Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

własnie ukonczyłem...

Featured Replies

Opublikowano

Pewnie znowu ktoś z tego discorda próbował podgryzać. Mnie się już nie chce prostować wszystkich tych kłamstw i manipulacji, jeśli ktoś chce wierzyć że nie gram to niech sobie wierzy.

Śmieszy mnie tylko, jaką sieczkę muszą mieć skoro po tylu miesiącach wciąż żyje za darmo w ich głowach xd

  • Odpowiedzi 15,1 tys.
  • Wyświetleń 1,6 mln.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Najpopularniejszy posty

  • Kmiot
    Kmiot

    Resident Evil Requiem [PS5] Ok, postaram się być wyrozumiały, aby nie robić krzywdy fanom marki. Ale ta gra jest tak nierówna, że aż mnie ręka swędzi, by jej zajebać. To oczywiście pokłosie decyzj

  • Suikoden I & II HD Remaster: Gate Rune & Dunan Unification Wars [PS5] Przychodzę z sercem na dłoni. Otwarcie piszę, że dwa pierwsze Suikodeny kocham miłością szczenięcą. Drugą część kiedyś

  • Jak widze forumowych "wspierajacych" day 1:   czwartek, caly dzien, statusy na forum - gdzie ten ku.rwa kurier, zaje.bie ch.uja, juz czwartek a jeszcze go nie ma, no ku.rwa lepiej zeby byl przed we

Opublikowano

Szkoda że nie grasz na Xboxie za którego walczysz tylko na bezdusznym pc

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Resident Evil Zero - tak, jak wspomniałem wcześniej jest to jedna z nielicznych części z serii której jeszcze nie ograłem.

Krótkie wprowadzenie fabularne dla ciekawskich - gdzieś w lesie nieopodal Racoon City na dobę przed wydarzeniami z Resident Evil, dochodzi do rozbicia się śmigłowca należącego do Bravo Team w której skład wchodzi pierwsza protagonistka Rebecca Chambers (jedyna ocalała z tej katastrofy). To właśnie ten wrak śmigłowca odnajduje zespól Alpha w intrze do pierwszej części gry z serii. Drugą postacią grywalna jest Billy Coena (były porucznik piechoty morskiej usa, skazany za rzekome zamordowanie cywili na misji w Afryce), którego spotykamy w pierwszej lokacji gry - w pociągu unieruchomionym niedaleko miejsce katastrofy śmigłowca. Od tej poty oboje sa zdani tylko na siebie w tym pełnym grozy koszmarze.

HIdp95RWQAARKbJ?format=jpg&name=4096x409

Bez większych ogródek zabrałem sie za tego wymagającego klasyka, okrzykniętego przez fanów serii jako koszmar - trudny i toporny, przez swoje znane archaizmy i na to właśnie liczyłem. Seria Resident Evil od samego początku słynie ze swojej toporności, archaiczności która jest jej chlebem powszednim, fundamentem klimatu. To za to ją tak mocno uwielbiamy, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Chwila na przyzwyczajenie sie do kontroli naszych bohaterów i lecimy w teren. Muzyczka sprawnie buduje napięcie o nadchodzącym zagrożeniu, lokacje ślicznie wygładzone w odświeżonej wersji na konsole 8 generacji, a sterowanie tez delikatnie poprawione manewrując analogiem. Nie jest idealnie ale już bliżej współczesnym rozwiązaniom.

HI7qZd4W4AAwnML?format=jpg&name=4096x409

Znacząca zmiana w tej części jest porzucenie skrzyni na przedmioty dokręcając nam śrubę jeszcze bardziej. Zatem zarzadzanie ekwipunkiem wskakuje nam tutaj na nowy poziom. Kiedy ekwipunek sie zapełni wywalamy niepotrzebne nam w danej chwili przedmioty prosto na glebę dookoła nas. Będą one tak sobie leżeć do ponownego przez nas podniesienia. W żadnym wypadku nie przepadają a mapa ułatwia nam ich dokładne rozmieszczenie. Przez większości czasu mamy dostęp do wszystkich lokacji z małymi wyjątkami. Sytuacjami kiedy nie możemy wrócić póki nie odblokujemy skrótu do poprzedniej, odciętej od nas lokacji. Tutaj trzeba sie pilnować, bo możemy znaleźć sie w sytuacji bez wyjścia, gdzie będziemy zdani wyłącznie na partnera. Ostatecznie nawet pod koniec gry jestesmy w stanie wrócić do samego początku i zebrać porzucone tam zapasy. Nic nie przepada. Oryginalny pomysł.

