Treść opublikowana przez Josh
-
Resident Evil 9 Requiem
Bawkbasoup dobrze podsumował ten tryb. Akurat na gąbeczki nie narzekał za dużo (nawet pokonał ostatniego bossa bez bazooki na lv5), ale słusznie zauważył, że jest mocno niedopieszczony i wystarczyło trochę więcej wysiłku ze strony dewelopera, żeby powstało coś znacznie lepszego. Można było dodać więcej lokacji (są te smutne osrane bloki i magazyny, ale nie ma RPD, wtf), dało się wcisnąć więcej przeciwników z kampanii (chociażby Chunka, z Lickerami też jest bieda), podkręcić RNG bo konfiguracji wrogów wcale nie ma tak dużo, co raczej nie sprzyja replay-ability, no i fajnie że zaznaczył, że mimo darmowości tego dodatku to nie tłumaczy ogólniej biedy i zrobienia go na odpierdol. Moderzy potrafią zrobić lepsze dodatki od Capcomu. Ja sobie pewnie jeszcze trochę pobiegam, no bo nie czarujmy się, zajebiście walczy się w tej grze Leonem, no ale niesmak trochę pozostaje.
-
System reputacji
NITROCHLOR aż tak się nie lubi z Emtebe?
-
Promocje na PS Store
Oszczędnoścititle? To jakiś nowy poziom dysortografii?
-
Resident Evil 9 Requiem
No generalnie ten tryb to jest speedrun 3 ranga, staram się otwierać jak najwięcej skrzynek, bo bez dobrej broni ani rusz pod koniec, ale nawet z najlepszym shotgunem lub snajpą dmg jest żałosny u bossa, chociaż podejrzewam że na tej trzeciej randze jeszcze na granicy przejścia. Jak dacie radę zrobić 4 albo 5 lv bez bazooki to nagrajcie i wrzućcie na YT, chętnie popatrzę jak przechodzicie.
-
Resident Evil 9 Requiem
Pograłem trochę w ten tryb. Na początku wydaje się fajny, ale jak się dłużej pogra to zaczyna wychodzić na wierzch cały bullshit: od levelu 3 wzwyż wszystko zależy od RNG. Możesz grać perfekcyjnie, ale jeżeli przed spoiler nie dropnie ci bazooka, to masz game over i nic na to nie poradzisz bo inaczej po prostu nie starczy ammo żeby go pokonać. Raz udało mi się nawet wylosować Redemption do którego miałem dobre 50 pocisków, a i tak dmg zadawany bossowi był zbyt niski żeby coś wskórać. Nie byłem nawet w stanie wytrącić mu z ręki jego bazooki No, ale tak for fun żeby chwilę pobiegać Leonem i rozwalić kilka zombiaczych ryjów to może być. Ja tam czekam za fabularnym DLC.
-
własnie ukonczyłem...
- własnie ukonczyłem...
Prawda, w zakresie indyków można wygrzebać czasem niezłe perełki 3D, jak własnie Demon Turf, Pseudoregalia, Blue Fire czy Super Sami Roll. No, ale to już są ledwie krople w morzu jeżeli porównać to z czasami kiedy takie gry dosłownie zalewały rynek. Praktycznie co roku nowy Jak, Ratchet i Sly, kilka odsłon Ty i Taka i Raymana, Blinx, Klonoa, I-ninja Dr. Muto, Whiplash, Psychonauts, Sphinx, Haven i tona gierek na bazie znanych licencji. Masakra jak płodny był gatunek platformówek w erze PS2/GCN/Xboxa. Za mną teraz chodzi, żeby dać kolejną szansę Evil Twin Raczej taki średniaczek, ale z unikatowym klimatem przywodzącym na myśl Alicję od American McGee- własnie ukonczyłem...
Trochę smutne, że z tego trio (Jak, Ratchet, Sly) przetrwał tylko jeden zawodnik, zdecydowanie brakuje dzisiaj więcej takich kolorowych, jajcarskich gierek. Suckerom pewnie wyprodukowanie kolejnej części zajęłoby z kilka lat mniej niż zrobienie potężnej piaskownicy AAA, więc teoretycznie pomiędzy jednym, a drugim kolosem mogliby wcisnąć szopa.- własnie ukonczyłem...
