Treść opublikowana przez Czokosz
-
Witchfire
Początkowo było 8 osób, teraz 26. Mówili w zeszłym roku, że port na konsole nie ukaże się przed wyjściem gry z wczesnego dostępu. Poza tym widziałem wpis od jednego z devów na reddicie parę miesięcy temu, w którym pisał, że właśnie rekrutują do zespołu ludzi od tego i ruszają z pracami.
-
Sam nie wiem czemu tyle lat czekałem na ogranie tej gry. Nigdy wcześniej nie grałem w
Sam nie wiem czemu tyle lat czekałem na ogranie tej gry. Nigdy wcześniej nie grałem w żadną odsłonę i postanowiłem prawilnie zacząć od pierwszej części. Od razu wgrałem moda DevilutionX, który poprawia sporo błędów, wprowadzę obsługę wysokich rozdzielczości i dodaje inne przydatne funkcje. Myślałem jeszcze nad Belzebubem, ale wyczytałem, że to bardziej mod dla doświadczonych graczy, którzy szukają jakiegoś urozmaicenia, a nie dla żóltodziobów, którzy pierwszy raz mierzą się z Diablo. Miałem pograć tylko godzinę bo ogólnie miałem inne plany na ten dzień, a skończyło się tak, że 5 godzin zleciało nie wiadomo kiedy... jakoś ciężko mi się było oderwać od kursowania między Tristram i katakumbami sprzedając złom, dokupując mikstury, naprawiając ekwipunek albo kupując nowe elementy uzbrojenia i potem wracając po raz enty czyścić kolejne piętra tego demonicznego labiryntu.
-
własnie ukonczyłem...
The First Berserker: Khazan Po Lords of the Fallen soulslajkowy głód najwidoczniej nie został zaspokojony, bo widząc Khazana na świątecznej promocji postanowiłem dać mu szansę. Nadal nie byłem do końca przekonany, ale do dwóch godzin można zrobić zwrot, więc wyszedłem z założenia, że nie szkodzi spróbować. Zresztą w tego typu grach dość szybko idzie się poznać na jakości tego z czym mamy do czynienia. Pierwsze starcie i już wiedziałem, że jest dobrze. Od początku system walki kupił mnie swoją dynamiką, przyjemnym, rytmicznym parowaniem ciosów (po Sekiro i Nine Sols zakochałem się w tym na zabój i od tamtej pory zawsze mi tego brakuje w grach, które głównie stawiają na uniki) uderzenia są świetnie udżwiękowione i czuć ich ciężar, animacje są płynne i przyjemne dla oka. Wyczyściłem pierwszą lokację, dotarłem do bossa i po walce z nim wiedziałem, że żaden zwrot nie wchodzi w grę. Każda kolejne starcie z bossami fabularnymi to było coś niesamowitego. Wspaniała choreografia, różnorodnóść ataków, frajda z każdego kolejnego podejścia, które było nieco lepsze od poprzedniego, z wyczucia odpowiedniego rytmu, w którym należy sparować cios albo go uniknąć. Niekiedy druga faza i przy tym krótka cutscenka, w której boss przepoczwarza się w silniejszą, demoniczną wersję samego siebie. Daleko mi do jakiegoś wielkiego fana tego gatunku (lubię tego typu gry, ale raz na jakiś czas, teraz to był wyjątek od reguły, że po Lordsach od razu wjechałem w następny taki tytuł) przeważnie szybko się irytuje i tłumię w sobie złość, żeby nie rzucać kurwami na prawo i lewo, ale w przypadku Khazana było inaczej. Same walki dawały mi dużą satysfakcję i wracałem po raz kolejny na arenę walki z bossem, żeby po prostu popatrzeć na te jego piękne zsynchronizowane ataki i cieszyć się z samej oprawy towarzyszącej temu starciu. Co do rozwoju postaci mamy drzewko oferujące jakieś specjalne ataki, nowe combosy, zmniejszenie kosztu zużycia wytrzymałości podczas parowania albo unikania ataków. Z każdym kolejnym skilem, nowym uzbrojeniem, kolejnymi nabitymi levelami oraz po prostu poprzez czas spędzony w tym świecie i naukę mechanik gry mogłem obserwować rosnącą potęgę mojej postaci i realny progres. Do samego końca było wyzwanie (szczególnie podczas walk z bossami) ale było o tyle dobrze zbalansowane, że czuć na przestrzeni całej tej historii jak Khazan staje się coraz mocniejszym oponentem dla tych wszystkich nieczystych sił, które opanowały królestwo. Pod wieloma względami Khazan przypominał mi Nioha. Gęsto sypiący się loot, rotowanie ekwipunkiem, bo co chwilę wyleci albo lepszy element zbroi, albo broń z wyższymi statystykami. Ogólnie trzeba często dłubać, przebierać albo na póżniejszym etapie wytworzyć u kowala różnego rodzaju pancerze po znalezieniu odpowiednich schematów. Do tego mamy poboczne misje, które jak w Niohu bazują na recyklingu map z fabularnych lokacji, które przemierzamy z ich drugiego końca i na samym finiszu pokonujemy bossa. Tak samo każdą misję/lokację wybieramy na mapie regionu i w ten sposób się tam przenosimy. Nie ma tu systemu jak w grach od From Software (albo jako we wspomnianym Lords of the Fallen) że przemierzamy sieć połączonych ze sobą lokacji. Niestety jest też Niohowy recykling mini bossów, bossów w pobocznych misjach oraz zwykłych mobków. Różnorodność mogłaby być nieco większa, bo na póżniejszym etapie znałem sekwencje ich ataków na pamięć i w pewnym momencie tylko fabularni szefowie nieśli ze sobą większe wyzwanie. Niby co jakiś czas dochodzi jakiś nowy typ przeciwnika, ale i tak liczba dostępnych wariantów