HJBEinlWIAAm7T_?format=jpg&name=4096x409

To na co ja chciałem zwrócić tutaj szczególna uwagę to mechanika gry, która skupia sie na współpracy dwóch głównych postaci, których kontrolujemy w czasie rzeczywistym: Rebeccą i Billym. Każde z nich ma swoje unikatowe zdolności i umiejętności, które wykorzystane w odpowiedni sposób pozwolą nam przejść dalej w głąb wyprawy. W dowolnym momencie możemy przełączać sie miedzy postaciami wciskając PS_triangle, lecz tylko jednego kontrolować. Wówczas drugą postacią steruje AI, któremu również możemy wydawać proste polecenia, jak rasowemu psu: zostań, trzymaj sie blisko, atakuj. Mowie wam... mnóstwo kombinacji alpejskich i rozkminiania: gdzie, co i w jakiej kolejności zrobić. Prawdziwa zabawa zaczyna sie w tedy kiedy nasi bohaterowie musza sie rozdzielić w poszczególnych sekcjach fabularnych. I w tedy znów drapiesz sie po głowie, aby odpowiednio przygotować swojego pupila do zaistniałej sytuacji. Naprawdę świetne zaimplementowane patenty, zagadki i łamigłówki a sama rozrywka zdecydowanie wyróżnia sie na tle pozostałych części. Wyśmienicie sie bawiłem biegając w te i nasad podnosząc wcześniej porzucone przedmioty, szykując się do następnej konfrontacji z wrogiem. Nierozłączny element przetrwania w tym gatunku. W skrócie sam miód i esencja Residenta która wciąż, ekscytuje o ile akceptuje sie ten styl rozrywki i jej nierozłączne archaizmy.

HI7qc6wXQAAIobf?format=jpg&name=4096x409

Głównymi bossami, jak to w serii bywa, po raz kolejny sa gigantyczne zmutowane bestie, które wymagają od nas wystrzelenia odpowiednio dużej liczby ołowiu i trochę biegania. Na wiekszosc z nich taktyka ta jest wystarczająca, o ile mamy dobrze dobrany ekwipunek. Jest za to taki jeden osobnik, który wymaga od nas nieco więcej uwagi, gdyż jego ruchy sa nieco chaotyczne i losowe. Dodatkowo, po utracie części życia wzywa wsparcie lotnicze, ktore dość sprawnie wprowadza dodatkowy chaos na arenie, utrudniając potyczkę. Jedno z trudniejszych, jak nie najtrudniejsza walka w grze właśnie z reguły na chaotyczny przebieg walki. Tutaj warto tez wspomnieć, iz inne, mniejsze mutanty posiadaja unikatowe ataki stunujace, czyniąc nas kompletnie bezbronnymi podczas swojego ataku. Zwłaszcza w grupach. Dlatego, kiedy tylko możemy powinniśmy walczyć razem z pomocą naszego kompana. Walka w pojedynkę jest bardzo ryzykowna. Bardzo łatwo sie o tym przekonać wypuszczając w teren w pojedynkę.

HI7qkvLWsAAjjbx?format=jpg&name=4096x409

Długo zwlekałem z ograniem tej części i niezmiernie sie cieszę ze w końcu mi się to udało. Nie byłbym sobą gdybym nie spróbował. Mógłbym się odbić i porzucić, a tu proszę mile zaskoczenie. Na tyle pozytywne ze juz zabieram sie za platynę a ta jest ponoć wymagającą. Pora zacisnąć żeby i lecieć po trupach. Ode mnie 8/10 bo uwielbiam kombinatorstwo w tej serii, a zadne gadanie o tym nie jest w stanie mi to popsuć. Ostatecznie gameplay sam to zweryfikował. Kolejne perełka w moim portfolio.

Do następnego lapka

HJBEinkWIAAxe3S?format=jpg&name=4096x409

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Resident Evil 1 Director's Cut - odświeżyłem sobie po ponad 20 latach aby sprawdzić czy nadal warto powracać. Czas nie był łaskawy dla tej gry, oprawa strasznie się zestarzała, voice acting jeszcze bardziej. To co nadal się trzyma to nastrojowa muzyka oraz parę niezłych zagadek. Grając na poziomie trudności advanced zwraca się też uwagę na bolączki strzelania. Najbardziej denerwuje niewrażliwość potworów na ataki podczas niektórych animacji, nie dość że marnowałem ammo to miałem też parę tanich zgonów z rąk Hunterów. 3 takie pokraki jednocześnie zawsze stresowały.

Grając ponownie zwróciłem też uwagę na małą ilość notatek poszerzających lore bo te co są robią klimacik a na pewno bardziej niż śmieszne cutscenki.