Sly 3: Honor Among Thieves & Sly Cooper: Thieves in Time Nie wiem o co chodzi z tymi narzekami na czwartego Sly'a, dla mnie od dwójki wzwyż wszystkie części są niemal dokładnie takie same i trzymają prawie że identyczny poziom. Czyli dobry, ale bez szału. Ból dupy o znerfienie platformówkowania dalej mi nie przeszedł i cały czas uważam jedynkę za najlepszą odsłonę, w zasadzie wszystkie elementy siadły mi w niej najbardziej: małe etapy nastawione na omijanie przeszkód, więcej skakania, ginięcie po jednym hicie to też świetny motyw (kojarzący się Crashem albo SuperMeatBoy), stealh bardziej na drugim planie, dosyć skillowe walki z bossami i czas gry też w punkt. Później już zaczęło się kombinowanie, zmiana formuły i szereg średnio trafionych pomysłów kontynuowanych aż do samego końca, czyli przede wszystkim dziwny miks szpiegowskich sekwencji z dosłownie toną pierdołowatych minigier i jedyne co się naprawdę zmieniało między Sly 2, 3 i 4 to ilość grywalnych postaci. Sly 3 chyba największy kastrat, bo wywalili butelki i skarby do zbierania przez co nie ma większego powodu, żeby w ogóle eksplorować te mapki, ale już misje niczym nie odbiegają od tych z drugiej odsłony: gramy trochę szopem, trochę żółwiem, nieco hipopotamem, bonusowo innymi postaciami, jest dużo skradania, obijania ryjów, poruszania się różnymi pojazdami, bossfightów itp. Najmniej do mnie przemówił piracki motyw z walkami na otwartym morzu, beznadziejnie to zrobili, a rozciągnięte jest tak, że po 10 minutach można się zrzygać. Ogólnie taki bardzo, ale to bardzo bezpieczny sequel, widać że deweloperom powoli zaczęły się kończyć pomysły. Czego zresztą ostatecznie dowiódł Sly 4 robiący to samo co Sly 2 i 3, dokładnie na taką samą skalę. Lokacje wcale nie są tu ani większe, ani bardziej pomysłowe, to samo dotyczy misji, z których przynajmniej 1/3 to minigry, niby fajnie że można sterować przodkami Sly'a, z których każdy ma jakieś inne umiejętności (jeden potrafi się kitrać po kątach i skakać po obiektach niczym rasowy ninja, inny robi eleganckie sitko z przeciwników za pomocą rewolwerów), niby spoko że Cooper wchodzi w posiadanie nowych ciuszków, które również mu dają nowe skille, można nawet trochę pograć ponętną Carmelitą (wszystkie zdegenerowane furrasy mogą sobie w tym momencie zwalić konia), ale core gameplayu za bardzo to nie zmienia, więc po zagraniu pod rząd we wszystkie części można naprawdę poczuć się przejedzonym, a nawet lekko znudzonym. Co nie zmienia faktu, że porównanie tego do sytuacji z Jak&Daxter i The Lost Frontier to grube przegięcie, to nie jest w żadnym wypadku taki downgrade. Duży plusik za polski dubbing, tak jak zawsze w grach korzystam z oryginalnego, angielskiego tak tutaj naprawdę fajnie słuchało się dialogów w wykonaniu naszych polskich aktorów (Julia Kołakowska jako Carmelita jest świetna), graficzka też ładniejsza, widać tę różnicę generacji. Koniec końców trochę się pobawiłem przy tych grach, wszystkie uważam za przyzwoite (Thievius Raccoonus wiadomix, najlepszy), ale takim totalnym hitem nie nazwałbym żadnej z nich i pewnie już nigdy więcej do tej serii nie wrócę. Jednak te Jaki i Ratchety plasują się dla mnie kapkę wyżej. Ciekawe czy Sucker Punch jeszcze kiedyś wróci do tego uniwersum. Chociaż może lepiej nie, bo pewnie pójdą w open world z jakimś wkurzającym girlbossem- The Sinking City 2
Jak ograniczą motywy detektywistyczne to będzie kolejny Resident Evil wannabe, więc lepiej żeby tego nie zrobili.- Resident Evil 9 Requiem
https://www.facebook.com/SambuzCosplay/ Kolo ma pewnie więcej segzów niż wszyscy forumowicze razem wzięci- Podróżnik w czasie: przesuwa krzesło
Podróżnik w czasie: przesuwa krzesło- Resident Evil 9 Requiem
Uuu, jak podobne do Raida to już mi stoi i na pewno będzie dzisiaj młócone.- Cinema news
Wiesz, że Hollywood od dawna szoruje po dnie, kiedy filmy Nolana wydają ci się masterpieceami.- Cinema news
- The Sinking City 2
Kolejny dobry rok dla fanów horrorów- Jak należy grać w gry (by nie wystawić się na śmieszność).
