Wredny
Senior Member
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda temat: Gothic Remake
Treść opublikowana przez Wredny
-
Outcast: A New Beginning
Wszystko fajnie, ale wywal tę dwójkę z tytułu - tylko podtytuł, bez żadnych numerków. Kupiłem na premierę, gram już ponad 30h, ale nie polecam raczej. Tytuł dość mocno budżetowy, posiadający sporo błędów, a pójście w open world było raczej chybionym zabiegiem. Mocna ubisoftowość połączona z Just Cause 2 jeśli chodzi o sposób grania, czyli czyszczenie mapy, zajebanej znacznikami. Trochę też śmierdzi ELEXem, ale jest zdecydowanie bardziej ACTION, aniżeli RPG. Główny bohater od czasu pierwszej części stracił jaja (w pierwszej to był taki Duke Nukem, tyle że nie przygłup - cięta riposta, sarkazm itp), humor jest strasznie nijaki, widać, że starali się być politycznie poprawni, więc wyszło jak z jedzeniem, pozbawionym przypraw - jest mdłe. Polecam najpierw obadać remake oryginału (1999), który wyszedł w 2017 - co prawda tamto też oceniłem 6/10, ale bardzo mi się podobało i z przyjemnością wbiłem platynkę, a to tutaj męczę na zasadzie "muszę skończyć, bo za dużo gier napoczynam i porzucam". Owszem, ma swoje momenty, świat potrafi zachwycić widoczkami i ogólnie jak na tak małe studio to często jestem pod wrażeniem (choć w żadnym wypadku nie ma podjazdu do Pandory z ubisoftowego Avatara - wspominam nie bez powodu, bo widać sporo inspiracji), strzelanko i upgrade'owanie giwer jest fajne, ale wolałbym, żeby gra miała bardziej skondensowaną konstrukcję.
-
Rise of the Tomb Raider
Same wyjściowe mity/legendy mieli fajne i całkiem oryginalne - jedyneczka jeszcze jako tako dawała radę i mimo strasznie sztampowych postaci sam klimat tej wyspy robił swoje, do tego te wraki, samoloty, żołnierze, samurajowie - super. Rise też miał fajną legendę na start, ale dorzucili do tego jakąś tajną organizację z dupy i wszystko się sypnęło, a jeszcze jakiś tamtejszy Gonciarz-aktywiszcze stwierdził, że z absolutnie nieistotnego Jonaha zrobimy najlepszą psiapsiółkę Lary i tak się z tym yebanym grubasem (którego później oczywiście wypiękniono) bujamy, żeby Lara mogła ratować bezbronnego, wielkiego i silnego mudzina Lara sama w sobie jako postać jest OK - nic specjalnego, ale nie drażniła, no i w porównaniu z resztą to jest wybitnie napisana i zagrana. Ciekaw jestem tej całej nowej części, ale nadziei sobie nie robię. A do wszystkich niezdecydowanych, albo zniechęconych przez Rise - dajcie szansę Shadow - mi podobało się dużo bardziej.
-
Rise of the Tomb Raider
Najgorzej, że fabularnie to nie ma co liczyć, że w tej serii kiedyś będą jakieś ciekawe opowieści, interesujące postacie czy zapadające w pamięć dialogi. I to w sumie nie tylko w tej serii tak na dobrą sprawę, bo problem nijakości scenopisarstwa dotyczy praktycznie każdej dzisiejszej gry z tzw mainstreamu (nawet Naughty Dog podupadło), a nawet i filmów, więc trochę smutno, jak sobie pomyślę, że ten yebany Jonah to szczyt możliwości w temacie kreacji postaci w tej serii
-
Immortals of Aveum
Dla mnie wyglądała strasznie nijako i jebała "woke'izmem" po pierwszych zapowiedziach - między innymi dlatego kojarzy mi się z Forspoken właśnie.
-
Rise of the Tomb Raider
Uncharted to zdecydowanie wyższa liga - pierwsze trzy części może jeszcze tak nie odstawały, a jak U3 mnie zawiodło to Lara 2013 cudownie ukoiła skołatane nerwy, ale U4 i The Lost Legacy to półka nieosiągalna dla nowej trylogii TR. Przede wszystkim w grach action adventure musi być fajna historia, postacie, dialogi - wiadomo, że ND w tych tematach są niedoścignionym wzorcem, a te Tomb Raidery to straszna nijakość w tym aspekcie. Podobnie sprawa ma się z walką (choć wiadomo - pierwsze trzy części to "kapiszony", ale znów - ostatnie dwie to liga wyżej niż TR). Gameplayowo to już sprawa preferencji - ja lubię obydwa modele - zarówno liniowy, efekciarski z Uncharted, jak i metroidvaniowy z ostatnich TRów.