Zwiedzanie lokacji mimo chamskiego backtrackingu nadal dostarcza frajdy, tak samo jak losowo pękające łby zombiaków przy strzale z pistoletu. Pierwsze przejście zrobiłem Jill bo pamiętałem że Chris ma tylko 6 miejsc w plecaku, a ganianie non-stop do skrzynki jakoś mi się nie widziało. Znając rozmieszczenie przedmiotów i przeciwników drugie przejście Chrisem było w miarę ok.

Ponarzekałem ale tak na prawdę podstawy nadal są ok, tylko jak już kiedyś pisałem RE2/RE3/RE1 Remake robią prawie wszystko (no zagadki w RE2 OG są kijowe) lepiej i nie są to małe kroki do przodu względem jedynki ale wielkie susy. Jak najbardziej warto ograć dla kwestii 'historycznych' aby wiedzieć od czego się zaczęło ale jeśli kogoś to nie interesuje to RE1 Remake jest o wiele lepszym wyborem. 7/10

Opublikowano

Ostatnio ogralem RE1, 2 i 3 wiec miałem małe odświeżenie i otwarcie strupów na nowo. Poszedlem za ciosem i oto mamy kolejny Resident poskromiony. Z tym ze ten chodził za mną niczym kiedyś Veronica aby ja ukonczyc w 100%. Tam sie udalo to i tu również. Ogolnie nie pomyslalbym ze postawie RE0 wyzej od Veronici w swoim prywatnym rankingu a to sie dzieje. Swietne pomysly i patenty ktore poteguja klimacik tej ze produkcji. Wlasnie cisne dodatki. Chyba przeczekam premiere 007 P

Opublikowano

#8/2026

Hades II

Gra, która wciąga jak bagno i chociaż byś rzygał kolejnym podejściem i tak zrobisz jeszcze jeden run. Jedyne do czego mogę się przyczepić, są to bronie, które w większości mi nie leżą. Cała reszta to po prostu topka. Gameplay, grafika, pomysłowość, wszystko się zgadza. Starcia są szybkie, ale jednocześnie czytelne, co bardzo doceniam w grach. Doskonały tytuł.

97f13e62-0c80-4f75-8f41-409725da539a.png

Opublikowano

Astalon: Tears of the Earth [PS4]

Astalon_ Tears Of The Earth_20260409193114.jpg

Zapraszam do tradycyjnego kącika, a którym podsunę mniej oczywistą metroidvanię być może wartą zainteresowania.

Wyróżniającym elementem Astalon: Tears of the Earth z pewnością będzie fakt, że przyjdzie nam tutaj sterować drużyną trzech postaci. Oczywiście w danym momencie możemy się wcielić tylko w jednego z bohaterów, pozostali dwaj cierpliwie będą czekać na swoją kolej przy najbliższym ognisku. Każda z postaci dysponuje własnym zestawem umiejętności, a mapa plądrowanej przez nas wieży jest skonstruowana tak, że niektóre fragmenty będą do sforsowania tylko przez konkretnego bohatera. Twórcy wymuszają na graczu regularną rotację postaci przy ognisku, bo tylko w ten sposób zapewnimy sobie niezbędny progres.

Zestaw postaci to klasyka growych stereotypów: mamy maga Algusa, rycerza Ariasa i zwinną łuczniczkę Kyuli. Cała trójka dzieli wspólną pulę zdrowia, a w przypadku zgonu… nie odradzamy się przy tradycyjnym ognisku. Zaczynamy znów przy wejściu do wieży, choć nie tracimy zdobytych przedmiotów, odkrytej mapy, a na miejsce porażki możemy wrócić względnie szybko dzięki systemowi wind, zazwyczaj wygodnie rozmieszczonych tuż przed pojedynkiem z bossem (cóż za przypadek). Co ważniejsze, jedynie śmierć pozwala nam na odwiedzenie “sklepiku”, gdzie za zgromadzoną z pokonanych wrogów walutę permanentnie ulepszymy bohaterów i zakupimy trochę przydatnych przedmiotów.

