Ostatnio w ramach ultra-maratonu skończyłem około 20 staroci (jeszcze 40 przede mną), ale nie chce mi się opisywać wszystkich, więc skupię się na tych które sprawiły mi najwięcej frajdy: Dead Rising 2 Moja ulubiona część i perfekcyjny przepis na dobre Dead Rising, bo gierka oferuje to co w tej serii najlepsze, jednocześnie poprawiając wiele rzeczy, które w jedynce wyszły kiepsko. Mamy więc główny ficzer w postaci ciągle upływającego czasu i związanej z tym presji, trzeba cały czas zasuwać i w biegu kalkulować czy lepiej przeznaczyć cenne minuty na ratowanie NPCów, na szukanie lepszych broni czy może na ruszenie głównego wątku do przodu zanim nastąpi deadline i zobaczymy napis "game over", są rozsiani w różnych miejscach opcjonalni bossowie do ubicia, jest też sporych rozmiarów główna miejscówka. DR2 to typowy przykład sequela stworzonego na zasadzie "bigger, better, more badass": główna miejscówka jest o wiele ładniejsza, ciekawsza i bardziej zróżnicowana niż w jedynce, szare i nudne centrum handlowe zastąpiono ekskluzywnym kurortem pełnym sklepów, kasyn, klubów i basenów (do dzisiaj wygląda to ładnie i bardzo żywo), enpece nie są już takimi tępakami i nie trzeba co 5 sekund obracać się za siebie, żeby upewnić się, że jeszcze oddychają, wystarczy dać im do łapy kij golfowy albo różowe dildo do obrony i sami sobie poradzą do tego co rusz znajdujemy w trakcie przygody nowe schematy broni pozwalające tworzyć coraz to bardziej absurdalne narzędzia destrukcji, gdzie taka wyrzutnia fajerwerek czy elektryczne grabie rażące zombie prądem, to zaledwie czubek góry lodowej. Sporo rzeczy tu podkręcono. Mimo wszystko nie zdziwię się jeżeli ktoś kto nigdy w to nie grał boleśnie się odbije od tego tytułu, bo archaizmy są wszechobecne i dzisiaj gra jest już mocno toporna, zwłaszcza walka melee to KEK grubego kalibru (takiego Gothicowego kalibru), ale nawet tak prozaiczne czynności jak bieganie między zombiakami czy skakanie srogo zalatują drewnem. Gameplay jest też bardzo schematyczny, w kółko wykonujemy te same czynności, jest baaaaaardzo dużo biegania i backtrackingu, a rozgrywka trochę sobie przeczy, bo z jednej strony mamy ocean zombiaków do sklepania i mnóstwo różnych broni żeby tego dokonać, a drugiej i tak nie ma czasu, żeby przetestować choćby połowę z tych zabawek. Ot, tytuł dla koneserów nietuzinkowych rozwiązań, jakby co to już wiesz na co się piszesz. The Evil Within 1&2 Najlepsze survival horrory, które nie są ani Residentami, ani Silent Hillami, mimo że z oby serii czerpią garściami. Z tych dwóch ciut bardziej wolę jedynkę, bo ma o wiele bardziej zryty klimat, straszy lepiej i jest horrorem w bardziej klasycznym wydaniu: rozgrywka jest bardziej liniowa, lokacje klaustrofobiczne, trzeba lepiej zarządzać ekwipunkiem, no i ma fajne mechaniki podpalania potworów oraz zwabiania ich w pułapki, z których to z jakiegoś powodu zrezygnowano w dwójce. Jak dla mnie absolutny peak siódmej generacji konsol - przypomnę tylko, że TEW wyszedł w czasie, kiedy RE przeżywało swój największy kryzys (czyli po premierze Residenta z żyrafą w logo), a i Silent Hillowi nie szło najlepiej (w 2012 ukazało się Downpour, które ubiło serię na długi czas), właśnie wtedy nie kto inny jak sam