Ale o jakiej interaktywności mówimy? Co Ci zostaje w tej grze poza skradaniem i ucieczką przed przeciwnikami? Że możesz sobie otworzyć sam drzwi albo spuścić wodę w kiblu? To już brzmi bardziej jak iluzja grania. Różnica między samodzielnym jej przechodzeniem, a robieniem tego samego za pomocą YT zbyt mocno się tu zaciera i zaczyna przypominać różnicę między samodzielnym czytaniem książki, a chłonięciem jej za pomocą audiobooka, kiedy ktoś czyta ją za Ciebie. Niby inna forma, ale wrażenia niemal identyczne. No, ale ja jestem typowo gameplayowym graczykiem, więc może dlatego tak trudno mi to pojąć, proszę nie dawać mi klaunów- Pragmata
- Jak należy grać w gry (by nie wystawić się na śmieszność).
Nie będę mówił komu jak ma grać, ale też nie jestem przekonany czy usuwanie jednego z najważniejszych ficzerów w grze (czyli potworów) odpowiedzialnego zarówno za rozgrywkę, jak i za klimat to rozsądny pomysł. To trochę jak granie w Super Mario Bros z modem usuwającym wszystkie przeszkody (po prostu cały czas idziesz w prawo) albo pykanie w The Secret of Monkey Island z poradnikiem na kolanach zawierającym rozwiązanie każdej zagadki. Czym się bez tego pierwiastka gameplayu różni takie granie od oglądania tej samej gry na YT jak ktoś inny ją przechodzi? Po prostu odpal sobie jakiś no commentary longplay i wyjdzie na to samo (też sobie pooglądasz widoczki i poczytasz notatki), ale przynajmniej zaoszczędzisz pieniądze.- Jak należy grać w gry (by nie wystawić się na śmieszność).
No taki nieślubny syn Cyberpunka i SuperMeatBoya, z poziomem trudności bardziej w stronę tego drugiego. Totalne GOTY wśród gier AA (obie części), gry które odwdzięczają się mega soczystym i satysfakcjonującym gameplayem w zamian za kilka litrów wylanego potu i łez. Jak ktoś jeszcze nie grał to sie nie ma co zastanawiać, bardzo często te sztosy są w promocji (teraz na Steamie Ghostrunner 2 za... 28zł). Mam nadzieję, że ich nowy projekt (Valor Mortis) będzie równie dobry i utrzyma status "gry nie dla każdego".- Jak należy grać w gry (by nie wystawić się na śmieszność).
Niby tak, ale też nie do końca, bo są gry które mają wywalone jajca na ten schemat i w bardzo dużej mierze swoją popularność zawdzięczają właśnie wysokiemu poziomowi trudności i ogólnej nieprzystępności dla zwykłych zjadaczy giereczek: Soulsy, Sekiro, Cuphead, SuperMeatBoy, Celeste, Returnal, Hollow Knight, Sifu (później dodali easy, które i tak jest trudniejsze niż większość współczesnych gier na hardzie), Ghostrunner i jeszcze pewnie z kilka by się znalazło. To pokazuje, że łaknących stersujących wrażeń popierdoleńców też nie brakuje i że warto tworzyć gry z myślą o nich, a nie tylko dla szerszej grupy odbiorców.- Pragmata
- NETFLIX
Ona chce dominującego faceta sama ewidentnie będąc dominująca. Skończy się tak, że przy cimcirimci kolo złapie ją mocniej za cycka albo pociągnie za włosy i babeczka dostanie wścieku macicy, nie mówiąc już o kwestiach poza łóżkowych, kiedy facet będzie chciał podjąć jakąś stanowczą, męską decyzję i zrobi się z tego awantura na miarę wojny domowej w Jugosławii. A z takich mniej patologicznych rzeczy to obejrzałem sobie "Tu zdarzy się coś strasznego". Idealny przykład, kiedy serial powinien być o połowę krótszy, bo część odcinków to sztucznie przeciągnięte zapychacze o niczym i dopiero końcówka dowala konkretnie do pieca. Trochę zawód, bo początek miał świetny, Lynchowski klimat, ale jak już pojawiła się rodzinka i ich problemy, to zaczęło trochę śmierdzieć Klanem. Dawno też nie widziałem serialu, w którym postacie aż tak mnie irytowały.- 007 First Light
Tak patrzę na te gameplaye i sobie myślę, że kurde, chętnie bym pograł w nowe Syphon Filter od tych ziomków. Mają doświadczenie w grach single player, potrafią w skradanie, akcja też wygląda konkretnie, SF to w sumie też zawsze były klimaty Bonda/Mission Impossible, trochę Hitmana. Mogłoby ich Sony zwerbować i zamiast kolejnego skazanego na porażkę flopa a'la Concord sypnąć hajsem na dobrego, szpiegowskiego singla. Ale to chyba tylko w jakimś alternatywnym uniwersum, bo w naszej zjebanej linii czasowej nie ma na to co liczyć- Growe Szambo
- własnie ukonczyłem...