Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

własnie ukonczyłem...

Featured Replies

Opublikowano

Rok się kończy, trochę czasu minęło od ostatniego posta, więc żeby zamknąć rok pochwalę się tym, co udało się ograć w ostatnich tygodniach:

Call of Duty: Infinite Warfare

Nadrabiania serii CoD ciąg dalszy. I znów odsłona w klimatach science-fiction. No cóż, generalnie nie grało się źle. Dużo się dzieje, czuć rozmach, obecny praktycznie od samego początku i pierwszej misji. Jest kilka usprawnień, na pewno gra się zdecydowanie lepiej, niż w przypadku Black Ops III. Nie zmienia to jednak faktu, że osadzenie trzech gier pod rząd (Advanced Warfare, Black Ops III, Infinite Warfare) w klimatach sf to jednak już zmęczenie materiału. Najlepiej świadczy o tym fakt, że jakiś miesiąc po ukończeniu gry, za bardzo już nic z fabuły nie pamiętam. 7/10

Call of Duty: WWII

Czuć zmianę w serii. Mamy tu dojrzałą fabułę, osadzoną w czasach II Wojny Światowej. Ten klimat, zagrożenie, czuć. Do tego mamy kompanów, z którymi można się zżyć. Sama historia krótka, ale intensywna. Mamy bezpośrednie strzelanie, jest trochę skradania, "snajpowania", jazdy czołgiem. Dzieje się. Ta zmiana była potrzebna i mimo tego, że od premiery minęło już osiem lat (a niedługo już dziewięć) to jednak jest to pozycja, którą śmiało można ograć i teraz. Zwłaszcza, że obecnie na rynku gier w tych realiach za dużo nie znajdziecie. 8+/10

Robocop: Rogue City

Nie znam filmowej odsłony Robocopa, dlatego też ciężko mi porównywać tę grę do tych produkcji, nie mam też żadnej nostalgii. Słyszałem, że tu się fajnie strzela i wiecie co? Rzeczywiście fajnie się strzela. To jest główna zaleta tej gry. Jesteśmy kimś, jesteśmy maszyną i to czuć. Strzelanie jest satysfakcjonujące, headshoty pięknie wchodzą. Sama fabuła jest spoko, może tu nie ma wielkiej, skomplikowanej historii, ale całość jest całkiem strawna. Do tego fajnie, że twórcy postanowili stworzyć "mini otwarty świat" z misjami pobocznymi, bo wprowadza to pewne urozmaicenie.

Na minus nużące walki z bossami, ale da się to przeżyć. Do tego dochodziły jakieś drobne problemy natury technicznej. To jednak typowe drobnostki, które nie psują znacząco odbioru tej gry. Gry, ktora jest solidną produkcją. Czuć, że nie ma tu klimatu wielkiej gry z budżetem, natomiast to solidny przedstawiciel rynku AA. No i fajnie, że stworzony przez polski team. 7+/10

Edytowane przez lukas_k96

  • Odpowiedzi 14,4 tys.
  • Wyświetleń 1,4 mln.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Najpopularniejszy posty

  • Jak widze forumowych "wspierajacych" day 1:   czwartek, caly dzien, statusy na forum - gdzie ten ku.rwa kurier, zaje.bie ch.uja, juz czwartek a jeszcze go nie ma, no ku.rwa lepiej zeby byl przed we

  • Call of Duty Black Ops 3 - nigdy nie lubiłem podserii Black Ops. Jedynka doceniana za fajny scenariusz moim zdaniem klęka od natłoku złych gameplayowych rozwiązań, dwójka miała tak żenująco naciąganą

  • kotlet_schabowy
    kotlet_schabowy

    Kingdom Come: Deliverance (PS4) Przykład na to, że gierkom warto dawać drugą, a czasami nawet trzecią szansę. Tym bardziej, jeśli instynktownie czujemy, że ów gra powinna nam siąść, tylko coś początk

Opublikowano

"Thank Godness Your're Here!" - przyjemna przygodówka garściami czerpiąca z najlepszych tradycji brytyjskiego humoru. W sam raz na wypoczynek po Sylwestrze. Mechanicznie bardzo prosta, bo rozgrywka polega na przechodzeniu z planszy na planszę i wykonywaniu mniej lub bardziej absurdalnych zadań, opartych na prostym platformowaniu oraz uderzaniu we wszystko co się da. Generalnie bieda, ale do przodu pcha nas właśnie absurdalny humorek oraz wszelakie interakcje które może wywołać ze światem gry. Ot, uderzysz worek na śmieci - wyskakują szczurki. Widzisz ziomeczka z burgerem na ławce? Szturchnij go, a gra wyświetli animację gdy próbuje złapać swoje jedzenie.

