Opublikowano wczoraj o 09:06 1 dzień 8 minut temu, Mejm napisał(a):TR3 najgorszy z klasycznych Tomb Raiderow 1-5.Najgorsza to piątka
Opublikowano wczoraj o 09:12 1 dzień Piatka uczciwie mowi, ze jest zlepkiem niepowiazanych ze sobia lokacji. Trojka udaje, ze to wszystko ma sens.
Opublikowano wczoraj o 09:20 1 dzień W Chronicles świetna była na nawiedzona wyspa, ale reszta gry okropna. Czuć, że deweloperzy mieli juz dosyć klepania co roku tej samej gry na tych samych assetach.
Opublikowano wczoraj o 09:34 1 dzień Dla mnie 2>1=3>>>>4. Trójka ma elegancki klimat i miejscówki ale momentami level design woła o pomstę do nieba a sterowanie kajakiem i skuterem podwodnym powinno być wykładane na przedmiocie 'jak nie robić gierek'. Czwórka z jedną rozwleczoną lokacją to tragedia i porzuciłem jakoś w połowie a piątka wyszła jak miałem PS2 więc tylko chwilę pograłem.
Opublikowano wczoraj o 10:15 1 dzień Czworka po trojce o jaka dobra. Wszystko widoczne, jedna miejscowka bez skakania po swiecie, grobowce a nie wiezienie w arizonie, cliffhanger na koncu.
Opublikowano wczoraj o 10:26 1 dzień Czwórka jest fajna do momentu aż nie przegapisz tej jednej wajchy składającej się z trzech pikseli, schowanej w najciemniejszym kącie lokacji, więc biegasz przez następne 10 godzin po grobowcu 20x większym od posiadłości z pierwszego Residenta szukając rozwiązania. To bujanie się na linach to też zaprzeczenie jakiejkolwiek grywalności. Edytowane wczoraj o 10:30 1 dzień przez Josh
Opublikowano wczoraj o 10:49 1 dzień Przez was musze teraz ograć tą czwórkę i trójkę, bo cięzko uczestniczyć w dyskucji nt. gier, które się grało 20lat temu
Opublikowano wczoraj o 14:19 1 dzień W dniu 13.05.2026 o 15:28, oFi napisał(a):Co ja bym dał żeby te bezjajeczne spidermany nigdy nie powstały a dostalibyśmy nowe ratchety.Czy Ty jesteś normalny? Ratchety cały czas powstają.
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Odin Sphere Leifthrasir (PS5) - czyli gra "bajka"."Ale czy wiesz, kiedy bajki przestają być bajkami? W momencie, gdy ktoś zaczyna w nie wierzyć."- Andrzej Sapkowski, "Czas pogardy"Czy gry mogą być sztuką? To odwieczne pytanie, odpowiedź brzmi "no pewnie", ale jest jedno studio w moim pamiętniku gracza, gdzie dosłownie każda gra wpisuje się w tej schemat. A czy gry mogą być bajką?Mój romans z Vanillaware trwa w tym roku w najlepsze, po świetnym visual novel 13 Sentinels: Aegis Rim i genialnym SRPG w postaci Unicorn Overlord przyszedł czas na perełkę z czasów PlayStation 2 (właściwie gra wyszła już po wydaniu PS3, dokładnie 22 maja 2007 roku) w reedycji na PS4, a odpalona na PS5, a w zasadzie głównie na PS Portal... Warto dodać, że w reedycji gra śmiga w 1080p i 60 fps i wygląda najlepiej dzięki temu na ekranie full HD "handheldu" Sony, zapewne również świetnie na innych tego typu mniejszych ekranach. Ta sama wersja w reedycji Leifthrasir wyszła nawet na PS Vita/PS3, dokładnie w 2016 roku, długo po tym jak ta konsola została pogrzebana w piachu, a szkoda. To tyle słowem wstępu do do platform.Odin Sphere to jest taki RPG side scroller, jak ktoś grał w Muramasę, albo Dragon's Crown (obie ograłem na PS Vita dawno temu) to poczuje się jak w domu. Tylko to co odróżnia tą grę od tamtych to świetna historia, naprawdę prócz 13 Sentinels to topka tego studia pod tym względem, Unicorn przy tym to jakieś płytkie góniane "Na Wspólnej". Nie będę zdradzał wiele, jak ktoś zagra to na pewno wyrobi sobie swoje zdanie, ale historia siadła mocno.Gra zaczyna się od wizyty na poddaszu jakiegoś bajkowego domku, gdzie potulna dziewczynka ogląda dzwine stare księgi dziadka wraz ze