Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

własnie ukonczyłem...

Featured Replies

Opublikowano
6 minutes ago, oFi said:

A ja moge zasugerować żeby zagrać w batmana city na PS3 w tych 30ramkach i wodotryskach graficznych których próżno szukać na pc i ps4.

I obowiązków oled, ktory zmienia oblicze tych starych gier.

Wiesz, ja gralem na XSX i gralo sie swietnie. Granie na PC jest dodatkowym perkiem w tym przypadku. Podobnie mam z Bloodborne choc wszyscy wiemy, ze to jest czyste 10/10.

  • Odpowiedzi 14,7 tys.
  • Wyświetleń 1,5 mln.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Najpopularniejszy posty

  • Suikoden I & II HD Remaster: Gate Rune & Dunan Unification Wars [PS5] Przychodzę z sercem na dłoni. Otwarcie piszę, że dwa pierwsze Suikodeny kocham miłością szczenięcą. Drugą część kiedyś

  • Jak widze forumowych "wspierajacych" day 1:   czwartek, caly dzien, statusy na forum - gdzie ten ku.rwa kurier, zaje.bie ch.uja, juz czwartek a jeszcze go nie ma, no ku.rwa lepiej zeby byl przed we

  • Tomba! 2: The Evil Swine Return Special Edition [PS5] Wioska Rybaków, pierwsza lokacja z tej gry jest dla mnie jednym z najbardziej przytulnych zakątków, które w swoim growym życiu odwiedziłem. Uwi

Opublikowano

Ja nikomu nie bronie grać w full detalach na pc ale chciałem dodać, że te stare wersje multiplatformowych gier dalej się bronią.

Opublikowano

Masz oczywiscie racje. Dlatego moje krotkie wypociny mowia, ze to swietna gra i nawet dzis warto w nia zagrac. Z ciekawosci wlaczylem sobie material z PC i roznica w odczycie ruchow byla znaczaca - stad moja rekomendacja.

Opublikowano

Arkham Asylum i Arkham City miały jeszcze ten komiksowy vibe, za to Arkham Knight już bardziej przypominał filmową, nolanowską trylogię. Nadal dobra gra, ale mogłaby być dużo lepsza gdyby nie jakiś zajebany fan world of tanks pracujący w tym studio, który wpierdolił niepotrzebnie te potyczki z czołgami i to jeszcze w nadmiernej ilości.

Klimat i fabuła na poziomie Arkham Asylum/Arkham City, bossy fighty w stylu tych z Arkham Origins, mroczne Gotham i system walki z Arkham Knight, wyjebanie do kosza walki batmobilem i powstałby Gacek idealny.

Edytowane przez Czokosz

Opublikowano

Call of Duty: Modern Warfare

Mowa oczywiście o wersji z 2019 roku. W tamtym roku nadrobiłem kilka części, w tym mam zamiar wyjść "na zero" z serią ;) Generalnie już na samym początku miałem duży problem i gra mnie zirytowała. Wszystko przez zje... instalację. Włożyłem płytę do PS4, instalacja, potem dwa duże update z sieci i jedziemy. No nie do końca, bo potem okazuje się, że trzeba coś jeszcze dociągnąć z PS Store, bo nie ma normalnie paczki kampanii. Dobra, ściągnąłem, przygotowuję się do gry, okazuje się... że nadal nie działa. Dopiero po szukaniu w sieci dowiedziałem się, że trzeba ściągnąć jeszcze dwa pliki z operacjami specjalnymi (!), żeby odpalić tryb fabularny. Szkoda, że nikt tego nie raczył wytłumaczyć w samej produkcji, bo w życiu bym na to nie wpadł. Po godzinnej irytacji, można było rozpocząć przygodę...

Już w WW II twórcy wrócili do formy po średnio udanych i nudnych częściach futurystycznych. Modern Warfare spokojnie tę tendencję podtrzymuje. Sama historia jest przyjemna, wciąga, ma taki "akcyjny styl". Mamy kilku bohaterów, ich losy się splatają, mamy kapitana Price'a w najwyższej formie. Sam gameplay wypada spoko, strzela się nieźle i przyjemnie, choć mam pewien zarzut, że kampania ma pewne przestoje, rzeczy, które wybijają z rytmu jak np. nauka strzelania ze snajperki czy konieczność krótkiego skradania się. Po prostu od CoD-a oczekuję akcji i strzelania, a nie innych wymysłów D Ale broń boże oczywiście nie jest to coś, co znacząco obniża jakość kampanii. Pod kątem audio-wideo: spoko, wygląda OK, brzmi też dobrze. Dziwnie grało się z dubbingiem, bo raczej zawsze mieliśmy tu angielskich aktorów, ale polska wersja daje radę.

Po jakichś pięciu-sześciu godzinach dobrnąłem do końca. I to odpowiedni czas na całą historię - krótko, ale treściwie. Końcówka zapowiedziała kontynuację, więc domyślam się, że te wydarzenia będą się dziać w drugiej odsłonie serii. Ja już na dysku mam zainstalowany Black Ops- Cold War, pewnie niedługo wrócę do tego tematu z opisem wrażeń z tej części. Jedno już jest na plus - instalacja była zdecydowanie prostsza i bardziej intuicyjna. Co do Modern Warfare - 8/10.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

HD8-_kKWkAA4FqD?format=jpg&name=4096x409

Resident Evil 2 (1998) - zrobiłem tak, jak mi serduszko podpowiedziało. Ściągnąłem tą wersje jaka aktualnie posiadają na serwerach pss i z miejsca odpaliłem na obecnej generacji konsol. Dopasowałem obraz do własnych potrzeb. Wprost mówiąc rozciągnąłem jak sie tylko dało i wsiąkłem. Prawdę mówiąc z oryginału nic juz nie pamiętałem, co tylko zapulsowało klimacikiem z którym mogłem sie na nowo zderzyć. System przewijania troszkę mi tu pomógł. Właściwie to nie ma o czym mówić. RE2 to absolutny klasyk tego gatunku. Wystarczy chwila by sie wkręcić i wrócić pamięcią do tamtych wspaniałych i beztroskich czasów a system przewijania gameplayu dodatkowo go potęguje. Może ujmuje poczucie zaszczucia i horroru ale za to świetnie sie spełnia w sekcjach ucieczki przed zagrożeniem. Mimo mega rozciągniętego obrazu nic specjalnie nie rzuciło mi sie w oczy co mogłoby wpłynąć negatywnie na rozrywkę.

