Opublikowano czwartek o 09:063 dni 8 minut temu, Mejm napisał(a):TR3 najgorszy z klasycznych Tomb Raiderow 1-5.Najgorsza to piątka
Opublikowano czwartek o 09:123 dni Piatka uczciwie mowi, ze jest zlepkiem niepowiazanych ze sobia lokacji. Trojka udaje, ze to wszystko ma sens.
Opublikowano czwartek o 09:203 dni W Chronicles świetna była na nawiedzona wyspa, ale reszta gry okropna. Czuć, że deweloperzy mieli juz dosyć klepania co roku tej samej gry na tych samych assetach.
Opublikowano czwartek o 09:343 dni Dla mnie 2>1=3>>>>4. Trójka ma elegancki klimat i miejscówki ale momentami level design woła o pomstę do nieba a sterowanie kajakiem i skuterem podwodnym powinno być wykładane na przedmiocie 'jak nie robić gierek'. Czwórka z jedną rozwleczoną lokacją to tragedia i porzuciłem jakoś w połowie a piątka wyszła jak miałem PS2 więc tylko chwilę pograłem.
Opublikowano czwartek o 10:153 dni Czworka po trojce o jaka dobra. Wszystko widoczne, jedna miejscowka bez skakania po swiecie, grobowce a nie wiezienie w arizonie, cliffhanger na koncu.
Opublikowano czwartek o 10:263 dni Czwórka jest fajna do momentu aż nie przegapisz tej jednej wajchy składającej się z trzech pikseli, schowanej w najciemniejszym kącie lokacji, więc biegasz przez następne 10 godzin po grobowcu 20x większym od posiadłości z pierwszego Residenta szukając rozwiązania. To bujanie się na linach to też zaprzeczenie jakiejkolwiek grywalności. Edytowane czwartek o 10:303 dni przez Josh
Opublikowano czwartek o 10:493 dni Przez was musze teraz ograć tą czwórkę i trójkę, bo cięzko uczestniczyć w dyskucji nt. gier, które się grało 20lat temu
Opublikowano czwartek o 14:193 dni W dniu 13.05.2026 o 15:28, oFi napisał(a):Co ja bym dał żeby te bezjajeczne spidermany nigdy nie powstały a dostalibyśmy nowe ratchety.Czy Ty jesteś normalny? Ratchety cały czas powstają.
Opublikowano piątek o 10:132 dni Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Odin Sphere Leifthrasir (PS5) - czyli gra "bajka"."Ale czy wiesz, kiedy bajki przestają być bajkami? W momencie, gdy ktoś zaczyna w nie wierzyć."- Andrzej Sapkowski, "Czas pogardy"Czy gry mogą być sztuką? To odwieczne pytanie, odpowiedź brzmi "no pewnie", ale jest jedno studio w moim pamiętniku gracza, gdzie dosłownie każda gra wpisuje się w tej schemat. A czy gry mogą być bajką?Mój romans z Vanillaware trwa w tym roku w najlepsze, po świetnym visual novel 13 Sentinels: Aegis Rim i genialnym SRPG w postaci Unicorn Overlord przyszedł czas na perełkę z czasów PlayStation 2 (właściwie gra wyszła już po wydaniu PS3, dokładnie 22 maja 2007 roku) w reedycji na PS4, a odpalona na PS5, a w zasadzie głównie na PS Portal... Warto dodać, że w reedycji gra śmiga w 1080p i 60 fps i wygląda najlepiej dzięki temu na ekranie full HD "handheldu" Sony, zapewne również świetnie na innych tego typu mniejszych ekranach. Ta sama wersja w reedycji Leifthrasir wyszła nawet na PS Vita/PS3, dokładnie w 2016 roku, długo po tym jak ta konsola została pogrzebana w piachu, a szkoda. To tyle słowem wstępu do do platform.Odin Sphere to jest taki RPG side scroller, jak ktoś grał w Muramasę, albo Dragon's Crown (obie ograłem na PS Vita dawno temu) to poczuje się jak w