Opublikowano poniedziałek o 07:533 dni Tak Mejm jak na jęczybułe dość dobrze wypunktował produkt pana kojimy. Ja co prawda i tak kocham łażenie po tej islandii no ale ciężko sie nie zgodzić w wielu kwestiach. Jedynie nie wiem czy punkt z muzyką jest przez to że użytkownik ze starości ma niedosłuch czy to wina tak zwanego CHUJA W USZACH.
Opublikowano poniedziałek o 08:033 dni Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Koledzy na forumku grają w nowego Bonda, ale ja postanowiłem rozwiązać kwestię nieco bardziej budżetowo i nadrobiłem z backlogu The Bourne Conspiracy Tytuł ten bazuje na prozie Roberta Ludluma (nawet pełna nazwa gry zawiera do niego odniesienie), natomiast w praktyce wydaje mi się mocno adaptować film, który widziałem kilkanaście lat temu - niektóre sceny są kropka w kropkę takie same, podobnie jak motyw muzyczny, tylko facjata bohatera z przyczyn zapewne licencyjnych nie jest wzorowana na Damonie.O fabule więc nie ma zbytniego sensu się rozpisywać - nasz super agent traci pamięć po spapranej robocie, a my pomagamy mu przeżyć trwające na niego polowanie. Całość rozbudowana zostaje o retrospekcje, gdzie uczestniczymy w misjach podejmowanych w przeszłości głównego bohatera. A że ten był rządowym cynglem, to głównie skupimy się na pozbawianiu żyć rozmaitych adwersarzy przy użyciu dwóch nakładających się na siebie gameplayowych systemów.Choć gra pozwala na skradanie, to jednak rzadko ma ono zastosowanie - najczęściej otwarta konfrontacja zostaje nam narzucona, a przeciwnicy i tak mają słuch nietoperzy, więc nawet gdy możemy teoretycznie kogoś zdjąć po cichu, to lepiej wpakować mu headshota lub wdać się w bijatykę ładującą pasek adrenaliny, o którym nieco dalej. Walcząc wręcz w praktyce toczymy bijatyki jeden na jeden - nawet jeżeli przeciwników jest więcej, to grzecznie na nas czekają i co najwyżej musimy zrobić jednoprzyciskowe QTE, aby uniknąć ataku kolejnego delikwenta, ale nie ma tu mowy o ich większym zaangażowaniu. Do dyspozycji mamy parę kombinacji lekkiego i mocnego ataku, "ładowany" atak i blok. Niestety system się nie rozwija, nie pojawiają się wrogowie wymuszający jakieś zmiany taktyki itp., więc pod koniec już to lekko lekko nuży. Na plus dwa fajne detale - animacje defensywy to nie ciągłe stanie za gardą, tylko nasz protagonista zależnie od ataków przeciwnika odchyla się, zbija ciosy czy je blokuje. Zadawane ciosy odkładają się natomiast na mordzie tak nas, jak i przeciwnika, więc obaj robią się posiniaczeni i porozcinani.Strzelaniny mają z kolei fajnie zaprojektowane mapy do inspirowanych gearsami wymian, niemniej jest tutaj kilka bolączek. Pierwszą jest odporność przeciwników - poza headshotami potrafią przyjąć duże ilości pocisków, a i w ostatnich lokacjach czasem headshot wcale nie jest gwarancją natychmiastowej anihilacji. Do tego Bourne jest zaskakująco ograniczony jak na jakiegoś kozaka - nie może dynamicznie przechodzić między osłonami, strzelać na ślepo, a jego toporne przyklejanie do osłon nieraz kosztowało mnie zgon.Zarówno walkę wręcz, jak i strzelanie ułatwia jednak mocno pasek adrenaliny, głównie ładowany obijaniem mord. W walce wręcz pozwala szybko zdjąć przeciwnika, a w przypadku strzelanin po wykonaniu króciutkego QTE zdejmujemy przeciwników w ramach krótkiej animacji - najczęściej więc chomikowałem pasek na wymiany ognia. Co tu więcej dodać o gameplayu? A, są właśnie te wskazane QTE w paru miejscach, jedna potwornie przedłużona i prosta sekwencja samochodowa, przyzwoita pod kątem pomysłu, przeciętna pod kątem wykonania przedostatnia misja.Wizualnie to taka typowa średnia półka UE3, z muzyki nie pamiętam niczego poza motywem przewodnim z filmów, przeciwnicy czasem ze śmiesznym akcentem mówią "This is stupid American cowboy!", no i tyle. Nie jest to jakaś szczególnie warta zachowania dla potomnych gra, ale lubię ten okres w gierkach, a więc bawiłem się przyzwoicie. Dało się na pewno z tego tytułu wyciągnąć dużo więcej, bo fundamenty są solidne, ale brak w nich błysku lub większego dopracowania.