HD8_G5UWYAAF0HC?format=jpg&name=4096x409

Obraz wystarczająco ostry i nieco bardziej pikselowy przy pre-renderowanych tłach w żadnym razie nie sprawił mi dyskomfortu. To swietna perełka ktora lapie za gardło. Stara szkola przetrwania bez podpowiedzi i prowadzenia za raczke. Przyspieszone bicie serca to tutaj chleb powszechny. Nie sposób nie wspomniec o kultowym dla serii soundtracku na dzwiek którego włos jerzy sie na plecach. Usiadłem do gry z czystej przyjemności i własnej inicjatywy aby sie nią delektować a nie zwracać uwagę na wady i je tutaj przytaczać. Choć z cała świadomością mogę tutaj przytoczyć trofea jako jedna z nich. Od lat są juz strandardem w giereczkowie (Nintendo jedynym wyjątkiem tutaj), a mimo to wciąż ich brakuje tam gdzie byc powinne. Giercowałem cały dzien i wciąż nie mam dość. To byl pierwszy raz kiedy skończyłem gre z serii od początku do końca na jednym posiedzeniu. Czyżby to te 30'lecie tak na mnie podziałało i mnie wciągnęło? A moze to Requiem ? Sam nie wiem? W każdym razie jakiś taki bliższy serii sie teraz czuje. Wcześniej tego nie miałem albo nie czułem. Zupełnie jak nie ja. Widocznie to z wiekiem przychodzi do człowieka. Zdaje on sobie sprawę ktore gry sa dla niego ważne i ważniejsze. Które ukształtowały go i wyniosły na człowieka którym jest dzisiaj.

Widocznie sie myliłem a prawda jest taka ze seria Resident Evil jest mi bliższa niż byłem tego świadom wub

HECzotuWAAEgW9Q?format=jpg&name=4096x409

Opublikowano

Dodatki do trzeciego Wiedzmina "Serce z kamienia" i "Krew i wino"

Pierwsze w kolejności było "Serce z kamienia", które rozgrywa się na tych samych terenach co podstawowa wersja gry ale wprowadza kilku ciekawych bohaterów i rozwija postać Pana Lusterko, który jak się okazuje nie jest tylko dużo wiedzącym bywalcem wioskowych karczm. Wszystko zaczyna się od zlecenia Olgierda von Evereca, którego banda wygląda jak wyjęta z ekranizacji Ogniem i mieczem. Mamy zabić potwora grasującego w kanałach Oxenfurtu, który jest wielką ropuchą, jednak po jej pokonaniu okazuje się, że był to przeklęty ofirski książę i Geralt zostaje zabrany na statek zmierzający do Ofiru żeby tam zawisnąć albo stracić głowę. Tu cały na biało wjeżdża Pan Lusterko a właściwie Gaunter o'Dim, który składa Wiedzminowi propozycję nie do odrzucenia i Geralt zostaje wplątany w rozgrywkę pomiędzy Panem Lusterko i Olgierdem von Everecem.

Dodatek nie jest długi ale dużo się dzieje, misje są zróżnicowane i ciekawe. W jednej z nich musimy wziąć udział w próbie obrabowania skarbca a początek jest jak z jakiegoś Ocean Eleven. Całość mocno nawiązuje do legendy o Panu Twardowskim i na prawdę mocno trzyma poziom gdzie nawet dzieciaki w wiosce śpiewające "Liczko ma gładkie i mowę kwiecistą.." zachęcają żeby zatrzymać się i posłuchać do końca.

Dodatek "Krew i wino" przenosi nas do księstwa Toussaint, które już w książkach było opisywane jako miejsce jak z bajki. Mimo tego, że na wejście musimy ubić cyklopa atakującego jakąś wieś, to po przejechaniu krótkiego odcinka do zamku po tej kolorowej krainie ma się wrażenie sielskiej atmosfery. Jednak w czasie późniejszej eksploracji im dalej od zamku tym więcej się dzieje i nie jest już tak spokojnie. Głównym zadanie Geralta jest odnalezienie Bestii z Beauclair. Szybko okazuje się, że bestią jest wampir wyższy, jednak sprawy trochę się komplikują gdy dowiadujemy się, że jest on znajomym naszego starego druha Regisa. Samych głównych misji nie jest dużo ale mamy kilka misji pobocznych i zleceń wiedzmińskich. Możemy też ulepszyć nasz ekwipunek do poziomu arcymistrzowskiego. Doatek wprowadza też opcję rozwijania mutagenów, które dają dodatkowe atuty w walce. Ogólnie cieszę się, że w pewnym momencie nastawiłem się na robienie wszystkich rzeczy pobocznych a główny wątek zostawiłem na koniec. Dzięki temu wszystkie misje główne robiłem jedna po drugiej i fajnie się to wszystko układało, jakbym grał w jakąś grę single player a nie RPG. W historii jest kilka zwrotów akcji i pod koniec w Toussaint mamy bardziej horror niż bajkę, chociaż mamy też możliwość trafić do Krainy Tysiąca Baśni. Tu mnie całkowicie rozłożyła

Dziewczynka z zapałkami delująca fistech

Dodatki tworzą spójną całość z podstawową wersją gry i na prawdę warto w nie zagrać i koniecznie w takiej kolejności jak wychodziły. Na tę chwilę kończę przygodę z Geraltem ale liczę na ten zapowiedziany dodatek, bo mimo w sumie 140h na liczniku to dalej bym chętnie towarzyszył Wiedzminowi w kolejnych przygodach.

Edytowane przez BRY@N

Opublikowano

Dodatki do Wiesia są świetne i w zupełnie odmiennym klimacie. Serce z kamienia mroczny, a Krew i wino cukierkowy.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Astro's Playroom PS5

Z racji tego, że lubię platformówki i potrzebowałem czegoś lżejszego po Wiedziminie na szybko odpaliłem Astro's Playroom i mimo tego, że było to krótka przygoda to całkiem przyjemna. Sam pomysł na taki daromowy dodatek do konsoli to strzał w dziesiątkę. Na wszystkich czterech poziomach są odgrywane scenki z poszeczóglnych hitów, które miały premierę na kosnolach Sony i na prawdę ciężko czasem się nie uśmiechnąć pod nosem jak widzi się te boty udające postacie z innych gier. Prezentacja możlwiości pada też na plus, jednak przy kierowaniu rakietą przez wychylanie pada miałem flashbacki z Heavenly Sword gdzie trzeba było sterować strzałą. Ogólnie to akurat nie dla mnie i jeszcze mechanika sterowania kulą po lodzie to coś czego nie lubię w grach. Po za tymi dwoma rzeczami naprawdę bardzo przyjemnie się grało i nawet zachęciło do zakup Astro Bota.