jest niska. Następnym zarzutem są generyczne lokacje, które pewnie mniej by mnie kłuły oczy, gdyby nie ogrywane wcześniej Lordsy. Brakuje tu większej ilości detali w otoczeniu, jakiejś ciekawszej artystycznej wizji. Sam styl graficzny jest spoko i trochę szkoda, że nie dopieszczono bardziej tych wszystkich odwiedzanych miejscówek. Oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły i momentami było na czym zawiesić oko, ale na ogół wyglądało to biednie. Nie chce też popadać w przesadę, że Khazan to brzydka gra, bo tak nie jest, ale to raczej średnia półka w tym gatunku i twórcy mogli bardziej przyłożyć się do tego elementu. Na koniec słówko o historii, która jest całkiem przyjemna w odbiorze jak na soulslike. Nie ma bełkoczących od rzeczy postaci, wydarzenia są podane w przystępny i zrozumiały sposób. Dalej sama gra jest ograniczona przez konwencje, w której to gameplay jest na pierwszym planie i dialogów nie może być za dużo, do tego dochodzi oklepany motyw zdrady i zemsty, ale finalnie dobrze to wyszło. Może Khazan nie jest tak wkurwiony jak Kratos w greckiej trylogii God of War, ale na pewno jest tak samo zdeterminowany, żeby wyrównać rachunki. Jak ktoś jeszcze nie grał i lubi ten gatunek, to polecam sprawdzić, bo to kawał solidnej gry, w której combat i walki z bossami to zdecydowanie pierwsza liga. W razie czego wyzwanie można dostosować pod siebie, bo są poziomy trudności do wyboru, więc każdy może spróbować swoich sił. Warto dać szansę Khazanowi, bo oferuje sporo dobrego i w mojej opinii zasługuje na znacznie większą uwagę.
-
Total Chaos
Dotrwałem do 5 rozdziału i też dałem sobie spokój. Historia jest sztampowa (przynajmniej do momentu, w którym skończyłem, być może póżniej się rozkręca) combat jest poprawny i tyle, lokacje na jedno kopyto, na minus też to, że postać porusza się strasznie szybko i sprawia to wrażenie jakby się grało jakimś duchem, a nie człowiekiem. Jest tyle ciekawych tytułów do nadrobienia, że szkoda czasu na męczenie się do napisów końcowych. Na początku było jeszcze spoko, ale z każdym następnym rozdziałem coraz bardziej przymuszałem się do kolejnej sesji z tym tytułem. Dodam jeszcze, że średnio mi leży pomysł z dbaniem o odpowiednie odżywienie i nawodnienie postaci. Jeszcze ta zabawa w produkowanie rożnego rodzaju broni, materiałów wybuchowych i środków leczniczych ze znalezionych materiałów jest ok, ale z tym zaspokojeniem pragnienia i głodu co chwilę to jakiś absurd. Przecież to nie jest Stalker, że spędzamy w świecie gry jakieś tygodnie/miesiące i jest to jeden z parametrów, o który musimy dbać, żeby przetrwać przez dłuższy czas w nieprzyjaznym środowisku. To tak jakby w Silent Hill trzeba by było łazić po miasteczku i szukać resztek jedzenia, bo James jest głodny przez co nie ma siły machać gazrurką. Niby pierdoła, ale do tego typu gry kompletnie mi nie pasuje taki pomysł.
-
The First Berserker: Khazan
Dla mnie ta gierka to mega odkrycie. Przeglądałem wczoraj promki na steamie i wpadł mi w oko Khazan (przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem jakiś trailer) szybko załadowałem do koszyka z myślą, że jak mi nie siądzie przez pierwsze dwie godziny to robię zwrot i poszukam czegoś innego. Skończyło się tak, że od wczoraj nastukałem parę godzin i ciągle nie mogę się doczekać kolejnej rozgrywki. Po pierwszym starciu wiedziałem, że jest dobrze. Ciosy mają swoją wagę, są zajebiście udżwiękowione, parowanie pięknie wchodzi i sprawia ogromną frajdę, Poza tym ta choreografia walk z bossami... ich design, animacje, dynamika, różnorodność ataków, piękne wizualne zmiany w otoczeniu podczas drugiej fazy. Poza tym to co jest zajebiste w tego typu grach, czyli nauka unikania niektórych ataków, parowania w odpowiednim momencie, szukania tego właściwego momentu na swoją kolej do przypuszczenia natarcia i walka z tą wewnętrzną pazernością, żeby nie przedobrzyć i nie przygrzmocić o raz za dużo, bo może się to zemścić. Tu nawet jak dostaje kolejny wpierdol i powtarzam walkę z bossem, to mam to w dupie, bo chce zobaczyć jeszcze raz jak się rusza i wykonuje te wszystkie synchronizowane akrobacje. Nawet historia jak na soulslike jakoś przyjemnie wchodzi (nie jest to nie wiadomo co, ale jest spoko) po prostu chce się człowiekowi dalej zagłębiać w ten świat. Jestem z tych graczy, których na widok potencjalnej areny z bossem w tego typu grach oblewa zimny pot i zastanawiam się po co ja sobie to robię. No ale nie tu, bo w Khazanie idę z przyjemnością dostać oklep i powoli nauczyć się odpowiedniej taktyki. Jak ktoś się waha, a lubi gry z tego gatunku (jak nie, to i tak polecam, bo są poziomy trudności, więc każdy może dostosować wyzwanie pod siebie) to warto wjechać, bo to nie jest jakiś kolejny gówno soulslike, który nie ma nic ciekawego do zaoferowania.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Dwie gry, które traktuję jako backlogowy must have na przyszły rok.
