Treść opublikowana przez Josh
-
Tormented Souls II
Nawet nie odpalam i nic nie oglądam, będzie wjeżdżane na świeżo. Jakiejś rewolucji też się nie spodziewam, niech zrobią to tak samo dobrze jak w pierwszej części, z nowym zestawem świetnych zagadek i będę zadowolony.
-
własnie ukonczyłem...
Chciałem atakować, bo mimo 120 godzin naklepanych w Baldurze wciąż mam niedosyt, ale jak zobaczyłem cenę 250zł na Storze to mi chwilowo przeszła podjarka. Oj cenią się te Lariany ale przy jakiejś promce na pewno kupię albo po prostu rozejrze się za pudełkiem.
-
własnie ukonczyłem...
Fatal Frame: Mask of the Lunar Eclipse Nie byłem pewny czy po tragicznym Maiden of Black Water na pewno mam ochotę katować się kolejnym Fatalem, ale dałem szansę i... okazało się, że jest lepiej. Niewiele lepiej co prawda ale jednak. Backtracking w dalszym ciągu jest obecny i zajmuje większość gry, bezczelne zagrywki kiedy najpierw gramy jedną postacią, a później drugą chodzimy po dokładnie tych samych miejscówkach to chleb powszedni tej produkcji, na szczęście tym razem główna lokacja - czyli nawiedzony szpital - jest ciekawsza, swoją konstrukcją przypominając nieco klasyczne Residenty (klaustrofobiczne korytarze, zakurzone pokoje, stare windy i różne skróty), więc aż tak to śmiganie w kółko nie męczy. Tylko tu pojawia się moje pytanie: dlaczego postacie biegają tak wolno gra zajęła mi 12 godzin, ale pewnie skończyłbym ją ze 3h szybciej, gdyby ci ludzie aż tak się nie ślimaczyli (nie ma praktycznie żadnej różnicy między zwykłym chodem, a biegiem). Fajnie, że tym razem ktoś pomyślał o zagadkach, może nie ma ich zbyt dużo i nie są trudne, ale zawsze to jakieś przełamanie schematu. Walka? Jeżeli ktoś skończył chociaż jedną część tej serii, to wie czego się spodziewać, jakby nie patrzeć ciężko wymyślić coś nowego w tym zakresie, twórcy nie dadzą nam przecież strzelby ani miniguna do walki z duchami xd Fabuła nie wciąga ani trochę, (znowu jakieś satanistyczne obrzędy i składanie ludzi w ofierze), bohaterzy są byle jacy, schiza nie istnieje, chyba że kogoś przeraża tysiąc razy wałkowany ten sam motyw jak za plecami postaci nagle pojawia się duch, a muzyka robi ŁUBUDUBU. Ot, taki średniaczek w który można zagrać tylko jeżeli pokończyło się wszystkie horrory dostępne na rynku. Osobiście odradzam i raczej polecałbym odświeżyć którąś z części 1-3, które do dzisiaj trzymają się znacznie lepiej niż dwie ostatnie odsłony. 6/10 Doom: The Dark Ages Niby trzeci raz to samo, ale jednak trochę inaczej. Kręciłem nosem na mechanikę parry związaną z tarczą, która finalnie całkiem przyjemnie odświeżyła gameplay, momentami robiąc z Dooma kolejną giereczkę od From Software. Ostatni boss to prawie jak Sekiro Znacznie mniej mi za to siadły rozbudowane lokacje rozwadniające rozgrywkę i sprawiające że gra jest o wiele dłuższa niż powinna. Dla mnie Doom to zawsze były gry typu "idziesz przed siebie, kosisz wszystko po drodze, przy okazji znajdujesz jakiś sekret ukryty w bocznym korytarzu albo szybie wentylacyjnym i lecisz dalej siejąc pożogę, nie zwalniając nawet na moment aż do samego finału", a tutaj przez większość czasu rzucani jesteśmy po sporych obszarach, gdzie gra każe nam zamknąć "x" portali albo znaleźć "y" przełączników lub też zniszczyć "z" wieżyczek i dopiero wtedy można kończyć misję. Po 10 godzinach grania zaczęło mnie to trochę męczyć, a przede mną było jeszcze drugie tyle. Smok zupełnie zbędny, ani się nim fajnie nie lata, ani tym bardziej fajnie nie walczy, podobnie starcia za sterami "mecha" uważam za coś niepotrzebnego. Za to wizualnie jest to prawdziwie current-genowy spektakl, gierka wygląda cudnie, jeszcze lepiej się rusza, podoba mi się ilość zniszczalnych elementów otoczenia co dodaje jeszcze więcej dynamiki do i tak już konkretnej rozpierduchy. Raczej nigdy nie będzie to dla mnie najlepszy Doom (Eternal ze swoim dzikim parkourem i mechaniką piły mechniacznej siadł mi bardziej), ale to i tak cholernie solidny kawał FPS'a, do którego większość strzelanek nie ma startu. 