-
Rise of the Tomb Raider
Miałem już w nawiasie wrzucić "oprócz łuku", ale to wydawało mi się tak mocno oczywiste, że wykasowałem. Jasne, strzelanko z łuku fajne jest, podobnie jak w Horizon ZD/FW czy innym Far Cry - to zawsze jest spoko. Ale cała reszta jest ch#jowa, więc "dobrą walką" bym tego nie nazwał.
-
Immortals of Aveum
O! Dobrze wiedzieć - dodane do biblioteki Dla mnie to takie drugie Forspoken i chciałem kiedyś kupić, jak znajdę poniżej 50zł, ale póki co pudełkowo trzyma cenę, więc fajnie, że wpadło do Plusa. Co prawda spodziewam się mocnej ch#jowizny, ale "za darmo" można sprawdzić.
-
Rise of the Tomb Raider
K#rwa, Paolo, błagam... Ja wiem, że lubisz trolling, ale to już chyba bardziej uwierzę w Twoją personę z CW, niż że to na poważnie pisałeś. Elementy metroidvanii są w każdej odsłonie nowej trylogii, zbieractwo również, a walka w każdej części ssie pałę. Czy najlepsza to nie wiem, bo TR2013 wywarł na mnie ogromne wrażenie, a te pierwsze robi się tylko raz, ale tak szczerze powiedziawszy to po słabszym (nie słabym, ale wyraźnie gorszym) Rise, Shadow był dla mnie powrotem na właściwe tory i jeśli jest numerem jeden to wspólnie z pierwszą częścią nowej trylogii.
-
Xbox 360 - pytania
Ja konsolowy od zawsze (bo Amiga 600 to też konsola, tyle że z klawiaturą), więc nigdy nie bawiłem się w podzespoły itp, a GTAIV to była moja druga gra zakupiona na PS3 (pierwsze to CoD4MW). Do dziś pamiętam granie na 21" Trinitronie i to gówno rozmazane, że po chwili aż łeb bolał
-
Xbox 360 - pytania
"przEcina" czy "przYcina"? W sensie, że spadają klatki animacji? Piszesz o strzelaninach i szybkiej jeździe autem - to raczej normalne. Na starych konsolach gra chodziła w okolicach 30fps i miała odblokowany framerate. Wersja X360 radziła sobie lepiej, ale i tak płynność leciała na pysk przy bardziej taksujących momentach:
-
Zakupy growe!
Jakiś czas temu ziomek na fb wrzucał swoje zakupy gierkowe i wygląda na to, że na allegro normalnie już mają i wysyłają, bo też się zdziwiłem. Chyba, że to tylko ten konkretny jegomość - w opisie ma ciągle info o przedsprzedaży, ale normalnie wysyła:
-
Zakupy growe!
Pacific Drive w ładnym wydaniu i Forwoken - to drugie za niespełna 50zł, normalnie angol, nie żadne italiano, więc można wreszcie sprawdzić ten szajs na własnej skórze
-
Stellar Blade
A gry Ci się czasem nie pojebały Seba?
-
Stellar Blade
Przecież to normalnie wydawana gra - po co się w jakieś LRG bawić, jak normalnie w marketach będzie?
-
Alone in the Dark
Josh pisał o nowszej części raczej:
-
Wrzuć screena
-
Stellar Blade
Demko zaliczone i zakup obowiązkowy NieR Automata spotyka Sekiro Walka z Abaddonem epicka jak sk#rwysyn. No i fajna eksploracja, wspinaczka, pływanie, nurkowanie... Chętnie zamieniłbym EVE na Tachy, bo fajniejsza, ale tak patrząc na ekwipunek to przy imieniu naszej głównej bohaterki mamy L1 i R1 do przełączania, więc może jeszcze jakąś inna lafiryndą pogramy.
-
Wrzuć screena
Tylko, że Avatar nigdy nie wyglądał tak chujowo, jak na tych jego screenach i tylko foto mode pozwala na choćby częściową prezentację, jak ta gra wygląda w ruchu.