Zrobione jest to o tyle fajnie, że dobrze imituje wrażenie jakby ten mikroświat naprawdę żył. Tym bardziej że nawet jeżeli przez jakąś planszę przechodzimy kolejny raz to zawsze coś nowego się na niej dzieje - jakaś interakcja, unikalny dialog, NPCe przemieszają się z miejsca na miejsce itp. Jak ktoś lubi brytyjskie, absurdalne poczucie humoru to będzie się tutaj dobrze bawił. Moja ulubiona postać to pewien ślusarz który musi wychylić piwko z rana żeby w ogóle zacząć robotę. leo

Ach no i pełno tu gagów/dowcipów/podśmiechujków w tle dla uważnych - aż mi się przypomniały komiksy Dona Rosy.

thank-goodness-youre-here-3-2560x1440-2862966c898b.jpg

Bywa lekko niepoprawnie i złośliwie pod względem poczucia humoru, choć tutaj mam wrażenie że twórcy mogli wrotki odpiąć nieco bardziej jeszcze.

Gra jest też dość krótka (max 2-3 godzinki), ale no bawiłem się całkiem całkiem czekając na kolejny gag od twórców. Gry rzadko kiedy są tak faktycznie, naturalnie zabawne, a ta akurat jest więc szacun dla twórców. Do tego giereczka jest w abonamencie Plus Extra więc tym bardziej skorzystałem, bo za standardową cenę (chyba z 80 zł) to by mnie dupa bolała bo jednak abominacja z taką ceną za tak prosty gameplay. ;)

Dodatkowy plusik, za piękny title screen. Zresztą całe intro ze zmontowanymi kawałkami wideo z widoczkami z robotniczej Brytanii jest cudne.

pobrane.jpg

Edytowane przez Cedric

Opublikowano

Astro Bot - napisane i powiedziane o bociku już było wiele i wszystko zgodnie z prawdą. Piękna przygoda, wspaniałe efekty i wykorzystanie pada, odpowiedni poziom trudności (z wyjątkiem tego ostatniego challenge, które napsuło mi krwi). Wzór growy do naśladowania. 10/10

Screenshot_20260102_132633_PS App.jpg

Screenshot_20260102_132643_PS App.jpg

Opublikowano
2 godziny temu, Rudiok napisał(a):

odpowiedni poziom trudności

Przecież poziom trudności w zasadzie tu nie istnieje.

Opublikowano

Super Mario 3D World - Dzisiaj oceniam tę grę o wiele lepiej niż 10 lat temu. Ale trzeba przyznać, że potrafi być trudna, a kamera i poczucie dystansu jest tutaj na naszą niekorzyść. A jest piekielnie trudna kiedy gramy w dwie osoby. Szczególnie jak ta druga osoba to samica, która gra casualowo. Ale daliśmy radę. Ale ten specjalny świat przejdę już sam.

8/10

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Mam kilka gier życia, które nie dość, że niosą za sobą piękne wspomnienia z życia prywatnego to jeszcze same w sobie dostarczyły niezapomnianych chwil. Jedną z takich gier jest Final Fantasy VII i gdy pierwszy raz pokazano trailer Remake'u wydawało mi się, że już żadna lepsza gra z mojej listy nie dostanie drugiego życia, ale wtedy pojawił się on - połączenie Johna Rambo z Jamesem Bondem o wyglądzie Kurta Russella z Ucieczki z Los Angeles, żołnierz kompletny, maszyna nie czująca bólu ani strachu, posyłany tam, gdzie inni nie dali by rady, ale jednocześnie samotny i czasami walczący sam przeciwko całemu światu, stary kumpel z którym spędziłem wiele wieczorów przy konsoli i którego znam większość mojego życia - Big Boss znany jako Snake, tylko że w nowym wydaniu.

