Opublikowano 31 grudnia 202531 gru Rok się kończy, trochę czasu minęło od ostatniego posta, więc żeby zamknąć rok pochwalę się tym, co udało się ograć w ostatnich tygodniach:Call of Duty: Infinite WarfareNadrabiania serii CoD ciąg dalszy. I znów odsłona w klimatach science-fiction. No cóż, generalnie nie grało się źle. Dużo się dzieje, czuć rozmach, obecny praktycznie od samego początku i pierwszej misji. Jest kilka usprawnień, na pewno gra się zdecydowanie lepiej, niż w przypadku Black Ops III. Nie zmienia to jednak faktu, że osadzenie trzech gier pod rząd (Advanced Warfare, Black Ops III, Infinite Warfare) w klimatach sf to jednak już zmęczenie materiału. Najlepiej świadczy o tym fakt, że jakiś miesiąc po ukończeniu gry, za bardzo już nic z fabuły nie pamiętam. 7/10Call of Duty: WWIICzuć zmianę w serii. Mamy tu dojrzałą fabułę, osadzoną w czasach II Wojny Światowej. Ten klimat, zagrożenie, czuć. Do tego mamy kompanów, z którymi można się zżyć. Sama historia krótka, ale intensywna. Mamy bezpośrednie strzelanie, jest trochę skradania, "snajpowania", jazdy czołgiem. Dzieje się. Ta zmiana była potrzebna i mimo tego, że od premiery minęło już osiem lat (a niedługo już dziewięć) to jednak jest to pozycja, którą śmiało można ograć i teraz. Zwłaszcza, że obecnie na rynku gier w tych realiach za dużo nie znajdziecie. 8+/10 Robocop: Rogue CityNie znam filmowej odsłony Robocopa, dlatego też ciężko mi porównywać tę grę do tych produkcji, nie mam też żadnej nostalgii. Słyszałem, że tu się fajnie strzela i wiecie co? Rzeczywiście fajnie się strzela. To jest główna zaleta tej gry. Jesteśmy kimś, jesteśmy maszyną i to czuć. Strzelanie jest satysfakcjonujące, headshoty pięknie wchodzą. Sama fabuła jest spoko, może tu nie ma wielkiej, skomplikowanej historii, ale całość jest całkiem strawna. Do tego fajnie, że twórcy postanowili stworzyć "mini otwarty świat" z misjami pobocznymi, bo wprowadza to pewne urozmaicenie.Na minus nużące walki z bossami, ale da się to przeżyć. Do tego dochodziły jakieś drobne problemy natury technicznej. To jednak typowe drobnostki, które nie psują znacząco odbioru tej gry. Gry, ktora jest solidną produkcją. Czuć, że nie ma tu klimatu wielkiej gry z budżetem, natomiast to solidny przedstawiciel rynku AA. No i fajnie, że stworzony przez polski team. 7+/10 Edytowane 31 grudnia 202531 gru przez lukas_k96
Opublikowano wczoraj o 10:58 1 dzień "Thank Godness Your're Here!" - przyjemna przygodówka garściami czerpiąca z najlepszych tradycji brytyjskiego humoru. W sam raz na wypoczynek po Sylwestrze. Mechanicznie bardzo prosta, bo rozgrywka polega na przechodzeniu z planszy na planszę i wykonywaniu mniej lub bardziej absurdalnych zadań, opartych na prostym platformowaniu oraz uderzaniu we wszystko co się da. Generalnie bieda, ale do przodu pcha nas właśnie absurdalny humorek oraz wszelakie interakcje które może wywołać ze światem gry. Ot, uderzysz worek na śmieci - wyskakują szczurki. Widzisz ziomeczka z burgerem na ławce? Szturchnij go, a gra wyświetli animację gdy próbuje złapać swoje jedzenie.Zrobione jest to o tyle fajnie, że dobrze imituje wrażenie jakby ten mikroświat naprawdę żył. Tym bardziej że nawet jeżeli przez jakąś planszę przechodzimy kolejny raz to zawsze coś nowego się na niej dzieje - jakaś interakcja, unikalny dialog, NPCe przemieszają się z miejsca na miejsce itp. Jak ktoś lubi brytyjskie, absurdalne poczucie humoru to będzie się tutaj dobrze bawił. Moja ulubiona postać to pewien ślusarz który musi wychylić piwko z rana żeby w ogóle zacząć robotę. Ach no i pełno tu gagów/dowcipów/podśmiechujków w tle dla uważnych - aż mi się przypomniały komiksy Dona Rosy.Bywa lekko niepoprawnie i złośliwie pod względem poczucia humoru, choć tutaj mam wrażenie że twórcy mogli wrotki odpiąć nieco bardziej jeszcze. Gra jest też dość krótka (max 2-3 godzinki), ale no bawiłem się całkiem całkiem czekając na kolejny gag od twórców. Gry rzadko kiedy są tak faktycznie, naturalnie zabawne, a ta akurat jest więc szacun dla twórców. Do tego giereczka jest w abonamencie Plus Extra więc tym bardziej skorzystałem, bo za standardową cenę (chyba z 80 zł) to by mnie dupa bolała bo jednak abominacja z taką ceną za tak prosty gameplay. ;)Dodatkowy plusik, za piękny title screen. Zresztą całe intro ze zmontowanymi kawałkami wideo z widoczkami z robotniczej Brytanii jest cudne. Edytowane wczoraj o 16:55 1 dzień przez Cedric
Opublikowano wczoraj o 12:27 1 dzień Astro Bot - napisane i powiedziane o bociku już było wiele i wszystko zgodnie z prawdą. Piękna przygoda, wspaniałe efekty i wykorzystanie pada, odpowiedni poziom trudności (z wyjątkiem tego ostatniego challenge, które napsuło mi krwi). Wzór growy do naśladowania. 10/10
Opublikowano wczoraj o 14:41 1 dzień 2 godziny temu, Rudiok napisał(a):odpowiedni poziom trudnościPrzecież poziom trudności w zasadzie tu nie istnieje.