Opublikowano

Ad Infinitum

Szukałem czegoś nieoczywistego do ogrania, mniej znanego i wpadłem na pomysł, że może Ad Infinitum. No i zacząłem grać. Muszę przyznać, że to była trudna przeprawa. Klimat - jestem kupiony. Muzyka - idealnie pasuje, nadaje emocji poszczególnym miejscom. Gameplay? No właśnie, to największa bolączka tej gry. Tu się po prostu mało co dzieje. Do tego jeszcze odniosłem wrażenie, że nasza postać jest taka toporna, że trochę brakuje tej grze takiego ostatniego szlifu, bo jest strasznie surowa.

To nie jest gra dla każdego. Jeśli podoba ci się wizja walking sima w tematyce horroru opartego na wydarzeniach z czasów I Wojny Światowej - próbuj, W innym razie sobie daruj, bo się po prostu zanudzisz. 5/10

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Mafia: Old Country (Ps5) - musiałem się przespać żeby coś naskrobać, bo jak to rapował Rysiu Peja "ale chodzę wkur.wiony, bardziej niż rozżalony".

Czekałem na kolejną dorosłą, brutalną opowieść. I to w sumie dostałem, chociaż schemat od zera do bohatera pośród makaroniarzy to nic nowego. Tym razem w ciekawym settingu bo rok 1904 na Sycylii, tereny wiejskie, nawet ładne widoczki. Pomysł całkiem niezły, aczkolwiek po ukończeniu zdałem sobie z pewniej rzeczy.

Mafia 2 miała puste miasto, niewiele było tam do roboty. Mimo to w trakcie przygody zaczynałeś kojarzyć pewne miejsca, drogi, niejako wsiakałes w to. Przynajmniej ja tak miałem. Tu wogóle nie ma takiego poczucia, jest pustka dosłowna.

Najgorzej mnie rozczarował gameplay i ogólna konstrukcja. Ja lubię filmowe gry, naprawdę. Ale tu ilość wychylanej gałki, odbierania kontroli, przeplatanych filmikami to czasem przesada. Potem masz sekwencje strzelana i znów szyny.

Jeszcze to strzelanie to spoko, chociaż nic co by zapadło w pamięć (jatkę w dokach z Mafii 2 do dziś mam w głowie). Natomiast sekwencje skradane.. odrazu mi się przypomniał Ghost of Yotei i idiotyczne zachowanie shinobi. Tu tak samo, ludzie gadają po czym rozchodzą się i czekają aż ich udusisz. Obrazki z 2010 r.

Wyczyscisz po cichu teren i dojdziesz do celu to bądź pewien że zaraz nagle będzie alarm i strzelanina xd ten schemat się powtarza niejeden raz )

Tak samo jak te nieszczęsne walki na noże, główna atrakcja gry. Zawsze wyglądają tak samo, z obowiązującymi wstawkami w połowie walki.. ehh no potencjał był jakiś, chęci może też. Ale no tak sobie to wyszło.

Spoko setting, całkiem całkiem historia i muzyka. I to tyle, ogółem tylko niezła gra moim zdaniem 6+/10

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

images?q=tbn:ANd9GcREdEbhJ-UGKmBfqImZ-i7

Miałem ochotę na gierkę w stylu PS2, a że mam jeszcze GP, to uznałem, że dam szansę South of Midnight. Ależ to była frustrująca gra - bynajmniej nie dlatego, że jest jakaś szczególnie zła, bo jest całkiem, z braku lepszego słowa, kompetentna. Frustrująca, bo widać, że był potencjał, ale potem przyszedł krawaciarz z Excelem i zaczął tę grę stopniowo dostosowywać do standardów. No i na każdą rzecz, którą lubiłem przypadał element równoważący w drugą stronę.

Problem, o którym wspominam zaczyna się już na etapie kreacji świata i historii. Gra opiera się na nietypowym settingu - czerpie bogato z folkloru głębokiego południa Stanów Zjednoczonych, zmuszając nas do przemierzania bagien (chyba) Luizjany i obcowania z tamtejszymi istotami. Jest to bardzo oryginalne, a więc też zwyczajnie ciekawe, do tego gra ma charakterystyczny styl graficzny oparty o inspiracje animacją poklatkową, przez co nie można jej odmówić własnego charakteru.

A potem okazuje się, że ktoś tu wcisnął absolutnie frustrujące i pretensjonalne postacie, które sporo gadają, bo ekspozycja fabularna zajmuje tu stosunkowo sporo czasu. Prym we wkurzaniu gracza wiedzie główna bohaterka - mało growych postaci tak bardzo drażniło mnie ciągłym gadaniem, ujemnym intelektem (choć to raczej wynikało z instrukcji - "tłumacz głupim graczom co się dzieje i jak się mają czuć w danej sytuacji") i realizacjom chyba wszystkich stereotypów o pewnej siebie nastolatce. Sama konstrukcja fabularna również w gruncie rzeczy wypada dosyć średnio - pomimo głównej osi pierwsze rozdziały to epizody powiązane na zasadzie "tu trzeba zająć się tym problemem, o, a może trzeba iść tam, a w ogóle na sam koniec trzeba przecież zagospodarować antagonistę". A, podkreślam, fabuła tu jest mocno pchana na pierwszy plan.

A jak gameplay, bo w końcu to on głównie zadecydował o tym, że zdecydowałem się odpalić South of Midnight? Ktoś wziął mało eksploatowany obecnie pomysł na rozgrywkę, a mianowicie coś na kształt trylogii piasków PoP. Oznacza to dużo skakania, dochodzą akcje takie jak bieganie po ścianach i tak dalej - movement został zaprojektowany naprawdę dobrze. Tylko co z tego, skoro gra nie stanowi żadnego wyzwania platformowego, a praktycznie wszystkie sekwencje platformowe są zaprojektowane w bardzo podstawowy sposób, jakby ktoś składał z gotowych assetów te same levele w ramach testowania silnika gry. Dopiero pod sam koniec - rozdział 12 i 13 - platforming robi się naprawdę fajny i pojawiają się niezłe pomysły (wieża zegarowa to absolutny highlight tej gry).

No i mamy walkę. Grę przechodziłem na hardzie, ale to czym się różni od innych poziomów trudności to chyba tylko podbicie wrogom punktów życia. Mamy do dyspozycji w sumie jednego combosa, dochodzą czary, a do tego mamy perfekcyjne uniki. Optymalnie jest używać umiejętności tak, aby na chwilę unieruchamiać przeciwników. Mamy ich kilka rodzajów, natomiast wizualnie wszyscy są absolutnie taką samą ciemną kupą gówna. Do tego areny wyglądają zawsze tak samo i toczą się według jednego schematu. Walka była więc zamulająca. Chociaż bossowie - poza ostatnim, który po prostu składa się z kilku killroomów - dają radę i mają urok gier z PS2.