Odświeżoną wersję trzeciej części MGS otrzymałem jako prezent urodzinowy 4 września, a więc około tydzień po premierze. Po raz kolejny po 14 latach usiadłem z padem w ręce, aby wziąć udział w cichej bitwie pomiędzy mocarstwami atomowymi w środku zimnej wojny, odkrywając misterne plany każdej ze stron, śledząc poczynania potrójnych agentów i kolejny raz towarzysząc Snake'owi od jego wojskowych narodzin do stania się wywiadowczą legendą, czyli Big Bossem. Pomimo przeczytania wielu negatywnych komentarzy na temat stanu gry tuż po premierze, nie uświadczyłem żadnych przykrych niespodzianek. Piękna grafika, wspaniale i szczegółowo odwzorowana dżungla oraz postacie, ścieżka audio pozwalająca wtopić się w klimat radzieckich lasów i baz wojskowych, a przede wszystkim dialogi przez codec wciągające dokładnie tak, jak je zapamiętałem i dające namiastkę obecności innych osób podczas samotnej misji. Wszystkie cutscenki odwzorowano jak w pierwowzorze, dubbing ponoć również jest oryginalny z jedynie kilkoma dogranymi dialogami. Na starcie, poza poziomem trudności, można wybrać nowy system widoków, czyli w zasadzie widok z trzeciej osoby, oraz "Legacy" gdzie kamera jest zawieszona dokładnie tak jak za czasów PS2. Z rzeczy do których mogę się doczepić to częste ekrany ładowania rozłożone dokładnie tak jak w oryginale, a więc oglądamy je dosyć często z powodu pokrojonych na małe kawałki poziomów. Inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia, choć nie grałem na najtrudniejszym dostępnym poziomie. 

Tytuł ciężko jest ocenić przez pryzmat dzisiejszych standardów. Częste ekrany ładowania, krótka kampania, podstarzałe mechaniki. Ale jednocześnie wciągająca filmowa fabuła, zwroty akcji, bohaterowie z którymi gracz chce się utożsamiać. 

Osobiście wskazałem tę grę jako GOTY w głosowaniu forumka na grę roku, choć pewnie przemawia przeze mnie nostalgia, ale to właśnie świadczy o fenomenie tej gry. Po ponad 14 latach od przejścia oryginału bawiłem się jeszcze lepiej. Był to powrót nie tylko do znanych oraz odświeżonych lokacji i wydarzeń, ale także przejście po ścieżce wspomnień z mojego prywatnego życia, gdy człowiek inaczej patrzył na świat, gdy nie był tak przez życie doświadczony i gdy wszystko było lepsze.

Po ucieczce Kojimy z Konami delektowałem się każdą minutą gry w Phantom Pain myśląc, że to moje ostatnie chwile z MGSem, ale teraz pojawiła się nadzieja na kolejne powroty a być może też na coś więcej... Bez wątpienia jedna z gier mojego życia i remake jakiego się spodziewałem.

metal-gear-big-boss.jpg

Opublikowano

Transformers: War for Cybertron (PS3)

Pierwsza gra ukończona w 2026, ale ogólnie to trzecie bądź czwarte przejście WfC, którego ograłem już na przestrzeni lat na PC. Choć sequel Fall of Cybertron stawiam znacznie wyżej, to oryginał uważam zestarzał się bardzo dobrze i nadal zapewnia mnóstwo niezobowiązującej zabawy. Wychowałem się na Transformersach i świat, który wykreował High Moon Studios w swej serii gier to chyba najlepsza koncepcja tej marki, jaka powstała. Tym bardziej szkoda, że jak na Activision przystało, studio zostało uśmiercone a jakiekolwiek szanse na kolejne gry, czy nawet remastery praktycznie przepadły.

WfC akurat na PS3 przeszedłem z czystej ciekawości i fanaberii. Gra wygląda obrzydliwie i gubi klatki niemal nieustannie. Loadingi są częste, a tekstury często nie nadążają się wczytywać, przez co niektóre cut-scenki wyglądają gorzej niż gry z ery PS2. Miałem też skrobnąć małą złośliwość nt. celowania padem w grach TPP, ale w sumie w przypadku dużych, powolnych robotów właściwie nie wypada to wcale tak źle, a z ukończeniem gry nie miałem szczególnych problemów. Co prawda duża tego zasługa dość hojnych checkpointów, bo zgonów trochę zaliczyłem na domyślnym poziomie trudności, ale ogólnie grało mi się bardzo dobrze.

Sama gra to w sumie prosty i dość liniowy TPS w świecie Transformerów stworzony w Unreal Engine 3. Ta wersja UE wyjątkowo pasuje do tego konkretnego świata, bowiem szarobure kolory bardzo ładnie odzwierciedlają mechaniczny świat robotów. I choć Fall of Cybertron udało się dodać nieco koloru, to nawet przy powtórnym przejściu War for Cybertron byłem pod wrażeniem ogólnej kreacji świata i lokacji. Pomimo paskudnych konsolowych tekstur i framerate'u...