-
CRONOS: The New Dawn
Wydaje mi się, że Bloobery zerkali w stronę popularności takich gier jak Elden Ring i założyli, że trudne gry na dobre weszły do mainstreamu, więc gracze pewnie docenią większe wyzwanie w postaci braku łatwego poziomu trudności. Zresztą coś tam wspominali przed premierą, że gry od From Software są dla nich jedną z inspiracji i tu najwidoczniej poczynili błędne założenie, że w gatunku survival horror tego typu rozwiązanie też się sprawdzi. Konami było mądrzejsze i zrozumiało, że nawet easy to za mało i w póżniejszej aktualizacji dorzucili poziom trudności, na którym poradziła by sobie nawet moja 90 letnia babcia. Dla niektórych samo słowo horror w opisie gry sprawia, że odpalenie jej jest wyzwaniem, a co dopiero opinie od innych graczy, że nie ma trybu story mode albo easy i od początku trzeba się męczyć na normalu.
-
CRONOS: The New Dawn
Zdaje sobie z tego sprawę i sam nie zaliczam się do tych wszystkich pro graczy, którzy przechodzą gry z serii RE z opaską na oczach. Dla mnie hard to było zawsze ostateczne wyzwanie, w którym często szło mi do dupy, ale jakoś udało się dobrnąć do napisów końcowych. Piszę więc z perspektywy gracza o przeciętnych umiejętnościach, który nie rozumie skąd się wzięło to przekonanie, że Cronos jest jakoś wyjątkowo trudną grą. Normal jest spoko wyważony, za to hard z tymi wszystkimi ulepszeniami z pierwszego przejścia i zdobytymi zasobami zmienia się w easy. Za chuj nie rozumiem skąd Cronosowi przypadł akurat ten status, skoro zdecydowanie trudniejsze wyzwanie jest chociażby w Dead Space, The Evil Within czy nawet we wspomnianych Residentach. W przypadku tej gry zaliczyć 400 zgonów to już trzeba naprawdę nie wyciągać żadnych wniosków ze swoich porażek. Jak sam przechodziłem Cronosa to trochę obserwowałem ten wątek, bo byłem ciekaw statystyk końcowych innych graczy i niejednokrotnie trafiałem na wpisy osób, które przyznawały, że są niedzielniakami. Ich licznik oscylował w granicach 100-150 zgonów, więc jego liczba to i tak jakaś abstrakcja. Oddać mu trzeba jedynie to, że nie psioczy na twórców, że żle zbalansowali grę.
-
CRONOS: The New Dawn
Jakiś chłop na reddicie wstawił wczoraj swoje statystyki, 400 zgonów na normalu xD Naprawdę daleki jestem od wyśmiewania innych graczy, bo sam często potrafię grać jak ulung i tylko przez ośli upór w końcu uczę się ogarniać grę na przyzwoitym poziomie, ale żeby w przypadku Cronosa tyle razy zaliczyć zgon to już naprawdę trzeba być debilem.
-
Indywidualne podsumowanie roku w grach.
I tak już nic więcej nie przejdę w tym roku, więc napocznę coroczne podsumowanie. 1.Alan Wake II- daleko mi do zachwytów i nazywania tej gry jednym z najlepszych przedstawicieli gatunku survival horror, ale szanuje za to, że ma swój unikalny styl. Kocham za poczucie humoru, kocham za musical, za lokacje i głównych bohaterów tej opowieści. Nie lubię za to, że wspomnianego humoru niekiedy jest za dużo i są momenty, w których wybija z klimatu, nie lubię też za to, że dialogi często zahaczają o grafomanie (szczególnie u postaci pobocznych, które zachowują się jakby wpadły do kociołka z psychodelikami) i nie lubię za tę całą detektywistyczną robotę z przenoszeniem się do umysłu postaci i łączeniu kropek na tablicy poszlak. Warto było w to zagrać i mam nadzieje, że ziomki z Remedy zrobią kiedyś trzecią odsłonę. 2.Crash Bandicoot N. Sane Trilogy - nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej franczyzy i traktowałem ją jako przyjemny przerywnik od innych gier. Raczej wracał nie będę, ale bawiłem się dobrze i miło będę wspominał. 3.Indiana Jones i Wielki Krąg - dobrze napisane postaci, wciągająca eksploracja, przyjemna i jednocześnie zabawna walka, fajnie zaprojektowane lokacje. Spore zaskoczenie, bo spodziewałem się takiej spoko gierki 7/10, a bawiłem się świetnie do samego końca i finalnie dałbym 9. 4.Dead Space OG - gra do której lubię wracać co jakiś czas, a że akurat była promka na Gogu, to kupiłem na kolejną platformę i od razu ograłem. Straciłem rachubę, który raz już ją przechodzę, ale wiem tylko tyle, że za każdym razem bawię się przednio. 5.Wanted Dead - budżetowy slasher z gównianymi dialogami, debilnymi i przerysowanymi do bólu postaciami, lokacjami i grafiką z ery ps3, skandalicznie wysoką ceną premierową (wydawca to wycenił na 270zł...) ale jednocześnie z systemem walki, który może nie jest jakiś topowy i sporo mu brakuje do najlepszych gier z tego gatunku, ale idzie czerpać z niego satysfakcję. Kupiłem na promce za jakieś 50zł i w ten cenie to był dobry interes. 