8/10 Baldur's Gate 3 O tej grze napisane zostało już wszystko. Wciągający, trudny i skomplikowany system walki, pięknie zrealizowana, malownicza kraina (drugi akt to niemalże Bloodborne), no i przede wszystkim niespotykana SWOBODA w grze takiego kalibru. Tutaj wybory nie są takim bullshitem jak w większości gier, tylko faktycznie wpływają na otaczający nas świat i postacie. GOTY erpeg bez dwóch zdań, jeszcze jakby Astarion nie miał tak pedalskiej maniery w głosie to rozważyłbym dyszkę 9+/10 Fantasian Neo Dimension Potężne zaskoczenie i miła przypominajka, że legendarny Hironobu Sakaguchi wciąż potrafi dostarczyć niezłego kosiora... chociaż początek przygody wcale tego nie zwiastuje. Pierwsze 5 godzin daje mylne wrażenie, że mamy do czynienia z kolejnym schematycznym, prostym i pozbawionym polotu erpegiem, w dodatku takim zajedżającym jakąś chamską mobilką (co nie jest dziwne biorąc pod uwagę, że właśnie telefonom ta gra była dedykowana i gniła na nich przez długie lata), jednak z każdą kolejną godziną jest coraz lepiej, a po 10h Fantasian w końcu rozwija skrzydła, oferując bardzo soczysty, wybitnie joterpegowy gameplay. Uczciwie trzeba przyznać, że fabuła nie jest najwyższych lotów, skupiając się bardziej na historiach poszczególnych bohaterów (trochę jak Octopath Traveler), a główna intryga jest gdzieś tam daleko w tle, więc jak ktoś oczekuje story na poziomie FFVI czy FFX to może się lekko zawieść. Natomiast tym co świadczy o sile tej gry to system walki. Już nie pamiętam kiedy ostatnio grałem w japońską turówkę, która wymuszałoby na mnie aż takie kombinowanie podczas starć, zwłaszcza z szefkami których jest po prostu ogrom. Bywa naprawdę CIĘŻKO, zwłaszcza w trybie hard, do którego gorąco zachęcam. Zapomnij o typowym dla takich gier schemacie typu: atak, atak, heal, atak atak, od czasu do czasu przerywane jakimś fireballem albo buffem i potężnym overdrivem kończącym starcie w mgnieniu oka albo nadużywaniem summonów. Tutaj w zasadzie każdy boss fight wymaga innego podejścia, korzystania z różnych bohaterów, a czasem nawet ciągłego tasowania nimi w trakcie walki, bywa też że kluczem do zwycięstwa jest zastosowanie jednego konkretnego skilla, który jest na wyposażeniu tylko jednej z 8 dostępnych postaci i to już trzeba dojść do tego na własną rękę o jaką umiejętność chodzi, bo Fantasian nie trzyma za rączkę i nie udziela zbyt zbyt wielu podpowiedzi. Są walki, które wymagają bardziej agresywnego podejścia, są takie że bez solidnego nacisku na defence bossik zmiecie z planszy wszystkie postacie jednym atakiem, są i takie podczas których trzeba umiejętnie splatać ze sobą te dwie taktyki. Prosty przykład: boss ze względnie niskim HP, który teroetycznie powinien paść po kilku szlagach, ale chroniony jest z każdej strony przez mobki wybuchające nam w ryj po swojej śmierci, powodujące gigantyczne obrażenia i stale się respawnujące. Walka nie do wygrania w klasyczny sposób metodą brute force. Przez dobre 30 min kombinowałem na najróżniejsze możliwe sposoby aż odnalazłem na tablicy ze skillami (taki uboższy Sphere Grid z FFX) umiejętność która zbiera wszystkie moby w jedno miejsce i przesuwa je na na bok, odsłaniając bossa, dzięki czemu w końcu mogłem go uderzyć nie powodując wybuchu jego ziomków. Inna walka rozgrywa się na krawędzi przepaści i jeżeli