Koncept transformujących się robotów idealnie sprawdza się w grze. To nie zwyczajny shooter trzecioosobowy, ale też okazja do sterowania pojazdami, zarówno naziemnymi, jak i powietrznymi. Każdy z dziesięciu rozdziałów pozwala nam wybrać jednego z trzech robotów, zazwyczaj różniących się klasami, uzbrojeniem i zdolnościami specjalnymi. Fajna sprawa zachęcająca do powtórnego przejścia gry, gdyż różnice bywają dość znaczące. Zarazem był to fajny sposób na przedstawienie większej ilości ikonicznych postaci/robotów w grze. Poziomy są dość urozmaicone i dające wiele okazji do zabawy zarówno w formie robota, jak i pojazdu.

Wspomniałem, że twór High Moon Studios to najlepsza wizja TF jaką widziałem i charakteryzacja postaci i kreacja świata mają tutaj duże znaczenie. W grze cały czas coś się dzieje a strzelanie jest niemal nieustannie urozmaicane rozmowami między postaciami i innymi interakcjami. Nie wiem, jak do tego podejdzie ktoś, kto o TF nie ma bladego pojęcia, ale ja do dziś mam ogromną radochę nawet z subtelnych nawiązań, albo interakcji bohaterów. Nie jest to bajkowy świat kreskówki, w której nikt do czasów filmu pełnometrażowego nie miał prawa zginąć, lecz brudny, brutalny konflikt. Daje się to odczuć nawet podczas walki, podczas eliminacji kolejnych wrogów, często eksplodujących czy tracących głowy od celnego headshota.

Gierka na raptem kilka godzin, ale jak już wspomniałem, przeszedłem ją po raz kolejny i wciąż bawiłem się bardzo dobrze, pomimo prostoty, czy archaizmów. Co prawda Multiplayer, Co-Op, czy tryb Escalation nie są już aktywne, ale sama kampania to wciąż kilka godzin dobrej zabawy, szczególnie dla fana TF.

Sequel Fall of Cybertron na PC ograłem dziesiątki razy na PC, ale wersja PS3 ląduje w napędzie jako kolejna do ogrania. Również dla zasady, czy fanaberii, żeby zobaczyć, jak wypadła wersja konsolowa. Bo akurat FoC to jedna z moich ulubionych gier akcji po dziś dzień.

Opublikowano

Silent Hill 2 Remake

No kurde dawno po skończeniu gdy nie czułem takiego mętliku w głowie. Zajebista gra, podobało mi się wszystko oprócz zbyt dużej ilości przeciwników (szybko znika przez to element strachu przed nimi) no i gra mogłaby być trochę krótsza. Wiele z tych ponad 20h to było szwędanie się po pustych pokojach jak w TLOU2. Spokojnie mogło by to się zamknąć w 15h. Gameplay to typowe chodzenie po pokojach i szukanie kluczy żeby otworzyć drzwi żeby otworzyć sejf żeby otworzyć bramę żeby otworzyć (wiadomo o co chodzi) i rozciąganie tego na 20h to troche za dużo.

Ale to drobiazgi bo gra jest genialna. Pod względem scenariusza jedna z lepszych rzeczy jakich miałem okazję doświadczyć w grach.

9/10

Opublikowano

Tomb Raider Legend

Od dawna się przymierzałem, by usiąść do tych starych Tomb Raiderów z ery PS2/PS3. Wziąłem wersję ze wstecznej na PS5. I wiem, że to nie najlepszy sposób na ogranie tego tytułu, bo to przecież wersja na PS2, a nie PS3 czy X360. Niemniej już wolałem wersję ze wstecznej w 1080p, niż mieć ładniejszą grafikę, ale męczące 720p na PS3 odpalone na telewizorze 4K.

Graficznie jest dość przeciętnie, bo wszystko jest rozmyte, niemniej ja mam wysoką tolerancję. Co ciekawe, Tomb Raider Anniversary również działający we wstecznej wygląda o wiele lepiej. Jest o wiele ostrzej i ładniej, ale za ten tytuł wezme sie pozniej.

Sama gra jest przyjemna. Zwiedzamy różnorodne miejscówki, w tym różne świątynie. Gra jest dość krótka — przejście zajęło mi tylko 7h. Lokacje nie są jakieś super skomplikowane. Są ciekawe zagadki, ale raczej proste. Wchodzimy do tych świątyń, jesteśmy tam może z 10–15 min i zaraz wychodzimy. Powiedziałbym, że gra jest mega krokiem wstecz względem Tomb Raiderów z PS1, jeśli chodzi o poziom skomplikowania lokacji. Ale też chyba z założenia nie miały one być tak skomplikowane.