6.Devil May Cry 5 - tu z kolej system walki to top (jedynie V mi się średnio grało, za to Nero, Dante i Vergil robią robotę), postaci są spoko i da się je lubić, przyjebać się mogę jedynie do designu lokacji, do którego twórcy specjalnie się nie przyłożyli, a to jednak ważny element. Fabuła mnie jakoś mocno nie wciągnęła, ale po pierwsze to slasher, więc nie jest to najistotniejszy element, a po drugie coś z niej pamiętam w porównaniu do Wanted Dead. 7.Ninja Gaiden 2 Black - pierwsza styczność z serią i na pewno nie ostatnia. System walki dynamiczny i wymagający, finishery do samego końca sprawiają dziką satysfakcje, jucha się leje przez cały ekran, a kończyny latają w każdym możliwym kierunku. Przy napisach końcowych czułem się jakbym wysiadł z kolejki górskiej. 8.Atomfall - taki budżetowy Fallout osadzony w północnej Anglii w latach 60. AI przeciwników to żart, system walki jest mocno drewniany, fabuła nie porywa jakoś mocno (choć daje trochę możliwości i ma swoje momenty) dowiozła za to eksploracja, staro szkolne podejście z brakiem znaczników, fajne rozwiązanie związane z ekonomią w świecie postapo, w którym za walutę robią posiadane przez nas przedmioty i może nią być broń, ciuchy, żywność albo apteczki. Nie jest to długa gra i uważam, że spoko to wyszło, bo potrzebne są też produkcje o mniejszej skali, których zawartość jest bardziej skondensowana. Trzymam kciuki za powstanie drugiej odsłony. 9.Nine Sols - niby najlepszy system walki z jakim się spotkałem jeśli chodzi o metroidvanie 2D, ale finalnie czegoś mi zabrakło. Walki z bossami super, czyszczenie lokacji też, elementy platformowe wypadły dobrze, ale miałem momenty, gdy odczuwałem znużenie. Myślę że nie leżał mi specjalnie setting tej gry. Za to wspomniana walka żywcem wyjęta z Sekiro to po prostu coś wspaniałego i za to wystawiam temu tytułowi mocne 8. 10.Bloodrayne - fajnie było wejść w ten świat i posiekać pół-wampirzycą tabuny nazistów, ale trzeba uczciwie przyznać, że gra jest już mocno archaiczna. Bardziej nadrobiłem z sentymentu (jedno z pierwszych wspomnień z dziecińśtwa jak brat w to łupał w święta) ale ogólnie nie polecam, bo od początku do samego końca gameplay nie oferuje niczego nowego i póżniej już mocno nuży. 11.Bloodrayne 2 - spotkałem się z opiniami, że niektórzy gracze uznają pierwszą odsłonę za lepszą grę od jej kontynuacji. Ja jestem zupełnie innego zdania i dużo lepiej bawiłem się przy dwójce. Nadal jest sporo archaizmów, system walki jest średni, walki z bossami to spacerek, ale jechanie na szpilkach po poręczy i jednoczesne przecinanie w pół chłopów stojących na schodach to był piękny widok i nie zapomnę go nigdy. 12.Onimusha Warlords- prosty, ale przyjemny system walki, trochę zagadek, eksploracji, walk z bossami. Nic mnie nie powaliło na kolana (poza świetnym, mrocznym klimatem) co jest zrozumiałe ze względu na rok produkcji. Mimo wszystko to było przyjemnych kilka godzin, które zachęciły mnie do wrzucenia na listę życzeń przyszłorocznej odsłony. 13.Silent Hill - pierwsza odsłona serii, która nadal trzyma się dobrze. Już kij w tę walkę, bo ona zawsze była lipna w SH, ale projekt lokacji, ciekawie zaprojektowane łamigłówki (przy zagadce z pianinem byłem bliski załamania nerwowego) spotykane postaci i rozwiązania fabularne dowożą to co trzeba. Nie mogę się doczekać na remake od Blooberów. 14.Silent Hill 2 OG - gra 10/10 za to co wniosła do gatunku, za wspaniałą historię, którą można interpretować na wiele sposobów, za niesamowity design zwykłych maszkar i bossów, za głównego bohatera, którego chciałbym znienawidzić, ale nie umiem. 15.Warhammer Boltgun - kompletnie nie siadła mi ta gra. Strzelanie nawet spoko, ale wkurza mała różnorodność przeciwników, powtarzalność bossów, kiepski level design. Nie jest to na pewno jakiś crap, ale więcej niż 5/10 bym nie dał. 16.Fran Bow - mroczna, psychodeliczna podróż przez umysł głównej bohaterki pełna niepokojących motywów, fajnych zagadek do rozwiązania o różnym stopniu trudności oraz ciekawie zaprojektowanych lokacji. Pozycja godna polecenia dla fanów gier typu point and click, szczególnie teraz na zimowe wieczory, w których takie niepokojące historie wchodzą najlepiej. 17.Valfaris - taka średniej jakości platformówka 2D, którą polecałbym jedynie na promocji za kilkanaście złotych. Na plus na pewno ostatni boss (w mojej opinii jedyny dobry, reszta jest lipna) idzie się przy tym dobrze bawić, ale jak ktoś oleje ten tytuł to niewiele straci. 