Josh
Użytkownicy
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda stronę główną forum
Treść opublikowana przez Josh
-
Konsolowa Tęcza
Daleki jestem od twierdzenia, że "nie ma w co grać" i że wszystkie obecne gry są gówniane. Wręcz przeciwnie, wiele razy pisałem, że indyki i AA to kopalnia genialnych tytułów, spośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Ale naprawdę trzeba mieć solidne klapy na oczach, żeby uważać, że z AAA jest równie dobrze, albo chociaż porównywalnie co 20 lat temu. Sam fakt, że największe z tych ekskluzywnych "hitów" to Horizon Forbidden West, Ragnarok, Spider-Man czy Ghost of Tsushima/Yotei czyli kalka kalki (obowiązkowo open world i TPP), daje do myślenia z jakim downgradem mamy do czynienia. Duże wyścigi arcade nie istnieją, platformówki też praktycznie zdechły (czasem wyjdzie nowe Mario albo Astrobot), survival horrory zawdzięczamy nielicznym. Studia 1st party od Sony, Ubisoft, Bethesda, Bioware, Rockstar, Rocksteady i masa innych, zaliczyło potężny regres ze swoimi grami. Gdyby nie twórcy niezależni, takie koksy jak chociażby Sandfall Interactive czy nieliczni deweloperzy AAA jak Capcom, to współczesny gaming by leżał i kwiczał z uciętymi jajami (kolo w punkt zauważył jak pozbawione czarnego humoru, wulgarności i "pazura" są obecne gierki). Nie, to nie jest tylko tęsknota za starymi czasami i złudzenie spowodowane różowymi okularami: kiedyś naprawdę było lepiej i było więcej. Zgodzę się natomiast z Mejmem, że to nie jest tylko wina idiotów zatrudniających kobiety i gejów, ale też samych graczy, no bo ktoś ten nowoczesny slop musi kupować i wspierać dając zielone światło na jeszcze więcej chujstwa (bez bicia przyznam, że sam mam trochę za uszami). O tyle dobrze, że grom-usługom powiedzieliśmy stanowcze nie.
-
Growe Szambo
Widzę, że The Gaymer dzielnie walczy z IGN oraz Kotaku o miano najbardziej zjebanego portalu o grach stosując jakieś dziwne projekcje, a nawet powoli wysuwa się na prowadzenie. Tak tylko przypomnę ich inny wysryw (jeden z wielu) TheGamerThe Legend Of Zelda Has Always Been QueerLink, Zelda, and the games themselves all tell queer stories through the series' history - whether Nintendo intended it or not Co do samego artykułu: normalny człowiek nawet się nie zastanawia nad takimi rzeczami, tylko po prostu wkłada płytkę z grą do konsoli i cieszy się wciągającym gameplayem i dobrą fabułą. Jedynie świry z zaburzeniami będą doszukiwać się tu drugiego dna. "Nie zagram, bo brzydzi mnie seksualizowanie dziecka". Przez kogo? Przez tych trzech pojebów z reddita? A może to jednak obawa, że Diana ci się spodoba i sama zaczniesz o niej fantazjować, Stacey? Może trzeba sprawdzić zawartość twojego laptopa, a w szczególności prześwietlić ten podejrzany, trzyterabajtowy folder z hentajcami? Jak można przeczytać pod sam koniec tekstu to jednak tylko głupi pretekst, bo tak naprawdę autorce przeszkadza "toksyczna męskość", której nie może znieść i sama wprost się do tego przyznaje. No bo kto to widział, żeby silny i zaradny facet opiekował się dzieckiem w grze? Obrzydliwa i nachalna promocja totalnie zdrowej i normalnej relacji między dwiema osobami, coś co absolutnie nie mieści się w głowach tych zwyrodnialców z The Gamera. Ciekawe czy gdyby zamienić Hugha na grubą czarną babę z Concord to czy Stacey dalej miałaby z tym problem.