pozwolimy mobkom naładować bossa to ten za pomocą naładowanego super duper ataku zrzuca cały team ze skarpy powodując natychmiastowy zgon. Trzeba więc probować zbić jego HP do zera, jednocześnie mając cały czas oko na jego małych pomocników, którzy są równie niebezpieczni. Jeszcze kolejny cwaniak osłania się wirującymi wokół niego odkłamkami skalnymi, więc trzeba idealnie wyczuć moment, żeby trafić w lukę w jego zabezpieczeniu (trochę Claire Obscur jeżeli chodzi o timing ataków). Jeszcze ciekawiej robi się kiedy HP takiego gagatka spadnie poniżej 30%, wtedy trudna i skomplikowana walka robi się jeszcze trudniejsza i bardziej skomplikowana, bo wtedy bossowie zaczynają stosować jeszcze bardziej śmiercionośne techniki, wymagające od nas większej kreatywności, a czasem nawet przewidywania kilku ruchów do przodu Nie będzie dużą przesadną jeżeli napiszę, że Fantasian to często i gęsto bardziej gra logiczna niż stereotypowy erpeg i właśnie w tym dopatruję się jego największej zalety, wyróżniającej go z tłumu masy innych tego typu gier. Jeżeli dla kogoś to za mało, to dodam, że za muzykę odpowiada sam Nobuo Uematsu, a jeżeli komuś znudzi się repertuar nowych utworków to może w trakcie walki odpalić soundtrack z FFVII Rebirth, FFXVI, FFXIV lub Pixel Remaster. Do tego gra jest długa, nawet bez wykonywania questów zajmuje solidne 40 godzin, a jak ktoś ma ochotę odkryć wszystko i pokonać każdego super bossa to niech sobie do tego doliczy kolejne 20 godzin minimum. Sumując wszystkie za i przeciw Fantasian Neo Dimension wychodzi na niezłą perełkę i to dosyć mocno ukrytą, bo niewiele widzę opinii na temat tej gry. 9-/10
-
Platinum Club
U mnie jednak 60 klatek (albo chociaż coś blisko tego), to priorytet, zwłaszcza w slasherach i dynamicznych shooterach typu Doom. Tutaj jednak robię wyjątek, bo gra jest tak anemiczna, że nie robi mi to żadnej róznicy.
- Silent Hill f
-
One Piece
Czyli opłacało się czekać 5 tysięcy chapterów aż się w końcu coś wyjaśni? Kurva, przy tej retrospekcji z Kumą myślałem, że umrę z nudów (mowa o anime, może w mandzie była krótsza). Nie mam nic przeciwko przeznaczaniu kilku odcinków na jakieś backstory pięcioplanowej postaci, ale tutaj to już było przegięcie, niektóre standalone animki nie mają aż tyle czasu antenowego xD No, ale jakoś przemęczyłem i jak akcja wróciła na wyspę to się znowu wkręciłem i teraz nadrabiam.
-
Platinum Club
Jeszcze kilka godzinek wczoraj docisnąłem i zaczęło mi się bardziej podobać. W sensie dalej gra z przedziału 6-7/10 i absolutnie bez porównania z Mafią 1 czy 2, ale z każdą kolejną godziną jest coraz lepiej. Najgorszy jest początek, samo gadanie i bieganie albo jeżdżenie na koniu z punktu A do B + masa cut scenek +beznadziejny stealth, syf rodem z najgorszych walking-simów, jak mi kazali kolejny raz przenieść skrzynki z winem to myślałem że nie wyrobię ale jak już wchodzi mechanika strzelania i pościgi, a story łapie wiatr w żagle to idzie się wkręcić. Fabularnie niby nic odkrywczego, dosyć oklepane motywy w stylu wypierdka przygarniętego przez potężnego gangusa, stopniowo pnącego się po kolejnych szczeblach mafijnej drabiny, zakochującego się w córce swojego mocodawcy (już wiem jak się to skończy), wciągniętego w krwawą jatkę między swoją nową "rodziną", a konkurencyjnym gangiem. Niemniej ten sycylijski klimat jest cudowny, a postacie cholernie charyzmatyczne (ani jednego mudżaja!). Tak ładnej grafiki też się nie spodziewałem, już w trybie performance gra pokazuje pazura, ale za namową Wrednego dzisiaj przesunę suwaczek na quality i zobaczę o ile lepsza jeszcze może być. Jeżeli do samego końca gra utrzyma taki poziom jak teraz to będę nawet zadowolony.