Gra jest nadal przyjemna, mechaniki wspinaczki są dopracowane, strzelanie jest satysfakcjonujące, a Lara rzuca śmiesznymi tekstami w trakcie gry. Powiedziałbym, że grze bliżej do Uncharted niż do klasycznych Tomb Raiderów. Jeśli ktoś szuka tego typu krótkich przygód, to polecam.

Edytowane przez Lukas_AT

Opublikowano

Prince of Persia: The Two Thrones HD [PS3]

[zdjęcia telewizora included]

1767604529781.jpg

Zgodnie ze swoją już trzyletnią tradycją, w okresie świątecznym przypominam sobie jednego z już klasycznych PoPów. W tym roku padło na Dwa Trony, które przyznaję, że pamiętałem chyba najsłabiej z całej trylogii.

Jest liniowo i sam nie wiem czy jestem z tego powodu rozczarowany, czy zadowolony. Poprzedniczka całkiem miło zaskakiwała strukturą, gdy okazywało się, że cała mapa gry rozpisana jest na planie Zamku Czasu i regularnie wracaliśmy do znajomych pomieszczeń, ale często z zupełnie innej strony. The Two Thrones poniekąd zalicza w tym względzie regres, bo nie sili się na tego rodzaju kreatywność. Kolejne etapy przygody pokonujemy jak po sznurku i nigdy już do zaliczonych lokacji nie wracamy. Ma to oczywiście swoje zalety i wielu graczy zapewne to doceni, ale nie mogę się wyzbyć wrażenia, że twórcom zabrakło ambicji, by coś w tym temacie pokombinować.

Pokominowano za to w aspekcie walki i znów zdania będą podzielone. Z racji, że podstawową bronią Księcia tym razem jest zaledwie sztylecik, to gra kładzie nacisk na… elementy stealth. Ciche zabójstwa są w tej grze mocno premiowane, szczególnie w specyficznych sytuacjach, bo gdy wrogowie nas zauważą, to mogą wezwać wsparcie i zamiast trzech przeciwników, nagle robi się ich dziesięciu lub dwunastu. A my tylko z tym nożykiem do obierania kartofli i możliwością podniesienia oręża po wrogu (ale ta się niszczy). W takiej sytuacji walki mogą się nieprzyjemnie przeciągać i nawet nieco nużyć. Często wolałem wrócić do checkpointu i podjąć ponowną próbę skradania, niż szarpać się z respawnem przeciwników i niespecjalnie satysfakcjonującą walką. Tej jest nieco więcej pod koniec gry, ale wtedy mamy już narzędzia, które starcia uprzyjemniają i przyspieszają, więc całe szczęście.

Z rzeczy, które służą urozmaiceniu zabawy trzeba wspomnieć o sekwencjach jazdy rydwanem. Nie ma ich wiele i nie są jakoś wyjątkowo udane, ale doceniam, że twórcy wykazali się jakąś inicjatywą i kreatywnością. Gorzej im poszło z pomysłem, na wykorzystanie “Mrocznego Księcia”, bo to miały być fragmenty tworzące presję czasową i niby im się to udaje, ale jednocześnie nie są specjalnie emocjonujące.

1767604529775.jpg

Poza tym co ja tu będę? Prince of Persia jaki jest, to wszyscy raczej wiedzą. Sekwencje platformowe to nadal sól tego cyklu i właśnie za te elementy go cenię. Tutaj również działają jak należy, są płynne, intuicyjne i miękko animowane. Książę porusza się z gracją i tylko sporadycznie źle odczytywał moje intencje, albo nie złapał się krawędzi, choć powinien. To wszystko detale bez większego wpływu na ogólny odbiór gry. Dodano też możliwość "rozparcia" się pomiędzy dwiema ścianami i swobodnego przesuwania wzdłuż takiego komina.