Astalon_ Tears Of The Earth_20260420172819.jpg

To oczywiście nie wszystko, bo gra mocno premiuje eksplorację. W wieży na odkrycie czekają potężne artefakty. Niektóre z nich będą niezbędne aby przedostać się dalej, ale jest też solidna garść opcjonalnych, które możesz, ale nie musisz odnaleźć. I muszę przyznać, że pod tym kątem twórcy spisali się na medal, bo znajdowane ulepszenia i narzędzia są niezwykle sensowne, a często można je określić game changerami. Inna sprawa, że Astalon bywa na tyle enigmatyczny, że podnoszone artefakty nie posiadają nawet opisu jak działają. Znalazłeś jakieś buty? Świetnie, ale co one umożliwiają i której postaci dotyczą, tego już ci nie powiemy, domyśl się. Dla jednego gracza będzie to wada (pocieszam go, że jest na to pewne obejście problemu), dla innego to będzie swoista i mała zagadka do samodzielnego rozwikłania. Generalnie czuć w tej grze progres. Nasz zakres ruchów i asortyment możliwości regularnie rośnie, stale otwieramy jakieś skróty, by każdorazowo nie musieć biegać na około i tajemniczą wieżę eksploruje się naprawdę satysfakcjonująco. Choć muszę jednocześnie podkreślić, że backtrackingu trochę tutaj jest, bo punkty szybkiej podróży rozmieszczone są dość skąpo.

Jest tutaj trochę najprostszej walki polegającej na umiejętnym pozycjonowaniu się wobec wroga, kilku imponujących bossów i całkiem sporo zręcznościowego skakania po platformach. Całość podana w schludnej, pikselowej oprawie kojarzącej się z epoką 8/16 bitów. Niczego nie urywa, ale jest całkiem przyjemna dla oka. Więcej niż przyjemna bywa natomiast oprawa muzyczna (również dźwiękowo nawiązująca do tej samej ery), bo niektóre fragmenty wieży mają na głośnikach utwory, do których nóżka sama tupie. Fabuła? Jest, chwilami dość mroczna i pozbawiona nadziei, ale bywa też całkiem zabawnie, gdy młodzież (Arias i Kyuli) jest uszczypliwa na temat wieku Algusa.

Po ukończeniu gry (odkrycie 100% mapy to zajęcie na około 20 godzin) dostajemy jeszcze dodatkowe tryby. Boss Rush to taki mini-roguelike, gdzie a jednej puli zdrowia musimy zmierzyć się z serią bossów, ale między pojedynkami możemy podnieść jeden z trzech losowych artefaktów. Dwa pozostałe dodatkowe tryby umożliwiają nam zwiedzanie wieży pod postacią dwóch nowych postaci o własnych umiejętnościach, zupełnie innych niż bohaterowie z bazowej gry.

Astalon: Tears of the Earth jest docenianą grą (bardzo pozytywne opinie na Steam, odznaka Mighty na opencritic, 82-84 metacritic), ale rzadko ocenianą, bo przez 5 lat od premiery nie doczekała się szerszej uwagi. I zapewne już się nie doczeka, a trochę szkoda.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Yoshi and the Mysterious Book (Switch 2) - na początku chciałbym nadmienic że po trailerach gra była nazywana przeze mnie niejednokrotnie guwnem obesranym i popierdółką za 3 bomby.

Po czym kupiłem na premierę, jako jeden z nielicznych chyba na forumku i teraz dotarłem, a w sumie dotarliśmy do napisów końcowych. Napisów końcowych po 6 chapterach, po których z miejsca odblokowały się kolejne cztery (a łącznie chyba jest 12 jak doczytałem). Dziwna taktyka Nintendo zakańczania gry w połowie ;)

Tak czy siak po tych niespełna 10 h mogę coś skrobnąć bo w kolejnych levelach nie spodziewam się jakiejś rewolucji gameplayowej.

Nie wiem jakie były poprzednie Yoshi, tu też można było pomyśleć że to swego rodzaju platformer. No i mimo że się skacze i zbiera to ja bym to zakwalifikował jako gra rodzinna ;) Mamy tą magiczną księgę i każda strona to rozdział z sześcioma levelami. A w tych levelach spotykamy różne stworki które dają nam nowe możliwości, a każdy plan ma swojego stworka (którego możemy później nazwać!) więc trochę tego jest. Zbieramy sobie gwiazdki, kwiatki. Czasem trzeba się wysilić zręcznościowo albo coś pomyśleć ale generalnie to taka przyjemna relaksująca gierka, do pogrania z córką.

Jak ktoś leciałby ciągiem to pewnie szybko by się znudził (brakiem wyzwania również) ale na krótsze sesje jak najbardziej się nadaje. No i co plan to nowa umiejętność więc to też na plus.

Yoshi dalej jest popierdółką (za dwie i pół bomby) ale całkiem miłą, rozpatrując jako grę familijną dałbym gdzieś 8-/10 i jeszcze sobie pogramy z gnomem małym

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Duke Nukem Forever (PS3)

Pewnie każdy mniej więcej zna perypetie związane z developingiem i wydaniem, a później odbiorem DNF przez graczy, więc nie będę silił się na wyszukane wstępy. W skrócie: Duke zasłynął najpierw jako jedna z najdłużej tworzonych gier w historii, a później jako symbol niespełnionych oczekiwań, czy wręcz jedna z najgorszych gier generacji. Osobiście nie zgodzę się z tym drugim. Tzn. no nie grałem w zbyt wiele crapów z tamtych lat (o ile w ogóle), ale mogę powiedzieć, że bawiłem się lepiej, niż choćby z takim Resistance (abstrahując od tego, że to 4 lata starszy launch title).