domu. Tylko to co odróżnia tą grę od tamtych to świetna historia, naprawdę prócz 13 Sentinels to topka tego studia pod tym względem, Unicorn przy tym to jakieś płytkie góniane "Na Wspólnej". Nie będę zdradzał wiele, jak ktoś zagra to na pewno wyrobi sobie swoje zdanie, ale historia siadła mocno.Gra zaczyna się od wizyty na poddaszu jakiegoś bajkowego domku, gdzie potulna dziewczynka ogląda dzwine stare księgi dziadka wraz ze swoim ukochanym kotkiem, którego można sobie oczywiście potulić. W całej historii mamy 6 takich ksiąg, nie będę zdradzał czym jest 6, ale pierwsze 5 odpowiada za 5 postaci, jakimi możemy tutaj zagrać w odpowiedniej kolejności, 3 kobitki, królik i mężczyzna, ten ostatni taki trochę umarły jakby przeklęty ? :).Każda postać, jaką dane nam będzie grać ma swój unikalny styl, elfka wali z magiczngo karabinu na odległość niczym babka z Returnala, Oswald mężczyzna używa czarnej magii, urocza Velvet macha z gracją (dosłownie, animacja szokująco dobra) łańcuchami w te i wewte, Gwendolin używa magii lodu i lata sobie w przestworzach, a królik to sami zobaczycie. W sumie musimy zagrać wszystkimi postaciami aż 7 aktów, gdzie każdy na mniej więcej godzinę+ zejdzie. Gra jest długa ponad 40 godzin, co może nieco zmęczyć, gdyż jest tutaj jeden minus - trochę rzeczy się powtarza, mamy kilka światów i każdą postacią mamy inne scenki fabularne, ale np. tych samych przeciwników, wielu z nich się powtarza, tylko w innej konfiguracji, czasie, miejscu. Prócz rozbudowanego systemu walki mamy dużo gadania i jedzenia, jest to tutaj podstawowy sposób na zdobywanie doświadczenia, z kolei skille budujemy poprzez różne drzewka, które rozwijamy dla każdej postaci osobno poprzez walkę. Jest co robić w gameplayu, wciąga nawet bez historii.Zakończeń opowieści jest kilka, poznałem zarówno złe, jak i dobre (chyba jest coś jeszcze, ale nie poznałem, postaram się nadrobić, tylko do tego już potrzeba poradniczka), powiem szczerze super to zrobili i trzeba trochę pokminić co zrobić, by zakończyć historię pozytywnie, bez klęski w podstawowej wersji. Naprawdę fabularnie jest owocnie i wszystkie historie spinają się lepiej niż w takim Octopath Traveller na przykład, a na końcu pozostają łzy.Muzyka to kolejny mocarny punkt tej opowieści. Zresztą starczy posłuchać main theme.Ale to co grę z roku 2007 wyróżnia wciąż najbardziej po tak wielu latach to ARTSTYLE - niezmiennie genialny, niepodrabialny, to gra z PS2, a dzisiaj jakby wyszła wyglądałaby tak samo, niesamowite.BossowieOde mnie dla tej gry to jest 10/10, bo tak, po prostu TOP, w swoim fachu to chyba dalej najlepsza gra. Ja lepszej nie widziałem.Czy to jedna z najbardziej niedocenionych gier w historii - dla mnie tak. Jest to też gra, którą warto pokazać dzieciom, mogą oglądać, mogą też zagrać (nie jest trudna w ogarnięciu, a jak coś są poziomy trudności łatwiejsze niż podstawowy) i komukolwiek kto gier nie lubi, moja rodzina się po prostu zakochała w historii i stylu tej gry.Update: warto zrobić ten 3ci ending, chociaż wymaga trochę zabawy...:)
Opublikowano piątek o 10:382 dni Kupiłem to w końcu jakoś w zeszłym roku, ale ciągle czeka na swoją kolej. A chciałem w to zagrać w sumie już od czasów PS2.
