Treść opublikowana przez Josh
-
własnie ukonczyłem...
Heartworm Przygodówka nie bez wad, ale i tak warta polecenia maniakom gatunku (być może tylko im). Więcej w stosownym temacie:
-
Boomer Horror - hidden gemy & niszowe horrory
Heartworm Ledwo co mi skończyli masować prostatę Hollowbody i Post Traumą i jak już chciałem w końcu wytrzeć dupę z lepkiego lubrykantu i podciągnąć spodnie, to zaczął się kolejny, siedmiogodzinny masaż za sprawą Heartworm. A przecież za rogiem czają się jeszcze Tormented Souls 2, Flesh Made Fear oraz Echoes of the Living.... chłopaki, dajcie mi chwilę odpocząć Przygodę rozpoczynamy w skórze młodej niewiasty o imieniu Sam. Babeczka po ciężkich przejściach, delikatnie mówiąc w rozsypce: nie dość że dręczą ją nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, to jeszcze niedawno straciła ukochanego dziadka. Tropem internetowej creepypasty trafia do opuszczonego domu w środku lasu, który rzekomo służy jako łącznik między światem żywych i martwych, licząc więc na nawiązanie kontaktu ze zmarłym dziadkiem zaczyna samotnie eksplorować kolejne ciemne i zasyfione kąty ponurej posiadłości. Szybko okazuje się, że dom poza kiblem gorszym niż ten na przeciętnym dworcu w Polsce oferuje też wycieczkę portalem do innego świata... a ten bardzo lubi dręczyć swoich gości. Na rozmaite sposoby. Brzmi dosyć znajomo? Pewnie dlatego, że twórca gry nawet przez sekundę nie próbuje ukrywać swojego naśladownictwa Silent Hill. Albo Resident Evil. Lub Fatal Frame. Ewentualnie Clock Tower. Czerpania z innych tytułów jest tu mnóstwo, więc każdy fan klasycznych survival horrorów od razu poczuje się jak w domu. Długie, śledzące naszą postać ujęcia kamer i miasto tonące we mgle to wypisz-wymaluj SH. Walka za pomocą aparatu i pstrykanie fotek dziwnym kreaturom = Fatal Frame / Project Zero. Inventory, wielkie skrzynie do chowania przedmiotów, komputery do zapisywania stanu gry (zamiast maszyn do pisania) = Resident Evil. Ba, mamy tu nawet przytulne save roomy, z kojącą muzyką w tle, a w jednej z lokacji gra delikatnie zremixowane "Secure Place" z RE2. Powaga I to nawet nie wszystko, bo jeden korytarz ze schodami to wręcz zrzynka z tej samej lokacji w rezydencji Spencera żaden spoiler Tak, na dole pod schodami jest save room xD Nieźle kogoś poniosło, ciekawe czy Capcom się za to nie doczepi. Jeżeli chodzi o rozgrywkę to nie ma żadnych twistów i zaskoczeń, ot biegamy po dużych miejscówkach, zbieramy klucze, od czasu do czasu rozwiążemy jakąś zagadkę i trochę powalczymy. Bardzo fajnie, że dano nam możliwość wybrania jednego z dwóch schematów sterowania: tank controls lub bardziej nowoczesnego (a'la RE1 remake), dzięki czemu każdy będzie mógł wybrać taki wariant w jakim czuje się najlepiej. Sama walka została skonstruowana na modłę Cold Fear, czyli w trakcie eksploracji mamy klasyczne kamerki umieszczone w różnych kątach, a podczas starć ujęcie płynnie przechodzi w widok znad ramienia. I w tym momencie pojawia się mój największy zarzut w kierunku Heartworm. Przez to, że gra tak dużo i tak intensywnie czerpie od swoich starszych kolegów, brakuje jej swojej własnej tożsamości, tak jakby ktoś tworząc tę grę za bardzo się zagapił i zapomniał dodać czegoś od siebie. Ja rozumiem, że to jest już lekko przeruchany gatunek, w którym ciężko wymyślić coś nowego i świeżego, ale jakoś podczas szarpania w Crow Country, Alisę albo All of Us Are Dead nie miałem aż tak chamskiego uczucia deja vu. No i uczciwie trzeba przyznać, że gra w ogóle nie jest straszna. Klimatyczna owszem, ale bać się tu nie ma czego, żadnych jumpscare'ów, powolnego budowania atmosfery grozy, a przeciwnicy... po prostu są. I nawet nie stwarzają większego zagrożenia, bo często biegamy po dużych, otwartych lokacjach, a nawet jeżeli jesteśmy gdzieś w środku, to korytarze są bardzo szerokie, pozwalając bez problemu ominąć każdego przeciwnika. Dosyć powiedzieć, że Heartworm jest tak łatwe, że na końcu miałem 12 apteczek w boxie, a przez całą przygodę zużyłem ich może ze 4. No, trochę sobie ponarzekałem, to teraz czas na plusy. Przede wszystkim genialna jest muzyka, przywodząca na myśl najlepsze utwory Akiry Yamaoki (ale nie tylko) i potężnie podbijająca oniryczny klimat Fajne są też