Oczywiście większość zarzutów ciężko zanegować. Zacząłbym od decyzji designerskich, w sumie dla mnie niezrozumiałych. Jedną z nich jest możliwość dzierżenia...tylko dwóch broni naraz xD. Tak, Duke Nukem, luźna rozpierducha, kontynuacja oldschoolowego klasyka, udaje w tym aspekcie "nowoczesne" FPSy i ogranicza tym samym własny potencjał. Bo mimo, że fizyka obrażeń prawie nie istnieje a moc broni jest dyskusyjna (zarówno jeśli chodzi o samą efektowność, jak i efektywność: zwyczajnie ciężko powalić nawet co słabszych mobków), to jakiś tam fun zabawki owe dają. Niestety, często brakuje choćby tej jednej dodatkowej spluwy, bo poza dużymi gnatami typowo pod "grubą zwierzynę", przydałoby się mieć coś szybkostrzelnego na średni dystans i standardową strzelbę na krótki. A tu mamy "albo-albo". Przez to bezużyteczne w praktyce stają się też co bardziej odjechane gadżety typu miotacz promieni zmniejszających czy zamrażających: ammo kończy się momentalnie, moc ma raczej słabą, wymaga poprawienia czymś innym, a przy większej liczbie wrogów po prostu się nie sprawdza.

Na minus też poziom trudności. Może nie jest to niesamowite wyzwanie, ale gierka potrafi zirytować skokami trudności i tym, jak szybko Duke pada trupem pod ostrzałem. Tyle dobrze, że checkpointy są dosyć częste.

Twórcom zależało na różnorodności rozgrywki i nawrzucali trochę patentów, bez których w sumie gra by się obyła, ale koniec końców nie zdążyły mnie jakoś mocno zmęczyć czy wkurzyć. Mówię tu głównie o jeździe samochodem/samochodzikiem, która, owszem, jest mocno drewniana, ale nie były to aż tak tragiczne przerywniki. Słynne elementy platformowe też raczej nie sprawiały mi problemów. Są tu za to nawet pewnego rodzaju zagadki środowiskowe i tutaj muszę spropsować twórców, bo kombinowanie z fizyką jest całkiem satysfakcjonujące i w tym konkretnym temacie wiele głośniejszych i lepszych gier nie ma do DNF podjazdu. Gejming na tyle mnie już odzwyczaił od takich rozkmin, że momentami byłem wręcz zaskoczony faktem, że w celu progresu musiałem zrobić coś w sumie logicznego i intuicyjnego, a jednak nie brałem tego pod uwagę (ot choćby powrzucanie beczek do kontenera, który w rezultacie spada i tworzy nam rampę).

Spory zawód to niestety design leveli właściwie przez całą drugą połowę gry (no, może z jakimiś przebłyskami). Dominują wąskie, szaro-bure korytarze, bazy, podziemia, jest "duszno" i po prostu nieciekawie wizualnie. Ostatni level przyprawia już o lekkie mdłości i zwyczajnie czekałem na koniec. Szkoda tym bardziej, że poziomy takie, jak miasteczko "na dzikim zachodzie" czy nawet lokale typu burgerownia pokazują, że potencjał był. Bo największą zaletą DNF jest sam świat przedstawiony, główny bohater i kloaczno-seksualny, mało wysublimowany, ale jakże potrzebny i kontrastujący z ugrzecznioną branżą, humor. Tak, gadki o penisach, odlewanie się na pokonanego wroga czy w końcu robienie z jego klejnotów worka bokserskiego to właśnie pod tym adresem. Dzięki temu DNF jest "jakiś", bo poza tym klimatem niestety ciężko byłoby szukać tu jakiejś tożsamości czy motywacji do brnięcia dalej. Sam Duke to oczywiście sztampa i cheesy teksty, no ale o to chodzi. Albo się to kupuje, albo lepiej do gry nie podchodzić.

