolę preteksty Manora.O, mam nazwę dla nowego tematu "Dziwne powody, dla których nie ukończyłeś gierki". Pewnie każdy z nas by coś naskrobał. Edytowane 5 godzin temu5 godz. przez Josh
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Godzinę temu, BRY@N napisał(a):Może trzeba iść z duchem czasu i założyć temat "Prawie ukończyłem" That's what he said.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Może to nie dziwny powód, ale za dzieciaka byłem psychofanem Gothica. W 1 i 2 łącznie najebałem kilka setek godzin łącznie i pamiętam, że mocno czekałem na 3 odsłonę. Codziennie odliczałem dni do premiery, śniłem o tej grze, czytałem każdą możliwą informację na jej temat i kiedy nadszedł dzień premiery czułem, że to będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia i nigdy póżniej nie doświadczę czegoś podobnego.Pierwsze pół godziny mija, zapisuję stan gry, wychodzę do pulpitu i aż mi łzy mi napłynęły do oczu... ale nie dlatego, że to było to czego oczekiwałem. Właśnie byłem tak rozczarowany, że miałem ochotę wyć z rozpaczy, jakbym stracił bliskiego członka rodziny. No ale wziąłem się w garść, póżniej pograłem jeszcze kilkanaście godzin, ale nie dotarłem do końca, bo nie chciało mi się w to grać. Po kilku dniach pudło wyjebałem do śmietnika ze złości i dziś tego żałuje, bo byłoby do kolekcji.Nic mnie tak póżniej nie rozczarowało jak Gothic 3. Edytowane 4 godziny temu4 godz. przez Czokosz
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Pierwsze słyszę, żeby ktoś wyjebał grę do śmieci, ale np. maniak, to chyba atencyjnie złamał na pół A Way Out za to, że mu się nie spodobała zagrywka z końcówki, ale ona była w chuj dobra i takich rzeczy w grach brakuje.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.