-
Wrzuć screena
Paolo, weź Ty się naucz jakieś fajne screenshoty robić, bo zawsze wstawiasz straszne paździerze - używaj tego trybu foto, skoro gra go posiada, bo ten tytuł wygląda cudownie w ruchu, ale jak nie ustawisz odpowiednio kamery (kadrowanie, wywalenie tego huda i napisów) to zatrzymana w czasie ramka pokaże tylko ułomności jego wyglądu.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Od samego początku, jak nam dali tę dziewczynkę to wiedziałem, że to będzie odpowiednik Reda z oryginału i że Dalton pęknie, jak akurat jej się coś stanie. Tyle że w oryginale prostymi zabiegami wywołali w widzach sympatię do osób, mających również swoją społeczną przydatność i fabularny sens (starszy Emet, wynajmujący Daltonowi pokój i Red, prowadzący sklep z częściami samochodowymi), a tutaj na siłę wciskają nam jakąś nachalną dziewczynkę, żebyśmy ją polubili. I tak ogólnie właśnie kreuje się dzisiaj postacie i różne wątki - na siłę, bez przemyślenia czy ma to jakiś sens, patrząc na całość konstrukcji fabularnej.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Żadnego Prime nie opłacam, ale wrzucanie filmu od razu na serwis streamingowy ma tę zaletę, że chwilę później można obejrzeć na cda.pl i tylko tak polecam - żeby nie wydać na to ani złotówki. Nie jestem jakimś przesadnym fanem oryginalnego "Wykidajły" (), ale szanuję i dziś najpierw odświeżyłem sobie tytuł z 1989, a po obiedzie wleciał remake. Niekoniecznie chcę te dwa obrazy ze sobą porównywać, bo naprawdę podchodziłem do tego z głową otwartą na nową historię, zupełnie inny background i wersję wydarzeń, ale siłą rzeczy oryginał może służyć za przykład tego, jak dobrze robić rzeczy, które w nowej wersji są po prostu zjebane. Najbardziej zjebane są kreacje postaci i ogólny scenariusz, oparty na tych kreacjach - obsada to mocne "diversity & inclusion", więc od razu było wiadomo, że postacie będą po prostu kolorowymi wydmuszkami, a te bardziej "główne" będą bardzo na siłę chciały pokazać, jakie są mocne, samowystarczalne i ogólnie "stunning & brave". Plejada silnych kobiet jak najbardziej obecna - jedna, lat może 14, wyskakuje z bejsbolem na grupkę motocyklistów, rzucających puszkami na pobliskiej stacji benzynowej, rzucając przy tym "nienawidzę tych dupków" (k#rwa, jeden liść i szła by spać, oczywiście miało to swoje późniejsze konsekwencje, które TAAAAK BAAAARDZO trudno było przewidzieć), druga, silna pani bussiness-woman leci za głównym mafiozo i go wyzywa, bo wie, że typ baby nie uderzy (a przydałoby się, bo w oryginale było kilka babek, które za dużo mniej zaliczyły "silną ręke alfonsa"), a trzecia - nowoczesna werjsa pani doktor, musi być twardsza od faceta, ostentacyjnie obala browara za browarem, oznajmia głównemu bohaterowi, że to ona stawia warunki, a później zjawia się mu na ratunek. Oglądając oryginał, patrząc przez pryzmat dzisiejszych czasów, scena w której Swayze praktycznie osacza Kelly Lynch, przypierając ją do kominka pewnie też by dziś nie przeszła, ale tak to kiedyś wyglądało - facet konkretny, dominujący, łowca, a kobieta uległa, z drżącymi ustami, zdobycz. Główny bohater to też dziwna kreacja i w sumie zajebisty materiał na jakieś studium psychologiczne - jak zmienia się postrzeganie męskich twardzieli w filmach na przestrzeni lat. Pamiętacie zapewne sceny terapii Tony'ego Soprano i tego, jak pytał Dr Melfi "Co się stało z typem silnego, cichego mężczyzny w stylu Gary'ego Coopera?". Po zestawieniu oryginału z rimejkiem też zadawałem sobie to pytanie. Oczywiście głównym powodem tych zmian są pojebane czasy, w których wszystko, co reprezentowali faceci w kinie lat 80-tych i 90-tych, uznawane jest za "toxic masculinity", więc teraz nasz główny bohater, w przeciwieństwie do pierwowzoru, dużo mówi, jest sarkastyczny, użala się nad sobą, albo werbalnie komunikuje, że jest wk#rwiony, tak by na pewno nikt tego nie przegapił. Dalton w kreacji Patricka Swayze to był właśnie ten "strong silent type" - koleś, który znał swoją wartość, pewny siebie, ale nie bezczelny - spokojny, opanowany, zawsze starający się wybrać pokojowy sposób rozwiązania konfliktu. Niepozorny, ale bez problemu dominujący w starciu, właśnie dzięki opanowaniu, doświadczeniu