Grałem na PS3, bo taka wersja wpadła mi w ręce za jakieś grosze, no i mówiąc eufemistyczne, wyglądało to niezbyt atrakcyjnie. No nieładna to gra, nie godna 2011 roku, w którym się ukazała, do tego animacja mocno szarpie. Prawie całość zaliczyłem na CRT, bo gdy odpaliłem z ciekawości na LCD FHD, to było jeszcze gorzej xD. Na dodatek sporo tutaj uproszczeń w temacie animacji modeli 3D, począwszy od samego Duke'a (słynny podskok, kiedy patrzy się w lustro), po wrogów. No czuć tu te problemy z produkcją i pośpiech w jej końcówce. Jest trochę niechlujnie, ale nie na tyle, żebym nie mógł na to patrzeć, są też elementy, za które jakaś tam pochwała się należy (niektóre efekty). Żeby było śmieszniej, w materiałach z roboczych wersji DNF (odblokowane po przejściu gry) momentami gra wygląda lepiej, niż końcowy efekt xD.

No także tak to było. Niezobowiązująca, raczej krótka (obstawiam z 7-8h) i mimo wszystko bezbolesna przygoda. Trochę żałuję, że nie odpaliłem jej w okolicach premiery, co zresztą pierwotnie miałem w planach (recka w PE nie była aż tak negatywna). Trochę ciekawostka, trochę już legenda, ale może zapewnić jakąś frajdę. Ma pełno wad i o części z nich nawet pewnie nie wspomniałem, ale jeśli ktoś jeszcze nie grał, a ma rozterki "bo ponoć mega kupa", to mimo wszystko polecam sprawdzić.

1.jpg

2.jpg

3.jpg

W dniu 22.05.2026 o 07:49, ASX napisał(a):

Assassin's Creed Shadows - dobry przykład tego jak media społecznościowe manipulują ludźmi. O grze miałem bardzo małe pojęcie, wiedziałem tylko że to kolejny Asasyn w Japonii i tyle co przeczytałem w temacie gry przed premierą. No i okazało się że jakieś 90% rzeczy o których przeczytałem to przekłamania lub wyolbrzymione problemy.

W dniu 22.05.2026 o 07:49, ASX napisał(a):

Czy to najlepszy Asasyn? Nie. Historia niedomaga i przez większość czasu jest kompletnie nieangażująca, dialogi są słabe, a ilość randomowych NPC sprawia że wszyscy oni zlewają się w jedną bezkształtną skośną masę. Może to wina tego że jestem rasistą, ale prawie wszystkie postacie poboczne wyglądały do mnie tak podobnie.

No dobra, to czym się przejawia ta manipulacja ludźmi i czym konkretnie jest to 90% rzeczy? Bo wymieniłeś jako wady dokładnie to, na co wszyscy narzekali xD

Edytowane przez kotlet_schabowy

Opublikowano

#PodobałMiSięDukeNukemForever

Opublikowano

Mi też, ale moment kiedy masz obsługiwać to działko i strzelać do latających przeciwników to tragedia. Zwłaszcza jak miałem przejść na wyższym poziomie trudności dla platynki. To była masakra xD

Opublikowano

Na pewno dzisiaj ten przasny humor mocno kontrastuje z gotowym obrazic sie o byle go.wno swiatem, ale w 2011 i tak byl strasznie niskich lotow i totalnie przesadzony. Rysowanie go.wnem, robienie loda, dwie tepe dzidy, burdel, ten plakat z tamponem... No czuc tutaj reke Pitchforda xD. I tak jak DN3D uwielbiam tak DNF w wersji na ps3 to straszny kasztan.

Opublikowano
8 godzin temu, kotlet_schabowy napisał(a):

No dobra, to czym się przejawia ta manipulacja ludźmi i czym konkretnie jest to 90% rzeczy? Bo wymieniłeś jako wady dokładnie to, na co wszyscy narzekali xD

Tym że twitter, jutuberzy a potem sami użytkownicy niczym w echo chamber, wykreowali wykrzywiony fałszywy obraz. Cała afera wokół gry skupiła się wyłącznie na murzynie i bece z Ubisoftu (czasami słusznej czasami niesłusznej) i wojnie kulturowej. Przez co dyskusji o samej grze, jej zaletach i wadach bardzo trudno było się przebić przez ten cały internetowy szum.

I jeśli chodzi o przykłady to czytałem w temacie gry, że ostatecznym pojedynkiem w grze jest starcie Yasuke z białym kolonizatorem, co wpisywało się dobrze w narracje o WOKE, która panowała w temacie. Kto grał ten wie, że choć jest w tym jakieś ziarno prawdy, to jest to jednak dalece naciągana manipulacja. Bo większość gry nie skupia się na walce z kolonizatorami, jak już pisałem to Naoe i jej historii poświęca się więcej czasu, złych białych kolonizatorów jest zaskakująco mało, a sam pojedynek Yasuke, o którym pisał ten użytkownik, nie jest ostatecznym starciem głównego wątku (choć niektórzy zależnie od wybranej ścieżki może mogą to tak potraktować). Także tak wyglądało zetknięcie rzeczywistości z tym co można było w temacie gry przeczytać.