18. The Messenger - gra podobnego typu do Valfaris, ale o kilka klas lepsza ze względu na dużo lepiej wykonane elementy platformowe i walki z bossami. To tytuł zdecydowanie warty polecenia. 19. Black - moje backlogowe GOTY i jeden z lepszych fps-ów, w który miałem okazje zagrać. W przyszłym roku zrobię powtórkę na wyższym poziomie trudności. 20. Cronos The New Dawn - po SH2 remake i po Cronosie każda następna gra od Blooberów to dla mnie obowiązkowy zakup. Wiadomo, że sam Cronos ma pewne mankamenty w postaci historii, która mogłaby zostać poprowadzona nieco lepiej (nadal spoko jak na standardy gatunku, ale trochę brakuje do najlepszych) braku zagadek, zbyt łatwych bossów, na których zawsze jest jeden patent. Kocham za to za postapo PRL-owski Kraków, system walki, który z czasem się rozkręca i oferuje sporo dobrego, eksplorację, design lokacji i masę smaczków, które szczególnie docenią gracze z Polski. 21.Doom The Dark Ages - moje top 3 tego roku. Świetnie się bawiłem do samego końca, wbiłem platynę i planuje powtórkę za jakiś czas. 22.Dead Space Remake - po Cronosie mało mi było i wróciłem po platynę mierząc się z trybem Impossible, w którym zgon oznacza koniec gry. Kocham całym sercem i uważam za jedną z gier mojego życia. 23.Silent Hill f - system walki nie siadł mi kompletnie (poza walkami z bossami, to wypadło spoko) etapy w lisiej świątyni są do dupy, eksploracja i zagadki na plus, fabuła rozwala system. Sceny z rytuału na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Kibicuje twórcom, bo mają talent, ciekawą wizje i czują klimat tej serii, ale gameplay muszą poprawić w następnej grze. 24.Ninja Gaiden Ragebound - spoko mi się w to grało, ale jednocześnie jest to dla mnie tytuł bez większej historii. 2-3 krótsze sesje i po sprawie. 25.Luto - symulator chodzenia z ciekawą i smutną historią w tle oraz z kilkoma zagadkami do rozwiązania. Mam duży szacunek dla twórców, że wzięli na warsztat temat choroby bliskiej osoby i opowiedzieli o nim w dojrzały sposób bez wplatania do rozgrywki jakichś tanich straszaków. 26.Warhammer Space Marine 2 - super się bawiłem, kampania mi się podobała, potem trochę PvE i PvP, jednak w którymś momencie nasyciłem się po korek i odinstalowałem. Chmary przeciwników i design lokacji robią ogromne wrażenie. W trzecią odsłonę wjeżdżam na premierę. 27.Keeper- audiowizualna uczta, ale nie każdemu siądzie ten typ rozgrywki. Fajnie że ziomki z Double Fine dalej podążają za swoją wizją i robią nietypowe rzeczy, ale liczę, że mają coś więcej w zanadrzu na najbliższy czas. 28.FAITH: The Unholy Trinity - nawet spoko gierka nawiązująca do ery 8-bitowych gier. Historia jest sztampowa, za to sam klimat mocno mi siadł. 29. Ekspedycja 33 - moje GOTY 2025 i obowiązkowa pozycja do powtórzenia na przyszły rok. Czuć na każdym kroku, że to dzieło artystów i pasjonatów z ogromnym talentem. 30.Mouthwashing - kompletnie nie kumam fenomenu tej gry i za co otrzymała tyle nagród. Historia jest ok, ale jakoś mocno mnie nie porwała, pod kątem rozgrywki to zwykły symulator chodzenia, w którym wykonuje się jedynie proste czynności pchające fabułę naprzód. Maksymalnie dałbym 6/10. 31.Rule of Rose - kocham za fabułę i ciekawie nakreślone postaci, nie lubię za gameplay. Jak ktoś nie grał to polecam wrzucić na emulator, wgrać kody na nieśmiertelność i chłonąć ten tytuł dla samej historii, bo jest tego warta. 32.Call of Cthulu Dark Corners of the Earh - pierwsza połowa gry to absolutna perełka, druga to jakieś nieporozumienie. Scenarzyści wykonali świetną robotę, ale niestety tylko oni. O końcówce chce zapomnieć, bo ostatnia lokacja cierpi na tak dziadowski level desing, że mogłaby robić za instruktaż jakich błędów nie popełniać w tym zakresie. 33. Halls of Torment - pozycja do polecenia dla fanów Vampire Survivors w stylistyce Diablo I/ Diablo II. Nie gwarantuje, że siądzie, ale warto dać szansę, bo jest do wyrwania za kilkanaście złotych i całkiem spoko się sprawdza na krótkie sesje przegryzane innym tytułem. Tak grałem przez 2-3 miesiące z doskoku i w końcu zobaczyłem napisy końcowe. 34. Lords of the Fallen 2023 - nadal trochę brakuje do najlepszych gier z tego gatunku, ale to po prostu kawał dobrej gry, która powoli wyszła na prostą po wielu poprawkach. Warto sprawdzić na promocji za parę dyszek, bo jest co eksplorować, parę fajnych bossów się trafi, super się gra w co-opie, lokacje pod kątem artystycznym i graficznym to zdecydowanie górna półka.