Opublikowano poniedziałek o 22:082 dni 14 godzin temu, Mejm napisał(a):Gdyby super bunnyhop nie nagral tego slawetnego filmiku o MGS2 to do dzis dwojka uchodzilaby za gre o tym "blond pedziu".Nie no akurat "fandom" ma wielu innych proroków i od bardzo dawna panuje konsensus, że MGS2=GOAT, nawet czasami zahacza to już o pretensjonalne hipsterstwo i umniejszanie chociażby trójce, będącej jakoby najbardziej normicką i mainstreamową (i pompowanie mitu, że biedny Kojima po backlashu związanym z MGS2 musiał wrócić skruszony i zrobić gierkę skrojoną bardziej pod "przeciętnego" gracza). Dla mnie tam cała trylogia to 10/10. Ograłem dwójkę jakiś czas po premierze Substance jako gimbus nastawiony sceptycznie przez legendarną reckę HIVa (i łykając przy okazji sporo spoilerów) i grając nie mogłem wyjść z zachwytu jakie to dobre, także no różnie było.A rynek i recenzenci akurat dwójeczkę przyjęli bardzo pozytywnie i myślę, że przeciętny casual dajmy na to z USA, który w 2001 był małolatem, kojarzy tę część raczej ze szczękopadem związanym z grafą, mechanikami i ogólną zajebistością.14 godzin temu, Mejm napisał(a):Bylem w stanie odwlec granie w MGS3 czekajac jak wyjdzie Subistence.Tyle, że to były "tylko" 2 lata. Cóż, ja też wtedy czekałem, ale po przesunięciu premiery PAL jakoś na jesień 2006 (prawie ROK po Japonii) złamałem się i kupiłem zwykłego Snake Eatera, żałując jedynie, że zrobiłem to tak późno. Decyzję ułatwił mi fakt, że w sumie Subsistence poza kamerą i nieosiągalnym dla mnie online nie oferował nic specjalnego, koło zawartości z Substance to nawet nie stało. Edytowane poniedziałek o 22:202 dni przez kotlet_schabowy
Opublikowano wtorek o 19:401 dzień Bramble: The Mountain King (PC) - pierwsza godzina zapowiadała 'artystyczne' dzieło ze szczątkową rozgrywką na szczęście to tylko pozory. Z każdą godziną klimat idzie w stronę horroru i oprócz wesołego skakania jest też szczypta skradanki i klika prostych zagadek. Nie ma w tym nic odkrywczego ale wszystko funkcjonuje wystarczająco dobrze, jedynie przydługawe sekcje gdzie tylko trzymamy gałkę do przodu irytowały. Przedstawiony świat to mieszanka stworzeń z baśni z nordyckim folklorem, buduje to całkiem niepokojący klimat bo obok słodko wyglądających stworków są też takie wyjęte z koszmarów. Pomaga też to że sterujemy właściwie bezbronnym dzieciakiem którego celem jest uratowanie siostry z rąk przebrzydłych, tak na oko 20x większych trolli. Warto ograć dla samego designu bo rzadko kiedy mamy tak kontrastujące światy w grach. Fajna gierka z dobrze ogarniętym budżetem. Może bliżej jej pod względem konstrukcji i oprawy do mniejszych tytułów z PS3 ale bawiłem się ok. Gdyby nie to że ograłem Little Nightmares to pewnie ocenił bym wyżej. 7/10
Opublikowano 23 godziny temu23 godz. W dniu 16.06.2026 o 00:08, kotlet_schabowy napisał(a):Decyzję ułatwił mi fakt, że w sumie Subsistence poza kamerą i nieosiągalnym dla mnie online nie oferował nic specjalnego, koło zawartości z Substance to nawet nie stało.Mi zalezalo tylko na kamerze. Nie wiedzialem nawet ze dadza pierwsze dwa MG co uwazam za bardzo dobry bonus. Nie wiem natomiast co oferowalo Substance i czemu bylo lepsze, musialbym googlac. Snake na desce? Ale to chyba dla burgerow z xboxem.