Opublikowano piątek o 11:252 dni Ja to mam kupione już chyba z 10 lat na Vicie i jakoś nigdy się nie zebrałem żeby zagrać. Ale po tej recenzji zainstalowałem i czas w końcu obadać :)
Opublikowano piątek o 14:152 dni W dniu 11.05.2026 o 12:19, SlimShady napisał(a):Pierwsze słyszę, żeby ktoś wyjebał grę do śmieci, ale np. maniak, to chyba atencyjnie złamał na pół A Way Out za to, że mu się nie spodobała zagrywka z końcówki, ale ona była w chuj dobra i takich rzeczy w grach brakuje.Nie no zagrywka z końcówki to był taki twist z dupy, że też do dziś wspominam z niesmakiem.Nie było żadnych logicznych podstaw, żeby tak to rozegrać, ale chyba komuś w Hazelight załączył się wewnętrzny Druckmann i wrzucił to tylko po to, żeby było kontrowersyjnie i "mocno", a wyszło po prostu głupio i niedorzecznie, psując ogólnie pozytywne wrażenie.
Opublikowano piątek o 14:412 dni 22 minuty temu, Wredny napisał(a):Nie no zagrywka z końcówki to był taki twist z dupy, że też do dziś wspominam z niesmakiem.Nie było żadnych logicznych podstaw, żeby tak to rozegrać, ale chyba komuś w Hazelight załączył się wewnętrzny Druckmann i wrzucił to tylko po to, żeby było kontrowersyjnie i "mocno", a wyszło po prostu głupio i niedorzecznie, psując ogólnie pozytywne wrażenie.No, ale czemu zakładasz, że muszą być przesłanki, że trzeba zostawiać jakieś okruchy do zebrania, żebyś odkrył ich niecny plan. Dlatego to było takie dobre, bo uderzyło z zaskoczenia. Takich patentów, to ze świecą szukać, a umówmy się, w 2018 r., już mało czym można było zaskoczyć. Dla mnie zajebiste i na zawsze wyryte w pamięci, gdziewspółpracujecie ze sobą całą grę, a później jesteście nastawieni przeciwko sobie
Opublikowano piątek o 16:192 dni 1 godzinę temu, SlimShady napisał(a):No, ale czemu zakładasz, że muszą być przesłanki, że trzeba zostawiać jakieś okruchy do zebrania, żebyś odkrył ich niecny plan. Dlatego to było takie dobre, bo uderzyło z zaskoczenia. Takich patentów, to ze świecą szukać, a umówmy się, w 2018 r., już mało czym można było zaskoczyć. Dla mnie zajebiste i na zawsze wyryte w pamięci, gdziewspółpracujecie ze sobą całą grę, a później jesteście nastawieni przeciwko sobie
Opublikowano piątek o 18:182 dni Power Rangers: Battle for the Grid (PC)Nigdy nie wiem, czy można mówić o "ukończeniu" bijatyki, ale załóżmy, że przejście Story się kwalifikuje.Byliście kiedyś w takiej sytuacji: wpadacie do znajomego pograć na konsoli. Mówi on, że ma nową fajną bijatykę. Odpalacie, żeby pograć sobie niezobowiązujący VS, bo kolega "prawie nic w to nie grał ale na wszelki wypadek da nam fory". Wybieracie postać, zaczynacie walkę, po czym kolega niemal od razu odpala kilkunastosekundowego juggle'a. Nic nie idzie zrobić, nic nie idzie przerwać, nasza postać lata w powietrzu i traci ponad 3/4 paska życia. Chwila moment i przegrywamy, a znajomy tylko się śmieje, że "przypadkiem" mu wyszedł combos, po czym pyta, czy dobrze się bawiliśmy, zanim rzucamy mu w twarz padem...Tak wygląda zabawa przeciwko CPU w Battle for the Grid i zdecydowana większość aktualnych recenzji to potwierdzi. Nie wiem, co tu się odwaliło, ale nawet w trakcie Tutoriala przeciwnik odpala ciągnące się w nieskończoność combo, kiedy my jako gracz nawet nie wiemy czym i jak je skontrować.No ale co by się przesadnie nie rozpisywać, Power Rangers: Battle for the Grid to po prostu "spoko" bijatyka na podstawie komiksów Power Rangers, a konkretniej wątku o złym Tommym Oliverze, który jako Lord