i spokojnej kalkulacji - typ budzący zaufanie i sprawiający, że reszta załogi z nim za sterami czuła się pewniej. Zresztą nowa wersja nawet nie bierze udziału w starciach, w sumie to nawet nie wiem, za co on tam pieniądze bierze - po prostu przyszedł, wypił kawę i jest. Brakuje mu ogólnie jakiejś głębi i aury tajemniczości, wszystko jest podane na tacy, łopatologicznie (ba, nawet cały "premise" filmu został tak podany - córeczka z księgarni praktycznie streściła film w pierwszych pięciu minutach, choć faktycznie porównanie do westernu pasowało bardziej do starej wersji). Bo ogólnie zamysł ten sam - w mieście bezprawia zjawia się "nowy szeryf", który musi stawić czoła złemu i jego przydupasom. Różnica jest taka, że w oryginale samo to wystarczyło na tło fabularne, a tutaj sporo rzeczy musieli opatrzyć niepotrzebnym komentarzem społecznym, dorzucić plejadę chujowych, wkurwiających postaci i jakichś gagów z dupy (odwożonko pobitych do szpitala to było pierwsze wtf). Główny zły to w tej odsłonie młody, bogaty dupek, bo akurat stary siedzi w pierdlu, więc teraz Łazuka wydaje polecenia telefonicznie, a Bolec załatwia biznesy. Nie będę się przypierdzielał do jego kreacji - typowy, bogaty dupek, boss z pierwowzoru też nie grzeszył oryginalnością - podobnie jak jego przydupasy. Za to strasznym nieporozumieniem jest występ Connora McGregora i jego kreacja wiecznie nawciąganego króliczka Energizera - nie wiem, co to miało wnieść do filmu, ale każda minuta jego występów to zamęt w głowie widza i pytanie "po ch#j"? Znaczy wiadomo - zrobili Dżejkowi background z UFC, pozwolili mu wejść na ring podczas oficjalnej gali to pewnie w ramach rekompensaty trzeba było dać Connorowi jakąś rolę, ale wyszło mocno groteskowo. Same sceny mordobicia są całkiem niezłe, choć faktycznie przekombinowane z artystycznego punktu widzenia - te dziwne latanie kamerą, okrążanie postaci, niczym dronem i cgi, podążające za pięścią - czasem mocno wali sztucznością, mimo że celowali w podbity realizm. W paru scenach mocno raziła również sztuczna krew. Oryginał był prostą, dziś może nawet prostacką opowiastką, ale czuć tam było serce, a jak się ktoś wczuł to i jakieś feelsy były, bo istniała tam jakaś stawka - kiedy główny zły komuś groził to człowiek w to wierzył - tutaj niezbyt. No i brak całego motywu z serdecznym ziomeczkiem-mentorem też sprawił, że nowa wersja nie wywołuje praktycznie żadnych pożądanych emocji (bo te niepożądane jak najbardziej wywołuje). Podsumowując - nowa wersja to film bez jakiejś spójnej wizji z fabułą pisaną przez chatGPT, postaciami rekomedowanymi przez SweetBaby.inc, kilkoma efektownymi scenami walk i Gyllenhaalem, który w tym wszystkim sprawia wrażenie mocno zagubionego (a chłopa uwielbiam - od dłuższego czasu to mój ulubiony aktor). Zdecydowanie nie polecam - omijać szerokim łukiem i odpalić oryginał. 4/10
-
Rise of the Tomb Raider
Oj z tym potykaniem się o skarby to też mnie wkurwiało, a już najbardziej rozwalały mnie te scrolle-audiobooki, gdzie wyglądało to komicznie, jakby każdy zwyrol nagle wpadł na pomysł nagrania swoich "złotych myśli" dla potomności - strasznie wybijało to z immersji, jak co chwilę człowiek stawał, żeby przesłuchać. Wszelkiego rodzaju znajdźki to powinna być nagroda za eksplorację - gdzieś ukryte, a nie jako przeszkoda na trasie.
-
Zakupy growe!
Remaster starocia, reboot starocia i sequel starocia - taki już żywot staruszka, że kupuje rzeczy nastrajające go sentymentalnie
-
Baldur's Gate 3
Ja właśnie dostałem update, że będą wysyłać później i najciekawsze z tego maila jest to, że wersja XBOXowa, zamiast pierwotnie planowanych trzech dysków, dostanie 4 - że niby gierka jest tak k#rewsko duża. Ja zamówiłem wersję PS5, więc mam nadzieję, że będzie tyleż samo płytek
-
Horizon II Forbidden West
Ja nie wiem, co wy macie do fabuły w tych grach - dla mnie właśnie główna oś fabularna, zarówno w jedynce, jak i dwójce, była głównym motorem napędowym i z zaciekawieniem odkrywałem karty tej historii. Owszem, ma swoje potknięcia w szerokopojętym "delivery" (w jedynce kukły i śmieciowe sidequesty, a w dwójce dużo woke-gówna), ale na pewno nie zarzuciłbym Horizonom, że mają nieciekawą warstwę fabularną.