swoim ukochanym kotkiem, którego można sobie oczywiście potulić. W całej historii mamy 6 takich ksiąg, nie będę zdradzał czym jest 6, ale pierwsze 5 odpowiada za 5 postaci, jakimi możemy tutaj zagrać w odpowiedniej kolejności, 3 kobitki, królik i mężczyzna, ten ostatni taki trochę umarły jakby przeklęty ? :).Każda postać, jaką dane nam będzie grać ma swój unikalny styl, elfka wali z magiczngo karabinu na odległość niczym babka z Returnala, Oswald mężczyzna używa czarnej magii, urocza Velvet macha z gracją (dosłownie, animacja szokująco dobra) łańcuchami w te i wewte, Gwendolin używa magii lodu i lata sobie w przestworzach, a królik to sami zobaczycie. W sumie musimy zagrać wszystkimi postaciami aż 7 aktów, gdzie każdy na mniej więcej godzinę+ zejdzie. Gra jest długa ponad 40 godzin, co może nieco zmęczyć, gdyż jest tutaj jeden minus - trochę rzeczy się powtarza, mamy kilka światów i każdą postacią mamy inne scenki fabularne, ale np. tych samych przeciwników, wielu z nich się powtarza, tylko w innej konfiguracji, czasie, miejscu. Prócz rozbudowanego systemu walki mamy dużo gadania i jedzenia, jest to tutaj podstawowy sposób na zdobywanie doświadczenia, z kolei skille budujemy poprzez różne drzewka, które rozwijamy dla każdej postaci osobno poprzez walkę. Jest co robić w gameplayu, wciąga nawet bez historii.Zakończeń opowieści jest kilka, poznałem zarówno złe, jak i dobre (chyba jest coś jeszcze, ale nie poznałem, postaram się nadrobić, tylko do tego już potrzeba poradniczka), powiem szczerze super to zrobili i trzeba trochę pokminić co zrobić, by zakończyć historię pozytywnie, bez klęski w podstawowej wersji. Naprawdę fabularnie jest owocnie i wszystkie historie spinają się lepiej niż w takim Octopath Traveller na przykład, a na końcu pozostają łzy.Muzyka to kolejny mocarny punkt tej opowieści. Zresztą starczy posłuchać main theme.Ale to co grę z roku 2007 wyróżnia wciąż najbardziej po tak wielu latach to ARTSTYLE - niezmiennie genialny, niepodrabialny, to gra z PS2, a dzisiaj jakby wyszła wyglądałaby tak samo, niesamowite.BossowieOde mnie dla tej gry to jest 10/10, bo tak, po prostu TOP, w swoim fachu to chyba dalej najlepsza gra. Ja lepszej nie widziałem.Czy to jedna z najbardziej niedocenionych gier w historii - dla mnie tak. Jest to też gra, którą warto pokazać dzieciom, mogą oglądać, mogą też zagrać (nie jest trudna w ogarnięciu, a jak coś są poziomy trudności łatwiejsze niż podstawowy) i komukolwiek kto gier nie lubi, moja rodzina się po prostu zakochała w historii i stylu tej gry.Update: warto zrobić ten 3ci ending, chociaż wymaga trochę zabawy...:)
Opublikowano 12 godzin temu12 godz. Kupiłem to w końcu jakoś w zeszłym roku, ale ciągle czeka na swoją kolej. A chciałem w to zagrać w sumie już od czasów PS2.
Opublikowano 11 godzin temu11 godz. Ja to mam kupione już chyba z 10 lat na Vicie i jakoś nigdy się nie zebrałem żeby zagrać. Ale po tej recenzji zainstalowałem i czas w końcu obadać :)
Opublikowano 8 godzin temu8 godz. W dniu 11.05.2026 o 12:19, SlimShady napisał(a):Pierwsze słyszę, żeby ktoś wyjebał grę do śmieci, ale np. maniak, to chyba atencyjnie złamał na pół A Way Out za to, że mu się nie spodobała zagrywka z końcówki, ale ona była w chuj dobra i takich rzeczy w grach brakuje.Nie no zagrywka z końcówki to był taki twist z dupy, że też do dziś wspominam z niesmakiem.Nie było żadnych logicznych podstaw, żeby tak to rozegrać, ale chyba komuś w Hazelight załączył się wewnętrzny Druckmann i wrzucił to tylko po to, żeby było kontrowersyjnie i "mocno", a wyszło po prostu głupio i niedorzecznie, psując ogólnie pozytywne wrażenie.