Drakkon próbuje zawładnąć wszechświatem, czy tam multiverse, czy whatever. Story jest krótkie, banalne i chyba nawet nie do końca wierne komiksom. Niski budżet produkcji da się odczuć niemal w każdym aspekcie, od grafiki, systemu, po voice-acting oraz muzykę. Wspomniane AI psuje jakąkolwiek frajdę do tego stopnia, że całość gry (tj. Story i Arcade) przechodziłem na Easy. A nawet i wtedy trafiały się walki, że przeciwnik odpalał juggle'a na 30 uderzeń niczym pro gracz turniejowy, zabierając większość paska życia.Tym samym nawet nie wiem, jak gierkę ocenić. Kupiłem ją w dużej promocji i po odpaleniu Easy nawet miło się mashuje przyciski. Postacie są fajne, zróżnicowane i mają ciekawy (acz bardzo prosty) wachlarz ruchów. Niestety zdecydowana ich większość to DLC. Jest efektownie, jak i mamy do dyspozycji kilka dość klasycznych dla bijatyk systemów. Z jakiegoś powodu gra jest mocno nastawiona na multi, ale nie wierzę, że ktokolwiek w to gra na poważnie. Na luzie zaś można spędzić przy tym kilka godzin podziwiając uda różowej Rangerki. Gierka w wersji podstawowej jest obecnie w promocji na PC i PS Store za kilkanaście złotych i za tyle jestem skłonny ją polecić. Dodatkowe DLC/postacie tylko, jeśli ktoś jest naprawdę zatwardziałym fanem Power Rangers. Ja kupiłem wersję rozszerzoną i w sumie żałuję - nie planuję w to tyle grać, żeby bawić się tymi wszystkimi postaciami, których nawet nie znam. Sam oglądałem w TV tylko oryginalnych PR, a komiksy są jeszcze przede mną.Ale co by nie było, potencjał gra miała ogromny. Odrobinę większy budżet i z czegoś, co chyba miało tylko promować komiksy mogła powstać całkiem przyzwoita bijatyka. Niestety, w obecnej postaci jest to co najwyżej ciekawostka dla (dawnych) fanów serialu. Za kilkanaście złotych można pograć, ale raczej nie więcej.
Opublikowano 21 godzin temu21 godz. Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Vampire The Masquerade BloodlinesMusiałem w końcu sprawdzić o co chodzi z tym słynnym wampirzym erpegiem od śp. Troika Games, do którego przykleiła się łatka technicznego potworka oferującego angażującą fabułę, ciekawe mechaniki, kilka wampirzych klanów, których wybór ma wpływ na rozgrywkę i przebieg historii. Początkowo chciałem sam wybrać klan, ale po chwili stwierdziłem, że jednak zdam się na grę i rozwiąże arkusz pytań próbujący dopasować klasę wampira do moich odpowiedzi. Padło na Tremere, więc szybki rzut oka na statystyki i okazuje się, że szczególnie magiczne zdolności zwane Thaumaturgią są premiowane u mojego nocnego łowcy. Finalnie to był strzał w 10, bo połączyłem używanie dyscyplin (jak ktoś nie grał, to po prostu wampirze moce/zaklęcia) z bronią palną i na spokojnie kasowałem oponentów trzymając ich na dystans.W tej historii mój bohater jest świeżo upieczonym wampirem. Na początku przygody spotkałem starego wampirzego dziadka o imieniu Jack, który chciał mnie wprowadzić w ten świat i opowiedzieć o panujących w nim zasadach, ale ja miałem to w dupie i uznałem, że sam się wszystkiego nauczę. Pierwsze wyjście na uliczki Santa Monica, wessałem się w jakiegoś lumpa nonszalancko na oczach innego przechodnia i komunikat "naruszenie zasad maskarady". Szybki research i okazuje się, że ludzie nie mogą wiedzieć o istnieniu wampirów. Jak wysysać krew to po chichu, w ciemnej alejce, najlepiej tak żeby nikt nie widział. Jak się odwali taki numer pięć razy to zostaje się dojechanym przez inne wampiry za robienie przypału. Zrobiłem więc tak jak