Wizualnie rzecz to mocno wystylizowana i dzięki temu fajna, muzyczka również robi robotę i będę ją bardzo miło wspominał. Milej, niż samo South of Midnight - to jest gra zupełnie przeciętna, ale nie temu, że zabrakło na nią pomysłu. Po prostu każdy z dobrych pomysłów został zrównoważony decyzją sprawiającą, że ostatecznie ta gra robi się totalnie bezjajeczna. Zwłaszcza szkoda mi tego gameplayu, bo były wszystkie narzędzia, aby zrobić z tej gry sympatyczną platformówkę, ale ktoś bał się oczekiwać od graczy, że wykażą się minimum zręczności i timingu. Jeszcze by się zestresowali, więc bohaterka musiałaby znowu wypowiadać kolejne 10 drażniących linijek tekstu.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Gears of War Reloaded

Zrzut ekranu 2026-03-22 161606.png

Jakieś dwa lata temu zaliczyłem pierwsze Space Marine, w zeszłym roku pękło ponad 100 godzin w Space Marine 2 licząc kampanię i multi. No i tak zachciało mi się ostatnio gry podobnego typu, więc zastanawiałem się nad powrotem do SM, ale przeglądałem sobie ofertę zielonych w GP i wpadło mi w oko Gears of War. Nigdy nie grałem w żadną grę z tej serii, więc postanowiłem spróbować. Konstrukt jest podobny, bo są zbombardowane i zdziesiątkowane kolonie ludzkie, inwazja obcych, oddział złożony z wielkich chłopów mających za zadanie uratować ludzkość. To gry stworzone dla prostych ludzi mojego pokroju, którzy lubią mało gadania (chyba że to gadka jakości trzeciego Wieśka albo Kingdom Come, to mogę słuchać) i kampanię nafaszerowaną akcją bez zbędnych dłużyzn.

Pierwsze co mnie zdziwiło to przeładowywanie broni na drugie tempo. Nie zliczę ile razy mi się pojebało i po prostu raz nacisnąłem klawisz R czekając aż Marcus wymieni magazynek. Po jakimś czasie się z tym oswoiłem i dbałem o to, żeby kliknąć szybko drugi raz w odpowiednim momencie zatrzymując przesuwający się suwak u góry ekranu, bo dzięki temu broń jest szybciej przeładowana i zadaje minimalnie większe obrażenia. Oczywiście były momenty, w których się zapominałem i musiałem czekać nieco dłużej, ale na szczęście rzadko się zdarzały. Niby taka niewinna mechanika, której idzie się szybko wyuczyć, ale wprowadza coś ciekawego do rozgrywki, bo ciągle angażuje uwagę.

Co do lokacji, to są naprawdę fajnie zaprojektowane i zróżnicowane. Udało się zwiedzić muzea, kopalnie, fabryki, opuszczone ulice, stację kolejową itd. Nareszcie było na co popatrzeć po Ninja Gaiden 4, w którym wszystko się zaczyna szybko zlewać w jedną wielką bezkształtną masę. Lubię jak twórcy w tego typu grach nie traktują mapy jako miejsca do kasowania hord wrogów bez dbania o to jak wyglądają wizualnie. Do samego końca przyjemnie przemierzało się te wszystkie post-apokaliptyczne miejscówki. Wiadomo, że to jednak remaster remastera i dużo rzeczy pod kątem graficznym doczekało się odświeżenia. No ale chodzi mi ogólnie o sam zamysł artystyczny, a nie jakieś tam tekstury, oświetlenie itd. Na to samo liczę w starszych odsłonach na X360, które zamierzam ograć jeszcze w tym roku.

Przechodząc do rozgrywki to do dnia dzisiejszego jest bardzo satysfakcjonująca. Przyjemny gunplay, fajne bronie do przetestowania, kompani u boku, których nieraz ponosi brawura i lecą do walki w zwarciu, a potem trzeba ich podnosić z gleby. Bywało też tak, że na co się przydali, bo raz Dom uratował mi dupę przecinając piłą obrzydliwca, który prawie mnie skasował atakując z partyzanta.

Misje są krótkie, ale na tyle fajnie skonstruowane, że nie ma zamuły. Nieraz trafią się szarżujące ścierwojady, innym razem uzbrojone oddziały albo przeciwnicy, na których nie działa broń palna i trzeba wywabić ich na zewnątrz atakując ich tam czymś w rodzaju wysokoenergetycznej wiązki laserowej. Mało gadania, dużo strzelania, ograniczona eksploracja liniowych lokacji sprowadzająca się do znalezienia skrzynek z amunicją. Dużo fajnych rzeczy udało się zmieścić twórcom w tych 7 godzinach, które potrzebowałem na ukończenie gry. Niczego więcej nie było mi trzeba w tym momencie.

Na pewno ważne jest to, że oceniam ten tytuł z perspektywy świeżaka, a nie kogoś, kto musi po raz kolejny grać w to samo. Na tyle mi siadło, że zamówię pudła 2 i 3, a 4 i 5 nadrobię w GP. Oczywiście wszystko rozkładając w czasie, żeby się nie przesycić. Obym się wyrobił do premiery nowej odsłony. Jak się nie uda, to się na spokojnie nadrobi poprzednie części i dopiero w nią wjedzie. W ogóle jakie piękne czasy nastały, że w produkcji jest Space Marine 3 i Gears of War E-Day.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

20260326_033800.jpg

20260326_035108.jpg

Little Nemo Dream Master (Capcom) z Nesa na Pixelu2 za.. czwartym podejściem. Lata mijają i do takich gierek skill mi się lekko stępił, przynajmniej na początku. Każda kolejna próba była lepsza choć na ostatnim levelu pełnym kolców, płomieni i przeszkadzajek oraz na finałowym bossie kląłem trochę pod nosem. Udało się na ostatnim życiu! Zła bestia padła, królestwo snów uratowane cool2

Opublikowano

UFO ROBOT GRENDIZER – The Feast of the Wolves (PC)

Przechwytywanie.PNG

Zaskakująco przyjemna gierka AA na bazie anime twórczości Go Nagai z lat 70-tych. Prawdę mówiąc nie wiem, czy fani tego anime jeszcze żyją, ale muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony poziomem tej gierki, która ewidentnie była stworzona przez ludzi, którzy serię kochali. Gdyby coś takiego lub podobnego stworzono z Daimosem, to byłaby to najlepsza rzecz pod słońcem. Niestety, Grendizera nie znam, kojarzę go tylko z gier Super Robot Wars, oraz prawdę mówiąc nie podoba mi się nawet jego archaiczny design. Ale pomimo tego w Feast of the Wolves grało mi się spoko przez te kilka godzin. Gra to stosunkowo prosty beat'em'up/slasher z pseudo-otwartym światem, prostym systemem upgrade'ów i licznymi znajdźkami oraz wkomponowanymi elementami shmupa. Z jednej strony gra nie jest niczym wybitnym, ani unikatowym, a z drugiej jest na tyle porządnie wykonana, że można bardzo miło spędzić kilka godzin młócąc komiczne roboty atakujące Ziemię.