łamigłówki. Nie ma ich jakoś bardzo dużo, ale też gra nie jest super długa (około 7 godzin), więc powiedziałbym, że w sam raz. Część można rozwiązać po prostu strzelając w ciemno, część metodą "na chłopski rozum" zwyczajnie kojarząc proste fakty, ale też trafiają się takie przy których trzeba ostro pogłówkować. Najwięcej czasu spędziłem na zagadce z pianinem, to już chyba jakiś schemat że zawsze te najbardziej przesrane puzzle w grach to właśnie pianino/fortepian Z innych zalet to podobało mi się zróżnicowanie lokacji: od ponurych wnętrz starego domostwa, przez mroźne ulice miasteczka i skąpany w słońcu las, aż po gigantyczną wieżę zegarową przypominającą bardziej muzeum. Dla niektórych to może być za duży misz masz, bo nic tu do siebie nie pasuje, ale biorąc pod uwagę konstrukcję fabuły i fakt, że śmigamy razem z Sam po jej wspomnieniach z całego życia (a nawet widzimy przebłyski z jej przyszłości), to ma to jakiś sens. Fajnie, że znalazło się tu też miejsce na znajdźki (uwaga, zbieramy OPOSY) a nawet na ukryte przedmioty kluczowe, których znalezienie wpływa na to jakie zakończenie obejrzymy, warto więc się dobrze rozglądać i zbierać wszystko na swojej drodze. Co mnie zaskoczyło to bardzo skromny backtracking, przy założeniu że gramy dokładnie i nie przegapiamy żadnego przedmiotu kluczowego, to w większości przypadków nie ma sensu odwiedzać ponownie raz przeszukanych pomieszczeń. Tak że jak ktoś jest na to uczulony, to może spokojnie po Heartworm sięgnąć. Nie jest to z pewnością najlepszy przedstawiciel gatunku i szczerze mówiąc po obejrzeniu trailerów nastawiałem się na ciut więcej, ale i tak warto sprawdzić przy okazji jakiejś promki, zwłaszcza jeżeli ktoś ograł już wszystko inne i dalej ma niedosyt survival horrorów. Jako zapychacz pomiędzy większymi zawodnikami (u mnie wleciało akurat jako zapchajdziura pomiędzy Cronosem, a Silent Hill f) sprawdza się całkiem nieźle. 7=/10
-
Marvel's Wolverine
Stare Spyro albo pierwsze Ratchety zjadają na śniadanie to co nam wczoraj pokazali. No, ale co kto lubi. Na pocieszenie mamy Marvel's Avengers oraz z sąsiedniej stajni Gotham Knights i Suicide Squad Natomiast jeżeli komuś podobał się Deadpool z PS3, to na obecnej generacji najbliżej gameplayem stoi tu Wanted: Dead. Polecam, fajna gierka.
-
Marvel's Wolverine
Wyparcie widzę mocne na forumku I czytanie ze zrozumieniem pewnie też: ja nie twierdzę, że gra zbombi finansowo. Twierdzę, że nie zrobi takiej furory jak oba ostatnie Spidery i zarobi od nich wyraźnie mniej z uwagi na mniej lubianego bohatera i spadek popularności filmów o herosach. Zresztą, niedługo się o tym przekonamy, chętnie wtedy wrócę do tego wątku. Mamy Deadpoola w domu
-
Marvel's Wolverine
Ten film zarobił tyle tylko dzięki Deadpoolowi, posusze w temacie filmów superbohaterskich (a może ściślej: ogólnej biedzie jeżeli chodzi o to co puszczają w kinach) i zajebiście grubej reklamie (w Poznaniu co 10 metrów przewracałem się o przystanki autobusowe oklejone plakatami z tego filmu), a nie dzięki Wolverinowi Also: reveal trailer Spider mana 2: 31 mln wyświetleń, reveal trailer Rosomaka: ledwo 10 mln. Swoje może i zarobi, ale nie będzie to już taki szał jak ze Spiderem.
-
Marvel's Wolverine
Szkoda, że hype na Marvela skończył się jakieś 5 lat temu, a Wolverine nie jest tak popularną i lubianą postacią, żeby gra z jego udziałem sprzedała się tak dobrze jak np. Spider-man. Trailer taki sobie, mocno cinematic, a combosy wyglądają biednie w hooy, jestem ciekaw czy przez całą grę będzie się dusić dwa razy kwadrat i raz trójkąt, żeby pokonać każdego przeciwnika czy jedak będzie w tym jakiś bardziej finezyjny sznyt. Na plus oczywiście brutalność, roboty czy nie roboty wygląda to nieźle i podchodzi trochę pod Mortal Kombat z tą ilością juchy oraz pazurami Rosomaka przebijającymi się przez czaszki, z drugiej strony gryzie mi się to z lokacjami, wyglądają zbyt kolorowo i radośnie. Naprawdę tak ciężko zrobić teraz grę w mroczniejszej stylistyce? Zwłaszcza, że twórcy raczej nie celują tu w pokolenie Robloxa tylko w nieco starszych odbiorców. Anyway, nic mnie na ten moment nie przekonuje do zakupu day 1, ani nawet day 500, po tak długim okresie dewelopingu liczyłem na więcej. Ogra się kiedyś w Plusie.