Oczywiście Trylogia Prince of Persia HD na PS3 ma opinię mocno nieudanej i kiepsko zoptymalizowanej. Da się grać, można się przyzwyczaić, szczególnie jeśli oryginału się nie pamięta wyraźnie. Brak filtra na ekran trochę boli, bo gra przez to traci na miękkości wizualnej i jest przez to nieco kanciasta. Jednak mnie osobiście najbardziej irytowały nieustanne problemy z dźwiękiem, bo do tego nie trzeba niczego pamiętać. Tutaj mamy chyba cały zestaw felerów audio: stale zmieniające się różnice poziomów głośności, brak synchronizacji, myląca kierunkowość, zanikanie dźwięku i pojawianie się nagle, dialogi zagłuszane przez muzykę. Wizualnie wiele potrafię znieść, ale dźwiękowo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. No, ale to kwestia portów i nie pozwolę, by nieudolność ludzi odpowiedzialnych za konwersję wpłynęła na moje uczucia do oryginałów.

Bo całą trylogię Piasków Czasu uwielbiam. Każda część ma swoje grzeszki i przywary, wszystkie chwilami mnie lekko frustrowały walką, ale z upływem czasu wszystkie wspominam z sympatią i uczuciem. Zapewne większość graczy ma swoją faworytkę pośród tej trójki, ja chyba nie potrafię jej wskazać, choć gdybym został zmuszony, to najbardziej cenię Sands of Time, za bycie pierwszą i na wskroś baśniową.

A jak tam u Was? Piszcie w komentarzach, dajcie suba.

Batman: Arkham City [PS4]

Podobnie jak w przypadku Prince of Persia, coroczny powrót do jakiegoś Arkham jest moja małą tradycją, póki mi się gry z cyklu nie skończą. Potem będę musiał poszukać nowych tradycji. Tymczasem przypomniałem sobie Arkham City i choć latanko Nietoperzem nadal dostarcza frajdy, a obijanie mord praktycznie się nie zestarzało, to kilka mniejszych kwestii zapamiętałem nieco lepiej. I muszę to z siebie wyrzucić.

Przede wszystkim rozczarowują starcia z bossami. Oczywiście poza Panem Lodówką, bo to jedna z najlepszych walk w całym cyklu. Poza tym? Reszta z grubsza do zapomnienia. Polegają albo na jakimś gimmicku i w ogóle trudno je nazwać walką, albo rzucają na nas stado pionków do bicia i po każdej fali wrogów mamy okazję nieco obić samego bossa. Ok, dżentelmen od rymowanki przynajmniej staje do równej walki, ale oprócz tego też nie popisuje się oryginalnością. Finałowe rozstrzygnięcie? Nawet nie pamiętałem, że takie jest i widząc je ponownie wcale się sobie nie dziwię. Generalnie twórcy Arkham Origins ogarnęli to ambitniej.

Druga rzecz to chęć napchania na mapie dziesiątek (setek) zagadek Riddlera i niewystarczająca ilość pomysłów, by wszystkie były zajmującym wyzwaniem. Za dużo tutaj zabawy z deszyfratorem czy ciągłego wysadzania ścian, za dużo prostych skrytek, których rozgryzienie ogranicza się do włączenia trybu detektywa. I znów: późniejsze Origins umiejętniej zrównoważyło ilość i zaangażowanie, których te zagadki wymagały.

Batman_ Return to Arkham - Arkham City_20251226172004.jpg

Upływ czasu nieco obnażył brak polotu w tych dwóch elementach Arkham City. Mógłbym jeszcze dorzucić niespecjalnie zajmujące misje poboczne (Azrael xd), ale w sumie i tak nie miałem wobec nich oczekiwań, bo niezbyt je w ogóle pamiętałem, więc nawet się nie rozczarowałem. Może jestem dla tej gry nieco zbyt surowy i oceniam ją już w stosunku do całej serii, a przecież była dopiero drugą odsłoną i wprowadzała innowacje.

Wyjmując to wszystko poza nawias, w Batmana wciąż się grało świetnie, jak w każdego zresztą. Znów potrafiłem się wciągnąć na długie godziny bez przerwy, z przyjemnością fruwać nad budynkami, bić bandziorów i siać popłoch w ich szeregach. Choć kląłem na zbytnie rozdrobnienie znajdziek Riddlera, to i tak szukałem ich zawzięcie. Uwielbiam klimat Gotham od Rocksteady, jego architekturę, podsłuchane radiowe rozmowy nikczemników.

Pod wieloma względami to gry ponadczasowe, nadal wyglądające i brzmiące rewelacyjnie, biorąc pod uwagę ich wiek. Z łatwością dźwigają kult, którym obrosły.

Ale nie odkrywam tutaj niczego nowego, do grania w Batmany nie trzeba zachęcać, więc kończę z banałami.