-
Konsolowa Tęcza
Ciekawe czemu gracze coraz częściej wracają do staroci zamiast grać w te wszystkie niesamowite hiciory AAA Punkty z którym najbardziej mogę się zgodzić to te dotyczące wyścigówek oraz realizmu w grach. Zawsze będę zdania, że oderwane od rzeczywistości arcade'ówki będą lepsze od topornych symulatorów i to nie tylko jeżeli chodzi o racing-games, ale tak w ogóle. GTAIV czy RDR2 nie dało mi nawet w połowie takiego funu jak odjechane pod kątem klimatu, postaci i samych misji Vice City lub San Andreas. Oba ostatnie God of Wary z tym swoim ciężkim systemem walki i klocowatym Kratosem nie umywają się do przyjemności jaką dawało rzeźniczenie w klasycznych GoWach. The Last of Us jako skradanka jest spoko, ale przeszedłem ją tylko raz i więcej nie zamierzam, gdzie do dowolnego MGS'a mogę wracać dziesiątki razy i nigdy mi się nie znudzi. Przeciągane prologi, walking-simulatorowe wstawki, masa mozolnych skryptów skutecznie wybijające z rozgrywki, obecne chyba w każdej grze AAA (ostatnio robiłem ng+ w Spider-Man 2 od Insomniac i dopiero skupiając się na samym story z pominięciem wszystkich aktywności pobocznych widać ile jest tego cinematic syfu). No, ale hej, przynajmniej mamy super graficzkę i detale typu kurczące się końskie jaja na mrozie, które zauważy może 0.00001% graczy, a to przecież ważniejsze niż wciągający, odjechany gameplay, prawda? Na szczęście twórcy indyków i AA w większości nie mają z tym problemu, wiedząc co się naprawdę liczy dla graczy.
- Growe Szambo
- Growe Szambo
-
Anime - temat ogólny.
Obejrzałem dwa odcinki tego Daemons of the Shadow Realm, no i powiedziałbym że na razie jest takie sobie. Dziwny początek, bardzo nie lubię kiedy mangaka (tutaj chyba mangaczka?) jest niezdecydowany czy chce robić komedię czy poważne story spoiler sam motyw przyzywania obdarzonych supermocami pomocników do walki śmierdzi na kilometr Faith/Stay czy inną Personą. No i chyba jednak nastawiałem się na typową fantastykę, a tutaj spoiler Ale szansę jeszcze dam, bo FMA też na początku mnie nie zachwyciło, żeby później solidnie się rozkręcić.
-
Mój ulubiony fragment tej gry, powtarzałem go tylko 20 razy. Pięknie się zbiegło z dz
Mój ulubiony fragment tej gry, powtarzałem go tylko 20 razy. Pięknie się zbiegło z dziewczyną, która akurat weszła do pokoju z zapytaniem "Pojebało cię? Czemu rzucasz padem w kota?"
-
CRONOS: The New Dawn
Bloober nie ma czasu wspierać tej gry (SH2 remake zresztą też nie, dlatego nigdy nie dostaniemy epizodu z Marią), bo są zbyt zajęci klepaniem 20 innych tytułów jednocześnie. Oby im się to czkawką nie odbiło.
-
007 First Light
Ja jeszcze ciepło wspominam World is not Enough i Tomorrow Never Dies, jakby zrobili jakieś remasterki to chętnie bym zagrał, a nawet splatynował. Niesamowite ile wtedy wychodziło tych gier z Bondem i że w sumie większość trzymała poziom Ciekawe czy w First Light będzie coś równie zajebistego jak ta scena. Wiadomo, głupia strasznie, ale po Bondzie chyba nikt nie spodziewa się realizmu
-
007 First Light
Aż sobie przed premierą na emulku odpalę moją ulubioną gierkę z Bondem. Omg, jakie to było dobre na tamte czasy
- Pragmata
-
Mouse P.I. Fore Hire
- From
- Mouse P.I. Fore Hire
Widzę, że recka IGNu została pięknie zdemolowana. Oni naprawdę są aż tak upośledzeni?- własnie ukonczyłem...