Na plus spoko stylizowane animacje oraz ścieżka dźwiękowa charakterystyczne dla anime lat 70-tych oraz dość "responsywny" system walki. Na minus kilka bugów, brak możliwości przewinięcia cut-scenek oraz średnia fabuła (wnioskuję, że to mały procent treści anime).

Fanom dużych robotów polecam, nawet jeśli podczas gry średnio czuć, że takowym sterujemy. Ewentualnie można gierkę kupić dziecku, to też się powinno sprawdzić, gdyż poza dwoma osiągnięciami poziom trudności nie jest wygórowany. Szkoda mimo wszystko, że czegoś podobnego nie zrobią z Daimosem...

20260314232202_1.jpg

20260315114323_1.jpg

20260315114331_1.jpg

20260322203406_1.jpg

Opublikowano

Wolfentein: Youngblood (PS4)

Czyli niby sequel, niby spin-off głównej serii, nastawiony na co-op (online lub z botem w singlu). Po premierze gra zebrała słabe oceny, a że sama idea też mnie nie zachęciła, to i wpisem do backloga tytułu tego nie zaszczyciłem. Minęło parę lat (a konkretniej prawie 7, notabene The New Order zaliczyłem niecałe 4 lata po premierze i wtedy mi się wydawało, że gram w starocia...) i jakoś mi ten Wolf zaczął migać na promkach w śmiesznych cenach w okolicach 20 zł. Pomyślałem: co mi tam, serię bardzo lubię, a za tę kasę nawet jeśli wtopię, to nie będę płakał. No i pozytywnie się zaskoczyłem. Owszem, zarzuty co do Youngblood są w większości podstawne i dla wielu mogą być gamebreakerem, jednak przymykając nieco oko i traktując całość jako niezobowiązujący skok w bok, można sobie fajnie postrzelać.

Po pierwsze, słynny co-op. Cóż, grałem offline, więc siłą rzeczy ominął mnie fun związany ze współpracą z żywym przeciwnikiem. Z drugiej strony AI raczej daje radę i poza naprawdę grubymi akcjami w dalszych etapach gry, raczej nie sprawia kłopotu swoimi "zgonami" (w kryzysowej sytuacji trzeba drugiemu graczowi pomóc i w typowy dla multi sposób uzdrowić go, działa to oczywiście w obie strony), a tam, gdzie jest to potrzebne do kontekstowych akcji (standardowe motywy typu "razem otwieramy ciężkie wrota"), pojawia się i szybko robi swoje. Sam fakt, że gra jest zaprojektowana pod taki styl rozgrywki oczywiście odbił się na level designie, ale przy niewielu zmianach spokojnie przeszłoby to jako zwykły singiel.

Druga sprawa, to główne bohaterki. Nie będzie spoilerem informacja, że gramy tutaj córkami Blazkowicza, a akcja jest osadzona w 1980, czyli bodajże 19 lat po The New Colossus. Sam Blazko jest tylko fabularnym wytrychem i szybko schodzi na daleki plan, a siostrzyczki...no cóż, można argumentować, że to nastolatki, więc pewne ich cringe'owe zachowania i gadki są zrozumiałe, ale ogólnie nie udały się te postacie. Nie pomaga ich "specyficzna" uroda xD. Ale bywało gorzej, nawet w ramach tej serii (tu patrzę na TNC). Fabuła ogólnie jest prosta i mało angażująca, główny antagonista nijaki, a całe lore, choć rozbudowane za sprawą klasycznych znajdziek, nie jest już tak interesujące, jak w przypadku poprzednich części. Skala wszystkiego jest po prostu mniejsza i pomijając rozbudowane wręcz do przesady poziomy-dzielnice miasta (na których niestety czeka nas sporo backtrackingu, a i za sprawą praktycznie nieobecnej mapki, można się zgubić), Youngblood spokojnie by przeszło jako duże DLC. NPC, których spotykamy okazjonalnie w standardowej dla serii bazie-HUBie, są praktycznie anonimowi, ot zlecają nam generyczne misje poboczne (zrobiłem po jednej dla każdego i odpuściłem). Główne zadania też opierają się na jednym schemacie. A no i krany kutas za chamski skok trudności w ostatniej walce (grałem na normalu), można trochę porzucać mięsem. Na minus też dziwny pomysł z respawnowaniem się wrogów przy każdej ponownej wizycie w danej dzielnicy, tzn. no ma to jakiś tam logiczny sens, ale z punktu widzenia rozgrywki i wspomnianego już backtrackingu (lub błądzenia w poszukiwaniu celu) jest po prostu upierdliwym utrudnieniem. Nie czaję też, czemu nie ma tu opcji zaznaczenia kilku misji na HUDzie, jednocześnie możemy śledzić tylko jedną, a czasami na jednym obszarze możemy mieć kilka zadań.

Urozmaicony jest, jak zawsze, arsenał. Mocniej postawiono tu na duże zabawki, rozbudowany jest też rozwój postaci i pukawek (dla mnie meh, wolę bardziej prostolinijne podejście w FPSach). Ulice Paryża, po których głównie się poruszamy, są mocno "wertykalne", premiują wyszukiwanie skrótów i pochowanych gadżetów. Sam gameplay to już miodzio. Trzon nie zmienił się od początku serii, więc jeśli już zdecydujemy się na otwartą walkę (bo, tradycyjnie, można się też poskradać, w poprzednikach lubiłem ten styl eliminacji nazioli, ale tutaj odniosłem wrażenie, że jest mniej efektywny i zwyczajniej trudniej się długo czaić), to czeka nas dynamiczna rozpierducha, dużo juchy, wybuchów i latającego po ekranie stuffu, z dynamiczną muzyką w tle. No nie nudzi się to w sumie do samego końca (na koniec na liczniku miałem ok. 9,5h, ale wydaje mi się, że coś dziwnie to zliczał i grałem spokojnie z 12h). Na plus działa płynna (zazwyczaj) animacja. Wizualnie jest spoko, ale to nie topka serii, aliasing jest dosyć mocny, tekstury momentami rozmazane, ale całokształ robi dobre wrażenie, głównie przez design, kolorystykę i wszelkiego rodzaju efekty.