-
Backlogowe Goty
Moje backlogowe top3: 1. Black - leciwy FPS z ery ps2/xbox360, przy którym nie mogłem oderwać się od ekranu. Grafika nie straszy nawet dziś, super efekty cząsteczkowe, destrukcja otoczenia i efektowne wybuchy, przyjemny gunplay, płynne sterowanie, kilkugodzinna, intensywna kampania. W mojej opinii ponadczasowa strzelanka jak pierwszy F.E.A.R, do której fajnie będzie wrócić co jakiś czas. 2. Rule of Rose - drugi tytuł w zestawieniu może ma gówniany gameplay, ale nadrabia fabułą, którą spokojnie umieściłbym obok najlepszych odsłon serii Silent Hill. Marzy mi się ekranizacja historii Jennifer albo ewentualny remake tej gry. To jedna z tych opowieści, które jest pełna ciekawych pomysłów, nietypowych i nie jednowymiarowych postaci, wątków, które jednocześnie są mroczne i dołujące, ale też potrafią opowiadać w dojrzały sposób o relacjach i sposobach radzenia sobie z traumą. Szczególnie końcowe sceny są tak piękne i wzruszające poprzez pokazanie, że można zatrzymać spirale wzajemnego okrucieństwa. Wielki ukłon w stronę scenarzystów za ich pracę i warsztat. 3. Indiana Jones - najświeższy tytuł z tej trójki, bo z premierą pod koniec ubiegłego roku. Miałem sporo obaw, a wyszła gra ze świetną eksploracją, wciągającą historią i postaciami, które zapadają w pamięć, przyjemną/zabawną walką. Gdybym ograł tę grę w ubiegłbym roku, to może nie zostałaby moim GOTY 2024, ale umieściłbym ją zaraz za SH2 od Blooberów.
-
własnie ukonczyłem...
Lords of the Fallen 2023 To jedna z tych gier, która nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Najpierw kupiłem pudło na ps5 blisko premiery i finalnie odbiłem się po kilkunastu godzinach, gierkę odsprzedałem jakiś czas póżniej i nie zamierzałem więcej wracać do tego tytułu, ale zaangażowanie twórców w naprawę stanu wyjściowego i walka o to żeby Lordsy uczynić lepszą grą zaimponowały mi na tyle, że postanowiłem spróbować jeszcze raz korzystając z promocji na pc. Konstrukcja fabuły to typowy soulslike, w którym postacie mówią jakimś szyfrem, który ciężko zrozumieć. Wiadomo tylko tyle, że są jakieś bóstwa, które walczą o władzę na światem, jest masa plugastwa do ubicia i parę lokacji od odwiedzenia, które pełnią główną funkcję narracyjną snując własną opowieść za pomocą obrazów, symboli, architektury i wielu innych artystycznych detali. To jest właśnie jedna z najmocniejszych stron nowego LotF. Od strony wizualnej jest to piękna podróż, w której dominują mroczne i duszne klimaty. Wielokrotnie lubiłem się zatrzymywać, żeby po prostu pogapić się na kolejny zapierający dech w piersiach krajobraz, czy na jakieś dziwne pokręcone rzeżby i posągi, których nie brakuje w zaprojektowanych przez twórców świątyniach. Ogólnie mamy tu pełen pakiet typu bagna pełne trujących oparów, mrożna i ognista kraina, świątynie, miasta, kaplice, opuszczone wiochy, kopalnie, lasy, stare zamczyska itd. Sam system walki może odstaje od topowych produkcji, do których przyzwyczaiło nas From Software, ale to nadal bardzo dobra pozycja, która absolutnie nie ma się czego wstydzić na tle innych gier z tego gatunku. Szczególnie podobała mi się magia, w której jest wiele różnych zaklęć nie tylko ułatwiających nieco starcia, ale również po prostu cieszących oczy, a to jest dla mnie bardzo ważny aspekt. Można zasypać wrogów deszczem pocisków spływających z nieba, przyzwać widmowy topór albo miecz i dupnąć nimi w ziemię co doprowadzi do serii wybuchów zadających obrażenia wrogom na daleki i bliski dystans, przyzwać trzy piekielne ogary, które otaczają wroga i zioną w niego ognistą salwą. Sporo tego jest i każdy fan używania mocy spoza naszego świata znajdzie coś dla siebie. U mnie to było połączenie dużego dwuręcznego miecza z magią naprzemiennie z bronią dystansową w postaci kuszy. Warto jeszcze nadmienić, że mamy do wyboru magię umbralu, piekła i blasku oraz katalizator, który pozwala nam używać dany typ żywiołu. Nie musimy ograniczać się do jednej z nich, bo w świecie są do odnalezienia amulety, które pozwalają korzystać z magii, do której katalizatora nie posiadamy albo nie możemy go wyposażyć, bo już z jednego korzystamy. Co mogło wyjść lepiej ? na pewno świat umbralu, do którego przenosimy się w celu poszukiwania sekretów, odblokowywania niedostępnych ścieżek czy walk z bossami, których możemy spotkać tylko tam. Plusy tego są takie, że po zgonie dostajemy drugą szasnę i odradzamy się w alternatywnej rzeczywistości kontynuując dalej walkę, niektóre drogi prowadzące do ukrytego skarbu są pomysłowo zaprojektowane. Niestety twórcy skonstruowali to tak, że zbyt często jesteśmy przymuszani do korzystania z lampy i przenoszenia się do umbralowej krainy. Lokacje w niej wyglądają jakoś tak pusto i jałowo, czasem jedynie pojawiają się ciekawe i niepokojące widoki odległych sylwetek tytanów i kościstych konstrukcji jakby żywcem wyjętych z dzieł Beksińskiego albo Gigera, ale do dupy jest to, że kolorystycznie wszystko zlewa się w jedno i po jakimś czasie nie chciało mi się tam wracać. Walki z bossami zostały