Opublikowano wczoraj o 20:04 1 dzień Super Mario 3D World - Dzisiaj oceniam tę grę o wiele lepiej niż 10 lat temu. Ale trzeba przyznać, że potrafi być trudna, a kamera i poczucie dystansu jest tutaj na naszą niekorzyść. A jest piekielnie trudna kiedy gramy w dwie osoby. Szczególnie jak ta druga osoba to samica, która gra casualowo. Ale daliśmy radę. Ale ten specjalny świat przejdę już sam. 8/10
Opublikowano wczoraj o 20:29 1 dzień Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Mam kilka gier życia, które nie dość, że niosą za sobą piękne wspomnienia z życia prywatnego to jeszcze same w sobie dostarczyły niezapomnianych chwil. Jedną z takich gier jest Final Fantasy VII i gdy pierwszy raz pokazano trailer Remake'u wydawało mi się, że już żadna lepsza gra z mojej listy nie dostanie drugiego życia, ale wtedy pojawił się on - połączenie Johna Rambo z Jamesem Bondem o wyglądzie Kurta Russella z Ucieczki z Los Angeles, żołnierz kompletny, maszyna nie czująca bólu ani strachu, posyłany tam, gdzie inni nie dali by rady, ale jednocześnie samotny i czasami walczący sam przeciwko całemu światu, stary kumpel z którym spędziłem wiele wieczorów przy konsoli i którego znam większość mojego życia - Big Boss znany jako Snake, tylko że w nowym wydaniu. Odświeżoną wersję trzeciej części MGS otrzymałem jako prezent urodzinowy 4 września, a więc około tydzień po premierze. Po raz kolejny po 14 latach usiadłem z padem w ręce, aby wziąć udział w cichej bitwie pomiędzy mocarstwami atomowymi w środku zimnej wojny, odkrywając misterne plany każdej ze stron, śledząc poczynania potrójnych agentów i kolejny raz towarzysząc Snake'owi od jego wojskowych narodzin do stania się wywiadowczą legendą, czyli Big Bossem. Pomimo przeczytania wielu negatywnych komentarzy na temat stanu gry tuż po premierze, nie uświadczyłem żadnych przykrych niespodzianek. Piękna grafika, wspaniale i szczegółowo odwzorowana dżungla oraz postacie, ścieżka audio pozwalająca wtopić się w klimat radzieckich lasów i baz wojskowych, a przede wszystkim dialogi przez codec wciągające dokładnie tak, jak je zapamiętałem i dające namiastkę obecności innych osób podczas samotnej misji. Wszystkie cutscenki odwzorowano jak w pierwowzorze, dubbing ponoć również jest oryginalny z jedynie kilkoma dogranymi dialogami. Na starcie, poza poziomem trudności, można wybrać nowy system widoków, czyli w zasadzie widok z trzeciej osoby, oraz "Legacy" gdzie kamera jest zawieszona dokładnie tak jak za czasów PS2. Z rzeczy do których mogę się doczepić to częste ekrany ładowania rozłożone dokładnie tak jak w oryginale, a więc oglądamy je dosyć często z powodu pokrojonych na małe kawałki poziomów. Inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia, choć nie grałem na najtrudniejszym dostępnym poziomie. Tytuł ciężko jest ocenić przez pryzmat dzisiejszych standardów. Częste ekrany ładowania, krótka kampania, podstarzałe mechaniki. Ale jednocześnie wciągająca filmowa fabuła, zwroty akcji, bohaterowie z którymi gracz chce się utożsamiać. Osobiście wskazałem tę grę jako GOTY w głosowaniu forumka na grę roku, choć pewnie przemawia przeze mnie nostalgia, ale to właśnie świadczy o fenomenie tej gry. Po ponad 14 latach od przejścia oryginału bawiłem się jeszcze lepiej. Był to powrót nie tylko do znanych oraz odświeżonych lokacji i wydarzeń, ale także przejście po ścieżce wspomnień z mojego prywatnego życia, gdy człowiek inaczej patrzył na świat, gdy nie był tak przez życie doświadczony i gdy wszystko było lepsze. Po ucieczce Kojimy z Konami delektowałem się każdą minutą gry w Phantom Pain myśląc, że to moje ostatnie chwile z MGSem, ale teraz pojawiła się nadzieja na kolejne powroty a być może też na coś więcej... Bez wątpienia jedna z gier mojego życia i remake jakiego się spodziewałem.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.