Także ogólnie takie uczciwe 6/10. Taki biedniejszy kuzyn głównej serii, bez kilku elementów, z którymi ją kojarzymy (epicko-kiczowate przerywniki, charyzmatyczny Blazko, ekipa odjechanych postaci drugoplanowych). Nie skaczemy po ciekawych lokacjach odwalając coraz to dziwniejszy szajs, więcej tu raczej generycznych korytarzy i kill-roomów na zmianę z całkiem rozbudowanymi i nieźle prezentującymi się ulicami miasta. Ale są też niezłe widoczki i trochę tego Wolfensteinowego rozmachu. Fanom serii mimo wszystko polecam. No i tym razem trafiamy do lat 80, co odbija się mocno na spotykanych tu gadżetach i motywach wizualnych (muzycznie też, ale niestety ogranicza się to niemal w pełni do znajdowanych kaset, których możemy słuchać tylko w menu).

Wolfenstein_ Youngblood_20260307014541.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260307011908.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260308004810.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260308010321.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260321012047.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260322000135.jpg

Wolfenstein_ Youngblood_20260328011251.jpg

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Ultros [PS5]

Ultros_20260218185644.jpg

Czego się spodziewałem? Z grubsza tradycyjnego podejścia do gatunku, czyli metroidvanii pełnej szlachtowania przeciwników, wyodrębnionych środowisk, które razem tworzą zmyślnie połączoną mapę siata, zdobywania dodatkowych umiejętności i rozwijania tych już posiadanych. No wiecie: podwójny skok, jakiś dash, ale nie zaszkodzi, jak twórcy dorzucą coś autorskiego i oryginalnego. I dobra, to wszystko jest, więc z grubsza pominę tradycyjne elementy gatunku i skupię się na tych, które Ultrosa wyróżnią z tłumu.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to oczywiście oprawa. Początkowo oczopląsu idzie dostać, bo gra atakuje zmysł agresywnymi, żarówiastymi barwami. Pod tym kątem jest brawurowo i iście “kwasowo”. Do tego ekran wypełniony jest dziesiątkami dekoracyjnych detali, szczegółami i ozdobnikami, często ruchomymi. Pierwsza godzina, albo dłużej, to przyzwyczajanie wzroku do tego przepychu kolorystycznego. Próby odnalezienia się w nim i wyrobienia w sobie nawyków, na co zwracać uwagę, a co ignorować, bo stanowi tylko tło. I jak do każdej niewygody - idzie się przyzwyczaić. Po dwóch czy trzech godzinach gry nie miałem już większych problemów i z grubsza ogarniałem wszystko, czym Ultros mnie atakował z ekranu telewizora. Ostatecznie doceniam tę oprawę, bo jest charakterystyczna, odważna i po prostu oryginalna. A oryginalność zawsze lubię.

Jednocześnie uspokajam, bo twórcy zapewnili szerokie możliwości adaptacji oprawy do własnych potrzeb. W opcjach możemy złagodzić kontrast, wyłączyć wszystkie efekty, zmniejszyć nasycenie tła, by pierwszy plan wyróżniał się bardziej, no generalnie sprawić, aby Ultros wyglądał przystępniej na pierwszy rzut oka. Ostatecznie grałem praktycznie na ustawieniach domyślnych (wyłączyłem jedynie winietę, bleed i aberrację chromatyczną), więc jestem żywym dowodem, że da się. I jak wspomniałem - nawet polubiłem to, jak Ultros się prezentuje.

Ultros_20260222191854.jpg

Ale to nie koniec wyróżników Ultrosa. Bo on przerabia zasady gatunku na własnych warunkach, więc często przyjdzie nam tutaj… sadzić roślinki. To one będą naszym sposobem na osiągnięcie progresu. Odpowiednie nasiona znajdziemy poukrywane w świecie, a ich gatunków będzie kilkanaście. Małe drzewko stanowi świetną dodatkową platformę, by wskoczyć wyżej. Zasadzone na suficie pnącza wypuszczają z siebie liany, na których będziemy mogli się bujać. Specyficzny trawiasty dywan pozwoli nam rozwinąć ogromną prędkość i wykonać dalszy skok. I tak dalej, i tym podobne. Oczywiście nie będziemy mogli sadzić roślin w dowolnych miejscach (potrzebny jest odpowiedni grunt), jak również ograniczać nas będzie ilość posiadanych nasion. Przynajmniej do czasu.

Gra podzielona jest na swoiste cykle, rodem z gatunku roguelików. Po “resecie” na mapę wracają ubici wrogowie (bossowie również), zeruje nam się drzewko rozwoju (ale można temu zapobiec i odblokować wybrane umiejętności na stałe), ale co najważniejsze - ponownie pojawiają się nasiona, a posadzone już rośliny pozostają w gruncie, a nawet rosną i rozprzestrzeniają się z każdym cyklem. Dodatkowo pojawiają się nowe miejsca, w których możemy zakopać nasiona. Skutkuje to tym, że po każdym resecie świata mamy więcej możliwości i przemieszczać się po nim jest nieco łatwiej, wygodniej, szybciej.

Twórcy wcale nie sugerują jakie rośliny powinniśmy posadzić w konkretnych miejscach. Pozostawiają to naszej kreatywności, bo w większości sytuacji nie ma jednego dedykowanego rozwiązania i przedostać się dalej możemy na kilka sposobów. Niektóre nasiona mają ukryte właściwości, które możemy (ale nie musimy) odkryć, a wrogowie mogą być na swój sposób przydatni. Wraz z rozwojem fabuły dostaniemy też coraz szerszy wachlarz narzędzi, by roślinnością manipulować. Koniec końców cały ten mechanizm “ogrodniczy” w Ultrosie wypada całkiem imponująco, a świat każdego gracza będzie wyglądał nieco inaczej.

Ultros_20260225220153.jpg

Ultros oferuje dwa zakończenia. Naturalną koleją rzeczy pierwszym będzie ending określony “brutalnym”, ale zaraz po nim wracamy na mapę świata i możemy podjąć się ambitnej próby uzyskania zakończenia “pokojowego”, które wymusi na nas jeszcze więcej kreatywności w wypełnianiu świata florą, ale wynagrodzi również sporą dawką satysfakcji. Sposób rozgrywki diametralnie się wtedy zmienia i zaczynamy patrzeć na otoczenie w zupełnie inny sposób, niż dotychczas. Nawet na bossów.