mocno poprawione od premiery. Pamiętam jak mnie wtedy szczególnie denerwowały zrypane hitboxy, na szczęście ten problem został zażegnany. Design bossów jest super, zdarzają się starcia, które są wymagające, ale na ogół szybko idzie się z nimi uporać. Zresztą doszedł ostatnio tryb weterana, w którym bossowie zyskują nowe ataki, mają przyśpieszone animacje, są bardziej wytrzymali. Sprawdziłem ten tryb, bo chciałem sobie utrudnić grę za drugim przejściem i muszę z rozczarowaniem przyznać, że i tak jest to dalej jeden z najłatwiejszych soulslikeów pomimo tych zmian. Dla lubiących wyzwanie, którzy będą brać się za bary z Lordsami pierwszy raz polecam od razu wjeżdzać w ten tryb. Zdarzały się bossy, które będę miło wspominał i z którymi fajnie mi się walczyło (szczególnie ten ostatni w zakończeniu Umbralu), zdarzają się takie typowe przeciętniaki, których nie brakuje też w grach od From Software, no i zdarzyły się też lipne sztuki, o których chce jak najszybciej zapomnieć. Sporo jest pod tym względem do poprawy w kontynuacji, ale też daleki jestem od stwierdzenia, że twórcy kompletnie zawiedli na tym polu. Warto jeszcze wspomnieć, że ostatni boss w tym podstawowym zakończeniu był jednym z najgorszych jakich spotkałem w swojej karierze gracza. I tu wielki plus dla twórców, bo go podmienili na nowy model i teraz jest to zupełnie inna walka, która została przebudowana od zera. Tak samo warto ich pochwalić za masę różnych modyfikatorów rozgrywki, w których każdy gracz może albo mocno ułatwić sobie grę, albo znacznie ją utrudnić. Jest nawet tryb Ironman, który sprawia, że souslike przeradza się w rougelike, bo po śmierci w świecie umbralu zaczynam rozgrywkę od nowa, ale zachowujemy obecny poziom postaci i dotychczas zdobyte wyposażenie. Z plusów jeszcze dodam społeczność, bo super mi się grało z innymi graczami. Nawet rozgrywka z randomami w 90% przypadków to była przyjemna współpraca. W niektórych grach zdarzają się spoceńcy, którzy zawsze lecą przed siebie do przodu i mają w dupie kompanów z tyłu, a w razie jakiegoś niepowodzenia mają pretensje do wszystkich wokół. Tu nawet po porażce wykonywaliśmy bojowe gesty w swoim kierunku i lecieliśmy zemścić się na bossie za poniesioną porażkę. W Lordsach jest to tak skonstruowane, że możemy razem współdzielić progres od samego początku do końca kampanii. Sam nie korzystałem z tej opcji, bo swoją kampanie wolałem przejść solo, ale to fajna opcja dla kogoś, kto chciałby całą grę przejść ze znajomym. Konkluzja jest taka, że to franczyza z dużym potencjałem, o ile twórcy wyciągną wnioski z błędów, które popełnili. To jest o wiele klas lepsza gra od Lordsów z 2014 roku i liczę na to, że zrobią krok dalej w przyszłorocznej kontynuacji. Do poprawy większa różnorodność zwykłych przeciwników, doszlifować walki z bossami i zrobić ich mniej, ale lepiej. Bez tych wszystkich zapychaczy, które sprawiają, że twórcy się póżniej chwalą 30 bossami w grze, z których może połowa jest warta uwagi. Lepiej przemyśleć alternatywny świat Umbralu (może trochę mniej go dać po prostu?) bo na papierze to pewnie wyglądało super, ale w ruchu już nie prezentowało się tak dobrze. Ode mnie 8-/10 w końcowym rezultacie, bo pomimo paru mankamentów przeszedłem Lordsy dwa razy pod rząd i jeszcze będę wracał. Czuć na każdym kroku, że twórcy włożyli sporo serca w ten projekt i zrobili wszystko, żeby naprawić premierowe błędy. Tym bardziej warto polecić teraz, bo LotF jest często do wyrwania na promocjach za parę dyszek.
-
GOTY 2025 - forumkowy ranking
Goty: 1.Ekspedycja 33 2. Cronos The New Dawn 3. Doom The Dark Ages Średniak Roku: Atomfall Rozczarowanie roku: THPS 3+4 Najbardziej wyczekiwany tytuł: Blood of Dawnwalker, The Expanse: Osiris Reborn, Control Resonant Na czym grasz: PC, PS5
-
CRONOS: The New Dawn
Zdarzyło mi się w Dark Souls zagrać parę razy w w co-opie z randomami, którzy przyzywali po dwóch graczy do pomocy z bossem (nieraz z jakimś początkowym, który był banalny do pokonania) i to też trywializuje rozgrywkę. Nie mam z tym żadnego problemu, bo gra na bazowym poziomie trudności jest wymagająca, a tego typu rozwiązania są opcjonalne. Co mnie obchodzi, że ktoś gra z poradnikiem, gotowym buildem, nabija poziomy czyszcząc tę samą lokację tysiąc razy, a potem jeszcze idzie naklepać bossa grupowo, skoro gra mnie do tego nie przymusza w żaden sposób. Niech po prostu w następnych grach od Blooberów hard będzie odpowiednio wymagający, dodadzą jeszcze jakiś tryb hardcore i nikt się nie obrazi, że jest poziom easy do wyboru. Jak to ma się przełożyć na lepszą sprzedaż, wyższe oceny na meta, większy rozgłos, to co mam się obrażać na twórców. Jakoś w RE jest easy, w Dead Space też, w SH nawet poszli dalej i dodali poziom casual po jakimś czasie, więc świat się nie skończy jak mistrzowie z Krakowa też to zrobią. We wspomnianych grach jest miejsce dla ulungów i dla hardkorowych graczy, którzy za 100 razem przechodzą grę z opaską na oczach, jajami podpiętymi pod akumulator i po dwóch dobach bez snu w trybie permadeath.