Shinji Mikami uratował nas swoim hiciorem. TEW2 mimo, że gorszy, to dalej cały czas bardzo solidny tytuł. Jest trochę zbyt "gładki" i przytemperowano chore fantazje Mikamiego, ale dalej oferuje lepszy klimat niż większość gier z tego gatunku, no i zwyczajnie gra się w to świetnie. W pierwszej lokacji można spędzić dobre 3 godziny zwiedzając ukryte miejscówki, wykonując questy dla enpeców (dosłownie parę zadań na krzyż, żaden Ubislop z toną znaczków) i znajdując mocniejsze giwery później robi się już trochę bardziej liniowo i klasycznie. Fabuła jest bardziej filmowa, widać, że aktorzy mocno się przyłożyli, jest kilka spoko zwrotów akcji, końcówka niemal żywcem wyciągnięta z jakiegoś kinowego blockbustera. Mam wrażenie, że Capcom klepiąc RE Village nawet się nie wzorował tylko zrobił plagiat, bo Ethan przez całą grę robi dosłownie to samo co Sebastian, a jego córka pełni identyczną rolę w historii Pozostaje żałować, że raczej już się nie doczekamy TEW3, a szkoda bo zarówno jedynka jak i dwójka zostawiły furtkę na potencjalny sequel. Alone in the Dark: The New Nightmare Jedyna część tej serii, którą lubię i do której mogę wracać dziesiątki razy i nigdy mi się nie znudzi. Naprawdę nie potrafię zrozumieć dlaczego zrobili reboot jedynki zamiast akurat tej odsłony :/ Widać potężne inspiracje klasycznymi Residentami: prerenderowane lokacje, dużo zagadek, dwójka bohaterów jak w RE1 i RE2 itp. Antyfani skrzyneczek czy maszyn do pisania mogą na szczęście odetchnąć z ulgą, bo takich rzeczy tu nie ma, przez co mimo że gra jest dosyć stara, to ma nieco bardziej nowoczesny vibe na tle pozostałych horrorów z epoki PSX. Potworki wywołują raczej zażenowanie lub w najlepszym wypadku obojętność, ale lokacjom oraz udźwiękowieniu nie da się odmówić klimatu: zwiedzanie starej, spróchniałej i totalnie odizolowanej od cywilizacji posiadłości wrzuca potężne ciary na penisa, a odgłosy skrzypiących drzwi, wyjącego za oknem wiatru czy trzeszczących pod nogami desek pięknie dopełniają spektaklu grozy. Serio, remake na miarę naszych czasów mógłby niejednego weterana survival-horrorów przyprawić o zawał. No i spoko, że kampanie Edka i Aliny mocno się od siebie różnią, dzięki czemu grę można przejść drugi raz z takim samym bananem na ryju i niepokojącym mrowieniem między jajami. Kingdom Hearts 2 KH3 rozczarował, ale do dwójki lubię wracać, to spokojnie top 10 moich ulubionych gier ever. Disnejowe zjebiszcza pewnie ponarzekają, że za dużo tu wątków z anime, a za mało z ich ulubionych bajek, ale dla mnie balans jest idealny i stanowi idealny miks między opowieściami wujka Walta oraz szalonymi wizjami Nomury. Tutaj przynajmniej jeszcze idzie zrozumieć fabułę, dopiero później temu żółtemu wariatowi odpięły się wrotki i pojechały w swoim kierunku Proste, ale efektowne walki (jak ktoś myśli, że to tylko tępe mashowanie, to niech odpali najwyższy poziom trudności), cały czas śliczna grafika, cudowny bajkowy klimat, jedna z najlepszych i nabardziej epickich końcówek w grach wideo, najlepsze światy z najlepszych bajek (Mulan, Herkules, Król Lew), a nawet filmów (Tron, Piraci z karaibów) oczywiście przy wykorzystaniu muzyki z tychże produkcji. Fajnie jakby Czwórka była chociaż w połowie tak dobra.