Opublikowano 23 godziny temu23 godz. Substance z tego co pamiętam oferował wpiździesiąt misji VR i dodatkowe story ze Snakiem.
Opublikowano 23 godziny temu23 godz. A to nie dla mnie VRki dla mnie nie. Te misje SS to chyba jednak zrobilem bo cos tam kojarze, ze byly a mam to wydanie. No jednak chyba wyzej postawilbym rozszerzenie 3ki.
Opublikowano 21 godzin temu21 godz. Hellblade: Senua's Sacrifice - gra chodzona z rozwiazywaniem zagadek i walka jakiej byscie sie spodziewali w walking simulatorze (a i tak lepsza od kazdej z Silent Hill). Tego mi bylo trzeba. Krotkiej gierki z jako taka fabula i ciekawa realizacja. Bez craftingu, elementow rpg, zbieraniu xpkow, rozwijaniu postaci czy broni. I dokladnie to dostalem.No i generalnie lazimy, rozwiazujemy te puzzle polegajace w glownej mierze na obserwacji otoczenia i walczymy. Ostatni element troche mnie zaskoczyl. Spodziewalem sie czegos mniej rozbudowanego, bedacego raczej zapychaczem wymagajacym klepania kwadratu zeby tylko odbebnic. Jest z gola inaczej. Przy pojedynkach trzeba sie troche skupic bo mashowanie nigdzie nas nie doprowadzi. Rozkminic tez trzeba jak podejsc do danego typu przeciwnika (a tych jest kilka) bo nie ma w grze zadnych podpowiedzi (no powiedzmy) czy tutoriali (gra bez tutoriala - widzieliscie cos takiego, czujecie marciny?). A kiedy na ekranie jest wiecej niz jeden siepacz to trzeba skupic sie jeszcze bardziej (zakladalem ze bedziemy walczyc z jednym typem na raz ale sie pomylilem). Milo i przyznaje, ze lubilem te pojedynki, zwlaszcza ze jest parowanie. A ja lubie parowanie.Fabuly nie bede omawial bo to trzeba samemu. Jest spoko, nie sa to zadne wyzyny pisarstwa ale nie nudzi i jest na tyle skondensowana, ze nie gubimy watkow (tych z reszta tez nie ma wiele) w czym rowniez pomaga sama dlugosc gry. Element psychozy oddany bardzo fajnie, glosy w glowie (to te nasze podpowiedzi) robia robote i o wiele bardziej wole to niz hinty na UI czy na ekranach ladowania (a tych tu i tak nie ma). A propos UI to nie ma na nim nic. Zadnego paska zdrowia (naszego czy przeciwnika), podswietlania przedmiotow, podpowiedzi jaki guzik wcisnac, nic. Zaje.biste rozwiazanie. O tym, ze moge zapalic urne dowiedzialem sie dopiero jak sam sprobowalem na niej uzyc przycisku akcji trzymajac pochodnie.Mimo, ze gra jest dosc uboga w mechaniki i moc obliczeniowa mozna bylo spozytkowac na wizualia, to jednak graficznie jest srednio. Przynajmniej w trybie 60Hz. Chyba juz przywyklem do grafy na ps4 i po Orderze, Ethanie i (zdecydowanie) po DS juz niekiedy widze te slabsza jakosc. W 30 klatkach gra oczywiscie wyglada lepiej, wciaz jednak nie tak jak te wymienione. Ale o tym, ze idziemy przez kaluze informuje nas podlozony dzwiek chlupania bo patrzac pod nogi widzimy tylko plaska teksture wody. Wiec albo unreal engine 4 nie dowiozl albo deweloperzy.Takiej gry potrzebowalem, zwiezlej i do zrobienia bez pospiechu w dwa wieczory. Gdzie monotonia nie przeszkadza bo jak juz zaczyna to mamy koniec historii a nie zakonczenie dwudziestogodzinnego prologu. Ciekawy tytul, zdecydowanie zagralbym w druga czesc, chociaz chyba dobrych opinii nie zebrala. 7/10.