-
CRONOS: The New Dawn
W moich nie, bo rozumiem, że to biznes i wszystko się musi finansowo spinać na koniec dnia. Niech sobie w przyszłych grach dodają easy od premiery, ale niech hard będzie odpowiednio wymagający i niech dodadzą dla żądnych wyzwań tryb hardcore wzorem serii RE albo tryb Impossible jak w Dead Space, w którym zgon oznacza koniec gry.
-
Lords of the Fallen II
To jest wątek poświęcony nowej odsłonie, która będzie miała premierę w 2026, a drugi wątek jest o Lordsach z 2023 roku. Harmonogram był taki: Lords of the Fallen 2014, potem 2023, i nowa część 2026. Technicznie rzecz biorą przyszłoroczne Lordsy powinny mieć 3 z przodu, ale odsłona z 2023 jest traktowana jako reboot serii i stąd masz w nawiasie "aka dwójka", bo oficjalnie to pierwsza odsłona nowej sagi lużno powiązanej z najstarszym tytułem z 2014 roku, który nie jest wliczany do kanonu i twórcy traktują go jako oddzielny byt.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Fran Bow super gierka. Zagadki są fajnie zaprojektowane, fabuła jest pełna mrocznych i porąbanych motywów, design lokacji też cymesik. Kupiłem parę miesięcy temu w sklepie Gabena wrzucając różne indyki na promce do koszyka i Fran Bow wleciało jako ostatnie na doczepkę, żeby równo dwie paczki wydać. Jakiś czas później odpaliłem z nudów i nie mogłem się oderwać.
-
Silent Hill 2 Remake
Dla mnie dyszka, ale zgadzam się co do wymienionych przez ciebie wad. Może z tą różnicą, że Maria od Blooberów w mojej opinii nie została jakoś totalnie zepsuta i wyszła im całkiem spoko. Też uważam, że pierwowzór był lepszy, ale daleki jestem od stwierdzenia, że ta wersja Marii jest do bani. Ileż musiało tam być zwrotów akcji na tych 164 stronach : ) Początkowe niedowierzanie, że Konami oddało remake kultowej marki w ręce jakichś wyrobników z Krakowa, teaser dający nadzieję (nie wszystkim, niektórzy jeszcze bardziej zwątpili) po dłuższym czasie wyszedł ten nieszczęsny gameplay trailer na state of play i totalne zwątpienie, że coś tego będzie. Potem już była tylko tendencja zwyżkowa z każdym kolejnym materiałem przedpremierowym, a sama premiera i finalna jakość gry chyba wszystkich zaskoczyła. Jeśli nie grałeś to polecam ci również Cronosa od potężnych Blooberów.
-
Boomer Horror - hidden gemy & niszowe horrory
- Targi: E3, GC, TGS
From Software mogłoby się obudzić i w końcu coś zapowiedzieć, bo od premiery Eldena w lutym stuknie 4 lata, a Nightreign to raczej nie był projekt, w który było zaangażowane całe studio. Jak nie jakiś kolejny soulslike, to niech dadzą chociaż Armored Core 7.- Alan Wake II
Dociśnij gierkę do końca i dopiero ograj dodatki. Jeszcze fajne rzeczy cię czekają na końcu i nie ma co niepotrzebnie rozwadniać klimatu.- Growe Szambo
Jakby ubi robiło RE4 to wiocha powtarzałaby się 200 razy i w końcu człowiek miałby odruch wymiotny na widok kolejnego zadnia w stylu "oczyść wiochę z zarażonych" i to jeszcze obowiązkowe by było, bo fabularne zadania wymagałby odpowiedniego poziomu doświadczenia. Mogliby dodać jeszcze tego ptaka skanującego wioskę i oznaczającego lokalizacje przeciwników. Do tego nie mogłoby zabraknąć flagowej mechaniki ubi, w której Leon skaczę z dachu w stóg siana, żeby się ukryć i wciągnąć do niego jakiegoś nieświadomego zagrożenia zmutowanego wieśniaka, który zostałby tam zaciukany nożem.- Targi: E3, GC, TGS
Brak nominacji dla potężnych Blooberów w kategorii Best Audio Design to jakiś żart. Już w SH2 pokazali kunszt, a w Cronosie tylko potwierdzili, że udżwiękowienie w ich wykonaniu to pierwsza liga. Niech chociaż na osłodę zapodają jakiś teaser SH1, w którym Harry się rozdupca samochodem i wkracza w zamglone uliczki Silent Hill szukać Cheryl, na koniec data premiery 2026 (pewnie bardziej realny jest 2027, ale nie szkodzi pomarzyć) i tyle wystarczyłoby do szczęścia.- Tainted Grail: The Fall of Avalon
Wychodzi dodatek 15 grudnia- HBO Max
Paramount przebiło ofertę Netflixa o 26 miliardów. Z tą różnicą, że ta oferta obejmuje również Discovery Global, a nie tylko studia filmowe i HBO. Życzę im wygranej, bo to zawsze kolejny liczący się gracz na rynku i konkurencja dla takich molochów jak Netflix czy Disney, które chcą zagarnąć wszystko. Chuj wie czy im się uda, ale zawsze to jakiś zwrot akcji. - Targi: E3, GC, TGS