W dwójce zniechęciło mnie granie Daddym, nie lubię grać takimi klocami w FPSach. Poza tym to bardziej Bioshock: Separate Ways niż pełnoprawny sequel, uczucie deja vu jest cholernie mocne.- Resident Evil 9 Requiem
Nie mogę się doczekać aż Crowbcat za dwa lata nakręci filmik o tym jak chujowa jest ta gra, bo nie padają w niej żadne seksistowskie dialogi, jak jest bezduszna, bo dwa assety (taboret w jadalni i komodę w biurze Victora) zapożyczono z RE Village i jak RE4 to było lepsze, bo tam nie dało się jednocześnie chodzić i strzelać, a wiadomo że takie sterowanie to był absolutny peak gier wideo i nic lepszego już się nie da wymyślić.- Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
Complete. Global. Retardation.- Najwyższy czas odświeżyć tę serię
Najwyższy czas odświeżyć tę serię- własnie ukonczyłem...
Jak&Daxter Jedna z najtrudniejszych pigułek do przełknięcia w dorosłym życiu? Zdecydowanie ten moment, kiedy uświadomisz sobie, że rodzice nigdy Cię nie kochali, bo zamiast nadkonsoli PS2 z najbardziej opasłą biblioteką nadgier kupili Ci Xboxa albo GCN. Na pocieszenie mogłeś pograć w Conkera albo w Mario Sunshine, podczas gdy koledzy z klasy łupali w najlepsze w Jak&Daxter, Ratcheta, Sly'a i masę innych hitów niedostępnych na bootlegowych konsolach, wytykając Cię palcami co najmniej jakbyś był trędowaty. Dzieciństwo zmarnowane bezpowrotnie Nie ma co owijać w bawełnę: gra trzyma się bardzo dobrze po dziś dzień i cały czas wygląda świetnie, oferując prześliczne, kolorowe i żywe lokacje obładowane masą zawartości. Duża w tym zasługa estetyki typowej dla gier z PS2 tamtych czasów, ale też mistrzów z Naughty Dog którzy już od pierwszych lat istnienia konsolki potrafili wyciskać z niej siódme poty. Według mnie ze wszystkich odsłon Jaka, ta zachowała się najlepiej wizualnie, a do tego ma najlepszy, iście bajkowy klimat, aż dziwne że nikt tam się nie dogadał z Pixarem, bo ekranizacja mogłaby nieźle pozamiatać w kinach, zwłaszcza z takim duetem bohaterów. Daxter mocno robi robotę zapewniając ubaw po pachy zarówno w trakcie cutscenek, jak i podczas zgonów Jaka w trakcie rozgrywki, kiedy to w dosyć chamski sposób nabija się z niepowodzeń gracza. Gameplay to naturalne rozwinięcie poprzednich dokonań studia, tylko tym razem w pełnym trójwymiarze: 3 duże HUBy rozgałęziające się na szereg mniejszych lokacji, dużo skakania, trochę ujeżdżania śmiesznych stworków, jakieś luźne questy od NPCów (zagoń bydło do zagrody, pobij rekord w wyścigu etc), nawet kilka minigier się trafiło, np łowienie ryb albo celowniczek w trakcie którego odpieramy atak krwiożerczych szczurów, no i deweloperzy przygotowali dwa zakończenia, z czego to drugie kanoniczne wymaga zrobienia gierki na 100%... co nie jest ani specjalne trudne, ani też czasochłonne po całość idzie machnąć w zaledwie kilka wieczorów. Nudzić się tu nie sposób i jedyne co lekko doskwiera to bardzo niski poziom trudności. Zgony nie są karane w zasadzie w żaden sposób, po śmierci po prostu respawnujemy niemalże się w tym samym miejscu, tak to jedynie bossowie mogą dać w kość, ale jest ich stanowczo zbyt mało (3 na krzyż), żeby zaciąć się gdzieś na dłużej. Chłopaki z Naughty Dog chyba sami zdali