Opublikowano 20 godzin temu20 godz. The House of the Dead: RemakeNigdy nie byłem wielkim fanem celowniczków i ten tytuł raczej nie sprawi, że nim zostanę. Może gdybym chociaż miał pistolet to wrażenia byłyby lepsze, bo jednak granie w takie gry bez jakiegoś GunCona, to jak granie w Dark Souls bez maty do tańczenia: bezsens. Dzięki bogu udało mi się wyrwać ten hit za całe 11zł, inaczej musiałbym ponarzekać na krótki czas gry (40 minut i możesz odłożyć pada), małą ilość bossów i beznadziejne walki z nimi czy kiepską grafikę z najbardziej krzywymi mordami NPCów od czasu Star Wars Outlaws. Za to muzyka jest świetna i fajnie się maltretuje te biedne zombiaki rozrywając je ołowiem na kawałeczki, podejrzewam że replay-ability też jakieś istnieje, o ile ktoś ma ochotę pograć na wyższych poziomach trudności albo wyżyłować jakieś rekordy. Spróbowałem też szarpnąć w Time Crisis, ale tutaj odbiłem się momentalnie, bo w porówaniu do THotD gra wymaga bardzo dużej precyzji, czego niestety Dual Sense nie zapewnia (nie, motion controls w Dual Sense nie zastąpi pistoletu), niemniej zaskoczył mnie cover system w tej grze i to lata zanim w ogóle w czyjejś głowie zrodził się pomysł na kill.switch lub Gearsy
Opublikowano 20 godzin temu20 godz. Słyszałem, że niezłe crapidło, raczej nie wezmę nawet jak będzie latać za 5zł :)
Opublikowano 19 godzin temu19 godz. Ja kiedyś tylko w dwójkę grałem i zawsze będę miał do niej sentyment. Skończyłem kilka lat temu, a jakoś w zeszłym roku albo 2 lata temu remake jedynki zagrałem i spoko się grało ale nic poza tym. Ale tak to jest z celowniczkami. W większości gierki na chwilę i tyle.
Opublikowano 19 godzin temu19 godz. Ape Escape (PSX/PS3)Czyli "gra o łapaniu małp, która wymagała Dual Shocka". W tamtych czasach ewenement. Osobiście miałem z nią pierwszy kontakt dzięki demówce z OPSM, no i jako że posiadałem zwykłego pada, to mogłem się co najwyżej "nacieszyć" intrem, menusami i stojącym bez ruchu bohaterem. Mimo, że gierka sama w sobie jakoś specjalnie mnie nie interesowała, to jednak fakt, że nie mogę sobie popykać działał na wyobraźnię i w końcu, pożyczając kontroler od kumpla, sprawdziłem, o co tu chodzi. No i była to poprawna zręcznościówka z przekombinowanym nieco sterowaniem. Minęło ponad ćwierć wieku, coś mnie tknęło, żeby wrócić do tematu, i jakie miałem wrażenia po skończeniu całości?W sumie podobne, jak wtedy. Sterowanie to znak rozpoznawczy i taki trochę gimmick, bo gra spokojnie mogłaby być obsługiwana zwykłym padem i wiele by nie straciła. Widać, że to czasy, kiedy twórcy eksperymentowali ze sposobami użycia gałek analogowych i rezultat po latach jest mocno nieintuicyjny. No do końca zdarzało mi się, że odruchowo próbowałem skorygować kamerę prawą gałką, a tutaj odpowiada ona za użycie wybranego gadżetu (poruszanie kamerą to natomiast znany dobrze z czasów szaraka zestaw L1/R1). Ma to swój urok i na pewno wyróżnia grę, dodające też jakiejś tam dokładności wynikającej z zastosowania analogowego grzybka, ale momentami jest chaotycznie i niestety po prostu niewygodnie. Nie pomagają też inne elementy gameplay'u i interfejsu, takie jak wybieranie gadżetu za pomocą przycisków geometrycznych (siłą rzeczy ogranicza nas to do tylko czterech przedmiotów dostępnych na zawołanie, kiedy na dalszych poziomach