Opublikowano

Kurcze, jeżeli Ubisoft nie chciał, żeby afera z murzynem odbiła się tak szerokim echem i stała się powodem nr1 do dyskusji o tej grze, skutecznie przesłaniając wszystkie jej dobre cechy to.... nie wiem, mam taki nietypowy pomysł: może trzeba było po prostu nie wciskać murzyna do przygody rozgrywającej się w feudalnej Japonii i to jeszcze do jednej z główny ról? Sądzę, że homowątki też niezbyt tu pomogły. Tak że sami to sobie zrobili z pełną premedytacją i nie wierzę, że nie byli świadomi jak ta decyzja odbije się na PR'ze gry, nie wierzę że nie spodziewali się takiego backlashu ze strony graczy, kręcenia beczuni przez Asmongolda i reszty youtuberów, tego że odbije im się to na sprzedaży gierki. Dokładnie to samo zrobiło Bioware z ostatnim Dragon Age, który ponoć też nie jest aż TAK złym tytułem, no ale że aktywiszcza nie mogły się powstrzymać żeby nie forsować swoich zwyrodniałych fantazji, to po premierze gracze zamiast mówić o gameplayu, fabule czy grafice skupili się na jebaniu tranzystora. Sorry, to już nie 2019 rok, żeby takie wątki uchodziły im na sucho.

Osobiście i tak bym nie zagrał, bo te wszystkie slopiska z otwartym światem pełnym powtarzalnych fetchquestów bokiem mi wychodzą, już Ghost of Tsushima srogo mnie wymęczyło. No ale dodatkowych powodów żeby nie zagrać w grę Ubisoftu nigdy za wiele, zwłaszcza że na dysku czekają dziesiątki lepszych tytułów do rozpykania.

Opublikowano

Opcjonalne wątki homoseksualne są w Asasynach od Odysei, czyli od jakiś 8 lat, ja osobiście żadnego w Shadows nie doświadczyłem więc nie mam pewności o czym dokładnie mówisz i nie jestem też pewny że nawet jakby wyrzucili murzyna z gry to afera nie skupiłaby się na czymś.

Te dramy wokół gier są w zdecydowanej większości tak absurdalne i przesadzona, że IMO nie ma sensu im ulegać próbując zadowolić wszystkich, bo jakiś jeden czy drugi youtuber znajdzie jakiś powód by spróbować zrobić ragebaitową aferę. Tak jak pokazuje przykład Asasyna, bohaterką gry przez 80% czasu może być rdzenna japonka, o skośnych oczach i żółtej skórze, a dramat i tak wybuchnie o murzyna. Czy ostatniego Bonda, gdzie bohaterem może być śniady biały heteroseksualny mężczyzna a afera i tak wybuchnie o to że M jest babom.

Opublikowano

Dokładnie. Do dzisiaj nie mogę zapomnieć afery z RE9 i Pragmatą, gdzie youtuberzy doszukiwali się woke. A nie, czekaj...

Opublikowano

Zgodzę się z ASAX-em. To była nagonka podsycona polaryzacją.

Jakiś czas temu przeszedłem Samurai Warriors 5 (mega dobry musou, 8+/10) od japońskiego studia Omega Force i wydanego przez Koei-Tecmo. Gra swobodnie opowiada o burzliwym życiu Ody Nobunagi i Mitsuhide Akechiego, których losy są dramatycznie splecione.

Jakież moje było zdumienie, gdy w pewnym momencie w historii pojawił się czarnoskóry Yasuke. I nie jako kwiatek do korzucha, ale ma dość kluczowy udział w historii (dobrze poprowadzonej).

Jakoś nikt nie miał problemu, by japońskie studio w grze o samurajach umieściło Yasuke. Nikt nie miał problemu, że tytułują go tam po szlachecku (nawet przez przyszłego szoguna), bo jest tam samurajem. Nikt nie miał problemu, by Yasuke mordował japońskich oponentów dosłownie setkami (bo taka specyfika gatunku musou).

Ja wiem, że Warriors to nie ten sam kaliber co AC, ale mimo wszystko pokazuje to jak łatwo można coś sprowadzic do ideologicznej nawalanki i osądzać twórców o czci i wiary, bo nie w smak komuś, że ukazano czarnoskórego jako szlachtę w obcym mu kraju.