nakazuje kodeks i upewniłem się, że nikt nie widzi, wyssałem z napotkanej kobiety wszystko do ostatniej kropli krwi i nagle kolejny komunikat "tracisz człowieczeństwo". Znowu zrobiłem rozeznanie i tym razem okazało się, że zabijanie ludzi robi z mojego wampira dzikusa niepanującego nad instynktem. Także nawet jako wampir nie można być zbyt pazernym i lepiej nie pić za dużo. Na przestrzeni całej gry często wpadałem na chaos, nieraz mordowałem ludzi, w skali człowieczeństwa od 1-10 miałem wartość 3 i miało to wpływ na niektóre questy. Raz doszło do sprzeczki z chłopem, chciałem go puścić wolno i polubownie rozwiązać sprawę, ale mój wampir rzucił się na niego wkurwiony w bestialskim szale i zamordował go na moich oczach. Waliłem po klawiaturze w losowe przyciski próbując go zatrzymać, ale niestety to nic nie dało.Szybko okazało się również, że istnieją nie tylko różne wampirze klany, ale też frakcje walczące o wpływy i mające inne podejście do relacji na linii wampiry-ludzie. Sporo jest tu różnego rodzaju powiązań, sprzecznych interesów, zastanawiania się od kogo trzymać się z dala, a z kim iść ramię w ramię (na końcu i tak spróbowałem wydymać wszystkich i skończyło się to tak, że sam zostałem wydymany) jeszcze doszły póżniej plot twisty, które mi strasznie namieszały we łbie i sam już nie miałem pojęcia kto mówi prawdę, a kto próbuje mną manipulować i chce mi wmówić swoją wersję wydarzeń.Najmocniejszą stroną tej gry są dialogi i to jak napisane są postaci. Można spotkać wampirzego szona i przykładną businesswoman w jednym, byłą modelkę żyjącą w podziemiach tęskniącą za życiem na powierzchni i straconą urodą, dziwaka z Chinatown kolekcjonującego oczy. Jest po prostu cała mnogość charakterów od wampirów kochających eleganckie hotele i apartamenty po jakieś straszydła żyjące w kanałach. W tym uniwersum wampiryzm ma różne oblicza i nie da się wszystkich sklasyfikować według prostego szablonu. Naprawdę scenarzyści wykonali wspaniałą pracę i aż mi się przypomniały gry typu Disco Elysium, Fallout New Vegas czy nasz Wiedżmin, gdzie każdą pomniejszą historię chce się poznać i jest dużo postaci drugo albo nawet i trzecioplanowych wnoszących coś ciekawego do tego świata.Co nie wyszło ? na pewno walka jest mocno archaiczna i raczej ciężko czerpać z niej satysfakcję, ale nie będę też na nią psioczył specjalnie, bo jednak broń palna mieszana z magią ułatwiła większość starć. Bardziej wkurwia nadmiar przeciwników (pod koniec to zakrawa o parodię momentami) i gdyby zmniejszyć ich liczebność to już by mocno poprawiło stan rzeczy. Najgorsza była zdecydowanie misja w kanałach dotycząca pewnego informatora... ile tam trzeba było ubić tego plugawego kurestwa w hurtowych ilościach : (No ale walka nie jest najważniejsza w tego typu grach. Wszystko mi wynagrodziła świetna fabuła, piękne lokacje (to naprawdę ładna gra pomimo upływu lat, poza tymi cholernymi kanałami i kryptą) dobrze napisane questy, które odhaczałem z przyjemnością, ciekawe mechaniki wpływające na zachowania mojego wampira. Jestem pełen podziwu jak to wszystko skonstruowano i przeniesiono ze świata papierowych erpegów do gry wideo. Od początku wiedziałem na co się piszę i akceptowałem pewne ułomności, które posiadają starsze tytuły. 