trzeba już wachlować większą liczbą przedmiotów, żeby sprawnie progresować). Początkowo byłem nawet zadowolony z gameplay'u, bo po chwili przyzwyczajenia zapewniał całkiem przyjemną i immersyjną rozgrywkę. Niestety, im trudniejsze i bardziej rozbudowane levele, tym łatwiej o zmęczenie materiału. Małpy robią się coraz bardziej dokazujące i nieuchwytne, sama siatka, w którą je łapiemy, ma śmieszny zasięg, a ogłuszenie małpiszona (czy to "mieczem świetlnym", czy procą) jest nieefektywne, bo trwa po prostu za krótko.Powyższe niewygody sprawiły, że pod koniec tej dosyć krótkiej przygody miałem już trochę dość i dawkowałem sobie zabawę tak po jeden level na jedno posiedzenie, a maksowanie/endgame już sobie odpuściłem i raczej do gry nie wrócę (po napisach miałem ledwo 55% na liczniku). Całe szczęście jest tu dosyć sensowny system save, więc nawet jeśli nie skończymy danego poziomu, to wychodząc możemy zapisać nasz progres i liczbę złapanych małp/znalezionych pierdółek.Wersja NTSC prezentuje się tak sobie ze względu na obniżoną rozdziałkę, ale generalnie strona graficzna ma swój urok, jest kolorowo i estetycznie, całkiem fajnie prezentują się niektóre efekty specjalne, no i design małp jest już ikoniczny (za to postacie ludzkie to takie chibi-anime pokraki). Niestety, z muzyką jest dużo gorzej - jest po prostu okropna. Zapętlone po jakichś 20-30 sekundach motywy opierające się na powtarzalnych samplach w stylu bieda dnb, w praktyce kakofonia dźwięków. Męczące doświadczenie.Ogólnie: nawet niezła przygoda, ale nie dziwne, że Ape Escape nie trafiło do pierwszej ligi w swoich czasach, a i teraz nie wraca się raczej do niej ze specjalną nostalgią. Oryginalne sterowanie i sam pomysł na zabawę, różne gadżety, dające mniejszą lub większą frajdę, sporo grania dla chętnych na maksowanie. Sprawdzić mimo wszystko warto.4 godziny temu, Mejm napisał(a):Mi zalezalo tylko na kamerze. Nie wiedzialem nawet ze dadza pierwsze dwa MG co uwazam za bardzo dobry bonus. Nie wiem natomiast co oferowalo Substance i czemu bylo lepsze, musialbym googlac. Snake na desce? Ale to chyba dla burgerow z xboxem.Właśnie tylko na PS2 to było, akurat deska to taki śmieszny dodatek na jedno odpalenie i zapomnienie. Natomiast mięsem było kilkaset misji dodatkowych, gdzie poza typową masówką w VR typu "Weapon Mode 52" znalazło się sporo ciekawostek, na czele z Alternative Missions/Snake Tales. Teraz pewnie by mnie to nie jarało, ale w czasach, gdy miało się jeden oryginał na parę miechów, robiło to robotę.No i w pierwszym wydaniu była kozacka płyta The Document of MGS2, masa świetnego stuffu dla fanów Edytowane 17 godzin temu17 godz. przez kotlet_schabowy
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. Jak wyszło Devil May Cry V, to szarpałem jak wściekły, spragniony nowych diabelskich doznań. Tymczasem siedem lat minęło - a dałbym sobie głowę uciąć, że omawiany tytuł wyszedł góra 3-4 lata temu - więc uznałem, że pora na powtórkę, tym razem na PC i Vergilem. Od razu zaznaczam, że przeszedłem sobie grę na (zbyt łatwym) normalu i tyle mi wystarczy w ramach odświeżenia. Pozwolę sobie również nie poświęcać miejsca na oczywizmy, czym DMC V jest lub o czym traktuje ta jakże fascynująca historia.W zasadzie w przypadku Vergila trudno nawet byłoby powiedzieć, jakie wątki