Opublikowano
39 minut temu, Mendrek napisał(a):

Jakoś nikt nie miał problemu, by japońskie studio w grze o samurajach umieściło Yasuke. Nikt nie miał problemu, że tytułują go tam po szlachecku (nawet przez przyszłego szoguna), bo jest tam samurajem. Nikt nie miał problemu, by Yasuke mordował japońskich oponentów dosłownie setkami (bo taka specyfika gatunku musou).

Podobnie było z Niohem, gdzie również pojawił się Yasuke i też nikt się nie czepiał. Sądzę, że różnica może polegać na tym, że Japończycy nie wpierdalają DEI do co drugiej gry i stąd łagodniejsze traktowanie przez graczy, a jeżeli już zgarniają za to opieprz to w głównej mierze za gówniane tłumaczenia klepane przez aktywiszcza (seria The Legend of Heroes) lub cenzurę (Dead Rising deluxe remaster, Onimusha 2). Tak tylko przypomnę, że w Final Fantasy XVI pojawił się wątek homo: dosyć subtelnie podany, ale jednak. I nigdzie nie widziałem, żeby ktoś się tego czepiał, nawet u nas na forum nikt o tym nie wspomniał. Natomiast zachodnie produkcje są już tym syfem tak przeżarte, że nawet najmniejszy woke-element działa na ludzi jak płachta na byka i nietrudno o aferkę. Mild schock.gif

Ja nie mówię, że się nie zgadzam z ASX, przykład Bonda pokazuje że doszukiwanie się woke zabrnęło już ciut za daleko i obrywa się nawet grom, które zawierają albo śladowe tego ilości albo w ogóle. Parę lat temu była to Angela w Blooberowskim Silent Hill 2, teraz M w First Light. Tylko czyja to wina? Kto forsował te wątki przez tyle lat, kto stopniowo obrzydzał gry odbiorcom wciskając girlBossy, obrzydliwie wygladające protagonistki i LGBT? Zachodni deweloperzy (podziękować Naughty Dog, Ubisoft, Bioware, Dont Nod, Insomniac itp) sami na siebie ukręcili bata.

Opublikowano

Tomba! (PS1/DuckStation) - pierwszy raz spotkałem ten tytuł na płycie dołączonej do OPSM i było to jedno z tych dem które robiło mega wrażenie rozbudowaniem. Nawet po godzinie odkrywało się kolejne sekrety w tym połączeniu platformówki 2.5D z RPGiem. Sterujemy hipkiem z różowymi włosami a naszym głównym celem jest odzyskanie złotej bransolety dziadka którą zakosiły wredne prosiaki. Droga do celu nie jest prosta bo oprócz skakania, ubijania świń i innych przeszkadzajek należy też wykonać masę zadań. Gdybym miał do czegoś porównać rozgrywkę to jest to połączenie Herculesa z PS1 z Zeldą. Zwiedzamy kolejne połączone ze sobą lokacje, gadamy z NPCami, rozwiązujemy questy, zdobywamy przedmioty które odblokowują następne miejscówki i tak do zakończenia. Strasznie wciągająca pętla rozgrywki która nie tylko sprawdza nasze umiejętności skakania ale też pamięć i kojarzenie faktów. Część zadań jest aż nazbyt zamotanych, najgorsze są te gdzie aby popchnąć wątek do przodu trzeba wrócić się do specyficznego miejsca gdzie wcześniej nikogo nie było, parę razy skorzystałem z solucji bo nie chciało mi się sprawdzać całej mapy. Nie pomaga też lipny dziennik zadań i kijowe walki z bossami ale cała reszta prezentuje wysoki poziom a co najważniejsze nie nudzi.

Styl graficzny to znowu Hercules czyli 3d+2d z przewagą tych drugich gdzie lokacje składają się z dwóch planów. Prezentuje się to ładnie, tak samo jak cutscenki. Każda lokacja ma odmienny klimat i zwiedza się je z przyjemnością (oprócz Haunted Mansion). Oprawa dźwiękowa to dobre efekty i muzyka, ta druga niestety ma jeden gigantyczny minus - kawałki są za krótkie, trwają może 20 sekund przez co mocno czuć ich zapętlenie.

Bardzo polecam bo dobre gry z mechanikami 2d świetnie się zestarzały. Jak ktoś zagrywał się w demo Herculesa to tutaj dostanie jeszcze więcej dobrego bez zbyt wielu słabych pomysłów i na więcej niż 2 godziny. 8/10

Odpaliłem też drugą część ale kompletnie mnie odrzuciła dosłownie wszystkim smutas

Opublikowano

Ja dwójeczkę kocham. Jak będzie chwila ograc ponownie to zakupie remaster. Jedynki nigdy nie miałem okazji ograć więc pewnie wjedzie w podobnym czasie co dwójka.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.