Skydance’s Behemoth [PSVR2]

Skydance's BEHEMOTH_20251206174434.jpg

To gra twórców obu części The Walking Dead: Saints & Sinners, czyli ludzi, którzy wiedzą jak zrobić angażującą rozgrywkę VR. Tym razem podeszli do sprawy ambitniej, stawiając na nowe IP, które teoretycznie nie wymusza żadnych ograniczeń. A ze wsparciem wytwórni Skydance (m.in. ostatnie filmowe Mission Impossible czy Top Gun: Maverick) finansowego zaplecza też z całą pewnością nie zabrakło. W efekcie Behemoth jest VR-owym blockbusterem, tytułem epickim, długim, imponującym wizualnie i z wieloma mechanikami.

Tematyka? Nordycka mitologia i folklor. Taki trochę Skyrim, gdyby go ograniczyć do liniowej struktury kolejnych etapów. Z fabuły na start musimy wiedzieć tylko tyle, że mamy na imię Wren i jesteśmy banitą, który wyrusza na misję ubicia tytułowych behemotów. Ale zanim staniemy do starcia z pierwszym z nich, to najpierw zaliczymy ze dwa poziomy, które mają na celu nauczyć nas podstaw rozgrywki. Bo jest się czego uczyć.

Szybko staniemy do walki. Możemy mieć pod ręką kilka rodzajów oręża. Sztylety do rzucania, mieczyki i dwuręczne miecze, toporki i potężne topory, jest też łuk, są tarcze. Uzbrojenie ma swoją wagę, więc nie licz, że dwumetrowym greatswordem będziesz machał jak patykiem. System walki wykorzystuje wszystko, co do zaoferowania ma VR. Parowanie i blokowanie wrogich ataków jest intuicyjne, a wyprowadzane przez nas ciosy pozwalają na pełną dowolność. Ciachamy jak chcemy i od której strony chcemy. W dowolnej konfiguracji (np. toporek w jednej, miecz w drugiej ręce). Jest krwawo i bezwzględnie. Przeciwnicy kończą żywot bez głowy, z naszym toporem w głowie, albo wręcz rozpłatani na pół, gdy odpalimy tryb berserka, bo co to byłby za nordycki wojownik, bez wściekłego wariantu? Z czasem zyskamy dostęp do permanentnych broni, które po rzuceniu w przeciwnika i wciśnięciu przycisku wracają nam do dłoni. Jeśli właśnie wyobraziłeś sobie namiastkę akcji, którą Kratos wykonuje swoim toporem, to dobrze kombinujesz. To niezwykle satysfakcjonujące nie musieć biec do irytującego łucznika, gdy po prostu możemy w niego rzucić bronią, która utknie mu czaszce, a potem wróci nam do ręki. Jedynie trochę szkoda, że przeciwnicy generalnie są zawstydzająco głupi i czasami nie potrafią wejść po schodach, więc stoją i się na nas tępo patrzą.

Skydance's BEHEMOTH_20251213162905.jpg

Żeby nie było zbyt nudno, to będziemy również dysponować wielozadaniową liną z hakiem wystrzeliwaną z lewego przedramienia. Narzędzie to znajdzie zastosowanie w wielu sytuacjach. Pomoże nam pokonać rozpadliny, wciągnie nas na wyższe piętro, albo przyspieszy poruszanie się po arenach walki. Zresztą w samych starciach też możemy linkę z hakiem kreatywnie wykorzystać, np. zaczepiając ją o łucznika i szarpnięciem zrzucić go w przepaść. Na deser zostają nam proste zagadki środowiskowe, w rozwikłaniu których również możemy (a często musimy) użyć linki, by np. ściągnąć skrzynię z wysokiej półki, albo na żurawiu przetransportować ją nad stojącym na przeszkodzie płotem. Behemothowi daleko do gry logicznej, więc nikt nie powinien tutaj utknąć na dłużej, niż dwie minuty. Podsumowując: linka jest wszechstronnym narzędziem, otwierającym wiele możliwości i zwyczajnie przyjemnym w użyciu.

Pomoże nam ona też w eksploracji opcjonalnych pomieszczeń i szukaniu sekretów. Bo w trakcie przygody będziemy mieli okazję ulepszać nie tylko samego Wrena (zdrowie, stamina, pasywne umiejętności), ale również przekuwać broń (tradycyjnie dla VR, trzeba samodzielnie postukać młotem w kuźni) i tym samym podnosić jej statystyki czy nadać jej nowe właściwości. To są rzeczy opcjonalne i tylko od nas zależy na ile zechcemy się w szukanie ulepszeń zaangażować. Osobiście bardzo mnie cieszy, że nie ograniczono się do bezmyślnej siekaniny i urozmaicono rozgrywkę.