wybrzmiewają w fabule. Ów przyjemniaczek bowiem, zgodnie z leniwą tradycją Capcomu, przechodzi po prostu te same misje, co w standardowej kampanii, a zamiast cutscenek od razu przechodzi do walki z bossem czy innego wydarzenia. Przyznam, że w trzecim DMC z rzędu, gdzie Vergil został tak potraktowany, tym bardziej odczułem irytację tym zabiegiem, jakby zrobienie kilku dodatkowych misji czy animacji przekraczało całkiem budżet jakby nie patrzeć odpłatnego DLC.DMC V miało dla mnie dwie wady. Pierwszą były misje V - postać ta została zaprojektowana gameplayowo dużo gorzej od Dantego i Nero, a pomysł na to, żeby walczyła summonami i tylko dobijała pasował do slashera jak pięść do nosa czy inne kolano do wątroby. Granie nim nie było jakimś najgorszym growym doświadczeniem, ale po prostu wypadał blado na tle pozostałych bohaterów. Dlatego też z przyjemnością odebrałem fakt, że nie będę tą emołajzą znowu grał.Druga wada niestety przy kolejnym przejściu zajaśniała mocniej, niż przy pierwszym graniu na premierę - lokacje są strasznie nudne. Brak tu jakiegokolwiek elementu, który wprowadzałby przerwę od walki, a projekty są zwyczajnie bezjajeczne. Miasto z generatora miast po katastrofie i później niesamowita monotonia "drzewa". Dobrze chociaż, że jakąkolwiek wizualną i gameplayową odmianę daje świetny - najlepszy w historii serii - zestaw bossów (choć rozwiązanie ostatniej potyczki czy raczej dwóch ostatnich wypada, a jakże, leniwie).Natomiast samym Vergilem gra się doskonale, choć został nieco zbyt przekokszony. Dosyć powiedzieć, że poza trzema broniami odblokowanymi od początku (choć uwzględniając, że w jego skórze spędza się całą grę, to przydałaby się jeszcze jedna) i mieczami/widmami ma do dyspozycji teleporty, przyzywanie demonicznych klonów, których tempo można kontrolować, przemianę w demoniczną formę i pasek pozwalający odpalić zarówno speciala, jak dający dostęp do paru nowych zagrań, który nabija się w sposób pasujący do serii - udane akcje i uniki go ładują, ale przyjmowanie ciosów czy wyprowadzenie ciosów w powietrze skutecznie go redukują. Bardzo dobrze mi się tym bandziorkiem grało i szybko przykryło mi to wady.Bardzo chciałbym, aby Capcom w końcu kontynuował tę historię (na remake mam średnio ochotę, choć rozumiem, że może to być dobry motyw, aby przyciągnać do serii nowych graczy) i tym razem dał nam kampanię Dantego, Vergila i Nero jako podstawową zawartość. Myślę, że DMC VI mogłoby mi zniszczyć życie rodzinne i zawodowe - nawet bym tego oczekiwał. Edytowane 7 godzin temu7 godz. przez Jukka Sarasti
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. Wszyscy się śmiali z Ninja Theory i ich DmC, ale jedną rzecz zrobili lepiej niż kiedykolwiek zrobił Capcom: osobna kampania dla Vergila zamiast powtarzania nim tych samych misji, które przerabialiśmy wcześniej innymi postaciami. Lokacje też im wyszły lepiej niż w DMC4 czy 5, ZERO backtrackingu i walczenia po kilka razy z tymi samymi bossami.Akurat taki remake pierwszego DMC rozgrywający się w dojebanym, next-genowym zamku przytuliłbym chętniej niż DMC6 zrobione w ten sam deseń co Piątka. Ale chyba każdy by się ucieszył najbardziej z prequela przedstawiającego losy Spardy: najbardziej tajemniczy wątek z całej sagi, który przez te wszystkie lata został ledwo muśnięty.