90 % czasu to była czysta przyjemność poza misjami wypchanymi wrogami, a w szczególności misją, w której chłop poszedł podymać na miasto i poprosił o zastępstwo na cmentarzu, bo zombie wstają z grobów i próbują się wydostać przez bramy. Ile tam kurew poleciało przy próbie wytrzymania szturmu przez 5 minut to tylko ja wiem...Na koniec dodam tylko, że moja świeżo narodzona miłość do VtMB to nie tylko zasługa Troika Games, ale również społeczności graczy, która połatała całą masę błędów i usprawniła wiele rzeczy. Naprawdę to prawdziwe błogosławieństwo, że są ludzie z pasją, którzy biorą takie zakurzone diamenty na warsztat i przywracają im blask. Z ciekawości poczytałem relacje ludzi, którzy grali w Maskaradę przed tymi wszystkimi łatkami i tam się najprawdziwsze cuda działy. Dzięki Unofficial Patch miałem przyjemne doświadczenie (zero crashy, jedynie postać się gdzieś zablokowała, ale to z dwa razy na całą grę) i tytuł do którego będę wracał jeszcze, bo czuję, że go ledwie napocząłem. Edytowane 12 godzin temu12 godz. przez Czokosz
Opublikowano 11 godzin temu11 godz. Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Ninja Gaiden 4+Two Masters DLC (XSX) - kiedyś nie lubiłem NG, przez wiele lat omijałem tę serię. Jeszcze na X360 chyba próbowałem NG2 i nawet nie wiem czy z dwa chaptery zrobiłem, tak trudny był dla mnie. I odrzuciło mnie to na lata.Zmieniło się to dopiero w zeszłym roku i premierze rimejku drugiej części. Poziom trudności musiał spaść skoro udało mi się ukończyć, czerpać radość i zapamiętać jako super grę.Teraz wskoczyłem w NG4, robione przez inne studio ale ja jestem takim laikiem serii że gdybym nie wiedział wcześniej to bym się nie zorientował.Mamy nowego bohatera, Yakumo i muszę powiedzieć że w tej grze sieka się przezajebiscie. Jakoś tak płynnie jest.Na poziomie Normal jest wymagająco dla takich noobów, ale jeśli wpadasz w rytm, tu parry, tu kontra tu finiszer, tu niewiadomo skąd Izuna Drop, a na koniec odpalasz Bloodbath to japa się cieszy niemiłosiernie.Mega, mega to jest i podejrzewam że tacy wyjadacze to cuda robią i mają dziką satysfakcję. Ja miałem za każdym razem.Szczególnie w walkach z bossami które mi się bardzo podobały.Muzyczka przygrywa fajna przy tym, mankamentem o którym chyba wspomina każdy jest mała różnorodność lokacji. Chociaż szczerze to po wpisach myślałem że będzie jeszcze gorzej. Tu wiadomo że NG2 o dwie klasy wyżej. Dodatek jest bardzo dobry, wprowadza nowe bronie i miejscówki będące fajną odskocznią od tych z podstawki. Chociaż chapter 3 to już taki na siłę killroom za killroomem bezczelny.Dla mnie mega gierka, przeszedłem w 20 h a dla chcących to tam jest jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. Polecam 9-/10Mixtape (Xsx) - chciałem się przekonać o co cała ta afera internetowa i forumkowa.Żeby się zbytnio nie rozwodzić to jest to miła opowieść o trójce nastolatków niechętnie pchanych w dorosłe życie. Nic rewolucyjnego, ale podlanego klimatem lat 80/90 ameryczki i muzą z tamtych lat. Nawet fajny jest ten pomysł, nawet pod koniec polubiłem tą ekipę.Tylko ta gra nie istnieje gameplayowo, naprawdę twórcy tak leniwie do tego podeszli bo jest tu potencjał na dużo więcej. Nawet gdyby poszli w coś a'la Life is Strange, trochę rozbudowali i postarali się. No nie mogę chwalić takiego podejścia, bo dużo symulatorów chodzenia ma do zaoferowania o wiele więcej. Tu 90 % to oglądamy i okazjonalnie wykonujemy naprawdę prymitywne minigierki. Szkoda.Może ktoś to potraktuje jako doświadczenie czy co, ale jesteśmy w dziale gier wideo i nie może być taryfy ulgowej. Ode mnie 6/10 ale to tylko za aspekty poza gameplayowe
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.