-
Ninja Gaiden 4 -- Platinum Games
Na szczęście dopiero pod sam koniec października, więc jest czas wszystko nadrobić. Na nieszczęście w tym samym momencie wychodzi Tormented Souls 2, więc znowu trzeba będzie wybierać w co zagrać najpierw
-
Platinum Club
Hell is Us mam na liście. Co prawda miejsce daleko gdzieś z tyłu, bo soulsami wymiotuję, ale i tak sto razy wyżej niż Wukonga czy The First Berserker, własnie za to co napisałeś: brak prowadzenia za rączkę i frajdę z odkrywania nowych obszarów. Jak skończysz to się trochę rozpisz, z Twoich postów można się dowiedzieć więcej niż ze srakowatych recenzji na PPE <3
-
Platinum Club
Dzisiaj zacząłem nową Mafię i po 3 godzinach zacząłem się zastanawiać czy ja na pewno gram w grę czy oglądam film. Przegięta liniowość, wrażenie że każda misja to po prostu jeden długi, męczący skrypt, ZA DUŻO gadania i jazdy na koniu, a granie jest gdzieś tam daleko na piątym planie. Walka na noże aż tak mi nie przeszkadza, podoba mi się zgadywanko czy mam zrobić unik czy parry, ładnie to jest wyreżyserowane i ma jakąś dynamikę, ale skradanie to faktycznie tragedia. Strzelania póki co było za mało :/ czyli w sumie zostaje granko dla fabuły i widoków.
-
CRONOS: The New Dawn
No ok, coś w tym jest. Sam parę razy bym puścił kleksa w gacie jak sobie siedziałem bezpiecznie w krzaczku w Fortnite i drugi krzaczek obok mnie zaczął nagle celować w moim kierunku z bazooki
-
Resident Evil 9 Requiem
Resident Evil jest tak dobre, że Capcom może pokazać tylko krótki, walking-simowy fragment na którym nic się nie dzieje, a i tak zgarnia GOTY pół roku przed premierą https://www.gamesindustry.biz/resident-evil-requiem-wins-big-at-gamescom-awards-2025
-
CRONOS: The New Dawn
Większość ludzi chce się przy giereczkach po prostu odstresować, a survival horrory, w których robisz pod siebie ze strachu i często oferują wysoki poziom trudności, są dla nich zaprzeczeniem relaksu. Dlatego to nigdy nie będzie popularny gatunek, podobnie jak gry logiczne czy strategie, bo trzeba przy nich myśleć, a to też Januszowi zbombanemu po 12 godzinach zapierdolu w kołochozie nie kojarzy się z odpoczynkiem. Młodzi z kolei to takie pizdy, że u nich pewnie Gregory Horror Show wywołałby traumę do końca życia, nie mówiąc o takich tytułach jak Silent Hill lub Dead Space, więc wybierają szybki zastrzyk dopaminki przy Fortnite czy innym Pab Dżi. Resident Evil wiadomo że jest tu ewenementem, siła marki robi swoje, fanbaza też jest ogromna, ale gdyby inny deweloper wypuścił coś na podobnym poziomie, tylko pod inną nazwą, to pewnie nie sprzedałaby się nawet połowa kopii w porównaniu do takiego RE2.
-
CRONOS: The New Dawn
Ale naprawdę jest mało czy tak jak w SH2, gdzie pisaliście, że malutko, a u mnie kieszenie pękały w szwach od amunicji i apteczek? Pewnie większość tych marud leci na pałę omijając połowę towaru, ale jeżeli ktoś liże wszystkie ściany, to nie będzie się specjalnie martwił. Hardzik dostępny od początku?