Oprócz tego wszystkiego Behemoth ma dużo mniejszych mechanik VR. Wszelakie wspinanie się to już klasyka tego rodzaju gier, ale jest zrealizowane bezbłędnie, przynajmniej póki ściana się nie porusza pod nami (do czego za chwilę dojdę). Zarządzanie ekwipunkiem jest intuicyjne, choć oczywiście w ferworze walki zdarzało się, że przypadkowo wyciągałem złą broń, albo upuszczałem żelastwo zamiast schować przy pasie. No i chwilami namachać się trzeba niemało, więc uwaga na telewizory czy inne meble. Z ciekawszych motywów i małych rzeczy, które cieszą, to Behemoth zmusza gracza do zasłaniania ust, gdy wchodzimy w trującą chmurę, albo chronienia uszu, by uniknąć bolesnego wrzasku jednego z bossów.

A skoro jestem już przy bossach, to na przestrzeni 12 etapów zmierzymy się z kilkoma silniejszymi wariantami ludzkich przeciwników, ale co ważniejsze, przyjdzie nam również zapolować na tytułowych behemotów. Pojedynki te są ucieleśnieniem tego, jak mógłby wyglądać Shadow of the Colossus w trybie VR. Jest tutaj wszystko i jeszcze więcej. Wspinaczka po ogromnych cielskach, atakowanie słabych punktów, a do tego bujanie się na lince z hakiem, użycie łuku, innego rodzaju patenty i długa droga w dół, jeśli zabraknie nam "gruntu". Te pojedynki potrafią być wymagające, łatwo stracić chwyt, bo “ściana”, której się trzymamy jest ruchoma i wierzga próbując się nas pozbyć z grzbietu. Mechanicznie są przemyślane i rozbudowane, ale egzekucja tych mechanik bywa niezgrabna, łatwo stracić orientację, gdzie jest dół, a gdzie góra i jakie będą konsekwencje, gdy puścimy się chwytu. Wykrywanie kolizji też lubi w tych epickich starciach kaprysić, bo dzieje się sporo, a my się zaplątaliśmy w kabel, hehe. Ambicje twórców były spore i gdyby wszystko działało jak należy, to mielibyśmy jedne z najlepszych starć z bossami, jakie VR widziało. Ale nie zawsze działa, bo za dużo tutaj zmiennych, a gracze uwielbiają robić nieprzewidywalne rzeczy.

Niemniej doceniam starania, bo nawet jeśli momentami wyszło nieporadnie, to te pojedynki zapadają w pamięć i są jednymi z najlepszych fragmentów gry. A było w czym wybierać, bo Behemoth jest grą długą, jak na standardy VR. Piętnaście godzin zajęło mi wyciśnięcie z niej 100%. Dla mnie to nawet trochę za długo, ale biorę pod uwagę, że z łatwością da się ten czas skrócić do dziesięciu godzin, jeśli odpuścimy część znajdziek.

Dobra gierka, ale trzeba pamiętać, że wymagająca fizycznie.

Skydance's BEHEMOTH_20251220172812.jpg

Opublikowano

W Two Thrones bardzo podobało mi się zakończenie, gdzie wyglądało to jak intro jedynki i jakby historia zatoczyła koło.

Opublikowano

Two Thrones dla mnie najsłabszy z trylogii, Sands of Time najbardziej mi się podobał mimo powtarzalności walk pod koniec.

Opublikowano

Popek i gacek to klasyka sama w sobie.

Sands of time chętnie odświeżę w remasterze jak wyjdzie jeszcze w tej dekadzie [

Opublikowano

Dla mnie Warriror Within najlepszy. Genialna lokacja, wkurzony Książę, cycate laseczki, ostra metalowa muza i DAHAKA. Ale bym chciał remaka :(

Opublikowano

Jedynka najlepsza, a muzyka w napisach końcowych to wisienka nad wisienkami. Trójka to taki Dark Souls 3, greatest hits, ale przez to nieco bez swej tożsamości.

Opublikowano
40 minut temu, Josh napisał(a):

Dla mnie Warriror Within najlepszy. Genialna lokacja, wkurzony Książę, cycate laseczki, ostra metalowa muza i DAHAKA. Ale bym chciał remaka :(

Mi się wydaje, że ubi jest tak woke shit aktualnie, ze ta część księcia może im być najbardziej nie na rękę notlikethis

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.