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. Na grę o Spardzie nie liczę już w ogóle, co najwyżej go pokażą w jakimś rimejku czy kontynuacji w retrospekcji jak klepie Mundusa
Opublikowano 5 godzin temu5 godz. Mortal Kombat 1Nadrabiania w ramach Plusa gier, których normalnie bym nie ruszył, ciąg dalszy. Dawno już nie miałem do czynienia z bijatyką 1on1, a ostatnim "Mortalem" w jakiego grałem było Injustice 2, a tak to długo, dłuuuuugo nic (może MK4 jeszcze na pierwszym pleju i chwilę w Shaolin Monks na PS2). Tym bardziej zaskoczyło mnie, że gra jest dosyć rozbudowana jeżeli chodzi o mechaniki. Wiadomo, to nie Tekken, ale i tak można się nieźle pobawić różnymi rodzajami combosów, chwytów, odepchnięć, podcinek, technik specjalnych unikatowych dla każdej postaci, a nawet na chwilę przyzwać na pomoc drugiego ziomka. Ten specyficzny rodzaj animacji bohaterów mocno mnie ubawił, bo zgodnie z tradycją serii bolki poruszają się po arenie jakby ktoś im wsadził szczotkę od kibla w dupę, ale że tutaj grafika jest już mocno podrasowana, to wywołuje to dziwny dysonans Nie traktuję tego jednak jako minus, a wręcz przeciwnie. Tryb fabularny naprawdę fajnie zrobiony, miałem z niego więcej funu niż z oglądania ostatnich filmowych MK, widać napracowanie, jest brutalnie ale też często śmiesznie. Spoko że deweloper nie zrobił z tego jakiejś mrocznej i poważnej przygody tylko bardziej slapstickową naparzankę a'la Looney Tunes dla dorosłych. Samo story też niezłe jak na tego typu grę, ciekawie się ogląda przygody znanych bohaterów po wielkim resecie, czasem w kompletnie nieoczekiwanych rolach.Areny są bardzo ładnie wykonane, mają pełno detali i ruchomych obiektów, dźwiękowo też wysoka półka. Jedyny problem jaki mam z tą grą, to kiepsko zbalansowany poziom trudności: na normalu przeciwnik tępo stoi i czeka na oklep, z kolei na hardzie odwala takie combosy, że często w trakcie po prostu odkładałem pada, bo wiedziałem, że już nawet nie dam rady odzyskać kontroli nad postacią. Zupełnie jakby między normalem, a hardem powinno być coś jeszcze... very hard nawet nie próbowałem i nie mam zamiaru, bo podejrzewam że to już zabawa wyłącznie dla największych wymiataczy. Tak, żeby siedzieć przy tym tytule dziesiątki czy setki godzin masterując co się da, to by mi się nie chciało, ale na parę godzin wrócić do tego świata, chwilę poobijać ryje, pooglądać absurdalne animacje fatality i sprawdzić co tam u Johnny'ego albo Sub-Zero to jak najbardziej było warto.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. 17 minut temu, Josh napisał(a):Mortal Kombat 1 Tryb fabularny naprawdę fajnie zrobiony, miałem z niego więcej funu niż z oglądania ostatnich filmowych MKBaW dniu 8.06.2026 o 13:13, Rtooj napisał(a):Nie wiem po co w ogóle robią te filmy jak o wiele lepiej oglądało się story mode w MK1.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Ten ostatni film to chyba powstał tylko po to, żeby ta łysa baba z Intergalactic mogła wkurwić też fanów MK.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. 14 godzin temu, kotlet_schabowy napisał(a):No i w pierwszym wydaniu była kozacka płyta The Document of MGS2, masa świetnego stuffu dla fanówTa, tez to ogladalem (chociaz moje pierwsze wydanie to byla platyna jedynie z dvd z gra, dopiero pozniej wszedlem w posiadanie wanilii). I troche kislem. Bylo tam min. info ze Kojima daje wolna reke, ze zespol ma cos wymyslic i jak spoko to wejdzie do gry. No i tak dostalismy coolant. Ale byly tez cringowe momenty jak nagrywali jakies linie dialogowe no i oczywiscie nic nie przejdzie bez klepniecia od big bossa. Aktor mowi kwestie, w pokoju zapada cisza bo kojima mysli, mysli, po chwili daje znac glowa ze ok i wszyscy oddychaja z ulga i sie usmiechaja. Widac bylo ze raczej by robil dubla albo i dwadziescia, ale ze byla kamera to klepnal xD Najlepszy moment to jednak kiedy gadali, ze wszyscy lubia kaiju, no wiadomo japonia. I ze lubia godzille ale tez king konga. I ktos tam powiedzial, nie wiem kto, ze Kojima to Godzilla a jego zespol to King Kong xDDDDD Cokolwiek by to mialo znaczyc. Az musze do tego wrocic i sprawdzic czy nie zmyslilem, ale chyba nie bo to jednak swiat Kojimy. Zawsze mi sie to kojarzy ze scena z Killerow 2 jak Waski mowi, ze jest debesciak a jego mafia tez debesciak.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.