Opublikowano 8 godzin temu8 godz. 22 minuty temu, Wredny napisał(a):Nie no zagrywka z końcówki to był taki twist z dupy, że też do dziś wspominam z niesmakiem.Nie było żadnych logicznych podstaw, żeby tak to rozegrać, ale chyba komuś w Hazelight załączył się wewnętrzny Druckmann i wrzucił to tylko po to, żeby było kontrowersyjnie i "mocno", a wyszło po prostu głupio i niedorzecznie, psując ogólnie pozytywne wrażenie.No, ale czemu zakładasz, że muszą być przesłanki, że trzeba zostawiać jakieś okruchy do zebrania, żebyś odkrył ich niecny plan. Dlatego to było takie dobre, bo uderzyło z zaskoczenia. Takich patentów, to ze świecą szukać, a umówmy się, w 2018 r., już mało czym można było zaskoczyć. Dla mnie zajebiste i na zawsze wyryte w pamięci, gdziewspółpracujecie ze sobą całą grę, a później jesteście nastawieni przeciwko sobie
Opublikowano 6 godzin temu6 godz. 1 godzinę temu, SlimShady napisał(a):No, ale czemu zakładasz, że muszą być przesłanki, że trzeba zostawiać jakieś okruchy do zebrania, żebyś odkrył ich niecny plan. Dlatego to było takie dobre, bo uderzyło z zaskoczenia. Takich patentów, to ze świecą szukać, a umówmy się, w 2018 r., już mało czym można było zaskoczyć. Dla mnie zajebiste i na zawsze wyryte w pamięci, gdziewspółpracujecie ze sobą całą grę, a później jesteście nastawieni przeciwko sobie
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Power Rangers: Battle for the Grid (PC)Nigdy nie wiem, czy można mówić o "ukończeniu" bijatyki, ale załóżmy, że przejście Story się kwalifikuje.Byliście kiedyś w takiej sytuacji: wpadacie do znajomego pograć na konsoli. Mówi on, że ma nową fajną bijatykę. Odpalacie, żeby pograć sobie niezobowiązujący VS, bo kolega "prawie nic w to nie grał ale na wszelki wypadek da nam fory". Wybieracie postać, zaczynacie walkę, po czym kolega niemal od razu odpala kilkunastosekundowego juggle'a. Nic nie idzie zrobić, nic nie idzie przerwać, nasza postać lata w powietrzu i traci ponad 3/4 paska życia. Chwila moment i przegrywamy, a znajomy tylko się śmieje, że "przypadkiem" mu wyszedł combos, po czym pyta, czy dobrze się bawiliśmy, zanim rzucamy mu w twarz padem...Tak wygląda zabawa przeciwko CPU w Battle for the Grid i zdecydowana większość aktualnych recenzji to potwierdzi. Nie wiem, co tu się odwaliło, ale nawet w trakcie Tutoriala przeciwnik odpala ciągnące się w nieskończoność combo, kiedy my jako gracz nawet nie wiemy czym i jak je skontrować.No ale co by się przesadnie nie rozpisywać, Power Rangers: Battle for the Grid to po prostu "spoko" bijatyka na podstawie komiksów Power Rangers, a konkretniej wątku o złym Tommym Oliverze, który jako Lord Drakkon próbuje zawładnąć wszechświatem, czy tam multiverse, czy whatever. Story jest krótkie, banalne i chyba nawet nie do końca wierne komiksom. Niski budżet produkcji da się odczuć niemal w każdym aspekcie, od grafiki, systemu, po voice-acting oraz muzykę. Wspomniane AI psuje jakąkolwiek frajdę do tego stopnia, że całość gry (tj. Story i Arcade) przechodziłem na Easy. A nawet i wtedy trafiały się walki, że przeciwnik odpalał juggle'a na 30 uderzeń niczym pro gracz turniejowy, zabierając większość paska życia.Tym samym nawet nie wiem, jak gierkę ocenić. Kupiłem ją w dużej promocji i po odpaleniu Easy nawet miło się mashuje przyciski. Postacie są fajne, zróżnicowane i mają ciekawy (acz bardzo prosty) wachlarz ruchów. Niestety zdecydowana ich większość to DLC. Jest efektownie, jak i mamy do dyspozycji kilka dość klasycznych dla bijatyk systemów. Z jakiegoś powodu gra jest mocno nastawiona na multi, ale nie wierzę, że ktokolwiek w to gra na poważnie. Na luzie zaś można spędzić przy tym kilka godzin podziwiając uda różowej Rangerki. Gierka w wersji podstawowej jest obecnie w promocji na PC i PS Store za kilkanaście złotych i za tyle jestem skłonny ją polecić. Dodatkowe DLC/postacie tylko, jeśli ktoś jest naprawdę zatwardziałym fanem Power Rangers. Ja kupiłem wersję rozszerzoną i w sumie żałuję - nie planuję w to tyle grać, żeby bawić się tymi wszystkimi postaciami, których nawet nie znam. Sam oglądałem w TV tylko oryginalnych PR, a komiksy są jeszcze przede mną.Ale co by nie było, potencjał gra miała ogromny. Odrobinę większy budżet i z czegoś, co chyba miało tylko promować komiksy mogła powstać całkiem przyzwoita bijatyka. Niestety, w obecnej postaci jest to co najwyżej ciekawostka dla (dawnych) fanów serialu. Za kilkanaście złotych można pograć, ale raczej nie więcej.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.