Jestem miło zaskoczony Ultrosem, bo twórcy podeszli do metroidvanii dużo ambitniej, mieli własne pomysły i przez to gra potrafi się wyróżniać na tle innych reprezentantów gatunku nie tylko oprawą. Co prawda wyobrażam sobie, że niektórych graczy może ona zmęczyć, bo na pewnym etapie wymaga kombinowania z roślinami i kreatywnej pracy, zamiast radosnego hasania po lokacjach i zabijania przeciwników czy uczenia się schematów ataku bossów, ale ja doceniam, że dostałem coś całkowicie innego.

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Niedzielna sesja z Pixelem2 na dniówce w pracy. Tym razem Chip & Dale Rescue Rangers 2 ukończone z małymi problemami bo skrzyneczkami nie rzucałem już kilka lat.

20260329_080029.jpg

Jaszczurka to mój ulubiony boss z całej serii Rescue Rangers.

Trochę kłopotu sprawił mi ostatni level, te korytarze z działami na kulki i gruby robo-kot na końcu. Rng nie było łaskawe i nie wpadał sam na własne bomby ale w końcu zdechł.

20260329_081726.jpg

20260329_082054.jpg

Zastanawiam się nad czym teraz przysiąść.. może Code Name: Viper? Gierka była dość wymagająca.

Edytowane przez SebaSan1981
Literówki

Opublikowano
The division - 60fps / 4k

Kolejna recka ubi gierki po latach. Tyle, że to nie ubi gierka a propozycja od Massive Entertainment, tylko tym razem z patchem 60fps i 4k. Od razu zaznaczam, że była to dla mnie pierwsza styczność z tytułem więc o poprzedni stan techniczny się nie wypowiem.

nh4t4e.gif

Na wstępie powiem, że gra mi się podobała z tego względu, że całą ukończyłem SOLO co jest dużym plusem w strzelance gdzie wszędzie po bazach biegają inni ludzie i Division co główną misję przypomina nam, że może sobie dobrać innych agentów by nam pomogli. Ja tej pomocy użyłem tylko raz i to bardziej z ciekawości niż dlatego, że sobie nie radziłem z Clenaerami.

ac9c9b965c81e776ce14f5c2ad816d7e7cfb4295

Zakładam, że kazdy o tej grze słyszał, wielu w nią grało, ale ja postaram się opisać tą grę z pozycji SCEPTYKA, którego zaskoczyła JAKOŚĆ tej strzelanko zabijanki. 

Pierwsze co się rzuca w oczy to fenomenalny system celowania na padzie. Prawa gajga pada jest bardzo czuła na różne wychylenia. Dlatego szybkość precyzyjnego celowania na dalekie dystanse jest tutaj dopieszczona i trzeba się do niej troche przyzwyzczaić. Są oczywiście assysty w celowaniu ale ja miałem je wyłączone, bo system jest na tyle dobrze wykalibrowany, że strzelanie w kaski bandytom ulicznym nie sprawiało większego problemu. 

ac1483271cad031377c5886d026cb0616f751b5a

To co może za to sprawiać problem to zabijanie NPCów, którzy mają dodatkowy armor na sobie (a najgorsi są przysłowiowi "grubasy"). Z nimi nie ma lekko - trzeba biegać po mapie (czasem zamkniętych pomieszczeniach) i manewrować między pokojami, bo wpakowanie w nich 5ciu magazynków to chleb powszedni. Ów panowie mają na sobie często dodatkowe ładunki wybuchowe dlatego warto nie tylko celować między oczy ale również w przywieszone bomby lub butle gazem na ich ciele.

Łatwizna? Niby tak, ale jak biegnie w waszą stronę dodatkowo jego służba to robi się gorąco. 

Ratują nas oczywiście gadżety i dopałki wszelakiego rodzaju. Ja biegałem całą grę z wieżyczką samonaprowadzająco, która ściągała całą uwage na siebie + granaty wybuchowe i szokowe. Taki zestawik radził sobie na miekko z całym arsenałem wroga.

2d41ad8c603bd737a4cc5f8674b210153816aac2

Największym atutem tej gry to NOWY YORK. Mamy do dyspozycji cały Manhatan. Stara dobra zasada w grach (czyli robimy wszystko ręcznie) sprawdza się tutaj jak zwykle na medal. Miejsca są unikatowe, każda dzielnica różni się od siebie GIGANTYCZNĄ ilością szczegółów a w wrogowie są mocno zróżnicowani ubrankami i pukawkami w zależności od regionu.

7d83db3e62bda0324ecb78a9710c24b0f953d245

Gra otrzymała update na konsolach 60fps/4k i przez całą gre nie odczułem spadku jakości tekstur czy odświeżania. Developerzy z Massive Entertainment zadbali o optymalizacje swojej starszej produkcji, która po dziś dzień przyciąga do siebie sporo osób. Na dzień robienia tej recenzji gra w nią ponad 2k osób (a na konsolach pewnie podobnie albo jeszcze więcej).

778bb9ef7576e56649376e7e38983a1e3f3148ec

Zapomniałem wspomnieć o sławnej strefie śmierci nazwanej tutaj DARK ZONE. Co tam się robi? Gdy ukończymy główny wątek gra otwiera przed nami system levelu uzbrojenia. W strefie DZ mozemy zdobywać coraz to lepsze uzbrojenie zabijając "grubasów". 

To by nie było jeszcze takie trudne gdyby inni gracze również tego nie robili. Są sytuacje, że grubas ma skupioną na nas całą uwage a wpada inny agent i pomaga nam lub wręcz przeciwnie. 

Wisienką na torcie jest zachowanie naszego nowego sprzętu - musimy wezwać helikopter, który ma minute na przybycie. W tym czasie WSZYSCY AGENCI, którzy sa z nami w sesji na serwerze otrzymują powiadomienie, że helikopter został wezwany. Gdy już przybędzie to rzuca nam line i musimy nasz nowy sprzęt przywiązać do niego by znalazł się na stałe w naszej skrzyni.

cafb4b702a08ddbbbb37b397d756e18eefe81f57

Aktualnie nie miałem z tym większego problemu, bo graczy spotykałem niewielu podczas moich zmagań w Dark Zone. Jednak mi wystarczło doświadczenie SOLO i kiedyś wróce by zrobić resztę trofeów, które wymagają już pomocy innych agentów robienia wszystkich głównych misji w trybie HARD.

d5a425d50d5674eb90db36c00d43fd1d95ae372d

Jak brakuje wam dobrej strzelanki na 20-30h to The division dostarcza niezapomnianych wrażeń i NIE MĘCZY przez cała jej długość rozgrywki. 

da5d0f867482b55a5716fb3c1c7bbdd08287e94c

Disclaimer na koniec - zwykli wrogowie padają od paru strzałów więc nie są gąbkami na naboje jak większość osób kiedyś zarzucało tej grze. End game to już totalne oneshotowanie przeciwników w kazdym regionie (poza grubasami oczywiście) więc jest to przyjemnie wyważone.