- Growe Szambo
- Growe Szambo
-
Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
Dokładnie. Tym razem co najwyżej koleś może schrzanić setting i namieszać w lore, ale przynajmniej nie będzie Leona "show bobs and vagene" Kennedy'ego ani czarnego Weskera z tupecikiem
-
Nowa gra pana Hideo Kojima o roboczym tytule PHYSINK :)
Ale bym sobie pograł w takiego MGSa 2.0. Szkoda tylko, że Kojima ma już swój wiek, a przy obecnym czasie dewelopingu wysokobudżetowej gry, raczej już nie zdąży zrobić z tego tak zaawansowanej serii jak metal dżir. Za dużo czasu zmarnowane na Death Stranding.
-
Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
Akcja filmu ma się rozgrywać w tym samym czasie co story z RE2, ale nie być w żaden sposób powiązana ze znanymi bohaterami. Bardzo bezpieczne podejście, ale jak dla mnie to strzał w dziesiątkę, bo możemy dostać coś zupełnie świeżego, ale jednocześnie znajomego i lubianego. Na tej samej zasadzie operował pierwszy RE od Andersona (dopiero później okazało się, że rozgrywa się w alternatywnej linii czasowej) i wtedy wyszło zajebiście. Może jednak jest jakaś nadzieja dla tej ekranizacji
-
Zakupy growe!
No w końcu nasz mały Poopcio wyszedł ze swojej strefy komfortu i wziął się za horrory. Silent Hill to nie jest, ale od czegoś trzeba zacząć
-
Baldur's Gate 3
Ojtam ogrom. Mi zajęła skromne 120 godzin, a i tak wszystkiego nie zrobiłem Co do klimatu to zgoda. Teraz wszystko musi być pedalskie i kolorowe: Divinity, Pillarsy, Dragon Age, Baldur, Diablo.
-
CRONOS: The New Dawn
Dlatego zbierałem wszystkie od nowa, bo myślałem że tak trzeba, ale przy 5 (to był jedyny który pominąłem przy pierwszym podejściu) wpadł mi trofik :)
-
CRONOS: The New Dawn
Koty, travelogi i komiksy na 100% się sumują, gra zapamiętuje każdą zebraną w poprzednim runie znajdźkę, więc podejrzewam że esencje też.
-
CRONOS: The New Dawn
Jak masz save'a przed pociągiem (gdzie znajdujemy esencję Lidii Marzec) to nawet nie musisz zaczynać od zera. Ja się w ten sposób wycwaniłem, bo ostatnie dwa trofea jakie mi brakowały to właśnie te z esencjami - zrobiłem w tym miejscu save, docisnąłem grę zbierając inne potrzebne esencje a później wczytałem ten zapis i grałem aż do momentu zebrania pozostałej rodzinki Marców, czyli w sumie wyszło 2.5 przejść gry. Teraz się zastanawiam czy pocisnąć jeszcze raz na hardzie z czystą kartą bez upgrade'ów, ale nie wiem czy się wyrobię przed Silencikiem :/
-
Właśnie zacząłem...
W oczekiwaniu na Silent Hill odpaliłem Heartworm. Niezły klimat.
-
Silent Hill f
Dla mnie to co napisałeś brzmi dokładnie jak Soulsy. Respenie wrogów, powolne, metodyczne pokonywanie ich, pasek staminy. Jak nie Soulsy to do czego byś to prędzej porównał?
-
CRONOS: The New Dawn
Początkowy karabinek lepiej w ogóle olać i zostawiać amunicję aż do znalezienia jego mocniejszej odmiany. Wtedy wszystkie rdzenie władować w damage i czas ładowania, ze skrzynki wyjąć zaoszczędzone pociski i już do końca gry nie trzeba się niczym przejmować. Dwaj ostatni bossowie padają zanim walka zdąży się na dobre rozkręcić
-
Silent Hill f
Zazdro. Kusiło, żeby przypierdolić L4 od czwartku, ale chyba jednak opanuję swoje żądze i wykorzystam je dopiero na Ninja Gaiden Wiadomo, że to nie będzie zbyt obiektywna opinia, ale też chętnie poczytam Twoje wrażenia ;)
- Naprawdę ponadczasowa gra
-
Silent Hill f
Na pewno fabułę SH łatwiej zrozumieć niż cokolwiek z Shenmue.
-
Silent Hill f
W SH2 też nie było widać gaci Jamesa, a jednak uznałem tę grę za GOTY. Tutaj też przeżyję tę drobną niedogodność, aczkolwiek 10/10 na pewno już nie będzie
-
Silent Hill f
- Final Fantasy: nie licząc spinoffów to już 16 finałów i końca dalej nie widać. 17 raz
Final Fantasy: nie licząc spinoffów to już 16 finałów i końca dalej nie widać. 17 raz nie dam się nabrać. - Final Fantasy: nie licząc spinoffów to już 16 finałów i końca dalej nie widać. 17 raz