sobie z tego sprawę, bo już w sequelu postanowili podkręcić wyzwanie o 9000% Jak 2: Renegade No i tak jak poprzedniczka była zbyt łatwa, tak tutaj komuś suwaczek z poziomem trudności podkręcił się "ciut" zbyt mocno, skutkując jedną z najtrudniejszych gier tej epoki. Jeszcze gorzej, że zrobiono to w możliwe najtańszy sposób, bo to nie jest tak, że gra jest trudna w fajny, uczciwy sposób zachęcający gracza do większego wysiłku i skupienia jak Ninja Gaiden czy Devil May Cry, tylko cały sekret polega na tym, że praktycznie wyjebano wszystkie checkpointy zmuszając gracza do powtarzania momentami naprawdę bardzo długich fragmentów, a czasem i nawet całych misji. W połączeniu z tragicznym AI NPCów (jest dużo misji typowo eskortowych), przegiętą celnością przeciwników i kamerką która częściej nie działa niż działa, gra często staje się tak diabelnie trudna, że aż irytująca. Niestety, klimat też poszedł się walić, zamiast pięknego bajkowego świata lądujemy w dystopijnej krainie rządzonej przez tyrana i przez większość czasu zwiedzamy ponure ulice miasta, jakieś fabryki, laboratoria, ścieki, a sam Jak dosyć szybko dołącza do ruchu oporu i zaczyna grzać z giwer niczym rasowy Rambo, a i zyskał zdolność przemiany w przerażające monstrum. "Edgy", to będzie chyba najlepsze określenie w tym przypadku. Jak już jesteśmy w temacie miasta, to dodam że w żadnej grze tak źle nie porusza się po ulicach jak tutaj: to nie jest żaden open world, w którym możesz sobie jeździć w którym kierunku chcesz, tylko musisz zawsze trzymać się sztywno ustalonych tras, bo "miasto" w rzeczywistości ma obrzydliwie liniową strukturę, a ulice są niesamowicie ciasne i nieprzyjazne w manewrowaniu pojazdami. Dodajmy do tego poruszające się wszędzie patrole milicji (atakują przy byle pretekście i przestają dopiero kiedy Jak gryzie glebę), zbyt gęsty ruch samochodowy uniemożliwiający porządne rozpędzeni się oraz fakt, że autka wybuchają po zaledwie paru dzwonach, no i chyba powoli zaczynasz łapać do czego piję. Ja wiem, że to były czasy, kiedy każda gra chciała być jak GTA, ale ta sandboksowość po prostu tu nie pasuje. Mimo wszystko to cały czas kawał świetnej gry i jak już człowiek pogodzi się z masą dziwnych zmian, to może wyłuskać z niej masę grywalności. Gameplay jest jeszcze bardziej zróżnicowany niż wcześniej (walenie po mordach, strzelanie, bardziej hardkorowy niż wcześniej platforming, etapy celowniczkowe, jazda na desce antygrawitacyjnej i czesanie trikulców jak w Tonym Hawku, etapy z limitem czasowym, wyścigi na arenie, jeszcze więcej minigierek itp itd etc), starcia z bossami może nie są częstsze, ale za to na pewno bardziej dopracowane, no i fajnie że można w końcu trochę pograć Daxterem. Gra jest też co najmniej 3 razy dłuższa od poprzedczniki (duża w tym "zasługa" wysokiej trudności, ale też misji jest po prostu dużo więcej). Jak dla mnie najsłabszy Jak z trylogii, już nie czuć tego geniuszu Naughty Dog, ale i tak wolałbym po raz 20 zagrać w niego niż w dowolne Uncharted. Jednak w dalszym ciągu czuć, że jest to bardziej gra z krwi i kości skierowana do zaprawionych w bojach graczy niż cinematic experience, które przechodzi się samo. Jak 3 W gruncie