Opublikowano

Star Wars Jedi: Fallen Order

Nie będę się rozpisywał, bo pewnie każdy grę kojarzy, zna albo ograł. Grałem w to na premierę i skończyłem, a teraz w ramach odświeżenia przeszedłem po raz drugi. Kurde jaka to jest fajna gierka, ciężko było mi trochę polubić Cala, jego aparycja i mimika twarzy była jakaś mdła na początku, ale wraz z biegiem czasu zyskał sympatię. Sam gameplay jest rewelacyjny, sprawiał mi bardzo dużo frajdy, trochę zagadek (raczej łatwych niż trudnych), przyjemna walka, bardzo fajne poruszanie się, szczególnie po odblokowaniu wszystkich umiejętności. Mix tego wszystkiego składa się naprawdę na świetną grę, podobało mi się nawet o wiele bardziej niż za pierwszym razem. Od razu mam ochotę ograć kolejną część, ale trochę się boję, że znudzi mi się formuła i na razie wlatuje Starfield.

Opublikowano
2 godziny temu, SebaSan1981 napisał(a):

Jaszczurka to mój ulubiony boss z całej serii Rescue Rangers.

Trochę kłopotu sprawił mi ostatni level, te korytarze z działami na kulki i gruby robo-kot na końcu. Rng nie było łaskawe i nie wpadał sam na własne bomby ale w końcu zdechł.

Cała plansza "Future World" razem z tą jaszczurką jest moją ulubioną. Sekcja z działami w ostatniej planszy zawsze też mi sprawia troszkę problemów, ale ostatni boss jest dość łatwy, zawsze mu rozwalam obie ręce a to nie wymaga wybuchu kulek. Wcześniejsze rzucenie też zadaje obrażenia, tylko mniejsze. Gierka jest w mojej topce na NESa.

Opublikowano

Reanimal (Xsx) - nie grałem nigdy w Little Nightmares, z podobnych tytułów to tylko Bramble przychodzi mi do głowy (polecam przy okazji!). Ale Reanimal okazał się dla mnie petardą.

Od samego początku siadł mi klimat, pesymistyczna wizja świata w którym poruszamy się Chłopcem i Dziewczynką. Prosty gameplay i jedno zadanie - przetrwać. Twórcy zaserwowali nam szereg niezwykle mocnych scen, niepokojących obrazów i dźwięków. Do tego świetne sekwencje ucieczkowe, a wszystko kapitalnie udźwiękowione.

Fabułę ciężko ogarnąć, poskładać. Ja poczytałem jakieś teorie i no ciekawy koncept.

Jest to gra na kilka godzin, mało ale jestem przekonany że w dłuższym wydaniu byłoby to zwyczajnie nużące na pewnym etapie. A tak wsiąknijcie w ten nieprzyjemny świat Reanimal, myślę że nie będziecie żałować. 9-/10

Bonusowo Psi Patrol Świat ;) pierwsza gra którą moja córka przeszła bez mojej pomocy. Więc jeśli macie np czteroletnią pociechę to gra jest idealna!

Opublikowano

Shank i Shank 2

Pozwolę sobie podsumować obydwie produkcje w ramach jednej pozycji. Shank był na mojej liście do ogrania od wielu lat. Przede wszystkim ze względu na charakterystyczną grafikę. Brakowało mi jednak motywacji, żeby do niego przysiąść - mimo tego, że obydwie produkcje są krótkie. W końcu jednak postanowiłem się "ogarnąć" i je sprawdzić. Mimo, że gra wyszła blisko 16 lat temu (co idealnie pokazuje, jak czas zapierdziela), kompletnie tego po niej nie widać. Grafika jest komiksowa, więc nadal wszystko ładnie wygląda. Fabuła rodem z filmów klasy B, ale jest spoko, choć muszę przyznać, że historia z jedynki zdecydowanie bardziej mnie wciągnęła niż fabuła dwójki.

Gameplay jest trochę monotonny, bo w sumie cały czas idziesz, tłuczesz gości lub wykorzystujesz inne przedmioty do ich eksterminacji, walczysz z bossem i tak w kółko. Na szczęście - jak wspomniałem - obydwie produkcje są krótkie, więc da się to przełknąć.

Podsumowując - jeśli macie ochotę na tego typu produkcję - bierzcie śmiało. Zwłaszcza na jakichś promocjach - jako przerywnik od dużych produkcji sprawdza się znakomicie. Dla obydwu produkcji - 7/10

Planet of Lana

Po Shanku, przyszedł czas na nadrabianie kolejnych "artystycznych" gier. Padło na Planet of Lana. Krótko - bardzo ładnie wygląda, twórcy stworzyli piękny świat. Gameplay nie jest niczym nadzwyczajnym - ot, skaczemy, rozwiązujemy proste łamigłówki, czasami się skradamy, a to wszystko po to, aby wyjaśnić ważna dla naszej postaci tajemnicę. Podobnie jak w przypadku Shanka - jako krótki przerywnik od głośniejszych produkcji sprawdza się znakomicie. 7/10

Opublikowano

Resident Evil 4 Remake (Playstation 5)
RE41.jpg


No dobra szczerze przyszedłem tu teraz jako neofita, nie będę tutaj opisywał gierki bo o tym tytule powiedziane zostało już wszystko. Wcześniej nie chciałem się nawet zbliżyć do tej serii, wrzuciłem to do kosza podpisanego jako ,,gry zombie- nuda'' bo ja serio nie lubię tej tematyki. Znudzony nią jestem i tyle. Blisko dwa lata temu zrozumiałem przy ogrywaniu Dark Souls, że trzeba próbować wcześniej odrzucone gierki bo może się okazać, że wybuchnie nowonarodzone gorące uczucie. No i tak jest i w tym przypadku. Bawiłem się zajebiście, dawno nie czułem takiej frajdy po prostu ze strzelania, wspaniała jest ta zabawa i bieganie między przeciwnikami żeby ustawić ich sobie w dogodniejszej pozycji do wybicia. @Pupcio przyznaje ci racje to świetna gierka jest (lubiłem czasem napisać jakąś bzdurę typu ,,eee zombiaki nudne'' ale już nie będę). Chyba dobrze wyszło, że na pierwszy kontakt wybrałem czwórkę bo rozważałem jeszcze Village i raczej by to nie przebiło wrażeń z RE4. Mam nawet ochotę kupić sobie wersję na Questa i przejść starą wersję w VR.


Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.