- Boomer Horror - hidden gemy & niszowe horrory
-
Resident Evil 9 Requiem
- Jak bardzo jest pan jebnięty? - Gram w gry z polskim dubbingiem - W takim razie zapraszamy na oddział zamknięty. Jeszcze niech dadzą Boberka do roli Leona i mamy bingo.
-
Resident Evil 9 Requiem
Ale gierka mogłaby wyglądać i działać jeszcze lepiej, gdyby skupili się tylko na current-genach. 5 lat od premiery PS5 i dalej nie doczekaliśmy się prawdziwie nowoczesnego Residenta. To tak jakby w 2009 roku wyszedł RE5 graficznie prezentując się jak RE4 i ani trochę lepiej, a ludzie klaskaliby uszami "no bo przecież Czwórka dobrze wygląda, więc nam to wystarczy". I tak jak nie wierzę w ploty od CuckGolema, tak ostatnie gorzkie żale Capcomu, że PS5 kosztuje zbyt dużo i przez to sprzedaje się mniej ich gier szły by w parze z tym newsem. Wiadomo, baza posiadaczy PS4 jest spora, więc opchną w ten sposób dużo więcej kopii...
-
CRONOS: The New Dawn
Callisto nie było crapem, natomiast problem z tą grą był taki, że nie był do dobry tytuł ani dla ludzi, którzy raczej stronią od horrorów, ani też dla fanów gatunku. Pierwsze pół godziny? Klimat, styl, względna schiza. Wszystko później? Fighting Force w kosmosie. Jakby dodali tryb multi, gdzie w coopie nakurviałoby się mutanty gazrurkami to nie zrobiłoby grze żadnej różnicy. Aż mnie dziwi, że zrobił to taki weteran jak Schofield, który nie ogarnął że wesołe nawalnie melee i horror nie chodzą ze sobą w parze. Teraz ten sam błąd robią ziomeczki od Silent Hill f.
-
CRONOS: The New Dawn
Dla mnie spoko, grałem w o wiele bardziej budżetowe horrorki i tak bawiłem się lepiej niż przy większości AAA. Piszecie że jest klimat, fajne lokacje, walka "taka se", ale dla mnie najważniejsze że w ogóle jest: wolę średnio zrobione strzelanko, ale w sensownej ilości (Daymare, Deadly Premonition, Crow Country itp) niż bardzo dobrze zrobione, ale raz na godzinę (Call of Cthulhu, Alan Wake 2). Po weekendzie jak ktoś będzie sprzedawał to chętnie dziabnę
-
CRONOS: The New Dawn
Rozwiniesz, bo nie rozumiem w czym problem? Jedno i drugie to survival horror z dużą dawką strzelania i eksploracji, oba od mniejszego studia z ograniczonym budżetem i mocami przerobowymi. Ja tu nie porównuję Resident Evil 4 do Outlasta, tylko dwie gry które są do siebie bardzo podobne i powstawały w podobnych warunkach. I wyjątkowo nie śmieszkuję teraz, tylko pytam poważnie: czy jest tak drętwo jak w Daymare czy jednak kapkę lepiej?
-
CRONOS: The New Dawn
Grał ktoś z forum w potężne Daymare od potężnego studia Invader? Jakbyście porównali strzelanko z tej serii do Cronosa? Na pewno nie jest aż tak źle :)
-
CRONOS: The New Dawn
Kurcze, no nikt się nie spodziewał. Chyba jednak musimy jeszcze troszkę poczekać z tymi potężnymi Blooberami :(
-
Resident Evil 9 Requiem
Plota od Dusk Golema, więc to mocne PODOBNO. Oby nie, bo fajnie byłoby zagrać w końcu w prawdziwie nextgenowe RE xD
-
CRONOS: The New Dawn
Granie w survival horrory na easy, to jak seks z super grubą gumką durex extra safe. Niby czujesz się bezpieczniej i masz ten komfort psychiczny, ale przyjemności z tego zero.
-
Cinema news
Strasznie chujowo to wygląda, ale w sumie nic dziwnego Pani znana z takich hitów jak reboot Candymana czy Marvels