rzeczy gra podobna do Jaka 2, tylko tym razem poziom trudności został idealnie wyważony (jupiiii, są checkpointy!), nie trzeba męczyć się z jazdą po mieście, jest jeszcze bardziej "edgy" niż wcześniej, no i dodanie potyczek na pustyni nieco odświeżyło gameplay. W zasadzie te sekwencje na pustkowiach bardzo lubię, świetnie popyla się autkami rodem z Mad Maxa i rozwala frajerów za murami. Giwery dorobiły się nowych dopałek, teraz każda z nich ma aż trzy rożne tryby strzelania, sam Jak też zyskał trochę nowych umiejętności (np niewidzialność albo latanie), jest więcej momentów w skórze Daxtera, ponownie masa zakręconych minigier, no w skrócie jest to Jak 2 gdyby wyciąć z niego to wszystko co tak wkurwiało Czyżby to zasługa samego Neila Druckmanna, który to zasilił szeregi Naughty Dog przy okazji tej odsłony? Pewnie nie, ale dobrze wiedzieć, że ktoś tam kompetentny jednak siedział i wiedział co zrobić, żeby podkręcić rozgrywkę. Tym samym jest to najlepszy Jak zaraz po pierwszej części i w sumie... ostatni dobry w ogóle, bo Jak X, a tym bardziej The Lost Frontier można spuścić w kiblu i udawać, że nigdy nie powstały. Crash Bandicoot N.Sane Trilogy Korzystając, że jeszcze zostało mi pół wolnej niedzieli, postanowiłem na szybko skończyć trzy moje ulubione odsłony rudego świrusa. Poszło bez żadnych problemów, aż sam się zdziwiłem że te gry są takie krótkie Najlepszy oczywiście pierwszy Crash: największa trudność, najlepszy klimacik (uwielbiam tę tropikalną wyspę), niemalże zero bullshitu znanego z kolejnych odsłon, a więc żadnych jetpacków, skuterów wodnych i latania samolocikiem, jeno hardkorowe platformówkowe wyzwanie i tylko jeden etap w trakcie którego na grzbiecie Doroty Wellman pokonujemy krótką trasę najeżoną pułapkami. Pozostałe dwie części ze składanki też są ok mimo swojego przekombinowania.- Właśnie lecą napisy końcowe Jaka 3, elegancko weszła cała trylogia w weekend peak Nau
Właśnie lecą napisy końcowe Jaka 3, elegancko weszła cała trylogia w weekend peak Naughty Dog i złota era przed nadejściem Cwelmanna- The Boys - 2019 - Amazon Prime
Od paru lat zastanawiam się czy się zabrać za ten serial, ale wszędzie czytam że od 4 sez. potężny zjazd + niby jest mocno politycznie, więc trochę deal breaker i nie wiem czy warto inwestować czas. Jeszcze niech spieprzą finał w takim stylu jak Gra o tron / Stranger Things, to już tym bardziej będę miał odpowiedź. Może po prostu lepiej nadrobić na YT jakąś składankę wszystkich najlepszych scen z Greg... z Homelanderem?- Pamiętacie czasy, kiedy Ubisoft przykładał się do swoich gier?
Pamiętacie czasy, kiedy Ubisoft przykładał się do swoich gier?- Wszyscy lecą już z Pragmatą, tymczasem ja czekający tylko na nową Onimushę:
Wszyscy lecą już z Pragmatą, tymczasem ja czekający tylko na nową Onimushę:- Resident Evil 9 Requiem
Ciekawi mnie czy wszyscy pracownicy kliniki byli świadomi tego co się tam naprawdę dzieje. To by trochę tłumaczyło brak reakcji Leona na śmierć asystentki Gideona (kolo dosłownie pozwolił, żeby zginęła) oraz jego komentarz po wejściu do biura z masą walających się trupów ("what a fucking shame"). Taki wyjątkowo mało empatyczny jest Leon w tej odsłonie, też to zauważyliście?